
Tekst i zdjęcia: Wojciech
Dąbrowski © –
text & photos

(ciąg dalszy)
Wielkie
ośrodki miejskie Kamerunu: stolica tego kraju Yaounde i centrum ekonomiczne
jakim jest Douala znajdują się w południowej części kraju. Powiem szczerze:
nie lubię wielkich miast – szczególnie tych w Trzecim Świecie – najczęściej
przeludnionych, niebezpiecznych, pełnych kurzu i spalin… Ale one też
składają się na obraz kraju, który bez wizyty w stolicy nie byłby przecież pełny.
Ruszyłem zatem – najpierw do Yaounde.
Pociąg rozpoczynający swój bieg
w N’Gaoundere w centralnej części Kamerunu według rozkładu powinien
przemierzyć trasę do stolicy w ciągu 12 godzin. W rzeczywistości podróż trwa
czasem nawet dwa razy tyle. Nam udało się do celu po 16 godzinach, co nie
było wcale złym wynikiem. W kuszetce podróżuje się wygodnie – dają nawet czystą
pościel. Tyle, że podczas jazdy wagonem tak rzuca, a jego części tak
niemiłosiernie skrzypią, że o normalnym śnie raczej nie ma mowy. W składzie
jest wagon restauracyjny i czarne dziewczyny zaraz po starcie zbierają
zamówienia na napoje i posiłki – za 2500 CFA można dostać danie z mięsem lub
rybą…


Gdy przychodzi świt okazuje się,
że jednotorowy szlak wiedzie przez gęstą, kipiącą zielenią dżunglę.
Odcinkami tor biegnie wzdłuż szerokich rzek. Powietrze tu już inne niż
tam – na wyżynach. Świeżość poranka ustępuje wkrótce lepkiemu upałowi…
Na mijankach obserwujemy odkryte
wagony załadowane wielkimi kłodami cennych gatunków drewna. To jeden z
podstawowych artykułów eksportowych Kamerunu (pozostałe to niewielkie ilości
ropy i boksyty). Niestety, takich potężnych
drzew do wycięcia jest w dżungli coraz mniej. Międzynarodowe organizacje
biją na alarm, a oni… wycinają dalej, bo coś trzeba sprzedawać aby
sprowadzić zza granicy samochody dla dygnitarzy, telewizory i inne dobra…


częściej przystajemy na stacyjkach, gdzie wzdłuż pociągu biegają przekupki
oferujące kolby gotowanej kukurydzy, pieczony maniok, banany i pomarańcze.
Ostatni odcinek trasy prowadzi
przez dzielnice slumsów, które obrastają stolicę. Ze zgorszeniem patrzę jak
bogaci Kameruńczycy z pociągu zabawiają się rzucając puste butelki po wodzie
mineralnej stojącym przy torze dzieciakom.
Dzieci biegną wzdłuż toru i biją się o nie – najwyraźniej taka butelka ma
dla nich wymierną wartość… Afryka…
Na małą stacyjkę w Yaounde wjeżdżamy
około 10.30. Przy wyjściu z peronu odbierają nam wykorzystane bilety, a za bramą
rzuca się na nas tłum taksówkarzy. -Do hotelu “Ideal” – 2500!
Spokojnie, zostaw ten plecak, sprawdzę, za ile pojedzie twój kolega!… Cena
od razu spada…
W końcu jedziemy za 1500… Hotel “Ideal” leży przy dużym rondzie
Nlongkak – jakieś 2 km na północ od centrum. Pamięta kolonialne czasy. Za
pokój z łazienką i podwójnym łóżkiem biorą 8000 CFA. Wiatraka nie ma, ale są za
to małe balkoniki… Od razu widzę, ze trzeba
przeprosić się z moskitierą…
Ale nie było źle: za rogiem miałem internet cafe, skąd
płacąc 500 CFA za godzinę mogłem wysłać pocztę…


Co trzeba zobaczyć w Yaounde?
W centralnym punkcie stolicy Francuzi wznieśli katolicką katedrę Notre Dame.
Aż 40% 17-milionowego społeczeństwa Kamerunu to chrześcijanie.
Był akurat Wielki Piątek i we wnętrzu
trwało nabożeństwo. Nie było tłumu… Moją uwagę zwróciła ciekawa
kompozycja nad głównym ołtarzem…


ładny kościół. To schowana za murem świątynia greckokatolicka. Znajdziecie
ją w północnej dzielnicy Bastos, gdzie ulokowało się wiele ambasad.

Wracając do centrum miasta warto pokazać jaki widok otwiera się ze schodów
katedry Notre Dame. To Place Ahmadou Ahidjo – jeden z centralnych punktów
miasta – nazwany imieniem pierwszego prezydenta niepodległego Kamerunu
(rządził od 1960 do 1982 roku). Po prawej Francuskie Centrum Kulturalne, w
głębi – główna poczta. A pod katedrą – stragany z pirackimi płytami i
kasetami, telefonami komórkowymi i tandetną odzieżą.
Ulica w prawo biegnie od katedry do
Marche Central czyli na bazar, którego centralnym punktem jest okrągła
budowla przypominająca rzymską arenę. Obrośnięta jest dookoła setkami
kramów.
Nie jest to przyjemne miejsce, biały turysta jest tu zaczepiany bez przerwy i
to nie tylko przez dzieci. Odradzam…
Ciekawsze, barwniejsze i bezpieczniejsze bazary znajdziecie na kameruńskiej
wsi i w małych miasteczkach…


Przy “katedralnym” placu w Yaounde warto jeszcze odnotować wieżowiec, w
którym mają siedzibę tutejsze banki (z lewej) i wysoką, opuszczoną ruderę,
która była lub miała być hotelem.
Reprezentacyjna Aleja 20 Maja biegnie w kierunku okazałego Hotelu Hilton i
dzielnicy rządowej. Tu odbywają się manifestacje. Z prawej strony stoi
trybuna prezydencka pilnowana przez policjantów w cywilu.
To zdjęcie przypłaciłem łapówką. Gdy nieświadom rzeczy po zrobieniu
zdjęcia podszedłem bliżej
zażądali paszportu… Krzyczeli, straszyli. I nie chodziło wcale o to
abym skasował cyfrowe zdjęcie (co zaproponowałem). Chodziło oczywiście o
pieniądze… Wg międzynarodowych organizacji
zajmujących się walką z korupcją Kamerun jest jednym najbardziej
skorumpowanych krajów Afryki… Sam miałem okazje się przekonać. Nie
powtórzcie mojego błędu – z daleka od tej trybuny!


i gmachy ministerstw. To chyba najbardziej reprezentacyjny fragment stolicy
rozrzuconej na łagodnych wzgórzach. Wraz z przedmieściami ma ona ponad
milion mieszkańców.
Już następnego dnia pojechałem do
Douali – tym razem szczelnie wypełnionym minibusem za jedne 2000 CFA + 500
za plecak. Między dwoma
największymi miastami kraju kursuje ich wiele. Jest konkurencja, a na
terminalu w Yaounde grasują bandy naganiaczy, które wydzierają sobie bagaż
turysty ciągnąc go do upatrzonego wozu. Uważajcie! Dobra, asfaltowa
szosa wytyczona przez dżunglę umożliwia dotarcie do celu w ciągu 3 godzin.
Tak wyglądają
smutne przedmieścia Douali >>>>


Douala nie leży wcale nad morzem, choć jest najważniejszym portem Kamerunu.
Miasto rozłożyło się nad rzeką Wouri. Douala jest większa od stolicy
kraju – mieszka w niej prawie 1,5 miliona ludzi. To widać; budowane bez ładu
domy są tu niesamowicie stłoczone… A cała ta architektura ma cechy
wielkiej improwizacji.
Nieustanny ruch na jezdniach, wilgotny upał, smog, kurz, hałas – takie jest
to największe miasto Kamerunu. Przewodniki ostrzegają przed wychodzeniem na
ulice po zmroku… Miasto wyraźnie dzieli się na stare śródmieście
(ktoś z miejscowych ostrzega mnie tu przed fotografowaniem – bo zaraz
przyczepi się policja!) z budynkami administracji i trawiastym Place du
Gouvernement, na którym widziałem czynną o dziwo fontannę oraz na handlową
dzielnicę Akwa – położoną także nad rzeką, ale bardziej na północ.


W najstarszej, kolonialnej części miasta znaleźć można nieliczne przykłady
architektury z pierwszej połowy XX wieku – takie budynki można tu uznać za
zbytki – w tym mieści się jakaś agencja turystyczna… W pobliżu – przy rue
Joss są siedziby kilku banków, a w jednym z nich – działający bankomat, z
którego można pobrać gotówkę…
Na styku dwóch wspomnianych wyżej części miasta stoi katolicka katedra.
I tu pora napisać, że
najlepszym, najbezpieczniejszym locum dla trampów w Douali jest misja
katolicka w dzielnicy Akwa przy rue Franceville (tel. 342 2797).
Miejscowi lepiej znają ulicę Joffre na początku której stoi budynek misji.
Nocleg w pokoju z łazienką i klimatyzacją (innych tu nie ma) kosztuje 8000
CFA (single) lub 6000 (w twin lub triple). Rzeczą niezwykłą jest tu spory
basen z czystą wodą zbudowany na dziedzińcu misji, którego zalety docenicie,
gdy klejąc się w wilgotnym upale wrócicie z miasta. Gdyby nie było
miejsca w misji to podobno podobne warunki (ale za wyższą cenę) oferuje
“Foyer du Marin” (Seamanns Mission) w tej samej dzielnicy przy rue Gallieni.


Tymczasem wejdźmy jednak do katedry – najładniejszej budowli w smutnej i
zatłoczonej Douali… Lekkie kolumnady po obu stronach głównej nawy
nadają jej wnętrzu nieco orientalny charakter. Za głównym ołtarzem można
podziwiać ładne witraże.
centralna ulica handlowej dzielnicy Akwa, gdzie mieszkałem. W wielkich
miastach Kamerunu dominują francuskie nazwy, choć oficjalnie Kamerun jest
dwujęzyczny. Język angielski dominuje w zachodnich prowincjach, które w
wyniku referendum dołączono do byłego Kamerunu Francuskiego po rozpadzie
Brytyjskiego Kamerunu w 1961 roku. To tam – w pobliżu granicy z Nigerią leży
4-kilometrowy Mt Cameroon, na szczyt którego można się wspiąć z
przewodnikiem… Na zwiedzenie tej części kraju trzeba minimum tygodnia.
Tam nie byłem, tym razem zabrakło czasu… Zmierzałem na wschód…

Na wschód od Kamerunu leży kraj,
o którym jeśli się coś słyszy, to są to raczej smutne wieści. To Republika
Środkowoafrykańska – dawna kolonia francuska, następnie cesarstwo Bokassy.
Już kiedyś próbowałem tam wjechać – nie wyszło… Tym razem byłem w lepszej
sytuacji: agencje pisały o względnej normalizacji w tym kraju, byłem w
Douali, która jest lotniczym gateway’em do RŚA, w planie mojej podróży
miałem kilka dni w zapasie, a ambasada RŚA w Yaounde o dziwo na poczekaniu
wydała mi wizę. Więc choć tego dziwnego kraju nie było w programie
Transafricany postanowiłem spróbować…






