
Podczas mojej pierwszej podróży dookoła świata przebyłem Pacyfik kierując
się na wschód – trasą południową, zatrzymując się na Nowej Zelandii, Fidżi,
Wyspach Cooka oraz Tahiti. Kilka lat później wyruszyłem dookoła
globu po raz kolejny, tym razem przemierzając Pacyfik trasą centralną – w kierunku
zachodnim. Okazało się, że czasy podróży statkami należą do przeszłości. Jedyną
praktycznie możliwość dotarcia do opisanych poniżej wysp Mikronezji stwarzają
samoloty linii lotniczej Continental Micronesia.
na Hawajach. Lecąc dalej aż do Guam boeingi 727 skaczą z wyspy na wyspę. Wszędzie, z
wyjątkiem atoli Johnston i Kwajalein (gdzie są amerykańskie instalacje militarne)
można zrobić sobie stopover – przerwę w podróży. Wyspy Mikronezji na których
popasałem po drodze okazały się niezwykle malownicze i – z wyjątkiem Guam – wolne od
tłumów turystów, pozostawiając wędrującemu z plecakiem trampowi niezapomniane
wrażenia. Przecierałem ten szlak – nie spotkałem wcześniej żadnego trampa, który
znał ten region i jechałem trochę “w ciemno” – dopiero na miejscu okazało
się, że Mikronezja jest piękna, ale także i droga…
Wyspy
Marshalla
Mniejsze i większe skrawki lądu rozrzucone
w bezmiarze Pacyfiku można ze względu na ich pochodzenie i ukształtowanie podzielić z
grubsza na dwie grupy: płaskie atole, które wyrosły z koralowej rafy i górzyste wyspy
pochodzenia wulkanicznego. Z samolotu, który po 6 godzinach od startu z Honolulu
podchodzi do lądowania na Wyspach Marshalla widać wyraźnie, że Majuro – skrawek ziemi
na którym rozłożyła się stolica archipelagu jest zupełnie płaskim atolem – jak sie
później okaże jedyną tego typu wyspą na trasie całej podróży.

Urzędnik
imigracyjny na lotnisku z namaszczeniem wstemplowuje mi do paszportu bezpłatną wizę.
Potem trzeba już tylko znaleźć sposób na dotarcie do miasteczka. Okazuje się, że
połączone mostami wysepki atolu mają tani system lokalnej komunikacji: zbiorowe
taksówki. Opłata za przejazd wszędzie, miedzy Ritą na wschodzie i Majuro Bridge na
zachodzie jest zryczałtowana i wynosi tylko 30 centów. Samochód toczy się bardzo wolno
wyboistą szosą. Tu, na wyspach nikomu się nie spieszy – czas ma inny wymiar.
Najtańsze zakwaterowanie na atolu znajduję
w zaniedbanym Majuro Hotel – niestety aż 29 dolarów za pokój z wiatrakiem, prysznicem i
transferem na lotnisko. – Pamiętaj, że opłata lotniskowa pobierana przy odlocie wynosi
u nas aż 15 dolarów! – korpulentna właścicielka hoteliku chce mi oszczędzić
niespodzianek.
Obok biblioteki w Majuro jest małe muzeum,
gdzie poza wspaniałą kolekcją muszli oglądam miejscową osobliwość – mapy
nawigacyjne dawnych mieszkańców archipelagu powiązane z giętkich patyczków i muszelek.

Po południu jadę za 1,50
dolara zbiorowym minibusem na kraniec wyspy – do Laury, gdzie na amatorów kąpieli czeka
ładna plaża. Prywatna, jak się okazuje na końcowym przystanku: za wstęp pobierają
opłatę 1 USD. Można w zamian korzystać z prysznica i toalet. Wracam pieszo, mijając
schowane wśród palm domki tubylców. Obok nich dymią często prymitywne suszarnie,
przerabiające wyłuskaną z orzechów koprę. Kobiety w kolorowych kretonowych sukienkach
muu-muu częstują kokosowym mlekiem. Komol tata! Dziekuję!
Kosrae
Górzysta, pokryta bujną roślinnością
wyspa otoczona jest białym pierścieniem rafy. Na maleńkim lotnisku na przylatujący
trzy razy w tygodniu samolot oczekują przedstawiciele miejscowych hoteli. Niestety hotele
na Kosrae są nieliczne i drogie. Najtańszym okazuje się Sandy Beach, gdzie płacę mimo
to aż 40 dolarów za pokój z klimatyzacją i prysznicem. Te stosunkowo wysokie koszty
zakwaterowania to gorsza strona samotnego podróżowania. Wszędzie na Mikronezji
pobierają opłaty za pokój, a nie za łóżko. Gdy podróżuje się we dwójkę koszty te
się rozkładają. Trudno, ale mam za to do wyłącznej dyspozycji bungalow w idyllicznym
zakątku na skraju plaży. Zostawiam przepocone ciuchy i biegnę z maską i fajką do
lazurowego i ciepłego jak zupa oceanu. Po to by

krążące wśród nich różnobarwne ryby. Rano spotykam spacerujące przed domkiem spore
kraby. Po kąpieli trzeba znaleźć coś do jedzenia. Nie jest to wcale proste bo sklepów
na Kosrae jest niewiele. W przydrożnym baraczku kupuję wypiekane domowym sposobem bułki
– po 6 sztuk za dolara. A za drugiego śniada dziewczyna odważa mi dwa funty pysznych
bananów.
jest tu już wprawdzie zarejestrowanych kilka taksówek, ale ja podróżuję wciąż
popularnym autostopem – najpierw do ruin kamiennych budowli z XIII wieku na wyspie Lelu.
-Wstęp kosztuje 3 dolary, ale przez podwórko sąsiedniej szkoły można wejść
bezpłatnie! – radzi sąsiad. Potem szutrową drogą maszeruję na południe wyspy – aż
do Utwe, przez senne wioski, w których można podglądać codzienne życie wyspiarzy.

Nieopodal Utwe
wpada do oceanu największa rzeka wyspy (zmieniająca kierunek prądu podczas przypływu),
po której pływają niewielkie łódki z bocznym pływakiem transportujące yam, kokosy,
banany i inne owoce z poletek położonych w głębokiej dolinie do wioski.
rycerza tak Kosrae szczyci się śpiącą damą – “sleeping lady”, której
postać tworzy linia zielonych wzgórz. Środek Kosrae wypełnia wilgotny, zielony
rainforest. W góry, do wnętrza wyspy wiedzie kilka kiepsko oznakowanych i
zarośniętych
szlaków pieszych. Brak map, bez miejscowego przewodnika nie jest łatwo znaleźć drogę
w zielonym gąszczu.

ten szlak, który prowadzi wśród dziewiczej roślinności na Mt Finkol – najwyższe
wzniesienie ze wspaniałym widokiem ale i tu, wobec kilku bardzo śliskich odcinków
odradzam wędrówkę bez odpowiednich butów.

Po drugiej wojnie światowej wyspy Mikronezji miały status
Terytorium Powierniczego, którym w imieniu ONZ administrowały Stany Zjednoczone. Gdy w
1979 roku cztery wyspiarskie kraje: Kosrae, Pohnpei, Yap i Chuuk utworzyły Federację
Państw Mikronezji na Pohnpei zbudowano stolicę federacji – Palikir, którą warto teraz
obejrzeć ze względu na nowoczesną architekturę nawiązującą swoim stylem do
tradycyjnego budownictwa Mikronezji.
wyspy dominuje charakterystyczna, stroma skała – Sokhes Rock, na którą warto się
wdrapać dla wspaniałego widoku. Z trudem znajduje początek ścieżki wśród domów na
brzegu zatoki. Szlak jest stromy, miejscami trzeba wspinać się po gałęziach drzew
rosnących pod skałą, potem – na nagim zboczu można się przytrzymać rury, w której
biegnie kabel do światła nawigacyjnego na szczycie. Mam mokrą od potu koszulę, gdy
staję w końcu na skraju urwiska z którego kolonialne wojsko zepchnęło kiedyś w
przepaść zbuntowanych krajowców. Widok z nawiązką nagradza trud wspinaczki.
Na Ponape, znanej Polakom z działalności Jana Stanisława Kubarego
znajdują się ruiny kamiennego miasta z XII wieku: Nan Madol nazywanego Wenecją Pacyfiku.

używając ściągniętych z wnętrza wyspy bloków bazaltu, przy czym pomiędzy
sztucznymi wysepkami, na których wznoszono poszczególne budowle mieszkańcy Nan Madol
przemieszczali się łodziami.

przestudiować miejscową prasę, a dokładniej – rubryki z godzinami przypływów
(tides). Na terenie ruin najlepiej znaleźć się w momencie najwyższego poziomu wody –
wtedy pływając kanałami można więcej zobaczyć. O innych porach dnia dotrzeć można
zazwyczaj tylko do najlepiej zachowanej budowli: Nan Duwas stojącej na skraju kompleksu.
Kosztuje to aż 40 USD (z
wliczonym lunchem i napojami), ale skoro sie już dotarło aż na Mikronezję, to Nan
Madol trzeba zobaczyć!
Z Kolonii do “Wenecji Pacyfiku”
można także dotrzeć drogą lądową, a następnie wypożyczyć łódź z przewodnikiem,
aby dotrzeć do miasta na wodzie. Wymaga to jednak kondycji i czasu (autostop po kiepskich
drogach na południe wyspy) i wcale nie będzie dużo tańsze. bo za zwiedzanie i tak
trzeba wpłacić odpowiednią “dolę” miejscowemu wodzowi.


terytorium USA. Ze względu na dobre drogi warto tu już na lotnisku wynająć samochód).
Łatwiej wtedy dojechać do tańszych hoteli (np. “Micronesia” – 29 USD za pokój z
klimatyzacją i prysznicem). I przy wyborze takiego sposobu zwiedzania dwa dni wystarczą
w zupełności, aby poznać wszystkie turystyczne atrakcje na Guam. Wyspa jest bardzo
zamerykanizowana, wiele na niej pamiątek z czasów II wojny światowej. Na
przedmieściach miasta Agana, które jest stolicą wyspy zgrupowane są duże, nowoczesne
hotele plażowe nastawione na obsługę grupowej turystyki z Japonii, Korei i Tajwanu.
mapy i prospekty biuro informacji turystycznej. Południowa część wyspy jest znacznie
bardziej interesująca od północnej, gdzie zlokalizowana jest tylko baza lotnicza, z
której kiedyś latano nad Wietnam i Park Pamięci. Przed katedrą w Aganie znajdziecie
słynny, obracający się pomnik Jana Pawła II – o każdej porze dnia pomnik jest w innej
pozycji…. Zabytki Agany to pozostałości pałacu hiszpańskiego gubernatora i kamienne
“grzyby” ustawione przez pierwotnych mieszkańców wyspy – na nich
wspierały
się dachy domostw najstarszych mieszkańców.


wjechać na stromy, nadmorski klif Two Lovers Point. Ponad nieliczne zabytki z
czasów hiszpańskich na Guam turyści zwykle przekładają atrakcje krajobrazowe: zielone
wzgórza na południu, obramowane palmami malownicze zatoki Sella i Cetti do których
doprowadza pieszy szlak, a także widoczną na horyzoncie wysepkę Cocos Island na którą
przepływa się promem. Jadąc wokół wyspy warto zboczyć szutrową drogą z głównej
szosy do malowniczych wodospadów Talofofo (wstęp 5 USD).
Yap
–
wyspa kamiennych pieniędzy i konserwatywnych
obyczajów jest na tyle ciekawa, że zasługuje na swoją osobną stronę – kliknij na
zdjęciu obok, aby do niej przejść.


miejscu, gdzie spotykają się wielkie prądy oceaniczne Pacyfiku. Sprawia to, że morska
fauna bogata jest tu jak nigdzie indziej. Palau to raj dla miłośników snorkelingu –
nurkowania z fajką i divingu – z butlą wypełnioną sprężonym powietrzem.
Na lotnisku czekają tu na przylatujących turystów przedstawiciele
agencji turystycznych i mniejszych hoteli – dałem się “poderwać” takiemu,
który reprezentował “DW Motel” i nie żałowałem, bo jest to miejsce warte
polecenia – czyste i niezbyt drogie.
połączone są mostami i można je wypożyczonym samochodem objechać w jeden dzień. Ale
największą atrakcją Palau jest kilkadziesiąt drobnych wysepek rozrzuconych na południe
od Kororu. Nazwano je Rocky Islands. Oglądane z samolotu wyglądają jak garść
szmaragdów rzuconych w szafirowy ocean. Oglądane z motorowej łodzi – jak zielone grzyby
wyrastające z morza.

stwarzają małe cessny firmy “Paradise Air” latające z grupowymi czarterami i
regularnymi rejsami ponad Rocky Islands aż na wyspę Pelieu. W obu przypadkach koszt
przelotu wynosi około 60 USD. Małe agencje turystyczne z Kororu organizują wycieczki
motorowymi łodziami dla amatorów nurkowania, na życzenie pozostawiając turystów na
wyspach na noc lub nawet kilka dni. Po powrocie do miasta trzeba jeszcze odwiedzić muzeum
z ekspozycją drewnianych płaskorzeźb przedstawiających postacie z miejscowych legend.
i wspaniale zdobione malarstwem i płaskorzeźbami domy spotkań bai, do których ze
wszystkich krańców wyspy wiodły niegdyś układane z kamiennych płyt ścieżki.
No i muzeum muszli przy głównej ulicy Kororu!
Wśród
tutejszych osobliwości słyną ponadto gigantyczne małże (giant clams) występujące w
oceanie tylko w rejonie Palau. Można je zobaczyć w basenach instytutu badawczego fauny
morskiej – naprawdę warto!

<>Wizy: wydawane są po przylocie na lotniskach
poszczególnych wysp. Jedynie planując pobyt na Guam trzeba wystąpić w Polsce o wizę
amerykańską.
Waluta: na wszystkich
wyspach Mikronezji jednostką monetarną jest dolar USA, co pozwala
uniknąć kłopotliwych wymian pieniędzy. Opłaty lotniskowe obowiązują wszędzie: od 5
do 15 USD.
Wynajęcie samochodu: kosztuje z
ubezpieczeniem ok. 50 USD na dzień. Polecam ten sposób zwiedzania szczególnie na Guam
(korzystniejsze stawki można otrzymać, gdy rezerwuje się wóz przed
wyjazdem z kraju – ok. 35 USD na dzień)
Wojciech Dąbrowski ©
Aby dowiedzieć
się więcej o moich doświadczeniach z podróży dookoła świata odwiedź stronę “Dookoła świata”
katalogu
“Moje podróże”
