Atlantycka Odyseja cz.I – Wojtek Dšbrowski – Atlantic Odyssey part 1 (Atlan1.htm)

AtlanticOdmap.jpg

Organizator 

morskiej ekspedycji nazwał ta wyprawę “Atlantic Odyssey” – “Atlantycka

Odyseja”. Rzeczywiœcie, zaplanowana do przebycia trasa była imponujšca. Ale

dla mnie ta wyprawa rozpoczęła się od lotu (z bezpłatnym, nagrodowym

biletem) do Buenos Aires…

 

 

Buenos, Avenida 9 de Julio –

podobno najszersza ulica œwiata…

 

Odnalazłem “El Viejo Almacen”,

gdzie jakieœ 20 lat temu po raz pierwszy oglšdałem prawdziwe argentyńskie

tango.

 

 

 

 

Znana uliczka Caminito – niegdyœ

nastrojowa, dziœ kolorowa, z tłumem turystów.

 

 

Pobyt w Agenynie wykorzystałem dla

zobaczenia nieznanej mi jeszcze, centralnej częœci kraju…

Cathedral in Cordoba

ao9897.jpg
ao0031.jpg

W Ushuaia zaokrętowałem się na mały

badawczy statek “Aleksiej Maryszew” – rejs organizowany przez holenderskš

kompanię “Oceanwide Expeditions” był jedynym sposobem dotarcia do rzadko

odwiedzanych wysp Antarktyki  i œrodkowego Atlantyku.

Falklandy (Malwiny)

 

Z Ushuaia popłynęliœmy na Falklandy

– archipelag składajšcy się z dwóch dużych i kilkuset mniejszych wysp.

 

Pierwsze lšdowanie odbyło się na

New Island, oglšdaliœmy tam między innymi dużš kolonię królewskich

kormoranów.

 

 

Te piekne ptaki mieszkały na

wysokim klifie.

 

W sšsiedztwie była
też kolonia albatrosów z wielkimi,

nieopierzonymi  pisklętami siedzšcymi na gniazdach.

 

Popołudniowe lšdowanie nie odbyło

się ze względu na silny wiatr – tak też bywa…

 

 

 

Następnego dnia wylšdowaliœmy na Long

Island, by zwiedzić samotnš farmę.  

 

A to już najciekawszy budynek w

Stanley – stolicy archipelagu.
Mieœci obecnie ciekawe muzeum.

 

Z Falklandów popłynęliœmy ku

Południowej Georgii. Po tej wyspie obiecywałem sobie najwięcej. Tu po raz

pierwszy miałem zobaczyć królewskie pingwiny. Bo choć byłem już kiedyœ na

Antarktydzie (tu relacja) to widziałem wtedy tylko inne gatunki tych

zabawnych ptaków.

 

Mieszkałem na statku w najtańszej,

ciasnej  kabinie – na górnej koi. (Dolnš dobrowolnie oddałem

sympatycznemu Kenowi z Kaliforni, z którym dzieliłem pomieszczenie – miał 66

lat i kłopoty z poruszaniem się). Łazienkę mieliœmy wspólnš z innymi – w

korytarzu.

South Georgia

 

 

South Georgia zachwyca bogactwem

krajobrazów

 

To pierwsza odwiedzona kolonia

królewskich pingwinów – były ich dziesištki tysięcy.

 

Gdy lšdowaliœmy z zodiaków na plaży

witały nas pozbawione lęku pingwiny i foki – uchatki.

 

No i nareszcie zobaczyłem je z

bliska – to były najprawdziwsze królewskie pingwiny!

 

 

Setki, tysišce, dziesištki tysięcy

skrzeczšcych ptaków – nawoływały rodziców, którzy popłynęli w morze po

pokarm…

 

A tu pingwin przegania skuę –

drapieżnego ptaka czyhajšcego na chore i niedorozwinięte pisklęta…

 

 

Foka uchatka karmi swoje młode.

 

 

 

A w tłumie pisklę, które wykluło

się zbyt póŸno i nie zdšżyło się jeszcze opierzyć

 

 

 

 

 

Elephant seal czyli słoń morski.

Dorosłe osobniki ważš czasem ponad tonę

 

 

Góry lodowe pływajšce w fiordach

 

 

 

Na cmentarzu w stolicy wyspy –

Grytviken odwiedziliœmy grób słynnego podróżnika Ernesta Shackeltona

 

Najciekawsze lšdowanie na South

Georgia miało miejsce w Gold Harbor – ze względu na niezwykłš scenerię:

góry, lodowce, a także ze względu na wspaniałš pogodę.

 

 

Były tu słonie morskie i uchatki…

 

 

…i dziesištki tysięcy królewskich

pingwinów

 

A kolega Jarl z Norwegii nakręcił

mi kilkadziesišt sekund cyfrowego filmu z którego wyjšłem tš jednš –

najlepszš klatkę… To jedyna pamiatka z podróży.  Thank you Jarl!

South Sandwich Islands

Z Południowej Georgii

popłynęliœmy na archipelag South Sandwich. Przy kiepskiej pogodzie

podjęliœmy próbę lšdowania na wulkanicznej Saunders Island. Udało się

wysadzić na czarnej plaży tylko dwa zodiaki. Byłem w jednym z nich.

Ewakuacja przy wysokiej fali poszła fatalnie – wróciłem na statek

przemoczony lodowatš wodš. Ale przedtem sfotografowałem te pingwiny

chinstrapy…

 

 

 

Bouvet Island – terytorium

norweskie

Słynšca z mgieł i wichrów samotna i

bezludna Bouvet Island  powitała nas o dziwo słonecznš pogodš. Fala

wcišż była jednak wysoka. Próba lšdowania zakończyła się dla wielu pasażerów

zimnš kšpielš. Pierwszego dnia wylšdowały tylko dwa zodiaki i były kłopoty z

ich powrotem na statek. Mój zodiak musiał zawrócić.

 

Drugiego dnia rano wraz kilkoma

innymi œmiałkami podjęliœmy ponownie próbę lšdowania na małej kamienistej

plaży – udało się – powitało nas kilkadziesišt fok- uchatek. Zachowywały się

bardzo przyjaŸnie – pewnie nigdy nie widziały człowieka…

 

 

Siła wiatru jednak wzrastała i nasz

leader wkrótce zarzšdził ewakuację. Tak wyglšdał bieg i wskakiwanie do

rzucanego przez fale zodiaka… W godzinę póŸniej odpływaliœmy z

niegoœcinnej Bouvet Island.

 

 

Na statku zawsze bujało – mniej lub

bardziej. Ale najgorszym okresem były trzy dni sztormu które nastšpiły po

opuszczeniu Bouvet Island…  Tak żegnała nas Antarktyka – pospiesznie

płynęliœmy na północ…