
Tekst i
zdjęcia: Wojciech Dšbrowski Š
Ta mała plamka na bezmiarze Południowego
Pacyfiku zaznaczona jest tylko na dokładnych mapach. W roku 1767 dostrzegł jš na
horyzoncie marynarz Pitcairn z brytyjskiego żaglowca o wdzięcznej nazwie
Jaskółka. Wyspa została potem ochrzczona jego nazwiskiem. Odległoć z naszego
kraju na Pitcairn liczona wzdłuż lotniczych lub morskich szlaków wynosi ponad 20
tysiecy kilometrów – podróżujšc zarówno na wschód, jak i na zachód. Mogę więc
zaryzykować twierdzenie, że jest to najbardziej oddalona od Polski zamieszkana
wyspa. A w dodatku wišże sie z niš jedna z najbardziej fascynujšcych opowieci
morskich wszechczasów…
Być może pamiętacie romantyczne,
kilkakrotnie przenoszone na ekran dzieje statku Bounty? Od innych opowieci o
południowych morzach ta różni sie tym, że jest autentyczna. W 1787 roku angielski
król wysłał ten żaglowiec na niedawno odkryte wyspy Polinezji po sadzonki drzewa
chlebowego. Zamierzano je nastepnie posadzić w brytyjskich koloniach na Karaibach, aby
łatwiej wyżywić pracujšce tam tysišce czarnych niewolników. Po wyczerpujšcej
10-miesięcznej podróży statek dotarł na Tahiti,
gdzie spotkał się z życzliwym przyjęciem krajowców. Przez prawie pół roku
przygotowywano sadzonki do długiej drogi przez oceany. W tym czasie wielu marynarzy
zdobyło przychylnoć znanych z urody miejscowych kobiet.


Rozstanie nie
było wesołe, a despotyczny kapitan Bligh dał się załodze we znaki już w pierwszych
dniach powrotnego rejsu. Nie wiadomo, co bardziej przyczyniło się do powstania buntu:
tęsknota do opuszczonego włanie tahitanskiego raju i pozostawionych tam dziewczšt czy
nieludzkie ponoć traktowanie przez przełożonego. Kapitana z wiernymi mu ludmi
pozostawiono w szalupie na pełnym morzu. Po kilku miesišcach cudem dotarli do Indonezji.
Bounty natomiast ze
zbuntowanš częciš załogi na pokładzie zawrócił na Tahiti. Tu pozostali ci,
którzy nie chcieli płynšć dalej z przywódcš buntu – Fletcherem Christianem
Christian
zdawał sobie sprawę, że brytyjska marynarka będzie cigać buntowników, aby ich
przykładnie ukarać. Postanowił więc zabrać ze sobš grupę tahitańczyków i zaszyć
się na takiej wyspie, na której trudno bedzie ich znaleć. Długo błškali sie po
oceanie, aż w końcu trafili przez przypadek na bezludny wówczas Pitcairn. Przez
przypadek, bo na brytyjskich mapach nawigacyjnych naniesiono go pomyłkowo o 200 mil
dalej. -Tu nas nie znajdš! – uznali. Przenieli ze statku na lšd wszystko, co mogło się przydać i
spalili okręt by zatrzeć za sobš wszelkie lady. Nic dziwnego; za bunt na statku
groziła w tamtych czasach szubienica…
Wydobyta
kotwica z “Bounty” i … jaŽ


Najbliżsi
sšsiedzi Pitcairnu na wschodzie mieszkajš na Wyspie
Wielkanocnej – odległej o ponad 2000 kilometrów. Do Tahiti na zachodzie jest blisko
2400 kilometrów. Szczęciem w nieszczęciu osamotnionego Pitcairnu jest fakt, że
wysepka leży prawie dokładnie na linii łšczšcej Nowš Zelandię z Panamš. Zatem
statki zmierzajšce z Nowej Zelandii na wschodnie wybrzeże USA i do Europy zawsze
przechodzš gdzie obok. Gdy trzeba na wyspę dostarczyć zaopatrzenie lub ludzi frachtowiec nieco zbacza z
trasy i przez moment kotwiczy u wybrzeży wyspy. Jeli pogoda sprzyja wyspiarze
wypływajš swojš szalupš i odbierajš ładunek. Gdyby nie to położenie przy
żeglugowym szlaku ludzie z Pitcairnu byli by jeszcze
bardziej odcięci od reszty wiata. Bo kto by specjalnie wyczarterował statek, aby
zaopatrzyć kilkudziesieciu samotników zamieszkujšcych tysišce mil od najbliższego
lšdu?
Nawet teraz, w dobie wielkich
statków pasażerskich i podróży dookoła wiata turyci pojawiajš się tu rzadko. Na
1997 rok awizowano przybycie na Pitcairn zaledwie trzech statków z turystami. Miały to
jednak być nie duże pasażerskie wycieczkowce, ale na tzw. statki ekspedycyjne,
zabierajšce od kilkudziesięciu do dwustu pasażerów. Nasz nosił dumnš nazwę World Discoverer. Pływa tš trasš dwa
razy w roku.


Na Pitcairn nie
ma portu. World Discoverer rzuca kotwicę w bezpiecznej odległoci od brzegu.
Spuszczona ze statku gumowa łódka nazywana potocznie zodiakiem gnana wysokš falš
powoli sunie w kierunku miniaturowej zatoczki. Dryfuje przez moment czekajšc na dogodnš
chwilę i nagle przyspiesza całš mocš silnika, by tuż za spienionym wałem wodnym zbliżyć się do brzegu.
Fala rozbija się przed nami o nadbrzeżne skały, a my niemal w ostatniej chwili robimy
gwałtowny zwrot w lewo wlizgujšc się za maleńki falochron. Osłania on przystań
mogšcš od biedy pomiecić dwie szalupy…
Zmoczeni bryzgami
wody, ale szczęliwi gramolimy sie na małe molo. Często Pacyfik jest tu tak wzburzony,
że nikt ze statku nie zaryzykuje karkołomnego lšdowania. My mamy
szczęcie! -Welcome to Pitcairn!- wita nas na nabrzeżu Debbie Baronian – żona
tutejszego nauczyciela. Wręcza każdemu egzemplarz odbitej na kserografie gazetki
The Pitcairn Miscellany – Rozmaitoci Pitcairnu. Turyci zabiorš gazetkę w
różne strony wiata rozsławiajšc to niezwykłe, jednoczenie tak mało znane
miejsce. Być może dzięki temu znajdš się nowi prenumeratorzy, których datki zasilš
szkolnš kasę…


Przystań
Po to, aby dostać się do Adamstown – jedynej osady na wyspie
trzeba wspišć się na wyniesiony na jakie 80 metrów płaskowyż. Ci sporód nas,
którzy majš doć energii maszerujš w góre szutrowš drogš wijšcš się po zboczu,
słabsi wsiadajš na oczekujšcy czterokołowiec tzw. ATV – all
terrain vehicle który
pełznie do góry podnoszšc tumany rudego pyłu. Po drodze, tam gdzie na skarpie powiewa
flaga Pitcairnu można sfotografować tablicę, upamietniajšcš 200-lecie
zasiedlenia wyspy przez żeglarzy z Bounty. Rocznicę tš obchodzono kilka lat
temu.
Po raz pierwszy w życiu odwiedzam stolicę kraju która zamieszkiwana jest przez 50
zaledwie obywateli! Pierwsze zabudowanie Adamstown to maleńki sklepik miejscowej
spółdzielni przed którym z okazji przybycia naszego statku wyłożono na stole
pamištki: koszyczki uplecione z lici pandanusa, wyrzebione z drewna miro małe rekiny
i delfiny oraz trochę niezdarnie wykończone modele statku Bounty. Wprawdzie
oficjalnš jednostkš monetarnš jest na wyspie dolar nowozelandzki, ale umiechnięci wyspiarze bez
problemów przyjmujš także walutę amerykańskš.

ATV

Kilkadziesišt metrów dalej maleńki placyk wyznacza centrum
stolicy. Otaczajš go trzy budynki: z lewej – koociół adwentystów dnia siódmego (cała
ludnoć wyspy należy do tego kocioła), na wprost – biblioteka i poczta, a po prawej
– Public Hall czyli wietlica w razie potrzeby pełnišca także funkcje sšdu. Włanie
przed sšdem ustawiono wielkš
kotwicę wydobytš z wraka Bounty, przy której tak chętnie fotografujš się
turyci. Na placyku pod rozwieszonymi na tyczkach płachtami
znów kilka kramów: w nich ręcznie zdobione torby i koszulki po 15 dolarów oraz
biżuteria z rybich oci. Dla goci wystawiono
termosy z chłodnš wodš – wprost nieocenione w dzisiejszym, przekraczajšcym 30 stopni
upale.
Na wyspie
mieszka obecnie około 50 osób. Grupa nastolatków okresowo przebywa w Nowej Zelandii
uczeszczajšc tam do rednich szkół. Potem majš wrócić. No włanie, czy aby na
pewno wrócš? Siedzšcy przy kramach wyspiarze, to w większoci pogodni
staruszkowie. Seniorami wród nich sš Millie i Warren Christianowie. Ona skończyła 89
lat, a on – 82. -I dzięki bogu zdrowie nam jeszcze dopisuje! -Are you from Poland? Warren nie
przypomina sobie, aby za jego czasów na wyspie był kto z Polski. Czyżbym zatem
był pierwszym Polakiem, który odwiedził Pitcairn?
Na cianach
“Public Hall” rozwieszono zdjęcia i tabliczki z nazwami okretów, które
kiedykolwiek przypłyneły na Pitcairn. Sš też portretowe fotografie brytyjskiej pary
królewskiej, ale zrobione w Londynie – wyglšda na to, że tej swojej odległej kolonii
królowa nigdy nie odwiedziła. Na ganku zawieszono archaiczny
aparat telefoniczny, wymagajšcy krecenia korbkš. Gdy tu kręcisz, to dzwoniš
jednoczeonie podobne aparaty w kilku domach. U progu XXI wieku taki prymitywny system
wcišż spełnia tu swoje zadanie!
Millie i Warren
Niewielkie,
parterowe domy schowane sš wród drzew chlebowych, cytrusów, palm kokosowych i
papai. Na werandach zawieszono pod stropem wielkie kicie bananów. Jest ich na oko dużo
więcej niż potrafiš zjeć wszyscy domownicy. Warczy gdzie w oddali
spalinowy agregat produkujšcy pršd dla całej wyspy. Włšczajš go na kilka godzin dziennie. Niezależnie od
tego niektóre rodziny majš miniaturowe elektrownie na własne potrzeby. Co jedzš?
Na wyspie zbierajš tropikalne warzywa i owoce, hodujš drobny inwentarz. W otaczajšcych
wodach jest obfitoć ryb. rodki na potrzeby
ogólnospołeczne zdobywajš z dystrybucji znaczków pocztowych, które sš wielkš
rzadkociš filatelistycznš oraz ze sprzedaży własnorecznie wyprodukowanych
pamištek. Kto tu rzšdzi? Formalnie państewko jest koloniš brytyjskiej
korony i reprezentuje je Wysoki Komisarz Brytyjski rezydujšcy bardzo daleko – w
Wellington, w Nowej Zelandii. Komisarz powołuje urzędników: policjanta, poczmistrza i
sekretarza. Na wyspie co roku wybierajš spomiędzy siebie 12-osobowš Radę, a raz na
trzy lata – burmistrza. Nietrudno policzyć, że prawie każdy dorosły obywatel Pitcairnu piastuje tu jakš rzšdowš
lub samorzšdowš funkcję.

Kontakt ze
wiatem utrzymujš przez satelitarny telefon i krótkofalowe radio. Gdy kto poważnie
zachoruje udziela mu pomocy żona pastora, która zanim przybyła na Pitcairn musiała
przejć kurs pielęgniarski. W razie potrzeby konsultuje sie przez radio z lekarzem z
Nowej Zelandii. I to już koniec możliwoci niesienia pomocy choremu – na wysepce nie ma lotniska z którego można by było
zabrać chorego do szpitala. Lšdowiska dla helikopterów też nie przewidziano, bo
Pitcairn leży poza zasięgiem lotu nawet największych migłowców. Droga
do szkoły prowadzi w zielonym tunelu utworzonym przez wspaniałe okazy banyanowych drzew.
Ładny budynek wzniesiono zaledwie kilka lat temu. W przestronnej klasie przypominajšcej
raczej pracownię jest zaledwie kilka ławek. Nic dziwnego – do podstawówki chodzi
zaledwie 7 uczniów i nic nie wskazuje na to, aby
klasa miała się powiększyć.

Tutejsi uczniowie resztę wiata znajš tylko z filmów video.
Opiekujš się pamištkami po przodkach: w bocznym skrzydle szkolnego budynku
urzšdzono niewielkie muzeum, w którym zgromadzono stare narzędzia, fotografie i
dokumenty. Nauczyciele – ochotnicy z Nowej Zelandii zmieniajš się tu co dwa lata. Oficjalnym
językiem Pitcairnu jest angielski, ale miejscowi, szczególnie ci starsi mówiš
żargonem, w którym angielski miesza się z gwarš żeglarskš i ze słowami
polinezyjskimi przywiezionymi z Tahiti.
Szkoła na Pitcairn
Spiekota… Na szczęcie zawišzana
na szyi chustka chroni mój kark przed palšcym słońcem. Ocieram pot z czoła…
Nieco poniżej szkoły na zboczu rozpoczyna sie cieżka prowadzšca stromo w górę – do
tzw. Groty Christiana. Wkrótce wybiega na odkryty stok, na którym nie ma już ani
skrawka cienia, otwiera się za to wspaniały widok na granatowy ocean, skaliste wybrzeża
i nasz statek, kotwiczšcy w bezpiecznej odległoci
od brzegu.
Historia Pitcairnu powiada, ze Christian przychodził do groty by
studiować biblię. Potrzebował widać wtedy moralnego wsparcia, bo po spaleniu
Bounty Życie na Pitcairn nie wyglšdało wcale różowo. Tego już nie ma w
scenariuszach romantycznych filmów. Wiekszoć sporód omiu marynarzy, którzy
wylšdowali razem z nim była awanturnikami i zawadiakami. Na skutki nie przyszło długo
czekać. W miniaturowej, skazanej wyłšcznie na siebie społecznoci często dochodziło
do konfliktów. Najczęciej
ich przyczynš były przywiezione z Tahiti kobiety. Niesnaski spotęgowały się gdy
jeden z marynarzy odkrył, że z korzeni miejscowej roliny można wytwarzać rodzaj
alkoholu. Doszło do krwawych rozpraw, które doprowadziły do tego, ze po czterech latach
od lšdowania na wyspie było już tylko dwóch mężczyzn: Adams i Young. Young zmarł
zresztš wkrótce w wyniku choroby.

Na wyspie pozostał jako jedyny
dorosły mężczyzna John Adams opiekujšc się gromadkš 11 kobiet i 23 dzieci. Dzi w
niewielkim baraczku kocioła, w zamknietej na kłódkę gablocie przed głównym
ołtarzem przechowuje sie najwiętszš relikwię Pitcairnu – zabranš z Bounty biblię Fletchera Christiana, na której Adams uczył
czytać urodzonych już na wyspie potomków angielskich marynarzy i tahitańskich
dziewczšt.
Jak długo
nie wiedział o nich wiat? Społecznoć Pitcairnu przetrwała w ukryciu
aż do 1814 roku, kiedy przypadkowo odkryły jš dwie brytyjskie fregaty cigajšce
piratów. Staruszka Adamsa – jedynego pozostajšcego przy życiu uczestnika buntu
pozostawiono jednak ze wzgledów humanitarnych w spokoju. Samowystarczalni, przez
następne lata żyli dalej w izolacji – wiat miał widać wtedy większe zmartwienia…

Biblia z “Bounty”

próbowano dwukrotnie przesiedlić. Za pierwszym razem na Tahiti. Wrócili po kilku latach na własnš probę, zdziesištkowani przez choroby. Potem
Brytyjczycy wywieli ich na znacznie większš wyspę – Norfolk, gdzie po angielskiej
kolonii karnej pozostały dla osadników solidne zabudowania i drogi. Tu też długo nie
wytrzymali – za składkowe pienišdze wynajeli statek
i popłynęli z powrotem na swojš małš wyspę…
Wnętrze kocioła

Cmentarz na urwisku jest niewielki. Zarasta
go tropikalna rolinnoć. Na kilku starych nagrobkach trudno odczytać zatarte imiona.
Na tych nowszych przewijajš się wcišż nazwiska znane z opowieci o Bounty –
Christian, Young, Adams… Ale miejsca pochówku przywódcy buntu – Fletchera
Christiana, zamordowanego przez dwóch tahitanczyków nigdy nie odnaleziono. Grób Johna
Adamsa – patriarchy Pitcairnu znajduje sie po drugiej stronie drogi, pod malowniczymi
palmami. Obok spoczywajš jego żona i córka…
Grób Johna
Adamsa
Wyspa ma wymiary 2 na 4 kilometry.
Przywykły do długich marszów turysta może jš obejć w jeden dzień. Gdyby jeszcze
nie ten obezwładniajšcy upał! Maszerujšc samotnie wspinam się gliniastš drogš
wyżej i wyżej. Pitcairn przecina wyranie zaznaczony grzbiet górski uformowany w
kształt litery E, jego kulminacja ma 347 metrów. Na
najwyższych punktach grzbietu stojš małe domki letniskowe. Sš otwarte, z zapasem
opału i wody… Bo i przed kim je zamykać? Spocony docieram do budyneczku, w
którym zainstalowano krótkofalowš radiostację. Wród mieszkańców wyspy jest duża grupa radioamatorów, nawišzujšcych codziennie
łšcznoć ze wiatem. Nic dziwnego – radio to przecież jedyna nitka, która łšczy
ich z ludmi na kontynentach. Sympatycy wyspy założyli stronę internetowš
powieconš Pitcairnowi (http://www.lareau.org/pitc.html)
, ale nikt z wyspy jej nie oglšdał – po prostu nie
majš stšd dostępu do wiatowej pajęczyny”. Być może dopiero powszechna
łšcznoć satelitarna co tu zmieni…

Linia
południowego wybrzeża wyspy jest bardzo urozmaicona i przez to niezwykle malownicza.
Spoglšdam z wysokich, bazaltowych klifów na rozbijajšce się w dole fale.
Ten wspaniały krajobraz niezupełnie przystaje do naszych wyobrażeń o południowych
morzach: Pitcairn, choć leży w strefie tropikalnej nie ma ani jednej piaszczystej
plaży. Wszędzie strome urwiska… Opisowe nazwy wielu miejsc na klifie nawišzujš do
wydarzeń, które niegdy miały tu miejsce: Gdzie
Spadł Dan, Gdzie Odeszła Minnie…

To ja – tam na szczycie skalnej
iglicy. Gdzie tych Polaków nie poniesie!…
Pitcairn ma własnš flagę i jest członkiem
Brytyjskiej Wspólnoty Narodów. Warto też może wspomnieć, że w skład
państewka wchodzš jeszcze trzy inne wyspy, odległe jedna od drugiej o 100 do 200
kilometrów. Sš wród nich dwa niskie atole: Ducie i Oeno oraz zalesiona wyspa
Henderson, z której mieszkańcy Pitcairnu przywożš drewno miro potrzebne do wyrobu
pamištek. Wszystkie trzy nie sš zasiedlone. Króluje na nich morskie ptactwo. Bezludne
wyspy u progu XXI wieku? A jednak sš jeszcze takie!

Historia nie zapisała jeszcze
ostatniego rozdziału opowieci o buncie na statku kapitana Bligha. Gdy okręt odpływał
z Anglii w kasie Bounty było 400 funtów w złocie. Tylko znikomš częć
tej kwoty kapitan wydał na zakup wina na Maderze. Co sie stało z resztš złota? Może
do dzi zakopana jest gdzie na Pitcairn? A jeli
tak, to wyspie przysługuje dodatkowo miano wyspy skarbów… Jak długo jeszcze
przetrwajš na niej wielcy samotnicy?
Wojciech Dšbrowski Š