Mexico 2009 part 4 – Acapulco -Wojtek Dąbrowski (Mexico4.htm)

This was  my third travel to Mexico. After famous Barranca del Cobre Canyon

I took a ferry to the peninsula of Baja California. Back in the

mainland  I went down the Mexican Pacific

Coast.

Just  look

at the map below:

To była

moja trzecia podróż do Meksyku. Po odwiedzeniu  słynnego kanionu Barranca del Cobre

popłynąłem promem na Półwysep Kalifornijski. Powróciwszy do

“kontynentalnego” Meksyku jechałem wzdłuż wybrzeża Pacyfiku – na

południowy wschód.

W poprzednim odcinku przerwałem

naszą wędrówkę po Meksyku w Bahia de Navidad. To taka piękna zatoka pomiędzy

Puerto Vallarta i Manzanillo.  Kolejnego dnia zamierzałem przejechać do

nadmorskiego kurortu Zihuahanejo. Ale w dzień bezpośredniego autobusu nie

było. Musiałem najpierw dojechać do Manzanillo  za 44 pesos i tam

szukać  połączenia na kolejny odcinek trasy.

 

From Maleque I took a local bus (44 pesos) to Manzanillo and then

the next one to Lazaro Cardenas (202 pesos in second class)

 

Manzanillo okazało się wielkim

portem z przemysłem w tle. Nie ma po co się tu zatrzymywać. Na północnych

przedmieściach mijałem plaże (na zdjęciu obok), ale nie była to żadna

rewelacja… 

Na terminalu autobusowym

nazywanym potocznie kamionerą okazało się, że za pół godziny mam autobus,

ale tylko do Lazaro Cardenas – “segunda” za 202 peso. Tam znów będę musiał

szukać połączenia. Na szczęście było jeszcze wcześnie – miałem nadzieję, że

do zmroku jednak dotrę do celu. Na peronie kamionery czyściutki kucharz

podgrzewał na metalowej płycie świeże tacos. W środku siekane mięso,

cebulka, szczypiorek. I to było moje śniadanie za 10 pesos… 

W wielu meksykańskich sklepach i

zakładach usługowych można płacić dolarami po uczciwym kursie eksponowanym w

oknie lub przy kasie.

 

Many shops in Mexico accept payment in US dollars. The rate is on

display in the window…

Najpierw za oknem autobusu

ciagnęły sie kilometrami plantacje bananów pod kokosowymi palmami. Potem szosa numer 200 do Lazaro, trudna

i kręta biegła wzdłuż malowniczego, wysokiego brzegu, ale nie dało się robić zdjęć. Dopiero kiedy

stanęliśmy na popas w Pichilinguillo i wszyscy poszli na posiłek mogłem

wspiąć się na skarpę i popatrzeć na malownicze wybrzeże…

The route 200 to Lazaro is difficult to drive. Fortunately we

stopped for the lunch in the little fishing village Pichilinguillo where I

missed my meal, but I took some good pictures.

 

Warto było… U moich stóp przy

plaży leżała rybacka wioska z kilkoma łodziami wyciągniętymi na piasek…

Idylliczna i pusta plaża

podzielona była na pół małym skalistym grzbietem. Koloryt wody kojarzył mi

się z pocztówkami pokazującymi uroki południowych mórz.  Na stromym

zboczu rosły egzotyczne dla nas agawy.  Popatrzcie na tego samotnego

człowieczka na plaży – ja chciałbym nim być i móc coeszyć sie uroda tego

zakątka!

 Pichilinguillo beach.

Nieco dalej w małej dolince rosła

grupa palm i widać było kolejne domy. Ale mnie najbardziej podobało się

morze (a właściwie – ocean) i nadbrzeżne skały.

Mx967big.jpg

Tak to wyglądało w

szerszej perspektywie:

 

Mx969big.jpg

It as one of the nicest places I saw during my Mexican Voyage…

Fotografowałem

malowniczy skalisty cypel oddzielający dwie przyległe zatoczki…

 

Mx970big.jpg

I was

surprised: on the idyllic, clean beach I did not see any tourists.

… i zaskoczony byłem,

że na urokliwej, czystej plaży nie widzę żadnych wczasowiczów… Pewnie

dlatego, że to tak daleko od wielkich miast… Moja podróż z Manzanillo do

Lazaro Cardenas miała trwać aż 7 godzin!

 

Mx971big.jpg

Zdążyłem wrócić na mój

odjeżdżający autobus i pojechaliśmy dalej. Gdzieś na tysięcznym zakręcie

udało mi się zrobić kolejny ładny obrazek pokazujący pejzaż:

Mx985.jpg
I changed the bus again i Lazaro. It was dark and 8 pm on the clock

when I reached Zihuatanejo.

 

Jak wszedzie po drodze na

przystankach w małych miasteczkach wsiadały kobiety oferujące tacos,

burritos i inne jedzonko…

 W Lazaro okazało się, że

mój następny autobus – do Zihuatanejo odjeżdża z zupełnie innego terminalu –

na szczęście odległego tylko o trzy kwadry. Byłem głodny, było gorąco. Po

drodze zdążyłem jeszcze kupić butlę coli i kilka bułek. Wsiadłem do

trzeciego już autobusu. Bilet do Zihua kosztował 51 pesos. Słońce

zachodziło, gdy odjeżdżaliśmy. Do celu dotarłem już po zmroku… Jeszcze

tylko długi marsz z plecakiem z kamionery w dół – do starego centrum miasta

położonego nad samą zatoką…

Mój zapuszczony pensjonat “Hospedaje

la Playa” był pusty. Długo dobijałem się do bramy w uliczce prowadzącej

równolegle do plaży. Za pokój z wiatrakiem i prysznicem chcieli 350, w końcu

zgodzili się na 300. Miał jedna zaletę: przez furtkę w płocie (na zdjęciu) wychodziło

się wprost na miejska plażę…

A tak wyglądała ta plaża – w dali

widoczne rybackie łódki…

 

Mx989big.jpg

Zihuatanejo Bay is much smaller then the other bays I saw on Pacific

Coast.

Zatoka

nad którą leży Zihua (tak często skracają trudną nazwę miejscowości) 

jest niewielka, wokół niej na zboczach wybudowano wille i pensjonaty:

 

Mx990big.jpg

Zihuatanejo.

 

W kilku miejscach na

piasek wystawiono restauracyjne stoliki. Ale sezon się jeszcze nie zaczął –

jest pusto…

Mx992big.jpg

Pomaszerowałem do pobliskiej hali targowej po tanie owoce. Panaderia z

europejskim chlebem i bułkami po 2,50 była dosłownie za rogiem… To

niewielkie, kameralne miasteczko.

 

Zihuatanejo commercial street.

 

I started a walk around the bay…

 

Potem ruszyłem wybetonowanym

chodnikiem wzdłuż brzegu zatoki

Mijałem ukwiecone wille –

słyszałem, ze zamożni meksykanie mają tu swoje letnie rezydencje…

Po drodze mogłem fotografować

pelikany, których jest tu bardzo dużo (polują na ryby nurkując przy brzegach

zatoki) i inne wodne ptactwo…

 

 

Playa Madera:

A to już Playa Madera –

niewielka, ze skupiskiem restauracji i pensjonatów – jej zaletą jest to, że

leży bardzo blisko centrum – da się dojść w ciągu kilku minut…

Mxa01big.jpg

 

A tak “kąpią

się” meksykańscy plażowicze:

 

Mxa02.jpg

To ta sama Playa Madera

fotografowana ze wzgórza. Niestety, betonowany chodnik na brzegu szybko się

kończy – trzeba się cofnąć i wspiąć się wysoko – aż do ulicy z hotelami.

Mxa06.jpg

A na wzgórzu nad Playa Madera

tutejsi inwestorzy zbudowali drogie hotele w meksykańskim stylu – pod

strzechami…

Z okien i tarasów otwiera się

piękny widok na zatokę.

 

Mxa13big.jpg
Z drugiej strony ego samego

wzgórza widać najładniejszą plażę nad zatoka Zihua – Playa La Ropa:

Mxa16.jpg

Zszedłem oczywiście w dół – na

piasek, by zrobić zdjęcia.

Playa La Ropa:

 

Mxa19big.jpg
 Playa La Ropa
Zwyczaj ustawiania

restauracyjnych stolików na piasku u nas jest rzadko praktykowany – tutaj to

normalne…

A od stolika do stolika

przechadzają się wędrowni sprzedawcy pamiątek i wszelkiego innego dobra…

Playa La Ropa

Goście przyplażowych hotelików

płacą za pokój trzy razy tyle co ja w moim hospedaje, ale za to maja do

dyspozycji wykwintne leżaki pod palmami…

 

Mxa36big.jpg

Te kokosy  jeszcze nie

dojrzały.  Może i lepiej, bo przyznacie, że są bardzo dekoracyjne.

Playa La Ropa.

Najdalszą  plażą do której

można dojść jest Playa Las Gatas – na cyplu u wejścia do zatoki. Ostatni

fragment szlaku to kiepska ścieżka po kamieniach wzdłuż wybrzeża… Piszą o

niej, że jest “protected” i że można tu nurkować dla oglądania ryb i

korali…

Mxa36abig.jpg

Las Gatas

beach (above) – crowded and dissapointing.

Ja byłem rozczarowany – była

wąska i zatłoczona. Motorowe łodzie przywożą tu tabuny meksykańskich

wczasowiczów za 35 pesos (bilet powrotny). Za 30 pesos można wypożyczyć na

cały dzień maskę i snorkel. Ale raj to to nie jest…

Mxa48big.jpg

Wracałem z Las Gatas do miejskiej

plaży motorową lodżią za pół ceny dało mi to szansę zrobienia z wody kilku

ładnych zdjęć Zatoki Zihuatanejo:

 

Mxa49big.jpg
To już miejska plaża, a na niej

rybackie łódki. Rybacy dorabiają zabierając turystów na przejażdżki…

 

W zbliżeniu widać piękne palmy.

Tam właśnie, w cieniu można kupić

świeże ryby – wśród nich są okazy mające po pół metra i więcej.

Do zatoki

wpływały kiedyś duże wycieczkowe statki. Wyglądały bardzo malowniczo na tle

tych zielonych wzgórz, ale miejscowi zorientowali się, że zwiększają one

poziom zanieczyszczeń w niewielkim przecież akwenie. Teraz statki kotwiczą

naprzeciwko nowoczesnego kurortu Ixtapa – kilkanaście kilometrów na północ.

Nie jechałem tam – wieżowce hoteli i apartamentowce mnie nie pociągają –

wolę kameralną atmosferę Zihua.

Mxa53big.jpg

And now

Zihuatanejo city tour:

Zanim pożegnałem miasteczko

chciałem podpatrzeć jak żyją to zwykli, miejscowi  ludzie. Wyruszyłem a

aparatem na spacer po miasteczku. Tu robi się i sprzedaje na wagę tortillas: 

Mxa64big.jpg

To jedyny kościółek katolicki. W

miasteczku nie ma zabytkowych budowli, ale jest małe muzeum…

Zihua market:

W straganach

jest duży wybór pamiątek dla turystów. w tym dominuje kolorowa ceramika.

Zanim kupicie pamiętajcie, ze trzeba to będzie bardzo ostrożnie wieźć do

odległego kraju. 

No i ludzie – ta panienka

pomagała mamie w kramie z broszkami i wisiorkami.

Proszę nie dziwić się temu

strojowi, jest bardzo gorąco…

Starsze panie odpoczywają w

fotelach. Czasem i przez godzinę nie widać klienta…

Wśród przekupek są także młode

elegantki. Znudzone, zachowują się tak, jakby siedziały tu za karę…

W końcu

znalazłem się znowu na sennym autobusowym terminalu. Autobus do Acapulco w

ciągu dnia odjeżdża stąd co dwie godziny. Bilet  drugiej klasy kosztuje

111 pesos. Jedziemy!

 


A C A P U L C O

 

Acapulco mnie nie zachwyciło. To

wielkie miasto z setkami mniejszych i większych hotel. Zatłoczone

samochodami ulice. Korki…


Miałem zarezerwowany nocleg w hostelu

przy nadbrzeżnej ulicy Costera Miguel Aleman (na zdjęciu po lewej) –

rezerwować można przez hostelworld.com

A to właśnie Costera – 

ciągnąca się kilometrami reprezentacyjna ulica Acapulco

 

 

 

Costera Miguel Aleman -main

Boulevard of Acapulcol

Panienka z kiosku informacji

turystycznej podarowała mi mapkę Acapulco

Plaża była o krok…

 

Mxa93big.jpg

 A przy niej łańcuch

wysokich hoteli…  Acapulco

Mxa96big.jpg

 Sezon w Acapulco jeszcze

się nie rozpoczął – to były dopiero pierwsze dni grudnia – wczasowiczów

jeszcze mało…

 

Mxa99big.jpg

Niektóre hotele przyciągały wzrok

ciekawą architekturą…

Słońce w ciągu dnia operuje

tu tak silnie, że wszyscy nemal chronią sie pod parasolami.

Mxa103big.jpg
Mxa107.jpg
Acapulco
Mxa110big.jpg
Mój pierwszy zachód słońca w

Acapulco

Słońce zachodzi nad wzgórzami

Quebrady

….. i zaczyna się nocne życie w

licznych barach i dyskotekach.

Nightlife in Acapulco….

 

Od 1 grudnia trwają codzienne

procesje ku czci patronki Meksyku.

Miejscowi idąc w procesjach grają

i śpiewają… Duchownych nie widać…

A ja od wczesnego rana zwiedzam.

Na początek wjechałem dla widoku na najwyższe pietro Grand Hotelu.

Na początek widok cypla

zamykającego Zatokę Acapulco

 

Views ob

the Bay from the top floor of Grand Hotel.

A tu już słynna plaża Acapulco


 

Plaża piękna i czysta ale to

ilość hoteli przytłacza….

 

 

Mxa165big.jpg

 

Ale Acapulco to nie tylko plaże –

tak wygląda panorama wnętrza miasta:

 

Mxa175big.jpg

 

Miejskim autobusem pojechałem

szukać słynnej Quebrady, gdzie popisują się nurkowie. Od przystanku dobry

kilometr marszu, ale po drodze można zrobić ciekawe zdjęcia wybrzeża:

 

Mxa185.jpg

Acapulco

Mxa187big.jpg

 

Miejsce, gdzie odbywają sie skoki

jest bardzo malownicze:

 

Mxa188big.jpg

 

W skalnej ścianie są tu

ciekawe groty…

 

Mxa190big.jpg

 

 

Widzicie te dwie małe seledynowe

kapliczki – to jest właśnie to miejsce. Skoki odbywają się codziennie o

13.00 , 19.00 i 20.00 (wieczorem przy sztucznym świetle)

 

Mxa198big.jpg
 


Famous Quebrada rock, where divers are

jumping down:

 

 Zaskoczeniem

było dla mnie, że nurkowie skaczą nie do otwartego morza, ale do wąskiego

“kanionu”. Za wejście na punkt widokowy widoczny na zdjęciu trzeba zapłacić

35 pesos. Dolary tez przyjmują, ale po niekorzystnym kursie!

Nurkowie najpierw przepływają

“kanion” i wspinaja sie po skale…

Było ich pięciu, ale tylko jeden

z nich modlił się przed skokiem przed kapliczką.

Potem skakali – tylko jeden z tej

najwyższej platformy koło kapliczek zawieszonej na wysokości 35 m nad wodą.

Reszta zeszła nieco niżej.

I już po… trudno uchwycić w

obiektywie moment skoku…

Mxa211big.jpg

Potem nurkowie ustawiają się przy

wejściu i do reklamówki zbierają dodatkowe datki – najchętniej dolary…

Dla pasażerów wycieczkowego

statku tańczy przez chwilę zespół folklorystyczny…

Mxa220big.jpg
Na placu przed Quebradą oferuje

się pamiątki…

Playa Caleta:

 

A potem można wrócić na główną

arterię i podjechać busem na Playa Caleta…

Mxa231big.jpg

 

To kolejna atrakcja turystyczna

Acapulco – za 70 pesos zabierają na łódź płynącą na pobliską wyspę Roquetta

 

Mxa234big.jpg

Po drodze program: oglądanie

(mizernej) podwodnej fauny przez przeszklone dno łodzi.

Nurek wydobywa

jeżowca….

…. piękny widok wstecz na

wybrzeże z willami miejscowych sław…

Mxa245big.jpg
i tak zwane sanktuarium z figurka

Matki Bożej na skałkach. Druga figurka jest w wodzie nieopodal, ale marnie

ją widać….

Po powrocie do przystani można

kupić tacos…

Z miejskiej plaży do której

doczłapałem pieszo (odległości są duże) widać linię hoteli i wycieczkowy

statek zacumowany naprzeciwko fortu.

Mxa266big.jpg

 

Acapulco – jak dla mnie to zbyt

dużo tej zabudowy…

 

Mxa267big.jpg

Przy Zocalo – głównym miejskim

placu schowana za drzewami stoi miejscowa katedra.

A w pobliżu zawsze polują

taksówkarze. Najtańsze są tu te taksówki – garbusy…

Mxa285big.jpg

Wreszcie odwiedziłem

najważniejszy zabytek Acapulco – Fuerte San Diego, zbudowany jeszcze przez

Hiszpanów. Głęboka fosa, wysokie mury…

Mxa287big.jpg

 

Do środka wchodziło się przez

zwodzony most nad fosą… I dziś też…

Mxa292big.jpg

Tyle, ze dziś miesci sie tu

muzeum….

Słońce już

opadało ku zachodowi, ale warto było zrobić jeszcze kilka zdjec z murów

fortu:

Mxa297big.jpg

 


Prawie jak pocztówka. Prawdziwe pocztówki

sprzedają tu po 7-8 pesos…

 w
Mxa298big.jpg

Gdy wracałem pieszo do hotelu

kolejna procesja ku czci Maryi z Gwadalupe maszerowała nadmorskim

bulwarem…

 

Mxa306big.jpg

A potem

był jeszcze wspaniały zachód słońca nad zatoką…

 

Mxa308big.jpg

Acapulco jarzyło się światłami.

Rozpoczynał się kolejny ciepły wieczór, rozbrzmiewający muzyką i

klaksonami…

 

Mxa310big.jpg

….i ja tam byłem, rum tego

wieczora piłem i cieszyłem się urokami Meksykańskiej Riwiery. Ale był to już

niestety mój ostatni dzień w Meksyku.

 

Kolejnego dnia

przed świtem odleciałem z Acapulco przez Meksyk i Dallas do Europy. Linie

lotnicze zagubiły na tej trasie mój plecak, odzyskałem go dopiero po

czterech dniach. Ale to już zupełnie inna i mniej wesoła historia…