On
the lists of
the countries of America you will find the British Virgin Islands and U.S.
Virgin Islands, but where are the Spanish ones?
According to
geologists two little islands located east of Puerto Rico: Culebra and
Vieques belong to the Virgin Islands group. Before the Spanish – American
war they belonged to Spain as was Puerto Rico. Today they are administered
from Puerto Rico, being affiliated with this U.S. territory. So, although
officially they are not a separate territorial unit they are still commonly
called The Spanish Virgin Islands. To the east of them, lie U.S. Virgin
Islands and British Virgin Islands. This is shown on the map below:
Na listach krajów Ameryki znajdziecie Brytyjskie Wyspy
Dziewicze oraz Amerykańskie Wyspy Dziewicze, ale są te Hiszpańskie?
Według geologów dwie spore wysepki położone na wschód od Portoryko: Culebra i Vieques należą do grupy Virgin Islands. Przed wojną hiszpańsko –
amerykańską podobnie jak Portoryko należały one do Hiszpanii. Dziś
administrowane są z Portoryko, będąc terytorium stowarzyszonym z USA. Więc
choć oficjalnie nie są oddzielną jednostką terytorialną wciąż zwyczajowo
nazywane są Hiszpańskimi Wyspami Dziewiczymi. Culebrę Hiszpanie
nazywali La Ultima Vigren (ostatnia w łańcuchu Wysp Dziewiczych). Na wschód od nich leżą
kolejno: Amerykańskie Wyspy Dziewicze i Brytyjskie Wyspy Dziewicze. Widać to
na mapce poniżej. Zwróćcie uwagę, że z Culebry bliżej jest na St Thomas niż
na Puerto Rico:

Fajardo – a
small harbor located on the eastern tip of the island of Puerto Rico acts as
a gateway to the Spanish Virgin Islands. 3-4 times per day passenger
ferries (such as pictured below) depart to Culebra and Vieques.
Unfortunately there is no direct ferry connection between these islands – to
get from Culebra to Vieques you must first go back to Fajardo, buy a new
ticket and get on another ferry …
Bramą wjazdową na Hiszpańskie Wyspy Dziewicze jest mały porcik Fajardo
położony na wschodnim krańcu wyspy Puerto Rico. Stąd właśnie 3-4 razy
dziennie odpływają pasażerskie promy (takie jak na zdjęciu poniżej) na
Culebrę i Vieques. Niestety nie ma już bezpośredniego połączenia promowego
miedzy tymi wysepkami – aby dostać się z Culebry na Vieques trzeba
najpierw wrócić do Fajardo, kupić nowy bilet i wsiąść na kolejny prom…

Niska cena biletów (2 – 2,5 USD za
segment) sprawia, że wysepki dostępne są nawet dla niskobudżetowych
podróżników. Znacznie trudniej dostać się ze stolicy wyspy – San Juan do
Fajardo. “Publicos” czyli zbiorowe taksówki kursują na tej trasie nieregularnie i trudno
je znaleźć. Pozostaje autostop… Biletów na promy nie można kupić w internecie, ani zarezerwować z wyprzedzeniem. Okienka kasowe znajdujące się
pod wiatą – 50 m od przystani sprzedają bilety dopiero na godzinę przed
odpłynięciem promu. Ale jest jedna ciekawa opcja, z której warto skorzystać:
razem z biletem na wysepkę można wykupić bilet powrotny – nawet na kilka dni
naprzód. Promy bywają zatłoczone w weekendy i oficjalne święta, kiedy
Portorykańczycy przyjeżdżają na wypoczynek…


Rejs z Fajardo na Culebrę trwa około
półtorej godziny, a na Viques około godziny. Po internetowych poszukiwaniach
taniego zakwaterowania uznałem, że najlepiej będzie popłynąć na Culebrę i
tam, w najtańszym hoteliku “Kokomo” dogodnie położonym tuż przy przystani
założyć bazę do zwiedzania obu wysepek. Tak też zrobiłem.
Hotel
najlepiej rezerwować przez website hotelu :
system działa poprawnie, ale żądają 100% przedpłaty za dokonywaną
rezerwację. Można płacić kartą. Nie miałem z nimi kłopotów. Na dole jest
bar, piekarnia i małe biuro podróży prowadzone przez tą samą ekipę – oni
wydają klucze od pokojów. Pokój nr 4 jest najmniej hałaśliwy, ale łazienkę
ma w sąsiednim korytarzu.
Na zdjęciu
poniżej widać panoramę otwierającą się z hotelowego tarasu na II piętrze,
gdzie są pokoje wieloosobowe. Często przesłonięta jest przez cumujący
właśnie tutaj prom.
the best budget choice on Culebra Island

Dewey – the
“capital” of Culebra Island
nazywa się Dewey i położona jest w przewężeniu półwyspu – między morzem i
głęboką zatoką Ensenada Honda.
W Dewey, ale
już w odległości ok. 500 m od przystani znajdziecie alternatywne tanie
hoteliki: Mamacita (na dole po lewej) i La Hamaca. Ale tu trzeba zapłacić co
najmniej 30 USD drożej niż w Kokomo…



Publiczny transport na Culebra to
kilka takich prywatnych autobusików, które można zamówić na dowolną trasę.
Normalnie kursują one od przystani, obok lotniska do
najpopularniejszej plaży Flamenco. Za przejazd pobierają 3 USD od osoby.
Culebra (nazwę
tłumaczy się jako Wyspa Węża) ma bardzo urozmaicona linie brzegową. Na
satelitarnym zdjęciu wyspy zaznaczyłem najważniejsze dla turysty miejsca:

Dobry internetowy informator o wyspie
znajdziecie tutaj:
www.islaculebra.com/puerto-rico/culebra-travel.html
Wyspa ma 11 kilometrów długości.
Jej zwiedzanie postanowiłem zacząć od
jej najbardziej odległego krańca. Autostopem, który na tej wysepce
funkcjonuje zupełnie nieźle dotarłem na jej wschodni koniec. Rosną tu
kaktusy i otwiera się widok na malownicze, skaliste wysepki:

Końcowy fragment drogi do plaży
Zoni przyszło mi przejść pieszo, bo mało kto tędy jeździ. Droga wspina się
na wzniesienia i opada, by znowu piąć się na górkę – sporo na niej trzeba
wypocić. W końcu zobaczyłem plażę Zoni. Okazało się, że to bardzo ustronne
miejsce. Spotkałem tam tylko jednego plażowicza:

Zoni Beach
Prawie cała Culebra porośnięta jest
gęstym, splątanym buszem, takim jak na zdjęciu poniżej. O wędrówkach “na
przełaj” raczej nie może być mowy…

Główne drogi Culebry są asfaltowane, ale
wąskie. Do miejsc mniej uczęszczanych odchodzą od nich drogi terenowe i
szutrowe – takie jak na zdjęciu obok. Taką pustą drogą maszerowałem kilka
kilometrów, aby dotrzeć do Playa Larga. Nie dajcie się zmylić nazwie: Playa
Larga jest bardzo wąska – z jednym niewielkim pomostem dla łodzi i nie ma na
niej warunków do plażowania. Nie jest więc warta długiego marszu w skwarze.
Widziałem. Potem na szczęście zabrała mnie stamtąd sympatyczna załoga tego
oto żółtego samochodu. Jeepa można wypożyczyć za około 70 USD na dzień…


Górzysty półwysep porośnięty był trawą.
Jakiś zamożny obywatel budował sobie u jego krańca willę z basenem. Takich
odosobnionych rezydencji widziałem na wyspie kilkadziesiąt. Ja w takim raju
już po miesiącu zanudził bym się na śmierć. Ale dla stroniących od świata
takie miejsca z widokiem na niemal puste morze mogą być realizacją marzeń.

Flamenco
Lagoon.
W zachodniej części wyspy wśród
buszu rozłożyła się duża, słodkowodna laguna (powyżej). Za nią jest
spory parking, z którego wchodzi się na najpiękniejszą plażę Culebry. To
Playa Flamenco:

Flamenco
Beach
Czysta i szeroka, z białym
piaskiem i lazurową wodą Playa Flamenco jest moim zdaniem najpiękniejszą
plażą Hiszpańskich Wysp Dziewiczych. Każdy ma oczywiście prawo do własnej
oceny. Dla tych, którzy wolą plaże małe i odosobnione tu w ciągu dnia może
być zbyt tłoczno. Ale ja przyjąłem kryterium krajobrazu.

Zdarza się, że na Flamenco
przypływają jachty żaglowe i motorowe katamarany z których schodzą do wody
nurkowie (są tu dobre warunki do divingu):

Portorykańska studentka na krótkich wakacjach. Przy szumie fal można się tu
także uczyć. Domyślałem się, że do egzaminu poprawkowego:

W środku dnia słońce operuje tu
bardzo silnie i dobrze jest znaleźć sobie skrawek cienia… Maszerowałem
plażą w kierunku zachodnim, pas piasku był coraz węższy…


Warto wiedzieć, że za linią
nadmorskich wydm i zarośli gospodarze plaży przygotowali 6 czy 7 “camping
sites” – miejsc na rozbicie namiotów. Obok każdego “site” ustawiony
jest zbiornik ze słodką wodą i piknikowy stół. Jest wspólny prysznic i
toaleta. Można zatem przyjechać tu z własnym namiotem i zamieszkać dosłownie
20 metrów od rajskiej plaży. Rano przychodzi gospodarz i inkasuje od
wszystkich po 20 USD za ostatnią noc (za site, a nie za osobę). znajomości.
Tylko te komary! Warto przywieźć namiot z moskitierą i zapas repellentu!
Na wyspie przez kilkadziesiąt lat
była baza wojskowa US Navy. Potem, w 1975 roku marynarka się wyniosła, pozostawiając
jednak po sobie pewne “pamiątki” należy do nich pordzewiały czołg na
plaży Flamenco. Pomalowano go w sympatyczne wzorki i już tak nie razi.
Wprost przeciwnie – chętnie fotografują się przy nim turyści.

Drugi czołg, będący w dużo
lepszym stanie znalazłem w zaroślach powyżej plaży.

To był ciekawy, ale jednocześnie
bardzo upalny dzień. Wróciłem do Dewey późnym popołudniem zmęczony, a tu…
Jeźdźcy na konikach na głównej ulicy – obok rzadko pojawiających się
samochodów. Kiedyś jeźdźców było więcej, dziś proporcje sie zmieniły. Ale
odnoszę wrażenie, że wielu miejscowych młodzieńców wciąż woli “szpanować” na
koniu niż na quadzie czy harleyu. Tym bardziej, że te ostatnie są znacznie
trudniej osiągalne.

Wśród ciemnoskórych miejscowych
Kreoli biali są tu mniejszością. Ale spotykałem Amerykanów, którzy osiedlili
się tu na ostatnie lata swojego życia. Koszty utrzymania są tu niższe niż na
Florydzie, a jeszcze niż w północnych stanach USA. To wnuczka, która
przyjechała odwiedzić swojego dziadka – amerykańskiego emeryta…


Takie malunki wykonane przez
separatystów widuje się tutaj bardzo rzadko. Pod skrzydłami USA poziom życia
Portorykańczyków jest wyższy od poziomu życia ich pobratymców na innych
wyspach Karaibów. Ala jacyś niezadowoleni zawsze będą…
Kolejnego poranka wybrałam się na
wspominaną w przewodnikach dziką plażę Carlos Rosario. Ścieżka prowadząca do
tej plaży zaczyna sie w rogu parkingu Flamenco. Po łagodnej wspinaczce na
zalesione wzgórze opada potem do plaży Tamarindo:

Playa Tamarindo jest wąska i długa na
ponad kilometr. Do jej drugiego krańca doprowadzona jest droga, z której
korzystają miejscowi przybywając tam z całymi rodzinami. Bo woda tu, od
strony Morza Karaibskiego jest spokojna, nie ma fal i dzieciaki mogą się
bezpiecznie chlapać. To tutaj są najlepsze warunki dla uprawiania
snorkelingu.
Od Tamarindo do Carlos Rosario
(zdjęcie poniżej) wędruje się zaledwie kwadrans ścieżką przez las. To
rzeczywiści bardzo urokliwa, wąziutka plaża, ale nie mogłem zrobić tu
dobrego zdjęcia, bo słonce świeciło nisko od strony lądu dając długi cień.


Zawróciłem. Samotne wędrówki wczesnym rankiem mają tą zaletę, że
doprowadzają czasem do zupełnie nieoczekiwanych spotkań. Tuż przy mojej
ścieżce zobaczyłem sarny. Nigdy bym nie przypuszczał, że żyją one dziko na
tej wyspie…
When the time
came to say goodbye to Culebra, I decided to fly to San Juan in Puerto Rico
aboard the small airplane (only such planes can land here). There were two
reasons: I did not have to worry about the uncertain overland transportation
on Puerto Rico and I was hoping for beautiful views of the islands from the
low-flying aircraft.
Gdy przyszła pora pożegnać Culebrę,
zdecydowałem polecieć do San Juan na Puerto Rico małym samolotem (tylko
takie mogą tu lądować). Były dwa powody: nie musiałem się martwić o
niepewny lądowy transport na Puerto Rico i liczyłem na piękne widoki wysp z
lecącego nisko samolotu.

Vieques Air
Link is the most reliable on the route to San Juan
Najbardziej wiarygodnym
przewoźnikiem na tej trasie jest Veques Air Link – sprzedają swoje bilety w
internecie. W San Juan ladują na małym lotnisku Isla Grande – bliżej centrum
miasta. Zanim wsiadłem do tego samolociku przywitałem się i zapytałem po
której stronie usiąść dla pięknych widoków. Taka rozmowa zawsze procentuje.
Najpierw zatoczyliśmy koło nad Culebrą:
T

E
Gdy samolot nabrał wysokości, otworzył
się wspaniały widok na wybrzeże, kotwiczące w zatoce jachty, rafy koralowe i
Culebritę – w górnej części zdjęcia:

Mogłem fotografować i filmować do
woli, bo w tych maleńkich, nisko latających samolotach nikt nie ogłasza na
początku lotu zakazu używania urządzeń elektronicznych. Widać było drogi
wycięte w buszu porastającym wyspę i wspaniały koloryt wody na płyciznach:

Ta zatoka nazywa się Puerto del Manglar:

Potem przelecieliśmy nad wysepką
Culebrita, na której na wzgórzu wzniesiono latarnię morską. Na Culebrze
można wynająć motorową łódź by dopłynąć do różnych uroczych zakątków wyspy,
ale trzeba być z grupą, by podzielić koszty:

Culebrita podobnie jak Culebra
porośnięta jest gęstym buszem i ma piękne plaże. Dwie z nich leżą po dwóch
stronach przewężenia komponując się w niepowtarzalny krajobraz:

Na zachodnim cyplu Culebrity
widać wyraźnie jeziorko – to Laguna de Molino:

Niestety, przy zdjęciach
robionych pod słońce pojawiły się refleksy od samolotowej szyby. Mimo to
zdecydowałem się zamieścić to zdjęcie, bo pokazuje ono niedostępną Playa
Brava (to ta z lewej strony, za wysepką). Bardziej po prawej – Playa Resaca.

Potem, gdy Culebrę straciliśmy już z oczu
pod skrzydłami zobaczyliśmy cayos – małe, bezludne wysepki leżące u wybrzeży
Puerto Rico. Do nich można dopłynąć tylko motorową łodzią lub prywatnym
jachtem:

Lot do San Juan trwał tylko pół godziny.
Na początku lecieliśmy nad drobnymi, bezludnymi “cayos”, na które można
dopłynąć jachtem, czy motorówką… Potem pod skrzydłami zobaczyłem plaże
Puerto Rico.
My hot
news from this expedition (in English) you can read in my travel log:
www.globosapiens.net/travellog/wojtekd
Ale zanim wrócimy na Puerto Rico
zapraszam do obejrzenia na osobnej stronie zdjęć z drugiej spośród
Hiszpańskich Wysp Dziewiczych – Vieques.
