
2021
tekst i zdjęcia: Wojciech Dąbrowski © – text
& photos
Returning
from the interesting expeditions I always try to write a travel report – to
share my updated knowledge and to help other travelers in their preparations
to the voyage. A lot of such reports you can already see on my website –
sorry – most of them in Polish only. New reports require work and
time. Unfortunately it is now harder and harder for me to find the time.
On this page you will see some interesting pictures from the last years.
They are waiting to be used in the coming reports. I hope to write them
someday…
Po
powrocie z każdej ciekawej podróży staram się napisać ilustrowany raport, by
podzielić się moją świeżo zdobytą wiedzą i w ten sposób pomóc innym
podróżnikom w ich przygotowaniach do wyjazdów. Wiele takich raportów
znajdziecie już na moich stronach. Niestety pisanie tych raportów to praca
pochłaniająca sporo cennego czasu. Nie zawsze mogę znaleźć ten czas… Na
tej stronie znajdziecie co ciekawsze zdjęcia do tematów, które czekają na
przygotowanie raportów. Mam nadzieje, że kiedyś doczekają się one osobnych
stron… Niektóre już się doczekały…
In January 2021 I escaped again to sunny Egypt! The original
plan was completely different: in mid-January I was supposed to fly to the
Canary Islands, where I had Fuerteventura to see. Meanwhile, low-cost
airlines canceled three of the four purchased flights, and the Spanish
government wanted me to come with a fresh PCR test, which costs over EUR 100
in Poland. I was forced to change my plans. Through a Ukrainian agency from
Lviv, I arranged a cheap holiday in… Hurghada, where I have not been yet.
W styczniu 2021 uciekłem ponownie do słonecznego Egiptu! Pierwotny plan
był zupełnie inny: w połowie stycznia miałem lecieć na Wyspy Kanaryjskie,
gdzie do zobaczenia pozostała mi Fuerteventura. Tymczasem tanie linie
odwołały mi trzy z czterech wykupionych lotów, a rząd Hiszpanii zażyczył
sobie, abym przyleciał ze świeżym testem PCR, który w Polsce kosztuje ponad
100 euro. Zmuszony zostałem do zmiany planów. Przez ukraińską agencję ze
Lwowa załatwiłem sobie tanie wczasy w… Hurghadzie, gdzie jeszcze nie
byłem.

Of course, I had to buy an extra flight to Kiev by LOT plane. The package of
services provided by the Ukrainians included all the rest, except for the
PCR test performed upon arrival at Hurghada airport. I had to pay $ 30 for
this test. I have paid. And an hour later I found myself at a charming bay –
like in the picture above. From among the dozen or so hotels on offer, I
chose the cozy “Mercure” consisting of low pavilions scattered in the
garden, among palm trees and flowering shrubs:
Musiałem oczywiście dokupić przelot do Kijowa samolotem LOT. W pakiecie
usług świadczonych przez Ukraińców była cała reszta, z wyjątkiem testu PCR
wykonywanego po przylocie na lotnisko Hurghada. Za ten test musiałem
zapłacić 30 USD. Zapłaciłem. A w godzinę później znalazłem się nad urokliwą
zatoką – taką jak na zdjęciu powyżej. Spośród kilkunastu oferowanych hoteli
wybrałem kameralny “Mercure” składający się z niskich pawilonów rozrzuconych
w ogrodzie, wśród palm i kwitnących krzewów:

Mercure turned out to be a very good choice – this hotel has a kind of
oriental elegance, and was almost empty. It was quiet, I had perfect
conditions to relax. In the main communication route from the reception to
the restaurant and hotel part, I walked past the gazebo, which was a real
jewel of Arab wood carving:
“Mercure” okazał się bardzo dobrym wyborem – ten hotel ma swoistą orientalną
elegancję, był przy tym prawie pusty. Było cicho, miałem idealne warunki do
wypoczynku. W głównym ciągu komunikacyjnym od recepcji do restauracji i
części hotelowej przechodziłem obok altanki, która była prawdziwym klejnotem
arabskiej snycerki:

Due to the pandemic, the hotel staff had to wear face masks. Luckily, that
wasn’t the case with the guests. Even in the restaurant, we had enough space
to keep our distance. But when entering all meals, the temperature was
measured, which was not a big nuisance:
Obsługa hotelu ze względu na pandemię musiała chodzić w maseczkach. Na
szczęście nie dotyczyło to gości. Nawet w restauracji mieliśmy dość
przestrzeni, aby utrzymywać wystarczający dystans. Ale przy wchodzeniu na
wszystkie posiłki mierzono nam temperaturę, co nie było jednak wielką
uciążliwością:


Tasty food was offered in a buffet system behind plexiglass panes. We showed
what we wanted and the staff wearing gloves put them on the plates.
Egyptians were also among the guests. And it was mainly for them that during
breakfast, traditional Egyptian dishes were offered at the entrance: kofta
chops and a red bean pulp called fool:
Smaczne
jedzenie oferowane było w systemie bufetowym za szybami z plexi. My, goście
pokazywaliśmy, co chcemy, a obsługa w rękawiczkach nakładała wybrane
przysmaki na talerze. Wśród gości byli także Egipcjanie. I to głównie dla
nich podczas śniadania wystawiano tradycyjne egipskie potrawy: kotleciki
kofta (poniżej) i papkę z czerwonej fasoli zwaną fool:


The restaurant is located behind the palm trees in the photo below. During
the afternoon tea time, a grill with pizza, hamburgers and fries was also
opened for guests under the dome on the right. But I used to come here for
ice cream. For the first time in my life, I had a mango-flavored ice cream
here and I must admit it was delicious. During my lonely travels around the
world, I rarely have such occasions:
Restauracja hotelu Mercure mieści
się za palmami na zdjęciu poniżej. W porze podwieczorku pod kopuła z prawej
strony uruchamiano dodatkowo dla gości grill z pizzą, hamburgerami i
frytkami. Ale ja przychodziłem tu na lody. Po raz pierwszy w życiu jadłem tu
lody o smaku owoców mango i muszę przyznać, że były wyśmienite. Podczas
moich samotnych wędrówek po świecie rzadko zdarzają mi się takie okazje:

We had maybe 100 meters from the restaurant to the wide beach, and there
were couches under umbrellas and a lifeguard on the tower guarding safety.
Only the sand was of much worse quality than on the Baltic Sea – here, as in
Marsa Alam, it was actually gravel, but the beasch was clean:
Z restauracji
do szerokiej plaży mieliśmy może 10 metrów, a tam czekały leżanki pod
parasolami i ratownik na wieżyczce pilnujący bezpieczeństwa. Tylko piasek
był znacznie gorszej jakości niż nad Bałtykiem – tutaj, podobnie jak w Marsa
Alam był to właściwie żwir, ale plaża była czysta, a zejście do wody
bezpieczne:

On the left edge of our beach, not very successful copies of the ancient
statues of Karnak have been placed. Those tourists who cannot afford a trip
to Luxor (it is a 6-hour drive each way) can have photos here with Ramesses
II, or at the sphinxes with ram heads. A security guard is usually sitting
in a booth by the sea, making sure that tourists from other resorts do not
enter the hotel premises – unfortunately, multi-kilometers of walks along
the beach are out of the question, because in other hotels they also do not
let you pass.
Na lewym
skraju naszej plaży ustawiono niezbyt udane kopie starożytnych posagów z
Karnaku. Ci turyści, których nie stać na wycieczkę do Luksoru (to 6 godzin
jazdy w każdą stronę i koszt ok. 100 dolarów) mogą się tu sfotografować z
Ramzesem II, albo przy sfinksach z głowami baranów. W budce nad morzem
siedzi zazwyczaj ochroniarz, pilnujący, aby na teren hotelu nie wchodzili
turyści z innych ośrodków – o wielokilometrowych spacerach wzdłuż plaży
niestety nie ma mowy, bo w pozostałych hotelach też nie pozwalają przejść
należącego do nich odcinka wybrzeża.

Each Hurghada hotel has entertainment staff organizing a variety of fun and
games throughout the day, and shows and discos in the evening.
W każdym
hotelu Hurghady pracują animatorzy organizujący w ciągu dnia różne gry i
zabawy, a wieczorem – występy miejscowych artystów i dyskoteki.

Dla
Europejczyków, którzy ty przyjeżdżają dużą atrakcją jest zazwyczaj występ
tancerki prezentującej belly dance czyli taniec brzucha. Widziałem
ten taniec wielokrotnie (po raz pierwszy w Bagdadzie w 1973 roku). Różne
były tancerki, ich uroda i poziom wykonania tańca. Często bywałem
zdegustowany tym co oglądałem, bo ideał kobiecej urody w krajach arabskich
odbiega mocno od tego, co cenimy w Europie; Arabom podobają się kobiety
korpulentne. Tym razem nie było tak źle. Zgrabna Egipcjanka tańczyła do
muzyki odtwarzanej z komputera i podobała się publiczności, zbierając na
zakończenie rzęsiste oklaski.
For Europeans who are coming here, a big attraction is usually the
performance of a belly dance dancer. I have seen this dance many times (for
the first time in Baghdad in 1973). There were different dancers, their
beauty and the level of dance performance. I was often disgusted with what I
watched, because the ideal of female beauty in Arab countries is very
different from what we value in Europe; Arabs like corpulent women. This
time it wasn’t too bad. The shapely Egyptian girl danced to the music played
from the computer and pleased the audience, receiving a thunderous applause
at the end.
After a few days, I went to the center of Hurghada, 7 kilometers away. You
can get there by one of the white minibuses crossing the coastal road for 4
Egyptian pounds ($ 1 is worth around 16 pounds). If there are several people
traveling, you can order a taxi. Hurghada is a young city – it was
established only in the 20th century as a holiday resort for tourists.
Before, there was only a fishing village here.
Po kilku
dniach wybrałem się do odległego o 7 kilometrów centrum Hurghady. Można tam
dojechać jednym z przejeżdżających nadmorską drogą białych mikrobusów,
płacąc za przejazd 4 egipskie funty (1 dolar to ok.16 funtów). Jeżeli jedzie
kilka osób to można zamówić taksówkę. Hurghada to młode miasto – powstało
dopiero w XX wieku jako wczasowisko dla turystów. Przedtem była tu tylko
rybacka wioska.

The most representative part of the city is the 800-meter stretch of the
seaside promenade that runs along the local yacht marina. The houses here
are renovated and painted in vivid colors. Their ground floors are occupied
by restaurants, bars and tourist cafes. I didn’t notice a single signboard
in Arabic here:
Najbardziej
reprezentacyjną częścią miasta jest 800-metrowy odcinek nadmorskiej
promenady biegnącej wzdłuż tutejszej mariny jachtowej. Domy są tu odnowione
i pomalowane w żywe kolory. Ich partery zajmują restauracje, bary i
kawiarnie dla turystów. Nie zauważyłem tu ani jednego szyldu w języku
arabskim. Na obu końcach promenady są posterunki kontrolne egipskiej
policji:

The Egyptians themselves rarely show up here. But I was lucky to meet on the
promenade the typical Egyptian family. When I started a talk It soon turned
out thay they are tourists from Cairo. The woman, according to the
custom, had her hair tightly covered:
Sami Egipcjanie pokazują się tu
raczej rzadko. Ale miałem szczęście spotkać na promenadzie typową
egipską rodzinkę. Okazało się wkrótce, że to turyści z Kairu. Kobieta, jak
nakazuje zwyczaj, miała szczelnie zakryte włosy, ale jej szata odbiegała od
standardowej czerni:

XXWhen you stand at the northern end of the promenade near Cafe Che Guevara,
you will have a view of the most interesting architectural building in
Hurghada – the Central (Mina) Mosque:
Kiedy staniecie na północnym
krańcu promenady koło Cafe Che Guevara otworzy się przed wami widok na
najciekawszy obiekt architektoniczny Hurghady – Meczet Centralny (Mina
Mosque):

Due to the pandemic, the mosque’s door was closed, but it was possible
without any obstacles, after removing the shoes, to enter the outdoor
courtyard of the mosque. We only found one man praying there (you can see
him in the photo on the right):
Ze względu na pandemię drzwi
meczetu były na głucho zamknięte, ale można było bez przeszkód, po zdjęciu
obuwia wejść na odkryty dziedziniec meczetu. Zastaliśmy tam tylko jednego
modlącego sie mężczyznę (widać go na zdjęciu po prawej stronie):

The Red Sea is famous for its lush underwater fauna and flora. For many
years, swimmers and divers have come here to admire the corals and colorful
fish. But even if you don’t snorkel and mask and you don’t dive, you can see
a sample of this underwater world using glass bottom boats – glass bottom
boats. In the southern part of the marina there is a whole fleet of yellow
painted boats like this:
Morze Czerwone
słynie ze swojej bujnej podwodnej fauny i flory. Od wielu lat przybywają tu
pływacy i nurkowie, by podziwiać korale i barwne ryby. Ale nawet jeśli nie
pływacie ze snorkelem i maską i nie nurkujecie możecie zobaczyć próbkę tego
podwodnego świata korzystając z glass bottom boats – łodzi o szklanym
dnie. W południowej części mariny czeka cała flotylla malowanych na żółto
takich właśnie łodzi:

We were going out to sea through the marina channel where luxury motor
yachts are moored. Egypt is considered a poor country, mainly living off the
fees charged for the transit of ships through the Suez Canal. But as you can
see, there are rich people in the same Egypt who can afford such jewels:
Wypływaliśmy w morze przez kanał mariny,
w której cumują luksusowe motorowe jachty. Egipt uchodzi za biedny kraj,
żyjący głównie z opłat pobieranych za tranzyt statków przez Kanał Sueski.
Ale jak widać są w tym samym Egipcie ludzie bogaci, których stać na takie
cacka:

Such a trip with hotel – marina – hotel transfer costs 30 USD per person. It
was only after talking to other tourists on board that I found out that when
buying a ticket at the entrance to the ship, you only pay half of this
amount. After leaving the port from the deck of our yellow ship, a beautiful
view of the oldest part of Hurghada with the Mina Mosque has opened:
Taka wycieczka wraz z transferem
hotel – marina – hotel kosztuje 30 USD od osoby. Dopiero rozmawiając z
innymi turystami na pokładzie dowiedziałem się, że wykupując bilet przy
wejściu na statek płaci sie tylko połowę tej kwoty. Po wyjściu z
portu z pokładu naszego żółtego statku otworzył się piękny widok na
najstarszą część Hurghady z Meczetem Mina:

Soon we found ourselves off the coast of the desert island facing Hurghada.
It is here, in the shallows, that there are the best conditions to see what
is under the water: corals and fish. The crew invited us to the lower deck
where we took our seats in front of the great windows.
Wkrótce znaleźliśmy się u
wybrzeży pustynnej wyspy, leżącej naprzeciw Hurghady. To właśnie tu, na
płyciźnie są najlepsze warunki do oglądania tego, co jest pod wodą: korali i
ryb. Załoga zaprosiła nas na dolny pokład, gdzie zajęliśmy miejsca przed
wielkim oknami.

What could be seen through those windows and was the view worth the dollars
you paid? Through the window, you can primarily see coral gardens –
unfortunately their colors are changed by the ubiquitous blue of the water (photo
below). Small colorful and striped fish circulate among them. If this is
your first trip of this kind, you will probably be impressed. But I’ve been
to the Great Reef and Coral Bay in Western Australia before and … here I
was disappointed 🙂
Co było widać
przez te okna i czy widok wart jest zapłaconych dolarów? Przez okno widać
przede wszystkim koralowe ogrody – niestety ich barwy zmienione są przez
wszechobecny błękit wody (zdjęcie poniżej) Wśród nich krążą niewielkie
barwne i pasiaste rybki. Jeżeli jest to wasza pierwsza wycieczka tego
rodzaju to pewnie będziecie pod wrażeniem. Ale ja byłem wcześniej na
Wielkiej Rafie Koralowej i w Coral Bay w Zachodniej Australii i… tu byłem
rozczarowany 🙂

At one point, a professional diver appeared outside the windows and began to
pour out food. Immediately, the windows were swarmed with fish… It was a
spectacular culmination of the whole spectacle lasting about half an hour!
See the picture:
W pewnym momencie za oknami
pojawił się profesjonalny nurek i zaczął wysypywać pokarm. Od razu przy
szybach zaroiło się od ryb… To była efektowna kulminacja całego spektaklu
trwającego jakieś pół godziny! Popatrzcie na zdjęcie poniżej:

After the diver’s performance, you could borrow a snorkel and mask from the
crew and try snorkeling. Unfortunately, the tide was quite high, and in such
conditions snorkeling is not very pleasant; out of 40 passengers, only 3
people decided to go down to the water:
Po występie nurka można było
pożyczyć od załogi snorkel oraz maskę i spróbować snorkelingu. Niestety fala
była dość wysoka, a w takich warunkach snurkowanie nie jest zbyt przyjemne;
spośród 40 pasażerów tylko 3 osoby zdecydowały się zejść do wody. Pływali
tylko wokół rzuconego na wodę koła ratunkowego:

About a kilometer from my hotel (20 minutes walk) I had another tourist
attraction – Hurghada Grand Aquarium or the Great Aquarium. They write in
advertising materials that it is the seventh largest aquarium in the world.
The admission price is also on the world level: $ 32.
Jakiś kilometr od mojego hotelu
(20 minut spacerkiem) miałem inną turystyczną atrakcję – Hurghada Grand
Aquarium czyli Wielkie Akwarium. W materiałach reklamowych piszą, że to
siódme największe akwarium świata. Cena biletu wstępu też jest tu światowa:
32 dolary.

From the gallery of a stone windmill set in the inner courtyard of the
aquarium, there is an interesting view of the desert and the mountain range
that extends south to Safaga. It is worth to remember that Hurghada occupies
only a narrow strip of coastal greenery existing thanks to artificial
watering:
Z galerii kamiennego wiatraka
ustawionego na wewnętrznym dziedzińcu akwarium otwiera się ciekawy widok na
pustynię i pasmo górskie, które ciągnie się na południe aż do Safagi. Bo
Hurghada zajmuje tylko wąski pasek nadmorskiej zieleni istniejącej dzięki
sztucznemu nawadnianiu:

The Hurghada aquarium also turns out to be a small zoo, where snakes,
tortoises, ostriches and even Nile crocodiles can be seen in cages arranged
in the courtyard:
Akwarium w Hurghadzie okazuje się
być także małym ogrodem zoologicznym, gdzie w klatkach urządzonych na
dziedzińcu oglądać można węże, żółwie lądowe, strusie, a nawet nilowe
krokodyle:

From the sun-heated courtyard you enter the dark corridors of the building
itself. There are huge aquariums of various shapes waiting for visitors. And
in them corals, plants and delightful fish. You are allowed to take photos
here, as long as you do not use the flash:
Z nagrzanego słońcem dziedzińca
wchodzi się do ciemnych korytarzy właściwego budynku. Tam czekają na
zwiedzających wielkie akwaria różnego kształtu, niektóre nawet cylindryczne.
A w nich korale, rośliny i budzące zachwyt ryby. Wolno tu fotografować, byle
tylko nie używać lampy błyskowej:

The undoubted advantage of my visit to the aquarium was the small number of
tourists staying in it – in most of the rooms I was completely alone –
nobody urged me and did not cover the view. Only Richard Clyderman’s
discreet music echoed in the silence:
Niewątpliwą zaletą mojej wizyty w
akwarium była niewielka ilość przebywających w nim turystów (to efekt
panującej pandemii) – w większości sal byłem zupełnie sam – nikt mnie nie
ponaglał i nie zasłaniał widoku. W ciszy rozbrzmiewała tyko dyskretna muzyka
Richarda Clydermana.

Sharks swam in the largest aquariums. They were up to two meters long. Those
ones weren’t man-eaters, but they were still respectable. Although I had
seen much larger specimens of sharks in the aquariums of Osaka, Florida and
California before, it was also worth seeing those from Hurghada after years.
Unfortunately, the water in their aquarium was cloudy, hence the not very
good quality of this photo:
W największych akwariach
zbudowanych w tym kompleksie pływały rekiny. Miały do dwóch metrów długości.
To nie były oczywiście wielkie ludojady, ale i tak budziły respekt.
Widziałem wprawdzie wcześniej znacznie większe okazy rekinów w akwariach
Osaki, Florydy i Kalifornii ale warto było po latach obejrzeć również i te z
Hurghady. Niestety woda w ich akwarium była mętna, stąd niezbyt dobra jakość
tego zdjęcia:

But my greatest interest was not sharks, but the unusual sea turtle. I have
not seen one like this anywhere in the world. Its elongated shell, some 80
centimeters long, resembled a huge sea shell:
Ale moje
największe moje zainteresowanie wzbudziły nie rekiny, ale niezwykły żółw
morski. Takiego nie widziałem nigdzie na świecie. Jego wydłużona skorupa,
mająca jakieś 80 centymetrów długości do złudzenia przypominała wielką
muszlę morską:

In the Hurghada aquarium you will also find two eye-catching glass tunnels.
They are led under large aquariums and allow you to see the passing
creatures also from below. This is a completely different, unusual look:
W akwarium Hurghady znajdziecie
też dwa efektowne szklane tunele. Poprowadzone są one pod wielkimi akwariami
i umożliwiają podgląd przepływających stworzeń także od spodu. To zupełnie
inne, niezwykłe spojrzenie:

It is worth staying in this tunnel for some time with your head turned up,
watching the sea turtles and giant rays swimming above us (pictured below).
Then it turns out that, for example, such a stingray (over a meter in
diameter) from the bottom is almost completely white:
Niektóre ryby
zdają się płynąć w rytm spokojnej muzyki… Warto w tym tunelu pozostać
jakiś czas z zadartą głową, obserwując pływające nad nami morskie żółwie i
wielkie płaszczki (na zdjęciu poniżej). Okazuje się wtedy, że na przykład
taka płaszczka (mająca ponad metr średnicy) od spodu jest prawie całkiem
biała:

At the end of the trail marked with arrows painted on the floor, there is a
large hall with a giant aquarium that covers almost the entire wall. In this
room you will find the souvenir stand shown in the photo. Unfortunately,
plastic trash prevails there, because shells and starfish are under
protection:
W końcowej części szlaku
wyznaczonego strzałkami malowanymi na posadzce jest duża sala z gigantycznym
akwarium zajmującym niemal całą ścianę. W tej sali znajdziecie widoczne na
zdjęciu stoisko z pamiątkami. Niestety dominuje tam plastykowa tandeta, bo
muszle i rozgwiazdy są pod ochroną:

It was worth visiting this aquarium, although it (as in Egypt) is a bit
neglected. In the days that followed, I was making solo hiking trips south
and north of my hotel. On the eve of departure (and it was Friday – a Muslim
holiday), the hotel administration invited a folklore band to play and sing
on the hotel terrace. I was really happy to listen to their music:
Warto było
odwiedzić to akwarium, choć jest ono (jak to w Egipcie) nieco zapuszczone. W
następnych dniach robiłem piesze, samotne wycieczki na południe i północ od
mojego hotelu. W przeddzień odjazdu (a był to piątek – muzułmański dzień
świąteczny) administracja hotelu zaprosiła zespół folklorystyczny, który
grał i śpiewał na tarasie hotelu:

After the performance, there was an opportunity for talks and joint photos.
And then we had a tasting of local dishes, prepared by hotel chefs, dressed
for the occasion in Arabic galabiyas. They memorized my usual choice: fish
and a lot of green! It was a very nice end to this short stay in Egypt:
Po występie
była okazja do rozmów i wspólnych zdjęć. A potem mieliśmy jeszcze degustację
lokalnych potraw, przygotowanych przez hotelowych kucharzy, ubranych na tę
okazję w arabskie galabije. Pamiętali mój codzienny wybór: ryba i dużo
zieleniny! Był to bardzo sympatyczny finał tego krótkiego pobytu w Egipcie:

Through Kiev
and Warsaw, I happily returned to Gdańsk. Well, maybe not quite: a young border
guard lady officer at Chopin airport ordered me a 10-day home quarantine, not
paying attention to the fact that I am a covid convalescent, exempt from
this obligation – it is difficult to argue with the authorities! 🙂
Przez Kijów i
Warszawę szczęśliwie wróciłem do Gdańska. No może niezupełnie:
młoda i pewna siebie funkcjonariuszka straży granicznej na lotnisku Chopina zaordynowała mi
10-dniową domową kwarantannę, nie zwracając uwagi na to, że jestem covidowym
ozdrowieńcem, zwolnionym z tego obowiązku – z taką władzą trudno jest dyskutować!
🙂

In the last days of March 2001 I returned happy and
full of the new, fantastic impressions from an
interesting trip to Black Africa. This time, the destination of the solo
expedition was fascinating Ethiopia.
I was in Ethiopia for the first time in 1976 – 45 years ago! At those time the
Ethiopian-Eritrean war was going on and not all provinces of this
interesting country were accessible to foreigners. Since then, I was thinking
very often about going back to Ethiopia to see at least the unique rock churches in Lalibela. And here I was going – against the pandemic and all adversities. I
knew it would not be an easy journey … At the beginning I reached Vienna by trains. There,
at an empty airport, I boarded a plane to Addis Ababa (lucky me: it was not
cancelled!). After 6 hours of
flight, I found myself back in the capital of Ethiopia.
W ostatnich dniach marca 2021 wróciłem szczęśliwy i
pełen wrażeń z
ciekawej podróży do Czarnej Afryki. Celem samotnej ekspedycji była tym razem
fascynująca Etiopia.
Byłem w Etiopii po raz pierwszy w roku 1976 – 45 lat temu! Trwała
wtedy wojna etiopsko – erytrejska i nie wszystkie prowincje tego ciekawego
kraju były dostępne dla cudzoziemców. Od tego czasu myślałem o powrocie do
Etiopii, by zobaczyć chociaż unikalne skalne kościoły w Lalibeli. No i
wyruszyłem – na przekór pandemii i wszelkim przeciwnościom. Wiedziałem, że
nie będzie to łatwa podróż… Kilkoma kolejnymi pociągami, przekraczając po
cichu niepilnowane granice dotarłem do Wiednia. Tam na zupełnie pustym
lotnisku wsiadłem w samolot do Addis Abeby. Po 6 godzinach lotu znalazłem
się ponownie w stolicy Etiopii.

Today’s Addis Ababa is a different city. Modern buildings have grown
especially along Africa Avenue (photo above). There, in the garden cafes,
you can meet Ethiopian girls with dyed hair… But in front of Coptic
churches, people in contemporary clothes still bang their foreheads on the
ground and kiss closed doors of the temples:
Dzisiejsza Addis Abeba to już inne miasto. Nowoczesna zabudowa wyrosła
szczególnie wzdłuż Africa Avenue (zdjęcie powyżej). Tam, w ogródkowych
kawiarniach spotkać można etiopskie dziewczyny o farbowanych włosach… Ale
przed koptyjskimi kościołami współcześnie ubrani ludzie wciąż uderzają
czołem o ziemię i całują zamknięte drzwi światyń:


I was the only tourist in town – unfortunately exposed to the pickpockets
Addis is famous for. After just two days, I set off on a public bus to the
north of the country. It was two days of driving among beautiful landscapes,
but on poor, bumpy half-gravel roads:
Byłem jedynym turystą w mieście – narażonym niestety na działania
kieszonkowców, z których słynie Addis. Już po dwóch dniach wyruszyłem
publicznym autobusem na północ kraju. To były dwa dni jazdy wśród pięknych
krajobrazów, ale po kiepskich, wyboistych drogach, w połowie szutrowych:

At mealtimes, we stopped in the villages we passed, with sub-category
restaurants, such as the one in the photo below. It was already a different world:
W porze posiłków zatrzymywaliśmy się w mijanych wioskach, przy restauracjach
podrzędnej kategorii, takiej jak ta na zdjęciu poniżej. To był już inny
świat:

I was the only foreigner on the bus, and I aroused understandable interest.
And although it was difficult to communicate (those simple people who
traveled with me did not know any languages other than their own), I was
treated by them with great kindness:
Bilety nie były drogie – za 2 dni jazdy łącznie zapłaciłem około 13 dolarów.
W autobusie byłem jedynym cudzoziemcem i wzbudzałem zrozumiałe
zainteresowanie. I choć trudno się było porozumieć (ci prości ludzie, którzy
ze mną jechali nie znali żadnych języków poza swoim) to byłem przez nich
traktowany z wielką życzliwością:


On the second day of the bus trip around 4 p.m., my companions showed me a
characteristic mountain, the top of which resembled a ship’s chimney. – On
the other side of this mountain is Lalibela! I breathed a sigh of relief,
because to be honest I was fed up with this tight bus and these road bumps:
Drugiego dnia autobusowej podróży po wertepach około godziny 16.00 moi
towarzysze podróży pokazali mi charakterystyczną górę, której szczyt
przypominał komin statku. – Po drugiej stronie tej góry jest Lalibela!
Odetchnąłem z ulgą, bo szczerze mówiąc miałem już dość tego ciasnego
autobusu i tych wybojów:

I dreamed of seeing Lalibela since my first trip to Ethiopia in 1976. Its
churches, carved out of solid rock a thousand years ago, were placed on the
UNESCO World Heritage List. Because there is no other similar place on the
globe. You will find a total of 11 churches in three groups. The most famous
is the church of St. George, carved on the plan of the cross in complete
isolation. It is he himself who forms the third group:
O zobaczeniu Lalibeli marzyłem od czasu mojej pierwszej podróży do Etiopii w
1976 roku. Jej kościoły, wykute tysiąc lat temu w litej skale zostały
umieszczone na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Bo nie ma drugiego,
podobnego miejsca na globie. Znajdziecie tam w sumie 11 kościołów w trzech
grupach. Najsłynniejszy jest kościół Św. Jerzego, wykuty na planie krzyża w
całkowitym odosobnieniu. To on sam tworzy tę trzecią grupę:

The important thing is that these churches are still alive. They celebrate
prayers there, pilgrims are coming. And there weren’t any other tourists due
to the pandemic. I sat for hours in the courtyards of the churches watching
the theater taking place around, listening to the singing and watching
people’s behavior:
Ważne, że te kościoły wciąż żyją. Odprawiają w nich nabożeństwa,
przybywają pielgrzymi. A turystów, ze względu na pandemię nie było tam wcale.
Siedziałem godzinami na dziedzińcach kościołów patrząc na rozgrywające się
wokół teatrum, słuchając śpiewów i obserwując zachowania ludzi:

I also had the opportunity to watch the funeral ceremony (pictured below),
as well as baptism. The stay at Lalibela was undoubtedly the most
interesting part of this trip and it deserves a separate page on my website.
I hope it will be created soon – you will find it here:
Miałem tez okazję oglądać ceremonię pogrzebową (na zdjęciu poniżej), a także
chrzest. Pobyt w Lalibeli był bez wątpienia najciekawszym fragmentem tej
podróży i zasługuje na to, aby poświęcić mu osobną stronę w moim serwisie.
Mam nadzieję, że wkrótce taka powstanie – znajdziecie ją tutaj:

From Lalibela I traveled to the far south of Ethiopia, where primitive
tribes live near the border between Kenya and South Sudan. The most famous
of them is the Mursi tribe. The Mursi lead a nomadic life, traveling with
their cows through the valley. It is for this reason that their huts,
constructed of tied and straw-covered sticks, are small and easy to transport:
Z Lalibeli udałem się na dalekie południe Etiopii, gdzie tuż przy granicy
Kenii i Południowego Sudanu mieszkają prymitywne plemiona. Najbardziej
znanym z nich jest plemię Mursi. Mursi prowadzą koczownicze życie,
przemieszczając się ze swoimi krowami w obrębie doliny. To z tego powodu ich
chaty, o konstrukcji z wiązanych patyków kryte słomą są małe i łatwe do
transportu:

The old custom requires Mursi women to cut open their lower lip as a child
and insert a wooden disc into it. You can see it in the photo above. During
my stay in the Mursi village, however, I found out that fewer and fewer women
decide now to do this completely irrational mutilation:
Stary obyczaj nakazuje kobietom Mursi rozcinać w dzieciństwie dolną wargę i
wkładać w nią drewniany lub ceramiczny krążek. Widać to na zdjęciu powyżej. Podczas pobytu
w wiosce Mursi przekonałem się jednak, że obecnie coraz mniej kobiet decyduje się na
takie zupełnie nieracjonalne okaleczenie:

The Mursi gentlemen stay rather far from their women and dress in a kind of
tunic. The village chief (the one in the middle) collected 200 birr from me
for the opportunity to take photos in his village – a lump sum for all,
unlimited photos. It was a good deal for me, because in some villages you
have to pay for each photo separately 🙂
Panowie z plemienia Mursi trzymają się raczej daleko od swoich kobiet i
ubierają się w rodzaj tunik. Wódz wioski (to ten w środku) zainkasował od
mnie 200 birrów (około 5 dolarów) za możliwość robienia zdjęć w jego wiosce
– ryczałtem za wszystkie, nielimitowane zdjęcia. To był dla mnie dobry deal,
bo w niektórych wioskach trzeba płacić za każde zdjęcie z osobna 🙂

The provincial town of Turmi was the starting point for my next trips to
different tribes. I lived there in the “Green Hotel”, where a room with a
shower was only $ 12, but both tap water and electricity were only periods
of time. The next day I drove south by car to Omorate on the Omo River, on
the way I watched whirlwinds pick up clouds of sand (pictured below). After
a night downpour, the Omo River was spilled for about 40 meters, fortunately,
a few years ago, the construction of a metal bridge was completed, on which,
after border inspection, we crossed to the south bank:
Bazą wypadową do moich kolejnych wyjazdów do różnych plemion było
prowincjonalne miasteczko Turmi. Mieszkałem tam w “Green Hotel”, w którym
pokój z prysznicem kosztował wprawdzie tylko 12 dolarów, ale zarówno woda w
kranach jak i energia elektryczne bywała tylko okresami. Następnego dnia
wyruszyłem stąd samochodem na południe do Omorate nad rzeką Omo, po drodze
obserwowałem trąby powietrzne podrywające tumany piasku (na zdjęciu obok).
Rzeka Omo po nocnej ulewie rozlana była na jakieś 40 metrów, na szczęście
kilka lat temu zakończono budowę metalowego mostu, po którym po kontroli
przejechaliśmy na południowy brzeg:


We were very close to the borders of Kenya and South Sudan. On the southern
bank of the Omo River, the Dassenycz tribe lives here – their village is
located about 2 kilometers behind the bridge. I have visited all the
countries of Africa and saw a lot of African poverty, but it was one of the
saddest places in the region. Dassenycz live in huts, or rather thatched
huts. When the “new” came here, they started to cover their thatch with foil
and sheets of metal left by the builders of the bridge:
Byliśmy bardzo blisko granic Kenii i Południowego Sudanu. Na południowym
brzegu rzeki Omo mieszka tu plemię Dassenycz – ich wioska przycupnęła jakieś
2 kilometry za mostem. Odwiedziłem wszystkie kraje Afryki i widziałem dużo
afrykańskiej biedy, ale to było jedno z najsmutniejszych miejsc w regionie.
Dassenycz żyją z chatach, a właściwie szałasach krytych słomiana strzechą.
Gdy przyszło tu “nowe” zaczęli nakrywać swoje strzechy płatami blachy
pozostawionymi przez budowniczych mostu:

These mushroom-shaped structures are grain storage facilities. Dassenycz
hunt hippos and crocodiles that live in the backwaters of the Omo River.
Tourists who appear here are offered necklaces with a crocodile tooth and
planed crocodiles – to be taken as a souvenir:
Te konstrukcje w kształcie grzybów to magazyny do przechowywania ziarna.
Dassenycz polują na hipopotamy i krokodyle mieszkające w rozlewiskach rzeki
Omo. Pojawiającym się tutaj turystom oferują naszyjniki z zębem krokodyla i
strugane z drewna krokodyle – do zabrania na pamiątkę:

There are a lot of kids, they run around the village half-naked, only a few
of them have plastic sandals on their feet. Older children look after the
youngest. They don’t go to school, they don’t even know Amharic, which is
the official language of Ethiopia. I could communicate with them only
through the interpreter accompanying me. Does anyone who has not turned his
nose outside Europe realize that there is still such a world somewhere?
Dzieciaków jest dużo, biegają półnago po wiosce, i choć do rzeki jest blisko
sprawiają wrażenie niedomytych. Tylko nieliczne z nich mają na nogach
sandały z plastyku. Starsze dzieci opiekują się tymi najmłodszymi. Nie
chodzą do szkoły, nie znają nawet amharskiego, który jest językiem urzędowym
w Etiopii. Ja mogłem się z nimi porozumiewać tylko przez towarzyszącego mi
tłumacza. Czy ktoś, kto nie wychylił nosa poza Europę zdaje sobie sprawę z
tego, że gdzieś istnieje jeszcze taki świat?

When we returned to Turmi, it turned out that today is market day in this
town. It’s worth to be here on Monday or Thursday – then from the nearest
villages, where people from the Hamer tribe live, men and women with their
products lure to the dusty square in the center of the settlement. They hang
out there until late afternoon – apparently it is also a social event for
them, an opportunity to meet:
Gdy wróciliśmy do Turmi, okazało się, ze dziś właśnie przypada w tym
miasteczku dzień targowy. Warto tu być w poniedziałek lub czwartek – wtedy z
najbliższych wiosek, gdzie zamieszkują ludzie z plemienia Hamer na zakurzony
plac w centrum osady ściągają mężczyźni i kobiety ze swoimi produktami.
Przesiadują tam do późnego popołudnia – najwyraźniej jest to dla nich także
wydarzenie towarzyskie, okazja do spotkań:

I was the only European at this market and had to be very careful not to
expose myself to the locals. Only the accompanying translator could actually
take the photos (the local Hamers do not charge any fees). But it was still
a very interesting event to watch. They sold bundles of wood, grain,
charcoal packed in sacks, clay jars for storing water, and – in a separate
corner of the market square – handicrafts. The translator who was acting
here also a a guide did not fail to photograph me in this noisy mess:
Byłem jedynym Europejczykiem na tym targu i musiałem bardzo uważać, aby nie
narazić się miejscowym. Zdjęcia mógł właściwie robić tylko towarzyszący mi
tłumacz (od miejscowych Hamerowie nie żądają opłat). Ale i tak było to
bardzo ciekawe wydarzenie do oglądania. Sprzedawano tam wiązki drewna,
ziarno, węgiel drzewny zapakowany do worków, gliniane stągwie do
przechowywania wody a także – w osobnym kącie targowego placu – wyroby
rękodzieła. Tłumacz nie omieszkał mnie sfotografować w tym gwarnym
bałaganie:

The next day I had the opportunity to visit the nearby Hamerów village and
take a closer look at them. They live in round huts with walls made of
vertically driven poles. The fences surrounding their pens are made of the
same poles, but not necessarily straight:
Następnego dnia miałem okazję odwiedzić pobliską wioskę Hamerów i w spokoju
przyjrzeć się im z bliska. Mieszkają oni w okrągłych chatach o ścianach
wykonanych z wbitych pionowo żerdzi. Z takich samych żerdzi, ale
niekoniecznie prostych wykonane są płoty otaczające ich zagrody:

Hamer women modestly cover their breasts and are distinguished by their
beauty. Their hairstyles are interesting – they look deceptively similar to
evenly trimmed wigs. They consist of countless thin braids tended with
ocher-colored clay and rancid butter. This hairstyle smells not very
interesting, but it looks impressive:
Kobiety Hamerów skromnie zakrywają piersi i wyróżniają się urodą. Ciekawe są
ich fryzury – do złudzenia przypominające równo przycięte peruki. Składają
się one z niezliczonej ilości cienkich warkoczyków pielęgnowanych przy
wykorzystaniu glinki o kolorze ochry oraz zjełczałego masła. Pachnie ta
fryzurka niezbyt ciekawie, ale wygląda efektownie:

Hamer women wear metal “collars” (often made of silver) around their necks
and many various necklaces made of seeds and small cowrie shells. Their
breasts are often covered with sheets of soft cowhide leather with shells
sewn on them:
Kobiety z plemienia
Hamer noszą na szyjach metalowe “obroże” (często wykonane ze srebra) oraz
różnego rodzaju naszyjniki produkowane z nasion i drobnych muszelek kauri.
Ich piersi bardzo często okryte są płatami miękko wyprawionej bydlęcej skóry
z naszytymi muszelkami:

The Hamers drink coffee! Only that it is prepared on the hearth between the
huts in not very hygienic conditions. Two men invited me to sit on a bench
in front of the hut, and then offered coffee – drunk with their custom not
from a mug, but from a calabash shell. I took only a photograph, explaining
that I drink coffee only in the morning! 🙂
Hamerowie piją kawę! Tyle tylko, że przygotowywana jest ona na palenisku
między chatami w niezbyt higienicznych warunkach. Dwaj mężczyźni zaprosili
mnie do zajęcia miejsca na ławeczce przed chatą, a następnie zaproponowali
kawę – pitą ich zwyczajem nie z kubka ale ze skorupy kalabasza. Poprzestałem
na zrobieniu zdjęcia, tłumacząc się, że kawę piję tylko rano! 🙂

The next day we went from Turmi to the west – to the village of the Karo
tribe. This is one of the smallest tribes of the Omo Valley – there are only
about 1,500 of them. The road was varied: several stretches of fresh asphalt
on the route under construction to the border crossing with South Sudan,
kilometers of sand, but most of all I enjoyed picturesque houses of termites:
Wieczorem w “Green
Hotel” nie było ani światła ani internetu… Kolejnego dnia pojechaliśmy z
Turmi na zachód – do wioski plemienia Karo. To jedno z najmniej licznych
plemion Doliny Omo – jest ich tylko około półtora tysiąca. Droga była
urozmaicona: kilka odcinków świeżego asfaltu na budowanej trasie do
przejścia granicznego z Południowym Sudanem, kilometry piasku, ale mnie
przede wszystkim podobały się malownicze termitiery:

The Karo village, which we arrived at around 10am, was beautifully situated
on the high bank of the Omo River:

Wioska Karo,
do której dotarliśmy około 10 rano była pięknie położona na wysokim brzegu
rzeki Omo, w której pływają krokodyle:

Karo’s people, unlike Mursi, paint with white clay not only faces, but also
entire bodies. Their conical thatched huts are spacious. It was the first
time I met in Karo village other tourists and it completely changed the
atmosphere of my visit. Karo demanded 10 birr for posing for a photo. If
there were 2 people in the photo, you had to pay 20 birr. Clusters of
make-up children followed me, hoping for an easy income:
Ludzie Karo w odróżnieniu od Mursi malują białą glinką nie tylko twarze, ale
również całe ciała. Ich stożkowe chaty kryte strzechami są obszerne. W
wiosce Karo po raz pierwszy natknąłem się na innych turystów i to zupełnie
zmieniło atmosferę zwiedzania. Karo żądali po 10 birrów za pozowanie do
zdjęcia. Jeśli na zdjęciu były 2 osoby, to trzeba było zapłacić 20 birrów.
Grupki wymalowanych dzieci snuły się za mną w nadziei na łatwy zarobek:


Between the huts there were huge, woven baskets for storing the crops, under
them young goats were hiding from the scorching sun. The patterns carefully
painted on the faces of adults were more interesting than those I saw on the
faces of children:
Starałem się uciekać od innych turystów i towarzyszącego im tłumu. Między
chatami stały na podestach wielkie, wyplatane kosze do przechowywania
zbiorów, pod nimi kryły się przed palącym słońcem młode koźlęta. Wzory
starannie wymalowane na twarzach dorosłych były ciekawsze, niż te, które
widziałem na twarzach dzieci:

Karo’s female beauty is completely different. Short hair makes them look
like men. Note the amazing amount of bead necklaces on these ladies’ necks.
I liked most the skins covering the body intricately decorated on the edges
with several rows of cowrie shells:
Uroda kobiet Karo jest zupełnie inna. Krótkie włosy upodabniaję je do
mężczyzn. Zwróćcie uwagę na niesamowitą ilość koralikowych naszyjników na
szyjach tych pań. Mnie najbardziej podobały się skóry okrywające ciało
misternie zdobione na obrzeżach kilkoma rzędami muszelek kauri:


During my stay in Ethiopia, I visited also another tribe – the Dorze. The
Dorze people do not live in the Omo Valley, but in the vicinity of Abaya
Lake, 32 kilometers from the city of Arba Minch, the capital of South
Ethiopia. From the main road you have to turn left – onto a dirt road which
climbs to 2700 m above sea level. It is so high up – on the top of the
mountain visible in the perspective of the road, where the Dorze live.
You can reach the village by junk bus departing from Arba Minch:
Podczas pobytu w Etiopii odwiedziłem jeszcze jedno plemię – Dorze. Ludzie
Dorze mieszkają nie w Dolinie Omo, ale w okolicach Jeziora Abaja, 32
kilometry od miasta Arba Minch, będącego stolicą Południowej Etiopii. Od
głównej szosy trzeba odbić w lewo – na terenową drogę wspinającą sie na
wysokość 2700 m ponad poziom morza. To właśnie tak wysoko – na stoku góry
widocznej w perspektywie drogi mieszkają Dorzowie. Dojeżdża się do nich
widocznym na zdjęciu autobusem-gruchotem z Arba Minch:

For centuries, the Dorze built their huts on a bamboo structure, covering it
with a thatched roof of false banana leaves. This interesting plant (naturalists
call it an enset) grows higher than the banana tree – you can see it in the
photo behind the huts. The huts of the Dorze are up to 12 meters high and
resemble the shape of an elephant’s head. Inside, where people and animals
live, one enters through an opening under the coiled trunk of an “elephant”:
Od wieków Dorzowie budowali swoje chaty na konstrukcji z bambusa, pokrywając
ją strzechą z liści fałszywego bananowca. Ta ciekawa roślina (przyrodnicy
nazywają ją ensetem) rośnie wyżej niż bananowiec – widać ją na zdjęciu z
tyłu za chatami. Owoce fałszywego bananowca nie są jadalne. Chaty dorzów
mają wysokość do 12 metrów i kształtem przypominają głowę słonia. Do środka,
gdzie mieszkają ludzie i zwierzęta wchodzi się przez otwór pod zwiniętą
trąbą “słonia”:

When I got there, it turned out that modern Dorzów live in ordinary, cubic
houses. But a number of old, traditional huts have been preserved as a kind
of open-air museum where shows and tourists visits are held – of course for
a fee. I was treated like this too. The fun began with the obligatory
dressing up of me in the Dorze folk costume. I found the leopard skin (or,
if you prefer, panther skin), to be the most interesting part of the costume.
They were performing barefoot!:
Gdy dojechałem na miejsce okazało się, że współcześni Dorzowie mieszkają w
zwykłych, kubicznych domach. Ale pewną ilość starych, tradycyjnych chat
zachowano jako swego rodzaju skansen, w którym urządza się pokazy i
przyjmuje turystów – oczywiście za opłatą. Ja też zostałem tak potraktowany.
Zabawa zaczęła się od obowiązkowego przebrania mnie w ludowy strój Dorzów.
Za jego najciekawszy fragment uznałem skórę lamparta czy jak kto woli
pantery. Oni występowali boso!:

After welcoming the guest, there were several minutes of singing and dancing
to the accompaniment of drums, presentation of handicrafts with a discreet
encouragement to buy souvenirs: fabrics, pendants, wooden figures.
Po powitaniu i przedstawieniu się gościa były kilkuminutowe śpiewy i
tańce przy akompaniamencie bębnów, prezentacja rękodzieła z dyskretną
zachętą do zakupu pamiątek: tkanin, wisiorków, drewnianych figurek.

The freshly picked big false banana leaves serve as tablecloths, napkins,
and food wrapping paper. Then I was shown how, with the help of a wooden peg,
the flesh is rubbed from the inside of a false banana stalk. (picture below).
This pulp then ferments for several days in a hole dug in the ground.
Świeżo zerwane wielkie liście fałszywego bananowca służą jako obrusy,
serwetki i papier do zawijania żywności. Potem pokazano mi jak przy
pomocy drewnianego kołka ściera się miąższ z wnętrza łodygi fałszywego
bananowca. (zdjęcie poniżej). Ta pulpa fermentuje następnie przez
kilkanaście dni w dole wykopanym w ziemi.

Then the pulp has a consistency that allows it to be formed into flat bread
cakes. These cakes are then baked on a metal plate placed above the hearth.
I had the opportunity to try such a freshly baked pie – and I even liked it!
Potem pulpa ma już konsystencję pozwalającą formować z niej chlebowe placki.
Piecze się potem te placki na metalowej płycie umieszczonej ponad
paleniskiem. Miałem okazję próbować taki świeżo upieczony placek – i nawet
mi smakował!

It was an interesting visit. They are well organized, but their presentation
is not authentic – it is a performance rather than a fragment of their real
life. It took me over an hour to get back to Arba Minch – maybe because I
was taking pictures of the landscape along the way. Abaja Lake, although
shrouded in mist, looked very impressive from a height:
To była ciekawa wizyta. Dorze są dobrze zorganizowani, ale ich prezentacja
nie jest autentyczna – to raczej przedstawienie, niż fragment ich
autentycznego życia. Powrót do Arba Minch zabrał mi ponad godzinę – może
dlatego, że po drodze robiłem zdjęcia krajobrazu. Jezioro Abaja, choć
spowite mgiełką wyglądało z wysokości bardzo efektownie:

Driving north, I had the opportunity to admire other lakes of the Great
African Rift. At the lakes of Shalla and Abiata, I visited the national park
with viewpoints, hot springs and animals. Among them were African ostriches:
Jadąc na
północ miałem okazję podziwiać jeszcze inne jeziora Wielkiego Rowu
Afrykańskiego. Nad jeziorami Shalla i Abiata odwiedziłem park narodowy z
punktami widokowymi, gorącymi źródłami i zwierzętami. Wśród nich były
afrykańskie strusie:

After Lalibela, the second most interesting city in Ethiopia is, in my
opinion, Harar with its rich history, monuments and a halo of mystery (the
first European managed to enter beyond the walls of Harar only in the
mid-19th century). I was on my way from South Ethiopia to Harar. But
first, I took the opportunity to see Ethiopia’s largest camel market. People
and camels come there twice a week – 35 km east of Harar – next to a large
Somaliland refugee camp:
Drugim po
Lalibeli najciekawszym miastem Etiopii jest moim zdaniem Harar z jego bogatą
historią, zabytkami i nimbem tajemniczości (pierwszemu Europejczykowi udało
się wejść poza mury Hararu dopiero w połowie XIX wieku). Z Południowej
Etiopii zmierzałem właśnie do Hararu. Ale najpierw skorzystałem z okazji,
aby zobaczyć największy w Etiopii targ wielbłądów odbywający się dwa razy w
tygodniu 35 km na wschód od Hararu – obok wielkiego obozu uchodźców z
Somalilandu:

The place is amazing – probably also because I was the only European
wandering around this square full of animals, people, dust and sun. It
turned out that the finest camels cost here up to 1,000 euros :
Miejsce jest
niezwykłe – pewnie także dlatego, że byłem na tym placu pełnym zwierząt,
ludzi, kurzu i słońca jedynym Europejczykiem. Okazało się, że
najdorodniejsze wielbłądy osiągają tu cenę nawet 1000 euro:

You could also buy cattle at the market. One corner of the square was more
colorful than the others. Women in colorful clothes were selling ang buying
here the goats. This part of Ethiopia is dominated by Islam, which is why
women’s bodies are so tightly covered:
Na targu można było także kupić bydło. Jeden z kątów placu był bardziej
kolorowy od pozostałych. Barwnie ubrane kobiety handlowały tu kozami. W tej
części Etiopii dominuje islam i dlatego ciała kobiet są tak szczelnie
osłonięte. Pokazanie odsłoniętych ramion to już dużo:

I didn’t buy a camel, although there were several hundred to choose from.
How surprised I was when at some point a young man caught up with me among
the camels, demanding that I pay the entrance fee to the market. At first I
thought it was an attempt to extort money. But when he wrote me a ticket and
with carbon paper, I paid 100 birres, or $ 2.50, without saying a word. This
show was worth so much more!
Nie kupiłem wielbłąda, choć do wyboru było ich kilkaset. Jakże byłem
zdziwiony, gdy w pewnym momencie wśród wielbłądów dopadł mnie jakiś młody
mężczyzna żądając uiszczenia opłaty za wstęp na targ. Początkowo myślałem,
że to jeszcze jedna próba wyłudzenia pieniędzy. Ale gdy wypisał mi bilet i
do tego przez kalkę zapłaciłem bez słowa 100 birrów czyli 2,5 dolara. To
przedstawienie było warte znacznie więcej!

On the same day in the afternoon, leaving my backpack in a decent “Sumeya
Hotel”, I set off to explore the old Harar. The city is surrounded by a ring
of defensive walls with 6 gates. It was placed as a historic complex on the
UNESCO World Heritage List. Among the colorful crowd, I felt that I was in
my element:
Tego samego
dnia po południu pozostawiwszy plecak w przyzwoitym “Sumeya Hotel”
wyruszyłem na zwiedzanie starego Hararu. Miasto otoczone jest pierścieniem
murów obronnych z 6 bramami. Zostało umieszczone jako zespół zabytkowy na
liście World Heritage UNESCO. Byłem tu pierwszy raz. Wśród tego barwnego
tłumu czułem że jestem w swoim żywiole:

It was important to me that Harar is not a museum city. Normal life goes on
in the narrow main streets and in the labyrinth of alleys. One of the most
interesting streets is Mekina Girgir, i.e. the Noise Machines Street where
local tailors work with archaic sewing machines:
Ważne dla mnie
było to, ze Harar nie jest miastem-muzeum. W wąskich głównych uliczkach i w
labiryncie zaułków toczy się tu normalne życie. Jedną z ciekawszych uliczek
jest Mekina Girgir czyli ulica Terkoczących Maszyn w której przy
archaicznych maszynach do szycia pracują krawcy:

From morning to night, patient donkeys with bundles of wood on their backs
march through the narrow alleys of Harar. There is no gas network here, and
you have to smoke under the kitchen to cook your meal. Firewood is one of
the basic necessities:
Wystarczy
przystanąć w cieniu, a temat do zdjęcia przyjdzie do ciebie sam. Wąskimi
zaułkami Hararu maszerują od rana do nocy cierpliwe osiołki z wiązkami
chrustu na grzbietach. Tu nie ma sieci gazowej, a pod kuchnią trzeba czymś
palić, aby ugotować posiłek. Drewno opałowe staje się jednym z artykułów
pierwszej potrzeby:

Every day of my stay in Harar I met new people. It was an interesting
gallery of human types. The inhabitants of this city are known in Ethiopia
for their hospitality and kindness to strangers. Even walking along the
peripheral streets, I felt safe here and I have never encountered any
symptoms of reluctance:
Każdego dnia
pobytu w Hararze poznawałem nowych ludzi. Była to ciekawa galeria ludzkich
typów. Mieszkańcy tego miasta znani są w Etiopii z gościnności i życzliwości
dla obcych. Spacerując nawet peryferyjnymi uliczkami czułem się tutaj
bezpiecznie i nigdy nie spotkałem się z jakimikolwiek objawami niechęci:


People are poor here and they take advantage of every opportunity to earn
money. It is enough to put up a small hearth in front of the gate, where you
can bake a local variety of small donuts (they call them donuts) and offer
them to passers-by. Unfortunately, there were not many tourists who would
like to buy them during the pandemic. More precisely – one – Pole 🙂
Ludzie są tu
biedni i wykorzystują każdą możliwość zarobkowanie. Wystarczy wystawić przed
bramę domu niewielkie palenisko na którym można upiec miejscową odmianę
małych pączków (oni z angielska nazywają je donuts) i zaoferować je
przechodniom. Niestety turystów, którzy chętnie je kupują w czas pandemii
było w Hararze mało. A dokładniej – jeden – Polak 🙂

These women were sitting with their bananas near my little hotel from
morning to evening. Next to them, a sick child was sleeping, covered in a
blanket. I was buying these bananas for 30 birr (less than a dollar) for 10
– probably about a kilo. After few days, I was already a frequent
customer who is greeted with a smile…
Jadłem dużo
owoców i warzyw, szczególnie tych obieralnych. Nie były wcale drogie. Te
kobiety siedziały ze swoimi bananami w pobliżu mojego hoteliku od rana do
wieczora. Obok nich spało chore dziecko nakryte pledem. Kupowałem te banany
płacąc 30 birrów (niecałego dolara) za 10 sztuk – pewnie około kilograma. Po
kilku dniach byłem już stałym klientem, którego wita się uśmiechem…

In Harar, at the time of the city’s heyday in the 19th century, when it was
the most important trading center of the Horn of Africa, there were as many
as 82 mosques. Some of them have survived to this day, but they are tiny
temples. Today, the Coptic Cathedral is the main temple of the city.
Unfortunately, entering the church is only possible in the early morning
hours:
W Hararze w
czasach rozkwitu miasta w XIX wieku, gdy było ono najważniejszym ośrodkiem
handlowym Rogu Afryki były aż 82 meczety. Część z nich przetrwała do dziś,
ale są to maleńkie świątynie. W centralnym punkcie miasta zwraca dziś uwagę
koptyjska katedra. Niestety wejście do środka kościoła możliwe jest tylko we
wczesnych godzinach porannych:

In Harar, at the time of the city’s heyday in the 19th century, when it was
the most important trading center of the Horn of Africa, there were as many
as 82 mosques. Some of them have survived to this day, but they are tiny
temples. Today, the Coptic Cathedral is the main temple of the city.
Unfortunately, entering the church is only possible in the early morning
hours:
W Hararze w
czasach rozkwitu miasta w XIX wieku, gdy było ono najważniejszym ośrodkiem
handlowym Rogu Afryki były aż 82 meczety. Część z nich przetrwała do dziś,
ale są to maleńkie świątynie. W centralnym punkcie miasta zwraca dziś uwagę
koptyjska katedra. Niestety wejście do środka kościoła możliwe jest tylko we
wczesnych godzinach porannych:

Poor, but fascinating Harar was the last step of my trip to Ethiopia. After
returning to Addis Ababa, I went straight to the medical center to perform
the PCR test necessary for the return journey. Fortunately, the result was
negative – you can see it
here in
Ethiopian and English. I happily returned home via Frankfurt and Warsaw. It
was a great journey and a challenge for a traveler my age. You can see her
map here. My route is marked on the map with a blue line.
And daily reports written “hot” in English about where I am and what
happened, as always, can be found in my
travel log.
Biedny, lecz
fascynujący Harar był ostatnim punktem etapowym mojej wyprawy do Etiopii. Po
powrocie do Addis Abeby udałem się prosto do centrum medycznego, by wykonać
niezbędny w powrotnej podróży test PCR. Wynik był na szczęście negatywny –
tutaj. Szczęśliwie wróciłem do domu przez Frankfurt i Warszawę. To była
wspaniała podróż, będąca jednocześnie dla podróżnika w moim wieku dużym
wyzwaniem. Jej mapkę możecie zobaczyć
tutaj. A codzienne relacje
pisane “na gorąco” w języku angielskim o tym gdzie jestem i co się wydarzyło
znajdziecie jak zawsze w moim
dzienniku podróży.
Travel planning is difficult in a pandemic. The main
attraction of my trip in May was to be the cruise from Athens to the ports
of Israel. Unfortunately, the NCL company canceled the event two months
before the cruise due to the pandemic. Then I prepared a Plan B – a cruise
on Costa ship from Trieste to the Adriatic ports with a cheap flights Gdansk
to Ljubljana in Slovenia. Unfortunately, the cruise was canceled due to the increase in
the number of cases in Italy. The result was Plan C – a journey from
Ljubljana to the Julian Alps in a rented car. The little map with my route
you can see here.
Slovenia exempts people vaccinated like me with two doses
of the COVID vaccine from the quarantine obligation. I booked a car with
basic insurance, paying 14 USD per rental day and I boarded the plane to
Warsaw and then onward to Slovenia!
Ljubljana, known to me from previous trips, welcomed me with the fresh green
of spring and … cloudy skies from which it rained from time to time. From
the castle hill I could once again see the panorama of this beautiful city:
W czasie pandemii trudno jest planować podróże. Główną
atrakcją mojej majowej podróży miał być rejs z Aten do portów Izraela.
Niestety kompania NCL na dwa miesiące przed rejsem odwołała imprezę z powodu
pandemii. Wtedy szybko przygotowałem plan B – rejs z Triestu do portów
Adriatyku z tanim dolotem z Gdańska do Lublany w Słowenii (tylko 350 złotych za
powrotny bilet). Niestety rejs Costy odwołano w związku ze wzrostem
ilości zachorowań we Włoszech. W efekcie powstał wciąż atrakcyjny plan C –
podróż z Lublany w Alpy Julijskie wypożyczonym samochodem. Mapkę mojej trasy
możecie zobaczyć tutaj.
Słowenia zwalnia z obowiązku
kwarantanny osoby tak jak ja zaszczepione dwiema dawkami szczepionki
przeciw COVID. Zarezerwowałem samochód z podstawowym ubezpieczeniem płacąc
50 złotych za dzień
i poleciałem. Znana mi z wcześniejszych podróży Lublana powitała mnie świeżą
zielenią wiosny i… pochmurnym niebem, z którego od czasu do czasu padał
deszcz. Z zamkowego wzgórza mogłem jeszcze raz oglądać panoramę tego
pięknego miasta:

From Ljubljana I went to nearby Kamnik, which they write about as one of the
oldest cities in Slovenia. The city has many romantic streets and the
Franciscan Monastery, but the original chapel built on the Small Castle has
become its icon:
Z Lublany pojechałem do pobliskiego Kamnika, o którym piszą, że to jedno z
najstarszych miast Słowenii. Miasto ma wiele nastrojowych uliczek i Klasztor
Franciszkanów, ale jego ikoną stała się oryginalna kaplica wzniesiona
na Małym Zamku:

From Kamnik I went to the city of Celje – the third largest in Slovenia.
Anna – the second wife of the Polish king Władysław Jagiełło came from Celje.
There are numerous monuments in the city. The most important of these is the
medieval castle, built on the hill outside the city. It offers a beautiful
view of the city, river and mountains:
Z Kamnika udałem się do miasta Celje – trzeciego co do wielkości w
Słowenii. Z Celje pochodziła Anna Celijska – druga żona polskiego króla
Władysława Jagiełły. W mieście są liczne zabytki. Najważniejszym z nich jest
średniowieczny zamek, zbudowany na wzgórzu za miastem. Rozpościera się z
niego piękny widok na miasto, rzekę i góry:

Located at the foot of the mountains, Skofja Loka is believed to be
the most beautiful medieval city in Slovenia. The city lies on both sides of
the swift Sora River. Its shores are connected by the Capuchin Bridge:
Opinię najładniejszego średniowiecznego miasta
Słowenii ma położona u podnóża gór Skofja Loka. Miasteczko leży po obu
stronach wartkiej rzeki Sora. Jej brzegi łączy kamienny Kapucyński Most:

Skofja Loka has many charming streets and a bishop’s castle on the hill that
houses a museum, but on the Monday when I was there it was closed. Friendly
Slovenes allowed me to see an interesting castle chapel anyway. We lived
here in the old town, in a house with thick walls, dating back to the 18th
century. But there was hot water and internet access!
Skofja Loka ma wiele urokliwych uliczek i biskupi zamek na wzgórzu, który
mieści muzeum, ale w poniedziałek, gdy tam byłem był zamknięty.
Życzliwi Słoweńcy pozwolili mi mimo tego obejrzeć ciekawą kaplicą zamkową.
Mieszkaliśmy tu na starym mieście, w domu o grubych murach, pamiętającym
XVIII wiek. Ale ciepły prysznic i dostęp do internetu były!
Only a dozen or so kilometers separate Skofja Loka from another historical
city – Kranj, which for many centuries contested for primacy with Ljubljana.
Kranj was built in a strategic place – at the junction of the Sava and Kokra
rivers and is surrounded by a chain of walls which included, among others,
the Pungert tower (pictured below). The old town is an interesting
architectural complex, in which the church of St. Cantianus is the
highlight.
Zaledwie kilkanaście kilometrów dzieli
Skofję Lokę od innego historycznego miasta – Kranj, które przez wiele wieków
konturowało o prymat z Lublaną. Kranj zbudowano w strategicznym miejscu – u
połączenia rzek Sawy i Kokry i otoczono łańcuchem murów do którego należała
między innymi wieża Pungert (na zdjęciu poniżej) Stare miasto jest ciekawym
zespołem architektury, w którym wyróżnia się kościół Św. Kancjana (dopiero
tu dowiedziałem się, że był taki święty) 🙂

The city’s landscape is distinguished by the high hill of Šmarjetna Gora, it
is 420 meters high. On its top, a small hotel was built (you can see it in
the photo below) and the chapel of St. Marietta. A steep road with many
switchbacks leads to the top of the hill. I decided to climb this mountain
for the view:
W krajobrazie
miasta wyróżnia się wysokie wzgórze Šmarjetna Gora, ma ono wysokość 420
metrów, Na jego szczycie zbudowano niewielki hotel (widać go na zdjęciu
poniżej) oraz kaplicę Św. Marietty. Na szczyt wzgórza prowadzi stroma droga.
Postanowiłem wdrapać sie na tę górę dla widoku:

In the photo below I show a panorama that opens from the top of Šmarjetna
Gora. Unfortunately, part of the Old Town (these red roofs) is obscured by
trees growing on the slope:
Na zdjęciu poniżej pokazuję panoramę, która otwiera się ze szczytu
Šmarjetnej Gory. Niestety część Starego Miasta (to te czerwone dachy)
przesłonięta jest przez drzewa rosnące na zboczu:

But towards the west, a view of the snow-capped ridges of the Julian Alps
was opening up. These further and higher peaks were obscured by clouds. But
I knew I would see them the next day as we were on our way to them:
Za to w kierunku zachodnim otwierał się widok na ośnieżone grzbiety Alp
Julijskich. Te dalsze i wyższe szczyty przesłonięte były obłokami. Ale
wiedziałem, że zobaczę je kolejnego dnia, gdyż podążaliśmy właśnie w tamtą
stronę:

The next day, through Brezje with the Catholic basilica and Radovljica – a
small but picturesque capital of Slovenian beekeeping, we reached Bled. Bled
for its beauty has become an icon of Slovenia, shown on posters and covers
of guides. You will find a beautiful lake surrounded by mountains. Above it,
on a high rock stands the South Tyrolean Bishops’ Castle, which has now been
converted into a museum. And in the middle of the lake is a tiny island with
the Church of the Assumption:
Następnego dnia przez Brezje z katolicką bazyliką i Radovljicę – niewielką
lecz malowniczą stolicę słoweńskiego pszczelarstwa dotarliśmy do Bledu. Bled
dla swej urody stał się ikoną Słowenii, pokazywana na plakatach i okładkach
przewodników. Znajdziecie tu piękne jezioro otoczone górami. Nad nim na
wysokiej skale stoi zamieniony obecnie na muzeum Zamek Biskupów Południowego
Tyrolu. A na środku jeziora jest maleńka wyspa z kościołem Wniebowzięcia:

Tourists usually admire the view of the lake from the castle walls
(admission, unfortunately, costs as much as 13 euros). Few people know that
a much better panorama opens from the mountain on the opposite side of the
lake, which is called Osojnica. No one charges here, but you have to climb a
narrow forest path in some places secured with chains. The effort is
rewarded with this extraordinary view:
Turyści z reguły podziwiają widok jeziora z murów zamku (za wstęp trzeba
niestety zapłacić aż 13 euro). Mało kto wie, że znacznie lepsza panorama
otwiera się z góry po przeciwnej stronie jeziora, która nazywa się Osojnica.
Tu nikt nie pobiera opłat, ale trzeba wspinać się prawie godzinę wąską leśną
ścieżką w niektórych miejscach zabezpieczoną łańcuchami. Wysiłek nagrodzony
jest takim oto niezwykłym widokiem:

Only 22 kilometers from Bled lies another beautiful lake surrounded by the
mountains: Bohinj. The place is less noisy than Bled, and the old, socialist
Hostel pod Voglom offers there the cheapest rooms in the area. But they
serve tasty breakfasts! We were the
only guests there during the pandemic. Unfortunately, we were not lucky with
the weather: fogs and low-hanging clouds obscured the landscape of the lake
surrounded by high mountain walls:
Zaledwie 22 kilometry od Bledu leży wśród gór inne piękne jezioro: Bohinj.
Miejsce jest mniej gwarne niż Bled, a stary, pamiętający czasy socjalizmu
Hostel pod Voglom oferuje najtańsze pokoje w okolicy. W czasie pandemii
byliśmy tam jedynymi gośćmi. Ciepła woda leciała z prysznica bardzo krótko,
ale za to serwowano nam bardzo smaczne śniadania wliczone w cenę noclegu. Niestety nie mieliśmy szczęścia do pogody: mgły
i nisko wiszące chmury przesłaniały krajobraz jeziora otoczonego wysokimi
ścianami gór:


Hostel w Bohinj wykorzystaliśmy jako bazę do pieszych wycieczek do
pobliskich wodospadów i wąwozów. Najbardziej znany i bardzo popularny w
Słowenii jest wodospad Savica, mający około 80 metrów wysokości. Jak widać
na zdjęciu obok wodospad jest dwustopniowy. Schowany w miniaturowym wąwozie
wyłania się on dość niespodziewanie za ostrym zakrętem ścieżki. Na tym
zakręcie zbudowano niewielką drewnianą altankę, która daje schronienia
turystom w przypadku niespodziewanego deszczu. Savica robi wrażenie i może
się podobać, ale brak jej perspektywy do dobrych zdjęć.
We used the hostel in Bohinj as a base for hiking trips to nearby waterfalls
and gorges. The most famous and very popular in Slovenia is the Savica
waterfall, which is about 80 meters high. As you can see in the photo, the
waterfall has two drops. Hidden in a miniature ravine, it emerges
unexpectedly around a sharp bend in the path. At this bend, a small wooden
gazebo has been built to shelter tourists in the event of unexpected rain. Savica Fall is impressive and may be liked, but it lacks perspective for
good photos.

Następnego poranka padał nad Jeziorem Bohinj deszcz ze śniegiem. Pożyczyłem
w hostelu parasole (bez nich po 15 minutach marszu deszcz by nas całkiem
przemoczył) i wyruszyliśmy w górę – do doliny, którą spływa rzeka Mostnica.
Po 2,5 godzinach wędrówki mieliśmy dojść do punktu końcowego szlaku, którym
był Wodospad Mostnica. Pierwsza połowa tej trasy to wspinaczka skrajem
wąskiego i głębokiego na około 20 metrów kanionu którego dnem płynie
spieniona rzeka. Jest tam po drodze wiele punktów widokowych, pozwalających
zajrzeć w czeluści kanionu (pierwszy z nich na Diabelskim Moście). Ten
kanion to piękne i unikalne miejsce. Mniej więcej w połowie drogi ścieżka
doprowadza do nowego schroniska “Na Vojach” – tu pożegnaliśmy szumiącą rzekę
i terenowa drogą przez hale podążaliśmy do wodospadu.
The next morning, it was raining and snowing on Lake Bohinj. I borrowed
umbrellas at the hostel (without them, after 15 minutes of walking, the rain
would soak us completely) and we went up – to the valley where the Mostnica
River flows. After 2.5 hours of hiking, we were supposed to reach the end
point of the trail, which was the Mostnica Waterfall. The first half of this
route is climbing along the edge of a narrow and 20-meter-deep canyon with a
foamy river flowing at its bottom. There are many viewpoints on the way,
allowing you to peek into the depths of the canyon (the first of them on the
Devil’s Bridge). About halfway, the path leads to the new “Na Vojach” hut –
here we said goodbye to the rustling river and we were walking through the
meadows along the dirt road to the waterfall.

Droga terenowa, którą szliśmy kończy się przy schronisku “Mostnica”
urządzonym w starej, stylowej chacie. Stamtąd do wodospadu jest już tylko
jakieś 300 metrów bardzo kiepską ścieżką, na której spod nóg uciekają polne
myszy. Gdzieś daleko słychać szum wodospadu. Wkrótce pojawia się on
między drzewami. Wodospad Mostnica nie jest wysoki – ma około 20 metrów, ale
tego dnia, po opadach ilość wody przewalającej się przez skalny stopień była
znacznie większa niż zwykle. Widok i huk robiły wrażenie. Niestety miejsce
jest mało zadbane. Jedyny, ogrodzony barierą balkonik widokowy zbudowany
naprzeciw wodospadu ma powierzchnię metr na metr. Robiąc zdjęcia stoi się na
nim w bajorze wody, nie majac innego wyboru. A wodny pył niesiony jest
prosto na kamerę fotografa. No cóż, obserwowanie takich niezwykłych zjawisk
wymaga często poświecenia! 🙂
The off-road road that we were walking ends at the “Mostnica” hut, arranged
in an old, stylish cottage. From there, there is only about 300 meters to
the waterfall, along a very poor path, on which field mice run away from
under your feet. Somewhere far away you can hear the hum of the waterfall.
Soon it appears among the trees. Mostnica waterfall is not high – it is
about 20 meters, but on that day, after rainfall, the amount of water
flowing over the rock step was much greater than usual. The sight and the
roar were impressive. Unfortunately, the place is not well maintained. The
only observation deck fenced in with a barrier, built in front of the
waterfall, measures one meter by one meter. When taking photos, you stand in
a puddle of water, having no other choice. And the water spray is carried
straight to the photographer’s camera. Well, observing such extraordinary
phenomena often requires sacrifice! 🙂
On the way back there was plenty to see – we passed numerous cascades and
rapids of Mostnica’s tributaries. Despite the bad weather, it was a
successful day:
W drodze powrotnej też było co oglądać – mijaliśmy liczne kaskady i bystrza
dopływów Mostnicy. Mimo kiepskiej pogody był to udany dzień:


Następnego poranka przyszło nam pożegnać Bohinj w deszczu. Szczyty ukryte
były w chmurach. Kolejka linowa na Vogel kursowała, ale korzystanie z niej
przy takiej pogodzie nie miało sensu. Chciałbym wrócić jeszcze kiedyś nad to
jezioro przy dobrej pogodzie – popatrzcie, jak ono wygląda na pocztówce!
The next morning we had to say goodbye to Bohinj in the rain. The peaks were
hidden in the clouds. The cable car to Vogel ran, but it didn’t make sense
to use it in this weather. I would like to come back to this lake someday in
good weather – look how it looks like on a postcard!
Our next stop was in the mountain town of Kranjska Gora. When we got there,
the sun finally shone. It was a good time to take a short trip to the small
Zalenci nature reserve. where you can admire not only the landscape, but
also interesting specimens of marsh vegetation:
Nasz kolejny postój wypadł w górskim miasteczku Kranjska Gora. Gdy tam
dotarliśmy nareszcie zaświeciło słońce. Był to dobry moment aby zrobić sobie
krótka wycieczkę do małego rezerwatu Zalenci. gdzie można podziwiać nie
tylko krajobraz, ale także ciekawe okazy bagiennej roślinności:


Zaledwie kilka kilometrów od Zelenci, o krok od granicy Włoch wybudowano
wielką skocznię narciarską w Planicy. Zimą przybywają tu tłumy, by oglądać
międzynarodowe zawody. Ale w maju, kiedy tam byliśmy obiekt był zupełnie
pusty – nie było tam nawet strażników.
Just a few kilometers from Zelenci, a step from the Italian border, a huge
ski jump was built in Planica. In winter, crowds come here to watch the
international competition. But in May, when we were there, the facility was
completely empty – there weren’t even any guards there.
The next day was our big day – we had to cross the Vrsic Pass, the most mole
and most scenic mountain highway in Slovenia. From the morning we looked at
the sky with anxiety. It was blue! We left as soon as possible to go on the
road. Right after Kranjska Gora, we stopped at the Jasna mountain lake,
around which numerous guesthouses, restaurants and recreational areas were
built:
Następny dzień to był nasz wielki dzień – mieliśmy przejechać przez Przełęcz
Vrsic najbardziej kreta i najbardziej widokową szosa górską Słowenii. Od
rana z niepokojem patrzyliśmy na niebo. Było błękitne! Pozostawało jak
najszybciej wyruszyć w drogę. Zaraz za Kranjską Gorą zatrzymaliśmy sie nad
górskim Jeziorem Jasna, wokół którego wybudowano liczne pensjonaty,
restauracje i tereny rekreacyjne. Widok jest niesamowity; w jeziorze
przeglądają się wysokie szczyty:

Overcoming numerous zigzags of the mountain road (there are as many as 50 of
them in total) we soon reached the border of lying snows. Here it was worth
stopping at the shingled Ruska Chapel – a small Orthodox temple erected to
commemorate the Russians who died while building this road. Because it was
built by Russian prisoners of war during the First World War. The locals
call it Ruska Cesta (Russian Way).
Pokonując liczne zygzaki górskiej drogi (w sumie jest ich aż 50)
dotarliśmy wkrótce do granicy leżących śniegów. Tu warto było zatrzymać się
przy krytej gontem Ruskiej Kaplicy – małej prawosławnej świątyni wzniesionej
dla upamiętnienia Rosjan, którzy zginęli przy budowie tej drogi. Bo została
ona zbudowana przez rosyjskich jeńców wojennych podczas pierwszej wojny
światowej. Miejscowi nazywaja ją Ruska Cesta.

Our VWpolo (pictured below) climbed unexpectedly well to the pass, which is
1611 meters high. We were constantly accompanied by beautiful panoramas of
the Julian Alps. Only the road was not always wide enough to stop for a
photo without obstructing the traffic for other drivers:
Nasz VWpolo
(na zdjęciu poniżej) nadspodziewanie dobrze wspinał sie na przełęcz, która
ma wysokość 1611 metrów. Cały czas towarzyszyły nam piękne panoramy Alp
Julijskich. Tylko szosa nie zawsze była dostatecznie szeroka, aby przystanąć
dla zrobienia zdjęcia bez utrudniania ruchu innym kierowcom:

The higher we climbed, the more snow there was. It was the 8th day of May
and it was still winter here! In the middle of winter, this road is
sometimes closed due to difficult snow conditions, and drivers then take a
detour through Italian territory. Right under the Vrsic Pass I took a
picture like this, which could be successfully signed: “Slovenia in winter”
Im wyżej sie wspinaliśmy, tym więcej wokół było śniegu. To był 8 dzień maja,
a tu wciąż panowała zima! W środku zimy ta szosa bywa zamknięta ze względu
na trudne warunki śniegowe, a kierowcy korzystają wtedy z objazdu przez
terytorium Włoch. Tuż pod Przełęczą Vrsic zrobiłem takie oto zdjęcie, które
z powodzeniem można by podpisać: “Słowenia zimą”

On the Vrsic Pass itself (photo below) we found so much snow that only the
roofs were visible of the souvenir kiosks there, and access to the hut built
there for tourists was not temporarily possible. And we were hoping for a
cup of hot tea! 🙂 Cold bottled mineral water had to be enough. This was
just an adventure in the Julian Alps!
Na samej Przełęczy Vrsic (zdjęcie poniżej) zastaliśmy tyle śniegu, że z
ustawionych tam kiosków z pamiątkami widać było tylko dachy, a dostęp do
zbudowanego tam schroniska nie był czasowo możliwy. A my liczyliśmy na kubek
gorącej herbaty! 🙂 Musiała wystarczyć zimna woda
mineralna z butelki. To dopiero przygoda w Julijskich Alpach!

On the other side of the pass, wonderful new mountain views have opened up
for us. Unfortunately, from behind the steering wheel, I only saw them in
passing because I started an exciting descent from the pass down – there are
still 26 numbered zigzags to overcome.
Po drugiej stronie przełęczy otworzyły się przed nami nowe, wspaniałe
górskie widoki. Zza kierownicy niestety widziałem je jedynie w przelocie, bo
rozpocząłem emocjonujący zjazd z przełęczy w dół – do pokonania pozostało
jeszcze 26 ponumerowanych zygzaków.

At the bottom of the valley, behind the first settlement of Trenta, you
could finally stand and admire the postcard view of the aquamarine Soci
River (in Polish – Socza) and the high peaks closing the valley:
Na dnie doliny, za pierwszą osadą Trenta można było nareszcie stanąć i
zachwycić się pocztówkowym widokiem seledynowej rzeki Soci (po polsku –
Soczy) i zamykających dolinę wysokich szczytów. Tę rzekę mieliśmy
jeszcze spotkać kilkakrotnie:

Without reaching the tourist center of Bovec, I turned right with the
intention of reaching the border peak of Mangart by another spectacular
mountain road. On the way, the Austrians built the Trdnjava Kluze fortress
in a strategic place at the junction of two valleys. This is a rare and
interesting example of military architecture:
Nie dojeżdżając do ośrodka turystycznego Bovec (obleganego przez narciarzy
zimą) skręciłem w prawo z zamiarem dotarcia inną efektowną górską drogą pod
graniczny szczyt Mangart. Po drodze, w strategicznym miejscu u zbiegu dwóch
dolin Austriacy wybudowali fort Trdnjava Kluze. Jest to rzadki i ciekawy
przykład architektury militarnej:
From this fort, the road climbed up to the tops again. It is worth
remembering the name of the village we reached after a quarter of an hour’s
drive from the fort: Log pod Mangartom. It is from this village that another
fabulous panorama of the Julian Alps opens. The squat summit on the left is
Mangart itself:
Od tego fortu szosa znowu wspinała się ku szczytom. Warto zapamiętać nazwę
wioski, do której dotarliśmy po kwadransie jazdy od fortu: Log pod Mangartom.
To właśnie z tej wioski otwiera się kolejna bajeczna panorama Alp
Julijskich. Przysadzisty szczyt po lewej stronie to właśnie sam Mangart:

Successive bends lifted us higher and higher. It should be emphasized that
the quality of this road does not raise any objections. Perhaps because it
is an international route leading to Italy. The traffic was minimal and
thanks to that we were able to stand and photograph these picturesque
Slovenian Alps many times:
Kolejne serpentyny podnosiły nas wyżej i wyżej. Trzeba podkreślić, że jakość
tej drogi nie budzi zastrzeżeń. Być może dlatego zarządcy tak troszczą się o
nią, bo jest to droga międzynarodowa prowadząca do Włoch. W jednym punkcie
trasy trwały roboty i musieliśmy odczekać 20 minut. Ruch był minimalny i
dzięki temu mogliśmy wielokrotnie stawać i fotografować te malownicze
słoweńskie Alpy:


Z mapy
wiedziałem, że tuż przed przełęczą na której jest przejście graniczne w
prawo odgałęzia się górska droga do schroniska Mangart. Tam właśnie
zamierzałem jechać. Skręciłem i… 50 metrów dalej stanąłem przed takim
znakiem. Za nim widac było pozostałości lawiny całkowicie blokujące szosę. I
tak skończyły sie marzenia o wjeździe pod Mangart:

I knew from the map that just before the pass where the border crossing is,
the mountain road to the Mangart hut branches off to the right. That’s where
I was going to go. I turned right and… 50 meters further I was faced with
such a sign. Behind it, you could see the remains of an avalanche completely
blocking the road. And this is how my dreams of entering Mangart road ended.

I turned back to the main road and drove another 5 minutes to see the
abandoned border crossing to Italy (picture above on the right column). Here
it was worth taking a commemorative photo – these mountains in the back it
is Slovenia:
Wróciłem na główna szosę i po 5 minutach dojechałem do opuszczonego
przejścia granicznego do Włoch. Tu warto było zrobić sobie pamiątkowe
zdjęcie (rzadko siebie fotografuję, ale uważałem, że to miejsce jest
wyjątkowe) – te góry za mną to Słowenia:

We did not notice when it was already late afternoon. We drove from the
morning, we deserved a break for a modest meal. Soon after, we started our
descent down the route we had already made – all the way to Bovec. The road
was the same, but we saw the high mountains from a completely different
perspective:
Ani się spostrzegliśmy, gdy zrobiło się późne popołudnie. Jechaliśmy od
rana, należała się nam przerwa na skromny posiłek. Wkrótce potem zaczęliśmy
zjazd przebytą już raz trasą w dół – aż do Bovec. Droga była ta sama, ale
wysokie góry oglądaliśmy teraz z zupełnie innej perspektywy:

Długi,
słoneczny i pełen atrakcji dzień zbliżał się do końca. Na trasie do Kobarid,
gdzie zaplanowałem nocleg mieliśmy do zobaczenia jeszcze Slap Boka –
Wodospad Boka, uważany za najwyższy wodospad Słowenii. Na tablicy
informacyjnej pisało, że ma 106 metrów wysokości, ale niektóre źródła podają
nawet 144 metry (prawdopodobnie doliczając dolny stopień). Na miejscu
okazało się, że wodospad jest piękny (i po ostatnich opadach pełen wody),
ale oglądać go można tylko z dużej odległości. Od szosy do punktu widokowego
idzie sie ścieżką 15 – 20 minut. A stamtąd otwiera się taki widok, jak na
zdjęciu obok. Wodospad jest wciąż w odległości kilkuset metrów!
The long, sunny and full of attractions day was drawing to a close. On the
way to Kobarid, where I planned to stay overnight, we also had to see Slap
Boka – Boka Waterfall, considered the highest waterfall in Slovenia. The
information board said that it is 106 meters high, but some sources even
said that it is 144 meters (possibly including the lower tier). On site, it
turned out that the waterfall is beautiful (and full of water after the last
rainfall), but you can only watch it from a long distance. The walk from the
road to the lookout point takes 15 – 20 minutes. And from there, a view
opens, as in the photo. The waterfall is still a few hundred meters away!
The next day was unfortunately the last day of our trip through Slovenia.
The plane to Warsaw was departing only in the afternoon. Wanting to use the
time and car to the end, we decided to go to Ljubljana not by the main,
shortest road, but by a minor road – through the mountains. Secondly – we
started the day exploring the Tolmin Gorge. This is a very interesting place
– the aquamarine Tolminka River flows here in a narrow ravine 40 meters
below the Devil’s Bridge. In the side ravine, a large, triangular boulder
called the Bear’s Head is wedged between the rocks.
Następny dzień był niestety ostatnim dniem naszej podróży przez Słowenię.
Samolot do Warszawy odlatywał dopiero po południu. Chcąc do końca
wykorzystać czas i samochód postanowiliśmy po pierwsze jechać do Lublany nie
główną, najkrótsza drogą, ale drogą podrzędną – przez góry. Po drugie –
rozpoczęliśmy dzień od zwiedzania Wąwozu Tolmin. To bardzo ciekawe miejsce –
seledynowa rzeka Tolminka płynie tu ciasnym wąwozem 40 metrów poniżej mostu
zwanego Diabelskim. W bocznej odnodze wąwozu między skałami zaklinował się
wielki, trójkątny głaz nazywany Głową Niedźwiedzia. Zwiedzenie wszystkiego
zabrało nam 1,5 godziny i 8 euro od osoby.



Na trasie ostatniego etapu jazdy było wiele malowniczych miejsc, ale
musiałem się spieszyć, aby na czas znaleźć się na lotnisku, Udało się! Z
okna samolotu kołującego na pas startowy raz jeszcze popatrzyłem na
ośnieżone góry. To była kolejna udana podróż, a śnieg na szczytach i świeża
zieleń wiosny w dolinach sprawiła, że krajobrazy Alp Julijskich były
naprawdę niepowtarzalne! Mam nadzieję, ze i was przekonały o tym wybrane
przeze mnie zdjęcia.
There were many scenic spots on the route of the last leg of the ride, but I
had to hurry to get to the airport on time, I did it! From the window of the
plane taxiing to the runway, I looked again at the snow-capped mountains. It
was another successful trip and the snow on the peaks and the fresh green of
spring in the valleys made the landscapes of the Julian Alps truly unique! I
hope that the photos I chose have convinced you about it.
When the summer 2021 was in full, I cannot leave my
Wojtkówka for long. But the trip for a few days turned out to be quite real.
When I visited Odessa in the past – in 2003, the famous opera house was
being renovated. Today it is reopened and for me – a lover of opera and
ballet – the opportunity to see not only its magnificent interiors, but also
to see the play “Swan Lake” has opened. The old center of today’s Odessa is
a beautifully restored complex of classicist and neo-baroque architecture.
Odessa is a young city – it was founded on the orders of Tsarina Catherine
only at the end of the 18th century. Monument to the Tsaritsa, with builders
at the foot of the stands in the center of the city:
Gdy lato 2021 było w pełni nie mogłem na długo
zostawić mojej Wojtkówki. Ale kilkudniowy wypad okazał się całkiem realny.
Gdy przed laty – w roku 2003 odwiedziłem Odessę słynny teatr operowy był
remontowany. Dziś jest już na nowo otwarty i dla mnie – miłośnika opery i
baletu otworzyła się możliwość obejrzenia nie tylko jego wspaniałych wnętrz,
ale także obejrzenia spektaklu “Jeziora Łabędziego”. Stare centrum
dzisiejszej Odessy to pięknie odnowiony zespół klasycystycznej i
neo-barokowej architektury. Odessa jest młodym miastem – założono ją na
rozkaz carycy Katarzyny dopiero pod koniec XVIII wieku. Pomnik carycy, z
budowniczymi u stóp stoi w centralnym punkcie miasta:

The street to the right leads from the monument to the famous staircase
leading down to the passenger port. The stairs were immortalized in an early
silent film showing the rebellion of sailors on the Potemkin warship. Today
there is a well-known city promenade with a view of the “Odessa” Hotel,
which has been closed for years:
Ulica w prawo prowadzi od pomnika do słynnych schodów zbiegających w
kierunku pasażerskiego portu. Schody zostały uwiecznione we wczesnym, niemym
filmie radzieckim pokazującym bunt marynarzy na okręcie wojennym “Potiomkin”
w roku 1905. Dziś jest tu znana miejska promenada z widokiem na nieczynny od
lat Hotel “Odessa”:

The passenger quay, on which the hotel was built, also houses the summer
amphitheater (I saw the operetta “White Acacia” at sunset there) and the
small church of St. Nicholas – the patron saint of sailors, visible on the
picture below. From here, you can also take a small boat for one hundred
hryvnia along the beaches – usually to Arcadia and back:
Nabrzeże pasażerskie, na którym zbudowano hotel mieści także letni amfiteatr
(obejrzałem tam o zachodzie słońca operetkę “Biała Akacja”) oraz widoczną na
zdjęciu poniżej niewielką cerkiewkę Św. Mikołaja – patrona marynarzy. Stąd
także można za jedne 100 hrywien popłynąć małym spacerowym stateczkiem
wzdłuż plaż – najczęściej do Arkadii i z powrotem:

During such a boat trip, I found out that the beach line south of Odessa is
terribly crowded, and on the high shore above them, huge and ugly apartment
buildings for the rich have recently grown up:
Podczas takiej właśnie wycieczki przekonałem się, że linia plaż na południe
od Odessy jest strasznie zatłoczona, a na wysokim brzegu ponad nimi wyrosły
w ostatnim okresie wielkie i brzydkie apartamentowce dla bogaczy:

The Odessa opera house was of course the highlight of this trip. Its richly
decorated building was designed by the same architects who designed the
Vienna State Opera. Since its opening in 1887, it has been recognized as one
of the most beautiful opera houses in Europe:
Jednak największą atrakcją tej podróży była oczywiście odeska opera. Jej
bogato zdobiony budynek zaprojektowali ci sami architekci, których dziełem
był projekt Opery Wiedeńskiej. Od otwarcia w 1887 roku cieszy się
opinią jednego z najpiękniejszych teatrów operowych Europy:


Z każdej podróży wypada przywieźć sobie bodaj drobną pamiątkę. Doszedłem do
wniosku, że najlepszą pamiątką z tej krótkiej podróży będzie zdjęcie przy
wielkich rzeźbach zdobiących wejście do odeskiej opery. Jak widzicie,
zabrałem ze sobą marynarkę i krawat, by godnie reprezentować mój kraj w tak
dostojnym miejscu 🙂
W Odessie jest
polska ulica – “Polski Zjazd” – zbiegający z górnego poziomu miasta do
portu. Ale stare domy w tej ulicy są tak zniszczone, że wstyd je doprawdy
pokazywać. Może kiedyś będzie to wyglądało lepiej…
It is a good idea to bring a little souvenir from each trip. I came to the
conclusion that the best souvenir of this short trip would be a photo at the
huge sculptures decorating the entrance to the Odessa opera house. As you
can see, I took my jacket and tie with me to proudly represent my country in
such a dignified place 🙂
Before the performance, I had the opportunity to see that the foyer-style
baroque interior, decorated with marble columns, gilded stucco and
candelabra. All of this can also inspire admiration. During the pandemic,
the ticket collectors required to put on masks at the entrance, but then
everyone took them off just after:
Przed spektaklem miałem okazję przekonać się, że zachwyt może budzić także
barokowe w stylu foyer opery, ozdobione marmurowymi kolumnami, złoconymi
stiukami i kandelabrami. W czas pandemii bileterki wymagały włożenia
maseczek przy wejściu, ale potem wszyscy jak na komendę je zdejmowali. No bo
jakże tu paradować w maskach w tak wspaniałych wnętrzach?:

The auditorium is horseshoe-shaped and has excellent acoustics. There
are 5 levels of boxes in total with the ground floor. When buying a ticket
online, I chose a place in the second floor box, which allowed me to observe
both the audience and the stage. Before the start, the stage was covered
with a patterned curtain:
Widownia ma tu kształt podkowy i odznacza się doskonałą akustyką. Łącznie z
parterem jest tu 5 kondygnacji lóż Publiczność była ubrana schludnie, ale
panowie przybyli bez marynarek i krawatów. Kupując on-line bilet wybrałem
miejsce w loży pierwszego pietra (beletaż), które pozwalało obserwować
zarówno widownię jak i scenę. Przed rozpoczęciem scena przesłonięta była
wzorzystą kurtyną:

Finally it started… I was delighted with the beautiful scenery and, above
all, with the extremely high skills of the dancers. I had watched the “Swan
Lake” ballet several times before in various theaters, but this performance
surpassed all the previous ones:
W końcu się zaczęło… Byłem zachwycony piękną scenografią, a nade wszystko
niezwykle wysokimi umiejętnościami tancerzy. Balet “Jezioro Łabędzie”
oglądałem wcześniej kilkakrotnie w różnych teatrach, ale to wykonanie
przewyższało poziomem wszystkie poprzednie:

Before the performance, they announced that it is forbidden to film and to
photograph. I humbly admit that I took some photos with my smartphone from
the depths of the box. Because how can you stop yourself: imagine 40 white
swans literally floating above the stage? The main soloist was in a class of
her own. It was worth flying to Odessa for the very sake of this
performance!
Przed
spektaklem zapowiedzieli, że zabrania się filmować i fotografować. Z pokorą
przyznaję, że zrobiłem jednak z głębi loży kilka zdjęć moim smartfonem.
Bo jak tu się powstrzymać: wyobraźcie sobie 40 białych łabędzi dosłownie
płynących ponad sceną? Główna solistka była klasą sama dla siebie, jestem
zdania, że już dla samego tego przedstawienia warto było przylecieć do
Odessy!

And when, after the last applause, we left the theater into the warm, summer
night we were enhanced by the color fountains dancing by the ornate
building. I will come back here someday…
A gdy po ostatnich oklaskach wyszliśmy z teatru w ciepłą, letnią noc
zachwyciły nas kolorowe fontanny tańczące obok tej pięknej budowli. Zapewne
jeszcze kiedyś tu wrócę…

Odessa – once a city of merchants, emigrants, refugees and criminals, also
today has its specific color and charm. The main pedestrian area of downtown
is the shady Deribasovska Street (pictured below) filled with garden
restaurants and cafes:
Odessa – niegdyś miasto kupców, emigrantów, uciekinierów i przestępców ma
także i dziś swój specyficzny koloryt i urok. Głównym deptakiem śródmieścia
jest cienista ulica Deribasowska (na zdjęciu poniżej) wypełniona ogródkowymi
restauracjami i kafejkami:

Atlanteans – sculptures of muscular men supporting gates, balconies and
cornices are a characteristic element adorning the rich tenement houses of
Odessa. I found the most interesting ones in Gogol Street, where the
municipal tourist information office is also located in the basement – it’s
worth knowing!…
Charakterystycznym elementem zdobiącym bogate kamienice Odessy są atlanci –
rzeźby muskularnych mężczyzn podpierające bramy, balkony, gzymsy. Te
najciekawsze znalazłem w ulicy Gogola, gdzie w suterenie mieści się także
miejskie biuro informacji turystycznej – to warto wiedzieć!…

It is worth to walk south along Pushkinska street. In the vicinity of the
train station you will find one of the most beautiful churches in Odessa –
the Russian Orthodox Church of St. Panteleimon. It is tucked into the line
of street buildings and usually closed. If you want to see the interior you
have to come in the morning or evening around 5 p.m. when the service is
celebrating:
Ulica Puszkinska z pomnikiem Puszkina stojacym na chodniku jego domu
prowadzi na południe, gdzie w okolicach dworca kolejowego znajdziecie jeden
z ładniejszych kościołów Odessy – rosyjsko-prawosławny kościół Św.
Pantelejmona. Jest wciśnięty w linię ulicznej zabudowy i zazwyczaj
zamknięty. Jeśli chce sie zobaczyć wnętrze trzeba przyjść rano lub wieczorem
około 17.00 gdy odprawiają nabożeństwo:

Right next to the station there is a huge Privoz market, where in the stalls
next to plastic trash you can still find some urban folklore: spices, nuts,
goat’s and sheep’s cheeses. There are also juices, home-made wines, cognacs
from Georgia and even home brew. But watch your wallets and phones!:
Tuż obok dworca rozłożył się wielki bazar Privoz, gdzie w kramach obok
tandety wciąż znaleźć można trochę miejskiego folkloru: przyprawy, orzechy,
sery kozie i owcze. Są także soki, wina domowej roboty, koniaki z Gruzji, a
nawet samogon. Uśmiechnięci sprzedawcy zachęcaja do zakupów. Ale uwaga na
portfele i telefony!:

Four times a day, the archaic electric train to Bilhorod on the Dniester
leaves from the train station in Odessa. It’s only 70 kilometers, but takes
more than 2 hours. Why to go? To see the well-preserved Akerman Fortress
erected at the mouth of the Dniester! Bilhorod itself is now a sleepy town.
To reach the walls of the fortress, you have to go along the entire length
of the main street along which the stalls spread out:
Cztery razy dziennie z dworca kolejowego w Odessie odjeżdża archaiczna
kolejka elektryczna do Białogrodu nad Dniestrem. Płaci się 30 hrywien –
mniej niż 1 euro. To tylko 70 kilometrów, ale jedzie się ponad 2 godziny Po
co? By zobaczyć dobrze zachowaną twierdze Akerman wzniesioną u ujścia
Dniestru! Sam Białogród jest dziś sennym miasteczkiem. Aby dojść do
murów twierdzy trzeba przejść przez całą długość głównej ulicy, wzdłuż
której rozłożyły się kramy:

The Akerman fortress was built from the 13th to the 15th century. Three
rings of defensive walls, a deep moat and a high castle which was the last
line of defense (in the photo below) were created. It is worth paying an
entrance fee of 80 hryvnia to wander the defensive wall, climb one of the
many towers and watch the craftsmen at work in the first courtyard. …
Twierdzę
Akerman budowano od XIII do XV wieku. Powstały trzy pierścienie murów
obronnych, głęboka fosa i wysoki zamek (na zdjęciu poniżej), który był
ostatnią linią obrony. Warto zapłacić za wstęp 80 hrywien, by powędrować po
murze obronnym, wspiąć się na jedną z wielu wież i przyjrzeć się pracy
rzemieślników na pierwszym dziedzińcu…

On the last day of my stay – just before departure, I managed to visit the
largest church in Odessa – Spaso-Preobrazhensky Cathedral. The temple stands
in a large square, surrounded by old trees, and it is difficult to find a
perspective for good photos. On the other hand, you can photograph the
restored interior without any problems, in which I noticed only a few of the
faithful in this morning:
Ostatniego
dnia pobytu – tuż przed odlotem udało mi się odwiedzić największy kościół
Odessy – Sobór Spaso – Preobrażenski. Świątynia stoi na dużym placu, w
otoczeniu starych drzew i trudno znaleźć dla niej perspektywę dla dobrych
zdjęć. Za to bez przeszkód można fotografować malowidła na ścianach i całe
pięknie odrestaurowane wnętrze, w którym przed południem zauważyłem tylko
kilku wiernych:

The direct return flight to Gdansk took less than two hours. It was a very
successful and inexpensive trip. Odessa is interesting and it is very
possible that I will come back to it again – if only for this wonderful
theater!
Bezpośredni
lot powrotny do Gdańska trwał niecałe dwie godziny. To była bardzo udana i
niedroga podróż. Odessa jest ciekawa i bardzo możliwe, że jeszcze do niej
wrócę – choćby dla tego wspaniałego teatru!
After landing i Gdansk walking from the airport I returned to my Wojtkówka
where, while working almost every day in late spring in Wojtkówka, I enjoyed
the flowers blooming successively: I admired lilies of the valley,
forget-me-nots, irises of various colors…
Po wylądowaniu
w Gdńsku pieszo wróciłem z lotniska do Wojtkówki, gdzie ostatnimi czasy,
pracując wytrwale niemal każdego dnia późnej wiosny w Wojtkówce cieszyłem
się kwitnącymi kolejno kwiatami: podziwiałem konwalie, niezapominajki, irysy
różnych kolorów…

On the last day of August 2021 I happily returned from my fifth trip in 2021! Already a
year ago, I was going to implement a plan to tour two Baltic Republics by
car, but the outbreak of the COVID pandemic closed the door in my face and I
had to cancel all reservations. Sad story! This time I made it! 🙂
Small map of this journey you can see
here.
Ostatniego dnia sierpnia 2021 wróciłem szczęśliwie z piątej podróży roku 2021! Już rok temu
zamierzałem zrealizować plan objechania samochodem dwóch bałtyckich republik,
ale wybuch pandemii COVID zamknął mi drzwi przed nosem i musiałem odwołać
wszystkie rezerwacje. Tym razem mi się udało! 🙂
Mapkę tej podróży możecie znaleźć

I flew to Riga by plane, rented a small car at the airport and then drove
two large loops through the territories of Latvia and Estonia, visiting
monuments and national parks along the way, which are sometimes difficult to
reach by public transport. At the beginning of the route was Courland, where
I reached Cape Kolka, then visiting the lighthouses of the Baltic coast. The
highest was 56m high:
Poleciałem samolotem do Rygi, tam na lotnisku wypożyczyłem mały samochód i
następnie przejechałem nim dwie duże pętle przez terytoria Łotwy
i Estonii, zwiedzając po drodze zabytki i parki narodowe, do których trudno
jest dotrzeć publicznym transportem. Na początku trasy była Kurlandia, gdzie
dotarłem na Przylądek Kolka, zwiedzając potem latarnie morskie bałtyckiego
wybrzeża. Najwyższa z nich (djęcie po lewej) miała 56 m.


I was visiting
the old Courland ports of Ventspils and Liepaja, everywhere I saw souvenirs
of Tsarist Russia and the Soviet Union. In the Liepaia district of Karosta,
for example, the great navy cathedral of St. Nicholas (pictured right column
above).
I deviated
from the route to Kuldiga just to see the widest cascade in Europe – it is
250 meters wide and about 2 meters high:
Zwiedzałem
stare kurlandzkie porty Windawę i Lipawę, spotykając wszędzie pamiątki po
carskiej Rosji i Związku Radzieckim. W lipawskiej dzielnicy Karosta
przetrwał na przykład wielki sobór floty pod wezwaniem Św. Mikołaja (na
zdjęciu powyżej).
Do Kuldigi
zboczyłem z trasy tylko po to, by zobaczyć najszerszą kaskadę Europy – ma
250 metrów szerokości i około 2 metrów wysokości:

The highlight of this trip was the opportunity to visit the wonderfully
restored palace in Rundale, known as the Versailles of Latvia. The palace is
surrounded by a carefully maintained park, a large part of which is a rose
garden:
Największą atrakcją tej podróży
była możliwość zwiedzania wspaniale odrestaurowanego pałacu w Rundale,
nazywanego Wersalem Łotwy. Pałac otoczony jest starannie utrzymanym parkiem,
którego znaczną część stanowi różany ogród:

In the summer, wedding ceremonies take place among the park’s flowers and
hedges. I came across such a ceremony, led by the sounds of great music (a
string quartet with a flautist was played a wonderful flower duo from the
opera “Lakme”). I had a chance not only to see how Latvians celebrate, but
also to wish the young couple with whom I was photographed:
Latem wśród kwiatów i żywopłotów
parku odbywają się ceremonie zaślubin. Na taką właśnie uroczystość trafiłem,
prowadzony dźwiękami wspaniałej muzyki (kwartet smyczkowy z flecistką grał
właśnie wspaniały duet kwiatowy z opery “Lakme”) Miałem nie tylko szansę
przyjrzenia się, jak świętują Łotysze, ale także złożenia życzeń młodej
parze, z która się sfotografowałem:


The rented car gave me a chance to see much more than a public transport.
There are many old castles on my route – for example, three different
castles spread around Sigulda – but what I liked the most was the old castle
in Cesis (in Polish: Kieś) in whose outer courtyard was a town of medieval
craftsmen:
Na moim szlaku
znalazło się wiele starych zamków – na przykład trzy różne zamki rozłożone
wokół Siguldy – ale najbardziej podobało mi się stare zamczysko w Cesis (po
polsku: Kieś) na którego zewnętrznym dziedzińcu rozłożyło się miasteczko
średniowiecznych rzemieślników:

Medieval blacksmiths, tailors, saddlers and carpenters worked in tents set
up around the castle – there was plenty to see! And when it came to climbing
the tower through the dark corridor, each visitor was given a lantern with a
lit candle. Such equipment has never been made available to me in any other
monuments!
W
rozstawionych wokół zamku namiotach pracowali tu średniowieczni
kowale, krawcy, rymarze i stolarze – było co oglądać! A gdy przyszło potem
do wpinania się ciemnym korytarzem na wieżę każdy z odwiedzających dostał
latarnię, z zapaloną świeczką. Takiego sprzętu nie udostępniano mi dotąd w
żadnych innych zabytkach!


At the top of the tower, a great presentation of the history of the castle
was shown, with the discreet use of audio and video equipment… I sat in
the castle until it was closed. And before closing the gates, I also took a
commemorative photo with the lovely animators, dressed in costumes from old
times. It was a very successful afternoon:
Pod szczytem
wieży pokazano świetną prezentację dziejów zamku z dyskretnym wykorzystaniem
środków audio i video… Pominięto w niej przejściową obecność Polaków w
Kiesiu. Siedziałem na zamku aż do zamknięcia. A przed zamknięciem bram
zrobiłem sobie jeszcze pamiątkowe zdjęcie z sympatycznymi animatorami,
ubranymi z stroje z dawnych epok. To było bardzo udane popołudnie:


Z Cesis podążałem leśnymi drogami
w kierunku granicy Estonii. Przekroczyłem ją bez żadnej kontroli. W ogóle
podczas 12 dni kontrolowany byłem tylko raz – w poszukiwaniu nielegalnych
imigrantów przedostających się do Republik Bałtyckich z Białorusi… Po
kilku godzinach jazdy dotarłem do estońskiego portu Parnu (po polsku:
Parnawa). Obok portu sa tu piękne, szerokie plaże. Ale jak widzicie na
zdjęciu poniżej sezon się już skończył i było pusto.
From Cesis, I followed forest roads towards the Estonian border. I crossed
it without any control. In general, during the 12 days I was inspected only
once – in search of illegal immigrants getting to the Baltic Republics from
Belarus … After a few hours of driving, I reached the Estonian port of
Parnu (in Polish: Parnawa). There are beautiful wide beaches next to the
port. But as you can see in the picture below, the season is over and it was
empty.

By ferry running every 2 hours, paying 11 euros for a car with a driver, I
sailed to the largest Estonian island – Saremaa. This island, some 80
kilometers long, has only one city – a charming and well-kept capital called
Kuressaare (pictured below). The rest are scattered villages and hamlets.
There are only about 30,000 people living in all of Saremaa.
Promem kursującym co 2 godziny,
płacąc 11 euro za przeprawę samochodu z kierowcą
przepłynąłem na największą estońską wyspę – Saremę. Ta wyspa, mająca jakieś
80 kilometrów długości ma tylko jedno miasto – uroczą i zadbana stolicę o
nazwie Kuressaare (na zdjęciu poniżej). Reszta, to rozsiane szeroko wioski i
przysiółki. Na całej Saremie mieszka tylko jakieś 30 tysięcy ludzi.

In the capital of the island, noteworthy is a high medieval castle, the
construction of which began in the 14th century. It is hidden behind high
ramparts and a wide moat.
W stolicy wyspy na uwagę
zasługuje wysoki średniowieczny zamek, którego budowę rozpoczęto w XIV
wieku. Jest on schowany za wysokimi wałami obronnymi
i szeroką fosą.


Ileż to już zamków było po
drodze? A w każdym trzeba płacić za wstęp! Te opłaty składają
się na całkiem poważną sumę. Postanowiłem tutaj poprzestać na zrobienia sobie
zdjęcia z mnichem strzegącym wejścia na komnaty biskupiego zamku. Potem
pojechałem na południowy cypel wyspy obejrzeć samotną latarnię morską, która
była widownią walk podczas II wojny światowej:

How many castles have there been
on the way? And you have to pay admission in each of them! These fees add up
to a pretty big sum. I decided to stop at taking a photo with the monk
guarding the entrance to the bishop’s castle chambers. Then I went to the
southern tip of the island to see a lonely lighthouse, which was the scene
of fights during World War IxI
In addition to this lighthouse, the main attractions of the island of Sarema
include the old windmills standing on a hill in the center of the island and
a section of the cliff coast in the north:
Obok tej latarni do naczelnych
atrakcji wyspy Saremy tutejsi zaliczają jeszcze stare wiatraki stojące na
wzniesieniu w centrum wyspy i odcinek klifowego wybrzeża w Panga, na północy:


Klif nie jest
zbyt wysoki, maksymalnie ma 20 metrów, ale na zupełnie płaskiej wyspie może
być atrakcją. Wzdłuż urwiska poprowadzona jest 2,5-kilometrowa ścieżka.
The cliff is not very high, the maximum is 20 meters, but on a completely
flat island it can be an attraction. There is a 2.5 km long path along the
cliff.
In addition to this lighthouse, the main attractions of the island of Sarema
include the old windmills standing on a hill in the center of the island and
a section of the cliff coast in the north:
Obok tej latarni do naczelnych
atrakcji wyspy Saremy tutejsi zaliczają jeszcze stare wiatraki stojące na
wzniesieniu w centrum wyspy i odcinek klifowego wybrzeża w Panga, na północy:


Klif nie jest
zbyt wysoki, maksymalnie ma 20 metrów, ale na zupełnie płaskiej wyspie może
być atrakcją. Wzdłuż urwiska poprowadzona jest 2,5-kilometrowa ścieżka.
The cliff is not very high, the maximum is 20 meters, but on a completely
flat island it can be an attraction. There is a 2.5 km long path along the
cliff.
From the almost empty Sarema, where there are often still gravel roads, I
went to the busy capital of Estonia – Tallinn, where I lived in the center,
among skyscrapers, but in a basement without a window. The old town in
Tallinn is very beautiful, but unfortunately I have to visit it again after
25 years on a sad, rainy day:
Z niemal pustej Saremy, gdzie
często jeździ się jeszcze szutrowymi drogami pojechałem do ruchliwej
stolicy Estonii – Tallina, gdzie zamieszkałem w centrum, wśród wieżowców,
ale za to w suterenie bez okna. Stare miasto w Tallinie, jest bardzo piękne, ale przyszło mi je niestety zwiedzać
ponownie po 25 latach w smutny, deszczowy dzień:

There are many stylish cafes and restaurants in the tenement houses of old
Tallinn. Their staff often wear old time costumes, which certainly makes
these places more attractive:
W kamieniczkach starego Tallina
funkcjonuje wiele stylowych kawiarń i restauracji. Ich personel często
występuje w strojach z epoki, co napewno podnosi atrakcyjnośc tych lokali:

There are many historic churches in Tallinn’s old town. Among them stand
out: the Russian Alexander Nevsky Cathedral and (below left) and the
Lutheran Church of St Mary (formerly Catholic). Unfortunately, you have to
pay for admission to the second church. There is no charge for Alexander
Nevsky, but unfortunately it is not allowed to take photos inside. It is a
pity, because the church has three richly decorated iconostases.
Na starym mieście Tallina
znajdziecie wiele zabytkowych kościołów. Wśród nich wyróżniają się: rosyjska
katedra Aleksandra Newskiego oraz (poniżej po lewej) oraz luterański kościół
St Mary (niegdyś katolicki). Za wstęp do tego drugiego kościoła trzeba
niestety zapłacić. U Aleksandra Newskiego opłat się nie pobiera, ale
niestety we wnętrzu nie można fotografować. A szkoda, bo kościół ma trzy
bogato zdobione ikonostasy.


The old town is surrounded by a chain of defensive walls with numerous
towers. One of them, the one from the port side, was rightly called Fat
Maggie. In its gate I discovered a bilingual plaque commemorating the daring
escape from the Tallinn port of our submarine “Orzel”. When I was reading
about this event as a boy, I was wondering what this Tallinn looks like.
Today it looks really beautiful!
Stare miasto
otacza łańcuch murów obronnych z licznymi wieżami. Jedna z nich, ta od
strony portu słusznie nazwana została Grubą Gośką. W jej bramie odkryłem
dwujęzyczną tablicę upamiętniającą brawurową ucieczkę z portu Tallin naszego
okrętu podwodnego “Orzeł”. Kiedy czytałem o tym wydarzeniu jako chłopiec
zastanawiałem się, jak wygląda ten Tallin. Dziś wygląda naprawdę pięknie!

From Tallinn, I went to the Lahemaa National Park. This park consists of
four peninsulas protruding into the sea. Among the beautiful forests through
which hiking trails lead you can find small waterfalls and cascades:
Z Tallina pojechałem do Parku
Narodowego Lahemaa. Składają się na ten park cztery wysunięte w morze
półwyspy. Wśród pięknych lasów przez które poprowadzono turystyczne szlaki
znaleźć można niewielkie wodospady i kaskady:

After few days, I reached the second most important city in Estonia – the
old university city of Tartu. There was at a music festival and I enjoyed a
concert under the stars in the Old Town Square. They have their Leaning
Tower, or rather the Leaning Tenement House in this market:
Po kilku
dniach dotarłem do drugiego najważniejszego miasta Estonii – jest nim stare
uniwersyteckie miasto Tartu. Trafiłem akurat na festiwal muzyczny i z
przyjemnością uczestniczyłem w koncercie pod gwiazdami na staromiejskim
rynku. Na tym rynku mają swoją Krzywą Wieżę, albo raczej Krzywą Kamieniczkę:


W Tartu
spacerowałem pod biało-czerwonymi flagami, co było dla mnie bardzo miłe.
Taką właśnie flagę nadał miastu polski król Stefan Batory, gdy miasto
należało przez pewien czas do Polski podczas wojen inflanckich. Król
sprowadził także do Tartu Jezuitów, którzy założyli tu kolegium, które stało
się podwaliną późniejszego uniwersytetu. W Tartu warto także zobaczyć
odrestaurowane ruiny potężnej katedry:

In Tartu, I walked under the white and red flags, which was very nice to me.
This is the flag given to the city by the Polish king Stefan Batory, when
the city belonged to Poland for some time during the Livonian Wars. The king
also brought Jesuits to Tartu, who founded a college there, which became the
foundation of the later university. In Tartu, it is also worth seeing the
restored ruins of a mighty cathedral.
It was a warm summer evening. After dark, I went for a walk around the city
to admire, among others, the beautifully illuminated facade of the
university:
Był ciepły,
letni wieczór. Po zmroku wybrałem się jeszcze na spacer po mieście, by
podziwiać między innymi pięknie iluminowaną fasadę uniwersytetu:

Southern Estonia is a land of forests and lakes. I have seen many of them,
also visiting small, historic towns, of which there are many in this region.
Here, too, I got to the shores of the great Lake Peipus, which is crossed by
the border between Estonia and Russia. This lake is huge – you can’t see the
opposite shore! But it disappointed me – it has flat edges and can hardly be
called picturesque.
Południowa
Estonia to kraina lasów i jezior. Widziałem wiele z nich, odwiedzając także
małe, zabytkowe miasteczka, których sporo jest w tym regionie. Tutaj także
dotarłem na brzeg wielkiego Jeziora Pejpus, przez które przebiega granica
między Estonią i Rosją. To jezioro jest ogromne, w najszerszym miejscu ma 50
km – nie widać przeciwległego brzegu! Ale mnie ono rozczarowało – ma
płaskie brzegi i trudno je nazwać malowniczym.

In the deep province I found another aristocratic residence built in the
English style. This is Sangaste Palace. There is a whole complex of former
farm buildings around it. To this day, they produce vodka here from a
special variety of barley, grown in the good old days … Unfortunately, the
interior of the residence has not yet regained its former splendor.
Na głębokiej
prowincji znalazłem jeszcze jedną rezydencję magnacką wzniesioną w
angielskim stylu. To pałac Sangaste. Wokół niej jest cały kompleks dawnych
zabudowań gospodarczych. Do dziś produkują tu wódkę ze specjalnej odmiany
jęczmienia, wyhodowanej w dawnych, dobrych czasach… Niestety wnętrza
rezydencji nie odzyskały jeszcze dawnego blasku.

After spending the night in an idyllic house by the pond, I returned to Riga,
more than 200 kilometers away, where I returned the car. The counter showed
driving nearly 2,400 kilometers from the beginning of the route. I still had
time to remember what the Latvian capital looks like. I started my tour of
the city from the boulevard with the monument of independence in view:
Zbliżał sie
koniec podróży. Po spędzeniu nocy w idyllicznym wiejskim domku nad stawem
wróciłem do odległej o ponad 200 kilometrów Rygi, gdzie zwróciłem samochód.
Licznik wykazał przejechanie od początku trasy blisko 2400 kilometrów.
Miałem jeszcze czas na przypomnienie sobie, jak wyglada stolica Łotwy.
Zwiedzanie miasta rozpocząłem od bulwaru w perspektywie którego stoi pomnik
niepodległości:

If you take a photo from the side of the river, old and new architecture
meet in one frame. The tower visible above the buildings belongs to the
Lutheran cathedral. The old town of Riga is very compact, has narrow cobbled
streets and it is difficult to find a perspective for good photos…
Jeśli robić
zdjęcie od strony od strony rzeki, to w jednym kadrze spotyka się stara i
nowa architektura. Widoczna ponad zabudowa wieża należy do luterańskiej
katedry. Stare miasto w Rydze jest bardzo zwarte, ma wąskie, brukowane
uliczki i trudno w nim znaleźć perspektywe dla dobrych zdjęć…

Riga has two cathedrals, but the most interesting building in the Old Town
is undoubtedly the house of the Brotherhood of the Blackheads (pictured
below). It is a great example of Dutch Baroque – brought in front of a much
more modest town hall:
Ryga ma dwie
katedry, ale najciekawszą budowlą Starego Miasta jest bez wątpienia dom
Bractwa Czarnogłowych (na zdjęciu poniżej). To wspaniały przykład
holenderskiego baroku – wniesiony naprzeciw znacznie skromniejszego ratusza:

Riga, unlike Tallinn, has a beautiful boulevard over the Daugava River and
an impressive bridge. Here I ended my successful journey through the Baltic
Republics, traveling by plane from Riga to Gdańsk in just 4 hours. A nice
final touch was the meeting with Tania – a traveler living in Latvia, with
whom I sailed to South America a few years earlier…
Ryga, w
odróżnieniu od Tallina ma piękny bulwar nad rzeką Dźwiną i efektowny most.
Tu zakończyłem moją udaną podróż przez Bałtyckie Republiki, przemieszczając
się samolotem w ciagu zaledwie 4 godzin z Rygi do Gdańska. Miłym finałowym
akcentem było spotkanie z Tanią – podróżniczką mieszkającą na Łotwie, z
którą kilka lat wcześniej płynąłem do Południowej Ameryki…

This voyage
allowed me to visit many new, interesting places, take a closer look at the
people and interesting culture of these countries… Cordial Latvians seemed
more sympathetic to me than the calculating Estonians, but this may be a
subjective judgment. You will find a daily notes in
English from this journey as always in my
travel log.
Ta podróż pozwoliła mi odwiedzić wiele nowych, ciekawych miejsc, przyjrzeć
się z bliska ludziom i ciekawej kulturze tych krajów… Serdeczni Łotysze
wydali mi się przy tym sympatyczniejsi od wyrachowanych Estończyków, ale
może być to subiektywny osąd. Codzienne noty z trasy znajdziecie jak
zawsze w moim
dzienniku podróży.
In the first days of August 2021, I set off on a long car route leading to the north-eastern corner of Poland – to the beautiful Lake
Wigry. I was invited as a special guest to the Traveller’s Festival on the
Wigry Lake. I accepted the invitation because it also gave me a chance to
see an unknown and distant corner of Poland. As it turned out – it is very
charming:
W pierwszych dniach sierpnia 2021 wyruszyłem w długą
samochodową trasę prowadzącą na północno – wschodni kraniec Polski – nad
piękne jezioro Wigry. Zaproszono mnie jako specjalnego gościa na Festiwal
Podróżniczy nad Wigrami. Przyjąłem zaproszenie, bo dawało mi także szansę
zobaczenia nieznanego i odległego zakątka Polski. Jak się zresztą okazało – bardzo
urokliwego:

The festival was held at the Wigry Museum, built on the lake shore. The
conditions for the speakers were great. My presentation was met with great
interest. Just like my book. But the absolute novelty was the travelers’
breakfast offered by the organizers (applause for Mrs. Dominika and her
mother!) The next morning: the speakers had the opportunity to taste
regional dishes… I have never experienced such hospitality as a speaker
before…
Festiwal odbywał się w Muzeum Wigier, zbudowanym na brzegu jeziora. Warunki
dla prelegentów były świetne. Moje wystąpienie spotkało się z dużym
zainteresowaniem. Podobnie jak moja książka. Ale absolutnym novum było
śniadanie podróżników zaoferowane przez organizatorów (brawa dla pani
Dominiki i jej mamy!) Następnego poranka prelegenci mieli okazję degustacji
regionalnych potraw. Nigdy jeszcze jako prelegent nie spotkałem się z taką
gościnnością…

On the peninsula on the other side of the lake there is the former
Camaldolese monastery. It is the main tourist attraction in this area. Of
course, I couldn’t help but visit such an interesting place:
Na pólwyspie po drugiej stronie jeziora wznosi się dawny klasztor Kamedułów.
To główna atrakcja turystyczna w tej okolicy. Nie mogłem oczywiście nie
skorzystać z szansy odwiedzenia tak ciekawego miejsca:

The fortified monastery, built in 17th century seems even more impressive up
close. The weather was not very good there, but the view is still
impressive. This lonely tower on the right is a clock tower which you can
enter for a fee to admire the panorama of the area:
Obwarowany klasztor, zbudowany w XVII wieku z bliska wydaje się jeszcze
bardziej imponujacy. Trafiłem tam na niezbyt dobrą pogodę, ale i tak ten
widok robi wrażenie. Ta samotna wieża po prawej to wieża zegarowa na którą
za opłatą można wejść by podziwiać panoramę okolicy:

The former
monastery, hidden among forests and lakes, has been carefully restored. Only
monks with strict rules are missing here. Today, with the exception of the
active church, the monastery in Wigry is rather a museum object. A small,
closed courtyard with Camaldolese hermitages looks interesting. For a fee,
you can spend the night there:
Dawny klasztor, ukryty wśród lasów i jezior został starannie odrestaurowany.
Tylko zakonników o surowej regule tu brak. Dziś z wyjątkiem czynnego
kościoła klasztor w Wigrach jest raczej obiektem muzealnym. Ciekawie
prezentuje się niewielki, zamknięty dziedziniec z pustelniami Kamedułów.
Przebywał tu jan Paweł II. Za opłatą można w nich przenocować:

The monastic church has an exceptionally original and beautiful, gilded
altar. I was there on the Sundays when mass was being said there, and I
could only afford one discreet photo:
Klasztorny kościół ma wyjątkowo oryginalny i piękny, złocony ołtarz. Byłem
tam w niedziele, gdy odprawiano tam mszę i mogłem sobie pozwolić na tylko
jedno dyskretne zdjęcie:

The way back home was again over 400 kilometers of driving – and, in
addition, with some adventures. On the way, I stopped in Lidzbark Warmiński
to remember what the local castle looks like, which I once saw during a
school trip:
Droga powrotna to było znowu ponad 400 kilometrów jazdy – i w dodatku
z przygodami. Po drodze zatrzymałem się jeszcze w Lidzbarku Warmińskim, by
przypomnieć sobie jak wygląda tamtejszy zamek, który oglądałem kiedyś
podczas szkolnej wycieczki:

As every year, I spent the summer 2021 in my Wojtkówka,
among greenery and flowers, doing the necessary maintenance works for the
cottage. Because Wojtkówka (although it may not look that much) is already
36 years old and I would like it to continue to look so beautiful.
Jak co roku spędziłem 2021 lato w mojej Wojtkówce, wśród
zieleni i kwiatów, wykonując przy okazji niezbędne prace konserwatorskie
domku. Bo Wojtkówka (choć może na tyle nie wygląda) ma już 36 lat i
chciałbym, aby dalej tak pięknie wyglądała. Wieczorami słuchałem dobrej
muzyki, przygotowywałem projekty kolejnych wypraw w świat…

W porze zbioru czereśni do Wojtkówki zawitały moje wnuki z Norwegii (na
zdjęciu obok) i z Polski, by pomóc mi zrywać te powszechnie lubiane owoce.
Wszystkim bardzo smakowały, a było ich tyle, że wszyscy zabrali spore ilości
do domu i jeszcze można było poczęstować sąsiadów…
During the cherry picking season, Wojtkówka was visited by my grandchildren
from Norway (pictured here) and Poland to help me pick these delicious
fruits. They all liked it very much, and there were so many of them that
everyone took a lot of sweet cherries home and I could also treat my
neighbors…

The turn of July and August is the season of vegetable harvesting. And let
me tell you, there’s a lot to collect this year. Every day I cook myself a
cauliflower brought straight from the flower bed. Kohlrabi has grown so
large that I am not able to eat such a specimen in one day:
Przełom lipca i sierpnia to już pora zbioru warzyw. I powiem wam, że jest w
tym roku co zbierać. Codziennie gotuję sobie kalafiora przyniesionego prosto
z grządki. Najlepiej smakuje mi z masłem… Kalarepki urosły takie duże, że
nie jestem w stanie zjeść takiego okazu w jeden dzień:

It was the sixth trip of the year 2021. In Septembar
2921 via Turkey I
reached Kurdistan – an autonomous region in Northern Iraq, where the Kurds
have a substitute for their own independent state. They fought for
independence for hundreds of years… I wanted to see what life is like
there and what they are like, these Kurds.
Here is the map. The lonely trip began with a
charter flight from Gdańsk straight to Antalya, Turkey. I have been to this
city many years ago. Today it looks much more interesting. My favorite place
is the old port:
To była już szósta podróż roku 2021. We wrześniu 2021
dotarłem przez
Turcję do Kurdystanu – autonomicznego regionu w Północnym Iraku, gdzie
Kurdowie mają namiastkę własnego, niepodległego państwa. Walczyli o
niepodległość przez setki lat… Chciałem zobaczyć jak wygląda tam życie i jacy oni
są, ci Kurdowie. Tu mapka. Samotna wyprawa rozpoczęła się od lotu czarterowym samolotem z Gdańska
prosto do tureckiej Antalyi. Byłem w tym mieście wiele lat temu. Dziś
wygląda ono o wiele ciekawiej. Moim ulubionym miejscem jest stary port:

I am fascinated by waterfalls. So I used the day of waiting for the next
flight for a trip to Lower Duden Waterfall. It is so unusual. that the water
from the threshold here falls straight into the sea. I saw the last such
waterfall in California. I
reached it using city bus KL08. Unfortunately, the location of the waterfall
means that it can only be viewed in profile:
Fascynują mnie
wodospady. Wiec dzień oczekiwania na następny lot wykorzystałem na wycieczkę do wodospadu
Lower Duden Waterfall. Jest on o tyle niezwykły. że woda z progu spada tu
wprost do morza. Ostatni taki wodospad oglądałem w
Kalifornii. Dojechałem do niego
miejskim autobusem KL08. Niestety usytuowanie wodospadu sprawia, że można go
ogladać tylko z profilu:

The next day, after a two-hour flight over the desert areas of Eastern
Turkey, I landed in Erbil – the capital of the Autonomous Region of
Kurdistan. It was a completely different world! There was a prayer rug in
the hotel room, but no towel! And in the local bazaar, in numerous open
stalls, there were whole pyramids of banknotes and no one stole them.
Recently I saw such a view in Somalia:
Następnego
dnia, po dwóch godzinach lotu nad pustynnymi terenami Wschodniej Turcji
wylądowałem w Erbilu – stolicy Autonomicznego Regionu Kurdystanu. To był
zupełnie inny świat! W pokoju hotelowym był dywanik do modlitwy, ale nie
było ręcznika! A na miejscowym bazarze w licznych otwartych kramach leżały
całe piramidy banknotów i nikt ich nie kradł. Ostatnio taki widok ogladałem
w Somalii:

In the labyrinth of alleys of the indoor bazaar, you can of course find
hundreds of normal stalls with food, clothes, household goods … The bazaar
in Erbil is lively and very authentic – because there are no tourists here,
no one bothers you and no one persuades you to buy:
W labiryncie uliczek krytego
bazaru można oczywiście znaleźć także setki normalnych kramów z żywnością,
odzieżą, artykułami gospodarstwa domowego… Bazar w Erbilu jest
ruchliwy i bardzo autentyczny – bo nie ma tu turystów, nikt nie zaczepia i
nikt nie namawia do kupna:

In the central point of Erbil, on a hill, a citadel was built in ancient
times, it is included now in the UNESCO World Heritage List. From the
outside, the castle looks very impressive. Unfortunately, I found the gate
closed. It turned out that behind the walls of the citadel, shooting for the
film is taking place and no one is allowed in. It was useless to convince
the armed guards – they refused to let me in. What a bad luck!
W centralnym
punkcie Erbilu, na wzgórzu zbudowano już w starożytnych czasach cytadelę,
umieszczoną przez UNESCO na liście Światowego Dziedzictwa. Z zewnątrz
zamczysko prezentuje się bardzo okazale. Niestety bramę zastałem zamkniętą.
Okazało się, że za murami cytadeli są właśnie prowadzone zdjęcia do filmu i
nikogo postronnego nie wpuszczają. Na nic się zdało przekonywanie
uzbrojonych strażników – nie chcieli mnie wpuścić. A to pech!

When I was in front of the citadel for the first time it was a weekday and
the fountains in the square near the walls were not working. Came here for
the second time on Friday. It was worth it! The place looked completely
different in the frame of the water jets. The pleasure of being here came
not only from the views. It was pleasant to sit among the water curtains in
the heat of 38 degrees Celsius, in the particles of water-borne dust carried
by the wind:
Kiedy byłem pod cytadela po raz
pierwszy był powszedni dzień i fontanny na skwerze pod murami nie działały.
Po raz drugi przyszedłem tutaj w piątek. Było warto! W oprawie strumieni
wody miejsce to wyglądało zupełnie inaczej. Przyjemność przebywania tutaj
wynikała nie tylko z widoków. Przyjemnie było w 38-stopniowym upale siedzieć
wśród wodnych kurtyn, w drobinkach wodnego pyłu, niesionego przez wiatr.
Miejscowi też to wiedzą i często tu przesiadują:


W świąteczny
piątek na placu pojawiają się wędrowni przekupnie. Wśród nich rzucał się w
oczy sprzedawca kawy i innych napojów. Jego oryginalny strój i ozdoby
zbiornika na wodę, który nosi na plecach sprawiają, że nie tylko cudzoziemcy
chętnie się z nim fotografują. Takich jegomościów widziałem ostatnio na
słynnym placu Dżemaa el Fna w Marrakeszu 🙂
Wandering vendors appear in the square on holiday Friday. The most prominent
among them was a vendor of coffee and other drinks. His original outfit and
decorations of the water tank, which they wear on their backs, make not only
foreigners willing to take pictures with them. I have seen such gentlemen
recently in the famous Jemaa el Fna square in Marrakesh 🙂
On the slope of the castle hill, below the main gate, you will find the
famous Maczko (Machko) chajchana. From its terrace on the first floor opens
the most interesting view of the city: the square, fountains and the mosque.
You can drink tea here till late hours and watch life happen one step away
from you:
Na zboczu
zamkowego wzgórza, poniżej głównej bramy znajdziecie słynną czajchanę Maczko
(Machko). Z jej tarasu na pierwszym piętrze otwiera się najciekawszy widok
na miasto: plac, fontanny i meczet. Do późnych godzin można tu popijać
herbatę i obserwować życie, które dzieje się o krok od was:

In the alley in front of the mosque, they sell devotional items – including
Muslim rosaries with 101 or 201 beads. Nobody pays attention to a lonely
foreigner taking pictures. But there are such Islamic countries where in a
similar situation they would have chased me out long ago:
W alejce przed meczetem sprzedają
dewocjonalia – między innymi muzułmańskie różańce, mające po 101 lub 201
paciorków. Na samotnego cudzoziemca robiącego zdjęcia nikt nie zwraca tu
uwagi. A są przecież takie islamskie kraje, gdzie w podobnej sytuacji dawno
by mnie przepędzili:

The next day was Friday – a festive day in Muslim countries when everything
freezes. I was surprised to hear from the receptionist that there is an
animal market in Erbil on Friday mornings, in a closed section of one of the
main streets. It happened 100 meters from my hotel “Janet Bludan”. I went
there and look what I saw:
Następnego dnia był piątek – w
krajach muzułmańskich świąteczny dzień, gdy wszystko zamiera. Byłem
zaskoczony wiadomością od recepcjonisty, że w piątkowe poranki w Erbilu, na zamkniętym odcinku
jednej z głównych ulic odbywa się targ zwierząt. To działo się 100 metrów od
mojego hoteliku “Janet Bludan”. Poszedłem i popatrzcie, co zobaczyłem:

There were only men in this crowd! And the poor animals that waited for
their fate in the heat, on the hot asphalt. I had the opportunity to watch
life in Kurdish style.
W tym tłumie byli wyłącznie
mężczyźni! No i biedne zwierzęta, które w upale, na nagrzanym asfalcie
czekały na swój los. Miałem okazję podglądać życie po kurdyjsku.

I was not ashamed to talk to people and start a conversation as soon as it
turned out that they knew English. There were also opportunities for joint
photos. The national costume of Kurds is a garment resembling a jumpsuit, in
the lower part it is loose hemlock and is tied with a belt of the same color.
This is complemented by the curl in shades of black and white:
Nie wstydziłem się zaczepiać
ludzi i nawiązywać rozmowę, gdy tylko okazywało się, że znają angielski.
Były też okazje do wspólnych zdjęć. Narodowym strojem Kurdów jest szata
przypominająca kombinezon, w dolnej części będąca luźnymi szarawarami i
przepasana pasem w tym samym kolorze. Uzupełnia to zawój w odcieniach czerni
i bieli:


Po godzinie uciekłem od
bazarowego gwaru, zmierzając pieszo do największego meczetu w Erbilu. Na
szczęście nie było daleko! Jalil Khiat Mosque został wybudowany naprzeciw
centrum handlowego Royal Mall.
Then I was
walking to Jalil Khiat Mosque – the biggest in Erbil:
Before entering, of course, I had to leave my sandals. Entering the
interior, I was given a sheet of A2 paper and I was reminded with a gesture
to put on a mask. This is a sign of the times: when praying in a mosque, one
kneels not as before on a carpet, but on a sheet of paper! The interior of
the mosque is very beautifully decorated:
Przed wejściem musiałem
oczywiście zostawić sandały. Wchodząc do wnętrza dostałem od strażników
arkusz papieru formatu A2 i przypomniano mi gestem o konieczności założenia
maseczki. To znak czasu: podczas modlitwy w meczecie klęczy się nie jak
kiedyś na dywanie, ale na arkuszu papieru! Wnętrze meczetu jest bardzo
pięknie zdobione:


When the interior began to get crowded before noon, I had to leave
discreetly so as not to be recognized as unfaithful during collective prayer
…
Gdy przed dwunastą we wnętrzu
zaczęło robić się tłoczno musiałem dyskretnie wyjść, by podczas zbiorowej
modlitwy nie zostać rozpoznanym jako niewierny…
After a few days in the capital of Iraqi Kurdistan, I set off by car to the
provinces to get to know the monuments and natural attractions of the
country. Already several kilometers north of Erbil, I photographed a lovely
little castle built on a desert hill. However, the gate was closed. So far,
tourists come here extremely rarely:
Po kilku
dniach pobytu w stolicy irackiego Kurdystanu wyruszyłem samochodem na
prowincję, bu poznać zabytki i przyrodnicze atrakcje kraju. Już kilkanaście
kilometrów na północ od Erbilu fotografowałem zgrabny zameczek wzniesiony na
pustynnym wzgórzu. Brama była jednak zamknięta. Na razie turyści pojawiają
się tu niesłychanie rzadko:

The first foray outside the capital was the interesting Rawanduz gorge,
located near the city of Soran. Already during the journey to the place I
stopped many times to photograph the spectacular scenery of the surrounding
dry
mountains. The road that winds its way at the bottom of the gorge is called
the Hamilton Road, but I was standing high above it:
Celem
pierwszego wypadu poza stolicę był ciekawy wąwóz Rawanduz, położony w pobliżu
miasta Soran. Już podczas dojazdu na miejsce zatrzymywałem się wielokrotnie,
by fotografować efektowną scenerię otaczających mnie, suchych gór. Droga
wijąca się na dnie wąwozu nazywa się Hamilton Road, ale ja stałem wysoko
ponad nią:

The Rawanduz Gorge is worth its fame. The photo below was taken from the
bridge over the gorge entrance. Unfortunately, so far no trails have been
marked out here, no maps, no information boards, and a trip into the gorge
requires the involvement of a local guide (and solid shoes). Most visitors
stop at peering into the gorge of the ravine from the cliffs on the right,
where the settlement lies:
Wąwóz Rawanduz wart jest swojej
sławy. Zdjęcie poniżej zostało zrobione z mostu przerzuconego przy wejściu
do wąwozu. Niestety jak dotąd nie wytyczono tu żadnych szlaków, brak map,
tablic informacyjnych, a wyprawa w głąb wąwozu wymaga zaangażowania lokalnego
przewodnika (i solidnych butów). Większość odwiedzających poprzestaje na
zaglądaniu do czeluści wąwozu z urwisk po prawej stronie, gdzie leży osada:


W odległości kwadransa jazdy od
tego malowniczego wąwozu znajdziecie bardzo popularny wśród miejscowych i
dobrze opisany na drogowskazach wodospad Gali Ali Bag. Ma jakieś 15 metrów
wysokości. Położony jest wśród gór, w malowniczej scenerii, ale niestety
zamieniony został na turystyczny kombinat, przez który przewalają się setki
osób. Za wstęp pobierają 1000 irackich dinarów – mniej niż dolara. Potem,
aby zbliżyć się do wodospadu trzeba obowiązkowo zdjąć buty i skarpetki i
brodzić chodnikiem w płytkiej wodzie. W zamyśle ma to być dodatkowa atrakcja
dla miejscowych mieszkających w tym suchym i gorącym kraju. Wokół sklepiki,
herbaciarnie i restauracje. Pod wodospadem jest 20-metrowe jeziorko, po
którym pływają w gumowych łódkach…
Within a quarter of an hour’s drive from this picturesque gorge you will
find the Gali Ali Bag waterfall, very popular with the locals and well
described on the signs. It’s about 15 meters high. It is situated among the
mountains, in a picturesque scenery, but unfortunately it has been turned
into a tourist complex through which hundreds of people pass by. They charge
1,000 Iraqi dinars for admission – less than a dollar. Then, to get closer
to the waterfall, you must take off your shoes and socks and wade in shallow
water along the pavement. It is intended to be an additional attraction for
locals living in this dry and hot country. Around there are shops, tea rooms
and restaurants. There is a 20-meter wide lake under the waterfall, on which
they sail in the rubber boats…

The next day, I set off by car along the peripheral roads towards the
Turkish border. On the way, I stopped many times at military and police
posts. Usually the soldiers just waved their hands: -Go on! During the few
days of exploration, I was only asked once to show my passport. The car’s
air conditioning didn’t work, so we drove with the windows open and hot air
blowing like from a stove. The wonderful landscapes of Kurdistan were the
reward for the difficult conditions:
Następnego dnia wyruszyłem
samochodem peryferyjnymi drogami w kierunku tureckiej granicy. Po drodze
wielokrotnie przystawałem przy posterunkach wojskowych i policyjnych.
Zazwyczaj żołnierze tylko machali reką: -Jechać dalej! W ciągu kilku
dni eksploracji tylko jeden raz poproszono mnie o pokazanie paszportu. W
samochodzie nie działała klimatyzacja, więc jechaliśmy z otwartymi oknami
przez które buchało powietrze gorące jak z pieca. Nagrodą za trudne warunki
były wspaniałe krajobrazy Kurdystanu:

I have experienced surprises in Kurdistan. One of them is an elegant hotel
that I saw over a wide lagoon in complete desolation, several kilometers
before the village of Barzan. Even a high-pitched fountain was built here.
There are no foreign tourists in this complex, but wedding receptions of
wealthy Kurds are held here:
Zdarzało mi
się przeżywać w Kurdystanie zaskoczenia. Jedno z nich to elegancki hotel
który zobaczyłem nad szerokim zalewem w zupełnym pustkowiu, kilkanaście
kilometrów przed miejscowością Barzan. Zbudowano tu nawet nawet tryskającą
wysoko fontannę. Zagranicznych turystów brak, ale odbywają się tu przyjęcia
weselne zamożnych Kurdów:

Later that same day, in the evening, I reached the old town of Amadija (they
also use the name Amedi). Since ancient times, there has been a defensive
settlement here, located on a characteristic, flat-cut hill:
Jeszcze tego samego dnia pod
wieczór dotarłem do starego miasta Amadija (używają też nazwy Amedi).
Od czasów starożytnych była tu osada obronna, zlokalizowana na
charakterystycznym, płasko ściętym wzgórzu:


Bahdinan
W starej
Amadiji znajdziecie meczet z wysokim minaretem, gdzie o dziwo przyjmują
ubogich backpackersów na bezpłatny nocleg (w miasteczku nie ma hostelu). Ale
najciekawszym zabytkiem jest Brama Bahdinan w murach obronnych. Nie jest
łatwo ją odnaleźć, bo brak drogowskazów. Pomógł mi sympatyczny starszy Kurd, z którym
potem zrobiłem sobie pamiątkowe zdjęcie:

In the old Amadija you will find a mosque with a high minaret, where,
surprisingly, they accept poor backpackers for free accommodation (there is
no hostel in the town). But the most interesting monument is the Bahdinan
Gate in the ramparts. It is not easy to find because there are no signposts.
An older, nice Kurd helped me, with whom I took a souvenir photo above.
From the town to the gate you go down a stone staircase. In the frame of the
portal, a beautiful view of the surrounding area opens – like in the photo
above. Today only pedestrians walk on the jagged and slippery stone steps of
the gate.
Z miasteczka
do bramy schodzi się w dół przez kamienną klatkę schodową. W obramowaniu
portalu otwiera się piękny widok na okolicę – taki jak na zdjęciu powyżej.
Po poszczerbionych i wyślizganych kamiennych stopniach bramy dzisiaj chodzą
już tylko piesi.

From Amadija, where I spent the night it is already close (one hour drive)
to the third largest city in Kurdistan – Duhok. Apart from the attractive
location at the foot of a mountain range of pastel color, there is nothing
particularly interesting in Duhok. The city is located on an important
communication route, not far from the border crossing with Turkey:
Z Amadiji, gdzie spędziłem noc
jest już blisko (godzina jazdy) do trzeciego co do wielkości miasta
Kurdystanu – Duhoku. Poza atrakcyjnym położeniem u stóp górskiego pasma
pastelowego koloru nie ma w Duhoku nic szczególnie ciekawego. Miasto leży na
ważnym szlaku komunikacyjnym, niedaleko od przejścia granicznego z Turcją:

In Duhok, by the highway, I found a nice park, and in it, under the waving
great Kurdistan flag, a monument to the legendary Kurdish leader Mustafa
Barzani. The oversized figure sits on a rock with a rifle and binoculars in
his hands. Barzani has been dead since 1979, but he is a national hero of
the Kurds:
W Duhoku, przy przelotowej szosie
znalazłem ładny park, a w nim pod powiewającą wielką flagą Kurdystanu pomnik
legendarnego przywódcy Kurdów Mustafy Barzaniego. Ponadnaturalnej wielkości
postać siedzi na skale z karabinem i lornetką w dłoniach. Barzani nie żyje
od 1979 roku, ale jest narodowym bohaterem Kurdów:

The main road, or rather the highway from Duhok to Erbil, has a good surface,
but driving this route is very tedious – flat on both sides: alternately you
see sun-lit desert and irrigated farmland. You have to deviate from this
route some 20 kilometers to the north to find yourself at the foot of the
mountains again. And this is where the picturesque town of Akre is located,
considered to be one of the most beautifully situated in Kurdistan:
Główna szosa,
a właściwie autostrada z Duhoku do Erbilu ma dobrą nawierzchnię, ale jazda
tą trasą jest bardzo nużąca – po obu stronach płasko: na zmianę rozpalona
słońcem pustynia i nawadniane pola uprawne. Było bardzo gorąco pokonywać tę
trasę w środku dnia! Trzeba zboczyć z tej trasy jakieś 20 kilometrów na
północ, by ponownie znaleźć się u stóp gór. I tam właśnie leży malownicze
miasteczko Akre, uważane za jedno z najpiękniej położonych w Kurdystanie:


Następnego dnia wyruszyłem
publicznym minibusem (wielkie autobusy na międzymiastowych trasach tu nie
kursują) z Erbilu do Suleimaniji – drugiego miasta Kurdystanu, powszechnie
uważanego za kulturalną stolicę regionu. Nie było łatwo odnaleźć w Erbilu
wiatę nazywaną szumnie terminalem. Rozkład jazdy nie istnieje. Czekałem
blisko godzinę, zanim wóz się całkowicie zapełnił i dopiero wtedy, po
zebraniu od wszystkich po 10000 dinarów (biletów się nie wydaje) ruszyliśmy
w trasę! 🙂
The next day I set off by public minibus (big buses on intercity routes do
not run here) from Erbil to Suleimanija – the second city of Kurdistan,
widely regarded as the cultural capital of the region. It was not easy to
find a shelter in Erbil called the noisy “terminal”. The timetable does not
exist. I waited almost an hour for the car to fill up completely and only
then, after collecting 10,000 dinars from everyone (tickets are not issued),
we started! 🙂
Such a joint riding with the locals is an opportunity to get to know each
other and satisfy the curiosity of both parties. Everyone knows each other
soon. At a stopover at the chaikhana somewhere in the middle of the route,
the neighbors invited me to the table – for tea and a flat bread dipped in
thick yogurt:
Taka wspólna jazda z miejscowymi
to okazja do wzajemnego poznania się i zaspokojenia ciekawości obu stron.
Wkrótce wszyscy się znają. Znajduje się ktoś znający angielski i pomaga w
kolsko – kurdyjskim komunikowaniu się. Na postoju przy czajchanie gdzieś w
środku trasy sąsiedzi zaprosili mnie do stołu – na herbatę (siorbaną ze
spodeczka) i chlebowy placek maczany w gęstym jogurcie:

Kurdish women rarely travel unattended by their family men. But I was
extremely lucky; this mother and daughter belonged to the small group of the
educated and liberated. And thanks to this, I can show you how beautiful the
women are in this country:
Kurdyjki rzadko podróżują bez
opieki mężczyzn ze swojej rodziny. Ale miałem niezwykłe szczęście; ta mama z
córką należała do nielicznej grupy wykształconych i wyzwolonych. I dzięki
temu mogę wam pokazać jak piękne są kobiety w tym kraju:

From the shed called the terminal to the city center I took a taxi for 2.5
dollars – there was no other option! Suleimanija turned out to be the
Kurdish city that turned out to be the most vulnerable to Western influence.
Although it has desert hills in the background, it also impresses with
modern skyscrapers, the elegance of shops and the relative moral freedom of
people:
Z wiaty
nazywanej terminalem do centrum jechałem taksówką za 2,5 dolara – innej
opcji nie było! Suleimanija okazała się tym kurdyjskim miastem, które
okazało się najbardziej podatne na zachodnie wpływy. Choć w tle ma pustynne
wzgórza, to jednocześnie imponuje nowoczesnymi wieżowcami, elegancją sklepów
i względną obyczajową swobodą ludzi:

But today’s Suleimanija is also a city of contrasts. I stayed in a decent
**** hotel located in front of a traditional bakery that is open all the
time. This is where they baked non – flat bread cakes. They were sold by
pieces: 8 pies for 1,000 dinars. $ 1 was worth 1500 dinars:
Ale dzisiejsza Suleimanija to
także miasto kontrastów. Zamieszkałem w całkiem przyzwoitym hotelu kategorii
**** zbudowanym naprzeciw czynnej na okrągło tradycyjnej piekarni. To tutaj
brodaci mężczyźni wypiekali non – chlebowe placki. Sprzedawano je na sztuki:
8 placków za 1000 dinarów. 1 dolar wart był 1500 dinarów:
I lived on the edge of a busy and crowded bazaar where literally everything
was traded. But I was primarily interested in people. For example, such
Suleimani elegant women painted like in Paris… Only the traditional scarf
testified to their belonging to the local community:
Mieszkałem na skraju ruchliwego i
tłocznego bazaru na którym handlowano dosłownie wszystkim. Ale mnie
interesowali przede wszystkim ludzie. Na przykład takie sulejmanijskie
elegantki wymalowane jak w Paryżu… Tylko tradycyjna chusta świadczyła o
ich przynależności do tutejszej społeczności:

The main mosque (left photo) was very close. This resulted in the necessity
to listen to the call for prayer played from the minarets – also in the late
evening and early morning.
Every day I met older men in traditional Kurdish costumes. They gave the
street a specific color. Here, for example, the grandfather who just picked
up his granddaughter from school:
Główny meczet (zdjęcie po lewej)
był bardzo blisko. Skutkowało to koniecznością słuchania odtwarzanego z
minaretów nawoływania do modlitwy – także późnym wieczorem i wczesnym
rankiem. Codziennie spotykałem starszych mężczyzn w tradycyjnych kurdyjskich
strojach. Nadawali oni ulicy specyficzny koloryt. Tu na przykład dziadek,
który odebrał właśnie ze szkoły swoją wnuczkę:


Fruit was also traded at the bazaar. Can you read the price of these
grenades? These are Arabic numbers, because the Kurds have their own
language, but they use the alphabet and Arabic numerals… 500 dinars per
kilogram, or 3 kilograms of fruit for one dollar! Very good price, but how
much to pick and spit out tiny stones afterwards! I definitely prefer apples
from my Wojtkówka! 🙂
Na bazarze
handlowano także owocami. Tu zauważalne były także kobiety. Potraficie
odczytać cenę tych granatów? To arabskie cyfry, bo Kurdowie mają wprawdzie
swój własny język, ale używają alfabetu i cyfr arabskich… 500 dinarów za
kilogram, czyli 3 kilogramy owoców za dolara! Bardzo dobra cena, tylko
ileż to dłubania i potem wypluwania drobnych pestek! Zdecydowanie wolę
jabłka z mojej Wojtkówki! 🙂
I found a quarter in the bazaar where these traditional clothes were traded.
It was hard for me to resist the temptation to try on at least a typical
Kurdish knack. It differs from the Arabian ones: it consists of a small cap
and the actual curl that wraps around the cap. The seller helped me try on
both elements (he wanted 13,000 for them).
Odnalazłem na bazarze kwartał,
gdzie handlowano tymi tradycyjnymi strojami. Trudno mi było oprzeć się
pokusie przymierzenia chociaż typowego Kurdyjskiego zawoju. Różni się on od
arabskich: składa się z małej czapeczki i właściwego zawoju, który owija się
wokół czapeczki. Sprzedawca pomógł mi przymierzyć oba elementy (chciał za
nie 13.000) No i popatrzcie, co z tego wyszło:


On my way back to the hotel, I always passed this lovely girl who sat on the
ground all day with a few pairs of socks. I must admit that I felt so sorry
for her. Were it not for the fact that it was the end of the trip and I was
running out of money, I would probably buy all these socks from her and
invite for ice cream…
Wracając do
hotelu zawsze przechodziłem obok tej ślicznej dziewczyny, siedzącej całymi
dniami na ziemi z kilkoma parami skarpetek. Wyznam wam, że strasznie mi jej
było żal. Gdyby nie to, że była to końcówka podróży i pieniądze mi się
kończyły, pewnie wykupiłbym od niej wszystkie te skarpetki i zaprosił na
lody… 🙂
Ludzie byli
dla mnie bardzo mili, ten pan na przykład pomógł mi znaleźć właściwe kramy
na bazarze, choć nie znał wcale angielskiego:


The axis of the 740000-people of Suleimaniya is the long Salim Street. This
is where the shiny skyscrapers are clustered, and in front of the entrance
to the park, men drink tea at the tables:
Osią 740-tysięcznej Sulejmaniji
jest długa ulica Salim. To tu skupione są błyszczące wieżowce, a przed
wejściem do parku mężczyźni popijają przy stolikach herbatę:

From Suleimanija I took a minibus straight to the airport in Erbil. Here was
an unforeseen problem: the airport administration requested a PCR test from
me. – After all, when I came to you, the vaccination certificate was enough
and you let me into your country! – I explained. But there was no further
discussion… Fortunately, the test was done while you wait and I flew away.
$ 30 (45,000 dinars) was requested for this. There were 39,500 dinars on the
receipt. On the plane, I realized that the test was probably not necessary.
It was necessary to generate profit for the staff…
Z Sulejmaniji pojechałem
minibusem wprost na lotnisko w Erbilu. Tu pojawił się nieprzewidziany
problem: administracja lotniska zażądała ode mnie testu PCR. -Przecież gdy
do was przyleciałem dowód szczepienia wystarczył i wpuściliście mnie do
waszego kraju! – tłumaczyłem. Dalszej dyskusji z nimi nie było… Na
szczęście okazało się, że test można wykonać na poczekaniu i odleciałem.
Zażądano ode mnie za to 30 USD (45000 dinarów). Na pokwitowaniu, które
otrzymałem wraz z wynikiem testu było 39.500 dinarów. W samolocie
zrozumiałem, że test pewnie nie był konieczny. Konieczne było wygenerowanie
zysku dla personelu…

I used one and a half day of waiting for a flight in Antalya, Turkey for
trips to interesting and unknown places – to the ancient city of Perge (photo
above), which can be reached by a backpacker from Antalya by tram, and to
the limestone terraces of Pamukkale (pictured below) – unfortunately you
have to buy a full day tour paying 45 euros – with lunch and entrance fee
included. It’s worth it!
Półtora dnia
oczekiwania na lot w tureckiej Antalii wykorzystałem na wycieczki do
ciekawych i nieznanych dotąd miejsc – do starożytnego miasta Perge (zdjęcie
powyżej) do którego tramp może dojechać z Antalii tramwajem (wstęp w Perge
kosztuje 60 lira) oraz do wapiennych tarasów Pamukkale (na zdjęciu poniżej)
– tu niestety trzeba wykupić całodzienną wycieczkę płacąc 45 euro – z
wliczonym lunchem i opłatą za wstęp. Warto!

I came back on a charter flight from Antalya straight to Gdańsk. It was a
very interesting journey down the uncharted trail. Kurdistan turned out to
be safe and welcoming. I recommend it to all those who like to wander away
from the tourist hordes!
Daily “hot” reports written in
English about where I am and what happened, as always, can be found in my travel
log.
Szczęśliwie wróciłem czarterowym
lotem z Antalii prosto do Gdańska. To była bardzo ciekawa podróż
nieprzetartym szlakiem. Kurdystan okazał się bezpieczny i gościnny. Polecam
go tym wszystkim, którzy lubią wędrować z dala od turystycznych hord!
Codzienne relacje z trasy pisane
“na gorąco” w języku angielskim o tym gdzie jestem i co się wydarzyło
znajdziecie jak zawsze w moim dzienniku
podróży.

Czy wszyscy
jesteśmy podróżnikami? Czy ktoś, kto połowę krajów świata
odwiedził jako uczestnik zorganizowanych wycieczek ma prawo uważać się za
podróżnika i eksponować swój “podróżniczy” dorobek?…
Artykuł Moniki Witkowskiej – wybitnej
polskiej podróżniczki, żeglarki i
alpinistki zainspirował mnie do zapisania także moich rozważań w tej
materii. Umieściłem je na stronie o klubach podróżników – znajdziecie ją “na
skróty” tutaj. Monikę (jest ona członkinią naszego
Klubu Siedmiu Kontynentów) znam od wielu lat, bardzo
ją cenię i podziwiam jej dokonania. W pełni podzielam jej poglądy, wyrażone
w artykule.

W
pierwszych dniach października 2021 odbył się w Gdyni Ogólnopolski
Festiwal Podróżniczy “Kolosy”. Na festiwalu prezentowałem
relację z Królestwa Tonga na Pacyfiku. Zostałem też wyróżniony:
za wieloletnią popularyzację taniego podróżowania po świecie
kapituła przyznała mi nagrodę “Wiecznie Młodzi”. Będzie
ona przeznaczona na realizację przyszłorocznej ekspedycji na
Antarktydę, podczas której mam nadzieję zobaczyć cesarskie
pingwiny.
In the first days of October 2021, the “Kolosy” Polish Travel
Festival was held in Gdynia. At the festival, I presented a
report from the Kingdom of Tonga in the Pacific. I was also
honored: for many years of popularizing budget traveling around
the world, the chapter awarded me with the “Eternally Young”
award. It will be used for next year’s expedition to Antarctica,
during which I hope to see the emperor penguins.

After the hardships and stresses of traveling through the hot Kurdistan, I deserve some relaxation. I found a cheap and interesting cruise on
board a large, white ship “Costa Deliziosa”. I started in October
2021 by plane via Warsaw to
Ljubljana, the capital of Slovenia. I like Ljubliana very much, because
every time I stay I find something interesting there. This time I was able
to photograph the panorama of the old town from the terrace of a pre-war
skyscraper. It is dominated by the silhouette of the castle:
Po trudach i stresach podróży przez gorący Kurdystan
należało mi się jakiś relaks. Znalazłem tani i ciekawy rejs na
pokładzie dużego, białego statku “Costa Deliziosa” i wyruszyłem w
październiku 2021. Najpierw samolotem przez
Warszawę do Lublany, stolicy Słowenii – miasta, które bardzo lubię, bo przy
każdym pobycie znajduje w nim coś ciekawego. Tym razem udało mi się
sfotografować panoramę starego miasta z tarasu przedwojennego wieżowca.
Dominuje w niej sylwetka zamku. Po lewej widać zielone wieże katedry i
różowe mury kościoła Św. Franciszka:

For the first time, I was able to see Ljubljana after dark, when
many of the old buildings are illuminated:
Po raz pierwszy mogłem oglądać Lublanę po zmroku, gdy wiele starych budowli
jest iluminowanych:

The next morning, I took the bus from Ljubljana to the port of
Trieste, where the cruise was starting. It’s only an hour and a half drive,
convenient on the road, but along the way, beautiful mountain views open up:
Następnego
poranka wyruszyłem autobusem z Lublany do portu w Trieście, gdzie
rozpoczynał się rejs. To tylko półtorej godziny jazdy, wygodną szosą, ale po
drodze otwierają się piękne górskie widoki. Bilet kosztował niecałe 10 euro:

In Trieste, I did not have time to explore the city: first of all, I
had to find my ship, which turned out to be not so easy thanks to the
Italians – the bad organizers. For unknown reasons it was moored this time
not in the city center, but at the distant pier 7. It took me 4 km to walk,
and then go back to Stazione Marittima by taxi. Because there they performed
free COVID tests, checked-in and only then took passengers to the ship.
Eventually, however, I found myself on the ship. Its interiors, as is the
case with Italians, were beautifully decorated:
W Trieście nie
miałem czasu na zwiedzanie miasta: musiałem przede wszystkim odnaleźć mój
statek, co dzięki Włochom – bałaganiarzom okazało się nie takie proste. Z
nieznanych powodów zacumowany był tym razem nie w centrum miasta, ale przy
odległym molo 7. Kosztowało to mnie 4 km marszu, a potem powrót do Stazione
Marittima taksówką. Bo tam wykonywali bezpłatne testy COVID, odprawiali i
dopiero potem odwozili na statek. W końcu jednak znalazłem się na statku.
Jego wnętrza, jak to u Włochów, były pięknie dekorowane:


From the upper deck, I could look at the southern part of the large
and very stretched port of Trieste:
Z górnego
pokładu mogłem popatrzeć na południową część dużego i bardzo rozciągniętego
portu w Trieście:

Due to the pandemic, I have not been sailing the seas for almost two
years, so I was really looking forward to new seascapes and meeting
interesting people. I knew that due to the still prevailing covid, there
would be difficulties, but I hoped that they could be minimized somehow.
Unfortunately, it turned out that it was not possible to get off the ship
individually in the ports. And on board, masks had to be worn in all common
areas.
Ze względu na pandemię nie pływałem po morzach już prawie dwa lata, więc
bardzo się cieszyłem na nowe morskie krajobrazy i spotkania z ciekawymi
ludźmi. Wiedziałem, że ze względu na wciąż panujący covid będą utrudnienia,
ale liczyłem na to, że da się je jakoś zminimalizować. Niestety, okazało
się, że w portach nie można było indywidualnie schodzić ze statku. A na
pokładzie we wszystkich wspólnych pomieszczeniach trzeba było nosić maski.

It was a week long cruise. You can see his route on the
map The international crew
tried their best to make our lives as pleasant as possible. They fed us very
well. Look at those orange and carrot flowers that adorned the restaurant.
Unfortunately, these new conditions did not resemble those from before the
pandemic. It was for example impossible to take a picture with the Italian
captain (you have him in the photo taken from the distance), and the artists
on the stage of the theater were dancing in masks …
To był
tygodniowy rejs. Jego trasę możecie obejrzeć na
mapce Międzynarodowa załoga
starała się jak mogła uprzyjemnić nam życie. Miałem sympatycznego stewarda –
Peruwiańczyka. Byłem trzy razy w jego kraju, więc było o czym rozmawiać.
Karmili nas bardzo dobrze. Popatrzcie na te kwiaty z pomarańcz i marchewek,
które zdobiły restaurację. Niestety te nowe warunki nie przypominały tych
sprzed pandemii. Nie można było zrobić sobie zdjęcia z włoskim kapitanem
(macie go na zdjęciu), a artyści na scenie teatru tańczyli w maskach…


The first port on our route was Katakolon in the Peloponnese, from
where buses took us to ancient Olympia. From the panoramic road leading
above the excavation site with a guide, we looked at the ruins placed on the
UNESCO World Heritage list:
Pierwszym portem na naszej trasie był Katakolon na Peloponezie, skąd
autobusy zabrały nas do starożytnej Olimpii. Byłem w tym miejscu w 1974
roku. Z panoramicznej drogi poprowadzonej powyżej terenu wykopalisk z
przewodnikiem oglądaliśmy ruiny umieszczone na liście World Heritage UNESCO:

From Katakolon we sailed to the Cyclades to moor on the most
beautiful and interesting island of this archipelago – Mykonos. The charm of
this island comes mainly from the architecture of white houses
scattered on the fawn slopes of the mountains. They are viewed in the blue
sea:
Z Katakolon popłynęliśmy na Cyklady, aby zacumować na najpiękniejszej i
najciekawszej wyspie tego archipelagu – Mykonos. Urok tej wyspy bierze się
głównie z architektury białych domów rozsianych na płowych zboczach
gór. Przeglądają się one w błękitnym morzu:

There are charming beaches scattered around the perimeter of the
island, but during my first stay I liked the capital of the island the most
– Chora with its maze of narrow streets and alleys, tiny churches.
Unfortunately, now it is a very touristic and expensive place with dozens of
jewelry stores that were not here in the past:
Na całym obwodzie wyspy rozsiane są urokliwe plaże, ale mnie już podczas
pierwszego pobytu najbardziej podobała się stolica wyspy – Chora z
labiryntem wąskich uliczek i zaułków, maleńkimi kościółkami. Niestety teraz
jest to bardzo turystyczne i drogie miejsce z dziesiątkami jubilerskich
sklepów, których niegdyś tu nie było. Nie widziałem też pelikanów, które
kiedyś były maskotkami wyspy:

Postcards from Mykonos often have a row of old windmills. The
sailcloth was unfastened on their propellers. Today, tourists take photos of
them:
Na pocztówkach z Mykonos często widnieje rząd starych wiatraków. Na ich
śmigach rozpinano żaglowe płótno. Dziś fotografują się przy nich turyści:

It is from the small hill on which the windmills stand that the most
beautiful view of the bay and the row of Hera houses, crammed on the rock
just above the water, opens up. Their wooden balconies are traditionally
painted blue. In the distance, on the other side of the bay, you can see our
ship moored in New Port. From there, large motorboats run to Hera charging 2
euros per person.
To właśnie z małego wzgórza, na którym stoją wiatraki otwiera się
najpiękniejszy widok na zatokę i rząd domków Chery, stłoczonych na skale tuż
nad wodą. Ich drewniane balkony
zgodnie z tradycją malowane są na niebiesko. W dali, po drugiej stronie
zatoki widać nasz statek, zacumowany w Nowym Porcie. Stamtąd do Chery
kursują duże motorówki pobierając za przejazd po 2 euro. W 1974 wysiadałem z
promu w Starym Porcie – tuż obok domków Chery:

From Mykonos, we took a course to the Ionian Islands and on the next
day we reached the port of Argostoli on the mountainous island of Kefallonia.
Narrow, breakneck roads run through its mountains, from which wonderful
views open – also to the neighboring Ithaca. We were supposed to experience
them during the afternoon trip:
Z Mykonos wzięliśmy kurs na Wyspy Jońskie i już następnego dnia zawinęliśmy
do portu Argostoli na górzystej wyspie Kefallonia. Przez jej góry
poprowadzono wąskie, karkołomne drogi, z których otwierają się wspaniałe
widoki – także na sąsiednią Itakę, ojczyznę Odyseusza, znaną wszystkim z
“Iliady” i “Odyssei”. Mieliśmy je poznać podczas popołudniowej wycieczki:

Argostoli lies in the depths of a narrow bay that must be rounded on
the way to the center of the island. In the distance you can see our lonely
ship moored at a small pier. There are no crowds of tourists on Kefallonia:
Argostoli leży w głębi wąskiej zatoki, którą trzeba okrążyć w drodze do
centrum wyspy. W dali widać nasz samotny statek zacumowany przy niewielkim
molo. Na Kefallonii nie ma tłumu turystów, choć jest tu także niewielkie
lotnisko:

The biggest tourist attraction of the island seems to be Lake
Melisani – formed by nature in a partially covered cave. A walkway pierced
in the rock leads down to the cave, where on the shore of the lake (160
meters long) there are small rowing boats, taking tourists for a 10-minute
ride inside the 24-meter high grotto. It was something new and interesting
for me. The entrance fee is 6 euros. It’s worth it!:
Największą turystyczną atrakcją wyspy wydaje się być Jezioro Melisani-
utworzone w przez naturę w częściowo odkrytej jaskimi. Przebitym w skale
chodnikiem schodzi sie w dół do jaskini, gdzie na brzegu jeziorka
(długiego na 160 metrów) czekają małe wiosłowe łódki, zabierające turystów
na 10-minutową przejażdżkę do wnętrza wysokiej na 24 metry groty. To było
dla mnie coś nowego i ciekawego. Za wstęp płaci się 6 euro. Warto!:

Along the west coast of Kefallonia stretches a high viewing road. It
opens up a view of, among others, Myrtos Beach (pictured below). This is one
of the most beautiful views in the Ionian Islands. Unfortunately, we didn’t
get here until the evening, when the lighting conditions were not the best.
I wish you to take better photos in this beautiful place:
Wzdłuż zachodniego wybrzeża Kefallonii ciągnie sie zawieszona wysoko
widokowa droga. Otwiera sie z niej widok między innymi na Plażę Myrtos (na
zdjęciu poniżej). To jeden z najpiękniejszych widoków na Wyspach Jońskich.
Niestety dotarliśmy tu dopiero wieczorem, kiedy warunki oświetleniowe nie
były najlepsze. Życzę Wam, abyście w tym pięknym miejscu mogli zrobić lepsze
zdjęcia:


Spóźniony powrót do portu pozwolił nam sfotografować nocną iluminację
naszego statku. Nie wiedzieliśmy jeszcze co nas czeka nocą… 🙂
Late return to the port allowed us to photograph the night
illumination of our ship. We did not know yet what awaits us at night… 🙂
The island of Corfu, to which we sailed from Kefallonia, is a bit
smaller, but more popular among tourists. At night, a storm warning came and
before the morning it gave us a good shake… And in the morning a downpour
started. Nevertheless, we went on a bus trip, visiting, among other things,
the Kanoni viewpoint. There, under the umbrella, I managed to take a photo
of the Vlacherna Monastery and Mouse Island:
Wyspa Korfu, na którą popłynęliśmy z Kefallonii jest już trochę mniejsza, za
to bardziej popularna wśród turystów. W nocy przyszło ostrzeżenie o sztormie
i nad ranem solidnie nami zahuśtało… A rano rozpoczęła się ulewa. Mimo to
pojechaliśmy na autobusową wycieczkę, odwiedzając między innymi punkt
widokowy Kanoni. Tam spod parasola udało mi się zrobić zdjęcie klasztoru
Vlacherna i Mysiej Wyspy:

The downpour turned the road to the Sissi Palace into a rushing
river and unfortunately we couldn’t get there. Instead, we were offered a
specer under umbrellas through the old quarter in the island’s capital. It
was situated between two Venetian strongholds. Here is one of them:
Mieliśmy udaną wizytę w zakładzie produkcji likierów. Ulewa zamieniła drogę
do pałacu Sissi w rwącą rzekę i niestety nie mogliśmy tam dojechać. Zamiast
tego zaproponowano nam spacer pod parasolami przez starą dzielnicę w stolicy
wyspy. Usadowiło się ono pomiędzy dwiema weneckimi warowniami. Oto jedna z
nich:

On the picture below you can see the fortress pictured from the ship.
I was sad to say goodbye to the rainy Corfu, I know that I will come back
one day to see this island in all its glory:
Na zdjęciu poniżej widać warownię fotografowaną ze statku. Ze smutkiem
żegnałem deszczowe Korfu, wiem, że jeszcze kiedyś tu wrócę, by zobaczyć tę
wyspę i jej zabytki w pełnej krasie:

Then there was a short stop in the Italian port of Bari, but because
I was there a year earlier in good weather (see description
here), I did not even go
ashore.
Fortunately, when we got back to Trieste, the sun returned and after
saying goodbye to the ship, I could get to know the city better. Its central
point is the wide Unita Italia square:
Potem był krótki postój we włoskim porcie Bari, ale ponieważ byłem tam rok
wcześniej przy dobrej pogodzie (tu
opis) to nawet nie schodziłem na ląd. Na szczęście, gdy dotarliśmy na
powrót do Triestu wróciło słońce i po pożegnaniu statku mogłem poznać bliżej
to miasto. Przecież to stąd wyruszał do Australii bohater moich dziecięcych
lektur Tomek Wilmowski! Centralnym punktem Triestu jest rozległy plac
Unita Italia:

Trieste, like Venice, has its Grand Canal. Of course, much shorter
and without a gondola. But on both sides of it you can admire beautifully
decorated palaces:
Triest, podobnie jak Wenecja ma swój Canale Grande. Oczywiście znacznie
krótszy i bez gondoli. Ale po jego obu stronach podziwiać można pięknie
zdobione pałace:

I was surprised by the Serbian Orthodox Church built on bank of the
canal (pictured below). In spite of the strong wind, almost all the coffee
tables overlooked the canal were occupied:
Zaskoczyła mnie zbudowana nad kanałem serbska cerkiew prawosławna (na
zdjęciu poniżej). Pomimo silnego wiatru niemal wszystkie kawiarniane stoliki
wystawione nad kanałem były zajęte:

In the square in front of the historic train station in Trieste, a
monument to Empress Sissi was erected, under which homeless people sleep.
From here I went by bus to Ljubljana and then by plane via Warsaw to Gdańsk:
Na skwerze naprzeciw historycznego dworca w Trieście postawiono pomnik
cesarzowej Sissi, pod którym śpią bezdomni. Stąd autobusem pojechałem do
Lublany i dalej samolotem przez Warszawę do Gdańska:

It was a short but nice trip to some new places. Nice also thanks to
the fact that I met many nice people on board the ship, let me mention only
Svietlana, with whom we went on excursions (pictured below right and the
waitress Marie from the Philippines. Thank you so much for all these
unforgettable moments together!
To była krótka, ale bardzo sympatyczna podróż do kilku nowych miejsc.
Sympatyczna również dzięki temu, że na pokładzie statku spotkałem wiele
miłych ludzi, że wspomnę tylko Svietlane, z którą jeździliśmy na wycieczki
(na zdjęciu poniżej i kelnerkę Marię z Filipin. Bardzo im wszystkim dziękuje
za te niezapomniane wspólne chwile! Oby kolejny rejs był jeszcze bardziej
udany!


Daily “hot” reports written
in English about where I am and what happened, as always, can be found in
my travel
log.
Codzienne
notatki z trasy pisane “na gorąco” w języku angielskim o tym gdzie jestem i
co się wydarzyło znajdziecie jak zawsze w moim dzienniku
podróży.
At the end of October 2022 I came back, very happy from Istanbul! It
was a short trip, but it was hard to resist the temptation to see an offer
of a 2.5-hour flight south for just 50 zlotys! So I flew straight from
Gdańsk to Burgas, Bulgaria, with the intention of continuing my trip by bus
to Istanbul. I was in this exotic city in 1973 – in the time
of black and white photography! It was not only an escape from the wet, cold
and gray
autumn season in Poland, but also a journey of memories – eighth
map.
Pod koniec października 2022 wróciłem, bardzo zadowolony ze Stambułu! To
była krótka podróż, ale trudno było oprzeć się pokusie, widząc ofertę
2,5-godzinnego lotu na południe za jedne 50 złotych! Poleciałem zatem z
Gdańska prosto do Burgas w Bułgarii z zamiarem kontynuowania podróży
autobusem do Stambułu. W tym egzotycznym mieście byłem w 1973 roku – w
czasach czarno-białej fotografii! To była nie tylko ucieczka od jesiennej
szarugi w Polsce, ale także podróż wspomnieniowa – ósma podróż 2021 roku.


Burgas ma piękny nadmorski park (na zdjęciu powyżej) z widokiem na Morze
Czarne. U wejścia do parku dzięki spotkanemu w tym mieście sympatycznemu
Polakowi – panu Pawłowi odnalazłem kamień upamiętniający pobyt w Burgas
naszego Adama Mickiewicza. Centralnym punktem miasta jest plac Troikata z
pomnikiem radzieckiego żołnierza – powszechnie nazywany Aloszą (zdjęcie
poniżej). Tu zaczyna się reprezentacyjny deptak Aleksandrovska, biegnący w
dół – do dworca.
Burgas Burgas has a beautiful seaside park (pictured above)
overlooking the Black Sea. At the entrance to the park, thanks to a nice
Pole I met in this city – Mr. Paweł, I found a stone commemorating
stay in Burgas of our poet Adam Mickiewicz. The focal point of the city is
Troikata Square with a monument to the Soviet soldier – commonly known as
Alyosha (photo below). This is where the representative Aleksandrovska
promenade begins, going down to the station.
I used my stay in Burgas for trips by local transport to two coastal
towns, founded by the Greeks before our era. The first of them was
picturesque Nessebar, situated on a small island connected by a causeway to
the mainland:
Pobyt w
Burgas wykorzystałem na wycieczki lokalnym transportem do dwóch nadmorskich
miasteczek, założonych przez Greków jeszcze przed naszą erą. Pierwszym z
nich był malowniczy Nesebyr, położony na małej wysepce połączonej groblą z
lądem stałym:

Numerous stone-and-brick churches built during the Byzantine rule
are the pride of the quiet streets of Nessebar. In October, the picturesque
town was completely empty and I was able to contemplate its beauty in peace:
Ozdobą zacisznych uliczek Neseberu są liczne cerkiewki z kamienia łączonego
z cegłą wzniesione w okresie bizantyjskiego panowania. W październiku
malownicze miasteczko było zupełnie puste i mogłem w spokoju kontemplować
jego urodę:

I found only few otthodox churches in Sozopol. However, there are
many traditional houses with stone ground floors and wooden upper floors.
Today they house shops, restaurants and guest houses. The picturesque town
also has nice beaches, attracting crowds of tourists in summer. During my
October stay it was empty here:
W Sozopolu znalazłem niewiele cerkiewek. Za to jest tu wiele tradycyjnych
domów z kamiennymi parterami i drewnianym pięterkiem. Dziś mieszczą one
sklepiki, restauracje i pensjonaty. Malownicze miasteczko ma też ładne
plaże, przyciągające latem tłumy turystów. Podczas mojego październikowego
pobytu było tu jednak pusto:

International bus drove by night. My second encounter with Istanbul (after 48 years) was before dawn.
A bus from Burgas (6 hours drive for € 25) arrived at the Istanbul terminal
before the morning. When I reached the city center by
subway and tram, it was
already dawn, but the illumination of the most important buildings was still
on. Paradoxically, I experienced moments of delight at night. Here is how
the famous Blue Mosque looked like:
Międzynarodowy
autobus jechał nocą.
Moje drugie (po 48 latach) spotkanie ze Stambułem wypadło przed świtem.
Autobus z Burgas (6 godzin jazdy za 25 euro) dotarł na terminal w Stambule
nad ranem. Gdy kolejno metrem i tramwajem dojechałem do centrum już świtało,
ale iluminacja najważniejszych budowli była jeszcze włączona. Paradoksalnie
właśnie dzięki temu zbiegowi okoliczności, nocą przeżyłem prawdziwe chwile zachwytu. Oto jak prezentował się słynny
Błękitny Meczet:

The next day, already during the day, it turned out that the Blue
Mosque was closed for general renovation – even one of its six minarets was
temporarily dismantled. Opposite him, Aya Sofia, a Byzantine temple that was
turned ages ago into a mosque, flaunted:
Następnego dnia, już za dnia okazało sie, że Błękitny Meczet zamknięty jest
na czas generalnego remontu – zdemontowano czasowo nawet jeden z jego
sześciu minaretów. Naprzeciwko niego pyszniła się Aya Sofia – bizantyjska
świątynia, którą kilka wieków temu zamieniono na meczet:

It was too early to get the room, booked in advance. So I left my
backpack at the front desk and headed out into the city. After half an hour
I was over the Golden Horn. I was going to take a ship along the Bosphorus –
a strait over 30 kilometers long, that separates Europe from Asia. I knew
that a cheap ship, serving as a ferry for the locals, only leaves this route
once a day – at 10.35, and the return trip costs only 25 Turkish Lira – less
than $ 3!
Było zbyt wcześnie, aby dostać zarezerwowany wcześniej pokój. Zostawiłem
więc plecak w recepcji i ruszyłem na miasto. Po pół godzinie byłem już nad
Złotym Rogiem. Zamierzałem popłynąć statkiem wzdłuż Bosforu – długiej na
ponad 30 kilometrów cieśniny, oddzielającej Europę od Azji. Wiedziałem, że
tani statek, pełniący dla miejscowych funkcję promu odpływa w taką trasę
tylko raz dziennie – o 10.35, a powrotny rejs kosztuje tylko 25 tureckich
lirów – mniej niż 3 dolary!

The ship “Istanbul 9” (pictured above) was freshly painted, but had
numerous dents on the hull. He probably remembered the last world war.
Before they started boarding, I had time to look at the Galata Bridge over
the Golden Horn and the stone Galata Tower, protruding above the buildings
on the other side of the bay:
Stateczek (na
zdjęciu powyżej) był świeżo pomalowany, ale na kadłubie miał liczne
wgniecenia. Pamiętał zapewne ostatnią wojnę światową. Zanim zaczęli
wpuszczać na pokład miałem jeszcze czas, by popatrzeć na Most Galata
przerzucony przez Złoty Róg i kamienna Wieżę Galata, wystającą ponad
zabudowę po tamtej stronie zatoki:

We left on time, surrounded by a herd of seagulls hunting for bread
thrown to them by tourists. Small ship began to swing in the gusts of wind.
Looking at the city from a distance, it was clear that quite a large number
of skyscrapers had grown up in it. This was the new face of the old Istanbul:
Odpłynęliśmy punktualnie, otoczeni stadem mew polujących na chleb, rzucany
im dla zabawy przez turystów. Małym statkiem w podmuchach wiatru zaczęło huśtać.
Patrząc z dystansu na miasto widać było, ze wyrosła w nim całkiem pokaźna
ilość wieżowców. To była nowa twarz starego Stambułu:

We docked on the European shore in the Galata district for a while
to pick up a group of tourists living in hotels on this side of the Golden
Horn. As we sailed further along the shore, I was able to photograph modern
office buildings erected above the bay:
Zacumowaliśmy na chwilę na europejskim brzegu, w dzielnicy Galata, by zabrać
grupę turystów mieszkających w hotelach po tej stronie Złotego Rogu. Są one
z reguły tańsze od tych wokół Aya Sofia i atopkapi. Gdy płynęliśmy dalej
wzdłuż brzegu mogłem fotografować wzniesione powyżej zatoki nowoczesne
biurowce:

When I was in Istanbul for the first time, there weren’t any bridges
on the Bosphorus. A whole fleet of ferries ran nonstop between the European
and Asian shores. I also got to Asia by ferry then. Today, the banks of the
strait are connected by three high bridges, and a tunnel has also been built.
Soon we were passing under the first of these bridges:
Kiedy po raz pierwszy byłem w Stambule na Bosforze nie było jeszcze żadnych
mostów. Między europejskim i azjatyckim brzegiem kursowała nonstop cała
flotylla promów. Ja też wtedy dostałem się do Azji promem. Dziś brzegi cieśniny
łączą trzy wysokie mosty, zbudowano też tunel. Wkrótce przepływaliśmy pod
pierwszym z tych mostów:

At the second bridge, the picturesque fortress Rumeli Hisari, built
in the 15th century on the orders of Sultan Mehmed II, attracts attention.
It was erected at the point where the Bosphorus is at its narrowest.
Together with the Anadolu Hisari fortress on the Asian shore, it was
supposed to control traffic in the strait, cutting off the besieged
Constantinople from the Black Sea:
Płynęliśmy
dalej, zabierając pasażerów z przystani po obu stronach cieśniny. Przy
drugim moście przyciąga uwagę malownicza twierdza Rumeli Hisari, zbudowana w
XV wieku na rozkaz sułtana Mehmeda II. Wzniesiono ją w tym miejscu, gdzie
Bosfor jest najwęższy. Razem ze zbudowaną naprzeciwko, na azjatyckim brzegu
twierdzą Anadolu Hisari miała kontrolować ruch w cieśninie, odcinając
oblegany Konstantynopol od Morza Czarnego:

After an hour and a half of sailing, I saw in front of the bow the
third bridge on the Bosphorus, and beyond it the endless Black Sea. Great
merchant ships passed easily beneath it:
Po półtorej godziny żeglugi zobaczyłem przed dziobem trzeci most na
Bosforze, a za nim bezkresne Morze Czarne. Przechodziły pod nim bez trudu
wielkie handlowe statki:

The entrance to the Bosphorus on this side was guarded by the
fortress Yoros built in ancient centuries on the Asian shore. The small town
of Anadolu Kavagi sits on the shore of the bay below the fortress. Here our
boat rests 3 hours (until 3 p.m.), and tourists have time to climb to the
ruins of the fortress:
Wejścia do Bosforu z tej strony strzegła zbudowana w dawnych wiekach na
azjatyckim brzegu twierdza Yoros. Na brzegu zatoki poniżej twierdzy
przycupnęło niewielkie miasteczko Anadolu Kavagi. Tu nasz stateczek
odpoczywa 3 godziny (do 15.00), a turyści mają czas, aby wspiąć się do ruin
twierdzy:

In Anadolu Kavagi I ignored the crowd of restaurateurs quite
insistently proposing a meal and immediately went up the steep street. Soon
it turned into a stone staircase and finally into a narrow path with
catering facilities and little restaurants. After half an hour of walking, I
stood in front of the former fortress gate, built in the 14th century:
W Anadolu Kavagi zignorowałem zgraję restauratorów dość nachalnie
proponujących posiłek i od razu wyruszyłem stroma uliczką w górę. Wkrótce
przeszła ona w kamienne schodni i wreszcie w wąską ścieżkę, przy której
umieszczono punkty gastronomii. Po pół godziny marszu stanąłem przed
dawną bramą twierdzy, zbudowanej w XIV wieku:

The dimensions of the fortress can be judged only after entering its
overgrown courtyard. Admission is free. The castle was magnificent and
probably had several hundred soldiers of the crew. Today, the biggest
advantage of this place is the view opening from the fortress walls. This is
the panorama towards Istanbul – west. On the down left you can see Anadolu
Kavagi:
Rozmiary twierdzy można ocenić dopiero po wejściu na jej zarośnięty
dziedziniec. Wstęp jest bezpłatny. Zamczysko było okazałe i miało zapewne
kilkuset żołnierzy załogi. Dziś największą zaletą tego miejsca jest widok
otwierający się z murów twierdzy. Tak wygląda panorama w kierunku Stambułu –
na zachód. Po lewej na dole widać Anadolu Kavagi:

And this is the view from the walls of the former fortress towards
the third bridge and the Black Sea. Below the fortress there is a fenced
military area – you can see that also and now the place is considered
strategic:
A to jest widok z murów dawnej twierdzy w kierunku trzeciego mostu i Morza
Czarnego. Żałowałem tylko, że tego dnia było tak miało słońca. Poniżej
twierdzy jest ogrodzony teren wojskowy – widać i teraz miejsce to uznaje się
za strategiczne:

I did not return to Istanbul from the cruise until 17.40. The next
day I crossed the Galata Bridge with the intention of finding the house
where our poet Adam Mickiewicz died. To start with, we had to get to the
great Taksim Square, around which government institutions and a large mosque
are grouped:
Z rejsu wróciłem do Stambułu dopiero o 17.40. Następnego dnia przeszedłem
przez Most Galata z zamiarem odnalezienia domu, w którym zmarł nasz wieszcz
– Adam Mickiewicz. Na początek trzeba było dojechać do wielkiego placu
Taksim, wokół którego zgrupowane są rządowe instytucje i duży meczet:

Then I had to venture into a district of narrow and steep streets
with linen hanging on ropes over the street, dozens of wandering cats and
porters hauling mountains of garbage in trolleys. It created an interesting
color, but at the same time the atmosphere of not too safe areas of a big
city.
Potem musiałem zagłębić się w dzielnicę wąskich i stromych uliczek z
bielizną rozwieszoną na sznurach nad ulicą, dziesiątkami wałęsających się
kotów i tragarzami, wywożącymi na wózkach góry śmieci. Tworzyło to ciekawy
koloryt, ale jednocześnie atmosferę niezbyt bezpiecznych rejonów wielkiego
miasta.

In the end, I managed to find Tatli Badem Street and the
cream-colored corner house, now housing a small Adam Mickiewicz museum. On
the opposite corner there is a large vegetable and fruit store:
W końcu udało
mi się odnaleźć ulicę Słodkich Migdałów i narożny dom w kolorze kremowym,
mieszczący obecnie małe muzeum Adama Mickiewicza. Na przeciwległym rogu
usadowił się duży sklep warzywno – owocowy:

I was not discouraged by the fact that the building was closed. I
called persistently until the security guard showed up and opened it. Inside,
on two floors, there is a small exhibition about the life of Mickiewicz and
his era:
Nie zraziłem
się tym, że budynek był na głucho zamknięty. Dzwoniłem wytrwale, aż pojawił
się ochroniarz i otworzył. Wewnątrz na dwóch kondygnacjach jest mała
ekspozycja o życiu Mickiewicza i jego epoce:


Na frontonie budynku wmurowane są trzy tablice pamiątkowe z różnych okresów.
To co mnie – Polaka zbulwersowało, to brak polskiej flagi w parterowym
pomieszczeniu. Zamiast niej jest flaga… turecka.
Wracałem potem
do mostu elegancką ulicą Istiklal (Niepodległości), która wśród tłumu
pieszych przeciska się stary tramwaj – maskotka miasta (na zdjęciu poniżej)
There are three commemorative plaques from different periods on the
front of the building. What shocked me – a Pole, was the lack of a Polish
flag in the ground floor room. Instead there is a… Turkish flag.
Then I was returning to the bridge on the elegant Istiklal (Niepodległości)
Street, which, among the crowd of pedestrians, pushes an old tram – the
city’s mascot (pictured below).


Stambuł jest miastem wibrującym o każdej porze dnia. Miałem wiele okazji
podglądania codziennego życia mieszkańców. Często na przykład spotyka się tu
w ruchliwych miejscach wędrownych sprzedawców miejscowej odmiany
obwarzanków: słodkich aczma i posypywanych yevrek. Płaci się 3 lira za jedną
sztukę (3 sztuki za dolara).
Istanbul is a vibrant city at any time of the day. I had many
opportunities to observe the everyday life of the inhabitants. For example,
you can often find here, in busy traveling places, sellers of the local
varieties of obwarzanek: sweet akma and sprinkled yevrek. You pay 3 lira for
one item (you will get 3 pieces for one dollar).
Ludzie nie wzbraniają się przed fotografowaniem. A każde spotkanie z
miejscowymi to nie tylko wymiana uśmiechów, ale także próba nawiązania
rozmowy. Łatwiej to oczywiście przychodzi z mężczyznami, którzy przesiadują
godzinami przy ulicznych stolikach popijając herbatę czy kawę.
People don’t shy away from taking pictures. And each meeting with
the locals is not only an exchange of smiles, but also an attempt to
establish a conversation. It is easier, of course, with men who sit for
hours at street tables drinking tea or coffee.


Duża
kanapka w ulicznej jadłodajni kosztuje 10 lira czyli mniej niż jedno euro…
A large sandwich in a street eatery costs 10 lira which is less than
one euro…

A visit to Istanbul would be unfulfilled without a visit to the
bazaar. There are many bazaars here, and thousands market stalls – and
not necessarily with traditional Turkish products. Sometimes you have to go
through such a bazaar, even if you are not going to buy, but only walking go
from A to B. Probably that’s why the narrow streets of the bazaars are so
crowded:
Wizyta w Stambule byłaby niespełniona bez wizyty na bazarze. Bazarów jest tu
wiele, kramów bazarowych – tysiące i to niekoniecznie z tradycyjnymi
tureckimi produktami. Czasami przez taki bazar trzeba przejść nawet jeśli
nie zamierzasz kupować, a tylko przejść z ulicy A do B. Pewnie dlatego w
wąskich uliczkach bazarów jest tak tłoczno:

The largest and most famous indoor bazaar is Kapali Carsi. It is
actually a whole town hidden under a roof with 22 gates and 61 streets. When
I was here many years ago, the bazaar was maybe not so clean, but more
authentic. The inhabitants of Istanbul stocked up on it. Today, most of the
goods are aimed at tourists:
Największy i najsłynniejszy kryty bazar to
Kapali Carsi. To właściwie skryte pod dachem całe miasteczko o 22
bramach i 61 uliczkach. Gdy byłem tu wiele lat temu bazar był może nie tak
czysty, ale za to bardziej autentyczny. Zaopatrywali się na nim mieszkańcy
Stambułu. Dziś większość towaru skierowana jest do turystów. Wciąż jednak
jest to fascynujące miejsce:


Turyści często przystają przed wystawami jubilerów, gdzie eksponowane są
wyroby ze złota. Niektóre z nich zachwycają oryginalnością i precyzją
wykonania – na przykład te pochodzące z pracowni jubilerskich Mardinu (na
zdjęciu obok):
Tourists often stop in front of jewelers’ exhibitions, where gold
products are displayed. Some of them impress with their originality and
precision of workmanship – for example, those from the Mardin jewelery
workshops (in the photo on the left column):
There are hundreds of mosques in Istanbul. Among those that normally
function as places of worship and do not charge admission, it is worth to
visit the Suleiman the Magnificent Mosque from the 16th century, which is
said to have a capacity of 5,000 worshipers. This is what its courtyard
looks like:
W Stambule znajdziecie setki meczetów. Spośród tych, które normalnie
funkcjonują jako miejsca modlitwy i nie pobierają opłat za wstęp warto
odwiedzić Meczet Sulejmana Wspaniałego z XVI wieku, mogący podobno pomieścić
5000 wiernych. Tak wygląda jego dziedziniec:

Muslims (men) pray here in the part adjacent to the mihrab,
separated by a symbolic barrier. Tourists (including women) can enter and
photograph the wonderfully decorated interior after leaving their shoes in
front of the threshold:
Muzułmanie (mężczyźni) modlą się tu w części przylegającej do mihrabu,
odgrodzonej symboliczną barierką. Turyści (także kobiety)mogą wejść i
fotografować wspaniale dekorowane wnętrze po pozostawieniu obuwia przed
progiem:

The next morning I had to say goodbye to the fascinating Istanbul.
For the last time I walked through the new park between Aya Sofia and the
Blue Mosque… I took the bus back to Burgas and from there on a cheap plane
to Poland. It was another successful and interesting journey!
Kolejnego poranka przyszło mi pożegnać fascynujący Stambuł. Po raz ostatni
przechodziłem przez nowy park między Aya Sofia i Błękitnym Meczetem…
Autobusem wróciłem do Burgas i stąd samolotem taniej linii do Polski. To
była kolejna udana i ciekawa podróż i do tego zrealizowana za przysłowiowe
grosze!

Daily “hot” news written
in English about where I am and what happened, as always, can be found in
my travel
log.
Jak zawsze
codzienne
relacje z trasy pisane “na gorąco” w języku angielskim o tym gdzie jestem i
co się wydarzyło znajdziecie w moim dzienniku
podróży.
I ended the year 2021 effectively with a trip to
Arabia. Its route can be divided into two segments. At the beginning, I flew
with low-cost airlines via Italy to Morocco to check what exotic Marrakesh
looks like nowadays and make at least two trips to new, unknown places.
Marrakech hasn’t changed much since I first visited it in 1979:
Rok 2021 zakończyłem efektownie podróżą do Arabii. Jej
trasę podróży można podzielić na dwa segmenty. Na początku poleciałem tanimi
liniami przez Włochy do Maroka, by tam przypomnieć sobie jak wygląda teraz
egzotyczny Marakesz i
zrobić co najmniej dwie wycieczki do nowych, nieznanych miejsc. Marakesz
niewiele się zmienił od 1979 roku, gdy odwiedziłem go po raz pierwszy:

The heart of
Marrakesh is, as it used to be, the vast Jemaa el-Fna square, which is not
only a commercial bazaar, but also the stage for various cultural events.
Here you can meet dancers, story tellers, musicians playing with dancing
snakes, magicians and ordinary scammers:
Sercem
Marakeszu jest jak dawniej rozległy plac Jemaa el-Fna, będący nie tylko
handlowym bazarem, ale także sceną róznych wydarzeń kulturalnych. Tu spotkać
można tancerzy, opowiadaczy bajek, muzyków przygrywających wężom do tańca,
magików no i zwykłych oszustów:

The troupes of
the artists performing on the square count, of course, on donations from the
viewers. Unfortunately, few tourists come in covid times, and the locals do
not seem to be able to appreciate their compatriots. In these groups of
artists, I did not see a single woman:
Występujące na
placu trupy ludowych artystów liczą oczywiście na datki oglądających.
Niestety zagranicznych turystów w czasach covid-u przyjeżdża niewielu, a
miejscowi nie potrafią zdaje się docenić swoich krajan. W tych grupach
artystów nie widziałem ani jednej kobiety:

I lived in
Marrakesh in one of the many small hotels in the old Medina. The owners of
these institutions offer daily group trips to tourist attractions up to 300
km away from Marrakesh. I bought two such excursions for 20 – 25 euro each.
On the first day, our route led through the High Atlas mountains. Beautiful
views opened from the road for peaks exceeding 2,200 meters above sea level:
Mieszkałem w
Marakeszu w jednym z licznych hotelików starej Mediny. Właściciele tych
instytucji oferują codzienne zbiorowe wycieczki do atrakcji turystycznych
odległych od Marakeszu nawet o 300 km. Wykupiłem dwie takie wycieczki płacąc
20 – 25 euro. Pierwszego dnia nasza trasa prowadziła przez góry Wysokiego
Atlasu. Z drogi otwierały się piękne widoki na szczyty przekraczające 2200
metrów npm:

The highest of
these peaks were whitewashed with snow. On the eastern side of the Atlas,
the landscape changed and fortified villages appeared – the so-called
kasbahs. A dark-skinned guide showed us around one of them:
Najwyższe z
tych szczytów były pobielone śniegiem. Po wschodniej stronie Atlasu
krajobraz się zmienił, pojawiły się w nim warowne wsie – tak zwane kazby. Po
jednej z nich oprowadzał nas ciemnoskóry przewodnik:


It was most
famous kasbah – Ait Ben Haddou. It is so picturesque, that many movies like
Gladiator, Lawrence of Arabia, Jewel of Nile were pictured there. Now it is
only the tourist place.
Była to słynna
kazba Ait Ben Haddou. Jest ona tak malownicza, że kręcono tu wiele filmów,
takich jak Gladiator, Lawrence z Arabii, Klejnot Nilu. Obecnie jest ona
tylko turystyczna atrakcją. Ze szczytu wzgórza otwiera sie widok na
ośnieżone pasmo Atlasu.

In the
afternoon we were driving 33 kms onward to the picturesque town of
Ouarzazate. There is also ruined kazba and many stylish, red buildings.
But something that I will remember for a long time was the second trip – to
the highest waterfall in North Africa, the Uzud waterfall, 170 km away from
Marrakesh. It was just a great surprise!
Po południu
tego dnia pojechaliśmy jeszcze do oddalonego o 33 kilometry od kazby
malowniczego miasta Ouarzazate. Tam także jest kazba, ale w ruinie i sporo
stylowych, czerwonych budynków. Ale czymś, co zapamiętam na długo była
druga wycieczka – do oddalonego o 170 km od Marakeszu najwyższego wodospadu
Północnej Afryki wodospadu Uzud. To dopiero była niespodzianka!


Wodospad Uzud
ma 110 metrów wysokości i kilka stopni, jak to widać na zdjęciu obok. Po
przyjeździe wysiada się tu na parkingu, który jest na poziomie progu
wodospadu. Nie pobierają tu opłaty za wstęp, ale warto dać 20 dirhamów
przewodnikowi, który poprowadzi nas nieoznakowanymi ścieżkami. Te ścieżki
opadają zboczem kanionu doprowadzając aż do niewielkiego jeziorka pod
wodospadem. Po drodze jest wiele punktów widokowych na różnych poziomach. A
po jeziorku pływają łodzie zabierające turystów na przejażdżkę. To wspaniałe
miejsce, szczególnie dla miłośników wodospadów, takich jak ja.
The Uzud
waterfall is 110 meters high and has a few steps, as seen in the photo on
the left. Upon arrival, you will get off here in the parking lot, which is
at the level of the waterfall’s threshold. They don’t charge an entrance fee
here, but it’s worth giving 20 dirhams to the guide who will take us along
the unmarked paths. These paths go down the slope of the canyon leading all
the way to a small lake under the waterfall. There are many viewpoints at
different levels along the way. And on the lake there are boats taking
tourists for a ride. It’s a great place, especially for waterfall lovers
like me.
Podczas
krótkiego pobytu w Maroku miałem okazję do wielu ciekawych spotkań z ludźmi.
Moja skromna znajomość francuskiego pozwalała porozumieć się na przykład z
nomadami, przyjeżdżającymi po zaopatrzenie do małych miasteczek (zdjęcie
obok). Gdy pojawiła się wiadomość o omikronie Maroko zdecydowało o
odwołaniu lotów do kilku krajów europejskich. Udało mi się jednak odlecieć
do Włoch na dwa dni przed odwołaniem lotów do tego kraju. Musiałem jednak
wydać 70 euro na szybki test PCR…
During my
short stay in Morocco, I had the opportunity to meet many interesting local
people. My modest knowledge of French allowed me to communicate with, for
example, nomads who came to small towns for supplies (photo next).
When the news about the omicron appeared, Morocco decided to cancel flights
to several European countries. However, I was able to fly back to Italy two
days before my flights to that country were canceled…


We Włoszech
zgodnie z pierwotnym planem wsiadłem w porcie Savona na nowiutki statek płynący przez Kanał
Sueski do Dubaju w Emiratach Arabskich. Po drodze mieliśmy zawinąć do kilku
portów – między innymi w Omanie. A u krańca rejsu zamierzałem odwiedzić
światową wystawę EXPO. Wszystko się udało.
In Italy,
according to the original plan, I boarded in the port of Savona a brand new
ship sailing through the Suez Canal to Dubai in the Arab Emirates. On the
way, we were going to visit several ports – including in Oman. At the end of
the cruise, I was going to visit the EXPO world exhibition. It all worked
out.
Before
embarking, all passengers were efficiently covid-tested. The first
port we visited was Palermo in Sicily, with the characteristic silhouette of
Monte Pellegrino rising up at the port’s entrance:
Przed
zaokrętowaniem wszyscy pasażerowie zostali sprawnie przetestowani na covid.
Pierwszym portem, który odwiedziliśmy było Palermo na Sycylii, z
charakterystyczną sylwetką góry Monte Pellegrino wyrastającą w wejścia do
portu:

We were
supposed to sail from Palermo to Cyprus, but at the last minute the port of
Limassol refused to accept the ship due to the omicron. In return, the
shipping company arranged for us to visit the Greek port Piraeus. I had the
opportunity to take a walk under the restored Acropolis once more:
Z Palermo
mieliśmy popłynąć na Cypr, ale w ostatniej chwili port w Limassol odmówił
przyjęcia statku ze względu na omikrona. W zamian kompania żeglugowa
załatwiła nam wizytę w greckim Pireusie. Miałem okazję, aby raz jeszcze
pospacerować pod remontowanym Akropolem:

Probably the
most beautiful panorama of Athens opens from a small rock on the slope of
the Acropolis. You can reach this place for free. Traveling by suburban
train from Piraeus to the nearest stop to the Acropolis, Monastiriki, costs
€ 2.30 each way:
Z niewielkiej
skałki na zboczu Akropolu otwiera się bodaj najpiękniejsza panorama Aten. Do
tego miejsca można dotrzeć nie ponosząc żadnych opłat. Dojazd kolejką
miejską z Pireusu do najbliższego Akropolowi przystanku Monastiriki kosztuje
2,30 euro w każdą stronę:

Piraeus itself
is also an interesting place for tourists. Right next to the ferry docks
there is a richly equipped church of St. Nicholas (photo below). And at the
church of Holy Trinity, oranges ripened in early December:
Sam Pireus też
jest dla turysty ciekawym miejscem. Tuż przy promowych przystaniach stoi
bogato wyposażony kościół Św. Mikołaja (zdjęcie na lewej kolumnie). A przy
kościele Św. Trójcy na początku grudnia dojrzewały pomarańcze:


The ship “Costa
Firenze” entered service this year and it literally smelled like paint. Its
decor is actually a great gallery of Italian painting – not only with
reproductions of Florence’s views, but also the best works of Italian
painting:
Statek “Costa Firenze” wszedł do
służby w tym roku i dosłownie pachniał farbą. Jego wystrój to właściwie
wielka galeria włoskiego malarstwa – nie tylko z reprodukcjami widoków
Florencji, ale także najlepszymi dziełami włoskiego malarstwa:


Już drugiego
dnia żeglugi znalazłem wśród pasażerów nowych przyjaciół – między innymi
podróżującą też samotnie Francuzkę Emanuelle (na zdjęciu obok) i małżeństwo
z Wilna – Natalię i Jurka (na zdjęciu poniżej). Każdego dnia na statku było
dużo muzyki na żywo. Ja polubiłem najbardziej występy utalentowanej
rosyjskiej skrzypaczki Nadii (na zdjęciu w zielonej sukni).
Already on the
second day of sailing I found new friends among the passengers – including
the French young lady Emanuelle (pictured on the left), who also travels
alone, and a married couple from Vilnius – Natalia and Jurek (pictured below).
There was a lot of live music on the ship every day. I liked most the
performances of the talented Russian violinist Nadya (pictured in a green
dress).


There were a
lot to do aboard. I was not bored, even when we were spending the
whole day in the sea. Every evening in a large theater, equipped with modern
technical means, revues, singers’ concerts and acrobat shows were held. It
was lively and very colorful there:
Nie nudziłem
się, nawet gdy cały dzień spędzaliśmy w morzu. Codziennie wieczorem w dużym
teatrze, wyposażonym w nowoczesne środki techniczne odbywały się rewie,
koncerty piosenkarzy, pokazy akrobatów. Bywało tam żywiołowo i bardzo
kolorowo:

The
international crew made every effort to make our stay on the ship pleasant.
As always, Filipinos and Indonesians stood out in it. Knowledge of English
greatly facilitated our contacts. I told them about my travels to their
countries, giving them many details and arousing understandable interest.
After a few days, I was easily recognized and liked by them…
Międzynarodowa
załoga dokładała wszelkich starań, aby uprzyjemnić nam pobyt na statku . Jak
zawsze wyróżniali się w niej Filipińczycy i Indonezyjczycy. Znajomość
angielskiego znakomicie ułatwiała nasze kontakty. Opowiadałem im o moich
podróżach do ich krajów, przytaczając wiele szczegółów i budząc zrozumiałe
zainteresowanie. Po kilku dniach byłem dla nich łatwo rozpoznawalny i
lubiany…


One of the
highlights of this voyage was the passage through the 160-kilometer long
Suez Canal. Ships through the canal travel in convoys departing at a
strictly defined time. We left the Port Said roadstead at three in the
morning. The entire journey took about 15 hours. Soon there was only an open
desert on the eastern side of the canal. An interesting place for me was the
bridge over the canal. It was opened in 2001. Vessels up to 68 meters high
can pass under it:
Jedną z największych atrakcji
tego rejsu było przejście przez długi na około 160 kilometrów Kanał Sueski.
Statki przez kanał płyną w konwojach, wyruszających o ściśle określonej
porze. My ruszyliśmy z redy Port Saidu o trzeciej nad ranem. Całe przejście
trwało około 15 godzin. Po wschodniej stronie kanału wkrótce była już tylko
szczera pustynia. Ciekawostką dla mnie był most przerzucony nad kanałem.
Otwarto go w 2001 roku. Mogą pod nim przechodzić statki o wysokości do 68
metrów:

At the southern entrance to the
canal lies the pretty town of Suez, from which this important canal takes
its name. A mosque on the waterfront stands out in the city’s landscape.
Here, the blue sky was unfortunately obscured by desert dust carried by the
wind:
Żegluga przez
kanał zakończyła się dopiero późnym popołudniem. U południowego wejścia do
kanału położone jest ładne miasto Suez, od którego wziął nazwę ten ważny
kanał. W krajobrazie miasta wyróżnia się stojący na nabrzeżu meczet. Tu
błękitne niebo przesłonięte było niestety pustynnym pyłem niesionym przez
wiatr:

In the days
that followed, I saw warships guarding the shipping route from pirates
operating from Somali territory. Everyone was looking impatiently for the
next port which was Salalah in Oman. Here, after testing on board, we were
allowed to go ashore individually. However, it turned out that the city is
located about 20 kilometers away. The port guards do not allow to take the
public bus no. 20. I found three other passengers and we took a taxi
to get there. The rate is fixed: $ 80 for the return ride, with a three-hour
wait in town included – like $ 20 per traveler.
W następnych
dniach widziałem okręty wojenne ochraniające szlak żeglugowy przed piratami
operującymi z terytorium Somalii. Wszyscy niecierpliwie wyglądali kolejnego
portu, którym było Salalah w Omanie. Tu, po wykonaniu na pokładzie testów
pozwolono nam wyjść indywidualnie na brzeg. Okazało się jednak, że miasto
położone jest w odległości około 20 kilometrów. Znalazłem trójkę innych
chętnych i pojechaliśmy tam taksówką. Taryfa jest stała: 80 USD za powrotny
kurs, z trzygodzinnym oczekiwaniem w mieście – wypadło po 20 dolarów na
jednego podróżnika.

There aren’t
many sights in Salalah to see (nice administration campus in the photo above
is exception). Salalah appears to be a great oasis on the edge of the ocean.
There are citruses and coconut palms growing here. In a nice park adjacent
to the beach, the locals cut green coconuts. Contrary to appearances, it is
hard work – it turned out that such a bundle of coconuts weighs over 10 kilograms:
W Salalah
niewiele znajdziecie zabytków (na zdjęciu powyżej wyjątek – ładny campus
administracji). Salalah jawi się jako wielka oaza na brzegu oceanu. Rośną tu
cytrusy i palmy kokosowe, widziałem także ogrody warzywne. W ładnym parku
przylegającym do plaży miejscowi obcinali zielone orzechy kokosowe. Jest to
wbrew pozorom ciężka praca – okazało się, że taka wiązka orzechów waży ponad 10
kilogramów:

The driver who
was driving us stopped for a moment to take photos at the Sultan’s mosque.
On that day (Friday – the day of Muslim prayers) we were unfortunately
unable to go inside:
Kierowca, który nas wiózł
zatrzymał się na chwilę dla zrobienia zdjęć przy sułtańskim meczecie. Tego
dnia (piątek – dzień muzułmańskich modlitw) nie mogliśmy niestety wejść do
środka:
Several years
ago, a huge shopping mall (Gardens Mall) was built on the outskirts of the
city, where it is worth visiting if only to take advantage of the free
internet access). But local folklore can be found in a small market by the
beach. They sell there Arabic perfumes, souvenirs, and above all an Omani
specialty: frankincense packed in plastic bags:
Na peryferiach miasta kilka lat
temu zbudowano wielkie shopping mall (Gardens Mall), gdzie warto zajrzeć
choćby po to, by skorzystać z bezpłatnego dostępu do internetu). Ale lokalny
folkloru znaleźć można na niewielkim bazarze przy plaży. Sprzedają tu
arabskie pachnidła, pamiątki, a przede wszystkim omańską specjalność:
kadzidło pakowane w plastykowe worki:

The second
Oman port visited on our cruise was Muscat – the capital of the Sultanate.
The picturesque old part of Muscat lies around a semicircular bay, and
it is framed with dramatic mountains. Ships moor here not 20 kilometers from
the city, but within a 10-minute walk from port gate:
Drugim omańskim portem
odwiedzonym w naszym rejsie był Maskat – stolica sułtanatu. Stare część
Maskatu jest malownicza rozłożona wokół półkolistej zatoki i do tego ma
oprawę z dramatycznych w swoim kształcie gór. Tu statki cumują nie 20
kilometrów od miasta, ale w odległości 10-minutowego spaceru:

The above
photo was taken from the walls of Fort Mutrah overlooking the old town. When
I was in Muscat for the first time, the fort was permanently closed. Now, it
has been restored and made available to tourists. It’s worth going there for
a beautiful view. when i got to the gate i saw the ticket office but they
didn’t charge the fee 🙂
Powyższe zdjęcie zostało zrobione
z murów fortu Mutrah, górującego nad starym miastem. Gdy byłem po raz
pierwszy w Maskacie fort był na stałe zamknięty. Teraz, został
odrestaurowany i udostępniony turystom. Warto tam wejść dla pięknego widoku.
, gdy dotarłem do bramy zobaczyłem kasę biletową, ale opłaty nie pobierali
🙂


Z wieży Fortu
Mutrah otwierał się widok na port, w którym cumował nasz statek. Pasażerowie
nie mogą spacerować po porcie, więc bezpłatny autobus woził nas od statku do
bramy portu. Za bramą czekali taksówkarze oferujący wycieczki za 25
dolarów. Na przykład do sułtańskiego meczetu zbudowanego za miastem i do
sułtańskiej opery. O meczecie wiedziałem, ale wieść o tym, że sułtan
zbudował sobie operę mnie zaskoczyła. Wolałem jednak wędrować na własną
rękę. Może następnym razem…
From the tower
of Fort Mutrah there was a view of the harbor where our ship was moored.
Passengers are not allowed to walk around the port so the free shuttle bus
drove us from the ship to the port gate. Outside the gate there were taxi
drivers offering $ 25 tours. For example, to the Sultan’s mosque built
outside the city and to the Sultan’s opera house. I knew about the mosque,
but the news that the Sultan had built an opera for himself surprised me.
However, I preferred to wonder on my own. Maybe next time…
The above
photo was taken from the walls of Fort Mutrah overlooking the old town. When
I was in Muscat for the first time, the fort was permanently closed. Now, it
has been restored and made available to tourists. It’s worth going there for
a beautiful view. when i got to the gate i saw the ticket office but they
didn’t charge the fee 🙂
Powyższe zdjęcie zostało zrobione
z murów fortu Mutrah, górującego nad starym miastem. Gdy byłem po raz
pierwszy w Maskacie fort był na stałe zamknięty. Teraz, został
odrestaurowany i udostępniony turystom. Warto tam wejść dla pięknego widoku.
, gdy dotarłem do bramy zobaczyłem kasę biletową, ale opłaty nie pobierali
🙂


Z wieży Fortu
Mutrah otwierał się widok na port, w którym cumował nasz statek. Pasażerowie
nie mogą spacerować po porcie, więc bezpłatny autobus woził nas od statku do
bramy portu. Za bramą czekali taksówkarze oferujący wycieczki za 25
dolarów. Na przykład do sułtańskiego meczetu zbudowanego za miastem i do
sułtańskiej opery. O meczecie wiedziałem, ale wieść o tym, że sułtan
zbudował sobie operę mnie zaskoczyła. Wolałem jednak wędrować na własną
rękę. Może następnym razem…
From the tower
of Fort Mutrah there was a view of the harbor where our ship was moored.
Passengers are not allowed to walk around the port so the free shuttle bus
drove us from the ship to the port gate. Outside the gate there were taxi
drivers offering $ 25 tours. For example, to the Sultan’s mosque built
outside the city and to the Sultan’s opera house. I knew about the mosque,
but the news that the Sultan had built an opera for himself surprised me.
However, I preferred to wonder on my own. Maybe next time…
The above
photo was taken from the walls of Fort Mutrah overlooking the old town. When
I was in Muscat for the first time, the fort was permanently closed. Now, it
has been restored and made available to tourists. It’s worth going there for
a beautiful view. when i got to the gate i saw the ticket office but they
didn’t charge the fee 🙂
Powyższe zdjęcie zostało zrobione
z murów fortu Mutrah, górującego nad starym miastem. Gdy byłem po raz
pierwszy w Maskacie fort był na stałe zamknięty. Teraz, został
odrestaurowany i udostępniony turystom. Warto tam wejść dla pięknego widoku.
, gdy dotarłem do bramy zobaczyłem kasę biletową, ale opłaty nie pobierali
🙂


Z wieży Fortu
Mutrah otwierał się widok na port, w którym cumował nasz statek. Pasażerowie
nie mogą spacerować po porcie, więc bezpłatny autobus woził nas od statku do
bramy portu. Za bramą czekali taksówkarze oferujący wycieczki za 25
dolarów. Na przykład do sułtańskiego meczetu zbudowanego za miastem i do
sułtańskiej opery. O meczecie wiedziałem, ale wieść o tym, że sułtan
zbudował sobie operę mnie zaskoczyła. Wolałem jednak wędrować na własną
rękę. Może następnym razem…
From the tower
of Fort Mutrah there was a view of the harbor where our ship was moored.
Passengers are not allowed to walk around the port so the free shuttle bus
drove us from the ship to the port gate. Outside the gate there were taxi
drivers offering $ 25 tours. For example, to the Sultan’s mosque built
outside the city and to the Sultan’s opera house. I knew about the mosque,
but the news that the Sultan had built an opera for himself surprised me.
However, I preferred to wonder on my own. Maybe next time…

Looking from
the tower in the opposite direction, I saw not only picturesque coastal
rocks but also an elegant coastal road leading to the Al Alem sultan’s
palace built in the next bay (photo below) I have been here before, but it
was worth coming to this place again, because in the meantime a huge amount
of multi – color flowers were planted around the palace and it certainly
made it more beautiful:
Patrząc w przeciwnym kierunku
widziałem malownicze nadmorskie skały i elegancką nadbrzeżną szosę
prowadzącą do do zbudowanego w następnej zatoce sułtańskiego pałacu Al Alem
(zdjęcie poniżej) Byłem tu już kiedyś, ale warto było przyjść do tego
miejsca ponownie, bo w międzyczasie wokół pałacu posadzono ogromną ilość
kwiatów i na pewno zyskał on przez to na urodzie:

I was going to
the Al Alem Palace on foot – it was about 3 kilometers from Mutrah. But you
can also get there by city bus number 4, paying 0.3 rials for one trip.
After returning to Mutrah, I visited the indoor bazaar, which is located
right on the seaside boulevard. The narrow streets were crowded and, despite
the large number of tourists, you could feel the atmosphere of the Orient:
Ja szedłem do pałacu Al Alem
pieszo – to z Mutrah około 3 kilometrów. Ale można tam dojechać także
miejskim autobusem nr 4, płacąc 0,3 riala za jeden przejazd. Po powrocie do
Mutrah odwiedziłem jeszcze kryty bazar, który rozłożył się tuż przy
nadmorskim bulwarze. W wąskich uliczkach było tłoczno i mimo dużej ilości
turystów czuło się atmosferę Orientu:

At night and
throughout the next day, our ship sailed from Muscat to Abu Dhabi – the
capital of the richest of the Arab Emirates. Wealthy hosts provided free
buses at the terminal, which took us all day long to the WTC Mall, well
hidden among the skyscrapers shown in the photo below:
Nocą nasz statek przepłynął z
Maskatu do Abu Dhabi – stolicy najbogatszego z Emiratów Arabskich. Zamożni
gospodarze podstawili przy terminalu darmowe autobusy, które przez cały
dzień woziły nas do centrum sklepowego WTC Mall, ukrytego wśród takich
wieżowców, jakie widać na zdjęciu poniżej:

Shops do not
tempt me at all, so after arriving in the center, I walked to the lagoon
coast, half a kilometer away, where there is a long strip of beautiful,
well-kept beaches with a view of original skyscrapers. I wonder who lives in
such a buildings? This is one of the most scenic spots in Abu Dhabi:
Sklepy wcale mnie nie kuszą, więc
po przyjeździe do centrum pomaszerowałem na odległe o pół kilometra wybrzeże
laguny, gdzie ciągnie się wielokilometrowy pas pięknych, dobrze zadbanych
plaż z widokiem na drapacze chmur. To jedno z najbardziej widokowych miejsc
w Abu Dhabi:

At the end of
the promenade I turned right – to the bridge leading to the long island
enclosing the lagoon from the north. Here is the yacht marina, and behind it
you can see the unusual silhouette of the Fairmont Hotel, resembling a gate
several dozen floors high:
U krańca
promenady skręciłem w prawo – na most prowadzący na długą wyspę zamykającą
lagunę od północy. Tu mieści się jachtowa marina, a za nią widać niezwykłą
sylwetkę Fairmont Hotel, przypominającą wysoką na kilkadziesiąt pięter
bramę:

Thousands of
Pakistanis work in Abu Dhabi and other emirates. The white clothes of the
indigenous people of this country are rarely seen in the street crowd. They
move in air-conditioned cars. But I met a few of them and was able to talk
to them. One of them offered me a lift to the famous mosque built on the
other side of the city. Had it not been for his help, I probably wouldn’t
have had time to get there before dark.
W Abu Dhabi i innych emiratach
pracują tysiące Pakistańczyków. w ulicznym tłumie rzadko widzi się białe
stroje rdzennych mieszkańców tego kraju. Ale spotkałem kilku takich i mogłem
z nimi porozmawiać. Jeden z nich zaproponował mi podwiezienie do słynnego
meczetu zbudowanego na drugim końcu miasta. Gdyby nie jego pomoc, pewnie bym
nie zdążył dotrzeć tam przed zmrokiem.

The Grand
Mosque of Abu Dhabi, also known as the Sheikh Zayed Grand Mosque, took 11
years to build. When they finished construction in 2007, it was decided that
here was one of the most magnificent buildings in the Islamic world.
Admission is free of course, but there are so many people willing to visit
this architectural wonder that you need to register using an e-mail account
and smartphone, For the visitors there is a whole shopping mall in the
basement under the mosque:
Grand Mosque
of Abu Dhabi zwany także Wielkim Meczetem Szejka Zajida budowano przez 11
lat. Gdy skończyli budowę w 2007 roku uznano, że oto powstała jedna z
najwspanialszych budowli świata islamu. Wstęp jest oczywiście bezpłatny, ale
chętnych do zwiedzania tego cudu architektury jest tyle, że trzeba sie
rejestrować przy pomocy konta e-mail i smartfona. W podziemiach pod meczetem
działa cały shopping mall, łącznie z gastronomią:

The mosque can
accommodate 40,000 worshipers, but you do not see praying people on a daily
basis, although they have their own space in the main hall. The sightseeing
route is marked with discreet strings – it is not possible to walk onto
shiny floors everywhere:
Meczet może pomieścić 40000
wiernych, ale na codzień nie widać modlących się osób, choć maja oni
wygrodzoną własną przestrzeń w głównym hallu. Szlak zwiedzania wyznaczony
jest dyskretnymi sznurkami – nie wszędzie można wejść na lśniące posadzki:

This mosque is
a must see when visiting the Emirates and I’m glad I did it before our ship
left for Dubai.
There are two ferry terminals in Dubai. This more interesting, also called
Marina Terminal, was built next to Palma Jumeira heaped in the sea. This is
where we moored, overlooking the skyscrapers. The second terminal is called
Port Rashid and is closer to the mouth of Dubai Creek.
Ten meczet trzeba zobaczyć
podczas wizyty w Emiratach i cieszę się, że mi sie to udało przed
odpłynięciem naszego statku do Dubaju.
W Dubaju są
dwa terminale promowe. Ten ciekawszy nazywany także Marina Terminal
zbudowano przy usypanej w morzu Palmie Jumeira. Tu właśnie cumowaliśmy, z
widokiem na drapacze chmur. Drugi terminal nazywany jest Port Rashid i leży
bliżej ujścia Dubai Creek.

I have been to
Dubai several times already. The main attraction of this visit was the
opportunity to see the world EXPO exhibition. After getting there, I was
pleasantly surprised, because it turned out that seniors, regardless of
nationality, have free entry here. Immediately behind the gate, we were
greeted by the modern architecture of country pavilions and… a huge red
box into which the children were throwing letters to Santa Claus, written on
a spot. As you
can see, he is also popular with Arabs:
Byłem w Dubaju już kilkakrotnie.
Główną atrakcją tej wizyta była możliwość zobaczenia światowej wystawy EXPO.
Po dotarciu na miejsce byłem mile zaskoczony, bo okazało się, że seniorzy,
niezależnie od narodowości mają tu bezpłatny wstęp. Zaraz za bramą witała
nas nowoczesna architektura poszczególnych pawilonów i… wielka czerwona
skrzynka, do której dzieci wrzucały pisane na poczekaniu listy do Św.
Mikołaja. Jak widać jest on popularny także u Arabów:

Performances
of national
groups and parades took place in the alleys between the pavilions.
Unfortunately, I did not manage to recognize which country these dancing
“Santa Clauses” came from. But thanks to them, the atmosphere of the coming
Christmas could be felt in the air:
W alejach między pawilonami
odbywały się występy narodowych grup i barwne pochody. Niestety nie zdążyłem
rozpoznać z jakiego kraju pochodziły te tańczące “Mikołajki”. Ale dzięki nim
w powietrzu czuło się atmosferę nadchodzących świąt Bożego Narodzenia:

I found the
Polish pavilion which, to tell the truth, did not impress me. Passers-by
appreciated … ice cream sold in our food stand. There were queues of
people willing to visit in front of many pavilions. But I was interested not
so much in the exhibition halls, but in the people. The next band I met were
Oman drummers. I really liked very much their performance:
Odnalazłem polski pawilon, który
prawdę powiedziawszy mnie nie zachwycił. Przechodnie doceniali sprzedawane w
naszym stoisku gastronomicznym… lody. Przed wieloma pawilonami ustawiały
się kolejki chętnych do ich zwiedzania. Ale mnie interesowały nie tyle
wystawy w pawilonach, co ludzie. Następny spotkany zespół to byli bębniarze
z Omanu. Bardzo podobał mi się ich występ:

Plastic horses
were standing in front of the Turkmen pavilion, but this shepherd was real!
🙂 Behind Turkmenistan, there was the Russian pavilion covered with colorful
plastic pipes that formed a kind of rainbow:
Przed
pawilonem Turkmenistanu stały plastykowe konie, ale ten pastuch był
autentyczny! 🙂 Za Turkmenistanem stał pawilon Rosji cały
pokryty kolorowymi plastykowymi rurami, które tworzyły swego rodzaju tęczę:


Na wystawie
EXPO spędziłem cały dzień – naprawdę było tam co oglądać! A kanapki zabrane
ze statku znakomicie poprawiały moją kondycję. 🙂 Następny dzień był to mój
ostatni dzień w Dubaju. Opuszczając statek wybrałem opcję wycieczki po
mieście, która kończyła się na lotnisku. Pozwoliło to uniknąć opłat za
taksówkę na lotnisko i przechowalnię bagażu. Pojechaliśmy najpierw
obejrzeć ciekawy, przypominający żagiel hotel Burdż al Arab, potem Meczet
Jumeirah i zachowany mały fragment starego miasta. Na koniec wysadzili
nas nad rzeką Dubai Creek. Atrakcją było przepłyniecie na drugi brzeg rzeki
tradycyjną łodzią nazywaną abra (zdjęcie poniżej).
I spent the
whole day at the EXPO exhibition – there was really a lot to see! And the
sandwiches taken from the ship greatly improved my condition. 🙂 The next
day was my last day in Dubai. When leaving the ship, I chose the option of a
city tour that ended at the airport. This allowed to avoid fares for the
airport taxi and luggage storage. We went first to see the interesting,
sail-like Burj al Arab hotel, then the Jumeirah Mosque and a small fragment
of the old town that has been preserved. Finally, they dropped us off at the
Dubai Creek River. The attraction was the crossing to the other side of the
river on a traditional boat called an abra (photo below).

There is a
bazaar on the other side of the river. They sell spices, perfumes and
souvenirs on it. A special part of the market – Gold Souk – is dedicated to
jewelers. Here the display cases glisten with exposed gold:
Po drugiej stronie rzeki jest
bazar. Sprzedają na nim przyprawy, pachnidła i pamiątki. Specjalna część
bazaru – Gold Souk -wydzielona jest dla jubilerów. Tu witryny błyszczą od
eksponowanego złota:

This bazaar by
the river, which is fed by water from the sea, is an atmospheric place, you
can spend a few hours here! I was waiting on the bank of Dubai Creek until
the spectacular sunset, when the call to prayer was heard from the minarets.
It was my farewell evening in Arabia – it was time to come back for the
unique Polish Christmas…
Ten bazar nad
rzeką, która nota bene zasilana jest wodą z morza, to klimatyczne miejsce,
można tu spędzić kilka godzin! Doczekałem nad Dubai Creek do efektownego
zachodu słońca, gdy z minaretów rozległo się nawoływanie do modlitwy. To był
mój pożegnalny wieczór w Arabii – pora była wracać na niepowtarzalne
przecież polskie Święta…
