Kraj Dogonów – raport z podróży  cz.III- Wojciech Dabrowski (Africa2000Dogon-Cpl.htm)

 wd    

Czy można przejœć wzdłuż całego uskoku “od krańca

do krańca” – zapytał mnie ktoœ po powrocie z podróży – oczywiœcie tak. Na mojej

mapce pokazane sš (aby nie zmniejszać jej czytelnoœci) tylko większe wioski – w

rzeczywistoœci jest ich dużo więcej. Oceniam, że na przejœcie całej długoœci

uskoku (135-150 km) dobry piechur potrzebowałby około dwóch tygodni.  Zatem jeœli

tylko nie jesteœcie ograniczeni  wyliczonymi dniami urlopu (jak ja) to taka

wędrówka może być wspaniałš przygodš. Tym bardziej że taki wariant umożliwi

dotarcie również do wiosek w północnej częœci uskoku, do których rzadko zaglšdajš

turyœci. Dla oszczędnoœci radziłbym wtedy nie brać wcale przewodnika lub wzišć go

jedynie na kilka pierwszych dni wędrówki, dopóki nie oswoicie się z otoczeniem i nie

poznacie miejscowych obyczajów…

Dekoracja rzeŸbiarska togin

zrobiła na mnie duże wrażenie. Przecież kiedy powstawała większoœć tych rzeŸb nie

było tu turystów. Te dzieła sztuki Dogoni tworzyli więc te rzeŸby sami dla siebie –

po to by przekazać potomnym legendy opowiadajšce o poczštkach tego ludu. Szokujšce

było dla mnie to zestawienie: wspaniała, tajemnicze i pełne ekspresji rzeŸby,  a

nad nimi prozaiczny dach ze strzechy. Obrazu dopełniało kilku staruszków, siedzšcych

pod dachem toginy wprost na piachu… Nie, nie pozwolili się sfotografować…

1dgn60p.jpg
1dgn61p.jpg
Osadzona w piachu wspaniała

sztuka Czarnej Afryki.  Myœlę, że niejednego bogatego kolekcjonera z zachodu stać

by było na kupienie takiego rzeŸbionego słupa. Dochody Dogonów sš tak niskie, że

suma którš mógłby zaofiarować za rzeŸbę przewyższyć by mogła roczne przychody

połowy wioski.  W ten sposób zresztš podobno wyjechało z kraju Dogonów wiele

rzeŸb, starych narzędzi i rzeŸbionych drzwi… Na szczęœcie wcišż jeszcze

jest  co oglšdać… 

Ważnym symbolem w kulturze Dogonów sš maski. Najważniejszš i

największš rozmiarami maskę zwanš iminiana przygotowuje się na obchodzone co

60 lat œwięto Sigu. Wysokoœć iminiany może osišgnšć nawet 10 metrów.

Przedstawia ona ponoć węża, w którego zamienił się po œmierci ten przodek, który

dał poczštek ludowi Dogonów.       

Prokreacja jest często przeplatajšcym się

tematem w mitologii Dogonów. Ważna jest ponoć także w ich obecnym życiu: pary

małżeńskie sš kreowane przez rodziców jeszcze przed osišgnięciem przez dzieci

dorosłoœci. Współżycie takich par  zaczyna się podobno bardzo wczeœnie, a

chłopak dopóki nie zostanie ojcem nie jest uważany za mężczyznę…  Mężczyzna

może mieć kilka żon i nikomu to nie przeszkadza… Ale w praktyce takie przypadki sš

rzadkie.

W wioskach mniej uczęszczanych

przez turystów czasami  można zobaczyć kobiety pracujšce z odkrytymi

piersiami… 

Piękna? 

Mnie też się podobała… Dałem jej do zrozumienia, że wcale nie zależy mi na tym,

aby ubierała górnš częœć swojej barwnej szaty… Niestety większoœć dogońskich

dziewczšt już wie, że za pozowanie można żšdać pieniędzy…  Na szczęœcie

ich honorarium jest znacznie niższe od takiego, które inkasujš europejskie

fotomodelki. Zapłaciłem z góry: “Sš sękšt” czyli 150 afrykańskich

franków – równowartoœć mniej więcej ćwierć dolara.  I nie

żałowałem…  Sztuka robienia takich zdjęć polega na tym, by spotkać

potencjalnš modelkę gdzieœ na uboczu – z dala od jej ziomków – w większym

towarzystwie dziewczyny się krępujš… 

Codziennie ponad dogońskimi

wioskami całymi godzinami niesie się dudnienie tłuczków uderzajšcych o drewniane

stępy. Taka stępa to tutaj sprzęt pierwszej potrzeby w każdym gospodarstwie domowym.

Do œrodka wsypuje się kilka garœci wysuszonych ziaren prosa lub kukurydzy. Potem

cierpliwie miażdży się ziarno uderzeniami tłuczka. Odsiewa w razie potrzeby otręby i

można robić kasze lub ciasto na placki… Tłuczkiem jest dršg o długoœci do dwóch

metrów. 

Kobiety

dogońskie odpowiadajš nie tylko za przygotowanie posiłków dla rodziny, ale również

za pełnš obsługę kuchni – także za przyniesienie i przygotowanie upału. Kilkakrotnie

widziałem tu kobiety dziarsko ršbišce szczapy drewna przy użyciu prymitywnych siekier.

Dlaczego prymitywnych?  Otóż te siekiery majš postać rozszerzonej na jednym

końcu drewnianej maczugi. W tym grubszym końcu zrobiony jest otwór do którego wstawia

się  żelazny obuch zakończony z przeciwnej strony ostrzem. Dzięki temu w

metalowej częœci siekiery nie trzeba wcale wykonywać skomplikowanego otworu na

rękojeœć… Obuch wstawia się do rękojeœci, a nie jak u nas – rękojeœć do

obucha.  Proste?   A nam wydaje się to prymitywne!

Wieczorem przed naszš chatš

postawili obok naftowej lampy michę gęstej, szarej  kaszy z prosa. Do tego był sos

z utłuczonymi liœćmi baobabu. Na deser Oumar rozbił twardy, wydłużony owoc baobabu.

W œrodku  sš nasiona w otoczce czegoœ, co przypomina kwaskowate, miękkie chrupki.

Właœnie to się zjada, wypluwajšc nasionko na piasek… 

Osły ryczš na pobudkę. Po nocy spędzonej w Ende

ruszyliœmy dalej wœród baobabów na południe – do dużej wsi Teli – gdzie podobno

często spotkać można turystów… Na całej naszej trasie widzieliœmy dwie grupki: raz

2, raz 3 osoby…

W Teli zamiast

małego Case de passage po raz pierwszy zobaczyliœmy prawdziwy zajazd dla

turystów, gdzie można było dostać coca-colę, piwo i inne zdobycze zachodniej

cywilizacji…  Po drabinie zrobionej z jednego pnia wylazłem na dach…

Popatrzcie…

   Ponad płaskie

dachy Teli wystajš zgrabne wieżyczki małego meczetu. Ale podnieœcie wzrok nieco wyżej

– tam pod klifem widać uczepione zbocza drugie, dawno opuszczone gliniano – kamienne

miasto.

Meczecik

w Teli wzniesiony jest współczeœnie, ale za to w tradycyjnym stylu Sahelu. Podobno

mniej więcej jedna trzecia liczacej 350 tysiecy populacji Dogonów wyznaje islam. Ale

odniosłem wrażenie, że nie sš oni zbyt gorliwymi wyznawcami tej religii – podczas wędrówki

rzadko zdarzało mi się  widzieć modlšcych się w cišgu dnia ludzi… W

przewodnikach piszš, że Dogoni przybyli w rejon Uskoku Bandiagara z otaczajšcych go równin

około 1300 roku uciekajšc przed ogarniajšcymi coraz większe połacie Afryki wyznawcami

religii Mahometa. Domy wzniesione pod œcianš uskoku, choć z daleka doskonale widoczne

  zapewniały lepsze warunki do obrony.

Zaczęliœmy się

wspinać kiepsko widocznš œcieżkš  prowadzšcš w górę – pod klif, by

przysišœć dla krótkiego odpoczynku na głazach przy pierwszych budowlach dawnej

wioski-warowni.  Patrzyłem teraz z góry na te wyrastajšce z żółtego piasku

baobaby, chłonšłem zapach dymu palenisk i przygotowywanych posiłków. 

Zgarniałem ze stron notatnika wszechobecny żółty pył. Spodnie i koszula też już

były żółte, ale nie było w czym ich uprać… Zresztš po co?  Po kolejnym dniu

znów przybiorš takš samš barwę…

 Zabytkowa wioska, do której wchodziliœmy warta była kilku

fotek.. 

1dgn75p.jpg
1dgn71p.jpg

Na kilku małych

tarasach pod klifem rozłożyły się dawne domostwa, kwadratowe wieże-spichrze, gliniane

ule i wreszcie dom hogona.  Hogon to duchowy przywódca Dogonów z kilku sšsiednich

wsi. Taki miejscowy czarownik. Przed jego domem było miejsce składania ofiar wyznaczone

przez symbol męskiej płodnoœci. Zwykli ludzie ze wsi składali ofiary o jeden taras

niżej. We wnękach skalnych w œcianie powyżej starej wioski chowano kolejnych

hogonów…  I dziœ Dogoni majš swoich hogonów, którzy sš wioskowymi

autorytetami i decydujš o przebiegu tradycyjnych ceremonii. Mieszkajš w zwykłych

chatach.  Oumar chciał nas do jednego zaprowadzić, ale akurat wyjechał…

Dogoni sš rolnikami i

rzemieœlnikami, ale dawniej dawniej byli także myœliwymi. Œwiadczš o tym trofea –

czaszki zwierzšt (głównie małp) przyklejone glinš do œciany przed domem

myœliwego.  Ja we współczesnym  Kraju Dogonów nie widziałem ani jednej

małpy. Nic dziwnego, że dziœ nie ma tu myœliwych – po prostu nie ma już na co

polować! 

Na œcianach

skał i domostw zobaczyć tu można także pieczołowicie odnawiane malowidła w kolorach

czerwonym, czarnym i białym. Ale ich symbolika jest dosyć skomplikowana, a miejscowi nie

potrafiš czy może nie chcš jej objaœniać…

Tup-tup, tup-tup – dudniš w

dole na zmianę stępy do miażdżenia ziarna. Bosonogie dzieci zbierajš na zboczu suche

gałęzie na opał…

A

wokół  przesłonięta przez pył harmattanu piaszczysta równina. Na skraju wioski

skupione wokół życiodajnej studni stado bydła – największe bogactwo Teli…  W

takim właœnie krajobrazie ruszyliœmy pieszo dalej – do Kani-Kombole.

Wracała od

studni z kalabaszowš skorupš na głowie. A w skorupie była cała sterta mokrego prania.

Jak to można utrzymać na głowie i jeszcze do tego maszerować z tym przez całš

wioskę wcale nie podtrzymujšc rękš takiego bagażu?  Okazuje się, że

można!  Aby zniwelować dolnš krzywiznę naczynia kobieta zwija najpierw w warkocz

swojš chustkę. Potem robi z niej kršżek i układa na głowie. Dopiero na takš

podstawkę ustawia się kalabaszowš skorupę… I idzie – wyprostowana jak struna. Nic

dziwnego, że tutejsze kobiety majš takie strzeliste sylwetki.  Polecam tš metodę

naszym paniom!   Na poczštek jakiœ obrotny biznesmen powinien zaimportować z

Mali sporš partię kalabaszowych skorup i w ramach promocji rozdawać je w supermarkecie

zamiast siatek na zakupy…  Dogonowie też skorzystajš – upłynniš nadprodukcję

kalabasza….

Aby wrócić do

cywilizowanego œwiata czyli do Bandiagary, a następnie do Mopti musieliœmy wspišć

się teraz ponownie na górnš krawędŸ uskoku. Popatrzcie na  mapkę Z Kani-Kombole do Dżigibombo wspina się droga, która za

kilka lub kilkanaœcie lat będzie pewnie fragmentem międzynarodowej szosy z Burkiny do

Mali. Na razie tylko kilka jej odcinków pokrytych jest  asfaltem. Reszta to

koszmarne wyboje, które może sforsować tylko solidny terenowy wóz . 

Ruszyliœmy pieszo, œcinajšc

skrótami zakręty drogi… W zasięgu wzroku ani skrawka cienia. Upał obezwładniał.

Czuliœmy jego skutki również dlatego, że był to już przecież czwarty dzień doœć

wyczerpujšcej wędrówki… Ale za to jakie towarzyszyły jej wrażenia!

Końcowy fragment wspinaczki prowadził po słabo

nachylonej, litej skale.  

Dochodziła 15-ta gdy

weszliœmy w wšskie uliczki wyznaczone kamiennymi murkami.  Dżigibombo – jedna z

tych egzotycznych nazw, które pamięta się przez wiele lat. To była już ostatnia

wioska na szlaku naszej wędrówki przez Kraj Dogonów. 

Ponad linię domów i spichrzów wystawał niepozorny

minaret miejscowego meczetu. Nie wydaje mi się, aby Dogoni byli gorliwymi muzułmanami:

rzadko zdarzało mi się widzieć w cišgu dnia modlšcych się ludzi

M-3, a może nawet M-4? 

Prawdš jest, że w cišgu dnia w takiej chatynce znaleŸć można trochę cienia ale

prawdš jest i to, że w cišgu dnia taki gliniak strasznie się nagrzewa i popołudniowy

zaduch panujšcy w œrodku staje się trudny do zniesienia… Im grubsze œciany tym

łatwiej ograniczyć ten efekt. Dlatego te domostwa czasem przypominajš solidne bunkry…

Znacznie przyjemniej niż w takim domu

spędza się czas pod przewiewnš toginš…

A to bardzo

nietypowe domostwo – ta wyszukana architektura wyróżnia siedzibę miejscowego doktora.

Mieszka tu słynny w całej okolicy dogoński znachor, który również turystów gotów

jest leczyć przy wykorzystaniu miejscowych ziół i innych medykamentów własnej

produkcji.  O wysokoœć honorarium za wizytę zapomniałem zapytać…

 

Przyszła wreszcie pora

wpłacić Oumarowi drugš połowę jego honorarium i pożegnać naszego przewodnika…

Tu jeszcze praktyczna rada:

starajcie się przywieŸć do Kraju Dogonów dużo drobnych pieniędzy: banknotów po 500

i 1000 CFA a także monet… Miejscowi nie majš z reguły drobnych na wydawanie reszty. A

jeœli już coœ się znajdzie, to papier jest tak zniszczony, że nikt nie chce go potem

przyjšć!

Z Dżigibombo rozklekotana

zbiorowa taksówka zabrała nas do stolicy regionu – miasteczka Bandiagara. Tu na

szczęœcie czekał na nas kolejny œrodek publicznego transportu: znane już nam bache

– filar maliskiej komunikacji.  Zapłaciliœmy po 1200 CFA + 500 za plecak.

Sprawnie upakowano nas (jak sardynki) na skrzyni i ruszyliœmy w kierunku odległego o 70

km Mopti.

Na skrzyżowaniu

dróg w Sevare przyszło nam się rozstać: ja jechałem do Mopti szukać transportu do

legendarnego Timbuktu  a Lida i April miały po odpoczynku jechać dalej przez Gao do

Nigru.  Długo machałem im rękš…   Dziękuję dziewczyny – byłyœcie

bardzo sympatyczne!

Afr2000tyt_pl.jpg (26963 bytes)

I tyle o

wędrówce przez niezwykły Kraj Dogonów…   A teraz proponuję Wam 

powrót na trasę podróży przez Afrykę  Zachodniš…  

>>>>>>>>>>>>>>>>>>CIĽG 

DALSZY – powrót do częœci 1  relacji z Mali