Burkina Faso – raport z podróży  cz.II- Wojciech Dabrowski (Africa2000Burki-Bpl.htm)

Burki mp.jpg (28766 bytes)

Ouagadougou, po polsku Wagadugu. Ta dziwna, dudnišca nazwa

zawsze kojarzyła mi się z odgłosami afrykańskich tam-tamów.  Na miejscu jednak

okazało się, że najbardziej charakterystycznym odgłosem stolicy jest warkot

skuterowych i motocyklowych silników.  Tu, jak w Beninie i Togo znowu wielokrotnie

skorzystałem z miejskich przejazdów na motocyklowym siodełku.  Zaczęło się od

kursu do sekretariatu Ministerstwa Turystyki – po to, by uzyskać zezwolenie na robienie

zdjęć. Podobno można się bez niego obejœć, ale wolałem dmuchać na zimne – a nóż

spotkam jakiego fanatycznego funkcjonariusza?  Zamknšć mnie nie zamknš, ale film

mogš zniszczyć…  Stosowny papier dostałem na poczekaniu i bez żadnych

opłat…  Największym problemem było znalezienie ukrytego w bocznej uliczce 

urzędu.

Zamieszkałem

w centrum miasta – w hoteliku Delwende, do którego wchodzi się od podwórka. Pokój z

wiatrakiem i prysznicem kosztował 7000 CFA.

Tak prezentuje się centrum

Ouagadougou. Zdjęcie robione jest z krytego bazaru do którego wchodzi się po szerokich

schodach – jak do œwištyni Merkurego…   Tkaniny, gospodarstwo domowe,

paczkowana żywnoœć, ale sš tam też pamištki dla turystów. Przekupnie sš

sympatyczni, ale przed zrobieniem zdjęć stanowczo radzę zapytać o zgodę.  

 Ceny

żywnoœci sš tu  wyższe niż w krajach nad Zatokš Gwinejskš – tutejsze rolnictwo

ma gorsze warunki naturalne a i drogi dowozowe importowanej żywnoœci sš dłuższe.

Próbki cen: bagietka – 120 CFA, 1,5-litrowa butelka wody mineralnej – 800, cola – 350, 3

banany – 100, piwo – 600, omlet na œniadanie w hotelu – 600.

Stolica Burkiny ze względu

na swoje centralne położenie – (również względem atrakcji turystycznych Mali) jest

często punktem bazowym dla zorganizowanych grup turystycznych. Tu wynajmuje się terenowe

wozy wyposażone w ekwipunek biwakowy, kierowcę i przewodnika i wyrusza się w interior z

możliwoœcia dotarcia nawet do Timbuktu. Ale koszt takiej ekspedycji rozpoczyna się na

poziomie 100 dolarów za dzień.

Samo Ouagadougou nie może

turyœcie zaoferować zbyt wielu ciekawych miejsc.  Pieszo doczłapałem w upale do

katolickiej katedry – długiego, halowego budynku bez stylu. Ale nie żałowałem:

trafiłem tam na œlub czarnej pary, któremu asystował tłum odœwiętnie ubranych

goœci. 

Szczególnie

miejscowe panie majš zwyczaj ubierać się bardzo kolorowo.  Pod luŸnymi

sukienkami, które na brzegach obowišzkowo obszyte sš koronkš nosi się rodzaj

szarawarów uszytych z tego samego materiału. Elegantki… Wcale nie wzbraniały się

przed zdjęciami…

Ciekawe,

że chrzeœcijanie stanowiš tylko 10 procent miejscowego społeczeństwa. Reszta to mniej

więcej po połowie muzułmanie i wyznawcy animizmu.

Burkina okazała się biedna ale bardzo

sympatyczna, szczególnie jeœli chodzi o kontakty z ludŸmi.

 Podobno już

w XV wieku istniało na terenie dzisiejszej Burkiny królestwo Mosi. Przetrwało jako

niepodległe państwo aż do 1896 roku, gdy anektowali je Francuzi. Władca Mosi odgrywał

coraz mniejszš rolę.  Gdy 1 1960 roku kraj uzyskał niepodległoœć pozostała mu

rola marionetki.

 Skromna

siedzibę Moro-Naba, króla Mosi można zobaczyć przez płot w pobliżu katedry.
To co widać na pierwszym planie to meczet.

Właœciwy pałacyk widać w głębi. 

Muzeum Narodowego

Burkiny należy szukać w Maison du Peuple – wielkim “pałacu kultury” stojšcym

za rozległym podwórkiem. Niestety okazuje się, że instytucja czasowo jest zamknięta.

Pozostaje mi obroœnięty kramami Wielki Meczet (na

zdjęciu obok) – też na głucho zamknięty blaszanymi wrotami. Wierni modlš się pod

murami na zewnštrz…   Czynny był natomiast Centre d’Artisanat, gdzie

produkujš i sprzedajš wyroby rękodzieła artystycznego. Sal jest kilka.  Tu

rzeŸbiš, tam nacišgajš skórę na bębnach, jeszcze gdzie indziej produkujš batiki i

metalowe figurki. A wszędzie wspominajš o pienišdzach za filmowanie…  I  tu

przydaje się papier z Ministerstwa: -Przecież mam zezwolenie, a to państwowa instytucja

!

W  

“Centre”  ceny sš  raczej wysokie. Takie same pamištki można

wytargować taniej na straganach, które stojš na ulicy przez warsztatami. Szczególnie

podobały mi się filigranowe mosiężne figurynki…  

Nieco dalej – za rogiem jest

okazała poczta, przed którš sprzedajš pocztówki po 200 CFA, a naprzeciwko niej –

bardzo sympatyczne internet cafe, skšd wysłałem w œwiat moje maile płacšc 1000 CFA

za kwadrans przy komputerze. Potem przyszła pora ruszać w drogę…

 

Im dalej na

północ tym drogi były gorsze i tym trudniej było znaleŸć œrodki transportu.

Aby znaleœć transport ze stolicy do Ouahigouya

  ponad dwie godziny czekałem przy drodze w afrykańskiej spiekocie. W końcu

przyjechał minibus z takš stertš bagażu na dachu, że zachodziła obawa, iż na

kolejnym zakręcie może się przewrócić. W pogoni za zyskiem afrykańscy kierowcy

bardzo często przeładowujš swoje pojazdy.  Efekty tego to oglšdane wzdłuż dróg

wypadki. Ten mikrobus jednak do celu jednak dojechał… 

Wszędzie płaci

się z góry: tym razem 2000 CFA. Obok mnie siedział koœcisty staruszek z

zainteresowaniem przyglšdajšcy się mojej kamerze.  Wysiadł pod koniec trasy na

pożegnanie œciskajšc mi uroczyœcie rękę. -Au revoir Pologne!  

Za oknem pojazdu coraz bardziej wysuszona

sawanna usiana majestatycznymi baobabami. Szybujšce sępy. Z północy- od Sahary wieje

harmattan – wiatr niosšcy tumany pustynnego pyłu. Ogranicza widocznoœć, sprawia, ze

niebo nie jest błękitne lecz szarawe. Jest koniec lutego – hatmattan zwykle kończy się

w połowie lutego. Pech! No cóż, nie tylko u nas zdarzajš się anomalia pogodowe. 

Przez okno zatrzymujšcego się na każde

żšdanie wehikułu można podglšdać życie. Na przykład kobiety, które w

przydrożnym kurzu piekš w garze umieszczonym na kilku kamieniach tutejsze pšczki…

Na postojach

bosonoga, ale bardzo kolorowa bieda…

Podobno jeszcze ciekawszy folklor można zobaczyć we wschodniej częœci

kraju, gdzie w każdy czwartek w miejscowoœci Gorom-Gorom odbywajš się słynne targi.

Do Gorom-Gorom przybywajš podobno ludzie nie tylko z Burkiny, ale i z krajów sšsiednich:

Nigru i Mali.   Problemem jest tylko dojazd: podróżujšc samotnie lokalnym

transportem, na zjazd z głównej trasy do Gorom musiałbym mieć jakieœ dodatkowe 3 dni.

  Niestety urlop był na to zbyt krótki…   Znacznie łatwiej dotrzeć

tam dysponujšc wynajętym w Ouaga  landroverem z miejscowym kierowcš, ale to

kosztuje jakieœ 100 USD od osoby dziennie…

Takich

wiosek, złożonych z okršgłych chat  krytych strzechš widzi się po drodze wiele.

Pełna egzotyka i jednoczeœnie wyglšdajšca zewszšd bieda. Roczny dochód na głowę

mieszkańca wynosi w Burkinie niewiele ponad 200 dolarów. 

Dla podróżnika,

który zmierza do Kraju Dogonów w Mali Ouahigouya (czwarte co do wielkoœci miasto w

Burkinie) jest ważnym punktem etapowym – tu kończy się asfaltowa szosa.  Szutrowš

drogš w kierunku granicy powinien codziennie odjeżdżać jakiœ œrodek publicznego

transportu. W praktyce różnie to bywa…  W Ouahigouya czekała jednak dobra

nowina: następnego dnia będzie autobus i to jadšcy aż do Koro – pierwszej większej

wioski po malijskiej stronie. 

 

Wybór

hoteli jest tu niewielki. Najdogodniej położony – przy wylotowej drodze do Mali- jest

hotel PrzyjaŸń ( “l’Amitie” – 5600 CFA za pokój z prysznicem i

wiatrakiem).  Pokoje sš przestronne, ale okazało się, że majš jednš poważna

wadę: nie majš gniazdek, a zastosowane do oœwietlenia żarówki bagnetowe

uniemożliwiajš użycie “złodziejki”. Na kolację musiałem niestety iœć do

ulicznej garkuchni…

Kolejnego dnia wstałem

wczeœnie i powędrowałem na bazar…

Warto

go odwiedzić. Zadziwia obfitoœć warzyw i owoców. Ale sš tu także artykuły

gospodarstwa domowego, wypalone z gliny stšgwie na wodę i odzież… A najważniejsze,

że w polu widzenia nie widać żadnych innych turystów… 

 Spotkałem jš

wieczorem na głównej ulicy miasteczka. Przy kaganku sprzedawała pomarańcze. Zaprosiła

mnie do swojego domu na peryferiach: z ciasnego dziedzińca po którym wałęsa się

cielak i dwie kozy wchodzi się do poszczególnych izb o glinianych œcianach. W

reprezentacyjnym pomieszczeniu, w którym przebywajš tylko mężczyŸni jedynš ozdobš

jest wiszšca na œcianie stara szabla. Bieda wyglšda z każdego

kšta…   Rano spotkałem jš ponownie – na zakurzonym placu noszšcym dumne

miano dworca autobusowego – przyszła w pięknie wyszywanej sukience. Chciała, by zrobić

jej zdjęcie…

Zrobiłem…                                     

Black lady from Ouahigouya

Autobus

okazał się ciężarówkš z daszkiem  do której wstawiono twarde ławki. 

Trochę to przypominało wóz do transportu bydła…     Ale i tak

cieszyłem się, że cokolwiek w tš stronę jedzie. Stan wyboistej szutrowej drogi,

która była przed nim uzasadniał użycie takiego solidnego wehikułu.   Czapki

lub zawoje na głowy, okulary na oczy i chustki na twarze – tak jechaliœmy do

granicy.  Gdzieœ przy drodze pozostawiona wiele lat temu tablica: “Terytorium

Górnej Wolty”…   I byliœmy już w Mali.

Burki mp.jpg (28766 bytes)

Na granicznym

posterunku zastaliœmy urzędujšcego w gliniaku jednego tylko malijskiego żołnierza,

który nie wstawił nam nawet pieczštki do paszportu.    Do Koro było jeszcze

ponad 20 km…  Ciężka próba dla naszych poobijanych na twardych ławkach

siedzeń….    Ale o tym co tam się wydarzyło już na kolejnej

stronie…

Afrarrow.jpg (9045 bytes)do Mali