Erytrea – Asmara – raport z podróży – Wojciech Dąbrowski (Eritrea1.htm)

Erytr2_tyt.gif

Tekst i zdjęcia:  Wojciech

Dąbrowski  © –
text & photos


Turysta

z reguły zaczyna poznawanie tego kraju od stolicy – Asmary. Na zdjęciu obok

jej centralna ulica Harnet

Avenue. Ta piękna, wysadzana palmami aleja jest bardziej europejska niż

afrykańska. Do złudzenia przypomina ona bulwary w miastach nad Morzem

Śródziemnym.


Erytrea to dawna kolonia włoska.

Włosi przed wojną wznieśli w Asmarze wiele ładnych budowli w stylu art deco

– na przykład kina. Asmara zachowała także do dziś wiele z włoskiego stylu

życia – liczne kawiarnie, bary i cukiernie pełne przysmaków, zwyczaj

promenowania po zmroku… Wiele starszych ludzi mówi tu po włosku… 


Pucybutów spotkać można nie

tylko na głównej ulicy. Taryfa: 1 nakfa za wyczyszczenie jednego buta.

Korzystałem… Za 1 dolara dostaje się 13,5 nakfa w banku i w państwowych

kantorach Himbol albo 24 nakfa – na

wolnym rynku. 

W Asmarze znajdziecie wiele tanich pensjonatów z pokojami od 70 nakfa w

górę. Mieszkałem w Pensione Stella w uliczce równoległej do Harnet. Okresami

nie było wody, ale to normalne w całym mieście. Polecam również Pensione

Bristol – ta sama cena, a nieco czyściej.  


W alei prowadzącej w kierunku lotniska

znajdziecie jeden z najbardziej oryginalnych pomników, jakie widziałem w

świecie – to pomnik plastykowych sandałów, które wygrały wieloletnią wojnę o

niepodległość kraju – w takim obuwiu walczyli partyzanci (z Etiopczykami)…

Otoczone wzgórzami miasto leży na wysokości 2300 metrów npm. W dzień słońce

operuje bardzo silnie, ale w nocy robi się chłodno. Śpiwór przywieziony w

plecaku to dobry pomysł..

Piękne kobiety, urocze dzieci…

 

 

Mniej

więcej połowa obywateli Erytrei wyznaje islam, pozostali to prawie wyłącznie

chrześcijanie podzieleni na katolików i wyznawców kościoła koptyjskiego. 

Konfliktów na tle religijnym nie ma.   To główny meczet w

stolicy…


Do tego głównego nie chcieli mnie

wpuścić, ale bez problemu zrobiłem zdjęcie w jednym z meczetów na peryferiach…

Włosi pozostawili po sobie piękna katedrę w centrum miasta, która jako żywo

przypomina mi Lombardię… W niedzielę odprawiają tu na msze na zmianę

– po włosku i w lokalnym języku tigrinia.   

A to katedra koptyjska na wzgórzu w pobliżu bazaru, też zbudowana w czasach

włoskich…

Przez większą część dnia jest na

głucho zamknięta. Mężczyźni modlą się pod drzwiami…

…. a kobiety padają na twarz w

piasku u stóp schodów…

A na to wszystko patrzą czarnowłose anioły z pięknych mozaik, którymi

ozdobiona jest fasada budowli…

O krok od tego kościoła znajdziecie słynny żelazny bazar, gdzie zużyte

beczki u puszki przerabia się na piecyki, chochle łopatki i podobne, użyteczne

przedmioty…

Jest też dobrze zaopatrzony bazar owocowo- warzywny. Ta dziewczyna wyznała

mi z dumą, że rano handluje, a po południu chodzi do wieczorówki…

To też handel, tylko uliczny i nieco innej kategorii. Większość ludzi żyje

ubogo, ale drastycznej biedy tu nie widać…

W okolicach bazarów i na przedmieściach można znaleźć więcej folkloru…

Jazda zdezelowanym miejskim autobusem to też spotkanie z folklorem. Za

przejazd płaci się konduktorce tylko 1 nakfa.

Dzieci – przyszłość tego sympatycznego kraju. Prawie zawsze są czyste i

zadbane. W stolicy Erytrei nie ma żebractwa, tak często spotykanego w innych

stolicach Afryki.

 W Asmarze, w centrum miasta (w uliczce biegnącej obok dawnego

włoskiego teatru) znalazłem przypadkowo polski konsulat. To właśnie honorowy

konsul RP – pan Belay – Erytrejczyk, właściciel firmy spedycyjnej. Niestety

nie mówi po polsku, ale zna angielski. Ma (nie zawsze aktualny) wykaz obywateli polskich

pracujących w Erytrei. Chętnie was zapisze do swojego rejestru. I to w

zasadzie wszystko. Nie miałem kłopotów, wiec nie zwracałem się do niego o

pomoc.

PS: Pan Belay

zmarł kilka lat po mojej wizycie. Obecnie konsulem hon. RP jest
Bahta Gebremariam Kidane

I wreszcie wypada pokazać budynek

Muzeum Narodowego w Asmarze – jest tam ciekawa ekspozycja etnograficzna,

archeologia, przyroda i trochę malarstwa. To jest także miejsce, gdzie

wydają pozwolenia na odwiedzenie wykopalisk i ruin na południu kraju. To

tylko formalność, za którą płaci się jednak 50 nakfa.

Poza Asmarą – stolicą kraju

odwiedziłem w Erytrei jeszcze nastrojowy port pełen rozsypujących się

zabytków – Massawę oraz Keren – fantastyczne miejsce do podglądania

prowincjonalnego życia i autentycznego folkloru. Przeczytacie o tym na kolejnych stronach…

Zapraszam!

Poprzednie fragmenty podróży do Rogu Afryki: