Snapshots from the last years – Wojciech Dabrowski – Migawki z podróży ostatnich lat (Migawki_plen2014.htm)

 

2014

tekst i zdjęcia: Wojciech

Dąbrowski © – text & photos

 



Returning

from the interesting expeditions I always try to write a travel report – to

share my updated knowledge and to help other travelers in their preparations to the

voyage. A lot of such reports you can already see on my website – sorry –

most of them in Polish only.  New reports require work and time. Unfortunately

it is now harder and harder for me to find the time.  On this page you will

see some interesting pictures from the last years. They are waiting to be

used in the coming reports. I hope to write them someday…    

Po powrocie

z każdej ciekawej podróży staram się napisać ilustrowany raport, by podzielić

się moją świeżo zdobytą wiedzą i w ten sposób pomóc innym podróżnikom w ich

przygotowaniach do wyjazdów. Wiele takich raportów znajdziecie już na moich

stronach. Niestety pisanie tych raportów to praca pochłaniająca sporo

cennego czasu. Nie zawsze mogę znaleźć ten czas… Na tej stronie

znajdziecie co ciekawsze zdjęcia do tematów, które czekają na przygotowanie

raportów. Mam nadzieje, że kiedyś doczekają się one osobnych stron… Niektóre

już się doczekały…  


In the middle of March 2014 I returned from another fascinating voyage to

Nepal. When in 1987 I was there for the first time I

managed not only to did famous Everest trek, but also to reach the mountain

settlement of Jomsom hidden between Dhaulagiri and Annapurnas. I knew

already at this

time that Jomsom is a gateway to the legendary Kingdom of Mustang,

located further up – near the Tibetan border. But at that time Mustang was closed to

me. It’s been many

years since then, the situation has changed, the door of Mustang is slightly

open

now. So I went again to the highest mountains in the world to realize one

more travelers’ dream. That’s how the Himalaya looked like when I was

looking at them again from the small plane heading to Pokhara:


W połowie marca 2014 wróciłem szczęśliwie z kolejnej fascynującej podróży

do Nepalu. Kiedy w 1987 roku po raz pierwszy wyjechałem do tego kraju

udało mi się nie tylko przejść słynny Everest trek, ale także dotrzeć do

osady Jomsom, leżącej w górskiej dolinie między Dhaulagiri i masywem

Annapurny. Wiedziałem, że Jomsom jest bramą do legendarnego królestwa

Mustangu – położonego jeszcze wyżej, przy granicy Tybetu. Wtedy jednak

cudzoziemców takich jak ja do Mustangu nie wpuszczano. Minęły lata, sytuacja

się zmieniła, drzwi Mustangu uchylono. Wróciłem w najwyższe

góry świata i udało mi się zrealizować moje kolejne podróżnicze marzenie.

Tak wyglądały Himalaje w niebieskiej mgiełce , gdy patrzyłem na nie na nowo

z małego samolotu lecącego do nepalskiej Pokhary:

xMus645big.jpg

Walking trail

to Lo Manthang – the capital of the Himalayan kingdom goes through the

passes of altitude around 4000 meters above sea level. Hiking season has not

started yet – on the entire route to Lo Manthang we did not meet any other

tourists. We had these wonderful mountains and the amazing views just for

ourselves:

Pieszy szlak

do Lo Manthang – stolicy himalajskiego królestwa zaczyna się w Jomsom i prowadzi przez przełęcze o

wysokości 4 tysięcy metrów. Sezon górskich wędrówek się jeszcze nie zaczął –

na całej trasie do Lo Manthang nie spotkaliśmy żadnych innych turystów.

Mieliśmy te wspaniałe góry i te niezwykłe widoki tylko dla siebie:

xMusOLY332big.jpg

But not always our hiking took place in ideal conditions. Every day we

suffered low temperatures and strong winds. On the third day of hithe hike

from the morning there was a snow blizzard. Despite this, we decided to go

on the trail. I was afraid that my “unbranded” boots withstand the severe

test. Fortunately they were durable:

Ale nie zawsze

wędrówka górskimi szlakami przebiegała w idealnych warunkach. Codziennie

dokuczały nam niskie temperatury i silne wiatry. Trzeciego dnia marszu od rana

panowała śnieżna zamieć. Mimo to zdecydowaliśmy się wyruszyć na szlak. Bałem

się, czy moje “niemarkowe” buty wytrzymają taką ciężką próbę. Na szczęście

wytrzymały: 

xMusOLY270big.jpg

We slept in the tiny

villages on the trail where they do not have electric power, and the only

way to heat is burning the dried cow’s shit in the stove, set in the

kitchen… Great views compensated us all the hardships and discomforts:

Nocowaliśmy w

górskich przysiółkach na wysokości 3 kilometrów i wyżej, gdzie nie ma prądu,

a jedynym sposobem na ogrzewanie jest opalany wysuszonymi krowimi pyrkami

piecyk-koza, ustawiony w kuchni… Wspaniałe widoki rekompensowały nam

wszystkie trudy i niewygody: 

xMusOLY331big.jpg

Mustang has always been subject to a very strong influence of Tibetan

culture and religion. The trail of our journey was designated by Tibetan

chortens – chapels, often old and partly ruined. But sometimes – like here

in Tsarang – chorten was beautifully decorated:

Mustang zawsze

podlegał bardzo silnym wpływom kultury i religii tybetańskiej. Szlak naszej

wędrówki wyznaczony był sylwetkami tybetańskich czortenów – kaplic, często

bardzo już leciwych i zniszczonych. Czasem jednak – jak tu w Tsarangu –

czorteny były bardzo pięknie dekorowane:

xMusOLY407BIG.jpg

To Lo Manthang – the capital of the legendary Mustang we arrived on March

1st. Unusual was the view: painted in brick-color gompa – Tibetan monastery

lies at the foot of the towering snow-capped mountains:

Do Lo Manthang

– stolicy legendarnego Mustangu dotarliśmy 1 marca. Niezwykły był to widok:

malowana na kolor cegły gompa – tybetański klasztor u stóp pokrytych

śniegiem niebotycznych gór:

xMusOLY465big.jpg

We found that aged twenty-first king of the Mustang (they call him: Raja)

for the harsh winter leaves from his capital in the warmer regions, and many

residents Lo goes in his footsteps. I did not see the king. Instead I found

there the monks who showed me three temples of the capital. It was also an

opportunity to take a souvenir photo in the courtyard of the monastery:

Okazało się,

że sędziwy, dwudziesty pierwszy król Mustangu (po ichniemu: radża) na srogą

zimę wyjeżdża ze swojej stolicy w cieplejsze strony, a wielu mieszkańców Lo

idzie w jego ślady. Króla w Lo nie zastałem. Zastałem za to mnichów, którzy

pokazali mi trzy świątynie stolicy. Była też okazja by zrobić sobie

pamiątkowe zdjęcie na dziedzińcu klasztoru:

xMusOLY494big.jpg

 

 

Po drodze

spotykaliśmy ludzi; prostych i życzliwych, zasługujących na podziw, bo żyją

przecież tam w niezwykle trudnych warunkach. A jednak nie zapomnieli oni jak

się uśmiechać…

Along the way we met people, simple and sincere, worthy of admiration,

because after all, they live there in extremely difficult conditions. But

they have not forgotten how to smile …

Z Lo Manthang

wróciliśmy po kilku dniach do Jomsom, skąd udało się nam samolocikiem

zlecieć do Pokhary. Po wielkim praniu i zasłużonym odpoczynku pojechałem

jeszcze na kilka dni do Parku Narodowego Chitwan, słynącego między innymi z

żyjących tam kilkuset nosorożców (zdjęcie poniżej).

From Lo Manthang came back after a few days to Jomsom, where we were able to

fly small plane down to Pokhara. After a great wash and well-earned rest, I

went for a few more days to Chitwan National Park, famous among other

things, with hundreds of rhinos living there (see picture below).

xMus828big.jpg

 

 

Park Narodowy

Chitwan można zwiedzać także na słoniach, miałem więc okazję, by po latach

przypomnieć sobie jak wygląda jazda na takim “wierzchowcu”. Już po dwóch

godzinach wszyscy mieliśmy dość wrażeń 🙂

Chitwan National Park can also be visited on the elephants, so I had the

opportunity to recall after the years how the ride the huge animal. After

two hours we all had enough…

 

 

Na zakończenie

trwającej prawie miesiąc podróży znalazłem się ponownie w Dolinie Katmandu,

słynnej ze swoich trzech królewskich miast i wspaniałych zabytków, które w

nich przetrwały. Na zdjęciu poniżej pokazuję niewielką próbkę tej

architektury – pagody i pałace Patanu:

At the end of the voyage lasting almost a month, I found myself again in the

Kathmandu Valley, famous for its three royal cities and magnificent

monuments which have survived there. The picture below shows a small sample

of the architecture – pagodas and palaces of Patan:

xMusOLY1122big.jpg

 

To była

trudna, ale jednocześnie wspaniała podróż przez niedostępne do niedawna

regiony Nepalu. Spełniła ona moje wszystkie oczekiwania. Przywiozłem z

Nepalu nie tylko niezapomniane wrażenia, ale także kilka godzin nagrania

video i ponad tysiąc zdjęć. Gdy tylko znajdę czas postaram się je opracować

i umieścić wraz ze szczegółowymi informacjami na osobnej stronie mojego

internetowego serwisu: MUSTANG.

Już teraz można tam obejrzeć pierwsze fotki.

 

It was a difficult, yet wonderful journey through the inaccessible until

recently, regions of Nepal. It met all my expectations. I Brought from Nepal

not only an unforgettable experiences, but also a few hours of video

recording and more than a thousand pictures. As soon as I find time I will

try to make a choice of photos and put them together with detailed information on a

separate page of my web site: MUSTANG.

On the last day of April 2014 I returned happily (and

without any signs of malaria) from another voyage to South America and the Atlantic

Ocean. It started with the flight from Paris to French Guiana. I have

already been in Guyana heading north from Cayenne – to Suriname and former

British Guyana. This time I decided to follow by land to the south – to the

Brazilian Nordeste region. Cayenne has changed little:

Ostatniego

dnia kwietnia 2014 wróciłem szczęśliwie (i bez malarii) z kolejnej wyprawy do

Ameryki Południowej i na Atlantyk. Rozpoczęła się

ona od lotu przez Paryż do Gujany Francuskiej.

Byłem już kiedyś w Gujanie kierując się z Cayenne na północ – do Surinamu i

Gujany. Tym razem postanowiłem podążać drogą lądową na południe – do brazylijskiego

regionu Nordeste. W Cayenne od czasu mojego ostatniego pobytu niewiele się zmieniło:

xCayen269big.jpg


Through the lush jungle of Guyana I was

going to the great river Oiapoque, which marks the border between French

Guiana and Brazil. Here it was found that imposing bridge built two years

ago by the French remains closed, due to lack of access road on the

Brazilian side. Little pirogue took me across the river and I found myself

in another world, where you have to look for the police station to get the

entry permit stamped in your passport. This river Oiapoque and the unlucky

bridge in the middle of the jungle:

Przez bujną dżunglę Gujany jechałem nad wielką rzekę Oiapoque, która wyznacza

granicę pomiędzy Gujaną Francuską i Brazylią. Tu okazało się, że okazały

most wybudowany dwa lata temu przez Francuzów pozostaje nieczynny, ze

względu na brak drogi dojazdowej po brazylijskiej stronie. Rzekę

przepłynąłem pirogą i znalazłem sie w innym świecie, w którym trzeba szukać

posterunku policji, aby otrzymać pieczątkę wjazdową do paszportu. To rzeka

Oiapoque i ten pechowy most w środku dżungli:

xBrazilOiap425big.jpg

Hundreds of kilometers of red muddy road then led me through the jungle of

the Brazilian state of Amapa to located exactly on the equator outback town

of Macapa. Then almost 24 hours I sailed on heavily rusted river boat 

through a maze of canals and backwaters forming the delta of the Amazon. It

was a great opportunity to observe tropical nature and people living on the

great river:

Setki kilometrów gliniastej czerwonej drogi prowadziło mnie potem przez

dżunglę brazylijskiego stanu Amapa do położonego dokładnie na równiku

zapyziałego i niebezpiecznego miasteczka Macapa. Stąd prawie dobę płynąłem mocno pordzewiałym rzecznym

stateczkiem przez labirynt kanałów i rozlewisk tworzących deltę Amazonki.

Była to świetna okazja dla obserwacji tropikalnej przyrody i ludzi żyjących

nad wielką rzeką:

xBrazilAmaz579big.jpg

I got off the ship in the not too safe, big city of Belem. Then visiting on

the way unknown to me before cities of the Brazilian Nordeste region in

which you will find not only beautiful beaches, but also the interesting

architecture of the colonial era I reached the little known archipelago of

Fernando de Noronha. Brazilians write that these are paradise islands. I

fully confirm this opinion:

Ze statku wysiadłem w niezbyt bezpiecznym, wielkim mieście Belem Zwiedzając

następnie po drodze nieznane mi dotąd miasta brazylijskiego regionu Nordeste,

w których znaleźć można nie tylko piękne plaże, ale także ciekawą

architekturę z czasów kolonialnych dotarłem na mało znany archipelag Fernando

de Noronha. Brazylijczycy piszą, że to rajskie wyspy. W pełni potwierdzam tę

opinię:

xMeioMorroPico.jpg

After returning to the mainland, in Recife I boarded a cheap ship, only once

a year flowing to Europe, with stops at the islands of the Atlantic. After 4

days in the sea we docked first in Cabo Verde, then we sailed to Tenerife,

where this time I visited the national park of the Teide volcano, where on

the top of the cone patches of snow were visible:

Po powrocie na kontynent, w Recife wsiadłem na tani statek, tylko raz w roku

płynący do Europy, z postojami na wyspach Atlantyku. Zawinęliśmy najpierw na

Cabo Verde, a potem na Teneryfę, na której tym razem odwiedziłem park

narodowy z wulkanem Teide, na którego wierzchołku leżały płaty śniegu:

xTeneryfaTeide905big.jpg


The last island visited on this voyage

was Madeira. It’s a beautiful island. Unfortunately, our ship was stopping

there for short time only. Among the Brazilians dominant among the ship’s

passengers I have not found companions for a planed trip to the eastern part

of the island. I decided this time to get to visit the island’s capital

Funchal – what I’ve been not able to do the last time:

Ostatnią wyspą odwiedzoną w tej podróży  była Madera. To piękna wyspa.

Niestety postój naszego statku był tutaj krótki. Wśród Brazylijczyków

dominujących wśród pasażerów statku nie znalazłem chętnych na wycieczkę do

wschodniej części wyspy. Postanowiłem tym razem poznać bliżej stolicę wyspy

– Funchal, co nie udało mi sie poprzednim razem:

xMadera982big.jpg


From Madeira we sailed to Lisbon, where I

boarded the plane to fly via Munich to Gdansk. Short news from the route of

this journey through the hot tropics you will find as always in my travel

log on

globosapiens.net site, and  more information and pictures of this

interesting region of the world I’m going to publish on a separate page of

my site: Nordeste and the Atlantic

Z Madery

popłynęliśmy do Lizbony, skąd samolotem przez Monachium wróciłem do Gdańska.

Krótkie wiadomości z trasy tej podróży przez gorące tropiki umieściłem jak

zawsze w moim 

dzienniku podróży w serwisie globosapiens.net, a wiecej informacji i

zdjęć z tego ciekawego regionu świata zamierzam zamieścić na osobnej stronie

mojego serwisu: Nordeste i Atlantyk

At the end of May 2014 I completed not so long but still

very exciting journey to the north: to Norway, behind the Arctic Circle. I

have already watched the famous Norwegian fjords, but then I got by car only

to Geiranger. This time I wanted to admire them from the deck of the ship.

The sea route began in Bergen – a beautiful, historic city, which due to the

interesting old buildings was placed on the list of World Heritage:

Pod koniec

maja 2014 wróciłem z niezbyt długiej, ale niezwykłej podróży na północ – do

Norwegii, aż za Krąg Polarny. Słynne norweskie fiordy kiedyś już oglądałem,

ale dotarłem wtedy samochodem tylko do Geiranger. Tym razem chciałem podziwiać je z

pokładu statku. Trasa morskiej podróży rozpoczęła się w Bergen – pięknym,

historycznym mieście, które ze względu na ciekawą starą zabudowę trafiło na

listę World Heritage:

xFiordyBergOLY975BIG.jpg

Hurtigruten shipping line sends daily from Bergen one ship, which sails

north – through the Arctic Circle – up to Kirkenes at the Russian border

visiting on the way  the islands, fjords, ports. Then it sails back

along the same route to Bergen sailing during the day these episodes, which

on the way north were passed by night. I will go on the old ship “Lofoten”

(pictured on the right), who reminds me of the ferry boat “Columbia”, which

many years ago I was sailing to Alaska with my son Adam. 

 

 

Linia żeglugowa Hurtigruten wysyła

codziennie z Bergen jeden statek, który płynie na północ – za krąg polarny –

aż do Kirkenes przy rosyjskiej granicy, odwiedzając po drodze wyspy, fiordy,

porty. Potem wraca tą samą trasą do Bergen przepływając w porze dziennej te

odcinki, które w drodze na północ pokonywał nocą.

Wybrałem stary i mały statek “Lofoten”

(na zdjęciu obok), który swoją przysadzistą sylwetką przypomina mi prom

“Columbia”, którym wiele lat temu płynąłem na Alaskę z moim synem Adasiem. “Lofoten” to najstarszy z

dwunastu statków obsługujących trasę Hurtigruten. Zabiera do kabin tylko 150

pasażerów. W tej konkretnej podróży było ich średnio 75. W tym roku

staruszek obchodzi złoty jubileusz – 50 lat pływania. Wierzę, że stare statki mają swoją duszę, dlatego go

wybrałem. Nie bez znaczenia był też fakt, że koje na “Lofoten”, choć mniej

wygodne, są średnio o połowę tańsze niż na tych nowych statkach. A trasa

którą pokonują jest przecież taka sama! 

xFiordy267big.jpg

It was almost mid of May when I departed  and I must confess, that I

expected to see green-covered mountains, meanwhile, after two days of

sailing north I saw such views as pictured above. The winter were still

reigned there! But it was also a beautiful landscape. Maybe even more

beautiful? Weather favored us – and here I would like to thank all the

Friends who have successfully kept her fingers crossed for it :).  In

May famous Lofoten Islands looked like here:

Gdy wyruszałem była prawie połowa maja i wyznam, że

oczekiwałem na trasie gór pokrytych pierwszą, delikatną zielenią tymczasem

już po dwóch dobach żeglugi na północ zaczęły dominować takie widoki jak na

zdjęciu powyżej. Tu wciąż jeszcze królowała zima! Ale to także był piękny

krajobraz. Może nawet piękniejszy? Sprzyjała nam pogoda – i tu pragnę

podziękować wszystkim Przyjaciołom, którzy z dobrym skutkiem trzymali za nią

kciuki  :). Tak wyglądały w maju słynne Lofoty:

xFiordyLofOLY234big.jpg


We crossed the Arctic Circle about 7.13 in the morning,

the only sign was a small globe-shaped monument  placed on a tiny and

inhospitable rocky island. Sailing further in the seemingly endless number

of  islands and fjords I admired the austere beauty of the arctic

nature. The ship turned off the main route to 2 km

long Trollfjord, where the landscape is very dramatic:

Krąg Polarny przekroczyliśmy o

7.13 rano, jedynym jego znakiem był niewielki pomnik w kształcie globusa

umieszczony na maleńkiej i niegościnnej skalistej wysepce . Płynąc dalej

wśród nieskończonych wysp i fiordów podziwialiśmy surowe piękno arktycznej

przyrody. Statek skręcił z głównego szlaku do długiego na 2 kilometry

Trollfiordu, gdzie krajobraz jest niezwykle dramatyczny:

xFiordyTrolOLY713BIG.jpg


After a few days of sailing we moored on

the island Mageroya. The most northern point of this island – North Cape –

Nordkapp is designating the  northernmost point of Europe. The ship was

waiting, while we were driving across the island by bus to stand eventually

on the 300-meter cliff piling up over the ocean. In the summer there are

crowds of tourists. In mid-May – as you can see in the picture below – the

monument was empty. And it also consisted the uniqueness of this time and

this place:

Po kilku dobach żeglugi

zacumowaliśmy na wyspie Mageroya. Jej północny przylądek – Nordkapp wyznacza

najbardziej wysunięty na północ punkt Europy. Statek czekał, podczas gdy my

jechaliśmy w poprzek wyspy autobusem, by stanąć w końcu na 300-metrowym

klifie piętrzącym się ponad oceanem. Latem przewalają się przez to miejsce

tłumy turystów. W połowie maja – jak widzicie na zdjęciu poniżej – pod

pomnikiem nie było nikogo. I to też składało się na niezwykłość tej chwili i

tego miejsca:

xFiordyNordkapOLY407BIG.jpg


On the sixth day of our cruise ship

arrived to the port of Kirkenes – located only 10 kms from the border of

Russia. The town of Kirkenes (pictured below) can not excites you with any

monuments, but for traveler could be a magic place, because here after all,

” the Norway ends”

Szóstego dnia naszego rejsu

statek dotarł do portu Kirkenes – odległego zaledwie o 10 kilometrów od

granicy Rosji. Miasteczko Kirkenes (na zdjęciu poniżej) nie może pochwalić

się żadnymi zabytkami, ale na podróżnika działa tu magia miejsca, bo tu

przecież “kończy się Norwegia”.  

xFiordyKirkenOLY441big.jpg

Pobyty w portach były krótkie,

ale mimo to miałem wiele okazji do kontaktów z Norwegami obojga płci. W

Tromso trafiłem na dzień bierzmowania, a w Kristiansundzie zaproszono nas do

udziału w paradzie z okazji święta narodowego i 200-lecia uchwalenia

norweskiej konstytucji. Na takie okazje miejscowi ubierają bardzo piękne

ludowe stroje. Była okazja do zrobienia pamiątkowych zdjęć.

 

Our stays in

the ports were short, but I still had a lot of opportunities for socialize

with Norwegians of both sexes. To Tromso we came on the day of Confirmation,

and in Kristiansund they invited us to participate in the parade on the

occasion of the National Day and the 200th anniversary of the Norwegian

Constitution. On such occasions the locals appear in very beautiful folk

costumes. It was an opportunity to make commemorative photos.

xFiordyGrotoyaOLY569big.jpg

I returned

from this trip captivated by the beauty of the arctic nature. It turned out

that it was not a great cruiseship, but much cheaper, “Coastal Express” (that’s

how they translate into English the name Hurtigruten) gives you the best

opportunity to watch so varied Norwegian coast for almost its entire length.

More pictures from this journey and practicals I already published on the

new page
FIORDS

Wróciłem z tej wyprawy urzeczony pięknem

arktycznej przyrody. Okazało się przy tym, że to nie wielki wycieczkowiec,

ale znacznie tańszy “coastal express” (tak tłumaczą na angielski nazwę linii

Hurtigruten) daje najlepszą możliwość oglądania tak urozmaiconego

norweskiego wybrzeża na prawie całej jego długości.  Zdjęcia z tej

podróży i informacje praktyczne zamieściłem już na osobnej

stronie: FIORDY

 


For

the autumn of 2014 I planned to travel beyond the Urals, but the sad

events in Ukraine and arousing anti-Western sentiment in Russia forced me to 

change my plans quickly. What was possible to prepare in the short time? I

spent already 10 days in the Italian Dolomites. This was inexpensive and

successful journey. Few pictures from this route you can see further below.

In October I

flew by low-cost airline to well-known Malaga, to board there low-cost ship

heading to unknown to me islands of the Mediterranean Sea. Here you can see

Plaza de Toros in Malaga:


Na

jesień 2014 roku planowałem podróż za Ural, ale smutne wydarzenia na

Ukrainie i rozbudzanie antyzachodnich nastrojów w Rosji zmusiły mnie do

szybkiej zmiany planów. Co można było w krótkim czasie przygotować?  W

połowie września poleciałem do włoskiego miasta Bergamo, by wyruszyć w

słynące z pięknych krajobrazów Dolomity.  To była niedroga i udana podróż. Kilka

zdjęć z tego wyjazdu zamieściłem na tej stronie nieco poniżej. 

Natomiast w

październiku poleciałem tanią linią lotniczą do dobrze mi znanej i lubianej

Malagi, by tam zaokrętować się  na tani rejs na nieznane mi jeszcze

wyspy Morza Śródziemnego. To Plaza de Toros w Maladze, gdzie odbywają się

walki byków:

xMalagaTABL.jpg


Valencia, Spain – our second port of call:

 


Nasz statek prowadził bezpiecznie i

punktualnie polski kapitan Arkadiusz Branka. Spotkaliśmy się już po raz

drugi i było mi bardzo miło pogawędzić z nim sam na sam przy kapitańskim

stole podczas kolacji. Kolejnym portem po Maladze była Walencja, która ma

ciekawe stare miasto, ale największe wrażenie w tym mieście wywarły na mnie

nowoczesne, olbrzymie budowle Centrum Sztuk i Nauk – jak na przykład  

przypominająca gigantyczną muszlę Agora (na zdjęciu obok).

 


Zawinęliśmy potem na Majorkę, gdzie

niestety nie znalazło się na statku (1800 pasażerów na pokładzie!) dość

chętnych, by zorganizować wycieczkę do klasztoru Valdemossa (jeszcze tam

wrócę!)  Mogłem za to podziwiać katedrę w Palma de Mallorca i

przylegający do niej pałac:

xPalmaTABL.jpg


Our next port was Palma de Mallorca where

I had opportunity to see famous cathedral (on the picture above). Then the

picturesque Ajaccio on the French island of Corsica I saw the house where

Napoleon was born. The ship sailed at night, so the day later I look again

to Rome. The Eternal City lasts, but the queues to the tourist facilities

are getting longer, and on the streets, unfortunately, is becoming more

traffic and more smog..


W malowniczym Ajaccio na francuskiej

Korsyce zobaczyłem dom, w którym urodził się Napoleon. Statek płynął nocami,

więc już w dzień później mogłem ponownie zajrzeć do Rzymu. Wieczne Miasto

trwa, ale kolejki do obiektów turystycznych są coraz dłuższe, a na ulicach

niestety jest coraz większy ruch samochodowy i coraz więcej smogu. Luk

Konstantyna został ogrodzony, a bilety na wstęp do Colloseum lepiej kupować

dzień wcześniej:

xRzymTABL.jpg

In the

following days for the first time in my life I saw the Italian island of

Sardinia. They built the capital of this island – Cagliari on a hill in the

form of huge citadel surrounded by a high defensive wall:

W kolejnych

dniach po raz pierwszy w życiu zobaczyłem włoską wyspę Sardynię. Ponad

stolicą tej wyspy – miastem Cagliari zbudowano na wzgórzu cytadelę otoczoną

wysokim murem obronnym:

xCagliariTABL.jpg

When the ship returned to Malaga

I was traveling further by bus through Andalusia and Castile to northern

Portugal. I was in the past in Andalusia, but it was a time of black and

white photography – in 1971!  It was so nice to look again into the

romantic cities such as Granada, Cordoba and Seville. Then I’ll go further –

to the unknown to me Castile, to complete the land part of the tour in

Northern Portugal. There I visited the old city of Coimbra, where you can

see the  impressive buildings of venerable university: 

Po powrocie statku do Malagi pojechałem dalej

autobusami przez Andaluzję i Kastylię do Północnej Portugalii. W Andaluzji

byłem już kiedyś, ale były to czasy czarno-białych zdjęć – rok 1971!  

Miło mi więc było zajrzeć ponownie do takich nastrojowych miast jak Granada, Cordoba czy Sewilla. Potem pojadę dalej – do nieznanej mi Kastylii, by

zakończyć lądową część trasy w Północnej Portugalii. Zwiedzałem tam stare

miasto Coimbra, gdzie budzą podziw budynki szacownego uniwersytetu:

xCoimbraTABL.jpg

 

In the Northern Portugal it is

worth to visit little town Guimaraes – UNESCO World Heritage Site. This is

the place where the kingdom of Portugal was born. First king of Portugal –

Alfonso I ruled from this romantic castle since 1111:  

W Północnej

Portugalii warto odwiedzić niewielkie miasteczko Guimaraes wpisane na listę

Światowego dziedzictwa UNESCO. Portugalczycy twierdzą, ze to właśnie tutaj

narodziło się ich państwo. Pierwszy król Portugalii Alfonso I poczynając od

roku 1111 rządził krajem z tego romantycznego zamku:

xGuimaraesTABL.jpg

My journey

through the Iberian Peninsula ended in Porto – the second largest city in

Portugal. This city, situated on the hills, which fall steeply to the river

I like more then Lisbon in August, which I saw already several times. High

bridges and old boats ride full of barrels of famous  Porto wine

certainly add beauty to this city: 

Moją podróż przez półwysep

Iberyjski zakończyłem w Porto – drugim co do wielkości mieście Portugalii.

To miasto, położone na wzgórzach, które  stromo opadają ku rzece

podobało mi sie bardziej od Lizbony, w której byłem już kilka razy. Wysokie

mosty i stare stateczki wyładowane beczkami słynnego portweinu na pewno

dodają temu miastu urody:

xPortoOLY703.jpg

More pictures

from this trip I’m going to post on a separate page

Iberiada.  The short

messages from the route enriched by many practical information you will find 

as always in my

travellog on 

globosapiens.net website.

Więcej zdjęć z tej podróży

zamierzam zamieścić na osobnej stronie

Iberiada. A krótkie

wiadomości z trasy wzbogacone wieloma informacjami praktycznymi z tej podróży znajdziecie jak zawsze w moim 

dzienniku podróży w serwisie globosapiens.net

 


  In the late September 2014 I returned

from Italy. For several years Italian Dolomites were on the

list of my travel targets and I decided to go there instead – flying at the

beginning by the low-cost direct flight from Gdansk to Bergamo and then

continuing the journey in the small car, rented in the Bergamo airport. The

first overnight stop was in Riva, on the picturesque Garda Lake:


A teraz wracam na chwilę do mojej

wrześniowej podróży. Od kilku lat na liście moich

podróżniczych celów figurowały

Włoskie Dolomity i tam właśnie wyruszyłem we wrześniu 2014 – lecąc na początek tanią linią

lotniczą z Gdańska do Bergamo, a potem kontynuując podróż małym wypożyczonym samochodem.

Pierwszym miejscem postoju była Riva nad malowniczym jeziorem Garda:

xDolom777big.jpg


Spending daily 7-8 hours behind the wheel

I was going up the high passes admiring the panoramas. In the valleys I

visited the famous ski resorts like Madonna di Campiglio, Cortina d’Ampezzo,

Val Gardena. I came to the conclusion that also in the late summer they have

to offer newcomers wonderful scenery, at much lower prices.

The biggest impression made ​​on me the view from the top of the Stelvio

Pass on the snow-covered summit of Ortler with 3905 meters – the highest in

this part of the Alps:

Spędzając codziennie 7-8 godzin za kierownicą wjeżdżałem na wysokie

przełęcze

podziwiając wspaniałe górskie panoramy. W dolinach odwiedzałem słynne

ośrodki sportów zimowych jak Madonna di Campiglio, Cortina d’Ampezzo, Val

Gardena. Okazało się, że także i późnym latem mają one do zaoferowania

przybyszom wspaniałą scenerię, przy znacznie niższych cenach.

Największe

wrażenie zrobił na mnie widok z Przełęczy Stelvio  na ośnieżony

wierzchołek szczytu Ortler mający 3905 metrów – najwyższy w tej części Alp:

xDolomOLY108big.jpg

The weather

favored me for the first four days, as seen in the picture on the right

column below. Then, although is was not raining, but the mountain peaks were

often surrounded by clouds, which hindered me photographing and filming (look

at the picture below – it’s the rock wall over San Martinio) 


Pogoda sprzyjała mi przez pierwsze 4 dni,

co widać na zdjęciu poniżej. Potem wprawdzie nie padało, ale górskie szczyty

często otoczone były obłokami, co utrudniało mi fotografowanie i filmowanie

(popatrzcie na zdjęcie poniżej na lewej kolumnie – to skalna ściana ponad

San Martinio)

xDolomOLY318.jpg
xDolomOLY113.jpg

The vast

majority of the time spent in the province, called by the Italians the Upper

Adige, and by the German-speaking population residing there – South Tyrol. I

visited in this area many small, charming towns,  to me the most

beautiful was Bressanone. At the main square of the city stands the

beautiful cathedral. It seems to me that this was the prettiest of the

churches viewed by me on this trip:


Znakomitą większość czasu spędziłem w

prowincji, którą Włosi nazywają Górną Adygą, a zamieszkująca tam

niemieckojęzyczna ludność – Południowym Tyrolem. Odwiedziłem w tym rejonie

wiele małych, uroczych miasteczek, spośród których najładniejsze wydało mi

się Bressanone. Przy głównym placu tego miasta stoi piękna katedra. Wydaje

mi się, że był to najładniejszy z kościołów oglądanych przeze mnie w tej

podróży: 

xDolomOLY184BIG.jpg


At the end of my stay, after returning

the car I went by train to see Cinque Terre  famous for its picturesque

villages, located on the cliff on the Ligurian Coast. Italian railway

workers announced the strike, hindered me the exploration (the villages are

reached easily by train – by the tunnels pierced at sea level ), but still –

after wandering by foot on high cliffs I was able to see during the whole

day the most interesting places of Cinque Terre:

Pod koniec pobytu, już po oddaniu samochodu pojechałem jeszcze pociągiem

zobaczyć Cinque Terre – słynne ze swojej

malowniczości wioski, położone na Wybrzeżu Liguryjskim. Strajk włoskich

kolejarzy utrudnił mi ich eksplorację (do wiosek dociera się najłatwiej

pociągiem – przez przebite na poziomie morza tunele), ale i tak – wędrując

pieszo po wysokich klifach udało mi się zobaczyć w ciągu całego dnia

najciekawsze miejsca Cinque Terre:

xDolom365BIG.jpg


It was not a long, far-away journey, but

it provided me with many impressions, resulting primarily from contact with

the beautiful nature – I think it Dolomites deserve fully to its fame!

To nie była

ani długa ani daleka podróż, ale dostarczyła mi wielu wrażeń, wynikających

przede wszystkim z kontaktu z piękną przyrodą – uważam, że Dolomity

zasługują w pełni na swoją sławę!

 


Three days before

Christmas 2014, I returned from a trip to the warm countries – the sunny

Caribbean. I’ve been many times in this region of the world, but still I got

there to discover new islands – now the less known ones. The journey started

from the French Guadeloupe, where I stayed for a few days in the village of

Saint Francois. Guadeloupe has scattered around small islands, which can be

reached by ferry. Every day I sailed to another island returning in the

evening  to my base. I found Saints Islands  (Saintes) to be the

most beautiful. I climbed up there Mt Chameau to photograph this beautiful

panorama:


Na trzy dni przed

Świętami Bożego Narodzenia 2014 wróciłem z podróży do ciepłych krajów – ze słonecznych Karaibów. Byłem już wielokrotnie w tym regionie świata,

ale wciąż mam tam do odkrycia nowe wyspy – teraz już te mniej znane. Podróż

rozpocząłem od  francuskiej Gwadelupy, gdzie zamieszkałem na kilka dni

w miasteczku Saint Francois. Wokół Gwadelupy rozsiane są drobne wysepki,

na które można dopłynąć promem. Każdego dnia płynąłem na inna wyspę, by

wieczorem wrócić do swojej bazy. Najpiękniejsze okazały się Wyspy Świętych (Saintes).

Wspiąłem się tam na górę Chameau, by sfotografować taką oto piękną panoramę:

xSaintesTABL.jpg

On Desirade

and Marie Galante you can also find a lot of interesting places. Important

in this is that these islands does not have the crowds of tourists. I’m

going to describe these islands on separate web pages, giving there in

addition to posted photos practical information, how to plan your trip to

this part of the Caribbean. At the Guadeloupe itself it is also possible to

see very interesting places. A very dramatic example is the landscape of the

eastern tip of the island. The little piece of land on the horizon is the

island Desirade:


Na Desirade i Marie Galante też można

znaleźć wiele ciekawych miejsc. Ważne przy tym jest to, ze na tych wysepkach

nie ma jeszcze tłumów turystów. Zamierzam opisać te wyspy na osobnych

stronach internetowych, zamieszczając tam oprócz zdjęć informacje praktyczne

umożliwiające zaplanowanie wyprawy do tego zakątka Karaibów. Na samej

Gwadelupie też można zobaczyć ciekawe miejsca. Bardzo dramatyczny jest na

przykład krajobraz wschodniego cypla wyspy. Ten ląd na horyzoncie to wyspa

Desirade: 

xGwadelTABL.jpg


Then I flew  already known to me

from previous travel the island of Antigua. From there 5 times a week, 

a small ferry departs to the neighboring Barbuda, famous for its colony of

the frigates – large seabirds that nest here – apparently about two

thousands of them.


Potem poleciałem na znaną mi już z

poprzednich podróży wyspę Antigua. Stamtąd 5 razy w tygodniu pływa mały prom

na sąsiednią Barbudę, słynącą z kolonii fregat – wielkich morskich ptaków,

których gniazduje tu podobno około dwóch tysięcy.

xBarbudaTABL.jpg

Another,

hitherto unknown island, which was visited was Nevis – island, over which

dominates an extinct volcano. His summit is usually covered by white clouds,

which Columbus recognized as a snows and named the island  Our Lady of

the Snows (NS de Nieves). British simplified the  the maps, leaving

only the name “Nevis” I visited the island by hitchhiking. Here you can see

how it looks like from the ferry:


Kolejną, nieznaną dotąd wyspą, która

odwiedziłem był Nevis – wyspa, nad którą dominuje wygasły wulkan. Jego

wierzchołek zazwyczaj tonie w białych obłokach, które Kolumbowi skojarzyły

się ze śniegiem i nazwał wyspę imieniem Matki Bozej Śnieżnej (NS de Nieves).

Brytyjczycy uprościli sobie tą nazwę pozostawiając “Nevis” Wyspę ta

zwiedzałem autostopem. Tak wygląda Nevis z płynącego nań promu:

xNevisTABL.jpg

On all the

visited islands in the November / December prevailed tropical temperatures

and wonderfully bloomed flowers. I could photograph them at will. Here are

the examples of the natural beauty of the Caribbean:


Na wszystkich odwiedzonych wyspach

panowały w listopadzie/grudniu tropikalne temperatury i wspaniale kwitły

kwiaty. Mogłem je fotografować do woli. Oto przykłady piękna karaibskiej

przyrody:

xCaribFlowersTABL.jpg
xCariFlowersTABL.jpg

Cheap ship

that departs from Miami took me later to Honduran Roatan and onward – to

Belize. The first island (Roatan) has nice beaches and good conditions for

diving and snorkeling. And all this in a setting of exotic vegetation:


Tanim statkiem, który odpływa z Miami popłynąłem

potem na honduraski Roatan i do Belize. Ta pierwsza wyspa ma ładne plaże i

dobre warunki do uprawiania nurkowania i snorkelingu. A wszystko to w

oprawie egzotycznej roślinności:

xRoatanTABL.jpg

However, in

Belize, I wanted to see partially purified from the lush vegetation of the

surrounding jungle ruins of Mayan city Xunantunich. During my first stay in

Belize these ruins were not open to the public. They lie on the border of

Guatemala, about two hours drive from Belize City. In order not to risk

being late for the ship departure I had to buy expensive organized tour. But

I think that it was worth it. Here you can see main building of the complex

– the so-called Castillo:


Natomiast w Belize wybrałem się zobaczyć

częściowo oczyszczone z bujnej roślinności otaczającej dżungli ruiny miasta

Majów Xunantunich. Podczas mojego pierwszego pobytu w Belize ruiny te nie

były udostępnione do zwiedzania. Leżą przy granicy Gwatemali, o dwie godziny

jazdy od Belize City. Aby nie ryzykować spóźnienia na statek musiałem

wykupić kosztowną zorganizowaną wycieczkę. Ale uważam, ze było warto. Oto

główna budowla kompleksu – tzw Castillo:

xXunantuTABL.jpg

The last major

episode of this trip was a short stay in the Bahamas – picturesque

archipelago, which still feels like to be the British colony and which has

to offer luxury hotels and casinos. But the budget traveller can find here

also cheaper places – secluded white sands and tempting azure sea:


Ostatnim ważnym epizodem tej podróży był

krótki pobyt na Bahamach – malowniczych wysepkach, na których wciąż czuje

się atmosferę brytyjskiej kolonii i które maja do zaoferowania turyście

luksusowe hotele i kasyna. Ale tramp znajdzie tam również zaciszne tańsze

miejsca kuszące bielą piasku i lazurem morza:

xBahamaTABL.jpg

I was able to

complete the entire itinerary. It was a nice escapade to the tropics – a

reasonable escape from the cold and gray days of the European autumn. I came

back refreshed and full of new experiences. I think that for the next year

in the same season will be worth  to arrange a similar trip …


Udało mi się zrealizować cały plan

podróży. To była sympatyczna eskapada do tropików – rozsądna ucieczka od

szarugi i chłodu europejskiej jesieni. Wróciłem wypoczęty i pełen nowych

wrażeń. Myślę, ze za rok w takim sezonie warto będzie zorganizować sobie

podobny wypad… Kto chciałby dołączyć?   
🙂