
Tekst i zdjęcia: Wojciech
Dąbrowski © –
text & photos

Mozambik
to dawna portugalska kolonia we wschodniej Afryce rozciągająca się wzdłuż
wybrzeża Oceanu Indyjskiego od Tanzanii do RPA. Trwająca przez wiele lat
wojna domowa utrwaliła w międzynarodowej społeczności obraz tego kraju jako
niebezpiecznego i zrujnowanego. Ale dziś w Mozambiku jest już spokojnie. Nie
należy tylko zapuszczać się na bezdroża ze względu na pozostawione po wojnie
tu i ówdzie pola minowe. Wiz na granicy w 2005 roku już nie dawali,
ale można je bez trudu uzyskać w Europie (Berlin) lub w konsulacie w
Blantyre, w Malawi za opłatą 1600 kwacha…
Mozambik to wielki kraj –
2,5-krotnie większy od Polski, mieszka w nim nieco ponad 17 milionów ludzi.
kaganki paliły się w oknach kilku gliniaków, gdy rozklekotaną matolą (tak w
Malawi nazywają furgonetki) dotarłem do granicznej wioski Nayuchi.
Wiedziałem, że będę musiał tu przenocować w murzyńskiej chacie: w
przewodniku pisali, że przejście graniczne czynne jest od 6 do 18. Przy
szlabanie na piaszczystej drodze nie było wprawdzie żadnego wartownika, ale
potrzebna była pieczątka wyjazdowa w paszporcie – nie chciałem mieć
kłopotów. Znalazłem nocleg w murzyńskiej chacie. Łóżko było twarde i w nocy cięły moskity toteż gdy o
siódmej rano zjawiłem się w biurze odpraw nie miałem najlepszego humoru. Pan
oficer przyszedł dopiero o 7.30. Z pieczątką nie robił problemów. Wyszedłem
przed biały, stacyjny budyneczek (na zdjęciu) i tą piaszczystą drogą
pomaszerowałem do Mozambiku…


Pięćset metrów dalej stała przy
drodze stara tablica, a między drzewami obok w chatach mieścił się
mozambicki posterunek celny. Zaskoczenie… W Malawi wszyscy funkcjonariusze
mówili po angielsku. Tu – tylko portugalski… Dogadaliśmy się jakoś – nie
musiałem otwierać plecaka. Po kilku minutach pomaszerowałem międzynarodową
piaszczystą drogą dalej. Przy drodze stały chaty pierwszej mozambickiej
wioski…
Między chatami siedziała pierwsza mozambicka rodzina. Przystanąłem,
wyciągnąłem aparat – i tak powstało to zdjęcie… Pierwsze kontakty z ludźmi
tego nieznanego mi kraju były bardzo miłe…
Odprawa paszportowa odbywała się podobnie
jak po malawijskiej stronie w budyneczku stacyjki. U cinkciarzy przed
wejściem wymieniłem resztę moich kwaczy na metikale. Były mi potrzebne:
pieczątkę wjazdową do paszportu dostaje się po wklejeniu 30000 metikali. To
na szczęście niewiele. Za jednego dolara USA płacono 22000… I co dalej? Z
granicznej wsi Entre Lagos do najbliższego miasta – Cuamby było 80
kilometrów. Kiedy będzie jakiś transport? Siadaj przed stacyjką. Do wieczora
może nadarzy się jakaś chapa [mówią: czapa]… Przejazd czapą kosztuje
80000… Siadam, czekam…


Po około godzinie nasłuchuję… i uszom nie wierzę… Stukot pociągu!
Staje przy peronie. Wprawdzie to tylko krótki skład towarowy, ale na końcu
ma doczepiony kryty wagon z przedziałem hamulcowym. jedzie do Cuamby.
Dogaduję się z kolejarzami – zabiorą mnie za 50000. Mam szczęście!
Żołnierz z ochrony chciałby jakiś
prezent, ale w końcu “załatwiam” jego wniosek oferując mu zdjęcie z jego
“narzeczoną”… Skrzypią osie, ruszamy!


Szlak kolejowy prowadzący przez sawannę jest w fatalnym stanie. Tą odległość
80 kilometrów pokonamy w 5 godzin. I dobrze, bo rozwiniecie większej
szybkości mogło by się źle skończyć… Popatrzcie na zdjęcie obok – to nie
jest
fotomontaż…
Towarzysze mojej podróży chrupią
trzcinę cukrową przycupnąwszy przy moim plecaku.


papaj i palm.
ludzie…


Cuamba okazuje się małym miasteczkiem o szerokich ulicach bez nawierzchni…
W centrum widziałem kilka ładnych poportugalskich rezydencji…
W kramach bułki. Zupełnie jak nasze w
latach sześćdziesiątych – po
1000 metikali…


Z Cuamby trzy razy w tygodniu kursuje pasażerski pociąg do Nampuli… Przejazd
w drugiej klasie (są trzy klasy) kosztuje 250000 metikali. Ruszyliśmy w trasę
przed świtem…
Te 360 kilometrów to wspaniałe
krajobrazy sawanny, samotnych gór i skalnych ostańców
.


najpiękniejsze krajobrazy Mozambiku…
przekupniów atakujących wagony.


Do Nampuli dotarliśmy po 11 godzinach. Witały nas kolejne malownicze skałki ..
Nampula w której nasz pociąg skończył bieg nie jest ciekawym miastem.
Chciałem kontynuować podróż aż na Wyspę Mozambique. To było jeszcze jakieś
200 kilometrów. Przed dworcem pokazano mi załadowaną “czapę”. Na pierwszy rzut
oka nie było szansy aby się wcisnąć na skrzynię, ale potem jakoś znaleźli
dla mnie miejsce na burcie… I pojechaliśmy!


Po
czterech godzinach spędzonych na burcie odkrytej furgonetki jadącej z
Nampuli bolało mnie odbite siedzenie. Dotarliśmy do celu już po zmroku. Z
ulgą witałem widok długiej, oświetlonej grobli prowadzącej na wysepkę.
Ustawiono przy niej dumną tablicę: UNESCO World Heritage Site.
Znalazłem zakwaterowanie w
uroczym rodzinnym hostelu:
Casa Luis – Private Garden – pokój jednoosobowy ze wspólnym prysznicem
kosztuje tam 200000.
do rangi stolicy Mozambiku Portugalczycy rządzili swoimi koloniami we
wschodniej Afryce z Wyspy Mozambik – Ilha de Mozambique. Na niewielkiej
wyspie, połączonej ze stałym lądem wąską groblą o długości półtora kilometra
wznieśli nie tylko sporą forteczkę, ale także kościoły, pałace i dziesiątki
pastelowo malowanych kolonialnych domów. Stolicę przeniesiono potem na
południe, na Ilha (tak mówią o niej miejscowi) czas zatrzymał się w XVII
wieku…


Te wspaniałe zabytki stanowią dziś jeden
z najciekawszych kompleksów starej architektury jakie można zobaczyć w
Południowej Afryce. Jeżeli dodamy do tego sympatycznych ludzi
zamieszkujących dziś na wyspie to okaże
się, że Wyspa Mozambik – Ilha de Mozambique jest jeśli nie najciekawszym, to
na pewno jednym z najciekawszych regionów turystycznych Mozambiku. Uważam,
że wizyta w tym kraju bez odwiedzenia Ilha de Mozambique będzie niespełniona…
Ale o najciekawszych obiektach wyspy i mieszkających na niej ludziach
– już na kolejnej stronie…
