
kraj jeli było się tylko w jego stolicy. Toteż plan mojej podróży
przewidywał wypady w interior – do najbardziej atrakcyjnych turystycznie
regionów Omanu. Trasa pierwszego prowadziła wzdłuż wybrzeża na południowy
wschód – do Sur i dalej na skraj przysłowiowej szczerej pustyni – do Wahiba
Sands… Aby przejechać tš trasę i wieczorem wrócić do Maskatu trzeba
niestety wynajšć landcruisera z wysokim zawieszeniem i napędem na cztery koła –
najlepiej z miejscowym kierowcš…

Pierwszy odcinek trasy wiedzie do Qurayat – małego rybackiego portu na płd-wschód od
stolicy. Na razie prowadzi nas nowa i solidna, (choć wšska) asfaltowa droga, zbudowana
kilka lat temu przez Niemców. Mimo wczesnego ranka słońce operuje już bardzo silnie. A
w bok od szosy otwiera się krajobraz wysuszonego pustkowia które usiane jest
karłowatymi, kolczastymi drzewami. Na horyzoncie zamykajš ten pejzaż czarne, zębate
góry…

Qurayat można zwiedzić w
pół godziny: jest tu meczet, zagajniki zakurzonych palm i kilka wšskich uliczek, w
których, w skšpym cieniu rzucanym przez parterowe gliniane domy chroniš się przed
spiekotš słońca zwierzęta (głównie kozy) a także ludzie. Na plaży
rybacy przy łodziach czyszczš sieci. Łowiš nocami i wracajš z morza wczenie rano.
Tuż obok ich łodzi pogršża się w morzu rura gazocišgu którym transportuje się do
Indii omański gaz…

dzieciaki których cała chmara towarzyszy nam podczas spaceru po miasteczku sš bardzo
ciekawskie. Nie nauczyły się jeszcze żebrać, choć na pierwszy rzut oka nie powodzi im
się wcale lepiej niż ich rówienikom w innych krajach arabskich. Chętnie pozujš do
zdjęć, choć trudno się z nimi porozumieć – znajš zazwyczaj tylko pojedyncze
angielskie słowa…

bawiš się w osobnych grupach, a w ich ubraniach można się dopatrzyć elementów
tradycji. Ich matki ubierajš się równie barwnie, nie zakrywajš też
twarzy. Tyle tylko, że głowy noszš nakryte, a na widok aparatu fotograficznego
zasłaniajš twarz ršbkiem chusty lub odwracajš się. Ale turysta, który
wcišż jest tu małš sensacjš nie spotyka się z żadnym objawami niechęci…

opuszczeniu Qurayat pożegnalimy się także z asfaltem… Droga prowadzšca dalej do
Sur to szutrówka na której każdy pojazd podnosi tumany kurzu. Wielbłšdy, które
czasem można spotkać przy szosie wyglšdajš na bezpańskie. Miejscowi twierdzš, że
majš one jednak swoich włacicieli… Bo wielbłšd wart jest tu minimum kilkaset
dolarów.

morskie, które kuszš we wszechobecnym upale lazurem i przejrzystociš wody. A wokół
nie widać oczywicie przysłowiowej żywej duszy. Warto by było spędzić tu nawet
cały dzień, przyjeżdżajšc z Maskatu z zapasem żywnoci i wody.. Na to trzeba jednak
mieć znacznie więcej czasu…

tuż-tuż… Od ich stoków w kierunku morza biegnš koryta wyschniętych
rzek, tzw. wadi. Kilkakrotnie zagradzajš nam drogę. Zjeżdżamy wtedy
stromo w dół kolebišc się na nierównociach szlaku, by po drugiej stronie wadi znów
z rykiem motoru wspišć się w górę… Zwykły, osobowy samochód na pewno
tędy nie przejedzie !

Sur mijamy chyba tylko jedno ludzkie osiedle -wioskę Tiwi, którš łatwo rozpoznać po
starej, okršgłej wieży obronnej stojšcej na urwisku. A że ruch na
drodze jest prawie żaden toteż pojawienie się naszego samochodu spotyka się z
zainteresowaniem mieszkańców. Rozpytujš kierowcę skšd jestemy. Kiwajš
głowami słyszšc odpowied, choć zapewne niewielu sporód nich wie, gdzie leży ta
“Bolanda” z której przybywamy…

wioski fotografujemy co bardzo niezwykłego w tym spalonym słońcem krajobrazie –
głęboki kanion Wadi Sheba, dnem którego płynie leniwa rzeka. Jej brzegi zdobiš skrawki
zupełnie nierealnej zieleni: palmy, łški i poletka. Turyci przemierzajšcy ten
nadbrzeżny szlak przystajš tu zazwyczaj na krótki piknik. My też pocišgamy
spieczonymi wargami wodę mineralnš zabranš przezornie z Maskatu. Cztery litry na osobę
na dzień – nie będzie wcale za dużo…
wioski odnotowuję otoczony niskim, kamiennym płotem muzułmański cmentarz. Poszczególne
nagrobki wyznaczone sš tylko ustawionymi na sztorc kamieniami. Bez żadnych
napisów, czy religijnych symboli. O tych, którzy spoczywajš pod tymi kamieniami
dawno już zapomniano… Co takiego jak kult zmarłych przodków tu nie
istnieje…

wspaniałe krajobrazy, kilometry pustych plaż i malownicze skały na wybrzeżu. Gdyby to
było wybrzeże Morza ródziemnego na pewno wyrosły by tu już dawno luksusowe hotele.
Ale to Oman: nie słyszałem aby na brzegu między Maskatem i odległym Sur kto
zbudował co dla turystów… Może dopiero wtedy, gdy ropa się skończy…

Gdzie po drodze przystajemy w miejscu, gdzie ponoć przed wiekami założono pierwsze
osiedle na oceanicznym wybrzeżu Omanu. Dzi stoi tu tylko samotna ruina
grobowca nazywanego Sidi Miriam. Żadnych tablic, objanień ani prób rekonstrukcji. Za
kilka czy kilkanacie lat zapewne niewiele z tego zostanie…

Sur. Już przed wiekami był portem, z którego Arabowie wyruszali na dalekie wyprawy na
swoich żaglowych dhows. Te tradycyjne łodzie buduje się tutaj także i dzi.
Jednym z najciekawszych obiektów miasta jest stocznia, gdzie wprawdzie dzi zamiast
drewnianych kołków używa się gwodzi i rub, ale architektura statków pozostała ta
sama…


plaży w Sur – z wielkš “tunš” złowionš przez tamtejszych rybaków. A
chustka zawinięta na szyi nie wiadczy wcale o przeziębionym gardle ale zabezpiecza
kark przed słońcem.
W Sur warto zobaczyć odrestaurowany fort (niestety zajęty przez wojsko – zwiedzanie nie
jest możliwe). Codziennie rano kursujš z Sur autobusy do Maskatu (okrężnš, asfaltowš
drogš).

Sands – na skraj piaszczystej pustyni dotarlimy dopiero pod wieczór. Oman to
prawie jedna wielka pustynia, ale sš tam i wyschnięte góry i usiane kamiennym gruzem
żwirowiska poronięte kolczastymi krzewami… A w Wahiba mamy nareszcie ten
wspaniały,
czysty, dziewiczy piasek formowany przez pustynny wiatr w łagodne wzgórza…

piaszczystej pustki, w dolinkach między wzgórzami koczujš Beduini. Sš gocinni.
Ich chaty wzniesione sš z żerdzi i chrustu, pokryte wysuszonymi palmowymi
lićmi. W zagrodach widziałem domowe zwierzęta: kozy i króliki. Największym
problemem jest oczywicie dowóz wody dla ludzi i inwentarza…

przez płot. Ubrany po europejsku wyrostek zaprasza na podwórko, a potem do wnętrza
przypominajšcego szałas. Podłogš w tych domach jest oczywicie
piasek. Nie ma łóżek. Na cianach rozwieszonych kilka kilimków. Wzdłuż cian
stojš nabijane błyszczšcymi ćwiekami skrzynie, w których domownicy trzymajš cenniejszy
dobytek.

Beduinów ubierajš się na czarno. Sš miałe w kontaktach z obcymi, nie zasłaniajš
twarzy i pozwalajš się fotografować. Na rękach i nogach malujš hennš misterne
ozdobne wzorki. Sš ładniejsze od kobiet z północe kraju. -Ale jeli chcesz takš za
żonę, to musisz dla jej rodziny przygotować okup w postaci czterech-pięciu
wielbłšdów! – powiada nasz kierowca.

zakończył się przygodš: nasz arabski kierowca chciał się popisać
umiejętnociš jazdy po piaszczystych diunach – i… wkrótce się zakopał.
Wzięlimy się rano do łopat, ale skutek był taki, że pojazd pogršżył
się
jeszcze bardziej. Dopiero Beduin wezwany na pomoc z najbliższej zagrody pokazał,
jak się to robi… Nic dziwnego – on całe życie spędza w tym piasku…
Wojciech Dšbrowski
Kliknij na sšsiednim obrazku,
aby przejć do trzeciej częci mojej relacji z
Omanu ———->>>>>>
