
częć II
*** Hadhramauth ***
part two

Turysta przybywajacy do Jemenu
powinien koniecznie zobaczyć dwie rzeczy: Pierwsza to Stara Sana. Druga to oazy w dolinie
Hadhramout. Pozostałe “places of interest” też sš ciekawe, ale to już
obiekty o niższej iloci gwiazdek… Ze stolicy do Hadhramout można się dostać na trzy sposoby: autobusami okrężnš
trasš przez Aden i Mukallę, samolotem wewnętrznych linii (za ok. 120 USD w jednš
stronę) do Say’un i landroverem, pod płatnš eskortš Beduinów pustynnym szlakiem z
Ma’rib (przerywana linia na mapie). Ten ostatni wariant, zabierajšcy z reguły dwa dni
jest najbardziej atrakcyjny, ale byłem sam i nie stać mnie było na wynajęcie
landrovera…


SAY’UN
Po blisko
godzinie lotu ponad pustkowiami samolot wylšdował na lotnisku w Say’un. Kilka
kilometrów dzielšce lotnisko od położonego po drugiej stronie doliny miasteczka
pokonać musielimy zbiorowš taksówkš – lejšcy się z nieba żar wykluczał marsz z
bagażami… Miasto położone jest malowniczo u stóp wysokiego górskiego
klifu. Say’un to administracyjny i handlowy orodek doliny. Tu skupia się baza
hotelowa, stšd można organizować wypady do pozostałych oaz…
się w centralnie położonym hoteliku Al Tawilla – naprzeciw bazarowej hali. Za
dwuosobowy pokój z wiatrakiem i prysznicem zapłacilimy 800 riali. Po raz pierwszy
dysponowałem prysznicem tylko z goršcš wodš (ogrzana tym wciekłym słońcem
woda w zbiorniku na dachu nie zdšży ostygnšć nawet przez całš noc)…
Było to podobno pod koniec XV wieku: 10 tysięcy ludzi z
północno-jemeńskiego plemienia Kathris Hamadanis przybyło tu i założyło swojš
stolicę. Stolicę Sułtanatu Kathiri, który przetrwał jako państwo aż do rewolucji w
1967 roku. Z okresu sułtanatu pochodzš najwspanialsze zabytki Say’unu: meczety,
pałac, grobowce więtych. Do meczetów niestety turystów nie wpuszczaja, a grobowce
można fotografować tylko przez bramę…


górujšcy ponad miastem sułtański pałac, zamieniony jest na muzeum i
udostępniony turystom codziennie przed południem. Budowla robi wrażenie. Za
symbolicznš opłatš 30 riali można obejrzeć umieszczonš na kilku kondygnacjach
ekspozycję obejmujšcš kolekcję starej broni, tradycyjne zioła, stroje i monety.
Zainteresować mogš także stare paszporty i fotografie z których turysta może poznać
dzieje sułtanatu
Kilka
pałacowych pomieszczeń zajmuje też ekspozycja archeologiczna. Mój szczególny zachwyt
wzbudziły tu jednak koronkowo rzebione okna – prawdziwe arcydzieła arabskiej snycerki.
Z wyższych kondygnacji pałacu i tarasu na szczycie rozpociera się fantastyczny widok
na miasto i otaczajšce góry. rodek doliny zajmujš rozległe palmiarnie – i na pewno wyglšdałyby
one bardzo efektownie gdyby nie to, że pioropusze palm okryte sš wszechobecnym pustynnym
pyłem, podnoszonym przez byle powiew wiatru. Tak tu było od zawsze. W murze
otaczajacym pałac schował się niewielki sklepik z pamištkami. -50 riali za
pocztówkę? To wcale nie tak dużo! Gdyby jeszcze nie to,że pokryta jest grubš warstwš
pyłu! -Jeli chcesz teraz jechać do Tarim to
pospiesz się zanim kierowcy rozpocznš południowš siestę!-radzi kupiec. Pora
pożegnać Say’un – miasto-oazę położonš na odwiecznym karawanowym szlaku…


TARIM
Do Tarimu – drugiej oazy z dolinie
dotarłem zbiorowš taksówkš. Wehikuł rusza z bazaru w Say’un gdy zbierze komplet
pasażerów. 120 riali w jednš stronę. Jedzie się powoli, lawirujšc wród dziur w
asfaltowej jezdni. Po obu stronach szosy u stóp gór tu i ówdzie widać bielone kopuły
wzniesione ponad grobowcami muzułmańskich więtych. Jest w końcu miasteczko…
Tumany pustynnego kurzu podnoszone przez pojazdy na niebrukowanych ulicach…
Upał,
który w słońcu na pewno przekracza 40 stopni. Bez okularów słonecznych i nakrycia
glowy ani rusz! Podziwiam tutejsze kobiety za to że potrafiš w tym klimacie chodzić
ulicami w swoich czarnych strojach. Takie same stroje, tyle że uzupełnione o wysokie,
szpiczaste słomkowe kapelusze nosiły chlopki, które pasły gdzie po drodze stadko
kóz.
W Tarim odnajduję zamknięty na
głucho budynek biblioteki zawierajšcy podobno ciekawš kolekcję arabskich
manustryptów. Widać turyci pojawiajš się tu raczej rzadko. Ciekawostkš miasta sš
minarety tutejszych meczetów – białe i kwadratowe – reprezentujšce styl…
jawajski. Podobno to skutek podróży handlowych do Indonezji które odbywali
miejscowi kupcy…


podobno Tarim słynšł w wiecie arabskim ze swoich muzułmańskich szkół. Dzi
miasteczko ma ponoć 15 tysięcy mieszkańców i wyranie podupada. Z czasów
miedzywojennej wietnoci pozostały opuszczone pałace dawnych wielmożów, które
można za drobnš opłatš zwiedzić. (Niewiele w nich do zobaczenia z wyjštkiem
poobijanych stiuków i kolekcji różnych rupieci). Potem wypada już tylko
wlać w siebie kolejne pół litra wody i szukać na głównym placyku zbiorowej
taksówki…

SHIBAM
-To co zobaczysz w Shibam przejdzie wszystkie twoje
oczekiwania!-powiadali. Rzeczywicie przeszło… Wyobracie sobie wyrastajace w
samym rodku płaskiego dna szerokiej doliny skupisko kilkuset (podobno 500) wysokich ma
8-9 kondygnacji wieżowców ulepionych z gliny… Taki włanie jest Shibam…
Nic
dziwnego, że UNESCO wpisało Shibam na listę wiatowego dziedzictwa i przekazuje
rodki na restaurację tych sporód “wieżowców”, którym po setkach lat
opierania się pustynnym wiatrom, upałowi, rzadkim opadom i powodziam grozi rozsypanie
się. Miasto otoczone jest murem, z głównš bramš od strony przelotowej szosy.
Wydaje mi się, że najbardziej malowniczo ciana wieżowców prezentuje się od strony
zachodniej, gdzie do muru obronnego przylega duża palmiarnia. Wsród palm stoi tu
niewielki biały meczecik przydajšc jeszcze krasy orientalnemu krajobrazowi.
Przyjechałem do Shibamu po południu, gdy słońce operowało włanie z tej
strony. Grzało strasznie, a ja łaziłem od palmy do palmy w piasku miałkim
jak puder szukajšc dla was tego najlepszego ujęcia. Czy mi się w końcu udało? – ano
oceńcie sami na obrazku
poniżej…


dokładnie takie same obrazki podziwiali wędrowcy z grzbietów wielbłšdów, które
jeszcze pół wieku temu zmierzały w górę Doliny Hadhramout niosšc w jukach daktyle,
kadzidło i zamorskie tkaniny. W kronikach odnotowano, ze przez czas jaki Shibam
był nawet stolicš całej doliny… A na stałe – siedzibš gubernatora, który
rezydował w tutejszej cytadeli. Karawany przybywały z daleka… Ludzie podziwiali
niezwykły kunszt tutejszych budowniczych. Bo też zapewne nie widzieli w wiecie
niczego podobnego…

zamieszkuje w Shibam podobno ponad 7000 ludzi. Pewnym novum, które
pojawiło się w tutejszej architekturze jest zwyczaj malowania całych domów albo
chociaż ich górnych częci białym wapnem. Wynajmuje się do tego celu grupy malarzy,
którzy koczujš przy beczkach pełnych mielonej kredy na dole – przy szosie. Na desce
zawieszonej na dwóch sznurach opuszczajš się ze szczytu takiego wieżowca i machajš
ręcznymi pędzlami az miło popatrzeć… Bez szelek ratowniczych i żadnego
ubezpieczenia…

Pierwsze
budowle, które rzucajš się w oczy po przekroczeniu bardzo solidnej głównej bramy to
odnawiane obecnie pałace imamów (na zdjęciu obok). Podobno w ich wnętrzach będzie
wkrótce muzeum. Zaraz dalej zaczyna się prawdziwy labirynt wšskich i przepacistych
uliczek – wšwozów. Na ich parterach doć często znaleć można sklepiki –
także takie z pamištkami. No i tutaj czeka niestety przybysza pierwsze niezbyt miłe
wrażenie…

sprzedawcy potrafiš być wyjštkowo natarczywi – jak nigdzie indziej w tym kraju i
potrafiš popsuć przyjemnoć zwiedzania… Mylę, że przedtem to ich popsuli
bogaci turyci z zachodu… Trzymajcie sie zatem raczej z daleka od nich i ich
“antyków”. Jedyne warsztaty, do których warto wstšpić to te snycerskie –
gdzie rzebiš nie tylko piękne panele drzwiowe ale także przemylne drewniane zamki
otwierane skomplikowanym, także drewnianym kluczem. W uliczkach Szibamu dominuje
mrok – trudno znaleć takš która będzie odpowiednio owietlona do zdjęcia.
Biegajš w nich gromady dzieciaków i jeszcze większe – kóz.

kobiety, które próbuję dyskretnie fotografować przemykajš szybko wzdłuż ulic, a na
widok cudzoziemca jeszcze przyspieszajš kroku. I choć w ich czarnej szacie widać tylko
jednš waskš szparkę – na oczy – to i tak uciekajš przed kamerš. Po raz pierwszy
w Jemenie widzę, że co bardziej eleganckie damy jako uzupełnienie stroju noszš czarne
rękawiczki… W tym upale!… Jest tu kilka meczetów
z tym największym, Pištkowym na czele. Trafiam włanie na moment gdy ludzie wychodzš
z popołudniowej modlitwy – sami panowie, proszę pań! Sami panowie!…
stronie wadi (koryta wyschniętej rzeki) jest nowa częć miasteczka, a za niš stromy
grzbiet górski. Warto się wdrapać na ten grzbiet choćby do wysokoci rezerwuaru wody
aby popatrzeć na stary Shibam z lotu ptaka… Zasapałem się solidnie poganiany
okrzykami arabskich dzieciaków (aby wyjć na zbocze trzeba znaleć cieżkę między
domami). Ale widok, który otworzył się tam na górze wynagrodził ten wysiłek.
Siedziałem na skałce jak urzeczony, zapomniawszy o zaschniętym gardle i o tym, że
butelka na wodę już dawno jest pusta. Chylšce się ku zachodowi słońce złociło
szczyty budowli. Przede mnš pysznił się w całej okazałoci legendarny Shibam –
marzenie podróżników, Manhattan Pustyni – jak napisali o nim współczeni poeci.
Powiem wam, że niewiele przeżyłem na trasie tej podróży podobnie facynujšcych
chwil…


pocztówkach, że czasem słońce zachodu owietla także i tš frontowš cianę
Shibamu – od strony wadi. Zależy to jednak widocznie również od pory roku bo nie
doczekałem tego momentu.
Pora
było schodzić w dół i rozejrzeć się za jakim transportem do odległego o 19 km
Say’un. Okazało się, że pod wieczór wcale nie jest to takie proste – synowie Allacha o
tej porze już zwykle tylko biesiadujš. Ale w końcu jako dotarłem na kwaterę…
Z Hadhramout
zamierzałem wracać do stolicy lšdem, kierujšc się najpierw na wybrzeże, odwiedzajšc
po drodze Aden i Ta’izz. Ale o tym już na kolejnej stronie o
dotyczšcych organizacji takich dalekich podróży możecie przeczytać na osobnej
stronie: DOOKOŁA WIATA

