Wojtek Dabrowski – Przez fiordy za krąg polarny 2014 cz.2A (Fiordy2A.htm)


For a long time I dreamed of sailing the Norwegian

fjords. The dream came true in May 2014. This part of the story begins in

the port Vardo – the first port of call on our way back to Bergen.


Słynne norweskie fiordy oglądałem przed laty od strony

lądu, jadąc wypożyczonym samochodem z Oslo przez skałę Preikestolen aż do

Geiranger Fiordu. Już wtedy zastanawiałem się, jak te fiordy prezentują się,

gdy patrzy się na nie z pokładu statku.

 Wiedziałem, że duże statki

wycieczkowe odwiedzają fiordy, ale są bardzo krótkie wizyty. Znacznie

większe możliwości daje rejs norweskim statkiem kabotażowym, który płynie z Bergen

aż za krąg polarny – do miejsca, gdzie przy rosyjskiej granicy “kończy się

Norwegia” – zachodząc po drodze na krócej lub dłużej do wszystkich portów

długiego na jakieś 2000 kilometrów wybrzeża. W

maju 2014 wyruszyłem w tą trasę na pokładzie 50-letniego, ale za to bardzo

przytulnego i oferującego niepowtarzalną atmosferę motorowca “Lofoten”.

Podróż “tam i z powrotem” trwała 12 dni (11 nocy na statku). Taką podróż

w różnych wariantach można wykupić z ponad

rocznym wyprzedzeniem za pośrednictwem tych agencji, które w Polsce zajmują

się sprzedażą rejsów na statkach wycieczkowych lub samemu bezpośrednio w internecie – na

stronie armatora www.hurtigruten.com/ .

Często na tej stronie ogłaszane sa sezonowe okazje – na przykład “drugi

pasażer w kabinie za 50% normalnej ceny”.

Pierwszą część relacji z tej

nietuzinkowej podróży (etap od Bergen do Lofotów włącznie) możecie znaleźć

tutaj, a drugą (etap od Harstad do Kirkenes)

tutaj.

Ta część opowieści rozpoczyna się

w porcie Vardo – pierwszym porcie do którego zawinęliśmy w naszej drodze powrotnej

do Bergen.

Dzień 7 – Vardo, Batsfjord

Day seven –

Vardo

 W trzy godziny od wyruszenia z Kirkenes w powrotny rejs na naszym kursie

pojawiła się duża wyspa z wielkimi kopułami anten. jak się pewnie domyślacie

te anteny służą nie tylko meteorologii. To była Vardoya – spory skrawek

lądu, leżący u wyjścia z zatoki w której leży miasto Kirkenes na zimne Morze

Barentsa. Na wyspie mieszka 2100 ludzi. I wyobraźcie sobie, że dla tych 2100

mieszkańców wybudowano tu podmorski tunel o długości prawie trzech

kilometrów, łączący wyspę z lądem stałym. Bogata ta Norwegia!

FjVardo934big.jpg

Vardoya, a dokładniej – leżąca

obok niej mała wysepka Hornoya to najdalej wysunięty na wschód fragment

terytorium Norwegii Leży ona dalej na wschód niż St Petersburg czy Istambuł! Na

skalistej wysokiej wysepce na wschód od Vardoy Island stoi widoczna z daleka latarnia

morska:

FjVardo938big.jpg

Byłem

zaskoczony, gdy okazało się, że Vardoya od strony północnej ma zaciszną 

zatokę. Nad nią zbudowano miasteczko i tu jest niewielki port, w którym za

krótkim falochronem znajdują schronienie kolorowe rybackie kutry: 

FjVardo946big.jpg

Miasto, choć

niewielkie ma starą metrykę: już w 1307 roku zbudowano tu kościół, aby

zaznaczyć przynależność tych terenów do Norwegii. Na cyplu u nasady

falochronu zachował się kwartał tradycyjnych, drewnianych domków malowanych

w różne kolory. Ponad ich dachami widać latarnię morską na tej mniejszej

wyspie:

FjVardo949big.jpg

Przepływaliśmy potem wzdłuż linii portowych składów upstrzonych napisami.

Przypominają, że mają tu 59 dni w roku, kiedy słońce wcale się nie pokazuje

(od 23 listopada do 21 stycznia). Po prawej widać strzelistą wieżę kościoła

zbudowanego w 1958 roku. 

FjVardo954big.jpg


Dalej portowy krajobraz trochę się

poprawił. Pojawiły się schludne budowle na palach, tradycyjnie malowane na

ciemnoczerwony kolor. jak widzicie nasz statek płynął pod banderą norweskiej

poczty. Od początku istnienia linii Hurtigruten wozi ona pocztę do

miasteczek rozrzuconych wzdłuż norweskiego wybrzeża. 

FjVardo957big.jpg


To już koniec portowego basenu. Do

centrum miasteczka – rozłożonego po jego wschodniej stronie można dojść idąc

wokół basenu. Ale na taki spacer nie starczyło mi czasu. Dlaczego? Bo

mieliśmy w Vardo tylko godzinę rozkladowgo postoju, a w miasteczku jest do

zobaczenia coś

znaczne ciekawszego od tego kościoła. 

FjVardo959big.jpg

Nasza “tour-leaderka”

ze statku zapowiedziała już wcześniej, że na przystani będą na nas czekać miejscowi

uczniowie, którzy zaprowadzą nas do Vardhous Fort. To tylko 10 minut marszu,

ale fort jest nieco odsunięty od zachodniego nabrzeża, więc po co błądzić

mając mało czasu? Gdyby na was nikt nie czekał to po zagłębieniu się w ulicę

prostopadłą do nabrzeża trzeba skręcić w lewo, potem w prawo i znów w lewo!  

FjVardo969big.jpg

Uczniowie z

chorągiewkami rzeczywiście czekali. Po kwadransie od zejścia ze statku

byliśmy już przy bramie fortu, gdzie uczniowie skwapliwie wyciągnęli bloczki

biletów i zaczęli je sprzedawać  – po 30 koron. Warto wiec mieć przy

sobie jakieś korony w gotówce!: 

FjVardo972big.jpg

Vardø’s main

tourist attraction is the Vardohus Festning, a fortress dating back to the

late 13th century (although the present structure dates from 1734)

Twierdza Vardhous Festning

pochodzi z końca XIII wieku, choć obecne jej budowle wzniesiono w roku 1734.

Mury twierdzy wykonane z kamienia pokrytego darniną nie są zbyt wysokie –

mają zaledwie około 3 metrów:

FjVardo964big.jpg

Ta niewielka (i bardzo wąska)

brama pod wieżą to jedyne wejście do wnętrza twierdzy. 

 

Wewnętrzny dziedziniec nie jest

zbyt duży i całkowicie jest wypełniony drewnianymi budowlami. Z murów

obronnych fotografowałem kościółek z wieżą, która dzięki przeszklonym oknom

była jednocześnie wieżą obserwacyjną dla wartowników:

FjVardo994big.jpg

Do wieżyczki wchodziło się z

murów po zewnętrznych schodach. Żółty budynek na dziedzińcu to kwatery

oficerów:

FjVardo984BIG.jpg

A w tym budynku pokrytym darniną

mieściły się kwatery żołnierzy. Obecnie w jego wnętrzu jest ekspozycja

muzealna z dawnymi mundurami, fotografiami i bronią:

FjVardo976big.jpg

Forteczka w Vardo została

zbudowana dla podkreślenia przynależności tego terytorium do Norwegii, gdyż

w dawnych wiekach zapuszczali się w te strony także Rosjanie, w

porcie pobierano opłaty od wszystkich statków płynących z Europy na Morze

Białe. Nigdy jednak nie była oblegana, a ustawione na murach działa

strzelały (i strzelają) tylko z okazji państwowych świąt i urodzin królów

oraz 21 stycznia – gdy słońce pojawia się ty na powrót po okresie 59-dniowej

wiecznej nocy.

FjVardo999big.jpg

Przed wejściem do fortecy

ustawiono współcześnie pomnik króla Hakona VII, który panował w Norwegii

przez ponad 50 lat od koronacji w 1906 roku i którego Norwegowie uważają za

narodowego bohatera. 

Na statek

wróciłem jako ostatni, ale po drodze zdążyłem jeszcze sfotografować

najstarsze, drewniane domki miasteczka i zwały śniegu, które w połowie maja

wciąż zalegały tu na ulicach przypominając, że to Daleka Północ…

FjVardo004BIG.jpg

Mewy odprowadzały nas, gdy

opuszczaliśmy Vardo.

Wkrótce, gdy znaleźliśmy się na

otwartym Morzu Barentsa zaczęło solidnie huśtać.

Przyszedł czas wieczornego

posiłku. O ile śniadanie i lunch na statkach Hurtigruten serwowane są w

formie bufetu, o tyle kolacja podawana jest przez kelnerów w niewielkiej

restauracji o dwóch godzinach. Jedzenie jest smaczne i zawiera wiele

norweskich dań regionalnych. Posiłki są wliczone w cenę okrężnego biletu.

Ale napoje (nawet woda mineralna) serwowane są na życzenie za dodatkową

opłatą i – jak się zapewne domyślacie – są drogie. Aby uniknąć pytania

kelnera  “co podać do picia?” wystarczy swój kieliszek odwrócić do góry

dnem – jak na zdjęciu obok. 

Na statkach Hurtigruten nie ma na

szczęście zwyczaju dawania napiwków.


Menu kolacyjne jest codziennie inne, ale zawiera

tylko jeden zestaw dań. Tego dnia na przystawkę mieliśmy koktajl z krabów i

krewetek.

Na główne danie podano stek z

renifera – pamiętam, że był cokolwiek żylasty.

Regionalne norweskie desery są

bardzo malownicze 🙂

Nie pamiętam, jak się nazywało

to cudo, ale było bardzo słodkie.

 

 

 

 

 

Wspaniałą rzeczą na tym statku

była możliwość obserwowania krajobrazu podczas posiłków przez duże okna

restauracji:

FjLofoten022.jpg
A było na co patrzeć, to

fragmenty najbardziej wysuniętego na północ kontynentalnego wybrzeża

Norwegii:

FjBatsfiord028.jpg

Wysokie klify na trasie do Batsfiordu

wciąż

pokryte były grubą śnieżną czapą:

FjBatsfiord030big.jpg

Czasami w zatoczkach u stóp

skalistych zboczy pojawiały się odosobnione domki. Kto może tu mieszkać i po

co? – zastanawiałem się. Oczywiście to rybacy, a powodem są bardzo bogate

łowiska.

FjBatsfiord033big.jpg

W ciągu trzech godzin rejsu z

Vardo do Batsfiordu zdarzało się, że na kwadrans lub dwa wpadaliśmy w tuman

mgły, która jednak szybko ustępowała. Bywało też, że mijaliśmy płynące

kontrkursem większe kutry:

FjBatsfiord035big.jpg

Był już wieczór i robiło się

pochmurno, gdy dotarliśmy do Batsfiordu. To jeden z największych rybackich

portów Norwegii. Przystań Hurtigrunen zlokalizowana jest tu po zewnętrznej

stronie półwyspu zamykającego zatokę, co może zmylić turystę, bo nie widać

stąd właściwego portu i miasteczka. Ale warto wspiąć sie droga na wzgórze,

aby otworzył się taki oto widok na osadęa;

FjBatsfiord040big.jpg

Do Batsfiordu doprowadzona jest

od strony lądu droga E6, której przejezdność utrzymywana jest także zimą.

Niestety, aby dojść od naszej przystani do centrum miasteczka trzeba obejśc

wkoło portową zatokę, a na to podczas półgodzinnego postoju było za mało

czasu:

FjBatsfiord042big.jpg
To Batsfiord.   

Do Berlevag nie doczekałem – sorry! 

Dzień 8 – Hammerfest, Oksfjord,

Skjervoy

Day eight –

 

Rzadko zdarzał się taki

przypadek, że jakiś port na trasie rejsu Hurtigruten i w drodze na północ i

w drodze powrotnej na południe odwiedzaliśmy w porze dziennej. Jednym z

takich wyjątków był niewielki port Havoysund. Ale ze była to wczesna pora i

postój krótki to nie schodziłem tym razem na ląd, poprzestając na sfotografowaniu

kolorowych domków przy lepszym tym razem oświetleniu:

FjprzedHammerf045big.jpg

Pamiętam dobrze ten moment, bo

było to coś niezwykłego: po wyjściu z Havoysund zaczął padać śnieg. Śnieżyca

trwała około 20 minut, po czym niespodziewanie ponownie pojawiło się słońce.

Wyszliśmy zza osłony wysp na otwarte morze i statkiem zaczęło tak huśtać, ze

obawiałem się, że przy śniadaniu przewróci mi się ustawiona na stole

szklanka soku. Mijaliśmy zbudowane na niegościnnym wybrzeżu instalacje do

odbioru z rurociągu i skraplania gazu wydobywanego z dna Morza Północnego:

FjprzedHammerf048big.jpg
Hammerfest
FjHammerf088.jpg

Przed jedenastą “Lofoten” dotarł

do Hammerfest – portu mającego ponad 10000 mieszkańców. Od dawna reklamowano

go jako “najbardziej wysunięte na północ miasto świata”, co wciąż jeszcze

obwieszcza wielka tablica na przystani (zdjęcie powyżej). W XXI wieku można

dyskutować, czy Hammerfestowi wciąż należy się ten tytuł. Jeśli przyjąć, że

za miasto uznamy osadę powyżej 10000 mieszkańców, to na pewno tak. Ale jeśli

tą granicę przesuniemy w dół – na przykład do 3000, to znajdą się już

miejscowości położone na północ – patrz Wikipedia…

Tuż przy

przystani w Hammerfest znajdziecie punkt informacji turystycznej, a przy nim

ciekawe mini-muzeum ze starymi zdjęciami miasteczka i wypchanymi okazami

tutejszej fauny:

FjHammerf084big.jpg

Paradoksem jest może fakt, że podczas

12-dniowego rejsu wzdłuż norweskiego wybrzeża nie widziałem ani jednej foki.

FjHammerf052big.jpg

Hammerfest będący dziś ważnym

ośrodkiem rybołówstwa i przetwórstwa rybnego rozłożył się na łagodnym zboczu

u stóp górskiego masywu:

FjHammerf050big.jpg

W Hammerfest jest co oglądać

podczas godzinnego postoju – zaczęliśmy od pięknego norweskiego narodowego

kościoła, który o dziwo przed południem był otwarty…

… i dzięki

temu we wnętrzu można było podziwiać ciekawe witraże oraz obrazy umieszczone

na balustradzie chóru, przedstawiające nie tylko świętych, ale także

postacie i budowle związane z historią miasta (zdjęcie poniżej).

FjHammerf066big.jpg

Na drugim

krańcu Hammerfest przy głównej, ciagnacej się wzdłuż wybrzeża ulicy

odnalazłem także katolicki kościół św. Michała. Archanioł wyobrażony jest tu

w postaci mozaiki za zewnętrznej ścianie, ale sam kościół zastaliśmy

zamknięty.

 

 

 

 

 

 

Niedaleko tego

kościoła, przy nabrzeżnym placyku stoi tutejszy ratusz, a przed nim dwa

białe niedźwiedzie – jako że biały niedźwiedź umieszczony został w herbie

miasta:

FjHammerf073big.jpg

Muszę się przyznać, że podczas

spaceru przez Hammerfest  po raz pierwszy doceniłem zabrane z Polski

rękawiczki. Mimo słonecznej pogody temperatura nie przekraczała zera, a

odczucie zimna potęgował wiejący wiatr.

W krajobrazie

miasta wciąż widzieliśmy dużo śniegu. To dla zabezpieczenia przed osuwającym

się śniegiem na stromych fragmentach zbocza zainstalowano specjalne stalowe

płoty – widać je na zdjęciu obok powyżej ładnej (i w mroźny dzień

nieczynnej) fontanny, stojącej obok ratusza.

 

 

 

 

 

Port w

Hammerfest jest bardzo ruchliwy – stąd kursują motorowe katamarany wożące

ludzi na inne wyspy i do sąsiednich fiordów. Trafiliśmy na wizytę małego

żaglowca, który zwiedzały szkolne wycieczki:

FjHammerf078big.jpg

W południe opuściliśmy Hammerfest,

kierując się do niewielkiego portu Oksfiord. Znów towarzyszyły nam

krajobrazy wybrzeża w zimowej szacie, a była już przecież połowa maja!

FjOksfiord091big.jpg

O 14.30 wyszedłem na pokład, po

to tylko, żeby stwierdzić, że w Oksfjord  jest właśnie zadymka śnieżna.

Nie było po co schodzić na ląd, tym bardziej, ze postój trwał tylko

kwadrans.

 

 

Poprzestałem tylko na jednym

zdjęciu zrobionym z górnego pokładu. Tak wyglądał Oksfjord w majowej

zamieci:

FjOksfiordo96big.jpg

A po wyjściu z fiordu na otwarte

morze zaczęła się solidna huśtawka. Bryzgi fal sięgały środkowego pokładu: 

FjOksfiord099.jpg

Pogoda zmieniała się dosłownie z

minuty na minutę. Śnieżna zadymka wkrótce się skończyła i ukazało się błękitne

niebo, ale statkiem huśtało dalej:

FjOksfiord104BIG.jpg

Kierowaliśmy się teraz do małego portu Skjervoy

ukrytego za skalistym przylądkiem. Ponownie mięliśmy okazję do podziwiania

krajobrazów wybrzeża i robienia ciekawych zdjęć:

FjShervoy106big.jpg
Wciąż byliśmy za kręgiem

polarnym. Od patrzenia na biel tych śniegów bolały oczy. I przyznam się

szczerze, że zaczynałem już tęsknić za zielenią wiosny…

FjShervoy109big.jpg

W Skjervoy, gdzie dotarliśmy pod

wieczór nie było już widać śniegu. Miasteczko ma około 3000 mieszkańców,

których większość utrzymuje się z połowu ryb. Aż strach pomyśleć co by to

było, gdyby w morzu nagle tej ryby zabrakło…

FjSkjervoy119big.jpg

Ze statku widać było mały,

schludny kosciółek – prawdopodobnie najbardziej reprezentacyjną budowlę

miasta. Ile ludzi może na raz pomieścić? – zastanawiałem się. 100, może 200

osób?. Norwescy protestanci widać niezbyt licznie przychodzą na na

nabożeństwa, skoro w 3-tysięcznej osadzie wystarczy im taka mała

świątynia…

Dzień 9 – Harstad, Risoyhamn,

Sortland, Stokmarknes, Svolvaer

Day nine –

 

Gdy wstałem wczesnym rankiem byliśmy już w pobliżu Harstad – portu w którym

staliśmy nieco dłużej w drodze na północ. Teraz mieliśmy tylko zabrać

pasażerów i po kwadransie płynąć dalej. Nisko zawieszone słońce nieśmiało

oświetlało ośnieżone góry, gdy zbliżaliśmy się do znanego nam portu:

FjHarstad2_130big.jpg

Raz jeszcze mogłem sfotografować historyczny

Harstad Church – tym razem na tle nasłonecznionych górskich zboczy:

FjHarstad2134big.jpg

Po wyjściu z

Harstad zaczęła się prawdziwa krajobrazowa uczta. Przy wspaniałej

widoczności otwarł się przed nami widok na górzystą wyspę Grytoya:

FjGrytoya135Big.jpg

Stałem na skrzydle mostka (tam

wolno pasażerom wchodzić, ale do sterówki to już nie!) zimny wiatr dmuchał

mi w twarz, a ja stałem urzeczony przesuwającym się bajkowym krajobrazem:

FjGrytoya136big.jpg

Great landscapes of Grytoy Island 

Paradoksalnie po wyjściu z Harstad zawróciliśmy ponownie na północ, ale było

to konieczne, aby opłynąć największą bodaj norweską wyspę Hinnoya. Kanał

między tymi wyspami nazywa się Toppsundet.

FjGrytoya138big.jpg

Na Grytoy kursują wahadłowo małe promy przewożąc ludzi i pojazdy. Trafiliśmy

właśnie na moment, gdy jeden z nich płynął w kierunku górzystej wyspy:

FjGrytoya142big.jpg

Na innym ujęciu ten mały, pusty prom wygląda jeszcze bardziej efektownie. To

prawdziwie arktyczny krajobraz. Gdzie jeszcze w świecie można wykonać takie

zdjęcie?

FjGrytoya140big.jpg

A ten uwieczniony kamerą pejzaż, w którym jest lazurowa woda, czarne skały,

biały śnieg ale i także odrobina zieleni zaliczam do najpiękniejszych

widoków zarejestrowanych w tej podróży:

FjGrytoya146big.jpg

Gdy podpłynęliśmy bliżej okazało się, że na brzegu, wśród tej zieleni żyją

ludzie. Podobno utrzymują się oni już nie tylko z rybołówstwa, ale także z

małego rolnictwa, wypasając na widocznych z daleka łąkach swoje bydło.

FjGrytoya147big.jpg

Gdy

zbliżyliśmy się w końcu do tej czarnej, wyniosłej góry i mogłem popatrzeć na

nią z profilu okazało się, że to całe pasmo zębatych szczytów. Robi

wrażenie! Okolica jest odludna i nie sądzę, aby nawet w środku lata dostępne

tu były jakieś turystyczne szlaki:  

FjGrytoya150big.jpg

 Gdy

zmieniliśmy kurs na zachodni zamajaczyła przed nami równie górzysta i

ośnieżona wyspa Andoya. Wyspę tą od wielkiej Hinnoyi oddzielał tylko płytki

przesmyk. W 1922 na rozkaz króla przesmyk ten pogłębiono tworząc dostepny

dla statków kanał żeglugowy, który skrócił szlak wodny Hurtigruten o

kilkadziesiąt kilometrów. Nazywa sie on Risoyrenna.

FjRisoyh162big.jpg

Pogłębioną część kanału

wyznaczają dwa rzędy znaków nawigacyjnych, między którymi podążał “Lofoten”:

FjRisoyh164big.jpg

Na Andoyi mieszka obecnie 5000

ludzi. Są tu podobno złoża węgla, których eksploatacja nie jest opłacalna.

Na płaskiej części wyspy Andoya funkcjonuje baza lotnicza NATO:

FjRisoyh167big.jpg

Andoya połączona jest z Hinnoją

wysokim mostem (widocznym na zdjęciu poniżej) o długości prawie kilometra.

Po prawej stronie mostu – na Andoyi rozsiadła się niewielka osada Risoyhamn,

gdzie cumują statki Hurtigruten.

FjRisoyh169big.jpg

W Risoyhamn mieszka tylko 200

ludzi. Ale statek stoi tu pół godziny, by załadować worki z żyznym torfem,

którego wielkie złoża zalegają na wyspie.

FjRisoyh173big.jpg

My tymczasem urządziliśmy sobie

spacer w kierunku przyczółka mostu i dalej – za tą kopiastą górę, skąd

otworzył się widok na odnogę fiordu i ośnieżony szczyt. To ładne miejsce –

nic dziwnego, że zbudowano o mała restauracją z kilkoma pokojami dla

turystów. Ale w połowie maja wszystko tu jeszcze było na głucho zamknięte:

FjRisoyh180big.jpg

Po półgodzinnym spacerze trzeba

było wrócić na statek i pożeglowaliśmy dalej – pod tym wysokim mostem:

FjRisoyh176big.jpg

Nie było czasu na poobiedni

odpoczynek w kabinie, bo wkrótce otworzyły się przed nami kolejne wspaniałe

panoramy – to były już wyspy Vesteralen:

FjSortland184big.jpg

To, co było tam w dole na brzegu

to w tej chwili było mało ważne. Fascynowały mnie te szczyty. Coś mi

przypominały… Zacząłem przeszukiwać pamięć.  Ależ tak, one były

podobne do gór w parku narodowym Torres del Paine, na południu Chile!

FjSortland183big.jpg
Sortland

Gdy zobaczyliśmy przed dziobem

ten oto most było już wiadomym, że zbliżamy się do kolejnego sporego portu – Sortland

FjSortland187big.jpg

Przypadek sprawił, że gdy

przechodziliśmy pod tym mostem przejeżdżał nim wycieczkowy autobus, który

miał zabrać część pasażerów z naszego statku na (droga i dodatkowo płatną)

wycieczkę. Zestawienie tych wszystkich oferowanych wycieczek wraz z cenami

można znaleźć na stronie armatora i zamówić je z wyprzedzeniem przez

internet. Ale można je zamówić i opłacić także na statku – nawet w

przeddzień wycieczki. W wielu przypadkach podczas takiej wycieczki przebywa

się jednocześnie drogą lądową trasę między dwoma sąsiednimi portami. Tak yło

i w tym przypadku.

FjSortland191big.jpg

W Sortland mieści się główna

kwatera norweskiej straży przybrzeżnej. Mają czego pilnować na tym bardzo

długim i rozczłonkowanym wybrzeżu! W praktyce najbardziej pilnują swojej

strefy połowowej – to wielkie bogactwo tego kraju. W 4-tysięcznym mieście

rzuca się już z daleka w oczy kościół ze strzelista wieżą:

FjSortland204big.jpg

Poszliśmy do tego kościoła, ale

był zamknięty. Przy kościele jest cmentarz. Ale jak to w Norwegii – nie ma

na nim nagrobków, a jedynie pionowo osadzone tablice. Wersja

oszczędnościowa.  🙂

FjSortland214big.jpg
W Sortland nie odnotowałem żadnej

starej dzielnicy, jedynie w bezpośrednim sąsiedztwie stoi tak kilka domów w

tradycyjnym stylu przystani i zgrabna brama z wieżyczką:

FjSortland221big.jpg
Z Sortland juz po 45 minutach

popłynęliśmy dalej, mając po prawej burcie Wyspy Vesteralen:

FjSortland230big.jpg
Stokmarknes

Kiedy zobaczyliśmy zbudowane na

skalistej wysepce weekendowe domki zamożnych Norwegów oznajmiono przez głośniki, że jesteśmy

już blisko Stokmarknes.

FjStokm237big.jpg

Gdy “Lofoten” zacumował w Stokmarknes

zrobiła się piękna pogoda, co widać na poniższym zdjęciu. Zdecydowałem się

także pokazać wam to zdjęcie, bo gdy je robiłem ze statku wyładowywali

palety z towarem. Dokonuje tego całkiem okazały statkowy dźwig z

zawieszonymi na linie pomarańczowymi widłami, na których paleta przenoszona

jest z ładowni na nabrzeże i odwrotnie:

FjStokm243big.jpg

Stokmarknes to ważne i

sentymentalne miejsce na szlaku Hurtigruten. Tu bowiem zlokalizowane jest –

tuż przy przystani – duże muzeum pokazujące dzieje tej linii żeglugowej – od

czasu jej założenia w 1881 roku. Pasażerowie mają do muzeum wstęp bezpłatny.

Częścią muzeum jest ustawiony na łądzie i udostępniony do zwiedzania

siostrzany statek “Lofotena” – Finnmarken:

FjStokm245big.jpg

Lokalizacja muzeum Hurtigruten w Stokmarknes

nie jest przypadkowa – to tutaj w 1881 roku Richard With (jego popiersie

obok) założył kompanię żeglugową, która później przekształciła się w

Hurtigruten.

 

 

Na

udostępnionym do zwiedzania “Finnmarken” można zajrzeć do do oryginalnych

kabin 1 i 2 klasy (znacznie skromniejszych niż te na wyremontowanym “Lofotenie”

do kuchni i do sterówki:

FjStokm258BIG.jpg

W muzeum eksponowane są modele i

zdjęcia wszystkich chyba statków, które pływały na tej linii, meble, mapy i

różne historyczne pamiątki:

FjStokm252big.jpg

Spędziłem w muzeum niemal cały

czas pozostający do dyspozycji w tym porcie – 45 minut. Na pewno jest tego

warte. Potem udało mi się sfotografować jeszcze tylko stojącą nieopodal na

brzegu stylową gospodę:

FjStokm250big.jpg

Po wyjściu ze Stokmarknes nasz

statek skierował dziób prosto w tą ścianę wysokich gór, która przesłaniała

horyzont. Wiedziałem, że gdzieś tam musi być wąski przesmyk Raftsundet,

oddzielający grupę wysp Vesteralen od Lofotów. Daremnie jednak

przeczesywałem wzrokiem górzyste wybrzeże:

FjStokm267big.jpg

Kapitan zdecydowanie kierował

statek w kierunku tego górzystego wybrzeża, Gdzieś tam musiało być ukryte

wejście do tego malowniczego – jak przypuszczałem – przesmyku.

FjRaftsundet274big.jpg

Oczywiście trafiliśmy “bez pudła”

do tego wejścia i zaczęła się malownicza żegluga wśród wysokich gór. Ale o

niej napisałem już w kolejnej części mojej relacji…

 

My hot

news from this expedition (in English) you can read in my travel log: 

www.globosapiens.net/travellog/wojtekd 

 

Notatki robione “na gorąco” na

trasie podróży (po angielsku) można przeczytać w moim 

dzienniku podróży w serwisie globosapiens.net