Saint Vincent na Karaibach – Wojtek Dąbrowski (Karaib02f.htm)

StVintyt.gif

tekst i zdjęcia: Wojciech Dąbrowski © – text

& photos


              

Saint Vincent and the Grenadines – mimo, że państwo to ma wśród wszystkich

krajów świata jedną z najdłuższych nazw mało kto o nim słyszał. Leży u

południowego krańca Małych Antyli wciśnięte między St Lucię i Grenadę. Już z

samej nazwy można wnioskować, że dominującą rolę w tym kraju ma największa i

najbardziej wysunięta na północ wyspa nosząca imię świętego Wincentego.   

SVin1063.jpg
Saint

Vincent ma wymiary 18 na 11 mil. Przez środek wyspy ciągnie się z południa

na północ pasmo górskie Morne Garu osiągające kulminację na stożku

drzemiącego wulkanu Soufriere (1234 m npm)  na szczyt którego wiedzie

pieszy szlak (3h).   Żadna droga nie przecina górzystego interioru

– wszystkie szosy biegną tu po obwodzie wyspy, ale obwodnica nie jest

zamknięta – na północnym zachodzie wciąż pozostaje do wybudowania spory

odcinek (chyba nieprędko powstanie ze względu na trudny teren). Najlepsze

plaże zgrupowane są w południowej części wyspy. 

Blisko 110 tysięcy obywateli żyjących w tym wyspiarskim

państewku utrzymuje się głównie z rybołówstwa i rolnictwa zbierając banany,

kokosy i warzywa.  W południowej części głównej wyspy znajdziecie

żyzną, pełną kwiatów i bujnej roślinności Mesopotamia Valley gdzie

funkcjonują liczne plantacje i gdzie  warto odwiedzić ogrody Montreal

Gardens.

Dziewięć mil na południe od St Vincent

leży pierwsza wyspa należąca do Grenadyn – Bequia.   .

 

SVin1037.jpg (23895 bytes)

Stolicą

wyspiarskiego państwa jest Kingstown – miasto otwarte w kierunku morza, z 

bardzo zwartym centrum które wybudowano o krok od morskiego wybrzeża.

Okazała budowla po prawej stronie zdjęcia to budynek administracji rządowej.

Sąsiaduje on położonym nieco bliżej bazarem i placykiem, który pełni rolę

stacji autobusów. Po przeciwnej stronie biegnącej równolegle do wybrzeża

głównej ulicy duży, zabytkowy budynek z kamienia z czerwonym dachem to

kwatera policji. …

SVin1004.jpg (21846 bytes)
To siedziba

rządu z bliska. Saint Vincent jest niepodległym krajem od 1979 roku.

Pierwszymi obcymi osadnikami na St Vincent byli… afrykańscy niewolnicy z

rozbitego holenderskiego okrętu.  Przemieszali się oni z miejscowymi

Karaibami tworząc ciekawą etniczną grupę Czarnych Karaibów.  Francuzi,

zakładający tu pierwsze europejskie plantacje podżegali ich przeciw

Brytyjczykom rządzącym na wyspie od 1763 roku. Walki trwały kilka lat i

zakończyły się przegraną tubylców. W efekcie Czarni Karaibowie popierający

Francuzów zostali przez Anglików przewiezieni na wybrzeża Hondurasu. 

Spotkałem tam kiedyś ich sympatycznych potomków – możecie ich zobaczyć na

mojej stronie GARIFUNA.

SVin1002.jpg (18124 bytes)

Na

sąsiadującym z budynkiem rządowym bazarze można kupić (i sfotografować)

kolorowe ryby.  Ludzie są tu sympatyczni, ale trochę wyczuleni na widok

obiektywu – zanim zaczniecie ich fotografować zapytajcie grzecznie o zgodę.

Niektórzy zwyczajnie, po ludzku wstydzą się swojej rzekomej brzydoty, ale

zdecydowana odmowa jest rzadkością…

Przykładowe ceny żywności w dolarach

wschodniokaraibskich (EC$, 1 USD=2,71 EC$): kilo chleba – 5, bułka – 0,25,

kostka margaryny -3, karton soku -5, konserwa mięsna – 4,50. 

Svin1006.jpg (13997 bytes)

Turystyka

morska stała się w ciągu ostatniego dziesięciolecia prawdziwym przemysłem.

Można zaryzykować twierdzenie, że dochody małych wysp na Karaibach są

proporcjonalne do ilości przyjmowanych przez nie wycieczkowych statków.  

Dotychczas na St. Vincent zawijało niewiele takich statków, bo nie było tu

odpowiedniego nabrzeża. Ale Vincentianie dostrzegli swoją szansę. Wybudowali

odpowiednie nabrzeże i ładny terminal (na zdjęciu obok) który mieści między

innymi biuro informacji turystycznej. To ostatnie ma nawet swoją stronę w

internecie:


http://www.discoversvg.com
  

i odpowiada nawet na wysyłane e-mailem zapytania.   

SVin1005.jpg (26012 bytes)

Wewnątrz

terminalu znaleźć można także sklepiki z pamiątkami. Tylko klientów na razie

nie widać…  W roku 2001 cały ten wyspiarski kraj odwiedziło 230

tysięcy turystów, z czego 2/3 to żeglarze i pasażerowie statków. -Jesteśmy

inni i odmienna jest nasza oferta dla cudzoziemców! – powiadają w biurze

informacji turystycznej. Na Saint Vincent naszą specjalnością jest

ekoturystyka – wycieczki w nieskażony przemysłem plener, a na Grenadynach –

żeglarstwo i plaże…

rzeczywiście inni – i to nie tylko pod tym względem. Osobliwością Kingstown

jest fakt, że w centrum stolicy nie ma żadnej bazy hotelowej. Aby znaleźć

nocleg trzeba wyjechać z miasta na południe – w kierunku lotniska i dalej. 

Pasażerowie tranzytowi  i ci którzy odlatują wczesnym rankiem tuż przy

terminalu lotniska znajdą nad narożnym barem nieco zapuszczone “Adams

Appartaments” (60 EC$ za pokój z prysznicem). Nieco dalej na południe w

odległości 20 min marszu w cichej bocznej uliczce mieści się “Macedonia Rock

Hotel” z czystymi pokojami po 25 USD.

Wyruszając na

zwiedzanie miasta warto wiedzieć, że w centrum Kingstown znajdziecie sporo

kolonialnych budynków. Ozdobą  miasta jest na pewno stara zabudowa z

podcieniowymi domami przy Long Lane. Turystów namawia się do odwiedzenia

położonych na zboczu w północnej części miasta Botanical Gardens. Pisza o

nich, ze to najstarszy ogród botaniczny na półkuli zachodniej. Wstęp jest

bezpłatny, ale w budce przy wejściu czekają ochotnicy, którzy za 10-15

“karaibów” oprowadzą po ogrodzie, pokażą i nazwą kwiaty i przyprawy i dadzą

powąchać kawałek kory z cynamonowca.    W ogrodzie stoi stylowy “West Indian

House” w którym niegdyś było muzeum. Dziś to niestety tylko strasząca

zabitymi drzwiami ruina. Za to na zewnątrz ogrodu można zobaczyć elegancką

rezydencję Generalnego Gubernatora reprezentującego tu brytyjską królową –

tytularną głowę państwa. 

 Svin1020.jpg (29360 bytes)

SVin1021.jpg (32668 bytes)

Ozdobą

ogrodu jest historyczne drzewo chlebowe – na zdjęciu obok. Jak mówi

komentarz na tablicy – to potomek w prostej linii tego drzewa którego

sadzonkę przywiózł z Polinezji słynny kapitan Bligh – bohater wydarzeń

związanych z buntem na okręcie “Bounty”. Więcej o buntownikach z okrętu

“Bounty” i ich potomkach żyjących na wyspie Pitcairn możecie przeczytać na

mojej stronie WYSPA 

NAJDALSZA

Breadfruit

trees

rosną dziś na wielu wyspach Karaibów.  Przywiezione z Polinezji

sadzonki chlebowca Brytyjczycy chcieli tu posadzić aby łatwo pozyskiwać

jedzenie dla pracujących na plantacjach niewolników. Owoce drzewa chlebowego

rosną do wielkości głowy dziecka, ich biały miąższ przypominający

konsystencją chleb może być gotowany lub pieczony. W tej ostatniej postaci

próbowałem go po raz pierwszy  na Aitutaki na Wyspach Cooka na

Pacyfiku.   Smakował!

A to

wyszukana w swojej architekturze wieża katolickiej katedry St Mary’s z 1820

roku.  Jest dziwną mieszaniną romańskich łuków i kolumn, gotyckich wież

i mauretańskich ozdóbek. Wnętrze budowli w ogóle nie koresponduje z

wystawnością tej wieży: jest niewielkie i skromne. W pobliżu katedry stoją

kościoły innych wyznań: okazała, biała anglikańska katedra św. Jerzego i

kościół metodystów. 

Kościoły stoją puste. Zaludniają się zapewne w

niedziele i podczas religijnych świąt. Ale najhuczniej mieszkańcy Saint

Vincent świętują podczas swoich tradycyjnych festiwali: 12-dniowego Vincy

Mass obchodzonego w pierwszych tygodniach lipca, dźwięczącego muzyką calypso

graną przez popularne na Karaibach steel bands. Od 15 grudnia do

Bożego Narodzenia trwają obchody  “Nine Mornings” – parady, wyścigi,

koncerty i chóralne śpiewy. 

SVin1026.jpg (22148 bytes)

SVin1029.jpg (18908 bytes)

Na górzystym

półwyspie zamykającym od północy stołeczną zatokę na wysokości blisko 200

metrów nad poziomem morza Brytyjczycy zakończyli w 1806 roku budowę

fortyfikacji Fortu Charlotte.  W fortecy stacjonował w najlepszych

czasach garnizon 600 żołnierzy. Mieli tu święte życie bo fort nigdy nie był

atakowany ani oblegany.  W dawnych koszarach mieści się obecnie galeria

malarstwa obrazująca dzieje i krajobrazy wyspy.  Z dawnych 34 armat na

murach zachowały się wprawdzie tylko trzy, ale warto się tu wdrapać (lub

przyjechać zbiorową taksówką za 2 “karaiby”) dla widoku – zarówno na zatokę

jak i w kierunku gór.  Byłem tam pod wieczór, nikt nie zażądał opłaty za

wstęp – ale i w dzień chyba wchodzi się tu bezpłatnie.

System komunikacji na St Vincent jest oparty na mini- i mikrobusach i działa

bardzo sprawnie. W obrębie Kingstown i przedmieść stolicy zryczałtowana

opłata za kurs wynosi 1 “karaiba” – dalej -wielokrotność tej kwoty np. do

Chateaubelair 5 EC$, Mesopotamia Valley – 2,50, Georgetown na wschodnim

wybrzeżu – 4. Przystanki są bardzo ładnie oznakowane co pozwala

Europejczykowi uniknąć nieporozumień wynikających z obowiązującego w tym

kraju lewostronnego ruchu (zawsze się tu jedzie albo “to city” albo “from

city” – innych możliwości nie ma).  Ale przejeżdżający mikrobus stanie także

w dowolnym punkcie trasy na skinięcie ręką…  Wiele z tych pojazdów ma

wymalowane na masce oryginalne nazwy, a w ich wnętrzach z reguły gra głośna

muzyka…  Około 21.00 ta publiczna komunikacja zamiera – wtedy liczcie

raczej tylko na znacznie droższą taksówkę lub… własne nogi! 

SVin1052.jpg (15720 bytes)

SVin1041.jpg (27214 bytes)

Najbliższą stolicy

plażę znajdziecie na willowo-hotelowym przedmieściu Villa. To dawna

dzielnica kolonialnych rezydencji często tonących w tropikalnych kwiatach. Z

tańszych możliwości zakwaterowania można tu wymienić usytuowany na zakręcie

drogi (i dlatego dość hałaśliwy)  “Sea Breeze Guesthouse” (z pokojami

od 20 USD). Stąd do plaży w Indian Bay jest już tylko kilka minut…  Była

pełnia turystycznego sezonu przypadającego tu na pierwszych pięć miesięcy

roku (wtedy jest tu najmniej opadów) ale ze znalezieniem miejsc noclegowych

nie było problemu.  

 

SVin1049.jpg (18510 bytes)

Na zrobionym pod słońce zdjęciu widać niestety tylko kontury wysp. Ta

większa, kopiasta to prywatna Young Island. Na niej – odizolowany od reszty

świata działa najlepszy hotel St Vincent. Ta druga – stroma , nazywana na

starych mapach Głową Cukru to Fort Duvernette.  Na szczycie tej 60-metrowej

skały ustawiono w czasach kolonialnych dwie baterie armat strzegące

południowego wejścia do Kingstown. Dziś można za 20 EC$ (RT) wynająć małą

motorówkę i popłynąć na Duvernette. Wykute w skale stopnie prowadzą wśród

bujnej zieleni na szczyt skałki gdzie oglądać można resztki bastionu.  Do

hotelu na Young Island też dopływa się łodzią – przesmyk ma tylko

kilkadziesiąt metrów. Ale na tą wysepkę wpuszczają tylko hotelowych gości…  

 

SVin1050.jpg (13117 bytes)

W Indian Bay

naprzeciw wąskiej, ale bezpłatnej publicznej plaży cieszy oczy samotna,

malownicza wysepka. Nazwano ja Gołębią Wyspą – Dove Island. Wyspa wraz z

przyległym fragmentem wybrzeża była własnością Sylwestra De Freitas. W 1961

roku, a więc zaledwie 40 lat temu De Freitas polecił ustawić na niej

3-metrowy biały krzyż. Gdy zmarł w 1967 roku zgodnie z jego ostatnią wolą

pochowano go pod tym krzyżem… Mostek prowadzący na wysepkę rozleciał się

po latach. Dziś na Gołebią Wyspę można się dostać jedynie łodzią lub

wpław…

SVin1024.jpg (20718 bytes)

Hibiskusy 

i inne tropikalne kwiaty  kwitną na Saitn Vincent często w przydomowych

ogrodach.  Widziałem ich wiele jadąc z Kingstown na północ wzdłuż

zachodniego wybrzeża. Warto jest wybrać się tą trasą już dla samej jej

malowniczości. Górska szosa z licznymi stromiznami biegnie przez zbocza

pokryte dziewicza roślinnością, zbiega w dół do palmowych lasów. Przecina

małe, ciasne miasteczka Layou i Barrouallie w których na plażach z czarnego,

wulkanicznego piasku odpoczywają rybackie łodzie.  Wreszcie po półce

zawieszonej nad urwiskiem wspina się na przełęcz.  Mała murzyńska

dziewczynka drzemie oparłszy  bezceremonialnie głowę na moim ramieniu. 

Obudzi się dopiero we wsi Troumaka zbudowanej na szczycie nadmorskiego

klifu.

SVin1017.jpg (20097 bytes)

Końcowym

przystankiem mojego mikrobusu było miasteczko Chateaubelair.  Nie ma

nic z francuskiej elegancji zawartej w jego nazwie. Jest tu kamienny kościół

metodystów i czarna, wulkaniczna plaża z wyciągniętymi na piasek rybackimi

łodziami…  Główna uliczka zbiega w dół – do przystani.  Stąd można

motorową łodzią popłynąć dalej na północ aż do niewielkiego molo przy

niedostępnym od strony lądu wodospadzie Baleine (20 metrów wysokości). 

Rejs trwa pół godziny. Miałem nadzieję, że doczekam się w Cheteaubelair

innych turystów i popłyniemy razem dzieląc koszty łodzi (120 EC$). Niestety

żaden cudzoziemiec się nie pokazał…   

Z pobliskiego Richmond pieszy szlak (45 min)

prowadzi do innych wodospadów – Trinity Falls. Mają ponad 30 metrów

wysokości. Ale na zobaczenie ich nie starczyło mi już czasu…

Wszystkie atrakcje turystyczne Saint Vincent można zobaczyć w ciągu

dwóch-trzech dni. Ale dla turystów wędrujących po Karaibach ta “stołeczna”

wyspa jest najczęściej tylko bramą wjazdową na Grenadyny – łańcuch małych,

niezwykle malowniczych wysp leżących dalej na południe.   O tych

wyspach napisałem na następnych stronach mojej relacji…

Divider.gif

Powrót do głównej strony o Południowych Karaibach: