Wojtek Dabrowski – Socotra 2012 cz.3 – zachód (Socotra3.htm)


I
n

December 2012 I got to the exotic and rarely visited Yemeni island called

Socotra. After a short visit of Hadibu – tiny capital of the island I

started the exploration of the interior with 4WD car and local guide.
Part one
of my report is related to the north of

the island.

Part two
describes the east of Socotra: dunes of Hayf

and Arher, Homhil Protected Area and great Hoq Cave. Then we turned to the

western part of the island…


W grudniu 2012 roku dotarłem na egzotyczną i rzadko odwiedzaną

jemeńską wyspę o nazwie Sokotra. Agencja turystyczna na Sokotrze załatwiła

wizę i była organizatorem całego pobytu na Sokotrze – od wylądowania na

wyspie do odlotu. W ramach uzgodnionej kwoty ok. 80 dolarów na każdy dzień

pobytu zapewniała noclegi, transport samochodem terenowym, pełne wyżywienie

i przewodnika. Po zwiedzeniu niewielkiej stolicy wyspy – Hadibu wyruszyliśmy terenowym samochodem do wnętrza wyspy, by poznać jej

niezwykłe krajobrazy i unikalną przyrodę, a następnie wspiąć się na

najwyższy masyw górski wyspy – Skand.  O tym fragmencie podróży

napisałem w pierwszej części

relacji.  W trakcie  następnych dni eksplorowaliśmy wschodnią

część wyspy: diuny w Hayf i Arher, rezerwat przyrody w Homhil i wreszcie

wielką i piękną jaskinię Hoq. O tej części pobytu napisałem w

części drugiej relacji. Po

wyjściu z jaskini nie tracąc czasu skierowaliśmy się na zachód wyspy…

Głównym celem była druga co do

wielkości osada na wyspie – Qalansiya. Jak widać na mapce poniżej, mieliśmy

tego popołudnia do przejechania prawie całą długość Sokotry. Przypomnę, że

wymiary wyspy to w przybliżeniu 130 na 30 kilometrów…

SocturMap.jpg

Północne wybrzeże Sokotry jest bardzo malownicze. W niewielkich rybackich

wioskach wyciągnięte na piasek odpoczywają kolorowe łodzie. Już teraz z

tworzywa. Ale kiedyś były drewniane i to dla tych łodzi, aby się nie

rozsychały rybacy budowali z kamienia niskie hangary. Te długie i wąskie

hangary funkcjonują do dzisiaj. Widać je po lewej stronie zdjęcia:   

Northern coast

of Socotra:

Soc074big.jpg

Coastal villages are built of

local stone:

Jadąc wzdłuż wybrzeża w kierunku

zachodnim mijaliśmy niewielki wioski zbudowane z kamienia – budulca, który

dostępny jest na miejscu i to w nieograniczonej ilości:

Soc084big.jpg

Russian T-34

tank

 

Ale na wybrzeżu zobaczyć można także pozostawione relikty z poprzedniej

epoki: radzieckie czołgi T-34.  Zardzewiałe i bezużyteczne, z lufami

skierowanymi w ocean.

W czasach, gdy Jemen był podzielony na dwa państwa: północ i południe Jemen

Południowy, budujący u siebie socjalizm sympatyzował ze Związkiem

Radzieckim. ZSRR miał za przyzwoleniem lokalnego rządu bazę wojskową na

strategicznie położonej Sokotrze. Potem Jemen się zjednoczył, ZSRR upadł i

Rosjanie z Sokotry wyjechali pozostawiając czołgi. Nie były krzykiem

nowoczesności, więc nie opłacało się ich wywozić. Lata mijały, czołgi

rdzewiały… Dziś podobnie jak białe meczety w wioskach mogą być atrakcją

dla nielicznych turystów.  

Soc100big.jpg

Qadama area:

Na zdjęciu

poniżej pokazałem górzysty krajobraz w okolicy Qadama. To już zachodnia

część wyspy. Dobra, asfaltowa szosa wspina się tu na małą przełęcz, z której

otwiera się widok na okolicę – aż po ocean.

Soc106big.jpg

W tej części wyspy nie ma lasów.

Zbocza łagodnych gór porośnięte są trawą, co umożliwia hodowlę kóz i bydła.

Od czasu do czasu w krajobrazie pojawiają się małe, samotne zagrody otoczone

płotem z kamienia. To tu mieszkają jemeńscy pasterze. 

Soc112big.jpg

 

Oceniałem według mapy, że do celu dzisiejszej podróży mamy kilkanaście

kilometrów – nie więcej niż 20 minut jazdy gdy samochód nagle zjechał z

szosy nad niewielki potok. Powód? Przewodnik i kierowca zaplanowali sobie

tutaj muzułmańską modlitwę (na zdjęciu obok). Nie mogli poczekać, aż

dotrzemy do osady!    My za to musieliśmy cierpliwie

poczekać, aż oni skończą….

 

To pasmo wzgórz doprowadzi was do

Qalansiya:

This range

will lead you to Qalansiya: 

Soc115big.jpg

Plantation of

the date palms at the entry to

Qalansiya:

 

Wjeżdżając do Qalansiya

najpierw widzi się dużą palmiarnię. To oczywiście palmy daktylowe. Daktyle

od najdawniejszych czasów stanowiły ważny element diety Arabów.

Soc282big.jpg

Administrative center of the

West Socotra does not look very impressive:

 

Drugie miasteczko Sokotry i

administracyjne centrum Zachodniej Sokotry nie wygląda zbyt imponująco.

Ulice poprowadzone między kamiennymi domami nie mają tu wcale nawierzchni, a

każdy przejeżdżający pojazd podnosi tumany pyłu, który osiada na tych

pięknych palmach:

Soc281big.jpg

Gdy przyjechaliśmy mała Qalansiya

wyglądała jak wymarła. Blaszane drzwi domów i nieliczne okna były na głucho

zamknięte. Mówiono mi, że mieszka tu niecały tysiąc ludzi…

Próbowałem szukać najważniejszych

obiektów w tej osadzie. Znalazłem nowy meczet – przypuszczam, że zbudowany

za pieniądze arabskich pobratymców z krajów, które mają ropę i gaz.

A ten nowy budyneczek to siedziba

władz w Qalansiya. Sprawiał wrażenie pustego i niezagospodarowanego. Na

Sokotrze widziałem wiele takich opuszczonych publicznych budowli, których

budowę, czy wykończenie w pewnym momencie przerwano. Zdaje się, że w chwili,

gdy w Jemenie zaczęła się ostatnia rewolucja. Wyschły widać źródła

finansowania.

Public

buildings in Qalannsiya. 

Soc122big.jpg

Rusted Soviet

tanks in Qalansiya. Since a long time they are out of order byt it is still

military area.

Na łagodnym zboczu ponad miasteczkiem jest coś, co miejscowi nazywają

military area. Żołnierzy tam nie widziałem, ale fotografowanie w tym

miejscu nie jest mile widziane. Wśród naszych arabskich gospodarzy wystąpiła

tu ostra różnica zdań.

Kierowca nie chciał stanąć, bo nie wolno. Przewodnik widać rozumiał, że

okopane, pordzewiałe czołgi to nie jest żadna tajemnica wojskowa. No to

szybciutko pstryknąłem kilka fotek mających historyczną wartość. I

pojechaliśmy!

Soc123bi.jpg

View from

Qalansiya view point on the little pass above the settlement:. 

W Qalansiya jest piękny punkt widokowy na małej przełęczy którą znajdziecie

ponad morzem – na krańcu grzbietu górskiego, który wprowadza do miasta.

Otwiera się tu widok w dwie strony – na wschód na lagunę i długą plażę na

mierzei tej laguny (macie go na zdjęciu poniżej) oraz na zachód – na rybacką

przystań i zachodni przylądek wyspy.

Soc126big.jpg

Long Beach:

A to zbliżenie na zachwalaną przez przewodników Long Beach. Długa jest na

pewno, pustynna – bo nie widać na niej śladu roślinności. Ale kolor tego

piasku na zdjęciu nie jest taki dziewiczy – to biel wpadająca w szarość.

Trudno ocenić, czy to skutek zanieczyszczeń, czy naturalny kolor. W każdym

razie jest to dobre miejsce dla długich spacerów…

Soc132bi.jpg

 

Detwah Lagoon at the bottom of

the high hill:

 

U stóp wysokiej skały rozłożyła

się Laguna Detwah – odcięta od morza mierzeją z Long Beach. Ta laguna ma

status obszaru chronionego, bo czasem pojawiają się na niej flamingi.

Niestety nie było ich tam podczas naszego pobytu.

Soc129big.jpg

Lagoon of

Qalansiya:

We spent a

night in the primitive camp on the coast of the Detwah Lagoon:

 

Po zjechaniu z przełęczy do osady skierowaliśmy się już inną drogą nad

lagunę. Jest tam małe obozowisko (czytaj: dwie wiaty i w odległości aż 100 m

od nich budka z azjatycką ubikacją oraz zbiornik ze słodką wodą). Przy tym

zbiorniku można sobie zafundować tzw. “bucket shower” – mycie polegające na

polewaniu się wodą z użyciem wody czerpanej z wiaderka przy pomocy kubka.

Dobre i to… Tylko ta odległość do toalety! Może być za daleko, gdy kogoś

mocno przyciśnie i za późno będzie na 100-metowy sprint przez piasek i

krzaczki…

Wziąwszy “prysznic” jeszcze za

dnia (elektryczności tu naturalnie nie ma) wybrałem się na spacer

wzdłuż laguny, gdzie znaleźć można takie oto muszelki, jak na fotce obok

(ich wywóz jest zabroniony). Wdrapałem się też na małe, kamieniste wzgórze,

by raz jeszcze sfotografować lagunę. Obozowisko jest schowane po lewej

stronie:

Soc145big.jpg

 

W nocy źle spałem, bo wiatr miotał namiocikiem. Trzeba było rozstawić go pod

wiatą!

Rano mieliśmy

wyruszyć łodzią za ten przylądek:  

Soc130bi.jpg

 In

the next morning we were ready for the boat excursion from Qalansiya to

Shouab Beach – see the map below:

To miała być kolejna wielka

przygoda. Mieliśmy popłynąć rybacką łodzią z Qalansiya na odludną plażę

Shouab. Trasa ta na mapie zaznaczona jest przerywaną linią. Tłumaczenie

arabskich nazw na angielski nie zawsze jest jednoznaczne, spotkałem różne

wersje. Dlatego proszę wybaczyć mi literowe różnice, które tu czasem

występują. 

SocturMap.jpg

 

 

Fishing boats

on Qalansiya beach:

 

Gdy

rankiem pojawiliśmy się w rybackiej przystani czyli na “miejskiej” plaży w  Qalansiya

słońce było widać tylko na samych szczytach otaczających gór. Ze dwa tuziny

kolorowo malowanych łodzi wyciągniętych było na piasek. 

Soc152big.jpg

Ale mimo pozornego bezruchu

tętniło już tutaj życie. Rybacy z Qalansiya zastawiają sieci na noc i przed

świtem płyną zobaczyć i wyciągnąć zdobycz. Pojawia się ona potem na plaży i

póki świeża, jest rozdawana ziomkom i sprzedawana obcym ludziom:

Soc155BIG.jpg

 

Fishermen’s

Beach in Qalansiya:


Na rybacką plażę w Qalansiya przychodzą

też staruszkowie, którzy już sami nie wypływają w morze. Ale jest to dla

nich jakieś wydarzenie, urozmaicające monotonię życia. Jest z kim pogadać i

pochwalić tych, co wrócili z morza. A efekt połowu tego ranka był niezły.

Przydarzył się nawet mały rekinek:

Soc157BIG.jpg

On the beach

we met our skipper – Ahmed: 

Nie każdego

dnia stan morza pozwala wypłynąć z turystami na wycieczkę. Ale poprzedniego

wieczoru  spotkaliśmy naszego szypra, który oświadczył, że nie

przewiduje wiatru i zbyt wysokiej fali. Miał na imię Ahmed. Zrobiłem mu

zdjęcie – i wyszedł chyba jeden z lepszych portretów przywiezionych z tej

podróży. Proszę bardzo: Ahmed Szyper. 

Soc131BIG.jpg

Ahmed’s boat:

 

Łódź Ahmeda w porównaniu z innymi jednostkami była okazała. Wsiadaliśmy “na

mokro” z podwiniętymi nogawkami. Nasi przewodnicy nie mieli tego problemu:

wystarczyło, ze podnieśli nieco swoje spódniczki:

Soc158bi.jpg

First cap on our route, we met there the dolphins:

 

Ahmed Szyper uruchomił silnik i popłynęliśmy w kierunku skalistego

przylądka. Cały rejs miał trwać około 1,5 godziny w każdą stronę.  Gdy

osiągnęliśmy przylądek zaczęło trochę bardziej bujać, ale pojawiły się także

pływające parami delfiny. Niestety pojawiały się na powierzchni tylko na

mgnienie oka i nie udało mi się zrobić im porządnego zdjęcia…

Soc165big.jpg

Na pokładzie mieliśmy dodatkowego pasażera. On także miał na imię

Ahmed i właśnie skończył 65 lat. Nie wiedziałem jeszcze że Ahmed Stary żyje

samotnie przy odległej, rajskiej plaży…

 

Our extra

passenger was 65 years old. His name was also Ahmed… I called hid Old

Ahmed.

 

Od pierwszego

przylądka płynęliśmy bardzo blisko brzegu. Pozwalało to podziwiać formy

skalne, zwaliska głazów, groty i miniaturowe plaże. Na jednym z wielkich

obłamów skały u stóp wysokiego klifu rosły sobie drzewka (zdjęcie poniżej):

 

 

From the first

Cape we sailed very close to the shore. This allowed to admire the rock

formations, boulders, caves and miniature beaches

Soc167big.jpg

We could also

observe waterfowl from a boat: the local gulls, terns and gannets. Birds

were not  timid at all, as they see the people and the boats rarely.

 

Mogliśmy też obserwować z łodzi wodne ptactwo: tutejsze mewy, rybitwy i

głuptaki. Ptaki nie były wcale płochliwe, tak jakby łodzie i ludzi oglądały

rzadko:

Soc175bi.jpg


Black cormorants are also present there
:

 

Na skalnych ścianach gniazdują tam także duże rodziny czarnych kormoranów: 

Soc179big.jpg

 

Wreszcie zobaczyłem długą i pustą

plażę – to była nasza docelowa Shouab Beach! Wylądowaliśmy na jej skraju pod

tą różową skałą… Nasi gospodarze popłynęli za przylądek łowić ryby. A

my… – Macie 3 godziny czasu na pływanie, plażowanie i zdjęcia…  –

powiedział nasz Adnan.

Soc184big.jpg

The first

thing that caught my eye on a few dozen meters wide clean sand were numerous

mounds…

 

Pierwsze, co rzuciło mi się w

oczy na szerokim na kilkadziesiąt metrów czyściutkim piasku to liczne

kopczyki:

Soc186bi.jpg

Okazało się, że to mieszkanka

tutejszych krabów mających jakieś 20-25 cm rozpiętości szczypiec. Rzadko

widać te kraby widują ludzi, skoro pozwalają podejść do siebie na kilka

metrów i pozują do zdjęcia:

 

Crabs from Shouab Beach:  

 

 

Jeśli skierować wzrok w głąb lądu

to tam, gdzie kończy się piasek można zobaczyć coś w rodzaju niziutkich

wydm, pokrytych bladozieloną, pustynną roślinnością:

Soc191big.jpg

 


The background of Shouab Beach: 

 

A jeszcze dalej, u stóp

malowniczych, różowych wzgórz są zielone zarośla i za nimi – jakieś małe,

słodkowodne bajorko, które daje im życie…

Soc194big.jpg

I saw them

from a distance as they walked toward me from the other, three kilometers

distant end of the beach. At the end we met  – like the survivors on

the isolated, empty beach. They greeted me: Ma’Saalama! They did not speak

any English, but I understood what was going on: they saw the boat from the

distance and wanted to sail with us back to Qalansiya … We have

hitchhikers! – I thought. And, of course, eagerly nodded: we will take you,

we will take!

Widziałem ich z daleka, jak szli

w moim kierunku z przeciwległego, odległego o 3 kilometry krańca plaży. W

końcu spotkaliśmy się jak rozbitkowie na tej izolowanej, pustej plaży.

Pozdrowili mnie: Ma’Saalama!  Nie mówili po angielsku, ale zrozumiem o

co chodzi: zobaczyli lodź i chcieli zabrać się z nami z powrotem do Qalansiya…

Mamy autostopowiczów! – pomyślałem. I oczywiście skwapliwie przytaknąłem:

zabierzemy, zabierzemy!

Soc198big.jpg

I decided to

take a tiring walk to the village of Abdullah and Hamed (see white dot on

the picture below):

Wioska

Abdullaha i Hameda (tak się nazywali) leżała na drugim krańcu tej wspaniałej

plaży. Tak daleko, że z nadpływającej łodzi jej nie widziałem… Dopiero gdy

spotkałem tych rybaków pokazali mi miejsce i w oddali zobaczyłem tych kilka

domków zlewających się barwą z kolorem górskiego zbocza. Zaznaczyłem je

białą plamką na zdjęciu poniżej:

Soc189bi.jpg

 

Gama kolorów wody w zatoce była

niesamowita: szmaragd, turkus, lazur. Łagodne fale uderzały o brzeg, a w

wodzie nie było widać ani skałek, ani odrobiny kamieni, które tak często są

utrapieniem pływaków w tropikalnych krajach. Od południa zatokę zamykał

długi, górzysty półwysep. Jego koniec wyznaczał południowo-zachodni

przylądek wyspy. To był najdalej wysunięty na zachód fragment Sokotry:

Soc201big.jpg

 

Po około 45 minutach marszu w uciążliwym słońcu doszedłem do rybackich łodzi

wyciągniętych na biały piasek.  Wśród nich musiały być łodzie moich

“autostopowiczów” …

Soc203big.jpg

 

 

Shouab Village

– just 6 stone houses: 

 

Wioseczka, która przycupnęła na krańcu plaży u stóp wzgórza liczyła zaledwie

6 kamiennych domków. Zajrzałem do środka. Maty wyścielały podłogę. Jedyne

sprzęty to wbite w ścianę wieszaki, na których powieszono odzież.

Z każdego kata wyglądała bieda… 

Soc226big.jpg

Pokazali się ludzie. Najpierw

krzykliwe dzieciaki, potem dorośli. Poczęstowali mnie szklaneczką strasznie

słodkiej herbaty. Ten młody mężczyzna, choć nie potrafił nic powiedzieć po

angielsku z duma zademonstrował, że na strzępie papieru potrafi napisać

swoje nazwisko i to w łacińskim alfabecie!…

Kobiety, nawet tu, na odludziu

nie odsłoniły twarzy. Niesłychanie silna ta tradycja! Myślę, że wśród tych

niewykształconych ludzi nawet silniejsza, niż u tych, którzy ukończyli

szkoły…

 

 

W cieniu przy

łodzi siedział brodaty staruszek. Miał w rękach rodzaj sztyletu siedzącego w

ozdobnej pochwie i małą drewnianą laseczkę. Domyśliłem się, że to insygnia

lokalnej władzy – to był wójt!  Wójt chciał mi sprzedać muszle, ale

wiedziałem, że nie wolno ich wywozić….

Soc230BIG.jpg

 

Shouab – wioska w raju! – pomyślałem sobie. Popatrzcie na tą czystą plażę,

na lazur wody. Czy oni doceniają to, że żyją w takim rajskim zakątku? Nie

byłem pewien… Cudna ta sceneria, ale tym ludziom trudno się tu żyje…

Choć tak naprawdę to zależy jakie kto ma aspiracje…

Soc221big.jpg

 

I climbed few

dozen meters above the village, and thus did another picture of Shouab

Beach. I know that the editors of various major magazines arrange and

publish a list of the 10 most beautiful beaches in the world. Almost all of

these beaches I saw during my travels around the world. Now I  think

that the Beach Shouab should be placed in the top ten. Is not that right?

Wspiąłem się

kilkadziesiąt metrów na górę ponad wioską i stąd zrobiłem jeszcze jedno

zdjęcie plaży Shouab. Wiem, że redaktorzy różnych poważnych magazynów

układają i publikują listy 10 najpiękniejszych plaż świata. Niemal wszystkie

te plaże, które wymieniają widziałem  podczas moich podróży po świecie.

I od teraz uważam, że Plaży Shouab należy się miejsce w pierwszej

dziesiątce. Czyż nie mam racji?   

Soc214BIG.jpg

 

From the same place on the slope

I had a nice view towards the western cape of Socotra:

 

Z tego samego miejsca na zboczu miałem ładny widok w kierunku zachodniego

przylądka Sokotry:

Soc209big.jpg

Fishing boats on the beach viewed

from above look like toys:

 

Łodzie rybackie na plaży oglądane

z góry wyglądały jak zabawki:  

Soc215big.jpg

 

 


Old Ahmed’s house:

 

Pora była schodzić w dół i wracać do łodzi. Szedłem prawie godzinę, nim

dotarłem do zaniepokojonych towarzyszy rejsu. Siedzieli w cieniu w chacie

Ahmeda Starego – który, jak się okazało pędził tu życie pustelnika. Tak

wyglądał jego dom pod skałami, na skraju rajskiej plaży:

Soc238bi.jpg

 

 

 

 

Im się nie chciało wędrował wzdłuż plaży…  – Dotarłeś aż do wioski?

Jak ona wygląda? Wyglądało na to, że nigdy jeszcze tam nie byli… No to

opowiedziałem. A potem popłynęliśmy wzdłuż tego samego, ale nasłonecznionego

już wybrzeża. Słońce powędrowało już daleko i teraz były na tej trasie

znacznie lepsze warunki do zdjęć. Mijaliśmy  blisko wysokie skały:

Our return

sail:

Soc242BIG.jpg


Caves on the sea coast:

 

Mijaliśmy małe groty, wypłukane przez morskie fale: 

Soc261bi.jpg

 

…i skaliste, małe wysepki, które zdawały się pływać w turkusowej wodzie: 

Soc270big.jpg

And there is also some parts of

the high coastal cliffs which are almost vertical and remind me Venezuelan

tepuis:

 I tutaj również niektóre

fragmenty wysokich nadbrzeżnych skał są niemal  pionowe i przypominają

wenezuelskie tepuis

Soc264big.jpg

When we passed around the last cape wind blew and rocked so strongly

that I had to hide the camera deep in a bag  to protect them from salty

sea water. We had an experienced skipper, but we reached Qalansiya in soaked

clothes – so strong was the splash! But still it was a great trip!

Za ostatnim

przylądkiem powiało i zakołysało tak, że musiałem pospiesznie schować kamery

głęboko do torby, aby nie zostały pochlapane słoną morską wodą. Mieliśmy

doświadczonego szypra, ale i tak do Qalansiya dotarliśmy w przemoczonych

ubraniach – tak zacinały bryzgi wody! Ale mimo to była to wspaniała

wycieczka! 

Soc266BIG.jpg

For the last night we were

driving to Hadibu – the capital of the island…

Miałem wykupiony bilet na

czwartkowy lot Yemenii do Sany. Ale po przyjeździe na wyspę okazało się, że

Yemenia odwołała swoje czwartkowe loty nie zawiadamiając pasażerów. Nie jest

to linia godna zaufania! Musiałem skrócić o jeden dzień swój pobyt na wyspie

i wylecieć w środę Felixem. Ale i tak udało się zrealizować założony

program!

 Chcieliśmy spędzić ostatnią

noc na wyspie w stolicy wyspy, więc jeszcze tego samego popołudnia

wyruszyliśmy do Hadibu…

SocturMap.jpg

W wielu miejscach Sokotry

widziałem takie flagi wymalowane na przydrożnych kamieniach i powiewające

nad budynkami… To nie flagi Jemenu. To flagi Jemenu Południowego. A ich

obecności jest chyba dowodem na to, że w społeczeństwie pojawiły się

tendencje separatystyczne…

 

 

Rano miałem

kilka godzin na spacer po mieście Hadibu i zdjęcia. Na głównej ulicy wciąż

wałęsały się kozy:

Soc328big.jpg
Hadibu shops:

Wejścia do

sklepów ozdobione tu są arabskimi napisami. Wnętrza ciemne, bo w ciągu dnia

nie ma dopływu energii elektrycznej. Trudno

sobie wyobrazić takie sklepy w Europie!

Soc329BIG.jpg
Hadibu shops:

Ale półki tych sklepów nie świecą

wcale pustkami. Podstawowe towary są osiągalne. Luksusowych nie ma po co

sprowadzać, bo społeczność jest uboga.

Soc336BIG.jpg
Hadibu shops:

Najbardziej kolorowy wydał mi się

sklep z przyprawami, przypuszczam, że większość z nich sprowadza się z

niedalekich przecież Indii:

Soc357big.jpg

Na

niewielkim bazarze ostrzygł mnie miejscowy fryzjer (za 500 riali – 50%

pierwotnej ceny, bo przekonałem go, że przy mojej mocno przerzedzonej

czuprynie nie będzie miał dużo roboty). Potem znalazłem uliczny warsztat

szewski:

Soc353BIG.jpg

Była okazja, aby podglądać zwykłe

życie. Tu na przykład na ulicy grają w domino. I od razu gromadzi się wokół

grupka kibiców.

Soc349BIG.jpg

 

Wczesnym rankiem warto odwiedzić

bazar rybny Hadibu mieszczący się w tej niepozornej wiacie na brzegu

morza…

Soc302big.jpg

Fish Market in Hadibu operates early in the morning:

 

Na bazarze rybnym nie ma straganów – towar rozkłada się na ziemi. O

warunkach higienicznych lepiej nie opowiadać… Ale jest to bez wątpienia

bardzo kolorowe miejsce.

Soc313BIG.jpg

Wizyta na tym bazarze jest

jednocześnie okazją do fotografowania różnych ludzkich typów i zachowań.

Tyle tylko, że spotyka się tu

tylko mężczyzn…

 

 

Aaale ryba! Tylko kto tu kupi

taaaką rybę? Nie ma prądu. Lodówki nie działają, więc jak ja przechować?

 

 

 

Prowadzone w

kucki negocjacje trwają nieraz bardzo długo:

Soc315BIG.jpg

Szczelnie ubrane kobiety

przemykają ulicami. 

A to Pani przedszkolanka

prowadzi swoich podopiecznych. Z tego, jak starannie ubrane są te dzieci

można wnioskować, że pochodzą z zamożnych rodzin.

W Hadibu jest kilka agencji

turystycznych. Ja korzystałem ze sprawdzonej “Socotra Eco-Tours”, której

młody szef – Abduljameel dobrze mówi i pisze po angielsku. Co do innych

agencji, to nie mam doświadczeń. Wszystkich ich można znaleźć w internecie…

Tym z was, którzy mimo wszystko

chcą spróbować zwiedzania Sokotry na własna rękę wypada przekazać, że

między najważniejszymi osiedlami i Hadibu kursują nieregularnie takie oto

mikrobusy zbiorowej komunikacji. Mikrobus odjeżdża gdy się zapełni, wg

uznania kierowcy… 

Na pożegnalny lunch agencja

zaprosiła nas do najlepszej miejscowej restauracji “Taj Socotra”.

Zasiedliśmy na “tarasie” przed budynkiem i obserwowaliśmy, jak sąsiedzi

(miejscowa elita) palcami zajada ze wspólnych talerzy ryż i rybę:

Soc368BIG.jpg

Nam jednak ze zrozumieniem

podano osobne talerze, a nawet łyżki i widelce!

 

Jak to na Sokotrze wokół

kręciły się kozy. Jedna wlazła pod stół sąsiadów. Druga czatowała obok

stolika i nikomu to w zasadzie nie przeszkadzało.

 

A gdy

sąsiedzi skończyli swoją biesiadę kozy zgrabnie wskoczyły przednimi nogami

na ich stół i z apetytem zaczęły zajadać resztki z talerzy. I też nikomu

to nie przeszkadzało (jak widać na zdjęciu poniżej)

Soc371BIG.jpg

Po lunchu w towarzystwie kóz

nasi gospodarze odwieźli nas na lotnisko. Samolot Felixa przyleciał z

małym opóźnieniem. Odlatywaliśmy z Sokotry pełni wrażeń i szczęśliwi, że

oto udało się nam zobaczyć jeszcze jeden mało znany, a piękny i niezwykły

przez swoją przyrodę kawałek świata…

Ludzie mieszkający na Sokotrze

okazali się bardzo życzliwi i pozbawieni agresji. Okazało się, że

“rewolucja” trwająca w kontynentalnej części Jemenu na izolowaną Sokotrę

wcale nie dotarła i że wyspa jest absolutnie bezpieczna dla turystów. A

fakt, że w grudniu 2012 roku tak niewielu turystów przyjechało na Sokotrę

sprawił, że opłaty za pobyt były bardzo przystępne biorąc pod uwagę zakres

świadczonych usług…

Czy wiecie,

że Jemeńczycy tak jak Eskimosi witają się wylewnie dotykając się nosami? 

Niech ten zabawny obrazek kończący moją relację będzie jeszcze jednym

argumentem na to, że warto odwiedzić Sokotrę!

Soc333bi.jpg
After
Jedźcie zanim pojawią się tam

tłumy turystów!

Wojtek Dąbrowski

 

My hot

news from this expedition (in English) you can read in my travel log: 

www.globosapiens.net/travellog/wojtekd 

 

Notatki robione “na gorąco” na

trasie podróży (po angielsku) można przeczytać w moim 

dzienniku podróży w serwisie globosapiens.net