Togo – raport z podróży – Wojciech Dabrowski (Africa2000Tog_pl.htm)

Lome

czyli wszystko na głowie…1tog025.jpg (24001 bytes)

Od

roku  1960 Togo jest niepodległš republikš, zamieszkiwanš przez dwie główne

grupy plemienne: Ewe na południu i Kabre na północy. W sumie nieco ponad 4 miliony czarnych obywateli…  Na północy, gdzie w Valle de Tamberma można zobaczyć na

wsi ciekawe domy-twierdze nie byłem – to około 400 kilometrów w jednš stronę, a nie

chciałem przedłużać wizy. Zatrzymałem się w stolicy – Lome, gdzie w pobliżu plaży

znaleŸć można tani, postkolonialny hotelik “Le Galion”  Trochę

zapuszczony, ale ma swojš atmosferę…   Za pokój z prysznicem i wiatrakiem

 płacę 6500 CFA.  Do tego można za 1000 zamówić pożywne œniadanie… 

Centralnym

punktem stolicy jest wysadzany cienistymi drzewami Plac Niepodległoœci z ładnym

pomnikiem na œrodku i strzelistym wieżowcem bodaj najdroższego w Lome hotelu “2

Fevrier”. Wiem, że najlepszy widok na miasto roztacza się z najwyższego piętra tego

hotelu: tam – na trzydziestym pištym piętrze jest elegancka restauracja…  Obok

czarnego portiera wypada zdecydowanie przejœć do windy…  I choć mój strój

raczej nie wyglšdał na taki w którym chodzi się do ekskluzywnych lokali udało mi się

wjechać na górę i uœmiechnšwszy się do kelnerki  wejœć na salę.  Szyby

w oknach restauracji na górze okazały się nieco brudne, ale widok jest rzeczywiœcie

rozległy…

W nowym budynku

po drugiej stronie placu odnajduję muzeum narodowe. Dlaczego zamknięte? – Wszyscy

poszli po wypłatę!  Niech pan przyjdzie po południu!  No tak, zapomniałem,

że to Afryka…

1tog019.jpg (13403 bytes)

1tog018.jpg (8121 bytes)
Lome ma tš przewagę nad

innymi stolicami leżšcymi na wybrzeżu Zatoki Gwinejskiej, że może się poszczycić

zupełnie przyzwoitym nadmorskim bulwarem, przebiegajšcym wzdłuż szerokiej piaszczystej

plaży. Można tam nie tylko pospacerować wzdłuż szpaleru malowniczych palm ale

popatrzeć także na pracę czarnych rybaków, których dwie grupy,  odległe od

siebie o kilkaset metrów godzinami cišgnš linami w kierunku lšdu zarzuconš daleko w

morzu sieć. Gorzej z kšpielš – znawcy przedmiotu nie radzš zapuszczać się na

głębokš wodę ze względu na występujšce tu silne pršdy. Nocne spacery po plaży

raczej odradzam…

Yovo! Yovo!- Biały! –

pokazujš mnie sobie  palcami dzieciaki. Nie ma się co obrażać… To tak jakby w

małym polskim miasteczku na ulicy pokazał sie Murzyn. A tutaj to właœnie ja jestem

egzotyczny…

Z tyłu za

katedrš pracujš na chodniku doœć natarczywi waluciarze. Najlepiej przywieŸć tu

franki francuskie – kurs miejscowej waluty CFA (frank Zachodniej Afryki) jest

niezmienny: 1 do 100 i kiedy w dodatku wymienia się banknot po banknocie to czarny

spryciarz ma małe szanse aby nas oszukać…

Wnętrze samej katedry Notre Dame jest

raczej skromne. W pierwszych rzędach ławek modli się kilka Murzynek. Ale kiedy cofam

się pod organy dla zrobienia zdjęcia okazuje się, że w ostatnich ławkach równie

liczna grupa œpi wycišgnięta pokotem na ławkach.    Cóż, zapewne

przyjemnie schronić się w grubych murach œwištyni przed panujšcym na zewnštrz

upałem…  

1tog024.jpg (17374 bytes)

Stołeczny

bazar wypełnia szczelnie wszystkie uliczki otaczajšce katedrę. Tłoczno tu i kolorowo.

Setki kramów i stoisk i… żadnego białego w polu widzenia… 

Towar przenosi się

najczęœciej na głowach. Sterty materiałów, talerzy, miski z gotowymi potrawami…

Naręcza bagietek i wiaderka wypełnione wodš. Czasami taszczona na głowie sterta ma

wręcz monstrualne rozmiary, przystaję wtedy w niemym podziwie. Jak ta czarna dziewczyna

może nieœć takš piramidę pełnych misek podtrzymujšc rękš tylko tš pierwszš?

    

Do bazaru należy także

trzypiętrowa hala, ale jest właœnie remontowana, pewnie dlatego w uliczkach jest tak

tłoczno i można w nich znaleŸć nawet oszklone gabloty ze złotš biżuteriš…

1tog028.jpg (20877 bytes)

1tog027.jpg (21297 bytes)

Nie, nie

lubiš się fotografować. Gdy przekupka dostrzega, ze celuję w niš obiektywem z reguły

odwraca się albo wykrzykuje “Cadeau, cadeau!” – co oznacza, że za zrobienie

zdjęcia będę musiał zapłacić. Ale mam na nie swoje sposoby…  Przystaję.

Przez pierwsze trzy minuty przypatrujš mi się uważnie. Co ten yovo kombinuje?

  Potem powoli staję się częœciš tego tłumu. Wtedy można dyskretnie podnieœć

aparat i pstryknšć raz i drugi…

1tog020.jpg (26688 bytes)

Najbardziej

niezwykłym miejscem w Lome z punktu widzenia turysty jest bez wštpienia ukryty gdzieœ

na przedmieœciu Akodessewa “Marche des Feticheurs” – specjalny bazar na

którym sprzedaje się fetysze i lekarstwa na wszelkie dolegliwoœci.  Za

“moto”   do Akodessewy trzeba zapłacić aż 350 franków.  Trochę

nieswojo mi się robi, gdy pod koniec trasy skuter zjeżdża z utwardzonej ulicy między

jakieœ rudery, na pełnš kurzu piaszczystš drogę, by zostawić mnie w końcu przy

czymœ, co w Europie nazwane by było zapewne  wysypiskiem œmieci. To tam!-pokazuje

kierowca. Idę…

1tog023.jpg (36284 bytes)

Niewielki piaszczysty placyk

otoczony jest rzędem cuchnšcych straganów wypełnionych zasuszonymi zwierzęcymi

głowami, skórami, koœćmi niewiadomego pochodzenia i temu podobnymi akcesoriami. -Za

pięć tysięcy oprowadzę pana dookoła i będzie pan mógł zrobić zdjęcia! – dopada

mnie już na wstępie jakiœ przewodnik-amator. –Dziękuję! Dam sobie radę!

      Kurz podnoszony przez goršcy wiatr, palšce słońce i co

najmniej podejrzana okolica – to sceneria w której oglšdałem “Marche des

Feticheurs”…

1tog022.jpg (19611 bytes)

        Na jednym z kramów bazaru fetyszów

zauważyłem ciekawe rzeŸby z drewna – to dla turystów, którzy – zwabieni

niezwykłoœciš miejsca- pojawiajš się tu coraz częœciej

Jakiœ “doktor medycyny

naturalnej” z pierwszego straganu zaprasza mnie na zaplecze swojego stoiska ofiarowujšc

się bezpłatnie wyjaœnić mi znaczenie sprzedawanych tu fetyszy i amuletów. Siadamy

przed małym ołtarzem voodoo i czarny “doktor” wycišga swoje skarby.   -Ten

miniaturowy drewniany ludzik to fetysz podróżników. Yovo często go kupujš… Trzeba

trzy razy mu szepnšć: -Ty jesteœ mój podróżny amulet!  i wetknšć patyczek, co

wisi na sznurku w brzuch ludzika.  Będzie cię od tej chwili strzegł w

podróży!   Z kolei płaskie jak kieszonkowy zegarek nasienie hebanowca

sprowadza na właœciciela dobry sen i wzmacnia zdolnoœci intelektualne… – tylko 10

tysięcy! 

Magicznych preparatów

i przedmiotów jest więcej… Korzeń jakiegoœ drzewa, jeœli go œcierać i dodawać do

potraw zapewni męskš potencję aż do białego rana.    A laleczka ozdobiona

piórami będzie strzegła twojego domu i rodzinnego szczęœcia. No i jest jeszcze fetysz

“pokochasz mnie”. Skrop go twoimi ulubionymi perfumami szepczšc imiona: twoje i jej.

Przy następnym spotkaniu, gdy tylko podasz jej rękę fetysz przekaże jej twój tajemny

urok…

1tog021.jpg (26548 bytes)

Po takim seansie trudno mi się

wykręcić od zakupu fetysza. Biorę w końcu za 1000 “amulet ogólnego szczęœcia”

– zaszyte w skórze zioła z naklejonymi dwiema muszelkami kaori. Mój guru nadaje mu

przed ołtarzem specjalnš moc i zwalnia mnie z dalszego wykładu… Czyżby chodziło mu

tylko o pienišdze?

Syn

szamana liczšc na napiwek oprowadza mnie wzdłuż targowych kramów osłaniajšc przed

żšdaniami zapłaty za robienie zdjęć. Czego tu nie ma! Zwierzęce głowy i odwłoki,

skóry drapieżników, czaszki małp i koœci słonia. Zasuszone koty i węże. Drewniane

figurki, głowy krokodyli i jakieœ korzenie. A nad tym wszystkim unosi się okrutny fetor

prymitywnej garbarni. Nic dziwnego, że już po kwadransie dziękuję i uciekam.

1tog017.jpg (5728 bytes)

Mój “amulet ogólnego

szczęœcia”

Co zapamiętam z Togo poza

fetyszami?   Setki małych dzieci przytroczonych do matczynych pleców i…

piwo. W porównaniu z Zachodniš Europš, czy Amerykš napój ten w Krajach Zachodniej

Afryki nie jest wcale drogi – popularna tu butelka o pojemnoœci 0,66l (większa od

naszych!) kosztuje około 600 CFA czyli równowartoœć 90 centów USA.  Piwo afrykańskie

jest przy tym zupełnie niezłe, szczególnie smakuje w upalny dzień, gdy podajš je z chłodniczej

szafy… Polecam!

Co jeszcze

warto zobaczyć nad morzem, na południu kraju?  Wjeżdżajšc do Togo z Beninu

przejeżdżałem przez Aneho – niewielkš nadmorskš mieœcinę, która do 1920 roku była

stolicš kolonii.  Poza kilkoma starymi budynkami przy przelotowej ulicy i łachami

piachu u ujœcia rzeki nie ma tam jednak nic do zobaczenia…

1tog029.jpg (15074 bytes)

Z Lome jest zaledwie kilka

kilometrów głównš szosš do granicy Ghany – praktycznie można dojœć na

piechotę.  Tylko po co się bez potrzeby pocić w tropikalnym upale pod ciężarem

plecaka?  Za równowartoœć jednej złotówki skuterowa taksówka czyli

“moto” dowiezie was do samego szlabanu…  Był wczesny poranek, gdy

wyruszyłem w drogę…   Dziewczynka sprzedajšca na rogu obrane pamarańcze z

żalem odprowadzała mnie wzrokiem – przez dwa dni byłem chyba jej najwierniejszym

klientem…   Aż trzydzieœci pomarańcz za dolara !   Można poszaleć

!…

                                                                    Wojciech

  Dšbrowski