Tibet – Wojciech Dšbrowski travel report (Tybet_en.htm)

Tybet__tyt_en.jpg (27922 bytes)

Sorry, at the moment only Polish

version of this page is available

Tibet – Wojciech Dabrowski Przez całe wieki ta ukryta za wysokimi górami i niedostępnymi stepami

kraina pozostawała zagadkš dla reszty œwiata. Chyba właœnie dzięki wieloletniej

izolacji jej mieszkańcy zachowali tak wiele ze swojej dawnej kultury. Tak jak innym

podróżnikom i mnie wyprawa do Tybetu œniła się przez wiele lat . Przyszedł w końcu

dzień, gdy zarzuciłem na grzbiet wyładowany konserwami plecak i samotnie wyruszyłem na

szlak.   Była jesień 1987 roku. Transsyberyjskim pocišgiem przez Mandżurię dotarłem do Pekinu, a

stamtšd, zwiedzajšc po drodze Xian i Xining do miasteczka Golmud, gdzie

wówczas kończyły się

tory…

Tybt_map2.jpg (48597 bytes)m

Gdy za zgodš władz chińskich w 1979 roku zawitał do Lhasy

pierwszy turysta skrupulatni dziennikarze oszacowali, że przed nim było w tym mieœcie

zaledwie około 1200 Europejczyków, z czego połowa to członkowie brytyjskiej ekspedycji

wojskowej, która w 1904 roku wtargnęła do Tybetu od strony Indii. Szerzej wrota Tybetu

uchylono dopiero w latach osiemdziesištych. Dziœ Europejczyk na ulicy Lhasy nie jest już sensacjš. Ale

oglšdanie tybetańskich krajobrazów w dalszym cišgu jest przywilejem nielicznych

trampów – tych, którzy mieli więcej od innych wytrwałoœci i chyba także odrobinę

szczęœcia.

tyb122.jpg (17243 bytes)

Transtybetańskš kolej do Lhasy otwarto

dopiero w 2006 roku.

Do Lhasy

możny przylecieć samolotem z Katmandu lub z chińskiego Chengdu.  Tym, którzy nie majš pieniędzy i ochoty na samolot, a

szukajš przygody pozostajš praktycznie dwie  tylko trasy lšdowe: jedna z Katmandu

i druga – słynnš transtybetańskš szosš: z ostatniej stacji kolejowej w Golmud do

odległej o prawie 1200 kilometrów Lhasy. Tędy właœnie ruszyłem takim oto publicznym

autobusem…

tyb123.jpg (8929 bytes)

Transtibetan

highway…  Prawie dwie doby męczšcej jazdy autobusem przez pusty, surowy

płaskowyż.   Dla kilku Europejczyków, którzy bez powodzenia próbujš

upchnšć między stłoczonymi ławkami swoje długie nogi i skazani sa na wdychanie dymu

z papierosów kopconych przez Chińczyków jest to ciężka próba…   Tš 

jedynš porzšdnš szosę (pełnš jednak dziur i wybojów) łšczacš stolicę Tybetu z

resztš Chin zbudowano w latach 1952-54. Przedtem do Lhasy wiodły jedynie karawanowe

szlaki.

tyb124.jpg (28326 bytes)

Jeszcze na poczštku XX wieku łatwiej było dotrzeć do stolicy

Tybetu z południa, forsujšc Himalaje niż przez niegoœcinny płaskowyż. Nic wiec

dziwnego, że przez wieki pozostawał Tybet zupełnie odcięty od œwiata.

Po drodze tylko dwa małe miasteczka

(w jednym z nich – Amdo- 4500 m npm nocowaliœmy w prymitywnym hoteliku),

“truckstopy” czyli przystanki dla ciężarówek z garkuchniami i wojskowe baraki

Chińczyków…

tyb125.jpg (16321 bytes)

Transtybetańska

szosa to także piekielny ból głowy, łomotanie w skroniach a nawet nudnoœci. Takie sš

skutki braku stopniowego przystosowania do przebywania na dużych wysokoœciach. Czujesz

tu więc aż nadto, że jesteœ na Dachu Œwiata – w Tybecie, na wyżynie czterokrotnie

większej od Polski, wyniesionej znacznie powyżej wierzchołka naszych Rysów.

tyb126.jpg (33815 bytes)

Ludnoœć

œrodkowego Tybetu utrzymuje się głównie z hodowli zwierzšt. Głównymi produktami,

który mogš zaoferować w zamian na inne towary sš mięso i skóry jaków i owiec. W

jednym z przydrożnych osiedli przygotowano właœnie stertę takich skór do

transportu.  Na przejeżdżajace autobusy czekajš miejscowe kobiety, sprzedajšc

herbatę z termosów. Sš miłe, ale turyœci mogš się z nimi porozumiewać tylko na

migi…

tyb127.jpg (23803 bytes)

Droga do Lhasy wiedzie przez zamglone i oœnieżone przełęcze,

których wysokoœć dochodzi do 5000 metrów nad poziomem morza. Najwyższa z nich: Tanggula

Shankou rozpięta na

wysokoœci 5200 metrów przez okršgły rok pokryta jest œniegiem.   Stajemy w

cišgu dnia tylko kilka razy.  Zimno.  Próba przebiegniecia kilkunastu metrów

“na rozgrzewkę” kończy się nagłym zawrotem głowy...

lha128.jpg (38187 bytes)

Po blisko 40

godzinach  od wyruszenia z Golmudu wymęczeni, z bolšcymi głowami i czerwonymi

oczami zobaczyliœmy wreszcie cel  podróży – naszš wymarzonš Lhasę.  Ponad

miastem piętrzył się majestatyczny zamek – klasztor dalajlamów: legendarna Potala.

Lhasa jest tak fascynujšca, że warto jej poswięcić osobnš stronę,

aby do niej przejœć kliknij tutaj:  do LHASY

tyb170.jpg (18642 bytes)

Pokonanie

trasy z Lhasy do nepalskiej granicy nie jest wcale proste.    Publiczne

autobusy – wraki do granicy kursujš tylko kilka razy w tygodniu i nie stajš w ciekawych

miejscach trasy.   Jeżeli zbierze się odpowiednia grupa turystów, to

wspólnie można wynajšć trochę lepszy bus (najlepiej z kierowcš – Tybetańczykiem) i

wyruszyć pylistymi, szutrowymi drogami na południe. Warto zabrać w drogę operacyjnš

maskę, która chroni płuca przed dokuczliwym pyłem…

Tybt_map2.jpg

tyb171.jpg (11649 bytes)

Przejazd

autobusem na trasie Lhasa – Gyantse zabiera 8 do 10 godzin. Zaraz na poczštku nasz wrak

wspina sie powoli na przełęcz Khamba La – 4900 metrów npm, gdzie furkoczš na wietrze

sznury modlitewnych choršgiewek. Ale pierwszš większš atrakcjš krajobrazowš po

opuszczeniu Lhasy jest malownicze górskie jezioro Yamdrok Tso, za którym bielš się w

oddali  Himalaje…

tyb172.jpg (24087 bytes)

Coœ trzeba

jeœć!  Gdzieœ przy drodze przystajemy na posiłek: miskę gotowanego ryżu za

jednego juana. Sš oczywiœcie także bardziej wyrafinowane smakolyki, ale strach

próbować, bo przygotowywane sš w opłakanych warunkach higienicznych i nigdy nie

wiadomo jak zareaguje na nie nasz żołšdek!  Obok,  siedzšc wokół

nieodzownego termosu z herbatš pojada pałeczkami podróżujšca tybetańska rodzina…

tyb173.jpg (14300 bytes)

Trasa

obfituje we wspaniałe widoki. Gdy droga zbiega w dolinę nad nami zaczynajš pietrzyć

się góry. Po ich zboczach spływajš lodowce. Topniejšc, dajš poczštek wartkim

strumieniom, które rozmywajš drogę. Czasem trzeba wysišœć z autobusu, aby bez

obcišżenia mógł pokonać niebezpieczny odcinek. Strumienie forsujemy w bród…

Wykorzystujemy czas przymusowych postojów na zrobienie zdjęć…

tyb174.jpg (16621 bytes)

Kierowca –

Tybetańczyk jest życzliwy i przystaje kilka razy w ciekawych miejscach, abyœmy mogli

fotografować. Chińscy kierowcy  podobno nie sš tak sympatyczni. Œrednia

prędkoœć jazdy na tej trasie to 20 km/godz. Kiedy wšwóz górskiej rzeki trochę się

rozszerza na dole pojawiajš się pastwiska jaków, a także miniaturowe poletka, na

których uprawia się jęczmień.  Nie chce sie wierzyć, że na tych pustkowiach

mieszkajš ludzie i że mogš sie utrzymać z tego, co rodzš te niewielkie spłachetki

uprawnej ziemi…

tyb175.jpg (17710 bytes)

Ani jednego

drzewa w polu widzenia, tylko czasem jakieœ karłowate krzaczki…  Wzdłuż naszej

  szutrowej drogi poprowadzono linię telefonicznš, a że o drewniane słupy w

Tybecie trudno, więc podpory tej linii wybudowano z glinianych, nie wypalonych cegieł.

Każdy taki słup to miniaturowa wieża, a wymurowano ich tu setki! Nigdzie w œwiecie nie

widziałem jeszcze takiej “racjonalizacji”…

 

Pierwszy

dzień naszej jazdy w kierunku nepalskiej granicy zakończyliœmy w Gyantse – niewielkim

miasteczku, które rozłożyło sie u stóp fortu.

Po nocy spędzonej w podrzędnym hoteliku i zwiedzeniu

miasteczka  nasz autobus ruszył dalej do miejscowoœci Shigatse, gdzie

zatrzymaliœmy się na kolejny nocleg.

Zdjęcia i informacje z Gyantse i Shigatse (to

bardzo ciekawe miasta) umieœciłem na osobnej stronie, aby do niej przejœć, kliknij

tutaj: do GYANTSE  I 

SHIGATSE

nie zapomnijcie jednak tu wrócić,  do granicy

jeszcze daleko i na szlaku jest jeszcze sporo ciekawych rzeczy !

gya184.jpg (18500 bytes)

tyb190.jpg (23731 bytes)

Koniec

wrzeœnia.   Przed wschodem słońca piekielnie zimno na dworze!  

Wszędzie pełno wałęsajšcych się psów…

Sš też i ludzie…   Cokolwiek można powiedzieć o tych

ludziach, to na pewno nie to że sš

niegoœcinni lub agresywni. Ci

na prowincji ubrani żałoœnie:  w tandetne tenisówki lub trampki  i okrycia

wierzchnie z samodziałowej, workowatej tkaniny…

tyb201.jpg (18825 bytes)

I znowu na

szutrowej drodze… Naszym autobusikiem strasznie telepie, szczególnie wtedy, gdy

przekraczamy koryta wyschniętych rzek. Tu i ówdzie w tym pustkowiu widać domki

sklecone, czy raczej ulepione z gliny.  Czasem stadko owiec i grupka ludzi, którzy z

daleka przyjaŸnie machajš do nas  rękami.  Potem mozolna wspinaczka na

kolejnš przełęcz…

tyb202.jpg (24872 bytes)

Przełęcz

Po-La – 4500 m npm… Mamy już za sobš kilka dni aklimatyzacji i trochę łatwiej

znieœć uboczne skutki przebywania na takiej wysokoœci. Zwalony czorten z pękiem

wypłowiałych flag, kilka kamiennych kopczyków i potem karkolomny zjazd w dolinę, aż

do rozjazdu dróg do Sakya. Tam czekajš przy drodze autostopowicze: tybetańscy mnisi i

dwójka europejskich trampów. Na tym pustkowiu szanse na “lift” majš raczej

niewielkie…

Znów

wspinaczka na przełecz. Znów pęki modlitewnych flag i tablica z hieroglifami, z której

potrafimy odczytać jedynie wysokoœć: 5220 m. To miejsce nazywa sie podobno Lak-Pa-La.

Zapada zmrok, gdy osišgamy pogršżone w mroku osiedle. Nasz autobusik wjeżdża na

podwórko jakiegoœ “truckstopu” – nędznego zajazdu, w którym zatrzymujš się

kierowcy ciężarówek. Jest nas 28 osób, a wyplatanych paskami skóry lóżek tylko 19.

Całe szczeœcie, że prawie wszyscy majš œpiwory!  Za takie łóżko kasujš po 5

juanów. Przydziałowy litr wody wystarcza od biedy do umycia ršk i twarzy. A do jedzenia

mogš być frytki przygotowane na prymitywnej kuchni (patrz zdjęcie obok).  

Nie macie pojęcia jak wspaniale smakuje w takim miejscu przydŸwigana w plecaku z

dalekiej Polski konserwa turystyczna ! Nocš robi się piekielnie zimno. Szczerze

współczuję tym, co zjedli na kolację tybetańskš zupkę i nocš biegajš na dwór z

latarkami… Już lepiej dŸwigajcie te mielonki !

tyb203.jpg (20990 bytes)

tyb204.jpg (25710 bytes)

       

Czwarty dzień naszego niezwykłego rajdu szutrowymi drogami południowego Tybetu

rozpoczynamy jeszcze po ciemku, szczekajšc zębami pod wspaniale rozgwieżdżonym niebem.

W naszym zajeŸdzie o tej porze nie ma oczywiscie ani miski wody do mycia, ani termosu z

herbatš…  Posterunek kontrolny.   O 9.30 przejeżdżamy obok sporej osady

Tingri West, rozłożonej na łagodnym wzgórzu w œrodku sporej doliny…

tyb205.jpg (26021 bytes)

W pełnym

słońcu otwiera sie przed nami panorama głównego grzbietu Himalajów. Po raz pierwszy w

życiu widzę w oddali masyw Everestu. tyle lat czekałem na tš chwilę!  Z dużej

odległoœci nie wydaje się wcale gigantem.   Mimo słońca lód trzeszczy na

kałużach. Zimno, ale co za widoki w tym przejrzystym powietrzu !

             Zaroœnieci,

niedomyci  mamy wszyscy serdecznie doœć tej jazdy..  Ale do końca

dzisiejszego, ostatniego etapu wciaż jeszcze bardzo daleko.  Z Lhasy do granicy jest

okolo 890 km!       

tyb206.jpg (25746 bytes)

Im bliżej

Nepalu, tym więcej widzi się ludzi.  W dolinach znowu  niewielkie poletka

jęczmienia, a że kończy się właœnie  pora zbiorów to w wielu zagrodach można

zobaczyć prymitywnš młóckę – na glinianym klepisku przy użyciu kijów. Czasem kije

zastępowane sš racicami przeganianych w kółko jaków.  Następnie słomę

przewiewa sie na wietrze – tak jak to widać na zdjęciu obok…

tyb207.jpg (28909 bytes)

Powoli

zjeżdżamy w dół, widać coraz wiecej zieleni…

Na postoju.  Oni przygladajš się nam, a my im – po obu

stronach widać życzliwoœć. Nie nauczyli się jeszcze żšdać pieniędzy za zrobienie

zdjęcia…  Żeby jeszcze tylko można sie było porozumieć!

Dzień dobry ! – Toszi dili !

Do widzenia! – Keliczu !

Dziękuję! – To duo czaj !

tyb208.jpg (42608 bytes)

Ruch na tej

międzynarodowej szosie nazywanej “friendship highway”- jedynej, która łšczy

Chiny z Nepalem jest niewielki. Samochody wymijamy œrednio raz, może dwa razy w cišgu

godziny. Czasem po poboczu sunš na swoich małych konikach miejscowi jeŸdŸcy, czasem

mija nas karawana obładowanych osiołków…

Keirang kaba tega ?

Dokšd jedziesz ?

tyb209.jpg (25287 bytes)

Oœnieżone,

główne pasmo Himalajów było coraz bliżej.

Czyżby to była Xixabangma – osmiotysięcznik leżšcy w

caloœci po chińskiej stronie granicy?

Z tej strony Himalajów stosunkowo łatwo można

się    zbliżyć do stóp Everestu – pod warunkiem, że ma się dostatecznie

dużo czasu, pieniadze na wynajęcie terenowego jeepa i specjalne zezwolenie

Chińczyków…

Podczas

podróży bardzo rzadko fotografuję siebie – po prostu szkoda mi slajdów.  Nie

wiedziałem jednak, czy los pozwoli mi kiedykolwiek wrócić do Tybetu i stanšć znów

naprzeciw tych wspaniałych, oœnieżonych gór. Tak, to ja!  Mimo słonecznej pogody

ciepło ubrany, bo jest chlodno, chronišcy łysinę i nos pod czapkš przed promieniami

bardzo silnie operujšcego na tej wysokoœci i w tym krzyształowym powietrzu słońca…

Był ostatni dzień wrzeœnia. W przewodnikach piszš, że

najodpowiedniejszš porš na wyjazdy do Tybetu jest maj i czerwiec, ale ja wybrałem

jesień,  ponieważ w Nepalu, dokšd zmierzałem z Tybetu jesień jest

najodpowiedniejszš porš do chodzenia po górach…

         I nie żałowałem takiego wyboru…

tyb210.jpg (21372 bytes)

tyb211.jpg (30247 bytes)

Od Nyalam

nasza droga zaczyna zbiegać w dół. Zaznacza sie tutaj wyraŸna granica stref

roœlinnych: na pólnoc jest suchy, wysokogórski step, a na południe zaczynajš

się  na zboczach lasy, które swoje istnienie zawdzieczajš docierajacemu już tutaj

monsunowi.    Droga przebiega po zboczu,  po prawej stronie doliny i na

odcinku 30 kilometrów do granicznego Zhangmu opada o 2000 metrów!.

tyb212.jpg (40396 bytes)

W dolinie

pojawiajš się pierwsze drzewa – coœ, czego nie widzieliœmy od kilku dni. Kubiczne

zabudowania sš większe, a w zagrodach widać więcej stogów i suszšcego sie

ziarna.  Nad rzeczkš pasš się stadka kóz.  Na murkach zamykajšcych zagrody

suszy się torf i nawóz jaków używany do palenia pod kuchniš.  Na poletkach

odbywa się orka przy użyciu jaków zaprzężonych do drewnianych soch…

Przystajemy

w jednej z pzrydrożnych wiosek przy takiej oto tybetańskiej œwiatyni. Okazuje się, że

œwištynię wzniesiono przy Milarepa Cave – jaskini, gdzie niegdyœ medytował

tybetański filozof, poeta i mistyk Milarepa.    I choć w œrodku nie ma nic

szczególnie interesujacego jest to pierwszy ciekawszy obiekt architektoniczny od Shigatse

– po drodze były tylko baraki i gliniaki…tyb214.jpg (26527 bytes)

 

Z pobliskiej zagrody przyszły dzieci.

    Popatrzcie na ich ubrania z workowatego materiału…

 

tyb213.jpg (23851 bytes)

tyb215.jpg (24784 bytes)        

                                                                

Tybetańskie rodzeństwo

tyb216.jpg (27007 bytes)

tyb218.jpg (31359 bytes)

     

Po przybyciu do chińskiej miejscowoœci granicznej   Zhangmu okazało się, że

9-cio kilometrowy odcinek drogi od wioski w dół – do mostu na granicznej rzece jest

zniszczony przez osuwiska ziemii. Trzeba było przebyć ten odcinek pieszo, taszczšc na

grzbiecie cały swój dobytek.    Wyruszyłem na ten szlak dopiero rano, po

nocy spędzonej w drewnianej budzie bez bieżšcej wody dumnie nazywanej hotelem i po

odprawie na chińskim punkcie kontrolnym na skraju wsi…

tyb220.jpg (36286 bytes)

tyb219.jpg (18257 bytes)

Przez Most PrzyjaŸni

zbudowany przez Chińczyków na granicznej rzece przeszedłem do Kodari – maleńkiej

nepalskiej wioski rozcišgniętej wzdłuż drogi biegnšcej u stóp stromego zbocza

tyb221.jpg (37681 bytes)
Jeszcze tylko

pieczštka do paszportu, którš otrzymałem u urzędnika w jednej z takich szop i

…  byłem już w Nepalu !   Było słonecznie i znacznie cieplej niż na

tybetańskiej wyżynie. Kilka kilometrów dalej w wiosce Tatopani znalazłem nocleg i

goršce Ÿródła, w których można było wreszcie zmyć kurz tybetańskich dróg i ostry

zapach jaczego masła.     W Katmandu załatwiłem trekking permit 

i wyruszyłem przez krainę Szerpów pod Everest. Ale to już inna, choć równie

fascynujšca historia… 

                  

Wojciech Dšbrowski

Do Tybetu wróciłem po 31 latach –

w 2018 – tu możecie zobaczyć, jak sie zmienił: 

Wschodni Tybet 2018

xxx