Wyspy Zielonego Przylądka – Wojtek Dąbrowski (Cabo1.htm)

Cabotyt1772.jpg

          

Około 600 kilometrów na zachód od wybrzeży Afryki na wysokości Mauretanii i

Senegalu leżą mało u nas znane wyspy, tworzące Republikę Zielonego Przylądka

– jeden z najuboższych krajów regionu. Cabo Verde marynarzom i żeglarzom

znane od stuleci z produkcji znakomitego grogu ostatnio próbuje rozwijać

także turystykę. Uroki krajobrazu i sympatyczni, mówiący po portugalsku

ludzie sprawiają, że z roku na rok przybywa tam więcej cudzoziemców.

Postanowiłem i ja odwiedzić te wyspy zanim zaleje je fala masowej

turystyki…

.Cabo_mp.gif (11264 bytes)

Jak

najtaniej tam dolecieć?   Z  Europy najciekawsze taryfy

oferuje narodowa linia TACV (symbol przewoźnika VR) dysponująca jednym

boeingiem 757.  Latają z Lizbony, Paryża, Frankfurtu, Monachium,

Amsterdamu, Bergamo i Verony. Najkorzystniejsze  cenowo   są 

Lizbona  i Amsterdam.   Jeżeli dokupić do tego promocyjny

bilet z Warszawy do Europy Zachodniej to wychodzi mniej więcej cena zbliżona

do ceny jaką płacimy za  bilet do Afryki Zachodniej.  Ostatnio

TACV zakupiła drugi odrzutowiec (737) którym ma zamiar latać właśnie do

stolic Afryki. W związku z tym może się pojawić ciekawa cenowo opcja

przelotu z Europy do Afryki ze stopoverem na Wyspach Zielonego Przylądka…  

Pasażerom lecącym na wyspy samolotem TACV narodowa linia oferuje airpass na

3-5 przelotów między wyspami – po 50 euro za segment.  I z tego

wariantu warto skorzystać, bo jedynym alternatywnym połączeniem promowym na

Cabo Verde jest stara krypa kursująca z Mindelo na Santo Antao…

Od

wszystkich turystów wymaga się posiadania wiz.  Ale ponieważ w Polsce

nie ma ambasady Cabo Verde to obywatele polscy otrzymują wizę na lotnisku w

Sal.  Bez fotografii i formularzy.   Nie zdziwcie się tylko

że immigration officer zabierze Wasz paszport z wypełnioną kartą

wjazdową.  Trzeba się po niego zgłosić po ok. 20 minutach do okienka

“Police” w hali odlotów (departures). Tam wnosi się opłatę: 2000 CVE

lub 20 euro.

Cabo1574.jpg (26527 bytes)

Większość turystów przylatuje na Wyspy Zielonego Przylądka w zorganizowanych

grupach. Czarterowe loty z Niemiec oferuje między innymi biuro turystyczne

Neckermanna. Program pobytu tych grup sprowadza się głównie do pobytu na

wyspie Sal, na której znajduje się jedyne lotnisko mogące

przyjmować odrzutowce lub na sąsiedniej Boa Vista. Na Sal

hotele plażowe zgrupowane są na południu wyspy – w miasteczku Santa Maria.

Na zdjęciu obok to właśnie plaża w Santa Maria – woda jest tu kryształowo

czysta, piasek oczyszczony, ale tylko przy hotelach…

Administracyjnym

ośrodkiem wyspy Sal jest miasteczko Espargos odległe o 2 km od

międzynarodowego lotniska – można dojść na piechotę ale czy warto żałować

1,5 dolara?…

Wyspy mają wulkaniczne

pochodzenie, w archipelagu jest ich dziesięć.  Do tego trzeba doliczyć

jeszcze pięć drobnych i rzadko odwiedzanych skalistych wysepek.  Razem

daje to jakieś 4 tysiące kilometrów kwadratowych powierzchni na której

zamieszkuje 400 tysięcy ludzi.

Do 1975 roku Cabo Verde (po angielsku Cape

Verde) było portugalską kolonią.    Stąd oficjalnym językiem

kraju jest portugalski,  choć ludzie mówią tu także kreolskim –

wyspiarską mieszanką kilku zachodnich i afrykańskich języków.  Ludność

to przede wszystkim biało-czarni mieszańcy czyli

Mulaci), ale są także “prawdziwi” Murzyni i trochę białych. Zaskoczyli mnie

przyjemnie: okazali się sympatyczni mimo bariery językowej, uśmiechnięci,

żyjący “na luzie” – zupełnie odmienni od swoich sąsiadów z Afryki

Zachodniej.   Bywają oczywiście wyjątki, przed którymi wypada Was

ostrzec: prostytutki i żebracy w portowym mieście Mindelo (niezbyt jednak

natarczywi) i chłopcy wyrywający Wam bagaż   (w nadziei na

napiwek) na lotnisku w Praia… Nieśmiałe żądania zapłaty za zrobienie

zdjęcia można spotkać na razie tylko na tych wyspach, gdzie przyjazdy

turystów mają większą skalę…   

Cabo1549.jpg (58029 bytes)

Cabo1600.jpg (39189 bytes)

Poza plażami na Sal jest

jeszcze jedna ciekawostka – saliny czyli baseny do pozyskiwania soli drogą

odparowywania wody morskiej.   Przez setki lat Portugalia

zaopatrywała się w sól właśnie z tych salin. Dziś są one w dalszym ciągu

eksploatowane ale już nie tak intensywnie jak kiedyś – bo nie ma popytu na

produkcję.  Wielka  niecka  z basenami znajduje się w pobliżu

osady Pedro da Lume – kilka kilometrów na wschód od Espargos, po wschodniej

stronie wyspy.   Do osady doprowadzono dobrą drogę. Z osady saliny

nie są widoczne – trzeba kierować się dalej pieszo lub samochodem terenową

drogą prowadzącą wzdłuż słupów nieczynnej kolejki napowietrznej używanej

kiedyś do transportu soli na wybrzeże.

Cabo1610.jpg (45502 bytes)

       

Z wyspy Sal na której znajduje się międzynarodowe lotnisko poleciałem

turbośmigłowym ATR-em na Sao Vincente, by już przed ósmą rano stawić się w

porcie Mindelo przy burcie takiego oto statku.  Ta stara krypa to

właśnie jednostka, która codziennie przemierza burzliwą Cieśninę Sao

Vincente docierając po mniej więcej godzinie (zależnie od stanu morza) do

Porto Novo na wyspie Santo Antao.  Informację o rozkładzie rejsów biuro

CV InfoService z Cabo Verde  chciało mi przekazać e-mailem za 10 euro.      

U mnie macie za darmo: rejsy poranne codziennie o 8.00 z Mindelo i powrót 

z Santo Antao o 11.00 .    Rejsy popołudniowe codziennie z

wyjątkiem wtorków i niedziel o 15.00 z Mindelo i powrót z Santo Antao o

17.00.  Opłata 500 CVE w każda stronę.

Na Santo Antao na przylądku Punta do Sol jest

maleńkie lądowisko dla samolotów.   Podobno dwa razy w tygodniu

przylatuje tu 19-miejscowy twin otter z Prai. Ale na ten lot bardzo trudno

zdobyć miejsce…  Miłośnikom Santo Antao pozostaje zatem przeprawa

przez cieśninę… To też jest przygoda, bo zazwyczaj solidnie huśta…

Cabo1702.jpg (41209 bytes)

Jeszcze przed wyjazdem na

podstawie lektury i zebranych informacji zdecydowałem, że na wyspie

Santo Antao

spędzę 3 dni, a na pozostałych tylko po jednym. Oczywiście można tam

siedzieć i dłużej jeśli człowiek nie jest limitowany długością urlopu. Ja

niestety byłem zmuszony do optymalizowania czasu i ograniczenia zwiedzania

do tych okolic, które wydawały mi się najciekawsze.  Santo Antao słynie

z pięknych krajobrazów.   W południowej części są to pustynne,

kolorowe góry jak na zdjęciu obok. W północnej części wyspy góry są 

pokryte zielenią i dramatycznie strome. Najwyższe szczyty sięgają 1800

metrów, a droga przebiegająca głównym grzbietem przebiega średnio na

wysokości 1200 m npm. Miłośnikom górskiej włóczęgi stwarza to wspaniałe

możliwości całodziennych wędrówek.  Jedynym problemem jest zabranie ze

sobą odpowiedniego zapasu pitnej wody… 

Cabo1628.jpg (59828 bytes)

Już sama jazda publicznym

mikrobusem (300 CVE) z porciku Porto Novo do głównego miasta wyspy dostarcza

niezwykłych wrażeń. Brukowana droga (tak, tak! – 36 km bruku!) wznosi się

setkami serpentyn z poziomu morza na wysokość około 1200 metrów, gdzie jest

wyraźnie  chłodniej i rosną pachnące iglaste lasy. Następnie balansując

między głębokimi przepaściami zbiega długim skalnym żebrem w dół – znów na

poziom granatowego oceanu. W najwyższych partiach wyspy dość często,

szczególnie rano występują mgły, zdarza się mżawka. Przy głównej drodze do

Ribeiry widać wulkaniczną kalderę którą miejscowi nazywają Cova. 

Wygląda bardzo malowniczo, gdy jak wielki gar wypełniona jest białymi

obłokami. Niestety widziałem to zjawisko tylko z jadącego mikrobusu.

Cabo1714.jpg (32952 bytes)

Całe Santo Antao

pocięte jest głębokimi wąwozami – tzw. ribeirami. W ich wnętrzach tulą się

niewielkie osady i pojedyncze domy. Czasami jak orle gniazda budowane są na

stromych zboczach i szczytach wzniesień. Domy spotyka się nawet wysoko – tam

gdzie nie ma wody – do tych domów donosi się ją z niżej położonych źródeł w

baniakach lub beczkach zawieszonych na grzbietach osłów. Główne miasto wyspy

leży u zbiegu takich dwóch wielkich wąwozów z których szczególnie Ribeira da

Torre jest bardzo malownicza. Dojście pieszo do końca tego wąwozu zabiera

ok. 2 godzin. Dalej jest stroma ściana i dobrze utrzymana ścieżka w górę

prowadząca do Covy (5 godzin z Ribeiry Grande – niezbędna dobra kondycja). A

przejście z Covy przez Lagoa i dalej zejście do Ribeiry da Garca zabrało mi

cały dzień…

Cabo1630.jpg (57591 bytes)

Treking na tej wyspie to

nie tylko okazja do podziwiania wspaniałych krajobrazów ale i do podglądania

codziennego życia mieszkańców.  Każdy skrawek urodzajnej ziemi na Santo

Antao wykorzystywany jest do uprawy. Na zboczach gór w ciągu wieków

wybudowano tysiące kamiennych tarasów na których tutejsi chłopi sadzą

trzcinę cukrową, kukurydzę i warzywa. Czasami tarasy położone są tak

niewiarygodnie wysoko na stromym zboczu, że turysta mimo woli zastanawia się

czy warto wdrapywać się z takim poświęceniem dla tej jednej grządki…

Z miasteczek na wybrzeżu

wartych zobaczenia warto wymienić Cruzinha da Garca z wysokimi,

niedostępnymi klifami na zachód od rybackiego porciku – do tej miejscowości

doprowadza malowniczy kanion. Punta do Sol z ładną starą architekturą i

górami w tle. To chyba z tym właśnie przylądkiem należy kojarzyć nazwę Cabo

Verde. W Paul też można znaleźć kilka zabytkowych budowli, a przy biegnącej

po zboczu drodze do Janela – wiele ciekawych form skalnych wyrzeźbionych na

wybrzeżu przez oceaniczne fale… W Paul zaczyna się kolejna ribeira ze

ścieżką prowadzącą w strome góry – aż do Covy…

Ludzie, szczególnie ci mieszkający w górach są niezwykle

serdeczni. Barierą jest język. Ale nawet z moja skromną, przywiezioną z

Brazylii znajomością – Bom dia!  Boa tarde! (po południu) i Obrigado!

łatwo nawiązywałem kontakty. Rozmawialiśmy potem już przedziwną mieszaniną

hiszpańskiego, francuskiego i gestów…  Najgorzej było z dniami

tygodnia… Bo “segunda feira” to nie jest wcale drugi dzień tygodnia –

wtorek tylko poniedziałek, a “sexta feira” to nie sobota tylko piątek…   

Najbardziej trzeba uważać na kierowców taksówek i minibusów. Ze zrozumiałych

względów najchętniej stosują do cudzoziemca taryfę taksówki indywidualnej, a

nie zbiorowej – (różnica ceny kursu jest ok. 10-krotna). Zawsze wsiadając do

taksówki czy minibusu trzeba na początku upewnić się co do ceny przejazdu.

Cabo1667.jpg (52471 bytes)

Cabo1823.jpg (75851 bytes)

Małe domki w osadach

budowane były przez wieki z kamienia i kryte strzechą. Ostatnio niestety

coraz więcej buduje się z produkowanych chałupniczo betonowych bloczków… 

Ale i takie obrazki jak obok w wielu miejscach można jeszcze sfotografować,

nawet w miasteczku. Gdzieś na zapleczu takich tradycyjnych domów stoją z

reguły kamienne zagrody dla świnek i skubie trawę kilka kóz przywiązanych na

postronkach. Krążek koziego  serka kosztuje 120 CVE. (Cabo Vedre

Escudos, 1 USD= ok. 120 CVE)

Cabo1651.jpg (60091 bytes)

Najbardziej znanymi

produktami Cabo Verde są: sól i… grog czyli tutejsza odmiana rumu. Na

Santo Antao – najbardziej zielonej z Wysp Zielonego Przylądka uprawia się

dużo trzciny cukrowej  (także do bezpośredniego spożycia – wielokrotnie

widziałem dzieciaki chrupiące miąższ łodyg).   Ale przede

wszystkim z tej trzciny produkuje się grog – miejscową odmianę rumu.

Wędrując przez wioski wielokrotnie czułem zapach fermentującego soku i

widziałem takie scenki jak na zdjęciu obok: prasa tłocząca sok z długich

łodyg. Na piecu opalanym wysuszonymi resztkami łodyg kocioł i obok chłodnica

w grubej rurze – do skraplania odparowanego alkoholu. W każdej miejscowej

tawernie i barze stoi kilka antałków z grogiem. Kupującemu nalewa się grog

do butelek po portugalskim winie. Dla polepszenia smaku dodaje trochę

nalewki z limonek.  Litr specjału kosztuje 200-300 escudos. Mocny!

Cabo1754.jpg (56413 bytes)

Na zdjęciu obok Ribeira

Grande – główne miasto Santo Antao – urocze miasteczko ze wspaniałymi górami

w tle i labiryntem wąskich uliczek (w jednej z nich prywatna “panaderia”

gdzie domowym przemysłem pieką wspaniałe bułki).  Mieszkałem w uliczce

pokazanej na zdjęciu w “Residencial Alianca” płacąc 1500 CVE za przestronny

pokój z łazienką.   Na żadnej z wysp nie rezerwowałem wcześniej

noclegów. Był początek maja i w zasadzie już po szczycie sezonu – wszędzie

bez trudu znalazłem zakwaterowanie w najtańszych hotelikach – większość z

nich wypełniona była zaledwie w połowie.

Po trzech dniach pobytu na Santo Antao wsiadłem ponownie na rozkołysaną

krypę “Ribeira de Paul” by wrócić na Sao Vincente. Tym razem miałem więcej

czasu i możliwość poznania głównych atrakcji tej wyspy…

Cabo1891.jpg (53860 bytes)

Portowe

miasto Mindelo jest bez wątpienia najładniejszym miastem

archipelagu. Zwrócone ku zatoce ma ładny bulwar (na zdjęciu obok) i sporo

portugalskiej architektury kolonialnej. Mindelo jest kulturalną stolicą Cabo

Verde – stąd między innymi wywodzi sie znana i u nas piosenkarka Cesaria

Evora.  Spory port przyjmuje statki handlowe. Przez dziesiątki lat był

punktem w którym zmierzające do Azji i Ameryki parowce uzupełniały paliwo

(i… grog). Na ulicach Mindelo spotkać można sporo żebrzących byłych

marynarzy (-Oh, yes – I know Poland: Gdansk, Gdynya!…) , znajomość

angielskiego jest tu lepsza niż na pozostałych wyspach (Na Santo Antao jeśli

ktoś z tubylców zna obcy jezyk to jest to raczej francuski). Chleb (czasem

trudno go znaleźć) można kupić w supermarkecie FRAGATA w centrum, obok biura

TACV.  A skoro o TACV mowa to zwrócę waszą uwagę na konieczność

rekonfirmowania krajowych przelotów (dość często zmieniają godziny odlotów,

samoloty są zazwyczaj pełne i życzą sobie, aby na lotnisku być 1,5 godz.

przed odlotem) 

Cabo1885.jpg (28743 bytes)

Najładniejsza,

kilkukilometrowa plaża na Sao Vincente rozciąga się między Baia das Gatas i

Calhau. Mając do dyspozycji pół dnia można wybrać się tam na długi spacer

połączony z plażowaniem i kąpielą.   Plaża była zupełnie pusta. 

Tylko ta wysoka fala zniechęca do pływania. Dmucha tu też solidnie ale to

dobrze – bo wiatr łagodzi upał.  No cóż – to przecież Atlantyk!

Z innych ciekawych dla turysty propozycji na Sao Vincente można wymienić

wjazd na szczyt Monte Verde dla podziwiania widoku. Niestety mogłem tam

wjechać dopiero po południu a wtedy wierzchołek już tonął w chmurach…

Z Sao Vincente poleciałem

korzystając z mojego airpassu na wyspę Santiago (Sao Tiago) na której leży

stolica całego archipelagu – Praia. Na Santiago widzi się więcej Murzynów

niż na innych wyspach. Warto zresztą pamiętać że przez kilkaset lat Cabo

Verde było tranzytowym punktem dla handlu afrykańskimi niewolnikami.

W Prai zlokalizowana jest cała administracja państewka. Dziś główne dochody

tego małego kraju pochodzą z rybołówstwa i przetwórstwa ryb. Budżety wielu

tutejszych rodzin zasilane są pieniędzmi transferowanymi z zagranicy gdyż

około 700 tysięcy obywateli tego kraju mieszka poza jego granicami (czyli

paradoksalnie więcej ich żyje poza krajem niż na samych wyspach). Coraz

większe wpływy do państwowej  kasy  pochodzą z turystyki….

Cabo_mp.gif (11264 bytes)

Cabo1922.jpg (38867 bytes)

To właśnie stolica Wysp

Zielonego Przylądka – Praia na wyspie Santiago (Sao Tiago).  

W różowym, okazałym budynku mieści się siedziba rządu.  Praia nie

grzeszy zbytnią urodą.  Stara część miasta, gdzie znajdziecie katedrę,

pałac prezydenta, bazar i tanie zakwaterowanie jest zlokalizowana na

niewielkim plateau wyniesionym około 20 metrów ponad poziom terenu. W

stolicy jest najtrudniej znaleźć przyzwoite i tanie zakwaterowanie. 

Dla mnie najkorzystniejszy okazał się nocleg w nie oznakowanym na zewnątrz

“Residencial Sol Atlantico” na głównym placu (Praca) naprzeciwko katedry –

recepcja na II piętrze.  Za ciasny pokój z wiatrakiem i wspólną 

łazienką na korytarzu zapłaciłem 1000 CVE.

Cabo1909.jpg (35979 bytes)

Dziesięć kilometrów jazdy

przez pustkowia oddziela stolicę od Ciudade Velha – pierwszego

portugalskiego osiedla na Cabo Verde. Miasto jest malowniczo położone nad

morzem u  ujścia  głębokiego kanionu. Na urwisku nad kanionem

Portugalczycy wznieśli w XVI wieku solidny fort – Fort Real de San Felipe

(na zdjęciu).  Starannie odrestaurowana fortaleza jest obecnie

najważniejszym zabytkiem całej republiki…  Armaty na murach, cysterna

na dziedzińcu. Gdy pojawiłem się tu o ósmej rano brama była otwarta a

krzesełko dozorcy przy bramie było puste i dlatego nie wiem czy za wstęp

pobiera się tu  jakąkolwiek opłatę. Koszt dojazdu z Prai: zbiorowy

minibus: 100, indywidualna taksówka: 1000.

Na północnym skraju “stołecznej” wyspy Santiago leży podobno atrakcyjne

kąpielisko Tarrafal, w zatoce, z  piekną plażą, palmami i mniejszą niż

gdzie indziej falą.  Zakwaterowanie jest podobno drogie. Z Prai to aż

75 kilometrów i publiczny, często przystający minibus jedzie tam kilka

godzin.  Dlatego do Tarrafalu nie dotarłem.  Jeżeli będziecie w

Tarrafalu napiszcie proszę czy opinia o nim nie jest przesadzona…   

Ostatnią wyspą

archipelagu którą odwiedziłem było Fogo – Ogień. Słynie ona

z malowniczego, drzemiącego wulkanu (ostatni wybuch w 1951 roku)….. Tak

naprawdę to w rozległej kalderze starego wulkanu wyrósł tu na wysokość ponad

2800 m nowy stożek.  A u jego postawy pojawił się jeszcze trzeci,

miniaturowy krater.  Do starej kaldery mającej 8 km średnicy prowadzi

brukowana droga którą  jeżdżą   nawet  zwykłe taksówki 

z  turystami.  Droga doprowadza aż do małego osiedla zbudowanego w

rozległej kalderze wypełnionej wulkanicznym żużlem, piaskami uformowanymi w

diuny i… roślinnością – jak na zdjęciu.  W osiedlu nazywanym Cha das

Caldeiras jest biały, bardzo nowoczesny w formie kościółek  i pousada

czyli gospoda w której ekscentryczny turysta może nawet przenocować (by

potem opowiadać, że nocował w kraterze). Umorusane dzieciaki sprzedają

turystom pamiątki wykonane z wulkanicznej lawy.

Podobno z kaldery można z przewodnikiem wdrapać się na ten wulkaniczny

stożek (wciąż jeszcze jakieś 1500 m wyżej) ale zabiera to cały dzień i na to

już nie starczyło mi czasu…

Cabo1948.jpg (35457 bytes)

Cabo1965.jpg (52793 bytes)

Z innych atrakcji na

wyspie są do zobaczenia plantacje kawy i groty rozsiane wzdłuż wybrzeża.  

W samym   Sao Filipe życie płynie raczej  leniwie. 

Ludzie uśmiechają się i chętnie pozują do zdjęć.  W stolicy wyspy jest

do oglądania mały kościółek i kilka kolonialnych domów.  Na skarpie

naprzeciwko dawnego więzienia jest malowniczy cmentarzyk z leciwymi

nagrobkami.  Wieczorem mieszkańcy (raczej mężczyźni) zbierają się w

tawernach by przy szklaneczce grogu grać na gitarach i śpiewać melodyjne

piosenki.   

Dwa razy

dziennie na Fogo latają z Prai turbośmigłowe ATR-y. Niestety większość tych

rejsów nie jest wprowadzona do systemów rezerwacji… Ja swój przelot na

Fogo wykupiłem dopiero na Wyspach Zielonego Przylądka płacąc 8000 CVE za

powrotny bilet…

Na Fogo są szerokie,

piaszczyste plaże. Najbliższa – pod urwiskiem na którym rozłożyło się Sao

Felipe. Tyle tylko, że piasek ma tu kolor nie kremowo-biały ale…. czarny. 

To oczywiście wynik działalności wulkanu…   Fogo podobnie jak

pozostałe wyspy archipelagu (z wyjątkiem Santo Antao) jest prawie całkowicie

pustynna.   Kłóci się to z naszymi wyobrażeniami o tropikalnych

wyspach, ale właśnie dlatego Cabo Verde jest inne i oryginalne. W wyniku

niedostatku opadów słodka woda jest tu rarytasem i normalnym widokiem są

kobiety niosące na głowach wodę z wioskowej studni do domu. Jedynie w

największych miastach są instalacje do odsalania wody morskiej…

Na zakończenie kilka przykładowych cen z Cabo

Verde: butelka wody mineralnej 1,5l – 100, butelka coli – 70, bardzo mała

butelka piwa – 70, bułka -10, ciepłe danie w restauracji np  ryba z

ryżem i frytkami oraz surówką – 500, puszka mielonki – 150, kostka margaryny

– 70, pocztówka – 60.  Przejazd taksówką indywidualną z lotniska do

miasta: Sal – 150, Mindelo – 700, Praia – 200 (na lotniskach niestety nie ma

środków zbiorowego transportu). Opłaty lotniskowe zarówno dla rejsów

krajowych jak i międzynarodowych wliczone są do ceny biletu…

Cabo1960.jpg (49952 bytes)

Tutejsza młodzież jest już inna niż ludzie ze starszego pokolenia. Pewien

świat odchodzi…    Warto zatem odwiedzić Wyspy Zielonego

Przylądka zanim tłumy turystów zupełnie odmienią te wyspy i ich mieszkańców.

Szlak został przetarty – mam nadzieję że powyższe informacje pomogą Wam

zaplanować podróż na Cabo Verde… Powodzenia!  I wspaniałych wrażeń!

                                              

                                                                                      

Wojtek Dąbrowski ©