This was my third travel to Mexico. After famous Barranca del Cobre Canyon
I took a ferry to the peninsula of Baja California. Back in the
mainland I went down the Mexican Pacific
Coast.
Just look
at the map below:
To była
moja trzecia podróż do Meksyku. Po odwiedzeniu słynnego kanionu Barranca del Cobre
popłynąłem promem na Półwysep Kalifornijski. Powróciwszy do
“kontynentalnego” Meksyku jechałem wzdłuż wybrzeża Pacyfiku – na
południowy wschód.

W poprzednim odcinku przerwałem
naszą wędrówkę po Meksyku w Bahia de Navidad. To taka piękna zatoka pomiędzy
Puerto Vallarta i Manzanillo. Kolejnego dnia zamierzałem przejechać do
nadmorskiego kurortu Zihuahanejo. Ale w dzień bezpośredniego autobusu nie
było. Musiałem najpierw dojechać do Manzanillo za 44 pesos i tam
szukać połączenia na kolejny odcinek trasy.
From Maleque I took a local bus (44 pesos) to Manzanillo and then
the next one to Lazaro Cardenas (202 pesos in second class)
Manzanillo okazało się wielkim
portem z przemysłem w tle. Nie ma po co się tu zatrzymywać. Na północnych
przedmieściach mijałem plaże (na zdjęciu obok), ale nie była to żadna
rewelacja…


Na terminalu autobusowym
nazywanym potocznie kamionerą okazało się, że za pół godziny mam autobus,
ale tylko do Lazaro Cardenas – “segunda” za 202 peso. Tam znów będę musiał
szukać połączenia. Na szczęście było jeszcze wcześnie – miałem nadzieję, że
do zmroku jednak dotrę do celu. Na peronie kamionery czyściutki kucharz
podgrzewał na metalowej płycie świeże tacos. W środku siekane mięso,
cebulka, szczypiorek. I to było moje śniadanie za 10 pesos…
W wielu meksykańskich sklepach i
zakładach usługowych można płacić dolarami po uczciwym kursie eksponowanym w
oknie lub przy kasie.
Many shops in Mexico accept payment in US dollars. The rate is on
display in the window…


Najpierw za oknem autobusu
ciagnęły sie kilometrami plantacje bananów pod kokosowymi palmami. Potem szosa numer 200 do Lazaro, trudna
i kręta biegła wzdłuż malowniczego, wysokiego brzegu, ale nie dało się robić zdjęć. Dopiero kiedy
stanęliśmy na popas w Pichilinguillo i wszyscy poszli na posiłek mogłem
wspiąć się na skarpę i popatrzeć na malownicze wybrzeże…
The route 200 to Lazaro is difficult to drive. Fortunately we
stopped for the lunch in the little fishing village Pichilinguillo where I
missed my meal, but I took some good pictures.
Warto było… U moich stóp przy
plaży leżała rybacka wioska z kilkoma łodziami wyciągniętymi na piasek…


Idylliczna i pusta plaża
podzielona była na pół małym skalistym grzbietem. Koloryt wody kojarzył mi
się z pocztówkami pokazującymi uroki południowych mórz. Na stromym
zboczu rosły egzotyczne dla nas agawy. Popatrzcie na tego samotnego
człowieczka na plaży – ja chciałbym nim być i móc coeszyć sie uroda tego
zakątka!
Pichilinguillo beach.
Nieco dalej w małej dolince rosła
grupa palm i widać było kolejne domy. Ale mnie najbardziej podobało się
morze (a właściwie – ocean) i nadbrzeżne skały.

Tak to wyglądało w
szerszej perspektywie:

It as one of the nicest places I saw during my Mexican Voyage…
Fotografowałem
malowniczy skalisty cypel oddzielający dwie przyległe zatoczki…

I was
surprised: on the idyllic, clean beach I did not see any tourists.
… i zaskoczony byłem,
że na urokliwej, czystej plaży nie widzę żadnych wczasowiczów… Pewnie
dlatego, że to tak daleko od wielkich miast… Moja podróż z Manzanillo do
Lazaro Cardenas miała trwać aż 7 godzin!

Zdążyłem wrócić na mój
odjeżdżający autobus i pojechaliśmy dalej. Gdzieś na tysięcznym zakręcie
udało mi się zrobić kolejny ładny obrazek pokazujący pejzaż:

when I reached Zihuatanejo.
Jak wszedzie po drodze na
przystankach w małych miasteczkach wsiadały kobiety oferujące tacos,
burritos i inne jedzonko…
W Lazaro okazało się, że
mój następny autobus – do Zihuatanejo odjeżdża z zupełnie innego terminalu –
na szczęście odległego tylko o trzy kwadry. Byłem głodny, było gorąco. Po
drodze zdążyłem jeszcze kupić butlę coli i kilka bułek. Wsiadłem do
trzeciego już autobusu. Bilet do Zihua kosztował 51 pesos. Słońce
zachodziło, gdy odjeżdżaliśmy. Do celu dotarłem już po zmroku… Jeszcze
tylko długi marsz z plecakiem z kamionery w dół – do starego centrum miasta
położonego nad samą zatoką…


Mój zapuszczony pensjonat “Hospedaje
la Playa” był pusty. Długo dobijałem się do bramy w uliczce prowadzącej
równolegle do plaży. Za pokój z wiatrakiem i prysznicem chcieli 350, w końcu
zgodzili się na 300. Miał jedna zaletę: przez furtkę w płocie (na zdjęciu) wychodziło
się wprost na miejska plażę…
widoczne rybackie łódki…

Zihuatanejo Bay is much smaller then the other bays I saw on Pacific
Coast.
Zatoka
nad którą leży Zihua (tak często skracają trudną nazwę miejscowości)
jest niewielka, wokół niej na zboczach wybudowano wille i pensjonaty:

Zihuatanejo.
W kilku miejscach na
piasek wystawiono restauracyjne stoliki. Ale sezon się jeszcze nie zaczął –
jest pusto…


Pomaszerowałem do pobliskiej hali targowej po tanie owoce. Panaderia z
europejskim chlebem i bułkami po 2,50 była dosłownie za rogiem… To
niewielkie, kameralne miasteczko.
Zihuatanejo commercial street.
Potem ruszyłem wybetonowanym
chodnikiem wzdłuż brzegu zatoki


słyszałem, ze zamożni meksykanie mają tu swoje letnie rezydencje…
Po drodze mogłem fotografować
pelikany, których jest tu bardzo dużo (polują na ryby nurkując przy brzegach
zatoki) i inne wodne ptactwo…

Playa Madera:
niewielka, ze skupiskiem restauracji i pensjonatów – jej zaletą jest to, że
leży bardzo blisko centrum – da się dojść w ciągu kilku minut…

A tak “kąpią
się” meksykańscy plażowicze:


To ta sama Playa Madera
fotografowana ze wzgórza. Niestety, betonowany chodnik na brzegu szybko się
kończy – trzeba się cofnąć i wspiąć się wysoko – aż do ulicy z hotelami.


tutejsi inwestorzy zbudowali drogie hotele w meksykańskim stylu – pod
strzechami…
piękny widok na zatokę.

wzgórza widać najładniejszą plażę nad zatoka Zihua – Playa La Ropa:

Zszedłem oczywiście w dół – na
piasek, by zrobić zdjęcia.
Playa La Ropa:

restauracyjnych stolików na piasku u nas jest rzadko praktykowany – tutaj to
normalne…


przechadzają się wędrowni sprzedawcy pamiątek i wszelkiego innego dobra…
Playa La Ropa
Goście przyplażowych hotelików
płacą za pokój trzy razy tyle co ja w moim hospedaje, ale za to maja do
dyspozycji wykwintne leżaki pod palmami…


dojrzały. Może i lepiej, bo przyznacie, że są bardzo dekoracyjne.
Playa La Ropa.
można dojść jest Playa Las Gatas – na cyplu u wejścia do zatoki. Ostatni
fragment szlaku to kiepska ścieżka po kamieniach wzdłuż wybrzeża… Piszą o
niej, że jest “protected” i że można tu nurkować dla oglądania ryb i
korali…

Las Gatas
beach (above) – crowded and dissapointing.
Ja byłem rozczarowany – była
wąska i zatłoczona. Motorowe łodzie przywożą tu tabuny meksykańskich
wczasowiczów za 35 pesos (bilet powrotny). Za 30 pesos można wypożyczyć na
cały dzień maskę i snorkel. Ale raj to to nie jest…

Wracałem z Las Gatas do miejskiej
plaży motorową lodżią za pół ceny dało mi to szansę zrobienia z wody kilku
ładnych zdjęć Zatoki Zihuatanejo:

rybackie łódki. Rybacy dorabiają zabierając turystów na przejażdżki…

świeże ryby – wśród nich są okazy mające po pół metra i więcej.

Do zatoki
wpływały kiedyś duże wycieczkowe statki. Wyglądały bardzo malowniczo na tle
tych zielonych wzgórz, ale miejscowi zorientowali się, że zwiększają one
poziom zanieczyszczeń w niewielkim przecież akwenie. Teraz statki kotwiczą
naprzeciwko nowoczesnego kurortu Ixtapa – kilkanaście kilometrów na północ.
Nie jechałem tam – wieżowce hoteli i apartamentowce mnie nie pociągają –
wolę kameralną atmosferę Zihua.

And now
Zihuatanejo city tour:
Zanim pożegnałem miasteczko
chciałem podpatrzeć jak żyją to zwykli, miejscowi ludzie. Wyruszyłem a
aparatem na spacer po miasteczku. Tu robi się i sprzedaje na wagę tortillas:

To jedyny kościółek katolicki. W
miasteczku nie ma zabytkowych budowli, ale jest małe muzeum…


W straganach
jest duży wybór pamiątek dla turystów. w tym dominuje kolorowa ceramika.
Zanim kupicie pamiętajcie, ze trzeba to będzie bardzo ostrożnie wieźć do
odległego kraju.
pomagała mamie w kramie z broszkami i wisiorkami.


strojowi, jest bardzo gorąco…
fotelach. Czasem i przez godzinę nie widać klienta…


elegantki. Znudzone, zachowują się tak, jakby siedziały tu za karę…
W końcu
znalazłem się znowu na sennym autobusowym terminalu. Autobus do Acapulco w
ciągu dnia odjeżdża stąd co dwie godziny. Bilet drugiej klasy kosztuje
111 pesos. Jedziemy!
A C A P U L C O


wielkie miasto z setkami mniejszych i większych hotel. Zatłoczone
samochodami ulice. Korki…
Miałem zarezerwowany nocleg w hostelu
przy nadbrzeżnej ulicy Costera Miguel Aleman (na zdjęciu po lewej) –
rezerwować można przez hostelworld.com
ciągnąca się kilometrami reprezentacyjna ulica Acapulco
Costera Miguel Aleman -main
Boulevard of Acapulcol


turystycznej podarowała mi mapkę Acapulco
Plaża była o krok…

A przy niej łańcuch
wysokich hoteli… Acapulco

Sezon w Acapulco jeszcze
się nie rozpoczął – to były dopiero pierwsze dni grudnia – wczasowiczów
jeszcze mało…


ciekawą architekturą…
tu tak silnie, że wszyscy nemal chronią sie pod parasolami.




Acapulco
Quebrady


licznych barach i dyskotekach.
Nightlife in Acapulco….


procesje ku czci patronki Meksyku.
i śpiewają… Duchownych nie widać…


Na początek wjechałem dla widoku na najwyższe pietro Grand Hotelu.
zamykającego Zatokę Acapulco
Views ob
the Bay from the top floor of Grand Hotel.


Plaża piękna i czysta ale to
ilość hoteli przytłacza….

Ale Acapulco to nie tylko plaże –
tak wygląda panorama wnętrza miasta:

Miejskim autobusem pojechałem
szukać słynnej Quebrady, gdzie popisują się nurkowie. Od przystanku dobry
kilometr marszu, ale po drodze można zrobić ciekawe zdjęcia wybrzeża:

Acapulco

Miejsce, gdzie odbywają sie skoki
jest bardzo malownicze:

W skalnej ścianie są tu
ciekawe groty…

Widzicie te dwie małe seledynowe
kapliczki – to jest właśnie to miejsce. Skoki odbywają się codziennie o
13.00 , 19.00 i 20.00 (wieczorem przy sztucznym świetle)

Famous Quebrada rock, where divers are
jumping down:

Zaskoczeniem
było dla mnie, że nurkowie skaczą nie do otwartego morza, ale do wąskiego
“kanionu”. Za wejście na punkt widokowy widoczny na zdjęciu trzeba zapłacić
35 pesos. Dolary tez przyjmują, ale po niekorzystnym kursie!
“kanion” i wspinaja sie po skale…


z nich modlił się przed skokiem przed kapliczką.
najwyższej platformy koło kapliczek zawieszonej na wysokości 35 m nad wodą.
Reszta zeszła nieco niżej.

I już po… trudno uchwycić w
obiektywie moment skoku…


wejściu i do reklamówki zbierają dodatkowe datki – najchętniej dolary…
statku tańczy przez chwilę zespół folklorystyczny…


się pamiątki…

Playa Caleta:
A potem można wrócić na główną
arterię i podjechać busem na Playa Caleta…

To kolejna atrakcja turystyczna
Acapulco – za 70 pesos zabierają na łódź płynącą na pobliską wyspę Roquetta


(mizernej) podwodnej fauny przez przeszklone dno łodzi.
Nurek wydobywa
jeżowca….

wybrzeże z willami miejscowych sław…


Matki Bożej na skałkach. Druga figurka jest w wodzie nieopodal, ale marnie
ją widać….
kupić tacos…

doczłapałem pieszo (odległości są duże) widać linię hoteli i wycieczkowy
statek zacumowany naprzeciwko fortu.

Acapulco – jak dla mnie to zbyt
dużo tej zabudowy…


placu schowana za drzewami stoi miejscowa katedra.
A w pobliżu zawsze polują
taksówkarze. Najtańsze są tu te taksówki – garbusy…

Wreszcie odwiedziłem
najważniejszy zabytek Acapulco – Fuerte San Diego, zbudowany jeszcze przez
Hiszpanów. Głęboka fosa, wysokie mury…

Do środka wchodziło się przez
zwodzony most nad fosą… I dziś też…


muzeum….
Słońce już
opadało ku zachodowi, ale warto było zrobić jeszcze kilka zdjec z murów
fortu:

Prawie jak pocztówka. Prawdziwe pocztówki
sprzedają tu po 7-8 pesos…

Gdy wracałem pieszo do hotelu
kolejna procesja ku czci Maryi z Gwadalupe maszerowała nadmorskim
bulwarem…

A potem
był jeszcze wspaniały zachód słońca nad zatoką…

Acapulco jarzyło się światłami.
Rozpoczynał się kolejny ciepły wieczór, rozbrzmiewający muzyką i
klaksonami…


….i ja tam byłem, rum tego
wieczora piłem i cieszyłem się urokami Meksykańskiej Riwiery. Ale był to już
niestety mój ostatni dzień w Meksyku.
Kolejnego dnia
przed świtem odleciałem z Acapulco przez Meksyk i Dallas do Europy. Linie
lotnicze zagubiły na tej trasie mój plecak, odzyskałem go dopiero po
czterech dniach. Ale to już zupełnie inna i mniej wesoła historia…