Kraj Dogonów – raport z podróży  cz.I- Wojciech Dabrowski (Africa2000Dogon-Apl.htm)

Pierwszy problem polega na tym, aby dotrzeć ze swoim

bagażem do skalnej œciany uskoku. Dalej przecież idzie się już pieszo…

Jeżeli wędrówkę po Mali

będziecie zaczynać w Bamako to już tam dopadnš was pierwsi kandydaci na przewodników.

Gotowi sš towarzyszyć wam w długiej drodze do Mopti. Potem zorganizujš transport do

Dogonów i będš wam towarzyszyć podczas treku. Zdezorientowani turyœci często po

krótszych lub dłuższych targach przyjmujš takie oferty. Szczególnie gdy sš to ich

pierwsze dni w Afryce czy w Mali i nie bardzo jeszcze potrafiš się odnaleŸć z

otaczajšcej ich afrykańskiej rzeczywistoœci.   Kwoty płacone przewodnikom

bywajš (jak na kieszeń trampa) astronomiczne: słyszałem o tysišcach francuskich

franków.

Warto jednak mieć

œwiadomoœć, że trek przez kraj Dogonów może być dostępny także dla tych, co nie

majš zbyt wiele pieniędzy. Turyœci z tej grupy po pierwsze powinni dotrzeć do

dogońskich wiosek publicznym, a nie specjalnie wynajętym transportem. Najczęœciej

będzie to przeładowana furgonetka – tzw. bache. Tak właœnie ja tam dotarłem

z Koro – pierwszej malijskiej wioski na drodze z Burkiny Faso. Parę razy się psuła,

kilka razy wypychaliœmy jš z piachu, ale dowiozła nas gdzie trzeba… 

Nasz przewodnik Oumar znalazł

nas w Koro i teraz  jechał z nami…  Ile zapłaciłem za usługi

przewodnika?  Po wytrwałych targach stanęło na 11500 CFA od osoby  za każdy

dzień trekingu w ekskluzywnej, 3-osobowej grupie wliczajšc w to noclegi, skromne

wyżywienie, tragarzy niosšcych plecak i wstępy do wiosek. Wyszło około 50 USD za

pełne trzy doby wędrówki i jeszcze trochę…

Teoretycznie między wioskami Dogonów można poruszać się pieszo

bez przewodnika. Warto jednak  go mieć.  Dlaczego?  Mieszkańcy wiosek

rzadko znajš francuski – przez tłumacza łatwiej się z nimi porozumieć. Przewodnik we

własnym interesie będzie się za nas targować. Wie co warto zobaczyć w poszczególnych

wioskach, zna kalendarz œwišt – w szczególnoœci targów, które odbywajš się

nieregularnie – co 5 dni. Odpowie na nasze pytania dotyczšce życia i kultury Dogonów.

(Jeœli sam jest Dogonem – sprawdŸcie w jego legitymacji skšd pochodzi- licencjonowani

przewodnicy majš specjalne legitymacje). Zna œcieżki przecinajšce uskok (obcemu nie

jest łatwo na nie trafić). Nie wspomnę o tym, że nasz “guide” będzie nas

osłaniał przed zaczepkami żebraków, dzieci, przekupniów i innych kandydatów na

przewodników, które bywajš bardzo irytujšce…

WD

Wiosek dogońskich sš ze dwa

tuziny.  Jedne zbudowano u góry – na klifie, często na litej skale.  Inne – w

dole pod klifem…  Jak widać z mapy tych drugich jest znacznie więcej – pewnie

dlatego, że na dole sš większe możliwoœci na zakładanie uprawnych poletek. Ale za to

ci na górze majš tš przewagę, że majš bliżej do oœrodków

administracyjno-handlowych kraju, z którymi łšczš ich lepsze drogi. W wioskach na

górze znajdziecie też nieco lepsze warunki zaopatrzenia i zakwaterowania. Turyœci,

którzy przybywajš do Kraju Dogonów terenowymi samochodami w grupach organizowanych

przez biura podróży rutynowo docierajš do Sanga,  by stamtšd zrobić jednš czy

dwie wycieczki piesze do dolnych wsi…

Nie wiem jakim cudem kierowcy i

jego pomocnikowi udało się na skrzyni tego pojazdu upchnšć 19 osób… Na dachu była

spora sterta bagażu, w tym jedna zwišzana i siusiajšca od czasu do czasu owca.  

Przerwy na naprawy i na modlitwę witałem z radoœciš, bo pozwalały wysišœć i

trochę rozprostować nogi.  Za wštpliwš przyjemnoœć podróżowania przez 2,5

godziny w niesamowitym œcisku zapłaciliœmy po 2500 CFA.  Ale co to była za

przygoda!

    

W końcu na krańcu

piaszczystej równiny zobaczyliœmy uskok: cišgnšcy się w lewo i w prawo aż po

horyzont poszczerbiony skalny stopień o wysokoœci dochodzšcej do 200 metrów. Według

mojej wiedzy na całej długoœci uskoku tylko dwie drogi kołowe umożliwiajš wspięcie

się wšwozami na górne plateau..  Jedna koło Dourou, druga, na której odcinkami

położono już asfaltowš nawierzchnię – koło Kani-Kombole. Oprócz tego jest jeszcze

kilka pieszych œcieżek od setek lat używanych przez miejscowš ludnoœć. Nie sš one

jednak zazwyczaj   oznaczone i turyœcie nie jest łatwo je odnaleŸć.

Pojazd jechał z Koro docelowo

  do Bandiagary, ale my wysiedliœmy po drodze, już na płaskowyżu ponad klifem, na

wysokoœci   wioski Dourou.  Zarzuciliœmy plecaki i ruszyliœmy do wioski.

  Przewodnik oœwiadczył, że to tylko kilometr marszu. Oceniam, że w

rzeczywistoœci odległoœć do wioski była 3 razy większa. Wreszcie jest – Dourou! –

chaty z kamienia i małe, gliniane spichrze. W jednej z takich chat, opatrzonej szyldem

“Oasis” spędziliœmy noc.

Rano  wœród
takich właœnie malowniczych form skalnych

pomaszerowaliœmy po plateau aż do miejsca, gdzie uskok przecinała œcieżka zbiegajšca

w dół – do Nombori. Kraj Dogonów jest bardzo ciekawy krajobrazowo: tereny u stóp klifu

to płaska, piaszczysta równina. Górny skraj klifu obfituje w  urozmaicone formy

skalne – takie jak na zdjęciu obok. A idzie się tutaj najczęœciej po litej skale – jak

w wysokich górach…

Oumar bez trudu

odnalazł szczelinę skalnš, którš zaczęliœmy schodzić w dół – w głęboki

wšwóz. Między stromymi skałami można było znaleŸć trochę cienia i odetchnšć

przez chwilę od wszechobecnego upału.  Dobrze znoszę upały i byle słońce mnie

do cienia nie zapędzi. Pewnie dlatego dopiero tutaj, na miejscu zrozumiałem, jak ważne

jest to o czym przed wyjazdem czytałem w przewodniku: na wędrówkę między wsiami

trzeba wykorzystywać rano i póŸne popołudnie – te pory dnia, gdy upał jest mniej

odczuwalny. Ile mogło być w słońcu? 35, 40 stopni? Czy to zresztš takie ważne?

Ważne by cały czas mieć coœ na głowie, słoneczne okulary na nosie a ramiona – jeœli

już muszš być odkryte – pokryć warstwš dobrego kremu filtrujšcego…

Czasami œcieżka w wšwozie

była bardzo stroma, zdarzało się nawet, że schodziliœmy po prymitywnych drabinach

zrobionych z jednego pnia drzewa – z naciętymi stopniami.  I choć na wędrówkę

między wioskami położonymi pod klifem wystarczš od biedy mocne sandały, to na te

œcieżki warto mieć na nogach coœ solidniejszego – moje stare pionierki spisały się

tu bardzo dobrze… Poza tym, że od upału odkleiły się im w końcu podeszwy…

Zeszliœmy na

piaszczystš równinę – do krainy baobabów, które w Kraju Dogonów często majš w

dolnej częœci obdartš korę. Z tej kory Dogonowie  wyrabiajš sznury. Drzewa

tracš przez tš operację  trochę na urodzie, ale na szczęœcie po niej nie

obumierajš… Przez wysokie do ramion płoty  można było zajrzeć do maleńkich

warzywnych poletek, kilka razy dziennie polewanych wodš wycišgniętš ze studni w

kalabaszowej skorupie…

Tak wyglšda wioska

Nombori – aby oszczędzić miejsca , które można przeznaczyć na uprawy zbudowano jš na

łagodnym stoku. Prostokštne chaty buduje się tu z kamienia łšczonego glinš. Majš z

reguły płaskie dachy, które wykorzystuje się do suszenia warzyw.   A te

kwadratowe wieżyczki nakryte dachami ze strzechy to spichrze, w których mieszkańcy

wioski przechowujš swoje zbiory – na przykład kukurydzę… 

Obejœcia

zamieszkiwane przez jednš rodzinę otaczane sš murkami z kamienia. W każdej większej

wiosce jest wydzielona jedna większa chata, która z fancuska nazywa się case de

passage i przeznaczona jest na noclegi dla turystów. Obowišzujšca taryfa za nocleg

na macie w takiej chacie to 1000 CFA od osoby. Ponadto zwyczajowo płaci się drugie tyle

za wstęp do każdej wioski i możliwoœć fotografowania budowli (ale nie ludzi – to

kosztuje extra).

Skorupa z kalabasza

może być naczyniem na wodę, a jeœli jš przecišć na pół, to można w niej na

przykład przebierać ziarno, albo przygotować ciasto, z którego piecze się w wioskach

placki z prosa powszechnie zastępujšce chleb. Dostaliœmy takie placki na œniadanie.

Podobno tylko

około 1/3 Dogonów wyznaje islam. Stšd obecnoœć w Nombori tego maleńkiego meczeciku.

Pozostali to animiœci. Jest tez wœród Dogonów  niewielka grupa chrzeœcijan.

Podobno przez każdš wioskę przebiega niewidoczna dla cudzoziemca granica: na lewo

muzułmanie, na prawo wyznawcy animizmu, a chrzeœcijanie tam

dalej…     Mówi się, że wielu chrzeœcijan i muzułmanów

praktykuje jednoczeœnie obrzędy animistyczne… 

   

Do

miejsca występów nie było daleko – zdšżyliœmy jeszcze przyjrzeć się przez chwilę

maskom i kostiumom. Niektóre z nich wyglšdały na kobiece…

W tańcach

uczestniczš sami tylko mężczyŸni. Podkład muzyczny daje kilkuosobowy zespół w

którym dominujš bębny i instrumenty szarpane. W te bębny uderza się o dziwo nie tylko

dłońmi ale także zakrzywionym metalowym prętem – takim, jaki trzyma w ręku ten

jegomoœć na zdjęciu…

 

Potem

zaczęły się tańce: solo i w małych grupach. Tancerze występujš w maskach. Maski

Dogonów różniš się zasadniczo od tych, które oglšda się w innych częœciach

Afryki. Sš niepowtarzalne…

Popisy

odbywajš się na piaszczystym placyku w œrodku wioski. Tancerze występujš boso,

często podnoszšc spod stóp tumany kurzu…

Tańce cechuje

duży dynamizm.  Aby zachęcić artystów do większej ekspresji co pewien czas na

“scenie” pojawiał się starszy Murzyn instruujšc tancerzy  okrzykami i

gestami. Ale przerw w spektaklu nie było.

Czegoœ

takiego nie można zobaczyć gdzie indziej. Nic dziwnego, ze Kraj Dogonów jest żelaznš

pozycjš na każdej liœcie największych atrakcji turystycznych Afryki…

Występ trwał

ponad pół godziny… potem tancerze znikli między domami… Ale nie oznaczało to wcale

wyczerpania atrakcji, które czekały na nas w Nombori. Gdy za radš przewodnika

podnieœliœmy wzrok w kierunku spiętrzonego nad wioskš klifu zobaczyliœmy tam ukryte

pod skalnym nawisem budowle, które z dużej odległoœci wyglšdały jak wzniesione na

plaży zamki z piasku…

Podobno jeszcze sto

lat temu Dogoni zamieszkiwali w domostwach wzniesionych nie na równinie u stóp klifu,

ale schowanych pod samym klifem.  Zabudowania tych wiosek  zachowały się do

dziœ – zupełnie  opustoszałe, opuszczone i przypominajšce mi jako żywo to, co

widziałem w Parku Narodowym Mesa Verde w USA.   Z wyjštkiem kilku

“œwiętych miejsc” sš dostępne dla turystów…

Te 

“œwięte miejsca” Dogonów nie sš oznaczone i również dlatego warto mieć

miejscowego przewodnika, aby niechcšcy nie naruszyć tabu i nie być póŸniej zmuszonym

do płacenia pieniężnego odszkodowania za naruszenie spokoju duchów… (Słyszałem,

że zdarzajš się przypadki takiego szantażu).  Wioski pod klifem sš bardzo

fotogeniczne, ich poszczególne budowle (niektóre nawet piętrowe) przypominajš wieże

obronne (bo kiedyœ przypadała im również i taka rola).

Aby wspišć się pod klif trzeba oczywiœcie

wypocić trochę wody. Na szczęœcie w wiosce można kupić (po 1000

“afrykanów”)  bezpiecznš do konsumpcji, przywiezionš z daleka wodę

mineralnš w 1,5-litrowych butelkach. Warto uzupełnić ubytki – również te w naszym

podręcznym bidonie, bo nie wiadomo, kiedy będzie następna taka okazja…

Specjalnie dla Was

– z Nombori w Kraju Dogonów – mocno spocony i pokryty czerwonym pyłem – Wojtek

Dšbrowski…

 

 

 

Powrót do

mapy Kraju Dogonów

 

Było już po

południu, gdy znaleŸliœmy się na powrót na naszej œcieżce. Tym razem szło się

jeszcze trudniej, bo trzeba było wspišć się w górę – na płaskowyż. Atrakcjš była

grupa miejscowych kobiet, które w koszykach taszczonych miejscowym obyczajem na głowach

niosły na targ warzywa i inne produkty przeznaczone na sprzedaż. Na górskiej œcieżce

podtrzymywały koszyk tylko jedna rękš…   Każdy koszyk ważył 10-15 kilo a

mimo to szły tak szybko, że moje towarzyszki z trudem dotrzymywały im

kroku…   Zobaczyć dogoński targ – to mogła być nasza wielka szansa…

Tędy

można wrócić na głównš trasę podróży przez AfrykęAfr2000tyt_pl.jpg (26963 bytes)

A tš œcieżkš

wędrować dalej przez kraj Dogonów…

>>>>>>>>>>>>CIĽG 

DALSZYdalsza  wędrówka przez Kraj Dogonów