Gambia – raport z podróży – Wojciech Dabrowski (Africa2000Gambiapl.htm)

-Patrz,

zanim tu dotarłem przekroczyłem tyle afrykańskich granic i nigdzie nie kazano mi

otwierać mojego plecaka!  A ty chcesz zaglšdać do mojego bagażu?  Machnšł

w końcu rękš, plecak pozostał na dachu minibusu i wkrótce ruszyliœmy dalej. W

zatłoczonym pojeŸdzie jechały matki z małymi dziećmi. Te ostatnie czasem

popłakiwały. Gdy kobiety wychodziły z busu przywišzywały sobie dzieciaki na plecach.

Maluchy przestawały płakać… Widziałem tysišce afrykańskich kobiet pracujšcych,

podróżujšcych, plotkujšcych – z dzieciakami przytroczonymi na plecach. Zastanawiałem

się, czy jest im tam wygodnie, czy w tutejszym upale nie jest im duszno… Jedno było

pewne – te dzieci nigdy nie płakały, czuły się bezpiecznie…

Po gambijskiej

stronie granicy sš takie same dziury w asfalcie, jak po senegalskiej. Trzeba się na nowo

nauczyć przeliczać ceny… Gambia podobnie jak Ghana i Gwinea ma własnš walutę:

dalasi. Jak prawie wszędzie tak i na tej granicy spotkać było można wymieniaczy dewiz.

Tym razem najchętniej przyjmowane były dolary. Po targach zapłacili mi 11,5 dalasi za

USD. Nie wymieniałem dużej kwoty zdajšc sobie sprawę z tego, że w takich miejscach,

gdzie nie ma konkurencji z reguły płacš nieco mniej niż w mieœcie…

Słońce zaczęło

już opadać, gdy upchaliœmy się na powrót w naszej skrzypišcej i grzechoczšcej

landarze by ruszyć w Gambię. Chaty za oknem minibusu były gliniane jak w Gwinei, ale

obszerniejsze i prostokštne. Nieco inna kultura, inna strefa wpływów…  Od 1820

roku Gambia była brytyjskim protektoratem, a potem koloniš. W 1965 roku uzyskała

niepodległoœć, ale wcišż mówi się tu po angielsku, mimo, że wszystkie sšsiednie

kraje należš do strefy frankofońskiej… 

Gambia jest

jakieœ trzydzieœci razy mniejsza od Polski. Jeœli wzišć pod uwagę, że mieszka tu 1.2

miliona ludnoœci to okaże się że to jeden z najgęœciej zaludnionych krajów Czarnego

Kontynentu. Kraj rozcišgnšł się wzdłuż rzeki Gambia, ale większoœć ludnoœci

mieszka na wybrzeżu. Na wybrzeżu skupia się także większoœć atrakcji turystycznych.

We wnętrzu Gambii zainteresować mogš tylko wyprawy po rzece i prowincjonalne miasteczko

Basse Santa Su.

Węzłem komunikacyjnym

  i najważniejszym centrum handlowym kraiku nie jest wcale stolica ale miasto

Serekunda. Paradoksem jest, że owa Serekunda ma wšskie, zatłoczone uliczki przez które

z trudem przepychajš się pojazdy….

Zatrzymałem się w

hoteliku “Romana” w Bakau płacšc 200 dalasi za duży pokój z wiatrakiem i

łazienkš. Hotelik jest korzystnie zlokalizowany – o krok od supermarketu i warzywnego

bazaru.   Na południe od Banjulu cišgnie się wzdłuż wybrzeża łańcuch

miejscowoœci z ładnymi plażami: Kololi, Kotu, Fajara i Bakau. Ta ostatnia

miejscowoœć, najbliższa stolicy zachowała charakter rybackiej wioski – jest tu małe

molo, przy którym cumujš kutry…

Ale na plaży w

Bakau można także zobaczyć małe rybackie łodzie, które miejscowi wspólnymi siłami

wycišgajš na piasek gdy o czwartej czy pištej po południu wracajš z połowu. Te same

łodzie można bez trudu wynajšć na wycieczki wzdłuż wybrzeża – pływajš aż do

odciętej od œwiata rybackiej osady Ganjur przy senegalskiej granicy – tam nie docierajš

hordy turystów, a wodna droga jest dużo przyjemniejsza od tej wyboistej, lšdowej.

Gambia jest chyba

jedynym krajem Zachodniej Afryki do którego latajš czarterowe samoloty z Europy

Zachodniej. Zbudowano tam kilkanaœcie plażowych hoteli w których miejsca wykupujš

hurtem zachodnie firmy turystyczne. W Niemczech bez trudu można wykupić imprezę

“last minute” do Gambii (przelot i tydzień w hotelu) za 600 DEM.  Dla

trampa to wyjštkowo korzystna okazja – nawet wtedy, gdy wykorzysta tylko sam przelot…

Turyœci mieszkajš

w dobrze strzeżonych hotelach, do których nie majš wstępu ani czarne prostytutki ani

słynni czarni “beach boys”. Ci ostatni chętnie zawierajš znajomoœci z

turystkami z Europy Zachodniej, towarzyszš im na plaży i w kšpieli i gotowi sš

spełnić wszelkie inne życzenia – za odpowiedniš odpłatnoœciš… Usługi turystyczne

sš tu dobrze rozwinięte…   Ta pani na poczekaniu przyrzšdza owocowe soki…

Przeszedłem sobie plażš od

Kololi aż do Bakau. Mijałem night-cluby, plażowe bary oferujšce na zapleczu masaż,

stoiska z napojami i owocowymi sałatkami. Zaczepiały mnie czarne dziewczęta

(zrozumiałe!) ale i czarni chłopcy (nie rozumiem!) Na tych ostatnich znalazłem w końcu

sposób: gdy taki podchodził i mówił “hallo!” pogodnie i rzetelnie odpowiadałem: -Wiesz,

że jesteœ dwunastym bumsterem (tak ich nazywajš) który mnie dziœ zaczepia?…  Z

reguły od razu dawali mi spokój…  Ostatni  tego dnia miał numer 18…

Między wczasowymi miejscowoœciami wybrzeża

kursujš tu zbiorowe taksówki i minibusy, które za zryczałtowanš opłatš 2 dalasi

(bardzo tanio!) przewożš podróżnych – także cudzoziemców… Czasem trzeba się

przesišœć w Serekundzie – kierowca pokaże wtedy gdzie znaleŸć następny pojazd. Po

prostu macha się rękš na przejeżdżajšcy wehikuł i jeœli tylko ma miejsce to

staje…  Ludzie w Gambii sš generalnie mili i życzliwi – i tym lepsi w kontaktach

im rzadziej spotykajš turystów…   Tego jegomoœcia z bliska oraz inne

sympatyczne czarne twarze z trasy mojej podróży możecie zobaczyć na stronie LUDZIE  AFRYKI – zapraszam!.

1gamb039p.jpg (11048 bytes)

    1gamb040p.jpg (16670 bytes)

Stolicš małej Gambii jest

Banjul. Od strony lotniska i plaż wprowadza do miasta monumentalna brama – rodzaj łuku

triumfalnego w którym mieœci się nie tylko muzeum historyczno- etnograficzne ale i

kawiarnia na otwartym tarasie. Na rondzie przed bramš wzniesiono grób nieznanego

żołnierza…   Widzšc zaraz na wstępie takš budowlę turysta oczekuje, że za

bramš zobaczy jednš z najładniejszych stolic Afryki. Za chwilę przekonacie się, że

rzeczywistoœć jest nieco odmienna…

Przyportowa

dzielnica ze sklepami i składami ma w sobie jeszcze wcišż sporo z dawnej kolonialnej

elegancji. Zamieszkałem w pobliżu łuku triumfalnego w skromnym hotelu “Princess

Diana”.  Za skromny pokój z wentylatorem i natryskiem płaciłem 175 dalasi.

Wkrótce poznałem obowišzujšce w nim prawo: jak była woda w natrysku to nie było

œwiatła. A jak było œwiatło, to nie było wody…  Œwieczki dostawałem

gratis…

Wtłoczone

między rzekę, morze i poroœnięte mangrowcami bagna miasto nie jest duże

i z powodzeniem można je zwiedzać na piechotę. Z tego samego powodu

Banjul jest miejscem, gdzie łatwo i szybko załatwić można sobie wizy

innych afrykańskich krajów… Mieszczš się one najczęœciej w dawnych

kolonialnych rezydencjach…

 Ale o dwa kroki o nich

jest też nieco inny Banjul.  Boczne uliczki nie posiadajš tam nawierzchni. Wzdłuż

nich poprowadzono niezbyt ładnie pachnšce rowy œciekowe. Ponad dachy parterowych domów

wystajš pozbawione liœci korony baobabów – tak wyglšda Banjul poza centralnš

dzielnicš… Chodziłem tymi zaœmieconymi uliczkami nie czujšc żadnego

zagrożenia, także wieczorami… 

Życie miasta

koncentruje się wokół  bazaru, który nazywa się Albert Market!   Z

jednej strony bazaru jest poczta, a z drugiej – State House – siedziba prezydenta, której

nie wolno podglšdać, a co dopiero fotografować!…  Próbowałem sfotografować

inny, historyczny budynek z wieżš zegarowš – the Quadrangle, który stoi z tyłu za

katedrš. Nie było na nim żadnego szyldu…   Zostałem przyłapany na

goršcym uczynku przez tajnego agenta i musiałem gęsto się tłumaczyć…

 

Ceny

w Gambii sš nieco wyższe niż w krajach położonych na wschód: cola kosztuje 3 dalasi,

piwo – 10,  butla wody mineralnej – 10, bagietka – 2, jajko -2,  kršżek

serków – 10, kostka importowanej margaryny -10, mała konserwa mięsna też 10. Owoców o

dziwo nie sprzedajš tu na kupki albo na sztuki ale na europejskie kilogramy: za banany –

10, grapefruity – 5, mango – 20. Widać, że obecnoœć turystów zrobiła już swoje…

W pobliżu

plażowych hoteli zainstalowali się sprzedawcy pamištek, wisiorków, materiałów

drukowanych w barwne afrykańskie wzory…  Trzeba się targować… Bogaci urlopowicze

którzy przylatujš tu na tydzień wcale nie orientujš się w cenach i z reguły

przepłacajš…  Ceny kształtowane sš przez popyt, dlatego jeœli w planie waszej

wyprawy będš jeszcze inne afrykańskie kraje, to zakupy suwenirów lepiej zrobić gdzie

indziej…

Te owce i kozy

prowadzane ulicami stolicy i oferowane na sprzedaż nie wiedziały jeszcze co je czeka…

Następnego dnia mieliœmy obchodzić wielkie muzułmańskie œwięto Avir nazywane

popularnie Tabaski – jedno z najważniejszych religijnych œwišt w cišgu roku…

Ludzie

tego dnia ubierajš się odœwiętnie. Szczególnie wystrojone sš dzieci…

  Muzułmańska obyczajowoœć nakazuje, aby każda rodzina uœmierciła na ofiarę

przynajmniej jedno zwierzę. Uboższe rodziny zabijajš małš kozę, te większe i

zamożniejsze – nawet krowę – jak na zdjęciu obok. Mięso jest od razu przetwarzane i

zjadane… Przyglšdałem się kilku egzekucjom: wszystko działo się bardzo normalnie,

bez żadnego ceremoniału. Spętanemu zwierzęciu w banalny sposób podrzyna

się gardło,

krew płynie strumyczkiem do kanału œciekowego. Wykrojone połacie mięsa wędrujš do

kotła. Gambijczycy nie mieli nic przeciwko temu, że robiłem zdjęcia na ich

podwórkach. Pytałem też co zrobiš z takš iloœciš œwieżego mięsa. Przecież

statystycznie przez większš częœć doby  w mieœcie nie ma pršdu i nie

działajš lodówki, więc o przechowywaniu zapasów przez dłuższy czas nie ma mowy…

Większoœć zjemy, a resztę zaniesiemy do sšsiada, który ma japoński agregat –

zapewniali. 

Trochę na uboczu –

poza centrum miasta zbudowano wielki meczet… Bardzo fotogeniczna budowla… Gdy byłem

tam przed południem wokół nie było widać żywego ducha…  Nie zanosiło

się także

na jakieœ zbiorowe modły… Warto może wspomnieć, że islam w tutejszym wydaniu nie

jest  wcale taki ortodoksyjny, nie dostrzega się programowej niechęci do innowierców.

Za to wieczorem na placu

przed łukiem triumfalnym zaroiło się od odœwiętnie ubranych spacerowiczów.

Przy dŸwiękach afrykańskich bębnów odbywały się tam popisy tancerzy

przybranych w tradycyjne stroje i maski. Za wstęp pobierano jakšœ

symbolicznš opłatę. Co zamożniejsi obywatele stolicy rzucali potem

tancerzom demonstracyjnie dodatkowe datki. Poziom imprezy nie był

rewelacyjny, myœlę, że występowali amatorzy, ale publicznoœć reagowała

głoœno i bardzo spontanicznie – wyglšdało na to, że okazji do

podziwiania takich widowisk w cišgu roku majš raczej niewiele…

1gamb041p.jpg (13872 bytes)

1gamb036p.jpg (18468 bytes)

                   

Z policjš też

można się zaprzyjaŸnić. Nawet w Banjulu. -Prom na drugš stronę rzeki kursuje œrednio

co 2 godziny….   Zapłacisz 3 dalasi – informowali.  Po tamtej stronie będš czekały zbiorowe

taksówki i mikrobusy jadšce do senegalskiej granicy. Biorš po 10 dalasi od osoby.

  Potem musisz szukać transportu do miasta Kaolack – to będzie kosztowało jakieœ

1500 CFA. Za przejazd z Kaolack do Dakaru trzeba będzie zapłacić następne dwa tysišce!…

W œwięto Tabaski

nie sposób było wyruszyć w dalszš drogę – po prostu nie funkcjonowała żadna

komunikacja…  Wolne popołudnie spędziłem przy basenie w najlepszym hotelu

Banjulu.  Nazywa się Atlantic. Wprawdzie osoby które nie zamieszkujš w hotelu

powinny zapłacić za korzystanie z basenu  ale nie mogłem znaleŸć właœciwego

funkcjonariusza – pewnie też œwiętował… Moczyłem się zatem bezpłatnie w cieniu

palm i chwaliłem proroka, co wymyœlił œwięto Tabaski…

Używajšc tych

przycisków można przejœć do poprzednich krajów, które odwiedziłem w tej podróży:






Kolejnego dnia

wczeœnie rano pojawiłem się na promowej przystani. Bo podróż na północ rozpoczyna

się od przeprawy przez szerokie ujœcie rzeki Gambii…  Ale o tym już na kolejnej

stronie…

Afrarrow.jpg (9045 bytes)do Senegalu