czyli Wyspa
Świętego Tomasza

Z Polski na Sao Tome nie ma
drogi na skróty… Jak by nie kombinować, trzeba lecieć najpierw do Lizbony. Stamtąd
na Sao Tome latają dwie konkurujące ze sobą linie: zasiedziały portugalski TAP i
młodociany Air Luxor, który, jak się wydaje pojawił się tu gdy rozeszły się
pogłoski o możliwości rozpoczęcia eksploatacji złóż ropy. Konkurencja
wpłynęła dobrze na poziom taryf: powrotny bilet z Lizbony kosztuje około 760 USD
Na afrykański
kontynent wyspiarze z Sao Tome najbliżej mają do stolicy Gabonu – Libreville. Dwa razy w
tygodniu – w piątki i niedziele lata na tej trasie boeing Air Gabon, a w pozostałe dni
jedyny samolocik Air Sao Tome – 16-miejscowy, ciasny twin otter. Potwierdzenie rezerwacji
na loty Air Sao Tome można otrzymać tylko na miejscu ( ich loty nie są wprowadzone do
komputerowych systemów rezerwacyjnych). Ostatnią możliwością jest samolot
angolańskich linii TAAG z Luandy.

To było tutaj –
prawie dokładnie na równiku. 200 kilometrów na zachód od afrykańskiego
kontynentu…

terytorium kraju o nazwie Sao Tomé e Príncipe składają się dwie główne wyspy
pochodzenia wulkanicznego odległe o 150 kilometrów i jeszcze kilka maleńkich, nie
liczących się “ilheu”, które widać na mapie obok. Cały obszar
demokratycznej republiki ma jakieś 1000 kilometrów kwadratowych…
Zamiar odwiedzenia innych krajów
Afryki sprawił, że dla mnie najkorzystniejszym wyborem sposobu dotarcia na wyspy był
lot Air Gabon. Nie tylko dlatego, że mogłem wykupić bilet w Polsce, ale także ze
względu na najkorzystniejszą taryfę: 145 USD + tax za powrotny bilet przy tygodniowym
pobycie. Przy dłuższych pobytach ciekawsza jest taryfa Air Sao Tome: 207 USD + tax.
Najtańszym sposobem na dotarcie z Libreville na Sao Tome jest zaopatrzeniowy statek.
Jednostki te kursują jednak nieregularnie…

tylko o 2 kilometry od centrum Sao Tome przyleciałem późnym wieczorem z
Libreville. Nauczony doświadczeniem najpierw w stoisku z pamiątkami dowiedziałem
się, że miejsce w zbiorowej taksówce do miasta kosztuje pół dolara. Niestety
nie było więcej chętnych… Taksówkarz zażądał ode mnie 10 USD
! Oni wszędzie na świecie są tacy sami!… Ale ja
już wiedziałem, że nawet płacąc za pozostałe miejsca w wozie nie powinienem
zapłacić więcej niż 2 dolary. Tak sie też stało. Wkrótce
mknęliśmy do miasta. Od razu mi się spodobało…
starymi, kolonialnymi domami stolica rozłożyła się wokół zatoki. Sao Tome jest
małe – wszystkie obiekty warte zobaczenia są tu w zasięgu pieszego spaceru.
I wszystko można fotografować, no… może z wyjątkiem różowego pałacu
prezydenckiego rozlokowanego pod palmami (w centrum zdjęcia – powyżej).

pozbawionej szyldu, najtańszej noclegowni stolicy – Pensao Carvalho. Zlokalizowany
na piętrze ponad barem pensjonat ten straszy zruinowanymi łazienkami z wielkimi wannami,
które przeżywały okres świetności jeszcze w portugalskich czasach. W
“Carvalho” okresami nie było prądu i wtedy skrzypiący wiatrak zamocowany pod
sufitem stawał się zupełnie bezużyteczny. Mimo to żądali 15 USD za noc. Potem
przeniosłem się za róg – do Pensao Turismo. Tu za 20 dolarów miałem do
dyspozycji wielki pokój z małżeńskim łożem i wliczone skromne śniadanie serwowane
na białym obrusie. Właścicielka – leciwa seniora o staroświeckich
zasadach energicznie zawiadywała kucharzem i dwiema czarnymi dziewczynami… Warto
polecić to miejsce…

wiele malowniczych zakątków: wąskie uliczki, jedną wysadzaną palmami avenidę.
Spacerując wśród domów malowanych w pastelowe kolory czasami przystawałem zaskoczony;
to co widać na zdjęciu obok z daleka wyglądało na saturator do sprzedaży napojów.
Tymczasem okazało się, że pod drzewami, na staromiejskim placyku zlokalizowana jest
stacja benzynowa. Pojazdów podjeżdża mało, bo samochodów tu niewiele. Ludzie
przychodzą z kanistrami, ustawiają się w kolejkę by kupić na zapas paliwo do
motocylka czy agregatu. Bo jutro może nie być… A światło wyłączają
często…

miasteczka, na wysuniętym w morze cyplu Portugalczycy zbudowali małą forteczkę. jej
patronem jest święty Sebastian. To najważniejszy obok katedry zabytkowy obiekt miasta i
przy okazji siedziba Muzeum Narodowego.

cokołach stoją posągi portugalskich odkrywców. Przetrwały upadek kolonów i czasy
rewolucji, tylko jeden z nich w bliżej nie wyjaśnionych okolicznościach postradał
nos. Wyspa została odkryta w dzień świętego Tomasza 1470 roku przez
portugalskich podróżników Pedro Escobara, Joao da Paiva i Joao de Santarem.
To ich kamienne figury stoją dziś pod murami fortalezy. W piętnaście lat po nich
pojawili się tu pierwsi portugalscy osadnicy. Zakładali plantacje trzciny cukrowej.
Trzcinowy cukier i handel niewolnikami przywiezionymi z Czarnego Kontynentu były
podstawą tutejszej gospodarki aż do końca XVIII wieku.
tysiące dobra (miejscowa waluta o nazwie dobra nie jest wcale taka dobra bo ulega
szybkiej inflacji) można obejrzeć zamkowe wnętrza. Dziedziniec forteczki jest
niewielki. W jego centralnym punkcie zbudowano otwartą kaplicę z posągiem świętego
Sebastiana. Wąskie schody prowadzą stąd na mury. We wnętrzach eksponowane są
pamiątki z okresu kolonialnego, a także fotografie dokumentujące czasy walk o
niepodległość kraju. Można też zobaczyć srebrne krzyże, ornaty i naczynia
liturgiczne, stare meble i pamiątki po portugalskich gubernatorach. W jednej z sal
zorganizowano także ekspozycję etnograficzną. Fotografować i filmować we wnętrzach
nie wolno. Dopiero po wyjściu na mury mogę wyciągnąć kamerę…


malowniczymi palmami to bardzo malowniczy i trochę odludny zakątek. Wieczorami
przychodzą tu zakochane pary. Nadmorski bulwar, niegdyś reprezentacyjny, dziś
mocno zaniedbany prowadzi stąd do ruin Club Nautico (gdzie w portugalskich czasach był
basen i restauracja), do najlepszego miejscowego hotelu Miramar i współcześnie
wzniesionego Palacio dos Congressos.

pięknym ogrodzie też mógłby być atrakcją turystyczną, ale jak już wspomniałem nie
wolno go nie tylko zwiedzać, ale nawet fotografować… Naprzeciw prezydenckiego pałacu
stoi w otoczeniu malowniczych palm skromna, XVI-wieczna katedra. Wieczorami jest ładnie
iluminowana…
po zamku zabytek stolicy. Wyposażenie budowli jest bardzo skromne – nie ma tu nic z
przepychu europejskich barokowych kościołów. Ale jest w tym wnętrzu coś, co
zasługuje na uwagę: cała wielka płaszczyzna ściany powyżej głównego ołtarza
pokryta jest ceramicznymi, biało-błękitnymi płytkami fajansowymi tzw. azulejos
składającymi sie na gigantyczną scenę figuralną. Widziałem już coś
takiego podróżując po Półwyspie Iberyjskim. W XVII-wiecznej Portugalii całe
wnętrza kościołów, od posadzki po sklepienie wykładano takimi kafelkami… Te
azulejos na Sao Tome są oczywiście znacznie skromniejsze, ale też robią
wrażenie…

całego kościoła poprowadzono wykonaną taką samą techniką lamperię, układaną we
wzory roślinne i arabeski.
We
wnętrzu pustka, wierni coś nie garną się specjalnie do tego kościoła. Być
może jest to efekt niechętnego stosunku do wiary kolonizatorów i kościoła w
okresie kilkunastu pierwszych lat po uzyskaniu niepodległości kiedy to w kraju
propagowano raczej ateizm i idee marksizmu. (To zapewne z tamtych czasów pozostało
wielkie popiersie wujka Lenina które poniewiera się teraz na tarasie mojego
pensjonatu ).

najładniejszych obiektów kolonialnej architektury jest odnowiony budynek Casa de
Cultura. Nazwa mówi o przeznaczeniu budynku, ale nie znalazłem tam żadnych komunikatów
o imprezach kulturalnych…

obok bazarowej hali przez długie godziny stał długi rząd taksówek. Przeważnie
kursują one na zasadzie pojazdów zbiorowych (mało kogo stać tu na luksus wynajmowania
całego wozu).
Alternatywą
dla taksówki jest wynajęcie za 45 dolarów dziennie terenowego “Suzuki”. Warto
wtedy dopłacić 10 USD za miejscowego kierowcę, który nie tylko zna drogi, ale i bierze
na siebie odpowiedzialność za samochód. Na głównych, bardziej uczęszczanych
trasach kursują także żółte mikrobusy. Obowiązuje rejonizacja odjazdów – z
określonych punktów na ulicach wokół bazaru odjeżdżają publiczne pojazdy w jednym
kierunku.
ceny przejazdów zbiorowym transportem ze stolicy wyspy: Boa Vista – 8000, Trinidade –
5000, Guadalupe – 4000, Porto Allegre – 25 000.

hala miejscowego bazaru. Z mojego “Pensao” miałem do niej 200 metrów. W
szczelnie wypełnionym wnętrzu handluje się warzywami, owocami i podstawowymi
artykułami spożywczymi takimi jak ryż, mąka czy olej. Gdzieś w rogu widziałem też
produkowane domowym sposobem napoje alkoholowe. Wagi używa się rzadko – towar sprzedaje
się na sztuki, miarki albo na kupki. Przychodząc tu na zakupy warto mieć drobne
pieniądze, bo obroty przekupek nie są zbyt duże i banknot o wysokim nominale wprawia je
w zakłopotanie…

płacą tu około 9000 dobra. U ulicznych cinkciarzy urzędujących przed bankiem
dostać można do 500 dobra więcej ale dochodzi ryzyko oszukania, otrzymania fałszywych
banknotów itp.
Przykładowe
ceny: banan – 300, dorodna papaja – 2000, puszka coca-coli – 5000, puszka importowanych
parówek – 8000. Zaskakująco drogie są tu jajka – sprzedają je po 1500 dobra za
sztukę. Białych na targu nie widać. Europejczyk nawet gdy nosi wytarte dżinsy
postrzegany jest jako człowiek zamożny i dlatego powinien się targować…
Pieczywo występuje to prawie wyłącznie w
postaci dużych bułek sprzedawanych po 500 dobra… Na śniadanie byłem w stanie zjeść
tylko dwie takie buły…
odwracają twarz na widok aparatu fotograficznego to raczej wstydząc się swojej
domniemanej szpetoty czy ubóstwa niż z niechęci do cudzoziemca. Ta młoda
kobieta nie miała obiekcji, gdy gestami dałem jej do zrozumienia, że chciałbym jej
zrobić zdjęcie. Ludzie są bardzo sympatyczni i kontaktowi. Mieszka ich na wyspach
około 100 tysięcy. Z tego jedna czwarta w stolicy, a na mniejszej wyspie (Principe)
tylko 6 tysięcy. Dla turysty utrudnieniem w kontaktach z miejscowymi jest jednak
bariera językowa. Językiem urzędowym jest portugalski. Jeżeli otarliście się o
hiszpański to sporo będzieie mogli zrozumieć. Gorzej z mówieniem… Znajomość
angielskiego jest tu rzadkością, jeżeli ktoś zna język obcy to jest to raczej
francuski (bo blisko stąd do frankofońskiej Afryki).


“Mercado municipal” jest tu jeszcze “Mercado central” – bazar
składający się z drewnianych bud i kramów rozłożonych wprost na chodniku na którym
handluje się zwiezioną ze świata tandetą, używaną odzieżą i artykułami
codziennego użytku. Importowanej żywności wypełniającej
półki sklepików w innych afrykańskich krajach widzi się tu niewiele. Nie bez
trudu znalazłem puszkę portugalskich parówek…

widocznym na zdjęciu kościołem Concecao znajdziecie tutejszy oddział biura podróży
Mistral Voyages z Libreville. To jedyna chyba na Sao Tome agencja sprzedająca bilety
lotnicze, organizująca wycieczki po wyspie, oferująca pamiątki i mapy turystyczne.
Działają jako generalny agent Air Gabon więc to u nich można rekonfirmować
rezerwację na powrotny przelot. Nie mają tu konkurencji, co niestety niekorzystnie
wpływa na ceny: półdniowa wycieczka po wyspie kosztuje u nich 45 USD od osoby, a
całodniowa na południe wyspy – 70. W
budynku obok poczty jest wprawdzie państwowe biuro informacji turystycznej ale trudno mi
było uzyskać jakiekowiek informacje już choćby z tego powodu, że nikt tam nie mówi
po angielsku…

wyspiarzy bardzo ważną pozycją są ryby. Codziennie rano na plażę w zatoce
przypływają rybackie łodzie. Tu czeka już tłumek chętnych – ryby sprzedaje się z
łodzi. Cześć z nich jest od razu na miejscu patroszona i smażona na prymitywnych
paleniskach – w takiej postaci można je sprzedać przechodniom lub przechować trochę
dłużej.
miejskich krajobrazów Sao Tome. O urodzie tego zapomnianego kraju stanowi również
przyroda: nieskażone cywilizacją wnętrze wyspy pokryte bujną, tropikalną
roślinnością. Ten interior zobaczycie na kolejnych stronach mojej
relacji… Zapraszam…
>>>>>>>>>>>>>>>>>>CIĄG DALSZY – przejście do drugiej
części relacji z Sao Tome
Powrót