Wojtek Dabrowski – Przez fiordy za krąg polarny 2014 cz.1 (Fiordy1B.htm)


Słynne norweskie fiordy oglądałem przed laty od strony

lądu, jadąc wypożyczonym samochodem z Oslo przez skałę Preikestolen aż do

Geiranger Fiordu. Już wtedy zastanawiałem się, jak te fiordy prezentują się,

gdy patrzy się na nie z pokładu statku. Wiedziałem, że duże statki

wycieczkowe odwiedzają fiordy, ale są bardzo krótkie wizyty. Znacznie

większe możliwości daje rejs norweskim statkiem kabotażowym, który płynie z Bergen

aż za krąg polarny – do miejsca, gdzie przy rosyjskiej granicy “kończy się

Norwegia” – zachodząc po drodze na krócej lub dłużej do wszystkich portów. W

maju 2014 wyruszyłem w tą trasę na pokładzie 50-letniego, ale bardzo

przytulnego i oferującego niepowtarzalną atmosferę motorowca “Lofoten”.

Pierwszą część relacji z tej

nietuzinkowej podróży możecie znaleźć

tutaj.   Ta część opowieści rozpoczyna się

w porcie Harstad, leżącym już za zaznaczonym na mapie obok kręgiem polarnym

– w drodze na Daleką Północ.

Dzień 5 – Harstad, Finnsnes,

Tromso,

Day five –

 

Rano kolejnego dnia czekała nas

niespodzianka – śnieg na pokładzie!   11 maja!

FjsnowOLY546BIG.jpg

  Podczas minionej nocy przeszliśmy przez

ciasny przesmyk Raftsundet między Lofotami, a grupą wysp Vesteralen. Nie było sensu czekać do

późnego wieczora na widoki – wiedziałem, że w drodze powrotnej będziemy pokonywać ten

odcinek trasy w ciągu dnia. Co innego ci, którzy płynęli naszym statkiem

tylko w jedną stronę i wracali z Kirkenes samolotem – oni czekali do późna i

fotografowali te krajobrazy niemal o zmroku…

Harstad

Była niedziela i siódma rano, gdy

wchodziliśmy do Harstad. Jak na Norwegię to całkiem spore miasteczko – ma 23

tysiące mieszkańców, którzy w niedzielny poranek jeszcze spali. Harstad

uzyskał prawa miejskie w 1904 roku i rozkwitał potem w okresie “boomu

śledziowego” na Morzu Północnym. Ładny budynek zarządu, stojący tuz przy

nabrzeżu portu pochodzi właśnie z tego okresu:

FjHarstad588big.jpg

Gdy łowiska śledziowe zostały

przełowione w Harstad zaczęto inwestować w przemysł stoczniowy, a ostatnio –

także wydobywczy, związany z eksploatacją ropy i gazu z dna Morza Północnego

FjHarstad586big.jpg

Nasz postój w Harstad trwał

niewiele ponad godzinę- wystarczyło to na spacer po opustoszałym mieście. W

centrum, rozłożonym wokół portu fotografowałem jeszcze zamknięty o tej porze

kościół (zdjęcie obok). Nie jest to żadna wyszukana

architektura. Protestanckie świątynie odznaczają się prostotą, a nawet pewną

surowością zarówno architektury jak i wyposażenia.

 

 

 

Ale nie jest

to jedyny kościół w Harstad. Jeśli wspiąć się uliczkami na małe wzgórze w

obrębie miasta, to można tam zobaczyć nowoczesny kościół Harstad Church, z

którego mieszkańcy są bardzo dumni, bo to najbardziej reprezentacyjna

budowla miasta. Widzicie go na zdjęciu poniżej. Wzniesiono go w 1958 roku. Obok tej świątyni stoi pomnik

“Apostoła Grenlandii” Hansa Edege, który na początku XVIII wieku wyruszył

stąd nawracać Eskimosów na Grenlandii.

FjHarstad596big.jpg

Sprzed kościoła otwiera się ładny

widok na rozległy fiord w którym skryło się miasto. Schodząc ze wzgórza 

można się przekonać, że w dawnym, żyjącym ze śledzi Harstad było jeszcze

więcej kościołów. Niektóre z nich potem zamknięto i zmieniono ich funkcje –

Taki los spotkał budowlę na zdjęciu poniżej:

FjHarstad597big.jpg

W ulicy Skoleg,

głównej arterii zbiegającej w kierunku portu znalazłem przypadkiem jeszcze

jeden niewielki ale ładny, przynajmniej z zewnątrz kościół. Okazało się, że

to czynny kościół katolicki. Kościółek był zamknięty, ale w

gablotce wisiało ogłoszenie w języku polskim, że raz w miesiącu odprawiają

tu mszę po polsku. Wiec nasi trafili także i tutaj!:

FjHarstad600BIG.jpg

Gdy po ósmej wychodziliśmy z portu w Harstad na nieboskłonie pojawiło się słońce, zapowiadając niezwykłe widoki

na dalszej trasie. Pierwszy – na ośnieżone góry dominujące nad portem

mieliśmy już teraz:

FjHarstad602big.jpg

W Harstad spotkaliśmy płynący z

przeciwnego kierunku inny statek Hurtigruten – “Richard With” – to zaledwie

dwudziestolatek, ale przyznacie, że prezentuje się bardzo dostojnie –

szczególnie w tej scenerii. Zabiera dwa razy więcej pasażerów niż nasz

staruszek.

FjHarstad607big.jpg

Zaraz za Harstad na brzegu stoi

stary kościółek, obok którego przepływają statki Hurtigruten. I choć nie wyróżnia się on żadną ciekawą architekturą jest

to ważny zabytek. To Trondenes Church z 1250 roku.

FjHarstad611big.jpg

Obecny kościół z kamienia został

zbudowany na miejscu wcześniejszego – drewnianego w miejscu, gdzie 

roku 999 miał miejsce pierwszy katolicki chrzest na terenie Północnej

Norwegii.

 

 

Już w kwadrans

później po lewej stronie statku otworzyły sie wspaniałe górskie krajobrazy.

Jeśli tylko jest dobra widoczność to warto o tej porze być na pokładzie:

FjHarstad616big.jpg

To był wyjątkowo spektakularny

odcinek żeglugi.  Wypada tu dodać, że nasz “tour leader” (jest taki na

każdym statku Hurtigruten) gdy zbliżaliśmy się do ciekawych z punktu

widzenia turysty miejsc zwracał na nie uwagę przez statkowe głośniki (kolejno w trzech językach – po norwesku, angielsku i po niemiecku) .

FjHarstad618big.jpg
Finnsnes
Jeszcze przed południem

zobaczyliśmy przed dziobem wysoki most przecinający fiord. To Gisund Bridge,

łączący drugą co do wielkości norweską wyspę Senja z kontynentem:

FjFinnsnes621.jpg

Jak  widać na zdjęciu

poniżej górzysta Senja w połowie maja tonęła jeszcze w śniegu. Oczy bolały

patrzeć na tą biel. Nie zapomnijcie zabrać słonecznych okularów!: 

FjFinns624big.jpg

Tuz przy moście, z prawej strony

fiordu rozłożyło się 11-tysieczne miasteczko Finnsnes (na zdjęciu poniżej).

podobno jest ważny ośrodek handlowy, do którego przyjeżdżają na zakupy

mieszkańcy sąsiednich wysp i fiordów. Jednak postój statku tutaj trwał

bardzo krótko i nawet nie schodziłem na ląd.  

FjFinns626big.jpg

Zaraz potem mieliśmy bardzo

spektakularne przejście pod mostem Gisund. Ma 1220 metrów długości.

Norwegowie wyspecjalizowali się w budowie takich wysokich mostów, które

kolejno zastępowały promy kursujące wcześniej między brzegami fiordów i

wysp. Na terenie całego kraju jest ich już wiele. Obecnie budują także

tunele…

FjFinns629big.jpg

Po południu dotarliśmy do Malangen

– miejsca połączenia kilku fiordów.   

Każdy z nas ma swoje wyobrażenie o fiordach. Z reguły Ci, którzy ich nie

widzieli tworzą sobie w wyobraźni taki obraz fiordu jak na zdjęciu poniżej – wysokie

na kilkaset metrów strome skały, spiętrzone ponad wąską wstążką wody:

FjMalangen635big.jpg

Mieliśmy szczęście do pogody. Te

same krajobrazy oglądane przy szarym niebie na pewno nie są tak fascynujące!

Stałem na pokładzie ponad godzinę. Powinienem chyba tu dodać, że wiał

chłodny wiatr, ale na taką okoliczność warto mieć na tej trasie ciepły

sweter z golfem i skafander z kapturem…

FjMalangen639big.jpg

Trasa od połączenia fiordów w Malangen

aż do Tromso obfituje w takie widoki. Te wspaniałe góry mieliśmy cały czas

po prawej stronie statku, czyli na kontynencie. Oczy

bolały od patrzenia na biel śniegów.

W przewodniku

wyczytałem, że to gdzieś tutaj alianckie bombowce zatopiły niemiecki

krążownik “Tirpitz” w listopadzie 1944. Okręt po wojnie został wydobyty i

złomowany.

FjMalangen640big.jpg
Tromso

W końcu, około 14.30 w

perspektywie fiordu pojawił się kolejny most, a po jego prawej stronie

wielka, biała budowla – jak się później okazało – Arktyczna Katedra. I to

już było Tromso – stolica Norweskiej Arktyki.

FjTromso648big.jpg

Wysoki most łączy dwie części Tromso

położone po przeciwnych stronach fiordu. Wysokie, ośnieżone góry tworzą niezwykłe

tło dla każdego niemal zdjęcia robionego w mieście. Na szczyt po prawej

można wjechać kolejką linową. Ale to droga przyjemność – powrotny bilet

kosztuje 200 koron. “Lofoten” nie przechodził pod

tym mostem – port dla małych jednostek i przystań Hurtigruten są położone

tuż obok najstarszej części miasta, po lewej stronie fiordu.

FjTromso650big.jpg

Tromso ma obecnie 37 000

mieszkańców i pozostaje ważnym węzłem komunikacyjnym. Lądowałem tu już kiedyś w

drodze na Spitsbergen. W starym porcie zachowały się stylowe budynki dawnych

składów. Odnowiono je jednak i adoptowano do nowych potrzeb:

FjTromso656Big.jpg

W Tromso zaraz po wyjściu z

przystani trafia się na pomnik wielkiego podróżnika i odkrywcy Roalda

Amudsena. Najbardziej rozsławiło go dotarcie do bieguna południowego.

Za plecami spiżowego Amudsena na

niewielkim placu stoi drewniana protestancka katedra o szpiczastej wieży. Była oczywiście

zamknięta.

 

 

 

Przed katedrą rozpoczyna

się miejski deptak – ulica Storg, która zapewne kiedyś była główną arterią Tromso.  Zachowało się

w niej wiele wzniesionych w tradycyjnym stylu, drewnianych domów. Na

parterach mieszczą się sklepy i biura różnych instytucji:

FjTromso662big.jpg

Tromso przez krótki czas było

stolicą Norwegii. Gdy Niemcy wkroczyli do Południowej Norwegii w 1940 roku

norweski król wraz z parlamentem uciekł na północ- właśnie do Tromso. Nie

zabawił tu jednak długo – musiał ewakuować się do Anglii.

Można sobie wyobrazić, ze tak

zabudowane były wszystkie ulice w centrum miasta na przełomie XIX i XX

wieku…

Ale w Tromso można znaleźć także

ciekawe przykłady współczesnej architektury – na przykład perspektywę 

przecznicy na zdjęciu po lewej zamyka nowoczesna biblioteka.

 

Miejski deptak

doprowadza do kolejnego placu – Radhusg, który kilkoma tarasami zbiega aż na

nabrzeże. Tu znalazłem katolicki kościół – to ten po prawej na zdjęciu

poniżej

FjTromso665big.jpg

Kościół wbrew wszelkim norweskim

regułom, o których wcześniej się przekonałem był zupełnie pusty i otwarty!

Wnętrze jak widzicie na zdjęciu obok jest bardzo skromne, ale widać, że

świątyńka jest zadbana. Tu też w przedsionku były ogłoszenia w języku

polskim. Był tu Jan Paweł II !

W górnej części placu za małą

altanką umieszczoną tu zapewne dla występów orkiestry stoi pomnik któregoś

norweskiego króla w wojskowym płaszczu. Smutny jakiś ten król  🙂   

 

Muzeum Polarne

zajmuje kilka starych domów wprost na nabrzeżu. Przed barakiem można nawet

bez wchodzenia do środka obejrzeć cała kolekcję harpunów używanych przez

wielorybników:

FjTromsoPolarOLY.jpg

A wewnątrz ekspozycja o

charakterze historyczno – etnograficznym. Można m.in. obejrzeć zdjęcia ulic

dawnego Tromso (reprodukcja obok). W tamtych czasach w sklepach sprzedawano

skóry białych niedźwiedzi.

Osobny muzealny domek poświęcony

jest Amudsenowi, który właśnie z Tromso wyruszył w 1928 roku na swoją

ostatnią wyprawę – wodnosamolotem na ratunek innemu badaczowi Arktyki (i

konkurentowi) Umberto Nobile. Nigdy już do Tromso nie wrócił. A Nobile, o

ironio losu, się

wkrótce sam odnalazł…

Przed domkiem

stoi popiersie Amudsena.

 

 

A w pobliżu

Polar Museum Jest niewielki, zabudowany wzgórek, na którym kiedyś stał fort.

Z tamtych czasów pozostały dwie armaty na zrekonstruowanych współcześnie

lawetach:

FjTromso686big.jpg

W Tromso tej niedzieli była

uroczystość bierzmowania (“confirmation”) i z tej okazji wiele miejscowych

kobiet paradowało w ludowych strojach. Wyglądało to bardzo sympatycznie…

Nadarzyła mi się młoda modelka.

Ale uprosić taką, by zechciała pozować na lufie starej armaty nie jest wcale

łatwo!  Udało się!

A potem jeszcze przed pomnikiem

wielorybnika mogłem zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie z takimi pannami.

Podziwiałem ich hart – mnie w skafandrze nie było wcale za ciepło, a one w

samych koszulkach i wyszywanych serdakach. To musi być bardzo ważne święto i

ważne dla nich, aby móc pokazać się na ulicy w takim pięknym stroju, bez

wierzchniego okrycia

 

 

 

 

Zaraz za

fortem jest mały kwartał starych, kolorowych domków i dalej – wejście na

most widoczny na zdjęciach poniżej, który na szczęście ma wydzielony chodnik

dla pieszych! Most ma aż 1016 metrów długości.

FjTromso681big.jpg
FjTromso689.jpg

Po drugiej stronie fiordu zaraz

za mostem stoi katolicki Tromsdalen Church zwany popularnie Arktyczną

Katedrą. Bryła budowli nawiązuje do widoku spiętrzonych pionowo płatów

lodowej kry. W przewodniku piszą,  że wnętrze kościoła ma symbolizować

okres polarnej nocy i zjawiska zorzy polarnej. 

FjTromso687BIG.jpg

Niestety za wstęp do środka

pobierana jest oplata – 40 koron. najciekawszymi elementami tego wnętrza są:

wielki witraż za ołtarzem (140 m kwadratowych – podobno największy w

Europie) i “soplowe” kandelabry.

 

 

 

W Tromso

mieliśmy aż 4 godziny na zwiedzanie miasta. Wystarczyło nam czasu także na

spacer z przystani w lewo – w kierunku przeciwnym do mostu. Tam na brzegu

fiordu, w niewielkiej odległości od portu znajdziecie siedzibę Society of

Arts, w której organizuje się wystawy oraz Polaria Museum (dziwaczna budowla

na zdjęciu poniżej) poświęcone Arktyce i Antarktyce. W budynku – znowu

przypominającym zwały kry – kryje się między innymi akwarium. Zamknęli mi 

instytucję przed nosem o 17.00. Mam nadzieję, że wy będziecie mieli więcej

szczęścia.  🙂

FjTromsoPolariaOLY.jpg
Dzień 6 – Havoysund, Honningsvag,

Kjollefjord

Day six –

Te

skomplikowane norweskie nazwy miasteczek przeciętnemu zagranicznemu turyście

nic nie mówią. Ale to miał być ważny dzień – mieliśmy tego właśnie dnia

dotrzeć na Przylądek Północny czyli Nordkapp…

Havoysund

Te pobielone śniegiem szczyty

wznoszą się na kontynencie w sąsiedztwie niewielkiego portu Havoysund, w

którym mieliśmy zacumować na pół godziny jeszcze przed śniadaniem. Uważny

obserwator zauważy na zdjęciu drogę biegnącą do tego miasteczka. w tych

okolicach to rzadki widok. 

FjHavoysund731big.jpg

Zeszliśmy na

ląd na krótki poranny spacer. Pokazało się słońce. Nasz maleńki w porównaniu

z okolicznymi górami statek pięknie prezentował się w tym arktycznym

krajobrazie: 

FjHavoysund720big.jpg

Miasteczko, a właściwie chyba

tylko rybacka osada ukryta była w sąsiedniej zatoczce. Zwróćcie uwagę, że w

tym krajobrazie nie ma już ani jednego drzewa, jedynie jakieś niskie porosty

na zboczach wzgórza. Odnotowałem kilka małych kutrów, stojaki do suszenia

dorszy i… płyniemy dalej! 

FjHavoysund724big.jpg

Elektroniczna mapa pokazuje, że

po zawinięciu do Havoysundu wróciliśmy już na kurs i kierujemy się w

kierunku wielkiej wyspy Mageroya. Celem kolejnego etapu był port Honningsvag,

zaznaczony kwadracikiem na jej południowym wybrzeżu. Po przeciwnej stronie

wyspy wdać symbol latarni na najbardziej w górę wysuniętym cypelku. To

właśnie ten magiczny Nordkapp – miejsce o którego zobaczeniu marzy

wielu ludzi.

FjNordkapMaP.jpg

Szlak wodny, którym teraz

płynęliśmy jest najkrótszą drogą prowadzącą z Zachodniej Europy i Ameryki na

rosyjską daleką północ. Nagle wokół nas pojawiły się statki inne

niż Hurtigrunen. Także rosyjskie. Te, które widziałem kiedyś w Dudince na

Dalekiej Północy też zapewne wożą tędy nikiel i inne cenne metale wydobyte w

kopalniach Norylska do przemysłowych miast zachodu.

FjMageroya742big.jpg

Ta ośnieżona wyspa w tle to już

była Mageroya (po angielsku Mageroy Island). Zbliżaliśmy się do legendarnego

miejsca…  

FjMageroya746big.jpg
Honningsvag

W Honnigsvag (zdjęcie poniżej) mieszka dziś 2300

ludzi. Jak na Arktykę to całkiem sporo. Ale cóż to jest w porównaniu z

rzeszą 200 tysięcy turystów, którzy każdego roku przewalają się przez to

miasteczko w drodze na legendarny Nordkapp?

FjMageroya748big.jpg

Strategiczne

położenie Honningsvag przy głównym szlaku decyduje o wielkości tutejszego

portu. Jest tu stacja bunkrowania statków, stacjonują jednostki ratownicze.

Miasto jest ładnie położone u stóp góry na zboczu której jest punkt

widokowy. Nie starczyło nam jednak czasu by tam wejść – cały pobyt zabrała

nam zorganizowana wycieczka na Nordkapp. 

FjMageroya753big.jpg
FjNordkap754.jpg

Tablica na przystani obwieszcza,

że stąd już tylko 2110 kilometrów do bieguna i że jesteśmy nieco powyżej

siedemdziesiątego pierwszego równoleżnika. Mój życiowy rekord to 80 stopni –

stamtąd było jeszcze bliżej!

Wycieczka oferowana przez

Hurtigruten nie była tania (aż 124 euro) ale pozwalała do maksimum

wykorzystać czas postoju w porcie. Indywidualni turyści też mogą korzystać z

dojazdu busem North Cape Express z Honningsvag – powrony bilet z wliczonym

biletem wstępu kosztuje 490 koron. Przy korzystaniu z własnego transportu

wstęp na Nordkap kosztuje 245 koron.

Natychmiast po zejściu ze statku

skierowaliśmy się do oczekującego autobusu. Zająłem w nim strategiczne

miejsce tuż na kierowcą (zawsze filmuję podczas jazdy nagrywając

jednocześnie jakiś komentarz – oczywiście w języku polskim). Kierowcą była

młoda i ładna kobieta. Gdy usłyszała mój komentarz do mijanych widoków

odwróciła rzuciła z uśmiechem za siebie: -Dzień dobry! Ale niespodzianka!

Polka, pani Monika i to w dodatku – jak się później okazało – pochodząca z

mojego Gdańska wiezie mnie na Przylądek Północny!  

 

 

 

 

 

 

 

Wyjeżdżaliśmy z miasta w kierunku

zachodnim, mijając kolorowe domki Norwegów. Zaraz za miastem asfaltowa droga 

zaczęła wspinać się na małą przełęcz. Wkrótce po domostwach nie pozostało ani

śladu…

FjNordkap758.jpg

Za miastem

przejechaliśmy obok malutkiego lotniska – podobno latają z niego samoloty do

Tromso. A na zdjęciu poniżej to nie zatoka morska, to jezioro na wyspie

Mageroya. Szosa prowadziła przez pewien czas jego brzegiem.

FjNordkap761.jpg
Jadąc z portu na przylądek

mieliśmy do pokonania 34 kilometry. Trzeba dodać, że były to 34 kilometry

wspaniałych krajobrazów. Mieliśmy ponownie szczęście, bo sprzyjała nam

pogoda:

FjNordkap765big.jpg

 Jedyną osadą (jeśli tak to

można nazwać) na tej trasie był wybudowany na pustkowiu hotel. W jego

niskich pawilonach można podobno zakwaterować do pięciuset osób.

FjNordkap768big.jpg

 Potem krajobraz zmienił się

nam na w pełni zimowy. Po obu stronach szosy rozpościerało się wielkie

śniegowe pole. Ale dobra asfaltowa szosa była starannie oczyszczona ze

śniegu. Gdy wspinała się ona na wzniesienia bądź przełęcze otwierał się

widok na klifowe wybrzeże i morskie zatoki: 

FjNordkap776.jpg

Gdy w środku zimy kopny śnieg

zasypie drogę jaj przebieg wyznaczają te tyczki  aby wiadomo było w

którym miejscu odśnieżać:

FjNordkap779big.jpg

Kolejna przełęcz i kolejny

pejzaż. Z bielą śniegu silnie kontrastują czarne skały górskich zboczy. I

poza szosą nie ma tu żadnych śladów działalności człowieka…

FjNordkap780big.jpg

Ale dalej – na dobrze

nasłonecznionych stokach sąsiadujących z morskim wybrzeżem śnieg zdawał się

już powoli topnieć, odsłaniając fragmenty zbocza pokrytego wyschniętymi

porostami:

FjNordkap782big.jpg

I w takim właśnie krajobrazie

zatrzymaliśmy się na kwadrans przy samotnym baraczku należącym do rodziny

Samów. Samowie to rdzenna ludność tych terenów. Od dawien dawna zajmowali

się hodowlą reniferów. Gdy koczowali ze stadami to mieszkali w namiotach

podobnych do indiańskich tipi (na zdjęciu poniżej).

FjNordkap784big.jpg

We wnętrzu takiego namiotu Samów

jest palenisko i legowisko do spania ze skór położonych na warstwie gałązek:

FjNordkap787BIG.jpg

 Samowie (po norwesku Sami)

mają ciekawe stroje narodowe (zdjęcie poniżej). Najoryginalniejsza w tym

stroju (i najzabawniejsza) jest czapka z czterema rogami:

FjNordkap791BIG.jpg

W baraczku można obejrzeć i kupić

wyroby ludowego rękodzieła Samów – między innymi ciekawe kubki wykonane z

twardego drewna:

Widziałem tam ponadto wyroby z

rogów renifera, ciepłe paputy z jego skóry. Ale wszystko to było jak na

kieszeń budżetowego podróżnika bardzo drogie. Najtańsze były pocztówki – po

8 koron (na statku sprzedają je po 12).

Sklepik obsługiwała starsza pani

ubrana w narodowy strój Samów.

 

 

 

 

 

 

 

Mnie najbardziej podobały się

tutaj laleczki ubrane w stroje z futra renifera:

FjNordkap797BIG.jpg

Była okazja, być może jedyna w

życiu, by sfotografować się z prawdziwym Samem i jego reniferem trzymanym na

postronku.

 

 

 

 

 

 

 

 

Po dwudziestu minutach

pojechaliśmy dalej wśród wysokiego śniegu zalegającego po obu stronach

szosy:

FjNordkap804big.jpg
Możecie wierzyć lub nie, ale ta

śnieżna ściana po prawej miała co najmniej 3 metry wysokości. A była

przecież połowa maja!

FjNordkap806BIG.jpg

W końcu w perspektywie szosy

ukazało się coś, co przypominało niski, kamienny bunkier z białą kulą na

dachu. I to byl Visitors Center Nordkapu. Przyznaję, że byłem rozczarowany.

Wkrótce potem wchodziliśmy do tego “bunkra” przez ciasne wejście. Wnętrze

prezentowało się już znacznie bardziej okazale.

FjNordkap810big.jpg

W środku była duża kawiarnia i

sklepy z pamiątkami, a od przylądka odgradzała nas wielka przeszklona

ściana.

FjNordkap813big.jpg

 71 stopni 10 minut szerokości geograficznej

północnej

FjNordkap814big.jpg

Rzadko siebie fotografuję, ale

Przylądek Północny jest dla podróżników jednym z tych “kultowych” miejsc,

gdzie wypada się uwiecznić. Tym bardziej, że jak sami widzicie tłumu przy

pomniku wcale nie było:

FjNordkapOLY391BIG.jpg

 

Taki widok otwiera się z

300-metrowego klifu Przylądka Północnego w kierunku zachodnim. Ta porażająca

biel w górnej części zdjęcia to oczywiście śnieg na szczytach nadbrzeżnych

gór:

FjNordkap818big.jpg

Wschodni klif jest znacznie

słabiej zagospodarowany. Zabezpieczająca barierka kończy się w pewnym

punkcie i dalej można już wędrować na własną rękę i ryzyko. Niestety widok

jest ograniczony przez wybiegający w morze odcinek skalnego grzbietu.

FjNordkap827Big.jpg

Na wschodnim klifie znalazłem coś

niezwykłego. Symbole pokoju.  Dzieci z

siedmiu krańców świata zaproszono tu kiedyś na tydzień, by zaprojektowały medaliony

propagujące pokój, braterstwo ludzi i współpracę. Ich prace powiększono i

ustawiono w formie wielkich medalionów właśnie tu – na Nordkapie. A przed

nimi – naturalnej wielkości postacie kobiety i chłopca wskazującego  te

niezwykłe kompozycje plastyczne. Ciekawie wyglądają w tym głebokim śniegu!

FjNordkap837big.jpg

Na zachodnim klifie ustawiony

jest mały granitowy obelisk. Wyryty na nim napis głosi, że 2 lipca 1870 stał

na tym klifie sam król Oskar II – władca połączonych wówczas krajów Norwegii

i Szwecji. Wtedy zapewne nie było jeszcze tego

zabezpieczającego płotu, Ale widok na dzikie wybrzeże od tamtych czasów się

nie zmienił:

FjNordkap846big.jpg

Od tego właśnie obelisku otwiera

sie bodaj najbardziej efektowny widok skały Nordkapu. Dopiero patrząc na to

zdjęcie można uwierzyć, ze ten słynny pomnik – globus ustawiony jest na

urwisku 307 metrów nad poziomem morza: 

FjNordkap850.jpg

“Schron”  na Nordkapp – jak

ja nazywam tamtejszy visitors center ma podziemia, a w nich wystawę

przyrodniczą , w której można oglądać wszystkie spotykane tu ptaki (wypchane

oczywiście), a także kino z panoramicznym ekranem na którym regularnie

wyświetlają 15-minutowy, piękny film o przyrodzie Przylądka Północnego –

wszystko to jest opłacone w ramach biletu wstępu/wycieczki.

FjNordkapOLY402.jpg

W drodze powrotnej na statek

spotkaliśmy stadko dzikich reniferów skubiących nieliczne spłachetki

wysuszonej trawy wolne od śniegu. Kierowane instynktem renifery na zimę

przepływają same cieśninę w drodze na kontynent. Wiosną, ponieważ są

wycieńczone Norwegowie zapędzają je na okręt marynarki wojennej i

wypuszczają na Mageroy Island.

 

Pogoda, która

w tym rejonie jest bardzo zmienna poprawiła się i z obramowanej zwałami

śniegu szosy mogliśmy raz jeszcze podziwiać zimowy pejzaż wyspy:

C

FjNordkap855big.jpg

Po powrocie z legendarnego

przylądka był juz tylko czas na to, by podziękować i pożegnać panią Monikę –

Polkę, która pracuje w tak odległym zakamarku Europy. Z Honningsvag

odpłynęliśmy zgodnie z rozkładem – o 14.45. Po obiedzie dotarliśmy do

wejścia do Kjollefiordu gdzie na brzegu stoją dwie charakterystyczne, silnie

zerodowane skały. Jedną nazywają Kościołem (lub Katedrą) a drugą – Kaplicą.

To Finnkjerka – podobno święte miejsce Samów:

FjFinkierka873big.jpg

 Niedaleko od Finnkjerki

najpierw zobaczyłem na brzegu samotny domek rybacki stojący w bardzo

malowniczym miejscu, a potem kilku rybaków, którzy podpłynęli na łodzi do

naszego statku i weszli na pokład.

FjFinkierka859big.jpg

W chwile potem demonstrowali na

rufowym pokładzie jak tu oprawia się i przygotowuje do suszenia słynne

arktyczne dorsze. Ochotnicy mogli dostać fartuch, nóż i mogli spróbować

swoich sił. Taki pokaz odbywa się na każdym statku Hurtigruten – jest to

swego rodzaju “program artystyczny”.

 

 

W dwa kwadranse później

zobaczyliśmy miasteczko Kjollefiord i całą flotyllę

maleńkich kutrów rybackich. Kjollefiord jest bardzo malowniczy, ale nasz

postój  trwał zaledwie kwadrans – nie pozwoliło to na spacer po

miasteczku:

FjKjollefio885big.jpg

Temperatura powietrza wynosiła

kilka stopni poniżej zera i w dodatku wiał nieprzyjemny , silny wiatr, gdy

stałem na pokładzie fotografując Przylądek Nordkynn –

najbardziej wysunięty na północ fragment kontynentalnej Europy:

FjKirkenesPrzed890big.jpg
Szybko uciekłem do kabiny. Bogaty

we wrażenia dzień miał się ku końcowi….

Dzień 7 – Vadso, Kirkenes

Day seven –

 

 

Vadso

Ranek zastał nas w porcie Vadso.

W  Vadso trzeba z przystani do miasta iść długą, okrężną drogą przez

most przerzucony nad fiordem. Nie było na to czasu, wiec sfotografowałem

jedynie to miasto ze statku. Najciekawsza budowla tego miasta jest widoczna

na zdjęciu poniżej katedra w stylu fińskim, o wysokiej i szerokiej wieży

przypominającej egipski świątynny pylon.

Przed II wojną światową Finlandia

miała tu korytarz gwarantujący jej dostęp do Północnego Oceanu. Za

popieranie Hitlera po wojnie ten korytarz im zabrano. Ale wciąż podobno

wielu mieszkańców mówi tu po fińsku.

FjVadsoOLY431big.jpg

Kirkenes

 

Ranek był bardzo mglisty, gdy

dotarliśmy w końcu do najbardziej odległego punktu naszej trasy. Kirkenes,

mające ponoć 5000 mieszkańców leży w odległości zaledwie 10 kilometrów od

granicy Rosji. Na międzynarodowej szosie funkcjonuje przejście graniczne.

Będąc kiedyś w rosyjskim Murmańsku widziałem tam mikrobusy kursujące właśnie

do Kirkenes. Tak wygląda główny plac w Kirkenes. Ten pomnik, to pomnik

“wojennej matki”:

FjKirkenesSq912big.jpg

Kwitnie to przygraniczny handel z

korzyścią dla obu stron. Miejscowi ludzie mówią lepiej lub gorzej po

rosyjsku. W większych sklepach zatrudniają Rosjan A dla gości z drugiej

strony granicy oprócz norweskich tabliczek z nazwami ulic umieszczono także

rosyjskie.

 

 

Od głównego placu w kierunku

dużego, w całości krytego Shopping Center odchodzi zamknięty dla ruchu

miejski deptak. Ale tego dnia był zupełnie pusty:

FjKirkenesDep.jpg

 Miasto

było wyzwolone przez Armie Radziecką toteż nie dziwi ten pomnik radzieckiego

żołnierza umieszczony na wzgórku.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Typowa zabudowa poza centrum

Kirkenes to drewniane domki – takie jak na zdjęciu poniżej.

FjKirkenes929big.jpg
Najciekawszym architektonicznie

obiektem Kirkenes jest jak mi się wydaje ten kościół w perspektywie ulicy,

otoczony niewielkim cmentarzem:

FjKirkenes_WD.jpg
C

To był ponury

dzień jeśli chodzi o pogode. Okresami nawet popadywało. Ale latem Kirkenes

wygląda inaczej i może przyciągnąć turystów. Jego letnie uroki propaguje

wielkie zdjęcie umieszczone na budynku w centrum miasta. Oto jego

reprodukcja:

FjKirkenesSummer917.jpg

Po południu zaczął się nasz rejs powrotny do Bergen.  O nim napisałem w

kolejnej części mojej fotorelacji.

O

 

My hot

news from this expedition (in English) you can read in my travel log: 

www.globosapiens.net/travellog/wojtekd 

Notatki robione “na gorąco” na

trasie podróży (po angielsku) można przeczytać w moim 

dzienniku podróży w serwisie globosapiens.net