Tobago Cays na Karaibach – Wojtek Dąbrowski (Karaib02i.htm)

Grenytyt.gif

część III – TOBAGO  CAYS                                 

tekst i zdjęcia: Wojciech Dąbrowski ©

– text & photos


 Kto z

nas nie marzył o bezludnych wyspach ozdobionych pochylonymi nad brzegiem

palmami, otoczonych turkusowymi i szmaragdowymi wodami o przejrzystości

kryształu? Sporo takich miejsc można znaleźć na odległych atolach Polinezji.

Ale są też nieco bliżej – na Południowych Karaibach…

Tobago Cays [wym.

tobejgo kijs] nie są zamieszkane i nie ma na nich żadnych trwałych budowli,

nawet pomostów, które ułatwiłyby żeglarzom zejście na ląd. Jest ich pięć. 

Wysepki formują rodzaj niewielkiego atolu otaczając łańcuchem lagunę… 

Wokół nich zamyka się pasmo rafy na której bieli się wodna grzywa – to

Horseshoe Reef.  Na szczęście dla trampów choć Tobago Cays mają status

parku narodowego nikt nie wpadł dotychczas na pomysł, aby  pobierać za

wstęp stosownie wysokie opłaty… Ale rygorystycznie egzekwuje się za to

zakaz pozostawiania na wysepkach jakichkolwiek odpadków i śmieci.

  

Gren1161.jpg (10737 bytes)

Karaibscy

żeglarze znają bardzo dobrze to miejsce. Żaden chyba jacht przemierzający

Południowe Karaiby nie ominie tego zakątka. Europejscy żeglarze przylatujący

na Martynikę i tam czarterujący na tydzień czy dwa białe katamarany płyną

prawie zawsze na południe – przynajmniej do Tobago Cays. Gdy zobaczą ten

prawdziwie rajski zakątek można już zawrócić na północ… podobno widok

pustej laguny nawet poza sezonem należy do rzadkości…

Gren1391tmp.jpg (7432 bytes)

Wybierając

się na Tobago Cays nie miałem pojęcia o tym jak położone są wysepki względem

siebie i jak się nazywają – w hotelu ani w biurze informacji nie mieli ani

mapki ani żadnego prospektu.   Gdy dotarliśmy na miejsce sternik z

naszego katamaranu pokazywał palcem wyspy wymieniając ich nazwy –

naszkicowałem je sobie w notatniku.  Potem,  przelatując nad

Grenadynami zrobiłem to zdjęcie, które lepiej niż mapa opisuje  Tobago

Cays. Wystarczy je wydrukować i zabrać ze sobą w podróż… I nie będziecie

musieli jak ja dopraszać się o mapki, o których nie pomyślano…

Gren1192.jpg (6432 bytes)

Piękna

jednostka, prawda?   Można nią popłynąć: dwa tysiące dolarów za

13-dniowy rejs.   Jedna z amerykańskich firm organizuje rejsy po

Karaibach starymi żaglowcami przerobionymi na statki pasażerskie.  

Pierwotnie zamierzałem właśnie taką jednostką przemierzyć moją trasę przez

Południowe Karaiby. W ostatniej chwili przed rejsem cenę nieco obniżono ale

i tak przekraczała moje możliwości płatnicze.  Podróż na własną rękę

okazała się ciekawsza – nie byłem “więźniem” przywiązanym do żaglowca i jego

planu rejsu i dzięki temu mogłem zobaczyć wiele więcej…

Gren1199.jpg (8703 bytes)

Gdy

zbliżyliśmy się do Cays okazało się, że z programu wycieczki wynika, ze

górzyste  wysepki miniemy w pewnej odległości i popłyniemy na nieco

odsunięty od pozostałych Petit Tabac…  Byłem rozczarowany. Lepiej

przed dołączeniem do grupy sprawdzić dokładnie czy płyną tylko na jeden

“cay” czy na więcej…  Z pokładu widać było dokładnie granicę między

głęboką wodą na zewnątrz rafy i seledynową w lagunie.

Gren1203.jpg (12221 bytes)

Zbliżyliśmy

się do Petit Tabac. Na płyciźnie widać było śmigające w tej przejrzystej

wodzie kolorowe ryby. Spore zanurzenie katamaranu nie pozwalało jednak dobić

do brzegu. Przesiadaliśmy się kolejno na małą, gumową dinghy i nią

płynęliśmy na plażę…

Gren1201.jpg (12708 bytes)

Petit Tabac

da sie przejść w 5 minut. Na piaszczystych łachach na krańcach wysepki 

można zobaczyć duże stada morskiego ptactwa…

Gren1214.jpg (13041 bytes)

Plaża na

Petit Tabac nie jest zbyt szeroka.  Schodząc do wody trzeba zwracać

uwagę na wystające z dna koralowe rafy. Co bardziej przezorni turyści

przywożą ze sobą gumowe sandałki, które zabezpieczają stopę…

Gren1206.jpg (13072 bytes)

Po drugiej

stronie laguny – Petit Rameau. Z pozoru blisko, ale wpław przepłynąć z

aparatami i tak się nie da. Miałem wielką ochotę wspiąć się na to

wzniesienie i stamtąd zrobić zdjęcia laguny. Udało mi się to dopiero

następnego dnia…

Gren1213.jpg (18994 bytes)

Wśród pięciu

Tobago Cays Petit Tabac jest jedyną zupełnie płaską wyspą. Ma kształt cygara

i plażę właściwie tylko od strony laguny. Porośnięty jest palmami, wysokimi

krzewami i ostrą trawą. Przy brzegu zalegają setki dużych muszli – mają

rozmiary większe od naszych największych gruszek..  By oczyścić zejście

do wody wiele z nich wyniesiono na brzeg tworząc rodzaj wysypiska. Można

wśród nich znaleźć okazy prawie nieuszkodzone ale wymagają one

oczyszczenia,,,

Gren1224.jpg
Gren1226.jpg

Żeglarze z jachtów kotwiczących na lagunie korzystają z możliwości

uprawiania snorkelingu (nurkowania z “fajką”)…  My też mięliśmy do

dyspozycji maski i fajki. Nurkowaliśmy w pobliżu Petit Tabac. Czy podmorskie

ogrody są tam ciekawe?   Hmmm… Wszystko zależy od tego co

widziało się pod wodą wcześniej… Komuś, kto pierwszy raz założył maskę do

nurkowania na twarz na pewno się tu spodoba. Ale wyznam wam szczerze że to

co zobaczyłem pod lustrem wody nie umywało się to do tego co widziałem na

Polinezji czy na Wielkiej Rafie Koralowej w Australii… Miejsce gdzie

pływaliśmy jest jednak bardzo uczęszczane a więc i zniszczone przez

zbieraczy koralowych “pamiątek”. Zapewne wokół wysepek są także lepiej

zachowane podwodne ogrody. Ale trzeba wiedzieć gdzie popłynąć i trzeba mieć

czym popłynąć… Miejscowe agencje i hotele  oferują oczywiście  

“specjalizowane” wycieczki – diving & snorkeling tours. Ale to sporo

kosztuje…

 Gren1217.jpg (10861 bytes)

Gren1238.jpg (15241 bytes)

Jeden dzień

w tym bajkowym krajobrazie mi nie wystarczył. Korzystając z okazji która się

nadarzyła   ponownie zjawiłem się u brzegów Tobago Cays następnego

dnia, upewniwszy się, że odwiedzimy inne wysepki.   Tym razem

wchodziliśmy na wody laguny przez malowniczy przesmyk między Petit Bateau i

Petit Rameau.  Po obu stronach przesmyku bieleją pasma plaż, a woda na

płyciznach zmienia kolory…

Gren1240.jpg (12949 bytes)

Stateczek skierował się do brzegów Jamesby – niewielkiej, skalistej wysepki

porośniętej kaktusami i gęstymi krzewami.  

Gren1241.jpg (14256 bytes)

Podobnie jak

Petit Tabac mała Jamesby ma plażę tylko z jednej strony wysepki – od strony

laguny. Od plaży (po jej prawej stronie) ledwo widoczna ścieżka prowadzi w

górę – na skały. Ale są one niezbyt wysokie i widok nie rzuca na kolana…

To nie

pranie!   Między palmami czarne dziewczyny z Mayreau rozwiesiły

sznurki z kolorowymi koszulkami i spódnicami.  Ten towar przeznaczony

jest głównie dla załóg odwiedzających lagunę  jachtów. Podczas mojego

pobytu kotwiczyło ich tam ponad dwadzieścia…

Gren1243.jpg (19577 bytes)

Gren1248.jpg (12774 bytes)

Udało mi się

potem przepłynąć naszą gumową dinghy na Petit Rameau i wspiąć się

słabo widoczną ścieżką na najwyższe wzniesienie wyspy dla zrobienia kilku

zdjęć z lotu ptaka. Dopiero na nich widać w pełnej krasie koloryt wód

laguny. Ta wysepka w dali to płaski Petit Tabac.

Gren1257.jpg (16626 bytes)

Po drugiej

stronie przesmyku – plaża na Petit Bateau przy której kotwiczą katamarany

wyczarterowane na Martynice. Ich załogi do brzegu dopływają na gumowych

łódkach.

Gren1265.jpg (17400 bytes)

Palmy,

jachty, kolorowa laguna…   Oglądając to zdjęcie w chłodnej Polsce nie chce

się wierzyć, że te barwy są autentyczne.

Gren1269.jpg (15146 bytes)

Barabel. 

Wyspiarski raj o którym marzą mieszczuchy z chłodnej Europy…  Do pełni

szczęścia brak tylko słodkiej wody, której odpowiedni  zapas w każdym

przypadku trzeba przywieźć ze sobą.

Gren1272.jpg (5777 bytes)

Za rafą w dali widać

Petit Saint Vincent – to kolejna prywatna wyspa, dostępna jedynie dla

wybranych. A tym wybranym może być każdy kto dysponuje odpowiednio zasobnym

kontem. Za dwuosobowy pawilon płaci się od 700 USD za noc w sezonie zimowym

do 400 USD w letnim. Pawilonów jest 22 – rozrzuconych po wyspie w takiej

odległości od siebie aby nie były wzajemnie widoczne. Bo specjalnością tego

miejsca jest odosobnienie. W apartamentach celowo nie zainstalowano

telefonów. A sygnałem wzywającym służbę jest wciągnięcie odpowiedniej flagi

na bambusową tyczkę. PSV (tak w skrócie nazywają Petit Saint Vincent)

jeszcze 30 lat temu był bezludną, zapomnianą wyspą. W 1966 roku kupił ją

niejaki  Hazel Richardson. W dwa lata później przyjął do swoich

luksusowych bungalowów pierwszych gości.

Gren1271.jpg (13662 bytes)

Dziś zmęczone tłumem i czyhającymi na każdą okazję reporterami gwiazdy

filmu, wielkiego biznesu i polityki mogą ukryć się przed światem i mieszkać

na jednej małej wyspie zachowując całkowitą anonimowość i nawet wzajemnie o

sobie nie wiedząc.

Chętnym do skorzystania podaję

kontakt: tel. +784 458 8801, e-mail:

psv@fuse.net 

Trzecią prywatną wyspą w grupie

Grenadyn jest Palm Island – płaska, porośnięta palmami wysepka odległa

zaledwie o milę od Union. Tu też zbudowano luksusowy “resort” składający

się z 24 kamiennych domków. Na wyspę nie dopływa żaden publiczny

stateczek, ale wieść niesie, że załogom jachtów, które chcą zostawić

trochę pieniędzy w sklepie, barze czy restauracji pozwala się schodzić

na ląd…   

Gren1279.jpg (4818 bytes)

Po południu

popłynęliśmy dalej – na Mayreau. Te ostatnie spojrzenie na bezludne wysepki: 

z daleka Tobago Cays nie wyglądają wcale imponująco. Dopiero gdy

podpłyniecie bliżej można docenić urodę tego zakątka Karaibów…

Divider.gif

Powrót do głównej strony o Południowych Karaibach: