Grenlandia – Wojciech Dąbrowski raport z podróży zdjęcia i informacje (grenlandia98.htm)

Grenlandia98.jpg (14545 bytes)Wojciech

Dąbrowski – Grenlandia

   

Ilekroć przelatywałem ponad wielką, białą plamą Grenlandii w drodze do Ameryki

zastanawiałem się, czy tam w ogóle istnieje życie…  Pewnego dnia wyruszyłem to

sprawdzić…   Wjechałem, a właściwie wleciałem do Grenlandii  

“tylnymi drzwiami”.  Duże lotniska,  które mogą przyjmować

odrzutowce z turystami  z  Europy  to  Kangerlussuaq (SFJ)  i

Narsarsuaq (UAK) – na zachodzie i południu wyspy. Ja tymczasem przyleciałem małym

ATR-em wypełnionym  jednodniowymi  turystami  z  Islandii  do

Kulusuk – wioski  na  pustym  i  niegościnnym wschodnim wybrzeżu.

   Kulusuk  zawdzięcza  swoje szutrowe lądowisko Amerykanom, którzy

w latach zimnej wojny mieli tu stację radarową.

grenl.jpg (24781 bytes)
Kulusuk.jpg (38101 bytes)
Moje pierwsze

wrażenie z Grenlandii to kryształowo czyste powietrze. Z lądowiska do wioski Kulusuk

jest jakieś 2 km, które można pokonać pieszo lub na sankach psiego zaprzęgu (za 100

duńskich koron, które są tu w obiegu). Wioska jest maleńka i bardzo malowniczo

położona. Małe, kolorowo malowane drewniane domki stoją na zboczu wzgórza ponad

zalodzona zatoką. W tej scenerii ubrana w “ludowy” strój starsza Inuitka (tak

teraz nazywa się Eskimoskę) tańczy dla nas taniec z bębenkiem.

Wd2dog_sled33.jpg (38209 bytes)
W Kulusuk, a

także w  osadach na północ od koła podbiegunowego wciąż mieszka więcej psów

niż ludzi. Pieski oczywiście pracują w tradycyjnych zaprzęgach, ciągnąc wytrwale

sanki z zaopatrzeniem, a czasem także z turystami . Są nie bardzo zadbane (jak zadbać o

taką ilość psów?) i karmione głównie suszonymi rybami. A poza sezonem nudzą się

przywiązane wokół domostw lu do skałek na peryferiach inuickich osad.

Wd4MyBag33.jpg (37450 bytes)
Moja torba –

kupiona niegdyś w gorącym Paragwaju wzbudzała zawsze duże zainteresowanie

sympatycznych szczeniaków wałęsających się wokół domów.  Psy Inuitów są

bardzo towarzyskie i mają respekt dla człowieka. Gdy w Ilulissat wychodziłem w góry

przyplątał się taki  jeden – zerwany z postronka  i wiernie  mi  

towarzyszył  podczas 6-godzinnej  pieszej  wędrówki !  Naprawdę

żal było się rozstawać!

Wd6GreenIceCap33.jpg (18002 bytes)

Lodowa

czapa Grenlandii

Grenlandia –

ta największa ponoć wyspa świata (2 mln km2 przy Polsce – 312 tys.)  

jest w 85 procentach pokryta stałą i grubą czapą lodową. Tylko obrzeża tej czapy

wolne są od lodu i zamieszkane. Na całej tej nadającej się do życia powierzchni

(wciąż większej od powierzchni Polski) mieszka tylko 55 tysięcy ludzi – tyle ile w

naszym prowincjonalnym miasteczku.  Pomiędzy osiedlami na wybrzeżu nie ma

oczywiście żadnych dróg – jak trzeba, to podróżuje się do znajomych samolocikiem,

helikopterem, stateczkiem.

A

jeśli do celu jest niedaleko – to podróż odbywa się tradycyjnie – kajakiem lub psim

zaprzęgiem. Zapotrzebowanie na przewozy jest tak małe, że samolocik w poprzek wyspy (z

Kulusuk -KUS do Kangerlussuaq- SFJ) lata tylko raz na tydzień.   I nie zdziwcie

się,  że z połowy kabiny będą usunięte siedzenia i będą tam leżeć sterty

kartonów z zaopatrzeniem. 

 

 

Tak wygląda lodowa czapa Grenlandii na

satelitarnym zdjęciu

Wd8GreenlAerial.jpg (17584 bytes)
A to już

zachodnie wybrzeże Grenlandii z lotu ptaka – koloryt wody niesamowity, ale góry lodowe

latem widać dopiero na północ od Sisimiut.  Aby zrobić takie zdjęcie trzeba

mieć szczęście – pogoda jest tu bardzo zmienna.  Pół godziny później byliśmy

już nad zamglonym lotniskiem. Blisko godzinę krążyliśmy nad nim – potem

zawróciliśmy tam, skąd samolot wystartował. Po dwóch godzinach polecieliśmy jeszcze

raz – i tym razem udało się wylądować.

Wd5GreenlHouse.jpg (30753 bytes)
Bo aby

zobaczyć tą Grenlandię z naszych wyobrażeń: granatowe, gładkie jak lustro wody w

których pływają góry lodowe trzeba dotrzeć na północ – przynajmniej do Illulisat.

Moim zdaniem można darować sobie stolicę, ale tutaj trzeba być !

Osada (około 4 tysięcy mieszkańców i nieco więcej psów)

leży nad Zatoką Disko – pełną pływającej kry i gór lodowych. Krajobrazy są

fantastyczne

 

 

Illulisat na satelitarnym zdjęciu. Na

południe od miasteczka widać wielki, biały jęzor lodowca spływający do

oceanu i góry lodowe, które oddzieliły się od jego czoła. 

Wd12fiordzikJAV33.jpg (20640 bytes)
   

Maszerując pieszo (jako jedyny z pasażerów) z lotniska do odległej o kilka km osady

podziwiałem skaliste mini-fiordy i pływające po zatoce góry lodowe.   Wokół

Zatoki Disko i na jej wyspach są rozsiane kolejne (mniejsze) osady do których w sezonie

letnim można dotrzeć stateczkiem. O dziwo w Grenlandii są schroniska młodzieżowe

(płaci się 180-200 koron za noc):  ogrzewane, z dobrze wyposażonymi kuchniami, ale

śpiwór trzeba mieć…

      

W Ilulissat są dwa duże i dobrze zaopatrzone supermarkety (drogo – kilo chleba 6 USD!),

a rano na maleńkim bazarze w centrum osady sprzedaje się ryby i … mięso fok, na

które Inuici polują dziś z łodzi ze sztucerami i dubeltówkami.  Jadłem takie

mięso z grilla – bardzo smaczne, przypomina wątróbkę.      W

Ilulissat jest biuro informacji turystycznej (odpowiadają nawet na e-maile) a w nim

sklepik z pamiątkami, gdzie na podłodze leży stos ładnie wyprawionych foczych skór.

Za jedną skórę chcą ok. 50 USD i dla turystów z zachodu nie jest to drogo, tyle, że

zabranie takiej skóry do większości państw zachodnich jest próbą przemytu

kontrabandy – w ramach ochrony środowiska zabrania się wwozu. Inuici jednak też muszą

z czegoś żyć – poza fokami mają tylko ryby. Faktem jest, że fok ubywa -podczas

tygodniowego pobytu żyjących na wybrzeżu fok nie widziałem wcale – to nie Antarktyka!

 

Focze mięso na bazarze w Ilulissat

Wd11SealMeat33.jpg (28551 bytes)
Wd10Icefiord33.jpg (18573 bytes)
 

Ilulissat leży u nasady półwyspu – po jego drugiej stronie spływa z gór do

granatowego morza w tempie 30 m na dobę wielki lodowiec – ponoć najbardziej produktywny

poza Antarktyką. To on, cieląc się bez przerwy rodzi te góry lodowe, które pływają

po zatoce i jej okolicach. Na drugą stronę półwyspu najlepiej wybrać się pieszo i

bez przewodnika, aby mieć dość czasu na podziwianie scenerii.     

Zarezerwujcie sobie minimum pół dnia !

Wd3Iceberg33.jpg (18442 bytes)
A to jedna z

większych gór lodowych jakie tam widziałem – fotografowana ze wzniesienia na końcu

półwyspu. Ma jakieś 400 metrów długości  i  30 wysokości. A ponieważ

tylko 1/8 takiej góry wystaje ponad wodę, to wyobraźcie sobie, ile lodu kryje się w

głębinach !        Właściciele kutrów i motorówek z

Ilulissat oferują wycieczki do fiordu i po zatoce – ale trzeba zebrać małą grupę i

ceny rozpoczynają się na poziomie 50 USD od osoby – Grenlandia jest droga!

Wd9midnight33.jpg (33232 bytes)
    

Coś, na co warto poświęcić te 50 USD to na pewno rejs kutrem do czoła lodowca – o

północy.  Latem w okresie od połowy maja do końca lipca słońce w Ilulissat nie

zachodzi.  A o północy wspaniale barwi czoło lodowca, uformowane w fantazyjne

mury, baszty i iglice. A czoło lodowca ma do 80 metrów wysokości…   Taki rejs

trwa około dwóch godzin i jeśli tylko pogoda jest odpowiednia, to pozostawia niezwykłe

wspomnienia! Ale ubierzcie się ciepło – rękawiczki są konieczne!

Wd17Oqartsut33.jpg (36586 bytes)
Inuickie

nazwy, używane obecnie w Grenlandii  (zamiast duńskich) są trudne do

wymówienia…

                

Oqartsut – typowa mała wioska na północ od Ilulissat.  Kilkudziesięciu zaledwie

mieszkańców. Chodzą w dżinsach i ortalionowych kurtkach.   Małe, kolorowe

domki na skale.   Żyją z rybołówstwa i polowań na foki. Latem w niszach

między skałami pojawia się trochę mizernej trawy – dojazd tylko łodzią, a zimą

także psim zaprzęgiem.

Wd16_Kangamiut.jpg (59417 bytes)
  Z

Ilulissat płynąłem na południe,  wzdłuż wybrzeża promem, który zawijał po

drodze do kilku portów. Są na tyle małe, ze podczas 1-2 godzin postoju można zobaczyć

w takiej osadzie najciekawsze obiekty. Niektóre postoje wypadają w środku nocy, ale

latem i tak jest widno!

Kangamiut

– inuickie domki na skale – jedyny port na trasie, gdzie nie ma przystani i pasażerów na

prom dowozi się motorówką…

Wd15Cruise_Mts.jpg (22008 bytes)
Najtańszym

sposobem podróżowania w tym drogim kraju są właśnie rejsy promami  wzdłuż

  zachodniego wybrzeża.     Zainteresowanie jest jednak tak

duże, że aby zdobyć miejsce trzeba je rezerwować na pół roku naprzód.

    I tu moje odkrycie:  rejsy promów wprowadzone są pod

symbolem przewoźnika GL do systemów rezerwacyjnych linii lotniczych. Taką rezerwację

może wam zatem zrobić każdy agent sprzedający w Polsce bilety lotnicze!

Wd7Kangerl33.jpg (32100 bytes)

Widok

Kangerlussuaq ze skały ponad osadą

    

A to – bardzo dziwne miejsce – Kangerlussuaq.  Duże, pozostawione przez Amerykanów

lotnisko u krańca najdłuższego (200 km) grenlandzkiego fiordu.   Lądują tu

nawet samoloty concorde. Przybysze z odrzutowców przesiadają się tu na małe samoloty i

helikoptery lecące na północ i południe.  Położenie decyduje o tym, że

Kanger…   ma łagodny (jak na Grenlandię) klimat i największą ilość

słonecznych dni.  Latem ma też prawdziwą plagę, którą są chmary kąsających

muszek (tak, tak – na lodowatej Grenlandii!). Muszki  roją się i w innych

miejscach, ale -jak mi się wydaje – nie w takich ilościach.

Nuuk1.jpg (11964 bytes)

Zabytkowa dzielnica w

Nuuk

Nuuk (po

duńsku Godthab) – stolica Grenlandii i jej największe miasto. 13 tysięcy mieszkańców

– są tu nawet miejskie autobusy. Ale mini lotnisko może przyjmować tylko małe samoloty

śmigłowe. W starej dzielnicy nadmorskiej jest kompleks zabytkowych budynków i muzeum, a

także biuro informacji turystycznej, z pocztą, przyjmująca przesyłki do św. Mikołaja

(podobno staruszek mieszka właśnie na Grenlandii). Pół dnia wystarczy, aby to wszystko

zobaczyć!

     

Przeloty wewnątrz Grenlandii są drogie, a tutejsze linie lotnicze nie mają niestety

żadnych ofert typu air pass. Na przelot ze stolicy na południe kraju trzeba poświęcić

ponad 200 USD…

    

Pierwszymi Europejczykami, którzy zawitali do Grenlandii byli Wikingowie. Eryk Rudy,

banita wygnany z Islandii za rozboje w fiordach na południu wyspy założył pierwszą

osadę, której skromne ruiny można oglądać naprzeciw Narsarsuaq. Te okolice to

miejsce, gdzie latem Grenlandia jest rzeczywiście zielona.  Po labiryncie fiordów

pływają motorówki i kutry, można wędrować z plecakiem i namiotem przez niewysokie

góry (biwakowanie dozwolone jest wszędzie).  I to chyba tylko tutaj można

zobaczyć takie zestawienia jak obok – kwitnące łąki, ośnieżone góry i góry lodowe

w szafirowych wodach fiordu.     Przyroda w tym kraju jest wspaniała

i

nieskażona!                        

Na  wycieczki  zawsze warto zabierać odzież przeciwdeszczową – pogoda zmienia

się tu niespodziewanie, a na szlaku nie ma gdzie się schronić…

Narsaq1.jpg (18116 bytes)
Lodowiec1.jpg (9341 bytes)

    

Narsarsuaq jest maleńką osadą z hotelem, schroniskiem młodzieżowym i butikiem – jak

nazywa się tu sklepy. No i oczywiście lotniskiem, które pozostało po

Amerykanach.  Warto poświecić tu ok. 5 godzin na pieszą wycieczkę do lodowca

Kiagtuut Sermiat (na zdjęciu). Po drodze małe wodospady i górskie jeziorka. Niestety do

celu dotarłem pod wieczór i oświetlenie było niezbyt dobre, ale i tak był to

wspaniały, pożegnalny akcent mojej wizyty w Kalaallit Nunaat – “Ziemi Ludzi”

– jak nazywają swój kraj Inuici.

                        

Wojciech Dąbrowski