Athos – Republika Mnichów cz.4 Wschodnie wybrzeże -Wojciech Dabrowski (Athos4.htm)


Have you heard about the Republic of the Monks?ki.


To był trzeci dzień mojego pobytu w Republice Mnichów.

Wschód slońca powitałem na wschodnim wybrzeżu Półwyspu Athos, pod murami

klasztoru Iviron.

Na mapce obok zaznaczyłem kolorem czerwonym trasę mojej wędrówki. Musiałem

ją zaplanować tak, aby do maksimum wykorzystać czterodniowy pobyt w

republice (tylko na taki okres mnisi wydają zezwolenia). Z drugiej strony

musiał być to plan realny, uwzględniający odległości miedzy klasztorami i

moja kondycję.

Poprzedniego

dnia pokonałem najtrudniejszy odcinek z Agia Anna przez Prodromou do

Megistis Lavra. To było prawie osiem godzin marszu w górskim terenie.

Przyznam, że po tym wyczynie dziś bolały mnie nogi. Kolejny dzień nie mógł

być zbyt forsowny. Jestem zresztą przeciwnikiem “zwiedzania w biegu”. Ale

wczorajszego etapu nie można było podzielić na krótsze odcinki, bo na jego

trasie nie było żadnych możliwości noclegu.

Skorzystałem z klasztornego

minibusu, by przed świtem przejechać nieciekawy odcinek szutrowej drogi

miedzy Megistis Lavras i Iviron.

Athos466big.jpg

To było

zjawisko! Klasztor Iviron zalany pomarańczowymi promieniami wschodzącego

słońca pysznił się przede mną w całej okazałości… Podziwiałem jego wysokie

mury. Iviron zajmuje wysokie, trzecie miejsce na hierarchicznej liście

dwudziestu klasztorów Athosu.

Athos476big.jpg

W Ivironie

(spotyka się także pisownię Iveron) mieszkają obecnie greccy mnisi, ale

przed nimi przez wiele wieków pracowali tu i modlili się mnisi z Gruzji.

Ostatni z nich zmarł w 1955 roku.  

Wysoka wieża

(na zdjęciu obok) strzeże głównego wejścia do klasztoru. Przed nią na brzegu

czeka kilka łódek. Mnisi łowią ryby na własne potrzeby. Ale w klasztornym

jadłospisie pojawiają się one bardzo rzadko – tylko w niedziele i religijne

święta.

W klasztorze,

który powstał pod koniec X wieku mieszka obecnie około 30 mnichów. Ale

podlega  mu skit Św. Jana Chrzcilela i ponad 30 kaplic i miejsc

odosobnienia pustelników

W XVIII

i XIX wieku klasztor trzykrotnie trawiły pożary. Dziś wciąż jeszcze trwają

tu prace renowacyjne.

 

 

 

 

 

 

 

 

Na obszernym dziedzińcu oprócz

głównego kościoła zauważyłem dwie mniejsze kaplice:

Athos485big.jpg

W jednej z

kaplic (na zdjęciu obok) wybudowanej tuż obok wyjścia z głównego dziedzińca

przechowywana jest jedna najbardziej czczonych ikon całej Grecji. W wolnym

przekładzie jest to “Matka Boża od Bramy”. Skad taka dziwna nazwa? Podanie

mówi, że ikona namalowana w Konstantynopolu sama przypłynęła stamtąd do

wybrzeży Athosu, gdzie cudownym zbiegiem okoliczności wyłowił ją mnich i

przyniósł do klasztornego kościoła. Nastepnego ranka znaleziono ikonę przy

bramie. Nikt nie przyznawał sie do jej przeniesienia. Taka sytuacja

powtórzyła sie jeszcze dwukrotnie. Mnisi uznali, że to ikona sama wędruje

nocami i wybudowali jej tuż przy bramie osobną kaplicę, gdzie do dziś jest

wystawiona i słynie cudami. Widziałem tą ikonę zanim kaplicę zamknięto.

Wielką Ławrę

opuściłem na czczo. Byłem głodny. Tu nigdzie poza stolicą republiki i

porcikiem Dafni nie ma kiosków ani sklepików. Wiedziałem o tym. Ale

postanowiłem użyć fortelu: zapytałem przechodzącego mnicha czy mógłbym w

klasztorze kupić coś do jedzenia. Prawie się obraził. -My jesteśmy już po

śniadaniu, ale wejdź bocznymi drzwiami do kuchni. tam cię nakarmią…

Mroczne wnętrze kuchni rozjaśniała tylko wątła świetlówka, zasilana chyba ze

słonecznej baterii na dachu. Dziwnie to wyglądało w tym wnętrzu wyjętym

jakby ze średniowiecza. (zdjęcie obok).

I nakarmili!.

Dostałem kompletny posiłek – taki jaki mnisi i ich goście jadają tu dwa razy

dziennie: talerz makaronu posypanego tartym serem, sałatkę z pomidorów,

chleb, wodę, dwa plasterki fety (zwykle dają tylko jeden). Na deser jabłko.

Pałaszowałem ze smakiem, szczęśliwy, że nikt nie czyta mi świętych tekstów i

nie trzeba się martwić, że jedzenie się skończy, gdy umilknie…

I współczułem

mnichom: ja jadłem u nich te specjały przez cztery dni. A oni jedzą je

całymi latami, wciąż to samo, dwa razy dziennie…

Podziękowałem z

poczestunek i pożegnałem mnichów. Gdy stanąłem na wybrzeżu przy ich łódkach

zauważyłem stojący daleko na wybrzeżu zameczek. To był mój kolejny cel:

Athos491big.jpg


Mój szlak wkrótce zszedł z szutrowej

drogi na biegnącą ponad wybrzeżem ścieżkę. Byłem znów tylko sam na sam z tą

piękną przyrodą. W miarę jak upływały kwadranse marszu widziałem mój

“zameczek” coraz dokładniej:

Athos501Big.jpg


Plaże ze wschodniej strony półwyspu są

marne: krótkie i przeważnie kamieniste. Ta wieża na cyplu nazywa się bodaj

Kaliagra.

Athos502big.jpg


Ta plaża wyglądała już bardziej

obiecująco i szczerze mówiąc, spocony pomyślałem przez chwilę o kąpieli. Ale

słyszałem, że pokazywanie obnażonego ciała w Republice Mnichów nie uchodzi.

A nuż mnie ktoś zobaczy? Miałem zresztą na ten dzień bogaty program…

Ścieżka

schodziła na plażę i… ginęła. Dopiero, gdy wdrapałem się na skałki po

przeciwnej stronie znalazłem ślad… 

Athos503big.jpg


Takich pięknych zatoczek po drodze było

kilka. Woda przejrzysta. Ani śladu zanieczyszczeń. Tu nie dotarł jeszcze

żaden przemysł. I nie widać nigdzie żadnych drutów na słupach! –

skonstatowałem.

Athos510big.jpg


Po pięciu kwadransach od wyjscia z Iviron

stanąłem oczarowany przed “zameczkiem”. Pora tu wyjaśnić, że nie był to

żaden zamek, tylko kolejny warowny klasztor: Stavronikita

Athos513big.jpg


Zbudowany na przełomie X i XI wieku

klasztor Stavronikita był kilkakrotnie zdobywany i łupiony przez piratów.

Nic zatem dziwnego, że w końcu opatrzono go takimi solidnymi murami.

Athos515Big.jpg


Od strony lądu do klasztoru doprowadzono

akwedukt, który dziś nie pełni już swojej dawnej roli, ale na pewno przydaje

obiektowi malowniczośći.

Athos585big.jpg
Przed bramą po

drewnianym rusztowaniu wspinają się krzewy winorośli. Kiście dojrzałych

winogron zwisały malowniczo z tej kratownicy. Dostaliśmy je na deser do

wieczornego posiłku…

Athos516Big.jpg

Ojciec furtian

nie mógł się doszukać mojego nazwiska w zeszycie z rezerwacjami. Monaster

Stavronikita jest najmniejszym wśród dwudziestu klasztorów Athosu. Mnisi

mają niezbyt wiele miejsca dla pielgrzymów. Dlatego zalecają zrobienie

telefonicznej rezerwacji. Rezerwowałem z wyprzedzeniem dwóch miesięcy.

Dlaczego nie było mnie w zeszycie?

Mimo wszystko

mnisi przyjęli mnie na nocleg. Okna pokoju do którego pracowicie wdrapywałem

się po kilku ciągach drewnianych schodów wychodziły na nadmorskie urwisko.

Wieczorem mnisi przynieśli mi świeczkę, a w korytarzu rozwiesili naftowe

lampy.

Dziedziniec

klasztoru Stavronikita (na zdjęciu powyżej) jest tak maleńki, że brak

perspektywy dla zdobienia zdjęcia kościoła. Dlatego ten kościół

fotografowałem z góry – z poziomu pielgrzymich kwater: zmieściły się na nim

zaledwie kopułki kościoła dedykowanego świętemu Mikołajowi i obronna wieża.

Przed

wieczorem spotkaliśmy się na nabożeństwie w mrocznym i przez to tajemniczym

wnętrzu kościoła. Zapalono świece. A gdy ojcowie otworzyli na pulpitach

swoje święte księgi podświadomie oczekiwałem, że wyciągną z kieszeni taką

mała latareczkę na dwie baterie AA, aby przy niej odczytać święte modlitwy.

Ale nie!  Z namaszczeniem zapalili olejne kaganki, takie jakich używano

tu zapewne w średniowieczu i jak w średniowieczu czytali przy nich nie

zmienione od wieków teksty…

 

 

 

Z okien

pielgrzymich kwater widać było także północny odcinek dzikiego wybrzeża, a w

dali – kolejny klasztor. Postanowiłem jeszcze tego samego popołudnia do

niego dotrzeć i wrócić na nabożeństwo:

Athos522big.jpg

 

Ścieżka do

odległego o dobrą godzinę marszu klasztoru Pantokratora wspinała się na

zbocze. Bez plecaka szło mi się znacznie raźniej. Gdy szlak wyszedł na

odkrytą skalną półkę obejrzałem się do tyłu. Warto było! Z tej strony

morastyr Stavronikita, choć zacieniony, prezentował się bardzo okazale. A ja

widziałem okienko mojego pokoju – tuż pod dachem, najbardziej wysunięte nad

urwisko…

Athos539big.jpg

Potem minąłem

zbudowaną przy ścieżce, ale najwyraźniej opuszczoną kaplicę z blaszanym

dachem. Takich porzuconych budowli na Athosie widziałem więcej. Wygląda na

to, że teraz mniej mnichów decyduje się na to, by wieść życie pustelników w

izolacji od innych…

Zbocze pokryte

było lasem ograniczającym widoczność, ale w końcu pojawiło się “okno” w

zieleni i zupełnie już niedaleko zobaczyłem klasztor Pantokratora:

Athos542Big.jpg


Sceneria w której położony jest Monaster

Pantokratora nie jest tak dramatyczna jak w przypadku Stavronikity, ale

klasztor jest położony w ciekawym miejscu. Budowniczowie pomyśleli tu nawet

o niewielkim wewnętrznym porciku, do którego z morza prowadzi wąski kanał.

Athos543big.jpg


Klasztor Pantokratora wzniesiono w

średniowieczu. Piersza pisana wiadomość o nim pochodzi z 1358 roku, ale

istniał on zapewne o wiele wcześniej.

Athos549big.jpg

Zanim zacząłem

się wspinać do bramy doceniłem urodę tego starego kamiennego mostu, która u

stóp klasztoru płynie ku morzu.

A to właśnie

arsanas Pantokratora czyli mały porcik dobrze osłonięty przed morskimi

falami. Kiedyś był bardzo ważny, bo to właśnie tędy przybywało dla klasztoru

wszelkie zaopatrzenie. Dzisiaj zbudowano szutrową drogę z Karies do

Pantokratora i droga morska nie ma już takiego znaczenia.

Athos554big.jpg


Wreszcie brama z niewielką altaną tuz

przed wejściem. Klasztor niedawno został odrestaurowany. Należy podkreślić,

że zrobiono to z wielką dbałością o zachowani pierwotnego wyglądu budowli,

stosując takie same materiały jak przed wiekami:

Athos557big.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Była cisza.

Wiało pustką. Wygląda na to, że pielgrzymi rzadko docierają do tego

odsuniętego na peryferie zakątka. W tym altanowym przedbramiu znalazłem

piękne freski… Popatrzcie ponizej. Czyżby to tak nasi ortodoksyjni bracia

wyobrażali sobie Boga Ojca? 

Athos561big.jpg

Zachwyciły

mnie pieczołowicie odczyszczone ceglane łuki dziedzińca…  Już w

dawnych wiekach klasztory miały swoją sieć wodociągową. Miejsca do

pobierania wody zaprojektowane były w specjalnych zdobionych niszach – jak

na zdjęciu obok. 

Odnalazłem

archondariki – ojca furtiana, który zaserwował mi tradycyjny poczęstunek.

Ale katolikonu (na zdjęciu poniżej) mi nie otworzył – mogłem go obejrzeć

tylko z zewnątrz:

Athos565big.jpg
Kościół

Przemienienia Pańskiego w klasztorze Pantokratora

 

W długich

krużgankach chroniących przed słońcem stoją stare stągwie – dziś już bedące

tylko dekoracją. Ale ta ozdobna, zawieszona poziomo deska – deska – symantron

w dalszym ciągu pełni swoją rolę. Uderzając młotkiem w symantron

mnisi zwołują mieszkańców na nabożeństwa i posiłki:

Athos573big.jpg

W klasztorze Pantokratora mieszka aktualnie tylko 15 mnichów. Wygląda na to,

że i w greckim kościele brak jest nowych powołań kapłańskich.

Athos574big.jpg

 

Wracałem do

klasztoru Stavronikita tą samą trasą prowadzącą po zboczu nad morzem. 

Słońce już powoli opadało. Miałem szczęście – okazało się, że ze ścieżki

przy dobrej pogodzie dobrze widać wierzchołek świętej góry Athos. To był

piękny widok:

Athos586big.jpg


Zbliżenie x 20 pozwoliło aparatowi

zarejestrować na zdjęciu nawet kaplicę zbudowaną na szczycie. Może Wam się

uda wejść na wierzchołek Świętej Góry. Przyślijcie mi proszę zdjęcie tej

kapllcy!   🙂

Athos590big.jpg

Po

nabożeństwie i posiłku w refektarzu przy świecach i naftowych lampach

kładliśmy się spać. Nocą słyszałem morze uderzające o skały u stóp urwiska.

Przyznam sie szczerze, że nie dałem się namówić na wstawanie o trzeciej w

nocy na liturgię, odprawianą w kaplicy poniżej klasztoru.

Chciałem

odpocząć. Nazajutrz miał nastąpić ostatni dzień mojej pieszej wędrówki przez

Republikę Mnichów. Ale o tym już na kolejnej stronie.


Hot news from this route you will find

here

in my travel log.