Lhasa – Wojciech Dšbrowski – relacja z podróży, zdjęcia i informacje (Lhasa1_pl.htm)

Lhasa_tyt.jpg

LhasaLhasa – tajemnicza, przez wieki niedostępna dla odkrywców, misjonarzy i

podróżników…..  I dziœ jeszcze przybywajšcy tu turyœci zazwyczaj okupić

muszš  w szczególny sposób ziszczenie swoich marzeń: po wyjœciu z autobusu

wœciekle boli głowa, a przez pierwsze dni ziemia kołysze się pod stopami jak na

tańczšcym na fali okręcie…   

Tybt_map2.jpg (48597 bytes)

Lhasa po raz pierwszy została

stolicš Tybetu, gdy w VI wieku przeniósł tu swojš siedzibę król Songtsen

Gampo.   Od 1965 miasto jest oficjalnie stolicš Autonomicznego Regionu

Tybetańskiego wchodzšcego w skład Chin. Dalajlama przebywa na emigracji w Indiach…

lha128.jpg (38187 bytes)

   Ponad Lhasš góruje potężna sylwetka Potali – zamku, klasztoru i

pałacu władców Tybetu jednoczeœnie.  Jego nazwa pochodzi od słowa

“Bodala” oznaczajšcego w sanskrycie “Góra Buddy”.  

Pierwszš budowlę sakralnš na wzgórzu nazywanym Marpori (“Czerwona Góra”)

wzniesiono w VII wieku na polecenie króla Songtsena Gampo … Od czasów pištego

Dalajlamy Potala była zimowš rezydencjš przywódców Tybetu…

lha129.jpg (33963 bytes)

Stolica

Tybetu leży na wysokoœci ponad 3600 metrów nad poziomem morza, nad rzekš o nazwie

Kyichu – Szczęœliwa Rzeka.   Kyichu płynie do Brahmaputry…

       Między wzgórzem na którym zbudowano Potalę i

rzekš jest jeszcze jedno strome wzniesienie:  Medicine Hill, ozdobione radiowym

masztem.  A ponad tym wszystkim piętrzš się jeszcze szczyty górskie, których

wierzchołki sięgajš pięciu tysięcy metrów…

lha135.jpg (43758 bytes)

W swoim notatniku zapisałem, że po dwóch dniach

wyczerpujšcej podróży stolica Tybetu jawiła się nam jak Ziemia Obiecana.  I

choć ta ziemia zdawała się mi kołysać pod stopami (to przez niedostatek tlenu w

powietrzu!) ruszyłem na miasto, by już pierwszego dnia stwierdzić, że ma ono dwie

twarze. Pierwsza to ta, na którš składa się nowoczesna zabudowa ostatniego dwudziestolecia z teatrem i

błyszczšcym szybami hotelem “Lhasa”.   Ten ostatni wzniesiono dla

przybywajšcych samolotami zamożnych turystów. Za ponad 100 dolarów na dzień majš tu

nawet instalację tlenowš, łagodzšcš skutki choroby

wysokoœciowej..

lha131.jpg (34276 bytes)

Drugie

oblicze miasta to stara dzielnica otaczajšca œwištynię

Jokhang, która nie bez powodu nazywana jest katedrš lamaizmu. Dominujš tu tradycyjne

domy z kamienia o kolorowo malowanych drzwiach i oœcieżnicach. Tradycyjnie obramowanie

okien jest ciemne, a na zewnętrznych parapetach widzi się dużo doniczek z kwiatami.

Tutejszy surowy klimat sprawia, że lato jest krótkie, ale Tybetańczycy kochajš kwiaty

i zieleń…

lha132.jpg (44107 bytes)

W

tej właœnie dzielnicy mieœci się kilka tańszych hotelików, w których zatrzymujš

się obieżyœwiaty wędrujšce jak ja  – z plecakiem na grzbiecie. Luksusów tam

raczej nie ma… Za 10 juanów łóżko w wieloosobowym pokoju i “shower ticket”

upoważniajšcy do jednorazowego wejœcia pod prysznic. Biegniemy oczywiœcie czym prędzej

pod ten prysznic. Na pięterku Tybetanka pali drewnem pod dużym garem i wydziela nam po

kolei porcje letniej wody… Lepsze to niż nic!…

lha133.jpg (41345 bytes)

Przyglšdam

się przechodniom na ulicy: bez trudu można odróżnić Tybetańczyków od napływowych

Chińczyków ubierajšcych się “po europejsku”.

Tybetańscy mężczyŸni noszš szuby

lub skórzane serdaki  i zawoje lub futrzane czapki na głowie, a kobiety – czarne,

sięgajšce ziemi bezrękawniki przepasane kolorowym, pasiastym fartuszkiem i jasne

kapelusze. Coraz częœciej elementy tradycyjnych strojów łšczone sš z europejskimi…

lha134.jpg (14306 bytes)

Pomarszczone babcie maszerujš w sobie tylko znanym kierunku

kręcšc

modlitewnymi młynkami i mamroczšc “Om mani padme hum!…” – “BšdŸ

pozdrowiony (Buddo) w kwiecie lotosu…”

Po ulicach

wałęsajš się całe watahy psów, które choć niegroŸne w dzień  w nocy

urzšdzš nam pod oknami hoteliku taki koncert, ze trudno będzie zasnšć…

Ostre

słońce strzela z zenitu…

lha136.jpg (40055 bytes)

Stara Lhasa

zaskakuje przybysza swoja urodš i odmiennoœciš.  Szczególnie ci turyœci, którzy

przybywajš tu z Chin,  przyzwyczajeni już do monotonii  i  

bezwyrazowoœci tamtych miast sš mile zaskoczeni ulicznym folklorem i

oryginalnoœciš

tutejszej architektury. No i oczywiœcie wielkoœciš miasta – po setkach kilometrów

pustkowia Lhasa jawi się jako wielka metropolia..

lha130.jpg (25705 bytes)

Na ulicach

tej metropolii spotkać można różnego rodzaju i wielkoœci wozy i wózki cišgnione

przez zwierzęta i ludzi, a także mini-karawany obładowanych osiołków…

Gdzieœ tu po lewej stronie była piekarnia, w której

można

było (jeœli przyszło się dostatecznie wczeœnie) œwieże chlebowe placki….

lha137.jpg (24504 bytes)

Wystawione

przez rzemieœlników na chodnik  czekajš na potencjalnych nabywców meble wykonane

w tybetańskim stylu – bogato zdobione kolorowymi malunkami przedstawiajšcymi kwiaty i

inne motywy roœlinne…

A

wszystko to przy ulicy Xingfu Donglu, która wydaje się głównš arteriš starej częœci

miasta. To tutaj jest także maleńka jadłodajnia, w której zjadam a apetytem swoje

codzienne pierogi z warzywami. Oprócz chińskich napisów na jej szyldzie pisze także:

THE BEST PLACE

lha138.jpg (29157 bytes)

Boczne

uliczki sš wšskie i nastrojowe, brukowane kamiennymi płytami…  Niestety nie

zawsze ładnie w nich pachnie, bo niektóre fragmenty starego miasta do dziœ nie

posiadajš kanalizacji…

Mało kto spoœród turystów o tym pamięta, ale w

Lhasie jest także dzielnica muzułmańska, z niewielkim meczetem. W garkuchni obok

meczetu skusiłem się na tutejszy rosołek z makaronem i przyprawami, który nazywa się

doœć egzotycznie: lamian – kluski jak nasze, ale od przypraw miałem ogień w

gębie…

lha140.jpg (51091 bytes)

Barwny tłum płynie wœród bazarowych kramów w których można kupić chińskie tekstylia, nepalskie herbatniki i skóry

jaków. Patrzę z boku na to teatrum, czasem przystaje, aby cos zapisać. Wtedy

przechodnie otaczajš mnie wianuszkiem i bezceremonialnie, ale jednoczeœnie bardzo

ciekawie i sympatycznie zaglšdajš mi przez ramię. Próbuję domyœlać się ich

komentarzy: “Aha, pisze!” “Ale drobno!” “Ale szybko!”

lha139.jpg (36924 bytes)

Podstawš

utrzymania rozsianych po płaskowyżu plemion zawsze było pasterstwo. Jaki dawały mięso

na stół, skóry i wełnę na odzież, nawóz na opał. Mniejsze i większe stada jaków

widziałem jadšc autobusem przez Tybet – im bliżej Himalajów, tym było ich więcej.

  Stosy zwierzęcych skór leżš  w stolicy Tybetu wprost na ulicach. A przy

nich (jak na zdjęciu obok) siedzš Khampowie w zawojach z czerwonych sznurków. Skóry

podobno nie sš wcale drogie,  tylko bardzo objętoœciowe – jak to zabrać do domu,

aby powiesić sobie nad łóżkiem?

lha143.jpg (46164 bytes)

Te wielkie

piece w kształcie gruszki stojš na trasie okręgu zwanego Barkhor, otaczajšcego

œwištynię Jokhang.   Przybywajšcy do Lhasy pielgrzymi okršżajš œwištynię

kilkakrotnie, maszerujšc po tym okręgu. Zaœ siedzšce obok tych gigantycznych

kadzielnic  staruszki sprzedajš wišzki jakichœ ziół, które pielgrzymi spalajš

następnie w piecach. Jest to zapewne jakaœ forma ofiary, ale niestety bariera językowa

jest tu tak szczelna, że trudno mi było to do końca ustalić…

Pojawienie

się turystów w Lhasie spowodowało, że na tutejszym bazarze obok kramów z

dewocjonaliami i żywnoœciš znaleŸć można także (choć wcišż nieliczne) stragany z

pamištkami. Sš w nich wyroby ze srebra, wisiorki i naszyjniki z kamieni

półszlachetnych, młynki modlitewne…   Tylko jak sie dogadać?  Cenę

można napisać na kartce, pokazać na palcach, albo nauczyć się tybetańskich

liczebników:   1 – dżaj    2 – nie  3

-song       4 – szi   5 – nga   6 –

żu   7 – du   8 – dżiaj    9 – gu

             10 – czu

          11 – czuk

dżaj        12 – czong nie

            13 – czuk

song    14  – czub szi    15 – czur nga

   Uff! – tylko jak to zapamiętać ?

     Ja znacznie łatwiej zapamiętałem “Nga troko toki du”

– Jestem głodny!

lha141.jpg (34518 bytes)

lha142.jpg (39664 bytes)

Œwiatynia

Jokhang nazywana Katedrš Lamaizmu jest centralnym punktem Lhasy, a także jej głównym

centrum religijnym i celem pielgrzymów z wszystkich tybetańskich sekt. otacza jš stara

dzielnica handlowa o nazwie Barkhor Bazaar.  Œwištynię założył w 650 roku król

Songsten Gampo. W odróżnieniu od innych klasztorów jej “załogę” stanowi

stosunkowo nieliczna grupa mnichów.

lha144.jpg (38432 bytes)

Do

œwištyni Jokhang przybywajš pielgrzymi z najodleglejszych krańców Tybetu. Zataczajš

kręgi po trasie wyznaczonej pierœcieniami otaczajšcymi œwištynię, modlš się przed

bramš. Ci spoœród nich, których stać na kupienie wotywnych kaganków sš wpuszczani

do œrodka.  Potem siedzš w malowniczych grupkach na placu przed œwištyniš,

pożywiajš się i oglšdajš zawartoœć kramów…

lha146.jpg (27144 bytes)

Pielgrzymi przepychajš się do œwištynnej bramy.   

Ale brama jest zamknięta. Wnętrze

œwištyni dostępne jest dla zwykłych œmiertelników tylko z okazji religijnych

œwišt.  Pštnicy zatrzymujš się przed drewnianymi wrotami. Padajš na ziemię,

wstaję mruczšc modlitwę, znów padajš i tak wiele, wiele razy. Kamienne płyty przed

wejœciem wypolerowane sš do połysku od tych praktyk…

lha147.jpg (24978 bytes)

Człowiek

i pies..

Zanim

przystšpiš do modłów okršżajš œwištynię trzykrotnie w kierunku zgodnym z ruchem

wskazówek zegara.       Ci najgorliwsi okršżajš

œwištynię

padajšc i wstajšc raz za razem, tak, jakby odmierzali cały ten œwięty kršg

długoœciš swojego ciała.   Wstajš, trzy kroki do przodu, znów padajš, mruczš

modlitwę i znów od poczštku…

lha145.jpg (32266 bytes) lha152.jpg (12931 bytes)

Nędznie przyodziani

żebracy i złote jelenie zawieszone nad wejœciem do œwištyni. 

Na Dachu Œwiata

zobaczyć można jeszcze  wiele  takich  kontrastów…

Mnich pilnujšcy bocznych drzwi wpuszcza mnie na

dziedziniec wraz z dwoma wybrańcami losu, których stać na wotywne kaganki. 

Wzdłuż krużganków, z których wchodzi się do kaplic zamocowano tu na stojakach setki

identycznych modlitewnych młynków.   Wprawiane kolejno w ruch przez przechodzšcego

turkoczš jednostajnie, kierujšc do bóstwa zapisanš na ich obwodzie modlitwę. Przed

głównš kaplicš ze statuš Buddy Sakyamuni płonš tysišce mosiężnych kaganków wypełnionych masłem jaków.

Tym samym tłuszczem smaruje się osie modlitewnych młynków. Ostrych zapach starego

jaczego masła towarzyszy mi wszędzie w Tybecie – pachnš nim pienišdze, odzież

nomadów, siedzenia w autobusach… Pachnš nim już także moje przepocone dżinsy…

lha148.jpg (13465 bytes)

lha149.jpg (17567 bytes)

Wnętrze œwištyni to długi szereg kaplic rozmieszczonych wokół

prostokštnego dziedzińca. Centralna kaplica – na wprost bramy zawiera statuę Buddy

Sakyamuni, podobno przywiezionš do Tybetu przez chińskš księżniczkę Wen Cheng.

Wnętrza kaplic sš mroczne, a poza tym mnisi kategorycznie zabraniajš fotografowania. A

nad tym wszystkim rozpięte sš dachy pokryte złoconš blachš…

Na œcianach

dziedzińca osłonięte siatkami olejne malowidła przedstawiajšce œwiętych lamów,

klasztory. Spotykani mnisi i sprzštacze œwištyni dostrzegajšc cudzoziemca

wykorzystujšc niewielki zasób znanych im angielskich słów proszš o zdjęcia z

podobiznš obecnego Dalajlamy. Niestety!   W takie zdjęcia można się  

zaopatrzyć w Nepalu, ale ja przecież przyjechałem tu przez Rosję i Chiny!  

Można wejœć drewnianymi schodami na pierwsze piętro, gdzie sš

wejœcia do kwater mnichów, a potem jeszcze wyżej – na niewielki taras na poziomie

dachów, by z bliska, już bez przeszkód sfotografować detale architektoniczne, które

błyszczš tu na tle błękitnego nieba.

lha151.jpg (18339 bytes)

lha150.jpg (63172 bytes)

Podziwiam niezliczone wizerunki Buddy wytłoczone z blachy i odlane z

metalu.        Niestety niektóre kaplice œwiecš

pustkš – œwištynia Jokhang zniszczona podczas rewolucji kulturalnej… Robi sie głodno

i chłodno – najlepszy sygnał, ze pora wracać na kwaterę.    Ale to

jeszcze nie koniec naszej wędrówki po Lhasie – dalszy cišg (między innymi Potalę,

Norbulinkę i klasztor Sera)  znajdziecie na kolejnej stronie www:  Lhasa 2 Zapraszam !