Papua Nowa Gwinea – Sepik – Wojciech Dšbrowski (papua2_pl.htm)

Papua_tyt.jpg (28666 bytes)  Cz. V – Sepik  

                                    

             

     Part   five: Sepik  River

png_mp small.jpg (32868 bytes)

Wspomniałem

już wczeœniej, że jednym z najbardziej atrakcyjnych regionów turystycznych Papui Nowej

Gwinei sš tereny położone wzdłuż wielkiej rzeki Sepik. Widać je w górnej częœci

mapy, którš zamieœciłem obok.   Rzeczy, które przycišgajš turystów do

Sepiku to z jednej strony dziewicza przyroda i atmosfera prawdziwych peryferii œwiata, a

z drugiej ciekawy folklor zamieszkujšcych na rzekš Papuasów.. Nie oczekujcie nad tš

rzekš wygodnych hoteli (jedyny – składajšcy sie z bungalowów administrowany jest przez

Trans Niugini Tours i leży nad Karawari – bocznym dopływem Sepiku). Przygotujcie się za

to na spotkanie z moskitami – niewiele jest miejsc na œwiecie, które te stworzonka tak

sobie upodobały…  A takie sš zawzięte, że tnš nawet przez grube dżinsy… Tu

nazywajš je natnat…

wwd124p.jpg (11817 bytes)

Sepik jest tym dla

Papui czym Amazonka dla Brazylii. Wypływa gdzieœ z tych wysokich, zielonych gór i

zbierajšc wody z licznych dopływów rozlewa się szeroko, tworzšc tak jak Amazonka

liczne zakola, jeziora, kanały i mokradła. Niesie bez przerwy masy gałęzi, złamane

drzewa i całe wyspy sitowia, które w naturalny sposob oddzieliły się od podłoża.

  Od żródeł do ujœcia przebywa ponad 1200 kilometrów, z tego około 500

kilometrów nadaje sie do żeglugi…

Sepik_map.jpg (21556 bytes)

Specjalnie dla Was

przygotowałem mapkę, której nie znajdziecie w żadnej polskojęzycznej

literaturze… Widać na niej trzy drogi wiodšce nad Sepik. Niech was jednak nie

zmylš te czerwone linie – bardzo często sš one nieprzejezdne. Stosunkowo pewna jest

jedynie trasa do Angoram. Węzłem komunikacyjnym i centrum administracyjnym dla całego

Sepiku jest miasteczko Wewak, leżšce o dziwo nie nad Sepikiem, ale opodal – nad morzem.

Zdecydował o tym chyba fakt, ze istnieje   tu od czasów wojny porzšdne lotnisko z

pasem startowym mogšcym przyjmować nawet małe odrzutowce.

wwd125p.jpg (24532 bytes)

Do wiosek

rozrzuconych w całym biegu rzeki niezbędne zaopatrzenie dociera drogš wodnš. Ale to

długa i wyczerpujšca droga. Więc turyœci i ci miejscowi, którzy zmierzajš do

większych przysiółków przy których znajdzie się kawałek równej łški korzystajš

z przelotów samolotami. Najczeœciej sš to 6-miejscowe, stare, jednosilnikowe cessny

eksploatowane przez misjonarskie towarzystwo MAF (żartobliwie nazywane Missionary Air

Forces).

wwd128p.jpg (34796 bytes)

Takš

właœnie cessnš wylšdowaliœmy szczęœliwie na trawiastym “pasie” w Ambunti

w œrodkowym biegu rzeki. Ambunti okazało się większš wioskš z kilkoma dziesištkami

domów na palach, dwiema misjami i tym, co dla nas było najważniejsze: prymitywnym lodge

w którym można było spędzić noc przed wyruszeniem na rzekę… Warto tu wspišć się

na wzgórek nad wsiš, gdzie jest siedziba jakiejœ administracji by popatrzeć z wysoka

na chaty na skraju dżungli i rzekę: wartkš i szeroko rozlanš…

wwd129p.jpg (15434 bytes)

Oto

właœnie Ambunti  Lodge. Bez pršdu elektrycznego, ale za to z moskitierami. Jedyna

na razie baza noclegowa nad œrodkowym Sepikiem. W innych wioskach na desperatów czekajš

jedynie noclegi w wioskowych chatach – na macie lub w hamaku. Ambunti Lodge ma zaledwie

kilka ciasnych dwuosobowych  pokoików z piętrowymi łóżkami i lepiej rezerwować

je z wyprzedzeniem Płaci sie 30 kina za łóżko…  

wwd146p.jpg (29634 bytes)

Po to, aby splynšć

w dół Sepiku potrzebna nam była piroga z motorem, jakich używajš krajowcy. Sš to

łodzie o szerokoœci około jednego i długoœci kilkunastu metrów. Załatwił jš

nam Alois Mateos – przedsiebiorczy jegomoœć organizujšcy turystyczne rejsy po Sepiku.

Dostaliœmy miejscowego przewodnika mówišcego po angielsku, motorzystę, beczkę paliwa

(twierdzili, że do Timbunke spalimy 15 galonów po 6 kina za galon)  i wczesnym

rankiem ruszyliœmy na rzekę. Zaczęła się kolejna przygoda…

wwd131p.jpg (30674 bytes)

Nasz plan był bardzo

ambitny: w cišgu jednego dnia (ze względu na brak czasu) zamierzaliœmy spłynšć do

Timbunke, odwiedzajšc po drodze co ciekawsze wioski. Miejscowi kręcili głowami:

turyœci zwykle rozkładajš ten odcinek na dwa, a nawet trzy dni (dajšc zarobić

odpowiednio więcej przewodnikom i kucharzom), także dlatego, że nie wytrzymujš

kondycyjnie: cały dzień w upale i wilgoci na pozbawionej cienia łodzi rzeczywiœcie

wyczerpuje… Krajobrazy jak widzicie od poczštku były wspaniałe…

wwd139p.jpg (25504 bytes)

Mijamy całe rodziny

płynšce czółnami różnej wielkoœci i chmary wodnego ptactwa. W Yenchenmangua

spostrzegamy wœród “klasycznych” chat pierwszy haus tambaran czyli dom

duchów. Znacznie większy “haus” zbudowano w następnej wiosce Korogo

(na zdjęciu obok). Haus tambaran to odpowiednik naszego koœcioła: miejsce spotkań

mężczyzn, ceremonii  i wioskowych zgromadzeń. Papuaskie kobiety nie majš wstępu

do “domu duchów” .    Dla Europejek robiš wyjštek – bo przecież

zostawiajš tu pienišdze…

wwd132p.jpg (34088 bytes)

Domy duchów majš

postać dużej, prostokštnej chaty stojšcej na palach.  Dach i œciany wykonane sš

ze strzechy. Szczyty ozdobione sš maskami – jak na zdjęciu obok. A co jest w œrodku?

  Półmrok i atmosfera wielkiej stodoły. Wszystkie pale podpierajace dach sš

wspaniale zdobione płaskorzeŸbami i malowidłami. Często dodatkowo zawieszone sš na

nich maski i rzeŸby. Do wnętrza takiego haus tambaran wchodzi sie zazwyczaj po drabince

z podcienia które jest pod domem i w którym w cišgu dnia przesiadujš mężczyŸni…

wwd137p.jpg (34078 bytes)

W tym dużym haus

tambaran w Korogo zastaliœmy prawdziwš galerię sztuki. Setki masek i rzeŸb rozmaitej

wielkoœci: od takich, które od biedy można schować do kieszeni do takich, które

sięgajš do pasa. To oczywiœcie produkcja przygotowana dla turystów. Ale rozmaitoœć

stylów i kształtów jest taka, że daleko tym pamištkom do sztampy powielanej w

tysišcach egzemplarzy. Za takš maskę, o wysokoœci jakichœ 40 cm zażšdali 25 kina.

Gdy wychodziliœmy cena spadła do 20…

Wiedziałem, że

targowanie się, które na przykład w krajach Azji jest nie tylko zwyczajem, ale nawet

swego rodzaju rytuałem tutaj nie wchodzi nad Sepikiem w rachubę. A zaproponowanie przez

kupujšcego niższej ceny niż ta obwieszczona przez Papuasa uważane jest za niegrzeczne.

Można co najwyżej taktownie zapytać o “second price”. Czasem skutkuje…

Po odwiedzeniu dwóch – trzech wiosek przekonaliœmy sie, że nasze

nadzieje na zobaczenie krajowców paradujšcych w spódniczkach z trawy, czy miejscowych

pań w topless pozostanš jedynie w sferze pobożnych życzeń. To już nie te czasy…

Misjonarze już dawno ich ubrali. Typowym strojem jest T-shirt i szorty lub kretonowa

spódnica – wszystko z transportów używanej odzieży przysyłanych w ramach pomocy z

krajów wysoko rozwiniętych. Od turystów też oczekuje się stosownego ubioru – m. in.

zakrycia nóg, do czego nie trzeba specjalnie namawiać, bo moskity operujš także w

dzień…

wwd138p.jpg (26581 bytes)

wwd143p.jpg (33661 bytes)

W kilku wioskach na

trasie spływu mogliœmy przyjrzeć się z bliska jak przy użyciu najprostrzych narzędzi

produkuje się te łodzie-dłubanki, które na wielkiej rzece stanowiš podstawowy œrodek

komunikacji. Wszystko wykonuje się ręcznie. Plywa też po Sepiku jeden większy statek:

mały, bardzo drogi, klimatyzowany “Sepik Spirit” operujšcy z Karawari Lodge. W

ubiegłym roku podczas postoju w wiosce tubylcy napadli na statek. Turystom nic się nie

stało – bandytów interesowała tylko statkowa kasa…

wwd148p.jpg (36317 bytes)

Przewodnik jest w

wioskach bardzo przydatny, a to dlatego, że miejscowi w stosunku do obcych zachowujš

się wcišż z dużš rezerwš. Nasz Philip był nie tylko tłumaczem, ale też przekazał

nam zasady swego rodzaju etykiety obowišzujšcej turystów: mężczyznom nie wypada

zwracać się do miejscowych kobiet.  A kobieta-turystka nie powinna zaczepiać

Papuasów i raczej unikać sytuacji, w której miała by pozostać tylko w towarzystwie

miejscowych mężczyzn…

wwd153p.jpg (19312 bytes)

Takim kanałem

wœród sitowia dociera się z głównego nurtu rzeki do sporej i ciekawej wioski Palembai.

Wioskę zamieszkujš dwa różne klany i w zwišzku z tym znajdziecie tu dwa “domy

duchów”. Za jedne 4 kina dwóch miejscowych mężczyzn dało dla nas koncert na

wielkie bębny wykonane z grubej, wydrażonej kłody. uderza sie w nie czymœ, co

przypomina drewniany tłuczek. Poziom wody był tak wysoki, że wychodziliœmy na drabinki

prowadzace do “tambaranów” wprost z naszego czółna…

wwd151p.jpg (27113 bytes)

No i tutaj także w

każdym z “domów duchów” obejrzeliœmy ciekawš galerię miejscowego

rękodzieła. Zakurzone to wszystko, ale może przez to bardziej autentyczne. Częœć tej

produkcji skupywana jest przez kilku przedsiębiorczych Papuasów i wywożona do stolicy.

Maski znad Sepiku sš naprawdę piękne i jedyne w swoim rodzaju.  Co do mnie to

tutaj nie robiłem zakupów, a w zupełnie niezłe maski zaopatrzyłem sie po powrocie do

Wewaku na tamtejszym przydrożnym bazarze – nie były takie zaniedbane i nawet trochę

tańsze…

Trafiliœmy na

œwietnš pogodę. Był poczštek maja – w zasadzie końcówka pory deszczowej.

    Sezon suchy – najbardziej odpowiedni dla przyjazdów trwa tu od czerwca

do paŸdziernika. Wtedy też podobno moskity trochę mniej dokuczajš…

Kolejnym miejscem, które obowišzkowo powinno znaleŸć sie w programie

spływu jest wieœ Kanganaman. Stoi tam bodaj najstarszy nad Sepikiem

“dom duchów” – odrestaurowany niedawno z pomocš Muzeum Narodowego z Port

Moresby (na zdjęciu obok). Przy niskiej wodzie od głównego nurtu rzeki podpływa się

kawałek kanałem i nastepnie dochodzie się do niego œcieżkš. Dla nas (woda była

wysoka) oznaczało to brodzenie z podwiniętymi nogawkami w płytkiej wodzie… W

podcieniach “hausu” zastaliœmy całš kolekcję bębnów, a na piętrze –

wspaniale rzeŸbione pale wsporcze.

wwd154p.jpg (36382 bytes)

wwd155p.jpg (22496 bytes)

Ten “dom

duchów” był o tyle ciekawy, że nie posiadał przedniej œciany, a nad wejœciem

tubylcy umieœcili zamiast zwykłych masek wyrzeŸbionš w drewnie figurę kobiety z

szeroko rozstawionymi nogami… Pytałem o symbolikę, ale nikt nie był w stanie mi

odpowiedzieć.

Woda, wszędzie woda.  Warto

pamiętać wsiadajšc tu do łodzi o zabezpieczeniu kamer i aparatów przed bryzgami wody.

A najważniejsze pozycje w ekwipunku to długie spodnie i koszula z rekawem, preparat

przeciw komarom, sunscreen i kapelusz!   Dobrze też mieć dużo drobnych

banknotów…

Ludzie żyjš tu z

rzeki i z dżungli. Majš małe poletka na których w porze suchej sadzš jakieœ warzywa.

Odmiany bananów, które tu rosnš nadajš się do spożycia raczej dopiero po ugotowaniu.

Ale podstawš wyżywienia sš ryby z rzeki (wędzone, aby się szybko nie psuły –

nazywajš tš potrawę makau) oraz sago (saksak) – pozyskiwane z pnia palmy sagowej. Na

ryby wybierajš sie na takich łódkach jak obok z sieciš lub rodzajem oœcienia o

rozwidlonym końcu na który dosłownie nadziewajš wystawiajšce pyszczek ponad wodę

węgorze.

Nasz splyw Sepikiem zakończył się

emocjami – ucieczkš przed nadciagajšcš od północy ciężkš chmurš, która

zwiastowała niechybnš tropikalnš ulewę.   Przewodnik zauważył jš gdy

opuszczaliœmy ostatniš wioskę umieszczonš w programie zwiedzania… Zerwał sie wiatr,

piroga skakała po falach. Do schronienia w Timbunke było kilka kilometrów. 

Zdšżylismy wysiaœć na brzeg zanim dopadła nas prawdziwa œciana deszczu. Lucky

boys!       A węgorze dostaliœmy na kolację…

wwd157p.jpg (24291 bytes)

wwd160p.jpg (14792 bytes)

Katolicka

misja w Timbunke. Przez godzinę dziennie radiowa łšcznoœć z resztš

œwiata. Misyjne budynki stojš na doœć wysokim brzegu, dlatego  nie muszš być

posadowione na palach. Obok misji – uboga, ale spora szkoła. Właœnie tam – w domku

nauczyciela spędziliœmy nasza kolejnš noc w Sepiku. W nocy cięły moskity, a rano

czekała nas zgadywanka: przyleci po nas ten balus czy nie przyleci…

           Przyleciał!

                 

    Wojciech Dšbrowski

O moich

wczeœniejszych podróżach dookoła œwiata i zasadach organizacji takich podróży

możecie przeczytać na stronie:  DOOKOŁA  ŒWIATA