Lome
czyli wszystko na głowie…
Od
roku 1960 Togo jest niepodległš republikš, zamieszkiwanš przez dwie główne
grupy plemienne: Ewe na południu i Kabre na północy. W sumie nieco ponad 4 miliony czarnych obywateli… Na północy, gdzie w Valle de Tamberma można zobaczyć na
wsi ciekawe domy-twierdze nie byłem – to około 400 kilometrów w jednš stronę, a nie
chciałem przedłużać wizy. Zatrzymałem się w stolicy – Lome, gdzie w pobliżu plaży
znaleć można tani, postkolonialny hotelik “Le Galion” Trochę
zapuszczony, ale ma swojš atmosferę… Za pokój z prysznicem i wiatrakiem
płacę 6500 CFA. Do tego można za 1000 zamówić pożywne niadanie…
punktem stolicy jest wysadzany cienistymi drzewami Plac Niepodległoci z ładnym
pomnikiem na rodku i strzelistym wieżowcem bodaj najdroższego w Lome hotelu 2
Fevrier. Wiem, że najlepszy widok na miasto roztacza się z najwyższego piętra tego
hotelu: tam – na trzydziestym pištym piętrze jest elegancka restauracja… Obok
czarnego portiera wypada zdecydowanie przejć do windy… I choć mój strój
raczej nie wyglšdał na taki w którym chodzi się do ekskluzywnych lokali udało mi się
wjechać na górę i umiechnšwszy się do kelnerki wejć na salę. Szyby
w oknach restauracji na górze okazały się nieco brudne, ale widok jest rzeczywicie
rozległy…
W nowym budynku
po drugiej stronie placu odnajduję muzeum narodowe. Dlaczego zamknięte? Wszyscy
poszli po wypłatę! Niech pan przyjdzie po południu! No tak, zapomniałem,
że to Afryka…


innymi stolicami leżšcymi na wybrzeżu Zatoki Gwinejskiej, że może się poszczycić
zupełnie przyzwoitym nadmorskim bulwarem, przebiegajšcym wzdłuż szerokiej piaszczystej
plaży. Można tam nie tylko pospacerować wzdłuż szpaleru malowniczych palm ale
popatrzeć także na pracę czarnych rybaków, których dwie grupy, odległe od
siebie o kilkaset metrów godzinami cišgnš linami w kierunku lšdu zarzuconš daleko w
morzu sieć. Gorzej z kšpielš znawcy przedmiotu nie radzš zapuszczać się na
głębokš wodę ze względu na występujšce tu silne pršdy. Nocne spacery po plaży
raczej odradzam…
pokazujš mnie sobie palcami dzieciaki. Nie ma się co obrażać… To tak jakby w
małym polskim miasteczku na ulicy pokazał sie Murzyn. A tutaj to włanie ja jestem
egzotyczny…
Z tyłu za
katedrš pracujš na chodniku doć natarczywi waluciarze. Najlepiej przywieć tu
franki francuskie kurs miejscowej waluty CFA (frank Zachodniej Afryki) jest
niezmienny: 1 do 100 i kiedy w dodatku wymienia się banknot po banknocie to czarny
spryciarz ma małe szanse aby nas oszukać…
Wnętrze samej katedry Notre Dame jest
raczej skromne. W pierwszych rzędach ławek modli się kilka Murzynek. Ale kiedy cofam
się pod organy dla zrobienia zdjęcia okazuje się, że w ostatnich ławkach równie
liczna grupa pi wycišgnięta pokotem na ławkach. Cóż, zapewne
przyjemnie schronić się w grubych murach wištyni przed panujšcym na zewnštrz
upałem…

Stołeczny
bazar wypełnia szczelnie wszystkie uliczki otaczajšce katedrę. Tłoczno tu i kolorowo.
Setki kramów i stoisk i… żadnego białego w polu widzenia…
Towar przenosi się
najczęciej na głowach. Sterty materiałów, talerzy, miski z gotowymi potrawami…
Naręcza bagietek i wiaderka wypełnione wodš. Czasami taszczona na głowie sterta ma
wręcz monstrualne rozmiary, przystaję wtedy w niemym podziwie. Jak ta czarna dziewczyna
może nieć takš piramidę pełnych misek podtrzymujšc rękš tylko tš pierwszš?
Do bazaru należy także
trzypiętrowa hala, ale jest włanie remontowana, pewnie dlatego w uliczkach jest tak
tłoczno i można w nich znaleć nawet oszklone gabloty ze złotš biżuteriš…


Nie, nie
lubiš się fotografować. Gdy przekupka dostrzega, ze celuję w niš obiektywem z reguły
odwraca się albo wykrzykuje Cadeau, cadeau! co oznacza, że za zrobienie
zdjęcia będę musiał zapłacić. Ale mam na nie swoje sposoby… Przystaję.
Przez pierwsze trzy minuty przypatrujš mi się uważnie. Co ten yovo kombinuje?
Potem powoli staję się częciš tego tłumu. Wtedy można dyskretnie podnieć
aparat i pstryknšć raz i drugi…

niezwykłym miejscem w Lome z punktu widzenia turysty jest bez wštpienia ukryty gdzie
na przedmieciu Akodessewa “Marche des Feticheurs” specjalny bazar na
którym sprzedaje się fetysze i lekarstwa na wszelkie dolegliwoci. Za
“moto” do Akodessewy trzeba zapłacić aż 350 franków. Trochę
nieswojo mi się robi, gdy pod koniec trasy skuter zjeżdża z utwardzonej ulicy między
jakie rudery, na pełnš kurzu piaszczystš drogę, by zostawić mnie w końcu przy
czym, co w Europie nazwane by było zapewne wysypiskiem mieci. To tam!-pokazuje
kierowca. Idę…

otoczony jest rzędem cuchnšcych straganów wypełnionych zasuszonymi zwierzęcymi
głowami, skórami, koćmi niewiadomego pochodzenia i temu podobnymi akcesoriami. -Za
pięć tysięcy oprowadzę pana dookoła i będzie pan mógł zrobić zdjęcia! dopada
mnie już na wstępie jaki przewodnik-amator. Dziękuję! Dam sobie radę!
Kurz podnoszony przez goršcy wiatr, palšce słońce i co
najmniej podejrzana okolica – to sceneria w której oglšdałem “Marche des
Feticheurs”…

Na jednym z kramów bazaru fetyszów
zauważyłem ciekawe rzeby z drewna – to dla turystów, którzy – zwabieni
niezwykłociš miejsca- pojawiajš się tu coraz częciej
Jaki doktor medycyny
naturalnej z pierwszego straganu zaprasza mnie na zaplecze swojego stoiska ofiarowujšc
się bezpłatnie wyjanić mi znaczenie sprzedawanych tu fetyszy i amuletów. Siadamy
przed małym ołtarzem voodoo i czarny doktor wycišga swoje skarby. -Ten
miniaturowy drewniany ludzik to fetysz podróżników. Yovo często go kupujš… Trzeba
trzy razy mu szepnšć: -Ty jeste mój podróżny amulet! i wetknšć patyczek, co
wisi na sznurku w brzuch ludzika. Będzie cię od tej chwili strzegł w
podróży! Z kolei płaskie jak kieszonkowy zegarek nasienie hebanowca
sprowadza na właciciela dobry sen i wzmacnia zdolnoci intelektualne… tylko 10
tysięcy!
i przedmiotów jest więcej… Korzeń jakiego drzewa, jeli go cierać i dodawać do
potraw zapewni męskš potencję aż do białego rana. A laleczka ozdobiona
piórami będzie strzegła twojego domu i rodzinnego szczęcia. No i jest jeszcze fetysz
pokochasz mnie. Skrop go twoimi ulubionymi perfumami szepczšc imiona: twoje i jej.
Przy następnym spotkaniu, gdy tylko podasz jej rękę fetysz przekaże jej twój tajemny
urok…

wykręcić od zakupu fetysza. Biorę w końcu za 1000 amulet ogólnego szczęcia
zaszyte w skórze zioła z naklejonymi dwiema muszelkami kaori. Mój guru nadaje mu
przed ołtarzem specjalnš moc i zwalnia mnie z dalszego wykładu… Czyżby chodziło mu
tylko o pienišdze?
Syn
szamana liczšc na napiwek oprowadza mnie wzdłuż targowych kramów osłaniajšc przed
żšdaniami zapłaty za robienie zdjęć. Czego tu nie ma! Zwierzęce głowy i odwłoki,
skóry drapieżników, czaszki małp i koci słonia. Zasuszone koty i węże. Drewniane
figurki, głowy krokodyli i jakie korzenie. A nad tym wszystkim unosi się okrutny fetor
prymitywnej garbarni. Nic dziwnego, że już po kwadransie dziękuję i uciekam.

Mój amulet ogólnego
szczęcia
fetyszami? Setki małych dzieci przytroczonych do matczynych pleców i…
piwo. W porównaniu z Zachodniš Europš, czy Amerykš napój ten w Krajach Zachodniej
Afryki nie jest wcale drogi – popularna tu butelka o pojemnoci 0,66l (większa od
naszych!) kosztuje około 600 CFA czyli równowartoć 90 centów USA. Piwo afrykańskie
jest przy tym zupełnie niezłe, szczególnie smakuje w upalny dzień, gdy podajš je z chłodniczej
szafy… Polecam!
Co jeszcze
warto zobaczyć nad morzem, na południu kraju? Wjeżdżajšc do Togo z Beninu
przejeżdżałem przez Aneho – niewielkš nadmorskš miecinę, która do 1920 roku była
stolicš kolonii. Poza kilkoma starymi budynkami przy przelotowej ulicy i łachami
piachu u ujcia rzeki nie ma tam jednak nic do zobaczenia…

kilometrów głównš szosš do granicy Ghany – praktycznie można dojć na
piechotę. Tylko po co się bez potrzeby pocić w tropikalnym upale pod ciężarem
plecaka? Za równowartoć jednej złotówki skuterowa taksówka czyli
“moto” dowiezie was do samego szlabanu… Był wczesny poranek, gdy
wyruszyłem w drogę… Dziewczynka sprzedajšca na rogu obrane pamarańcze z
żalem odprowadzała mnie wzrokiem – przez dwa dni byłem chyba jej najwierniejszym
klientem… Aż trzydzieci pomarańcz za dolara ! Można poszaleć
!…
Wojciech
Dšbrowski
do