Mali – raport z podróży  cz.III- Wojciech Dabrowski (Africa2000Mali-Cpl.htm)

Czerwona linia łšczšca na mapie stolicę kraju –

Bamako z Gao to najlepsza szosa tego kraju.  Pokryta jest nawet asfaltem.  Mopti

nie leży przy samej szosie. Aby znaleŸć się na magistrali trzeba przejechać najpierw

lokalnym transportem do Sevare – miasteczka na skrzyżowaniu szlaków. Tam znalazłem

sfatygowany minibus jadšcy w kierunku Djenne (Dżenne) – historycznej miejscowoœci

leżšcej w centralnej częœci

kraju.  Spieszyłem się – musiałem zdšżyć na słynny targ, który odbywa się

tam w każdy poniedziałek.  Płacę 1500 CFA za bilet i 500 za plecak, który

pojedzie na dachu. -O której odjazd? Jak będzie pełny!  Może dopiero pod

wieczór…  Doœć długo kompletujemy pasażerów… 

W końcu jednak

ruszyliœmy. Po dwóch godzinach jazdy okazało się, że minibus wcale nie jedzie do

samego Djenne ale do wioski Carefour na skrzyżowaniu dróg. Tu trzeba było skręcić w

prawo i przejechać jeszcze 27 km…  Ale  minibus jechał prosto… 

Zostawili nas przy kilku takich gliniakach w rozedrganym od goršca powietrzu. Uciekać do

cienia czy stać przy drodze w trudnym do zniesienia skwarze malijskiego południa z

nadziejš że jednak coœ nadjedzie???

Na szczęœcie po jakichœ

dwóch kwadransach “coœ” nadjechało. Miało na dachu takš furę bagażu, że

dziwiłem się, że na zakrętach się nie przewraca.  Z braku innych możliwoœci

mój plecak przytroczono z przodu – nad szoferkš. A ja zostałem wciœnięty do wnętrza

przez tylne drzwi – ponad wysokim rzędem ostatnich siedzeń. Kilka razy gubiliœmy z

dachu jakieœ pakunki i zawiništka. Ale generalnie wszystko było dobrze aż do promu –

bo tam trzeba było “rozpakować” wóz z pasażerów: płaczšcych dzieci,

czarnych staruszek i domowego ptactwa.     Po drugiej stronie rzeki

dziarsko skoczyłem do tylnych drzwi i dzięki nabytej wczeœniej wprawie udało mi się

zdobyć miejsce na którym siedziało się oboma poœladkami !!!    Mała

rzecz a cieszy!

Wybór hoteli w

Djenne jest niewielki. Najtańszy jest “Chez Baba” (“U Baby”) , gdzie

za spanie na materacu rozłożonym w obskurnym gliniaku na podłodze biorš 2500

CFA.  Prysznic w podwórku. Ponieważ po ostatnich przygodach muszę się szybko

domyć i doprać decyduję się na nieco wyższš kategorię:  – “Le

Campement” za stylowš bramš –  takš jak na zdjęciu, gdzie za pokój z

wiatrakiem i prysznicem płacę 13.000 CFA. Duża butelka zimnego piwa kosztuje tu 1000

CFA – jak szaleć to szaleć!

1mali145p.jpg (20866 bytes)

Widziałem

wczeœniej w Mali takie dwukółki cišgnione przez osły i wielbłšdy. Ale woły w

zaprzęgu zobaczyłem po raz pierwszy… Wiozły na targ worki z prosem – powszechnie

uprawianym tu zbożem.

O Djenne piszš w

przewodnikach, że to najstarszy i robišcy największe wrażenie z starych oœrodków

handlowych Mali.  Sš tacy, którzy twierdzš, że to najstarsze miasto Afryki

Zachodniej.  Jego największy rozkwit przypadł na XV i XVI wiek. 

Djenne ma swój nastrój. W kilku miejscach

z wnętrza gliniaków dochodzi monotonna recytacja chóru dzieciecych głosów. To

koraniczny szkoły. Gdzie indziej widzę jak na drewnianych tabliczkach dzieci wypisujš

arabskie hieroglify… Ale œledzi mnie zły wzrok nauczyciela… Nawet nie próbuję

wycišgać aparatu…

1mali140p.jpg (10123 bytes)

1mali156p.jpg (18564 bytes)

Miejscowa

“uliczna gastronomia” działa nie tylko na potrzeby przechodniów, ale także i

sšsiadów. Ta czarna kobieta piecze na  tłuszczu rodzaj pšczków bez nadzienia,

które mogš byc pożywnym i co ważne – bezpiecznym posiłkiem także dla europejskiego

trampa.

Labirynt uliczek

jest tak gęsty i zagmatwany, że zamiast biedzić się nad kiepskim planem starego Djenne

lepiej zawołać kilkuletniego chłopca, dać mu 500 afrykańskich franków czyli

niecałego dolara (cena wywoławcza wynosiła 3000) i poprosić, aby poprowadził was

wšskimi uliczkami do tych miejsc, które warte sš zobaczenia. Nie ma ich zresztš tak

wiele: dom imama, dom szefa wioski, tradycyjny warsztat jubilerski, jakiœ pałacyk,

który ma okna w marokańskim stylu… Œrodkiem wšskiej uliczki czasem płynie

strumychek cuchnšcych œcieków. Czasem trzeba ustšpić drogi człapišcemu

osiołkowi…

Tubabu!

Biały! -wołajš za mnš dzieciaki. A ja do nich: -Farafi! Czarny!- co w pierwszym

momencie wywołuje konsternację, a potem zyczliwy œmiech.

1mali157p.jpg (8334 bytes)

1mali144p.jpg (19928 bytes)

Naprzeciwko

Wielkiego Meczetu we wszystkie dni tygodnia funkcjonuje otoczony glinianym murem  

miniaturowy rynek, na którym czarne kobiety sprzedajš głównie warzywa i owoce, ale

także używane ciuchy.    Z tyłu za rynkiem w bocznej uliczce znalazłem

pracujšcego na chodniku szewca, który pozbijał i posklejał moje pionierki, którym w

tym wœciekłym upale zaczęły odchodzić podeszwy…

 1mali141p.jpg (11588 bytes)

Ulice miasteczka

sš barwne i ciekawe.  Ale prawdziwš dumš i chwałš Djenne jest Wielki Meczet –

bezdyskusyjnie najpiękniejsza budowla Mali. Niezwykła, bo wzniesiona przecież z gliny.

Ponoć największa gliniana budowla œwiata…  Dršgi wystajšce ze

œcian wzmacniajš konstrukcję i przydajš się bardzo podczas naprawy œcian, bo

choć rzadko to deszcze jednak przychodzš i rozmywajš gliniane œciany…

Kolor tych œcian

sprawia, że przy odrobinie wyobraŸni można skojarzyć tš budowlę z gigantycznym

zamkiem z piasku wzniesionym dla zabawy przez jakiegoœ zdzieciniałego olbrzyma… 

Niestety niewierni nie mogš wchodzić do

wnętrza meczetu. Informujš o tym tablice ustawione przy wszystkich wejœciach. Podobno

kiedyœ mogli, ale jakiœ włoski projektant mody przywiózł tu pewnego dnia swoje

modelki, aby sfotografować je w niezwykłej scenerii Djenne – również na dziedzińcu

meczetu. Jego poczynania tak zbulwersowały miejscowš społecznoœć, że od tamtego

wydarzenia kategorycznie zabroniono białym wstępu do meczetu.

Ale naprzeciwko lewego frontowego narożnika

meczetu jest piętrowy dom, którego właœciciele za 500 “afrykanów” od osoby

chętnie wpuszczš was na dachowy taras. Stamtšd można zrobić takie zdjęcie jak

właœnie to. 500 CFA to dwie butelki zimnej koki, które w tym suchym upale bardzo się

liczš. Ale warto chyba z nich zrezygnować…

1mali142p.jpg (13157 bytes)

1mali143p.jpg (15556 bytes)  1mali152p.jpg (28086 bytes)

Dwa zdjęcia

zrobione z tego samego miejsca.  Plac przed meczetem w zwykły dzień jest niemal

pusty i pełni rolę przystanku minibusowego. W poniedziałek krajobraz zmienia się

diametralnie – na placu pojawia się morze straganów  przez które w kurzu i

spiekocie płynie barwny tłum…

Zatrzymany w kadrze

poniedziałkowy poranek…  Dla mnie to na pewno jeden z najciekawszych 

obrazów tej podróży.  Wysokie mury meczetu przypominajš warowne zamczysko

którego dziwaczne wieże strzelajš swoimi szpicami w bezchmurne niebo. A pod nimi –

barwny i falujšcy tłum…

1mali150p.jpg (20706 bytes)

1mali148p.jpg (25446 bytes)     1mali153p.jpg (24497 bytes)
Dorodne pomidory

sprzedajš po 25 CFA. (Myjcie  je  i obierajcie skórki – lepiej dmuchać na

zimne!)   Za stufrankowš monetę dostać można także 4 dorodne mango, 4

pomarańcze lub 4 mandarynki. W osobnym kwartale rynku handluje się artykułami

zbożowymi: ryżem, prosem, kaszami. Jeszcze dalej niezbyt ładnie pachnš całe stosy

drobnych, suszonych ryb…  Pewnie złowione w Nigrze… Handlujš głównie kobiety

– możecie sobie wyobrazić, jaki panuje tu gwar ?

1mali149p.jpg (25077 bytes)

Starsi tubylcy chętnie je

żujš; podobno zawierajš kofeinę… 

Już wtedy, gdy

coca-cola była u nas symbolem “zgniłego”  kapitalizmu zastanawiałem się

skšd ta nazwa. Potem podczas pobytu w boliwijskim La Paz piłem wywar z liœci koki jako

œrodek na dolegliwoœci zwišzane z chorobš wysokoœciowš (La Paz leży prawie na

wysokoœci 4000 m). Orzechy z dzrewa cola, drugi składnik ekstraktu z którego

przyrzšdza się coca-colę zobaczyłem dopiero podczas tej podróży.  Majš

skórkę koloru wrzosu, którš łatwo daje się usunšć… 

1mali159p.jpg
1mali160p.jpg

Doskonałym punktem obserwacyjnym jest płaski dach piętrowego

glinianego domu, który stoi w linii zabudowań naprzeciw meczetu. Miejscowi też o tym

wiedzš i ustalili taryfę dla turystów za wejœcie do tego obserwatorium: 500

“afrykanów” – zgodzicie się chyba ze mnš, że warto zapłacić! 

Dysponujšc obiektywem o długiej ogniskowej można zarejestrować wiele ciekawych scen…

1mali146p.jpg (20484 bytes)

Znacznie trudniej

jest robić zdjęcia na dole.  Reakcja na kazde podniesienie aparatu do oka może

być domaganie sie pieniędzy. Łatwiej stanšć w przepływajacym tłumie i czekać, aż

ciekawy obiekt sam wejdzie w kadr…

W

sklepikach dostać można żywnoœć importowanš z Europy – m. in. konserwy mięsne,

rybki i nabiał i nie jest to takie drogie: kršżek topionych serków  kosztuje 750

CFA.

Zanim po południu

zaczšłem pakować plecak przyszedł moment refleksji: Djenne jest bez wštpienia

ciekawsze od Mopti.  A że leży nieco w bok od głównej, przelotowej szosy to bywa

mijane przez podróżników pędzšcych w kierunku lepiej znanych ciekawostek

turystycznych: Timbuktu i Kraju Dogonów.  Niesłusznie, na pewno warto zatrzymać

się tutaj na choćby jeden dzień. A jeœli się uda – to tak zaplanować podróż, aby

być tu w targowy poniedziałek, kiedy miasteczko tętni życiem i cieszy oczy tym

kolorowym tłumem…  

1mali151p.jpg (16503 bytes)

Pewnie nie

uwierzycie, ale istnieje tu coœ takiego jak przedsprzedaż biletów na te minibusy –

rupiecie. W targowy dzień łatwo jest znaleŸć taki który jedzie aż do Bamako. Płacę

5000 CFA. Nikt nie jest w stanie powiedzieć, o której będziemy na miejscu. Godzina

odjazdu (14.00) za to będzie przekroczona – szczęœcie że tylko o 30 minut… 

Jedziemy… Zaraz na poczštku czeka nas przeprawa  promowa….

Do

stolicy ze cztery setki kilometrów. Za brudnymi szybami baobaby górujšce ponad

żwirowš półpustyniš, dziury w asfalcie,  całe karawany oœlich dwukółek

cišgnšcych szosš, które cierpliwie wyprzedzamy. Niezliczone posterunki celników i

żandarmerii.  Gdy o 20.00 stajemy na krótki popas w Segou za równowartoœć dolara

zjadam w ulicznej garkuchni  mojš skromnš kolację: bagietkę z margarynš

popijanš herbatš z mlekiem.  Bolš kolana wbite podczas jazdy w oparcie siedzenia

poprzednika.   Noc.   -Boże, to już 10 godzin w tym blaszanym

pudle!- konstatuję. Murzyn z prawej bezceremonialnie pokłada się na mnie jak na

poduszce…

Rozbudza nas

wszystkich niespodziewana atrakcja: płonšca na œrodku szosy ciężarówka. 

Gaœnice?   Nikt tu czegoœ takiego nie wozi, kochani to Afryka!  I już

myœlę, że postoimy w tym miejscu  kilka godzin aż tu nagle w naszego czarnego

kierowcę wstępuje duch kawalerzysty: skręca w płytki rów i zamiatajšc

reflektorami  żwirowe pustkowie usiane kępami suchych krzaków objeżdża łukiem

zablokowany odcinek szosy. W stłamszonym tłumie za jego plecami wyzwala to pomruk

uznania – moi czarni współpasażerowie widać też majš już doœć tej

podróży.  O drugiej w nocy przejeżdżamy przez most na Nigrze. Szybko przemierzamy

opustoszałe, szerokie ulice prowadzšce od ronda do ronda. To już Bamako

!

Bezceremonialnie

rozbudzamy stróża schroniska młodzieżowego. Maleńki pokoik z wiatrakiem przypomina

więziennš celę.  Ale ma działajšce gniazdko i kosztuje tylko 3000 CFA… 

Nie macie pojęcia jak po takich nocnych przejœciach, o trzeciej nad ranem smakuje kubek

goršcej herbaty!  Zwykła grzałka staje się wtedy skarbem!

Po kilku godzinach snu ruszam na miasto.

Takich eleganckich biurowców jest w nim tylko kilka i należš do banków…

A to stare,

kolonialne Bamako: ulice jeszcze bez nawierzchni, jednopiętrowe domy z zagraconymi

sklepikami na parterach.  Prowadzony przez Rosjan tani market spożywczy

AZAR…  Ale przy tej samej ulicy znalazłem także powiew nowoczesnoœci: rodzaj

internet cafe z której, płacšc 500 CFA wysłałem swoje maile do tych, którzy (jak

sšdziłem) czekali na nie w dalekim kraju. 

Na wzgórzu ponad

miastem (to od muzeum szosš w górę, ale pieszš wędrówkę w skwarze raczej

odradzam)  rozłożył się pałac prezydencki i kilka innych budynków rzšdowych.

Można tam wybrać się taksówkš (wytargowałem 2500 za powrotny kurs) ale nad miastem

wisiała mgiełka a i pejzaż nie jest wcale rewelacyjny – myœlę, że można to sobie

spokojnie darować…   Zabytków architektury w stolicy Mali  nie

znajdziecie wiele.  Pofrancuska, uboga  katedra (obok)  była akurat w

remoncie.  Warto zobaczyć muzeum narodowe z ciekawš kolekcjš historyczno –

etnograficznš (wstęp: 500 CFA, pocztówki po 250). Opisy tylko po francusku… 

Jest wreszcie

centrum rękodzieła artystycznego nazywane Maison des Artisans. Pod arkadami znajdziecie

tam sporo warsztatów i sklepików, gdzie pracujš rzemieœlnicy produkujšcy wyroby ze

złota i srebra, drewna, skóry, tkanin. Warto to spokojnie obejrzeć, ale odniosłem

wrażenie, ze sprzedawcy nie byli zbyt mili, gdy zorientowali  się, że nie nie mam

zamiaru nic kupować… Uważajcie też ze zdjęciami – jeden taki zrobił mi awanturę

mimo że fotografowałem sam budynek – z ludŸmi w dalekim planie… Bamako nie jest

przyjemnym miejscem…

1mali162p.jpg (15482 bytes)

Kramy zwykłego

bazaru, w których sprzedaje się żywnoœć i artykuły codziennego użytku po niedawnym

pożarze rynku gnieżdżš się teraz wokół Wielkiego Meczetu – stosunkowo nowej

budowli, której minarety wystajš ponad zabudowę.  Próbki cen: dorodna papaja –

250, 5 mandarynek – 100, 4 banany – 100, tyle samo za 4 duże mango. Jajko gotowane – 50,

bagietka – 120. Woda mineralna 1,5l – 500. Za przejazd taksówka po mieœcie płaci się

1000 CFA, ale wsiadajšc do taksówki trzeba koniecznie dać kierowcy do zrozumienia, że

znamy cennik i że nie damy się nacišgnšć…

1mali170p.jpg (21317 bytes)

 Wizę Gwinei

udało mi się uzyskać w cišgu jednego dnia w ambasadzie tego kraju, która jest

zlokalizowana w pobliżu muzeum.  Złożyłem rano paszport, 2 zdjęcia i aż 20

tysięcy “afrykanów”… Odebrałem wizę o 16.00. Następnego ranka na placu

odjazdowym przy Route de Guinee odnalazłem właœciwe bache  – jadšce do

granicznej wioski Kouremale.  W zakratowanym okienku zapłaciłem 2300 za siebie i

500 za plecak.   “Kasjer” nagryzmolił w kratkowanym zeszycie moje

nazwisko… 

Przed

ósmš zaczęli nas upychać na skrzyni: 14 osób na ławeczce wzdłuż burty + 3 dzieci

na rękach + 2 chłopaków na wstawionym w œrodek stołku + 2 tęgie baby obok kierowcy +

konduktor na tylnej klapie + 1 żywa koza na bagażniku…   Nie, nie zna Afryki

ten, kto nie przeżył jazdy takim afrykańskim bache !  

1mali167p.jpg (11392 bytes)

Sšdziłem, że

odległoœć 127 km do granicy pokonamy w jakieœ 3 godziny… Szutrowa droga, która

zaczyna się zaraz za rogatkš jest zaznaczona na afrykańskiej mapie Michelina

(najlepsza!) jako trasa widokowa.  I rzeczywiœcie, wzdłuż trasy cišgnie się

malowniczy klif z ostańcami szczególnie ciekawy w rejonie Siby. 

1mali168p.jpg (22172 bytes)

 Im bliżej

Gwinei, tym więcej w krajobrazie żywej zieleni, tym sympatyczniejsi ludzie w mijanych

wioskach złożonych z takich okršgłych chat.  Jedziemy bardzo wolno…  

Resory wyładowanego  ponad możliwoœci samochodu praktycznie nie działajš. 

A droga to piekielna “tarka” – czuje to doskonale moje siedzenie na twardej

ławce. Po godzinie wszyscy pokryci jesteœmy czerwonym pyłem jak pudrem. W każdej wsi

po drodze dolewamy wody do przegrzanej chłodnicy. Kilka razy stajemy w pustkowiu by

kierowca mógł pogrzebać w podwoziu… Udręczona koza siusia na Murzyna przez dziurę w

brezentowym daszku…   Afryka… 

1mali166p.jpg (20716 bytes)

A to przecież

jedyna magistrala drogowa łšczšca dwa duże afrykańskie państwa!  Miało

być  tylko 127 kilometrów!   Gdy minęła szósta godzina jazdy i

konduktor-obdartus oznajmił, że jeszcze tylko dwa kilometry do celu  miałem

ochotę go uœciskać… Busz po obu stronach drogi pachniał i dzwonił głosami cykad,

ptaków i czegoœ, czego nie znałem, a co było dŸwiękowš ilustracjš mojej wielkiej

afrykańskiej  przygody…

 

Używajšc tych przycisków można przejœć

do poprzednich krajów, które odwiedziłem w tej podróży:




gdzieœ tam u

krańca tej szutrowej  drogi kusiła nieznana i  tajemnicza Gwinea…  Ale

o tym już na kolejnej stronie…

Afrarrow.jpg (9045 bytes)do Gwinei