Erytrea – raport z podróży: Old Massawa – Wojciech Dabrowski (Eritrea2B.htm)

Erytr2_tyt.gif

Tekst i zdjęcia:  Wojciech

Dąbrowski  ©
text & photos


Architektura

Starej Massawy pochodzi z różnych okresów – nałożyły się tu wpływy tureckie,

egipskie, włoskie…  Pierwsze zapiski o muzułmańskim porcie pochodzą z

X wieku, od XVI wieku panowali w Massawie Turcy…

Już pięćset lat temu

pływające po Morzu Czerwonym drewniane statki dostarczały towary i

przywoziły budowniczych, którzy wznosili tu budowle w stylach panujących

aktualnie w ich rodzinnych krajach. 

Miejscowi nazywają to

architekturą mauretańską, ja bym powiedział ogólniej: ten styl nawiązuje do 

tego, co widzi sie w Północnej Afryce… Wiele starych budowli wciąż pełni

swoje pierwotne funkcje. Pokoje w hotelu Torino są niestety droższe i mniej

wygodne niż te na Tualud. 

Dirty Jewel of the Red Sea – napisałem o Massawie w relacji z podróży do

moich przyjaciół rozsianych po świecie.   Kiedyś te kamienne budowle musiały

rzeczywiście wspaniale wyglądać! Piszą, że do budowy większości z nich użyto

bloków koralowej skały.

Nieliczne odnowiono, ale pozbawiając je jednocześnie architektonicznych

detali, co jak sądzę nie dało korzystnego rezultatu. To na przykład hotelik

– bodaj najtańszy na wyspie – dla ubogich ma nawet wyplatane łóżka stojące

na świeżym powietrzu – pod arkadami na piętrze. 


To nazywa się maszrabija. Takie drewniane

elementy architektoniczne  widziałem wcześniej w Jemenie. Nie dziwi ich obecność i tutaj –

Jemen jest przecież o pół dnia żeglugi – po drugiej stronie morza….

Maszrabije miały przez swoje szczeliny łapać najmniejszy powiew wiatru i

chłodzić wnętrze domu.

Te

ażurowe żaluzje mają na pewno już więcej niż sto lat – jak długo

jeszcze przetrwają bez konserwacji?

To też niegdyś była architektoniczna

perełka. A dziś? Byle tyko nikt nie wypadł na ulicę…

 

 

Wąskie, piaszczyste uliczki biegną w

kierunku centralnego placyku, na którym wystrzela w górę minaret meczetu…

Na rogu jegomość sprzedający 

tabakę. – Do wąchania? -upewniam się. Nie, do żucia…

Sheikh Hanafi Mosque. Po bokach meczetowego placyku

herbaciarnie: w nich sami mężczyźni siedzący przy wystawionych na piasek stolikach.

Pod murem w starej uliczce zaimprowizowana kawiarnia. Wypaloną w małej

blaszance i utłuczoną w moździerzu kawę nie parzy się, ale gotuje się w

małej ceramicznej lub metalowej kolbie nazywanej dżabaną. Dżabanę ustawia

się na węglu drzewnym tlącym się na prymitywnym piecyku.

erit2141big.jpg

-Proszę się poczęstować!

 Kawa po erytrejsku: słodka, gęsta i czarna prawie jak smoła…

 

 Wypiłem ją siedząc na niskim stołeczku, a potem ruszyłem w następną

uliczkę. Znalazłem tam tłum przepychający się pod zamkniętymi drzwiami piekarni.

Ktoś wyjaśnił: to jedyna piekarnia na Batse. Tu jedyny osiągalny w massawie rodzaj

pieczywa – bułki sprzedają po 0,35. W markecie na głównej ulicy te same

bułki są po 0,60!  Więc tutaj jest znacznie taniej!  Tylko trzeba przyjść z własną torebką,

bo oni za reklamówkę biorą 1 nakfa – równowartość 3 bułek!

Centralny meczet Sheikh Hanafi –

ten wyglądający

jak nowy nie jest jedynym w Starej Massawie – są i inne – starsze i znacznie

mniejsze – jak ten.

erit2149big.jpg

Uliczna pralnia, bosonogie dzieci kręcą się wokół pracującej mamy. 

I jeszcze jeden piękny, choć zrujnowany dom – trudno nawet powiedzieć, czy

ktoś tu mieszka…

Te misternie niegdyś wystrugane żaluzje okienne wkrótce rozpadną się do

reszty….

Ileż trudu musieli włożyć dawni rzemieślnicy w takie wyprofilowanie

ościeżnic!

W Starej

Massawie jest kilka grobowców muzułmańskich świętych. Ten – niestety bardzo

zaniedbany i trudno mi było ustalić kto tu leży… Już po wyjeździe z miasta

wyszperałem w pożyczonym, nowym przewodniku, że to Sheikh Durbush Tomb

Szukając drugiego grobowca trafiłem do tego starego meczetu obok rosochatej

palmy.

Budowla była niewielka i skromna. Ktoś podpowiedział, że to Hamal An Sari

Mosque.  

Z małego dziedzińca wchodziło się do przysadzistego minaretu. Ale

nowoczesność i tu już dotarła: gdy przyszła pora modlitwy mułła nie musiał

wydzierać się z galeryjki na minarecie, tylko śpiewał do mikrofonu, a jego

głos wzmacniany był przez zainstalowane na górze megafony.

Za tą

solidną ścianą

z prymitywnymi płaskorzeźbami (takie zdobnictwo to rzadkość w meczetach)

znajduje się sanktuarium z grobowcem jakiegoś kolejnego miejscowego

świętego. Niestety w przewodnikach nic o nim nie piszą…

Muzułmanie w takich miejscach zwykle nie pozwalają fotografować, ale tu

akurat nikogo nie było – no i dzięki temu możecie zobaczyć jak taki

grobowiec wygląda w środku. Kamienny nagrobek zawsze nakryty jest zieloną

tkaniną.

N

 

Prawda, że to ciekawa twarz?

 To strażnik sanktuarium.

 

Zaskoczył mnie… Nie było w nim nic z tej obowiązkowej nieufności i

zacietrzewienia ogarniającego przeciętnych mułłów na widok białego

człowieka. Zgodził się nawet pozować do zdjęcia!  Ciekawa jest jego

szata – na ulicach Massawy  takich ubrań się nie widzi.  Wygląda

więc  na to, że to coś w rodzaju sutanny.

Żal patrzeć na te sterty rupieci zgromadzonych w sąsiedztwie zupełnie nieźle

zachowanych zabytkowych bram.  Nieporządek miły… Ale można wyobrazić

sobie, jak kiedyś wyglądało to miasto i zrozumieć dlaczego nazywano je Perłą

Morza Czerwonego.

Może orzeszków?   Ta uliczna sprzedawczyni to katoliczka…

Muzułmanki ubierają się inaczej… – zobaczcie zresztą na kolejne zdjęcie. 

erit2170big.jpg

Jest jednak w Starej Massawie przy głównej ulicy jeden odrestaurowany dom o

koronkowej architekturze, który pokazywany jest na wszystkich pocztówkach z

Massawy. A to właśnie ten…. Mnie też się podobał…

Przy głównej ulicy starówki jest jeszcze sporo innych podcieniowych domów,

ale nie są one już zdobione tak filigranowo. Tu na parterze mieści się

jedyna przyzwoita groseria. Karton soku kosztował tam 35 nakfa, banany 10 za

kilo, pudełko serków – 25, 100g masła (nie kupujcie więcej, bo się w tym

skwarze rozpuści) – 24 nakfa

Prawda że taki uśmiech to może rozbroić?!  Nie da się ukryć – polubiłem

Erytrejczyków – to dla mnie zdecydowanie najsympatyczniejszy naród na

Czarnym Kontynencie….

Wędrując w skwarze dalej (a właściwie przemykając od cienia do cienia)

trafiłem do meczetu Shafi. Gdzieś w przewodniku napisano, że ma 1000 lat,

czyli zbudowano go w XI wieku…

Jego wnętrze było puste, więc

znów mogłem coś pstryknąć. Jak widać siermiężnie tu – ale las kolumn

pomalowanych olejną farbą robi wrażenie.

 

I znowu ten odnowiony meczet na głównym placyku. W Massawie jest biuro

informacji turystycznej (na wyspie Tualud), ale nie dysponuje planem miasta

– więc błądząc uliczkami można ten minaret wykorzystać jako punkt

orientacyjny.

Chłopcy wracający ze szkoły – tam też noszą swego rodzaju mundurki, których

uzupełnieniem są plastykowe klapki…

W polecanej przez miejscowych restauracji przy głównym placu zafundowałem

sobie posiłek: ryż z dwoma kawałkami smażonej ryby, cebulą i pomidorem oraz

woda mineralna – 55 nakfa… Wodę mineralną – jak nigdzie – podają tu w

półlitrowych kapslowanych butelkach po piwie…

I co tu robić?…  Miejscowe podlotki godzinami przesiadują przed

domami…

Im ten krajobraz na pewno dawno już spowszedniał, dla mnie wciąż wionął

fascynującą, biedną egzotyką.  Te łuki to pozostałości dawnego krytego

bazaru.

erit2198big.jpg

To kiedyś chyba była  brama wejściowa na kryty bazar. Dziś funkcjonuje

tu biedna, uliczna kawiarnia… Przysiadłem na twardej ławce, by zrobić

notatki. Podobał mi się nastrój tego miejsca…

 

Bawili się razem przed domem… Czyżby braciszek i siostrzyczka?  Tylko

(biorąc pod uwagę kolor skóry) chyba od dwóch różnych tatusiów…

Odpowiedzią na zainteresowanie samotnego cudzoziemca jest spontaniczna

radość. A ten mały – czyżby to drugi braciszek? Niestety mimo dobrej woli

obu stron nie mogłem się z nimi nijak dogadać…

Mama też zgodziła się na fotkę….

erit2208big.jpg

A to babcia – nie chciała początkowo zgodzić się na zdjęcie. Tu dobrze widać

z czego i w jaki sposób wzniesiono ich dom…

Kiedyś te bazarowe uliczki nakryte były drewnianym dachem, do dziś jego

szczątki pozostały tylko w jednym miejscu…

Pod koniec XIX wieku Massawa była

przez jakiś czas stolicą włoskiej kolonii. Powstało wtedy wiele nowych

budynków w orientalnym stylu. 

Tylko przy jednej nadbrzeżnej ulicy – tej, która prowadzi do bramy

handlowego portu zachował się taki ciąg podcieni, które chronią przechodniów

przed dokuczliwym słońcem. Najgorzej znieść tutejszy gorący i wilgotny

klimat w okresie od kwietnia do września, gdy temperatura w ciągu dnia sięga

nawet 45 stopni.

W jednej z uliczek trafiłem na moment wypieku yndżery. Oto wystawiony przed

dom piecyk zrobiony z połowy beczki i kilku kątowników. Pod stożkową pokrywą

jest dopasowana do otworu beczki płyta- patelnia, na której układa się

placek. W oryginale  – kiedyś – ugniatany był z ciemnej mąki

specjalnego zboża – teffu. Wiem, że teraz stosują domieszki…

Tak wygląda cieniutka yndżera w trakcie pieczenia… (specjalnie dla mnie

zdjęli na moment pokrywę)…

Dzieci zawsze są ciekawym tematem dla zdjęć. Te z Massawy nie są płochliwe i

chętnie pozują. Każda twarz wyraża coś innego… Korzystałem z okazji…

Ten mały chłopczyk to wyjątek w towarzystwie dziewczynek – zwróciłem uwagę,

że dziewczynki i chłopcy w wieku szkolnym bawią się w osobnych grupkach No

cóż, tu jednak dominują muzułmanie i ich surowa obyczajowość…

erit2248big.jpg

Moja mała modelka z muszką na nosku…

 

Gdzieś tu pod arkadami mieszczą się nieliczne agencje turystyczne. Można w

nich kupić m.in. bilety na niedrogie loty  krajowe. Specjalnie dla was

wynotowałem ceny obowiązujące turystów (rezydenci płacą mniej):

Asmara – Massawa 25 USD,

Asmara – Assab – 50 USD, Assab – Dahlak – 40 USD

 

Mimo, że budowle Starej Massawy nie posiadają jakiejś specjalnej nocnej

iluminacji miasto wieczorami prezentuje się ciekawie. Warto po zmroku

pospacerować starymi uliczkami. Nie ma już takiego wściekłego upału jak w 

ciągu dnia i jest bezpiecznie – nikt nie zaczepia, w wielu miejscach ludzie

siedzą przed swoimi domami…

Przy skromnych barach na waterfroncie po zmroku wystawiają na chodnik

stoliki dla gości. Portowe miasta mają pewną wspólną cechę: można tam

spotkać kobiety, które umilają marynarzom (i nie tylko) ich krótkie pobyty

na lądzie. W Massawie cena usługi nie jest wysoka: tylko 10 dolarów. Ja

jednak wolałem przeznaczyć je na zwiedzenie okolic Massawy – o ty na

następnej stronie relacji z Rogu Afryki…