
część III – TOBAGO CAYS
tekst i zdjęcia: Wojciech Dąbrowski ©
– text & photos
Kto z
nas nie marzył o bezludnych wyspach ozdobionych pochylonymi nad brzegiem
palmami, otoczonych turkusowymi i szmaragdowymi wodami o przejrzystości
kryształu? Sporo takich miejsc można znaleźć na odległych atolach Polinezji.
Ale są też nieco bliżej – na Południowych Karaibach…
Tobago Cays [wym.
tobejgo kijs] nie są zamieszkane i nie ma na nich żadnych trwałych budowli,
nawet pomostów, które ułatwiłyby żeglarzom zejście na ląd. Jest ich pięć.
Wysepki formują rodzaj niewielkiego atolu otaczając łańcuchem lagunę…
Wokół nich zamyka się pasmo rafy na której bieli się wodna grzywa – to
Horseshoe Reef. Na szczęście dla trampów choć Tobago Cays mają status
parku narodowego nikt nie wpadł dotychczas na pomysł, aby pobierać za
wstęp stosownie wysokie opłaty… Ale rygorystycznie egzekwuje się za to
zakaz pozostawiania na wysepkach jakichkolwiek odpadków i śmieci.

żeglarze znają bardzo dobrze to miejsce. Żaden chyba jacht przemierzający
Południowe Karaiby nie ominie tego zakątka. Europejscy żeglarze przylatujący
na Martynikę i tam czarterujący na tydzień czy dwa białe katamarany płyną
prawie zawsze na południe – przynajmniej do Tobago Cays. Gdy zobaczą ten
prawdziwie rajski zakątek można już zawrócić na północ… podobno widok
pustej laguny nawet poza sezonem należy do rzadkości…

się na Tobago Cays nie miałem pojęcia o tym jak położone są wysepki względem
siebie i jak się nazywają – w hotelu ani w biurze informacji nie mieli ani
mapki ani żadnego prospektu. Gdy dotarliśmy na miejsce sternik z
naszego katamaranu pokazywał palcem wyspy wymieniając ich nazwy –
naszkicowałem je sobie w notatniku. Potem, przelatując nad
Grenadynami zrobiłem to zdjęcie, które lepiej niż mapa opisuje Tobago
Cays. Wystarczy je wydrukować i zabrać ze sobą w podróż… I nie będziecie
musieli jak ja dopraszać się o mapki, o których nie pomyślano…

jednostka, prawda? Można nią popłynąć: dwa tysiące dolarów za
13-dniowy rejs. Jedna z amerykańskich firm organizuje rejsy po
Karaibach starymi żaglowcami przerobionymi na statki pasażerskie.
Pierwotnie zamierzałem właśnie taką jednostką przemierzyć moją trasę przez
Południowe Karaiby. W ostatniej chwili przed rejsem cenę nieco obniżono ale
i tak przekraczała moje możliwości płatnicze. Podróż na własną rękę
okazała się ciekawsza – nie byłem “więźniem” przywiązanym do żaglowca i jego
planu rejsu i dzięki temu mogłem zobaczyć wiele więcej…

zbliżyliśmy się do Cays okazało się, że z programu wycieczki wynika, ze
górzyste wysepki miniemy w pewnej odległości i popłyniemy na nieco
odsunięty od pozostałych Petit Tabac… Byłem rozczarowany. Lepiej
przed dołączeniem do grupy sprawdzić dokładnie czy płyną tylko na jeden
“cay” czy na więcej… Z pokładu widać było dokładnie granicę między
głęboką wodą na zewnątrz rafy i seledynową w lagunie.

się do Petit Tabac. Na płyciźnie widać było śmigające w tej przejrzystej
wodzie kolorowe ryby. Spore zanurzenie katamaranu nie pozwalało jednak dobić
do brzegu. Przesiadaliśmy się kolejno na małą, gumową dinghy i nią
płynęliśmy na plażę…

da sie przejść w 5 minut. Na piaszczystych łachach na krańcach wysepki
można zobaczyć duże stada morskiego ptactwa…

Petit Tabac nie jest zbyt szeroka. Schodząc do wody trzeba zwracać
uwagę na wystające z dna koralowe rafy. Co bardziej przezorni turyści
przywożą ze sobą gumowe sandałki, które zabezpieczają stopę…

stronie laguny – Petit Rameau. Z pozoru blisko, ale wpław przepłynąć z
aparatami i tak się nie da. Miałem wielką ochotę wspiąć się na to
wzniesienie i stamtąd zrobić zdjęcia laguny. Udało mi się to dopiero
następnego dnia…

Tobago Cays Petit Tabac jest jedyną zupełnie płaską wyspą. Ma kształt cygara
i plażę właściwie tylko od strony laguny. Porośnięty jest palmami, wysokimi
krzewami i ostrą trawą. Przy brzegu zalegają setki dużych muszli – mają
rozmiary większe od naszych największych gruszek.. By oczyścić zejście
do wody wiele z nich wyniesiono na brzeg tworząc rodzaj wysypiska. Można
wśród nich znaleźć okazy prawie nieuszkodzone ale wymagają one
oczyszczenia,,,


Żeglarze z jachtów kotwiczących na lagunie korzystają z możliwości
uprawiania snorkelingu (nurkowania z “fajką”)… My też mięliśmy do
dyspozycji maski i fajki. Nurkowaliśmy w pobliżu Petit Tabac. Czy podmorskie
ogrody są tam ciekawe? Hmmm… Wszystko zależy od tego co
widziało się pod wodą wcześniej… Komuś, kto pierwszy raz założył maskę do
nurkowania na twarz na pewno się tu spodoba. Ale wyznam wam szczerze że to
co zobaczyłem pod lustrem wody nie umywało się to do tego co widziałem na
Polinezji czy na Wielkiej Rafie Koralowej w Australii… Miejsce gdzie
pływaliśmy jest jednak bardzo uczęszczane a więc i zniszczone przez
zbieraczy koralowych “pamiątek”. Zapewne wokół wysepek są także lepiej
zachowane podwodne ogrody. Ale trzeba wiedzieć gdzie popłynąć i trzeba mieć
czym popłynąć… Miejscowe agencje i hotele oferują oczywiście
“specjalizowane” wycieczki – diving & snorkeling tours. Ale to sporo
kosztuje…


w tym bajkowym krajobrazie mi nie wystarczył. Korzystając z okazji która się
nadarzyła ponownie zjawiłem się u brzegów Tobago Cays następnego
dnia, upewniwszy się, że odwiedzimy inne wysepki. Tym razem
wchodziliśmy na wody laguny przez malowniczy przesmyk między Petit Bateau i
Petit Rameau. Po obu stronach przesmyku bieleją pasma plaż, a woda na
płyciznach zmienia kolory…

Stateczek skierował się do brzegów Jamesby – niewielkiej, skalistej wysepki
porośniętej kaktusami i gęstymi krzewami.

Petit Tabac mała Jamesby ma plażę tylko z jednej strony wysepki – od strony
laguny. Od plaży (po jej prawej stronie) ledwo widoczna ścieżka prowadzi w
górę – na skały. Ale są one niezbyt wysokie i widok nie rzuca na kolana…
pranie! Między palmami czarne dziewczyny z Mayreau rozwiesiły
sznurki z kolorowymi koszulkami i spódnicami. Ten towar przeznaczony
jest głównie dla załóg odwiedzających lagunę jachtów. Podczas mojego
pobytu kotwiczyło ich tam ponad dwadzieścia…

potem przepłynąć naszą gumową dinghy na Petit Rameau i wspiąć się
słabo widoczną ścieżką na najwyższe wzniesienie wyspy dla zrobienia kilku
zdjęć z lotu ptaka. Dopiero na nich widać w pełnej krasie koloryt wód
laguny. Ta wysepka w dali to płaski Petit Tabac.

stronie przesmyku – plaża na Petit Bateau przy której kotwiczą katamarany
wyczarterowane na Martynice. Ich załogi do brzegu dopływają na gumowych
łódkach.

jachty, kolorowa laguna… Oglądając to zdjęcie w chłodnej Polsce nie chce
się wierzyć, że te barwy są autentyczne.

Wyspiarski raj o którym marzą mieszczuchy z chłodnej Europy… Do pełni
szczęścia brak tylko słodkiej wody, której odpowiedni zapas w każdym
przypadku trzeba przywieźć ze sobą.

Za rafą w dali widać
Petit Saint Vincent – to kolejna prywatna wyspa, dostępna jedynie dla
wybranych. A tym wybranym może być każdy kto dysponuje odpowiednio zasobnym
kontem. Za dwuosobowy pawilon płaci się od 700 USD za noc w sezonie zimowym
do 400 USD w letnim. Pawilonów jest 22 – rozrzuconych po wyspie w takiej
odległości od siebie aby nie były wzajemnie widoczne. Bo specjalnością tego
miejsca jest odosobnienie. W apartamentach celowo nie zainstalowano
telefonów. A sygnałem wzywającym służbę jest wciągnięcie odpowiedniej flagi
na bambusową tyczkę. PSV (tak w skrócie nazywają Petit Saint Vincent)
jeszcze 30 lat temu był bezludną, zapomnianą wyspą. W 1966 roku kupił ją
niejaki Hazel Richardson. W dwa lata później przyjął do swoich
luksusowych bungalowów pierwszych gości.

filmu, wielkiego biznesu i polityki mogą ukryć się przed światem i mieszkać
na jednej małej wyspie zachowując całkowitą anonimowość i nawet wzajemnie o
sobie nie wiedząc.
Chętnym do skorzystania podaję
kontakt: tel. +784 458 8801, e-mail:
psv@fuse.net
Trzecią prywatną wyspą w grupie
Grenadyn jest Palm Island – płaska, porośnięta palmami wysepka odległa
zaledwie o milę od Union. Tu też zbudowano luksusowy “resort” składający
się z 24 kamiennych domków. Na wyspę nie dopływa żaden publiczny
stateczek, ale wieść niesie, że załogom jachtów, które chcą zostawić
trochę pieniędzy w sklepie, barze czy restauracji pozwala się schodzić
na ląd…

popłynęliśmy dalej – na Mayreau. Te ostatnie spojrzenie na bezludne wysepki:
z daleka Tobago Cays nie wyglądają wcale imponująco. Dopiero gdy
podpłyniecie bliżej można docenić urodę tego zakątka Karaibów…

