Wyspa Świętego Tomasza- raport z podróży cz.I – Wojciech Dabrowski (Eqaf3pl.htm)

czyli  Wyspa

Świętego Tomasza

Z Polski na Sao Tome nie ma

drogi na skróty… Jak by nie kombinować, trzeba lecieć najpierw do Lizbony. Stamtąd

na Sao Tome latają dwie konkurujące ze sobą linie: zasiedziały portugalski TAP i

młodociany Air Luxor, który, jak się wydaje pojawił się tu gdy rozeszły się

pogłoski o możliwości rozpoczęcia eksploatacji złóż ropy.   Konkurencja

wpłynęła dobrze na poziom taryf: powrotny bilet z Lizbony kosztuje około 760  USD

Na afrykański

kontynent wyspiarze z Sao Tome najbliżej mają do stolicy Gabonu – Libreville. Dwa razy w

tygodniu – w piątki i niedziele lata na tej trasie boeing Air Gabon, a w pozostałe dni

jedyny samolocik Air Sao Tome – 16-miejscowy, ciasny twin otter. Potwierdzenie rezerwacji

na loty Air Sao Tome można otrzymać tylko na miejscu ( ich loty nie są wprowadzone do

komputerowych systemów rezerwacyjnych).  Ostatnią możliwością  jest samolot

angolańskich linii TAAG z Luandy.

Afm.jpg (19280 bytes)

To było tutaj –

prawie dokładnie na równiku. 200 kilometrów na zachód od afrykańskiego  

kontynentu… 

Na

terytorium kraju o nazwie Sao Tomé e Príncipe składają się dwie główne wyspy

pochodzenia wulkanicznego odległe o 150 kilometrów i jeszcze kilka maleńkich, nie

liczących się “ilheu”, które widać na mapie obok.  Cały obszar

demokratycznej republiki ma jakieś 1000 kilometrów kwadratowych…

 

 

Zamiar odwiedzenia innych krajów

Afryki sprawił, że dla mnie najkorzystniejszym wyborem sposobu dotarcia na wyspy był

lot Air Gabon. Nie tylko dlatego, że mogłem wykupić bilet w Polsce, ale także ze

względu na najkorzystniejszą taryfę: 145 USD + tax za powrotny bilet przy tygodniowym

pobycie. Przy dłuższych pobytach ciekawsza jest taryfa Air Sao Tome: 207 USD + tax.

Najtańszym sposobem na dotarcie z Libreville na Sao Tome jest zaopatrzeniowy statek.

Jednostki te kursują jednak nieregularnie…

Na senne lotnisko odległe

tylko o 2 kilometry od centrum Sao Tome przyleciałem późnym wieczorem z

Libreville.  Nauczony doświadczeniem najpierw w stoisku z pamiątkami dowiedziałem

się, że miejsce w zbiorowej taksówce do miasta kosztuje pół dolara.  Niestety

nie było więcej chętnych…   Taksówkarz zażądał ode mnie 10 USD

!    Oni wszędzie na świecie są tacy sami!…     Ale ja

już wiedziałem, że nawet płacąc za pozostałe miejsca w wozie nie powinienem

zapłacić więcej niż 2 dolary.  Tak sie też stało. Wkrótce

mknęliśmy  do miasta.   Od razu mi się spodobało…  

Wypełniona

starymi, kolonialnymi domami stolica rozłożyła się wokół zatoki.  Sao Tome jest

małe – wszystkie obiekty warte zobaczenia są tu w zasięgu pieszego spaceru. 

  I wszystko można fotografować, no… może z wyjątkiem różowego pałacu

prezydenckiego rozlokowanego pod palmami (w centrum zdjęcia – powyżej).  

Pierwszą noc spędziłem w

pozbawionej szyldu, najtańszej noclegowni stolicy – Pensao Carvalho.  Zlokalizowany

na piętrze ponad barem pensjonat ten straszy zruinowanymi łazienkami z wielkimi wannami,

które przeżywały okres świetności jeszcze w portugalskich czasach.  W

“Carvalho” okresami nie było prądu i wtedy skrzypiący wiatrak zamocowany pod

sufitem stawał się zupełnie bezużyteczny. Mimo to żądali 15 USD za noc.  Potem

przeniosłem się za róg – do Pensao Turismo.  Tu za 20 dolarów miałem do

dyspozycji wielki pokój z małżeńskim łożem i wliczone skromne śniadanie serwowane

na białym obrusie.   Właścicielka – leciwa seniora o staroświeckich  

zasadach  energicznie zawiadywała kucharzem i dwiema czarnymi dziewczynami… Warto

polecić to miejsce…    

W mieście znaleźć można

wiele malowniczych zakątków: wąskie uliczki, jedną wysadzaną palmami avenidę.

Spacerując wśród domów malowanych w pastelowe kolory czasami przystawałem zaskoczony;

to co widać na zdjęciu obok z daleka wyglądało na saturator do sprzedaży napojów.

Tymczasem okazało się, że pod drzewami, na staromiejskim placyku zlokalizowana jest

stacja benzynowa. Pojazdów podjeżdża mało, bo samochodów tu niewiele.  Ludzie

przychodzą z kanistrami, ustawiają się w kolejkę by kupić na zapas paliwo do

motocylka czy agregatu. Bo jutro może nie być…  A światło wyłączają

często…

 

Na północnym krańcu

miasteczka, na wysuniętym w morze cyplu Portugalczycy zbudowali małą forteczkę. jej

patronem jest święty Sebastian. To najważniejszy obok katedry zabytkowy obiekt miasta i

przy okazji siedziba Muzeum Narodowego.

Przed zameczkiem na niewielkich

cokołach stoją posągi portugalskich odkrywców. Przetrwały upadek kolonów i czasy

rewolucji, tylko jeden z nich w bliżej nie wyjaśnionych okolicznościach postradał

nos.  Wyspa została odkryta w dzień świętego Tomasza  1470 roku przez

portugalskich  podróżników Pedro Escobara, Joao da Paiva i Joao de Santarem. 

To ich kamienne figury stoją dziś pod murami fortalezy. W piętnaście lat po nich

pojawili się tu pierwsi portugalscy osadnicy. Zakładali plantacje trzciny cukrowej.

Trzcinowy cukier i handel niewolnikami przywiezionymi z Czarnego Kontynentu były

podstawą tutejszej gospodarki aż do końca XVIII wieku. 

Po wykupieniu biletu za 23

tysiące dobra (miejscowa waluta o nazwie dobra nie jest wcale taka dobra bo ulega

szybkiej inflacji) można obejrzeć zamkowe wnętrza. Dziedziniec forteczki jest

niewielki. W jego centralnym punkcie zbudowano otwartą kaplicę z posągiem świętego

Sebastiana. Wąskie schody prowadzą stąd na mury.  We wnętrzach eksponowane są

pamiątki z okresu kolonialnego, a także fotografie dokumentujące czasy walk o

niepodległość kraju. Można też zobaczyć srebrne krzyże, ornaty i naczynia

liturgiczne, stare meble i pamiątki po portugalskich gubernatorach. W jednej z sal

zorganizowano także ekspozycję etnograficzną. Fotografować i filmować we wnętrzach

nie wolno. Dopiero po wyjściu na mury mogę wyciągnąć kamerę…

       

Placyk przed fortalezą z

malowniczymi palmami to bardzo malowniczy i trochę odludny zakątek. Wieczorami

przychodzą tu zakochane pary.  Nadmorski bulwar, niegdyś reprezentacyjny, dziś

mocno zaniedbany prowadzi stąd do ruin Club Nautico (gdzie w portugalskich czasach był

basen i restauracja), do najlepszego miejscowego hotelu Miramar i współcześnie

wzniesionego Palacio dos Congressos.     

 

 

STom2521.jpg (32657 bytes)

Pałac prezydencki stojący w

pięknym ogrodzie też mógłby być atrakcją turystyczną, ale jak już wspomniałem nie

wolno go nie tylko zwiedzać, ale nawet fotografować… Naprzeciw prezydenckiego pałacu

stoi w otoczeniu malowniczych palm skromna, XVI-wieczna katedra. Wieczorami jest ładnie

iluminowana…      

To na pewno najciekawszy zaraz

po zamku zabytek stolicy. Wyposażenie budowli jest bardzo skromne – nie ma tu nic z

przepychu europejskich barokowych kościołów. Ale jest w tym wnętrzu coś, co

zasługuje na uwagę: cała wielka płaszczyzna ściany powyżej głównego ołtarza

pokryta jest ceramicznymi, biało-błękitnymi  płytkami fajansowymi tzw. azulejos

składającymi sie na gigantyczną scenę figuralną.   Widziałem już coś

takiego podróżując po Półwyspie Iberyjskim.  W XVII-wiecznej Portugalii całe

wnętrza kościołów, od posadzki po sklepienie wykładano takimi kafelkami…  Te

azulejos na Sao Tome są oczywiście znacznie skromniejsze, ale też robią

wrażenie… 

         

…- tym bardziej, że wokół

całego kościoła poprowadzono wykonaną taką samą techniką lamperię, układaną we

wzory roślinne i arabeski. 

We

wnętrzu pustka, wierni coś nie garną się specjalnie do tego kościoła.  Być

może jest to efekt niechętnego stosunku do wiary kolonizatorów i  kościoła w

okresie kilkunastu pierwszych lat po uzyskaniu niepodległości kiedy to w kraju

propagowano raczej ateizm i idee marksizmu. (To zapewne z tamtych czasów pozostało 

wielkie popiersie wujka Lenina które  poniewiera się teraz na tarasie mojego

pensjonatu ).

STom2537.jpg (42017 bytes)

Jednym z

najładniejszych obiektów kolonialnej architektury jest odnowiony budynek Casa de

Cultura. Nazwa mówi o przeznaczeniu budynku, ale nie znalazłem tam żadnych komunikatów

o imprezach kulturalnych…     

      

STom2527.jpg (37493 bytes)

W szerokiej ulicy

obok bazarowej hali przez długie godziny stał długi rząd taksówek. Przeważnie

kursują one na zasadzie pojazdów zbiorowych (mało kogo stać tu na luksus wynajmowania

całego wozu).

Alternatywą

dla taksówki jest wynajęcie za 45 dolarów dziennie terenowego “Suzuki”. Warto

wtedy dopłacić 10 USD za miejscowego kierowcę, który nie tylko zna drogi, ale i bierze

na siebie odpowiedzialność za samochód. Na głównych, bardziej uczęszczanych

trasach kursują także żółte mikrobusy. Obowiązuje rejonizacja odjazdów – z

określonych punktów na ulicach wokół bazaru odjeżdżają publiczne pojazdy w jednym

kierunku.   

Przykładowe

ceny przejazdów zbiorowym transportem ze stolicy wyspy: Boa Vista – 8000, Trinidade –

5000, Guadalupe – 4000, Porto Allegre – 25 000.  

STom2538.jpg (53189 bytes)

 A to już

hala miejscowego bazaru. Z mojego “Pensao” miałem do niej 200 metrów.  W

szczelnie wypełnionym wnętrzu handluje się warzywami, owocami i podstawowymi

artykułami spożywczymi takimi jak ryż, mąka czy olej. Gdzieś w rogu widziałem też

produkowane domowym sposobem napoje alkoholowe. Wagi używa się rzadko – towar sprzedaje

się na sztuki, miarki albo na kupki. Przychodząc tu na zakupy warto mieć drobne

pieniądze, bo obroty przekupek nie są zbyt duże i banknot o wysokim nominale wprawia je

w zakłopotanie…           

Za jednego dolara

płacą tu około 9000 dobra.   U ulicznych cinkciarzy urzędujących przed bankiem

dostać można do 500 dobra więcej ale dochodzi ryzyko oszukania, otrzymania fałszywych

banknotów itp.

Przykładowe

ceny: banan – 300, dorodna papaja – 2000, puszka coca-coli – 5000, puszka importowanych

parówek – 8000. Zaskakująco drogie są tu jajka – sprzedają je po 1500 dobra za

sztukę. Białych na targu nie widać. Europejczyk nawet gdy nosi wytarte dżinsy

postrzegany jest jako człowiek zamożny i dlatego powinien się targować…

Pieczywo występuje to prawie wyłącznie w

postaci dużych bułek sprzedawanych po 500 dobra… Na śniadanie byłem w stanie zjeść

tylko dwie takie buły…

Ludzie – jeśli

  odwracają twarz na widok aparatu fotograficznego to raczej wstydząc się swojej

domniemanej szpetoty czy ubóstwa niż z niechęci do cudzoziemca.   Ta młoda

kobieta nie miała obiekcji, gdy gestami dałem jej do zrozumienia, że chciałbym jej

zrobić zdjęcie. Ludzie są bardzo sympatyczni i kontaktowi. Mieszka ich na wyspach

około 100 tysięcy. Z tego jedna czwarta w stolicy, a na mniejszej wyspie (Principe)

tylko 6 tysięcy. Dla turysty utrudnieniem   w kontaktach z miejscowymi jest jednak

bariera językowa. Językiem urzędowym jest portugalski.  Jeżeli otarliście się o

hiszpański to sporo będzieie mogli zrozumieć. Gorzej z mówieniem…  Znajomość

angielskiego jest tu rzadkością, jeżeli ktoś zna język obcy to jest to raczej

francuski (bo blisko stąd do frankofońskiej Afryki). 

STom2727.jpg (47273 bytes)

Oprócz hali

“Mercado municipal” jest tu jeszcze “Mercado central” – bazar

składający się z drewnianych bud i kramów rozłożonych wprost na chodniku na którym

handluje się zwiezioną ze świata tandetą, używaną odzieżą i artykułami

codziennego użytku.     Importowanej żywności  wypełniającej

półki sklepików w innych afrykańskich krajach widzi się tu niewiele.  Nie bez

trudu znalazłem puszkę portugalskich parówek…      

STom2536.jpg (54888 bytes)

Z tyłu, za

widocznym na zdjęciu kościołem Concecao znajdziecie tutejszy oddział biura podróży

Mistral Voyages z Libreville. To jedyna chyba na Sao Tome agencja sprzedająca bilety

lotnicze, organizująca wycieczki po wyspie, oferująca pamiątki i mapy turystyczne.

Działają jako generalny agent Air Gabon więc to u nich można rekonfirmować

rezerwację na powrotny przelot. Nie mają tu konkurencji, co niestety niekorzystnie

wpływa na ceny: półdniowa wycieczka po wyspie kosztuje u nich 45 USD od osoby, a

całodniowa na południe wyspy – 70.         W

budynku obok poczty jest wprawdzie państwowe biuro informacji turystycznej ale trudno mi

było uzyskać jakiekowiek informacje już choćby z tego powodu, że nikt tam nie mówi

po angielsku…

W codziennej diecie

wyspiarzy bardzo ważną pozycją są ryby. Codziennie rano na plażę w zatoce

przypływają rybackie łodzie. Tu czeka już tłumek chętnych – ryby sprzedaje się z

łodzi. Cześć z nich jest od razu na miejscu patroszona i smażona na prymitywnych

paleniskach – w takiej postaci można je sprzedać przechodniom lub przechować trochę

dłużej.       

Tyle

miejskich krajobrazów Sao Tome.  O urodzie tego zapomnianego kraju stanowi również

przyroda: nieskażone cywilizacją wnętrze wyspy pokryte bujną, tropikalną

roślinnością. Ten interior zobaczycie na kolejnych stronach mojej

relacji…  Zapraszam…   

                          

>>>>>>>>>>>>>>>>>>CIĄG  DALSZY przejście do drugiej

części relacji z Sao Tome