
bagażem do skalnej ciany uskoku. Dalej przecież idzie się już pieszo…
Jeżeli wędrówkę po Mali
będziecie zaczynać w Bamako to już tam dopadnš was pierwsi kandydaci na przewodników.
Gotowi sš towarzyszyć wam w długiej drodze do Mopti. Potem zorganizujš transport do
Dogonów i będš wam towarzyszyć podczas treku. Zdezorientowani turyci często po
krótszych lub dłuższych targach przyjmujš takie oferty. Szczególnie gdy sš to ich
pierwsze dni w Afryce czy w Mali i nie bardzo jeszcze potrafiš się odnaleć z
otaczajšcej ich afrykańskiej rzeczywistoci. Kwoty płacone przewodnikom
bywajš (jak na kieszeń trampa) astronomiczne: słyszałem o tysišcach francuskich
franków.

wiadomoć, że trek przez kraj Dogonów może być dostępny także dla tych, co nie
majš zbyt wiele pieniędzy. Turyci z tej grupy po pierwsze powinni dotrzeć do
dogońskich wiosek publicznym, a nie specjalnie wynajętym transportem. Najczęciej
będzie to przeładowana furgonetka – tzw. bache. Tak włanie ja tam dotarłem
z Koro – pierwszej malijskiej wioski na drodze z Burkiny Faso. Parę razy się psuła,
kilka razy wypychalimy jš z piachu, ale dowiozła nas gdzie trzeba…
nas w Koro i teraz jechał z nami… Ile zapłaciłem za usługi
przewodnika? Po wytrwałych targach stanęło na 11500 CFA od osoby za każdy
dzień trekingu w ekskluzywnej, 3-osobowej grupie wliczajšc w to noclegi, skromne
wyżywienie, tragarzy niosšcych plecak i wstępy do wiosek. Wyszło około 50 USD za
pełne trzy doby wędrówki i jeszcze trochę…
Teoretycznie między wioskami Dogonów można poruszać się pieszo
bez przewodnika. Warto jednak go mieć. Dlaczego? Mieszkańcy wiosek
rzadko znajš francuski – przez tłumacza łatwiej się z nimi porozumieć. Przewodnik we
własnym interesie będzie się za nas targować. Wie co warto zobaczyć w poszczególnych
wioskach, zna kalendarz wišt – w szczególnoci targów, które odbywajš się
nieregularnie – co 5 dni. Odpowie na nasze pytania dotyczšce życia i kultury Dogonów.
(Jeli sam jest Dogonem – sprawdcie w jego legitymacji skšd pochodzi- licencjonowani
przewodnicy majš specjalne legitymacje). Zna cieżki przecinajšce uskok (obcemu nie
jest łatwo na nie trafić). Nie wspomnę o tym, że nasz “guide” będzie nas
osłaniał przed zaczepkami żebraków, dzieci, przekupniów i innych kandydatów na
przewodników, które bywajš bardzo irytujšce…

tuziny. Jedne zbudowano u góry – na klifie, często na litej skale. Inne – w
dole pod klifem… Jak widać z mapy tych drugich jest znacznie więcej – pewnie
dlatego, że na dole sš większe możliwoci na zakładanie uprawnych poletek. Ale za to
ci na górze majš tš przewagę, że majš bliżej do orodków
administracyjno-handlowych kraju, z którymi łšczš ich lepsze drogi. W wioskach na
górze znajdziecie też nieco lepsze warunki zaopatrzenia i zakwaterowania. Turyci,
którzy przybywajš do Kraju Dogonów terenowymi samochodami w grupach organizowanych
przez biura podróży rutynowo docierajš do Sanga, by stamtšd zrobić jednš czy
dwie wycieczki piesze do dolnych wsi…

jego pomocnikowi udało się na skrzyni tego pojazdu upchnšć 19 osób… Na dachu była
spora sterta bagażu, w tym jedna zwišzana i siusiajšca od czasu do czasu owca.
Przerwy na naprawy i na modlitwę witałem z radociš, bo pozwalały wysišć i
trochę rozprostować nogi. Za wštpliwš przyjemnoć podróżowania przez 2,5
godziny w niesamowitym cisku zapłacilimy po 2500 CFA. Ale co to była za
przygoda!

piaszczystej równiny zobaczylimy uskok: cišgnšcy się w lewo i w prawo aż po
horyzont poszczerbiony skalny stopień o wysokoci dochodzšcej do 200 metrów. Według
mojej wiedzy na całej długoci uskoku tylko dwie drogi kołowe umożliwiajš wspięcie
się wšwozami na górne plateau.. Jedna koło Dourou, druga, na której odcinkami
położono już asfaltowš nawierzchnię – koło Kani-Kombole. Oprócz tego jest jeszcze
kilka pieszych cieżek od setek lat używanych przez miejscowš ludnoć. Nie sš one
jednak zazwyczaj oznaczone i turycie nie jest łatwo je odnaleć.

do Bandiagary, ale my wysiedlimy po drodze, już na płaskowyżu ponad klifem, na
wysokoci wioski Dourou. Zarzucilimy plecaki i ruszylimy do wioski.
Przewodnik owiadczył, że to tylko kilometr marszu. Oceniam, że w
rzeczywistoci odległoć do wioski była 3 razy większa. Wreszcie jest – Dourou! –
chaty z kamienia i małe, gliniane spichrze. W jednej z takich chat, opatrzonej szyldem
“Oasis” spędzilimy noc.

takich włanie malowniczych form skalnych
pomaszerowalimy po plateau aż do miejsca, gdzie uskok przecinała cieżka zbiegajšca
w dół – do Nombori. Kraj Dogonów jest bardzo ciekawy krajobrazowo: tereny u stóp klifu
to płaska, piaszczysta równina. Górny skraj klifu obfituje w urozmaicone formy
skalne – takie jak na zdjęciu obok. A idzie się tutaj najczęciej po litej skale – jak
w wysokich górach…
Oumar bez trudu
odnalazł szczelinę skalnš, którš zaczęlimy schodzić w dół – w głęboki
wšwóz. Między stromymi skałami można było znaleć trochę cienia i odetchnšć
przez chwilę od wszechobecnego upału. Dobrze znoszę upały i byle słońce mnie
do cienia nie zapędzi. Pewnie dlatego dopiero tutaj, na miejscu zrozumiałem, jak ważne
jest to o czym przed wyjazdem czytałem w przewodniku: na wędrówkę między wsiami
trzeba wykorzystywać rano i póne popołudnie – te pory dnia, gdy upał jest mniej
odczuwalny. Ile mogło być w słońcu? 35, 40 stopni? Czy to zresztš takie ważne?
Ważne by cały czas mieć co na głowie, słoneczne okulary na nosie a ramiona – jeli
już muszš być odkryte – pokryć warstwš dobrego kremu filtrujšcego…
Czasami cieżka w wšwozie
była bardzo stroma, zdarzało się nawet, że schodzilimy po prymitywnych drabinach
zrobionych z jednego pnia drzewa – z naciętymi stopniami. I choć na wędrówkę
między wioskami położonymi pod klifem wystarczš od biedy mocne sandały, to na te
cieżki warto mieć na nogach co solidniejszego – moje stare pionierki spisały się
tu bardzo dobrze… Poza tym, że od upału odkleiły się im w końcu podeszwy…


piaszczystš równinę – do krainy baobabów, które w Kraju Dogonów często majš w
dolnej częci obdartš korę. Z tej kory Dogonowie wyrabiajš sznury. Drzewa
tracš przez tš operację trochę na urodzie, ale na szczęcie po niej nie
obumierajš… Przez wysokie do ramion płoty można było zajrzeć do maleńkich
warzywnych poletek, kilka razy dziennie polewanych wodš wycišgniętš ze studni w
kalabaszowej skorupie…

Nombori – aby oszczędzić miejsca , które można przeznaczyć na uprawy zbudowano jš na
łagodnym stoku. Prostokštne chaty buduje się tu z kamienia łšczonego glinš. Majš z
reguły płaskie dachy, które wykorzystuje się do suszenia warzyw. A te
kwadratowe wieżyczki nakryte dachami ze strzechy to spichrze, w których mieszkańcy
wioski przechowujš swoje zbiory – na przykład kukurydzę…

zamieszkiwane przez jednš rodzinę otaczane sš murkami z kamienia. W każdej większej
wiosce jest wydzielona jedna większa chata, która z fancuska nazywa się case de
passage i przeznaczona jest na noclegi dla turystów. Obowišzujšca taryfa za nocleg
na macie w takiej chacie to 1000 CFA od osoby. Ponadto zwyczajowo płaci się drugie tyle
za wstęp do każdej wioski i możliwoć fotografowania budowli (ale nie ludzi – to
kosztuje extra).
może być naczyniem na wodę, a jeli jš przecišć na pół, to można w niej na
przykład przebierać ziarno, albo przygotować ciasto, z którego piecze się w wioskach
placki z prosa powszechnie zastępujšce chleb. Dostalimy takie placki na niadanie.


około 1/3 Dogonów wyznaje islam. Stšd obecnoć w Nombori tego maleńkiego meczeciku.
Pozostali to animici. Jest tez wród Dogonów niewielka grupa chrzecijan.
Podobno przez każdš wioskę przebiega niewidoczna dla cudzoziemca granica: na lewo
muzułmanie, na prawo wyznawcy animizmu, a chrzecijanie tam
dalej… Mówi się, że wielu chrzecijan i muzułmanów
praktykuje jednoczenie obrzędy animistyczne…

Do
miejsca występów nie było daleko – zdšżylimy jeszcze przyjrzeć się przez chwilę
maskom i kostiumom. Niektóre z nich wyglšdały na kobiece…
uczestniczš sami tylko mężczyni. Podkład muzyczny daje kilkuosobowy zespół w
którym dominujš bębny i instrumenty szarpane. W te bębny uderza się o dziwo nie tylko
dłońmi ale także zakrzywionym metalowym prętem – takim, jaki trzyma w ręku ten
jegomoć na zdjęciu…


Potem
zaczęły się tańce: solo i w małych grupach. Tancerze występujš w maskach. Maski
Dogonów różniš się zasadniczo od tych, które oglšda się w innych częciach
Afryki. Sš niepowtarzalne…
Popisy
odbywajš się na piaszczystym placyku w rodku wioski. Tancerze występujš boso,
często podnoszšc spod stóp tumany kurzu…


duży dynamizm. Aby zachęcić artystów do większej ekspresji co pewien czas na
“scenie” pojawiał się starszy Murzyn instruujšc tancerzy okrzykami i
gestami. Ale przerw w spektaklu nie było.
Czego
takiego nie można zobaczyć gdzie indziej. Nic dziwnego, ze Kraj Dogonów jest żelaznš
pozycjš na każdej licie największych atrakcji turystycznych Afryki…


ponad pół godziny… potem tancerze znikli między domami… Ale nie oznaczało to wcale
wyczerpania atrakcji, które czekały na nas w Nombori. Gdy za radš przewodnika
podnielimy wzrok w kierunku spiętrzonego nad wioskš klifu zobaczylimy tam ukryte
pod skalnym nawisem budowle, które z dużej odległoci wyglšdały jak wzniesione na
plaży zamki z piasku…

lat temu Dogoni zamieszkiwali w domostwach wzniesionych nie na równinie u stóp klifu,
ale schowanych pod samym klifem. Zabudowania tych wiosek zachowały się do
dzi – zupełnie opustoszałe, opuszczone i przypominajšce mi jako żywo to, co
widziałem w Parku Narodowym Mesa Verde w USA. Z wyjštkiem kilku
“więtych miejsc” sš dostępne dla turystów…
“więte miejsca” Dogonów nie sš oznaczone i również dlatego warto mieć
miejscowego przewodnika, aby niechcšcy nie naruszyć tabu i nie być póniej zmuszonym
do płacenia pieniężnego odszkodowania za naruszenie spokoju duchów… (Słyszałem,
że zdarzajš się przypadki takiego szantażu). Wioski pod klifem sš bardzo
fotogeniczne, ich poszczególne budowle (niektóre nawet piętrowe) przypominajš wieże
obronne (bo kiedy przypadała im również i taka rola).
Aby wspišć się pod klif trzeba oczywicie
wypocić trochę wody. Na szczęcie w wiosce można kupić (po 1000
“afrykanów”) bezpiecznš do konsumpcji, przywiezionš z daleka wodę
mineralnš w 1,5-litrowych butelkach. Warto uzupełnić ubytki – również te w naszym
podręcznym bidonie, bo nie wiadomo, kiedy będzie następna taka okazja…


– z Nombori w Kraju Dogonów – mocno spocony i pokryty czerwonym pyłem – Wojtek
Dšbrowski…
mapy Kraju Dogonów

południu, gdy znalelimy się na powrót na naszej cieżce. Tym razem szło się
jeszcze trudniej, bo trzeba było wspišć się w górę – na płaskowyż. Atrakcjš była
grupa miejscowych kobiet, które w koszykach taszczonych miejscowym obyczajem na głowach
niosły na targ warzywa i inne produkty przeznaczone na sprzedaż. Na górskiej cieżce
podtrzymywały koszyk tylko jedna rękš… Każdy koszyk ważył 10-15 kilo a
mimo to szły tak szybko, że moje towarzyszki z trudem dotrzymywały im
kroku… Zobaczyć dogoński targ – to mogła być nasza wielka szansa…
wędrować dalej przez kraj Dogonów…
DALSZY – dalsza wędrówka przez Kraj Dogonów


