Athos – Republika Mnichów cz.2 -Wojciech Dabrowski (Athos2.htm)


I collected my entry permit to the Republic of the Monks

in the little town of Ouranoupolis. Little ferryboat “Agia Anna” was

departing before sunrise – at 6 am. On its daily route it sails down – to

the southern tip of the peninsula, returning at 6 pm.


Po przybyciu do greckiego miasteczka Ouranoupolis

odebrałem załatwione wcześniej zezwolenie na wjazd do Republiki Mnichów.

Prom “Agia Anna” kursujący aż na kraniec półwyspu odpływał jeszcze przed

świtem – o szóstej rano.

 

Miałem  zezwolenie tylko na cztery dni pobytu na półwyspie i zmuszony

byłem już na wstępie zdecydować, które klasztory chcę zobaczyć z bliska,

które z daleka, a z których całkiem zrezygnuję.  Czytałem, że

najciekawszym krajobrazowo fragmentem półwyspu jest jego koniec – tereny

położone na południe od porciku Dafni. To tam wznosi

się w niebo święta góra – Mount Athos. Tą część półwyspu zamierzałem przejść

pieszo, zwiedzając po drodze, co się da… Postanowiłem zatem: klasztory

leżące na zachodnim wybrzeżu pomiędzy Ouranoupolis i Agia Anna i obejrzę tylko ze statku,

nie wysiadając ze statku w Dafni, jak większość pielgrzymów. Prom zawijając

do kolejnych klasztornych przystani płynie blisko brzegu – tworzy to dobrą

perspektywę dla zdjęć. Takiego spojrzenia na nadmorskie klasztory nie

znajdziecie nigdzie na lądzie! 

Podczas pierwszych kwadransów

rejsu, gdy było jeszcze ciemno, na szczęście nie przepływaliśmy obok

klasztorów. Potem niebo z tyłu za górami półwyspu zapaliło się różowym

kolorem:

Athos166big.jpg

Ponad górami

półwyspu ukazał się ostry kontur Góry Athos (zdjęcie po lewej) wyrastającej

na 2033 metry ponad poziom morza.


Gdy rozjaśniło się, okazało się, że

brzegi półwyspu są bardzo niegościnne – w większości skaliste:

Athos797big.jpg

Zdjęcia

robiłem cyfrowym aparatem Olympus SP570 UZ z zoomem x20 i podwójną

stabilizacją obrazu. Szczególnie ten teleobiektyw okazał się przydatny –

zarówno do fotografowania odległych budowli, jak i mnichów.

 

Na Athos nie

wolno przywozić kamer video. Przypomniano mi o tym w e-mailu od mnichów

informującym o przyznaniu mi zezwolenia na wjazd do Republiki.

Na zdjęciu

obok pierwsze zabudowania na wybrzeżu, które zobaczyłem po wschodzie słońca.

Ale to jeszcze nie klasztor…

W chwili

obecnej do większości klasztorów na Athosie doprowadzone są górskie,

szutrowe drogi. Kiedyś były tam tylko ścieżki. A całe zaopatrzenie wędrowało

do monasterów drogą morską. Dlatego każdy klasztor, bez względu na to, czy

wzniesiono go na brzegu, czy w głębi lądu miał na wybrzeżu swoją przystań –

tzw. arsanas. Pierwszym miejscem, do którego dobiła “Agia Anna” było arsanas

klasztoru Chilanadriou (na zdjęciu poniżej). Chilandariou leży kilka

kilometrów dalej – w głębi lądu.  To serbski klasztor, z serbskimi

mnichami… (wśród 20 klasztorów Athosu jest także jeden klasztor rosyjski i

jeden bułgarski)

Athos794big.jpg
Arsanas –

przystań klasztoru Chilandariou

 

Uśmiechnięty

mnich czekający z grupą ludzi na wybrzeżu to raczej rzadki widok, wiec

próbowałem go uwiecznić.

 Prom

przez moment dryfował z dziobem ustawionym ku lądowi. Kilka osób wysiadło na

molo, kilkanaście wsiadło. Cała operacja trwałe może 2 minuty. Potem

popłynęliśmy dalej…

 

Mnichów na

pokładzie mieliśmy kilkunastu. Obserwowałem dyskretnie ich zachowanie. Te

brody jak z historycznego filmu i komórkowe telefony w ich rękach…

Przyznacie, że to nieco szukujące zestawienie…

Cały półwysep

ma około 60 kilometrów długości. Odległości między kolejnymi klasztorami nie

są duże… Wkrótce “Agia Anna” dotarła do kolejnego arsanas – przystani

bułgarskiego klasztoru Zographou. To było już urokliwe miejsce,

przypominające średniowieczny zameczek. Na początek to arsanas wyglądało jak

atrakcyjna miniaturka klasztoru:

Athos783big.jpg

The landing of Zographou Monastery 

W

niektórych wydawnictwach pod zdjęciem jak poniżej umieszczony jest podpis

“Monastery Zographou” co oczywiście jest mylące, bo właściwy klasztor

Zographou zbudowano wewnątrz półwyspu, o kilka kilometrów dalej. Niestety do

właściwego klasztoru nie dotarłem… Może wam się uda… 

Athos786big.jpg

Nieco dalej na

wybrzeżu stoi ruina kamiennej wieży. Nie udało mi się ustalić, czy był to

wiatrak, czy wieża obserwacyjna. Gdybym płynął statkiem turystycznym w innym

zachodnim kraju, zapewne bez przerwy z głośników płynęły by objaśnienia:

mijamy to, mijamy tamto… Mnie musiała wystarczyć niezbyt dobra mapa…

Ale za to na pokładzie byli

prawdziwi ortodoksyjni mnisi, zmierzający do swoich odciętych od świata

klasztorów… 

 

 

Niektórzy z

nich przymknąwszy powieki robili wrażenie zatopionych w modlitwie…

 

 

 

 

 

 

“Agia Anna”

sunęła tymczasem wzdłuż kolejnego fragmentu malowniczego wybrzeża. Są tam

miejsca, gdzie morze wypłukało mniejsze i większe groty:

Athos776big.jpg

 

Czasami mogłem

zauważyć w nadmorskich zboczach pozostałości grot, w których do niedawna

żyli pustelnicy (zdjęcie obok). Podobno jest na półwyspie jeszcze kilku

takich samotników, ale żyją oni w miejscach, których nie można podglądać ze

statku…

 

 

 

 

Wkrótce w

zasięgu wzroku pojawił się kolejny klasztor – Dochiariou:

Athos762big.jpg
Z tej strony

widać budowlany żuraw i rozwieszone siatki –  w klasztorze prowadzone

są prace remontowe. Zresztą nie tylko w tym. I całe szczęście, bo

tysiącletnie budowle zaczynają się rozsypywać, a warto je zachować dla

potomności.

Zbliżenie

pozwala przyjrzeć się szczegółom architektury. Usunąłem z niego szpecący

krajobraz żuraw – takie są możliwości cyfrowej techniki fotograficznej:

Athos766big.jpg

 

A na tym zdjęciu obok widać, że klasztorne przystanie budowane były w ten

sposób, że łodzie mnichów na noc można było po pochylni wciągnąć do hali z

zamykanymi wrotami…

 

 

Na jednym z

drewnianych balkoników wypatrzyłem mnichów, którzy z zainteresowaniem

obserwowali z góry, co też dzieje się na klasztornym dziedzińcu:

Athos768big.jpg

 

Klasztor

został założony w XI wieku przez mnicha Eutymiosa z Wielkiej Ławry, który w

macierzystym klasztorze był doczeariosem czyli nadzorcą magazynów. Stąd

nazwa.

Ponad linię

jego dachów wystaje wysoka wieża obserwacyjna z której mnisi wypatrywali

pirackich statków. Wieża jednak nie wystarczyła, by obronić przed nimi

klasztor. Został on zdobyty i złupiony przez piratów w XVI wieku. Odbudowano

go potem w roku 1578. W klasztornej bibliotece przechowują tu 2000

manuskryptów i 15000 dzieł drukowanych.

 

 

 

 

 

Następny klasztor, który

zobaczyłem nazywał się Xenofontos:

Athos746big.jpg

 

Ciekawostką w

architekturze tego klasztoru jest fakt, że tradycyjny budynek przystani (arsanas)

zblokowany jest tu z murami otaczającymi klasztor, stanowiąc z nimi jedną

całość.  

Athos750Big.jpg

 

Klasztor

Xenophonts założony został w X wieku przez błogosławionego Ksenofona. W XIX

wieku na dziedzińcu zbudowano nowy kościół (katolikon). Klasztor dedykowany

jest świętemu Georgiosowi (czyli naszemu św. Jerzemu) i obchodzi swoje

święto w jego dniu – 23 kwietnia.

Athos757big.jpg

 

Podobał mi się

ten klasztor. Ale gdy zerknąłem do moich materiałów okazało się, że na

liście hierarchii klasztorów Athosu zajmuje on dopiero 16 miejsce na 20

klasztorów. Poprzedni – Dochiariou jest na dziesiątym miejscu tej listy. 

Athos758Big.jpg


Kiedy spojrzałem potem w kierunku

południowym widok wybrzeża przesłonił półwysep. Nie było jeszcze widać

kolejnego klasztoru. Za to ponad wzgórzami widać było przesłonięty nieco

obłokami wierzchołek Świętej Góry Athos:

Athos753big.jpg

Z drugiej

strony tego niewielkiego półwyspu otworzył się widok na kolejny klasztor: to

rosyjski Monastyr Św. Pantelejmona. Budowę tego klasztoru rozpoczęto w XII

wieku…

Athos731big.jpg


Rządzą u mnisi którzy przybyli z Rosji.

Dostrzega się też rosyjskie wpływy w architekturze – choćby cebulasty

kształt niektórych kopuł:

Athos743big.jpg

 

Szczególnie

szybki rozwój tego klasztoru miał miejsce w XIX wieku, kiedy monastyr był

wspomagany finansowo przez kolejnych carów Rosji. Rosyjscy pielgrzymi,

którzy zaraz po Grekach stanowią największą grupę wśród pielgrzymów ze

zrozumiałych względów obowiązkowo odwiedzają ten klasztor.  

Athos735big.jpg


Potem nasz stateczek zwinął do porciku

Dafni. To główny port Republiki Mnichów. Przez Dafni trafia na półwysep

większość niezbędnego mnichom zaopatrzenia, materiały budowlane dla remontu

klasztorów. “Port” to dużo powiedziane. W Dafni – jak widać na zdjęciu

poniżej jest zaledwie kilka domów i kawałek betonowego nabrzeża.  Tu

wysiadła większość pasażerów, bo Dafni połączone jest szutrową drogą

prowadzącą przez góry do stolicy Republiki Mnichów – Karies. Do Karies

(czasem piszą: Karyes) jeździ jedyny autobus Republiki.  A stamtąd można

dojechać do kolejnych klasztorów…   

Athos726big.jpg
Nasz postój 

w Dafni trwał nie więcej niż 10 minut. Ja, zgodnie ze swoim planem płynąłem

dalej.

 

 

 

 

Za kolejnym

małym półwyspem wszyscy wysoko podnieśli wzrok. Byłem zaskoczony. Wysoko na

stromym zboczu majaczył kolejny klasztor, ale zupełnie niepodobny do innych

klasztorów Grecji. Przywodził mi raczej na myśl klasztory Tybetu lub warowne

wioski, które widziałem w górach Jemenu… Widzicie go na zdjęciu obok? Z

morza wygląda wyjątkowo efektownie!

 

 

 

To klasztor

Simonos Petra zbudowany w połowie XIV wieku. Zbudowany na skale 230 metrów

nad poziomem morza.  Jak każdy klasztor Athosu ma nad wodą swoją

przystań – arsanas. Marsz stromą ścieżką z arsanas do Klasztoru

zabiera minimum pół godziny.

 

 

Monastery  Simonos Petra

Simonos Petra

wyróżnia się wśród dwudziestu klasztorów Athosu nie tylko niepowtarzalną

architekturą i położeniem. Ma on opinię najbardziej kosmopolitycznego

klasztoru na półwyspie. Mnisi, którzy tu mieszkają pochodzą z  różnych

krajów i maja opinię bardzo otwartych i komunikatywnych. Chętnie rozmawiają

z turystami i zapraszają ich do uczestnictwa w religijnych praktykach.

Świętem klasztoru jest dzień Bożego Narodzenia.

Athos207big.jpg

Już w kwadrans

po odpłynięciu z arsanas Simonos Petra znaleźliśmy się przy kolejnym

klasztorze, tym razem położonym tuż nad morzem. To Agios Grigoriou –

Klasztor Św. Grzegorza, zbudowany w XVI wieku: 

Athos226big.jpg

To

niewielki klasztor. Może dlatego dlatego, że musiał zmieścić się na

stosunkowo niewielkiej skale wysuniętej w morze. Tu szczególnie czci się Św.

Mikołaja…

Athos222big.jpg
Potem zza skały

wynurzył się klasztor Dionysiou. Jego sylwetka ginęła zupełnie na tle

potężnej góry:

Athos245big.jpg

Monastyr

Dionysiou ma metrykę sięgającą roku 1384. W hierarchii klasztorów Athosu

zajmuje wysokie, piąte miejsce.

 

Athos239big.jpg

Niestety kiedy

przepływałem obok tego klasztoru tkwił on jeszcze w cieniu, stąd jego

zdjęcia nie są rewelacyjne. Wybór pory dnia na rejs trzeba przemyśleć. Jeśli

brak zezwolenia na wjazd sprawi, że będzie to tylko rejs wycieczkowy godziny

popołudniowe są lepszym wyborem…

Na tym odcinku

wybrzeża wypatrywałem klasztoru Św. Pawła. Ale mapa była nieścisła – okazało

sie, że Święty Paweł ukryty jest w głębi doliny, w odległości kilkuset

metrów od wybrzeża… Powędrowałem do niego pieszo przez góry jeszcze tego

samego popołudnia. 

Athos246big.jpg

Klasztory

usytuowane na zachodnim wybrzeżu się skończyły. Ale w Republice Mnichów

oprócz nich są jeszcze sub-klasztory, tzw. skity (sketes). Jest ich 12.

Pierwsze z nich zobaczyłem właśnie w tej części półwyspu. Na zdjęciu poniżej

widać grupę budowli rozrzuconych na kilku sąsiadujących ze sobą wzgórzach –

to tzw. Nea Skiti – jeden z tych dwunastu sub-klasztorów. 

Athos248big.jpg

 Wkrótce

potem wysiadłem ze stateczku na przystani Agia Anna. I tu czekało mnie

kolejne zaskoczenie. Miałem zarezerwowany nocleg w skicie Św. Anny. Na mapie

był pokazany tuż przy przystani. Rozejrzałem się. – Gdzie ta Agia Anna? 

Pokazano mi bordową plamkę w niebieskiej mgiełce wysoko na zboczu, jakieś

200 m nad poziomem morza. Co było robić? Zarzuciłem plecak i ruszyłem dobrze

utrzymaną ścieżką w górę.   Dostrzegacie cel mojej wędrówki?

Do Agia Anna

nie doprowadzono dotąd żadnej drogi. Zaopatrzenie dla klasztoru przypływa

statkiem. Potem przeładowują wszystko na oczekującą karawanę  jucznych

koników. Wędrują potem w górę tą samą ścieżką, którą ja się teraz wspinałem:

Athos266big.jpg


Ścieżka nie była trudna. W wielu

miejscach miała betonowane stopnie. Po dwudziestu minutach pot wprawdzie

ściekał mi z czoła, ale skit św. Anny był już bardzo blisko. Podobało mi się

to uczepione skały gniazdo jeszcze zanim do niego dotarłem:

Athos270big.jpg


Po pół godzinnym marszu dotarłem do celu.

Nad bramą skitu zobaczyłem piękną mozaikę przedstawiającą świętą Annę, z

Matką Bożą na ręku. To był przedsmak tych wspaniałych malowideł i mozaik,

które miałem oglądać w kolejnych dniach… 

Athos313big.jpg

Na niewielkim

dziedzińcu klasztoru powitał mnie ojciec Chrisantos. Po angielsku! -Usiądź,

odpocznij!  Po chwili pojawił się z małą tacką. A na niej stał kubek

wody, maleńka filiżanka mocnej kawy (zaparzonej “po turecku”) dwa kawałki lukumi

(rodzaj twardej galaretki posypanej cukrem-pudrem) i kieliszek ouzo –

greckiej wódki. To było tradycyjne powitanie. Takim poczęstunkiem od wieków

wita się pielgrzymów w klasztorach Athosu. I w ten sposób byłem witany także

w następnych klasztorach.

Potem zapisano

moje nazwisko i numer mojego zezwolenia w tym grubym rejestrze, który widać

na zdjęciu obok. To też rytuał, który powtarza się w każdym klasztorze.

Ponad

klasztorkiem powiewały dwie flagi: pasiasta – Grecji i żółta z dwugłowym

orłem – Republiki Mnichów. Bardzo ważną funkcję pełni ta zawieszona na

specjalnym stojaku deska – to symantron. Uderzając młotkiem w symantron

mnisi zwołują mieszkańców na nabożeństwa i posiłki:

Athos317big.jpg

Przydzielono

mi łóżko w sypialni dla pielgrzymów, gdzie mogłem zostawić swój plecak. – O

16.30 zapraszamy na nabożeństwo do kościoła. Po nabożeństwie wszyscy idziemy

na posiłek do refektarza!… – wyjaśnił ojciec Chrisantos. Z dziedzińca

klasztoru otwierał się wspaniały widok na okoliczne góry i na morze:

Athos319big.jpg

Jeśli

spojrzeć przez balustradę w dół, to widać tam arsanas – przystań, do której

przypłynąłem z Ouranoupolis:

Athos280big.jpg

Zabrakło mi

perspektywy, by sfotografować klasztorny kościół czyli katolikon. Ale udało

mi sie uwiecznić na zdjęciu jego ciekawe kopuły pokryte skalnymi łupkami. Ta

technologia znana jest tu od wielu wieków: 

Athos312big.jpg

Skrawek

trawnika z tyłu za kościołem pełni funkcję cmentarza. Tu pochowanych jest

kilku mnichów – wśród nich mnich Cyryl (Kiriłłos Monachos – napisano na

krzyżu).

Piękny widok

otwiera się z Agia Anna w kierunku północnym. Na pierwszym planie, na

sąsiednim wzgórzu przyciąga uwagę mała kapliczka Agios Giorgiors – świętego

Jerzego. To stosunkowo nowa budowla. Ale na tle bezkresnego błękitu morza

prezentuje się bardzo malowniczo.

Athos279big.jpg

Postanowiłem

wykorzystać wolne godziny popołudnia i pomaszerować ścieżką do sąsiedniego

klasztoru świętego Pawła. Mnisi, znający tutejsze górskie ścieżki

zapewniali, że to tylko godzina drogi w każdą stronę. A ścieżka biegnie po

zboczach w takim krajobrazie:  

Athos297big.jpg

Na ścieżkę wyszedłem z klasztoru przez żelazną furtkę i choć dalej nie było

znaków, to trudno było się zgubić. Wkrótce otworzyły się wspaniałe widoki na

wybrzeże. Mogłem teraz popatrzeć z góry na Nea Skiti: 

Na mapce widać, gdzie znajduje

się klasztor Św. Pawła – M. Ag. Pavlou. Ale tą mapke należy traktować tylko

orientacyjnie. Nie wynika z niej, że ścieżka prowadzi dalej – do klasztoru

Dionissiou ( a przecież prowadzi, tyle, że jest trudniejsza)

Na trasie w

kilku miejscach spotkałem małe grupki pielgrzymów – Greków i Rosjan. W tym

miejscu przechodzili akurat przez ciekawą kapliczkę dobudowaną do wielkiego

głazu…

Wykorzystałem ją w chwilę potem,

by zrobić takie oto zdjęcie malowniczego wybrzeża w kierunku północnym:

Przy mojej ścieżce w kilku

miejscach rosły krokusy  – takie same jak wiosną w Polsce!

W końcu po

trzech kwadransach marszu stanąłem na urwisku nad wylotem sporego wąwozu.

tam w dole, na brzegu stała ruina jakiejś kamiennej budowli, ale żadnego

klasztoru jeszcze widać nie było…  Pejzaż był jednak wspaniały…

Athos292Big.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dopiero za

zakrętem, na którym zbudowali jakąś nową kaplicę (wokół nie było żywego

ducha) zobaczyłem w dole klasztor Św. Pawła. Stał na skale u krańca wąwozu.

Nic dziwnego, że nie mogłem go zobaczyć z morza:

Athos291big.jpg

Monastyr 

Św. Pawła czyli Aghiu Pavlou został założony przez świętego mnicha Pawła z

innego klasztoru – Xeropotamou. Obecna nazwa klasztoru używana jest dopiero

od 1108 roku, ale klasztor ma metrykę o przynajmniej 100 lat starszą. W

wieku XIV klasztor został opuszczony, ale odrodził sie potem dzieki donacjom

różnych monarchów, m.in z Serbii.  Plagi też nie omijały tego miejsca:

w 1902 roku był tu pożar, a w 1911 klasztor został zalany po ulewnych

opadach… Teraz jest już starannie odbudowany… 

 

 

 

 

 

Moja ścieżka w

okolicach kaplicy zmieniła się w szutrową górską drogę, najwyraźniej

prowadzącą do klasztoru. I to właśnie z tej drogi miałem najlepszy widok na

klasztor Św. Pawła – taki jak na zdjęciu obok i na zbliżeniu poniżej. 

Athos296Big.jpg

W drodze powrotnej spotkałem na

mojej górskiej ścieżce do Agia Anna dwóch mnichów jadących na mikrych

konikach. Jak możecie sami dostrzec na takie okazje swoje czapki zamieniają

na kapelusze o szerokich rondach – dla ochrony przed słońcem, które nawet w

październiku silnie tu operuje. Przyznaje, że zrobiłem to zdjęcie bez

pytania o zgodę. I pewnie dzięki temu jest pełne życia…

Athos305big.jpg

 

Mnisi nie

pozwalają robić zdjęć we wnętrzach klasztornych kościołów. Ale refektarz, to

już co innego… Po powrocie do Agia Anna uczestniczyłem w długim

nabożeństwie z modlitwami i śpiewami. Po grecku oczywiście! Jedyne, co

zapamiętałem to wielokrotnie powtarzane “Kyrie elejson!”. A potem

przyprowadzono nas tutaj:

Athos277big.jpg

Te zdjęcia

dają wyobrażenie o tym, jak wspaniale dekorowane są klasztorne jadalnie.

Freski u św. Anny były świeżo odnowione. W większych klasztorach często są

one spatynowane, ale za to wielkie wrażenie robi wielkość sal – w Wielkiej

Ławrze czy Vatopedi są to prawdziwe hale…

Podobnie jak

noclegi także i posiłki oferowane są pielgrzymom bezpłatnie. Ale i tu

obowiązuje pewien szokujący rytuał: po modlitwie wszyscy jedzą w absolutnym

milczeniu. Jedzą tak długo, jak długo jeden z mnichów czyta tekst ze świętej

księgi. Gdy tylko skończy wszyscy wstają od stołu, następuje modlitwa i

wszyscy natychmiast opuszczają refektarz. Pierwszego dnia nie zdążyłem

skończyć i zjeść deseru, którym był plaster arbuza. 🙂

Menu jest

skromne i dzień w dzień takie same. Mnisi nie jedzą mięsa. Każdy dostaje

talerz ryżu lub makaronu posypanego tartym serem, talerzyk sałatki z

pomidorów lub papryki , plaster fety, chleb i kubek wody. W niektórych

klasztorach dodają do tego szklaneczkę wina domowej roboty…

Było nas dwóch

cudzoziemców (ja i sympatyczny starszy Niemiec) i pewnie ze dwudziestu

Greków. Wkrótce po posiłku oglądaliśmy z dziedzińca klasztorku wspaniały

zachód słońca za Półwyspem Sithonia:

Athos328Big.jpg

Jeden z

mnichów opowiadał (po grecku) o dziejach skitu św. Anny – w hierarchii

sub-klasztorów Półwyspu Athos zajmuje on pierwsze miejsce. Podlega

klasztorowi Wielka Ławra (Megistis Lavra). Zakonnicy zaofiarowali się

obudzić nas o 3 nad ranem, po to, abyśmy mogli przyjść na poranną liturgię,

która zaczyna się o godzinie 4.00…

Athos331Big.jpg


Płonęły świece. W kościele nie ma

oświetlenia elektrycznego. Bramę klasztoru zamknięto o 19.30 i położyliśmy

się spać. Nie była to dobra noc. Współlokatorzy – Grecy chrapali strasznie 

i dosłownie na wyścigi. Gdy przed czwartą poszli na swoją liturgię

odetchnąłem z ulgą: może jeszcze uda mi się w ciszy zdrzemnąć. Choć do

świtu!  Bo następnego dnia czekał mnie przecież  najtrudniejszy

etap: 7-godzinna wędrówka przez góry do klasztoru Megistis Lavra.