Burkina Faso – raport z podróży  cz.I- Wojciech Dabrowski (Africa2000Burki-Apl.htm)

Wioska

graniczna po stronie Wybrzeża Koœci Słoniowej nazywała się Niangoloko.  Potem

był mostek na rzece i kilka kilometrów jazdy przez busz.  Wreszcie burkiński

posterunek w Yendere. Odprawa idzie tu sprawniej i co najważniejsze funkcjonariusze znowu

się uœmiechajš!   Burkina od pierwszych minut zdobywa mojš sympatię!… 

Po kwadransie

nasza landara pędzi już dalej wœród sawanny z której od czasu do czasu wyrastajš

malownicze baobaby. -Chętnie zabieram do mojego wozu białych turystów – zwierza mi się

kierowca – wtedy wojskowi na posterunkach po tamtej stronie traktujš nas trochę lepiej i

nie sš tak nachalni w dopominaniu się o łapówki! 

Jedyne miasteczko na trasie to Banfora.  W

pobliżu sš wodospady i jeziorko w którym mieszkajš hipopotamy.  Jeœli będziecie

mieli doœć czasu, to warto tu zrobić przystanek…

Na

posterunkach kontrolnych pojawiajš się żebrzšce dzieci z metalowymi puszkami w rękach

– to coœ nowego. Widać, że to biedniejszy kraj, ale jego mieszkańcy w swojej trudnej

sytuacji wcale nie tracš humoru i chęci do życia… Czasem mignie wœród zaroœli

malownicze skupisko glinianych chat.  Wyprzedzamy bez trudu pocišg, który pełznie

tak wolno, że pasażerowie w czasie jazdy spacerujš po dachach wagonów. Zapadał już

zmrok, gdy wtoczyliœmy się w uliczki Bobo Dioulasso – drugiego co do wielkoœci miasta

tego kraiku. Przypadkowo zauważam po drodze szyld polecanego w przewodnikach hoteliku

“Le Pacha”. Właœcicielami sš sympatyczni Francuzi. -Za pokój z wiatrakiem i

łazienkš w korytarzu zapłaci pan 6500 CFA!  To więcej niż oczekiwałem, ale

pokój jest duży i czysty, a ja – zmęczony więc zostaję. Niestety w całej dzielnicy

trwa awaria sieci wodocišgowej – na moje potrzeby dostaję wszystkiego pół wiadra wody.

Nie muszę dodawać, jakie to rozczarowanie po dniu spędzonym w kurzu i upale. 

Afryka…     Francuzi prowadzš także restaurację, gdzie dużš porcję

ryby z ryżem można zjeœć za 4000, piwo kosztuje 850, a omlet z kawš na œniadanie –

1500. W “Le Pacha” znajduję kilku zachodnich turystów. Wszyscy zwiedzajš kraj

wypożyczonymi landroverami. Niestety nikt nie zmierza w mojš stronę…  Udaje się

jednak wycišgnšć z nich chociaż trochę użytecznych informacji…

ulica w Bobo wysadzana drzewami

kapokowymi

Rano wyruszam na

zwiedzanie Bobo – tak miejscowi skracajš sobie skomplikowanš nazwę Bobo Dioulasso.

Ocienione wysokimi drzewami ulice tworzš tu sympatyczny

nastrój…        Najciekawszym obiektem w mieœcie

jest Grande Mosque – muzułmańska œwištynia z 1880 roku zadziwiajšca oryginalnym

stylem. Nazywajš go stylem sudańskim, ale byłem w Sudanie i takich meczetów nie

widziałem wiec myœlę że trafniejsze będzie okreœlenie: styl Sahelu lub styl

saharyjski.   

O krok od meczetu

jest miejsce, gdzie rozłożyli swojš produkcję miejscowi garncarze, a za ich stylowymi

domkami rozpoœciera się niezbyt rozległe, ale wcišż bardzo autentyczne Stare Miasto

(Vieux Quartier) – labirynt wšskich uliczek wypełnionych gliniakami. Przed meczetem

urzęduje kilku bardzo natarczywych przewodników oferujšcych nawet wizyty w typowych

domach, ale nie wzbudzajš zaufania…

Ciekawostkš w

Bobo jest budynek dworca kolejowego nawišzujšcy swojš architekturš do saheliańskiego

stylu. Mizernš współczesnš katedrę można sobie spokojnie darować…   Co

jeszcze warto zobaczyć? 

Tak

– w Czarnej Afryce niewiele znajdziecie zabytków architektonicznych, w dodatku zachodnia

częœć kontynentu (w odróżnieniu od wschodniej) nie może się pochwalić bogactwem

fauny – nawet w nielicznych parkach narodowych pozostały tu tylko œladowe iloœci

zwierzšt.      Dla mnie najciekawsi byli tu ludzie.  

Czarni, szczerzšcy zęby w uœmiechu, patrzšcy z zaciekawieniem na białego faceta

snujšcego się samotnie w tym obezwładniajšcym upale. Wystarczyło oddać uœmiech i

wykazać  trochę zainteresowania ich czarnš osobš i…  już miałeœ

przyjaciela – takiego jak choćby ten wędrowny krawiec na zdjęciu…

Burkina Faso jest państwem pozbawionym

dostępu do morza, terytorialnie prawie tak dużym jak Polska. Ludnoœci ma jednak tylko

10,5 miliona.  Jak na Afrykę to jednak sporo…

 

Bez teleobiektywu niewiele można

zarejestrować!

W okolicach Bobo w

odległoœci godziny jazdy wyboistš szutrówkš  jest w buszu spore jeziorko

zamieszkane przez hipopotamy i wodne ptactwo. (H na mojej mapce)   – Publiczna

komunikacja tam nie dociera – potrzebny terenowy wóz!  Musisz znaleŸć Agence de

Voyage Abu Bakar przy hotelu Soba – on organizuje wycieczki!  Znajduję i wkrótce

jesteœmy już w drodze…  U celu trzeba jeszcze za 2000 CFA wynajšć przewoŸnika,

bo do “hippos” płynie się łodziš…

Sš:

najpierw jeden samotnik, potem cała rodzinka liczšca 8 czy 9 osobników. Pufajš i

prychajš. Spłoszone pojawieniem się łodzi odpływajš wkrótce w kierunku œrodka

jeziora. I choć te hipopotamy swoim zachowaniem mogš turystę rozczarować (wcale nie

lubiš wychodzić z wody aby pozować, a gdy pływajš, to widać im tylko głowy – jak na

powyższym zdjęciu) to wyprawa do Mare aux Hippopotames może być ciekawa – również ze

względu na to, co można zobaczyć po drodze.   Czerwona szutrówka przebiega

obok kilku wiosek… Wystarczy na chwilę przystanšć i wejœć między gliniaki, a zaraz

zbierze się gromada bosonogich dzieciaków gotowa pozować do zdjęć (nie całkiem

bezinteresownie) W nierównych uliczkach i na podwórkach toczy się codzienne życie: w

dużych drewnianych stępach – takich jak na zdjęciu – obok kobiety tłukš ziarno na

popołudniowy posiłek, starsze kobiety przędš bawełniane nici, wałęsajš się

niemrawo zmęczone upałem domowe zwierzęta…

W jednej z wiosek znalazłem

bardzo fotogeniczny meczecik w stylu Sahelu. Gdy przez szparę w zamkniętych drzwiach

zajrzałem na dziedziniec okazało się że ma on wymiary zaledwie 5 na 6 metrów… Ale

widać taka œwištynia zaspokaja potrzeby mieszkańców… 

Za wioskš przez drogę przebiega para małp – jedyna

tego dnia. Pisałem już o tym, że w zachodniej częœci Afryki dzikich zwierzšt turysta

nie zobaczy wiele…

Podstawš

utrzymania ludzi w tych okolicach jest prymitywne rolnictwo, hodowla kóz i owiec oraz

uprawa bawełny, której sprzedaż za granice daje aż 45 procent przychodów tego kraju z

eksportu. Pryzmy bawełnianych kulek leżš na piasku pod gołym niebem. Nie ma obawy, aby

zmoczył je deszcz, bo o tej porze roku (nasza zima) nie spada ani kropla dżdżu –

deszcze zaczynajš się dopiero w maju… 

Ciekawostkš,

która mnie zainteresowała sš setki stojšcych wzdłuż drogi termitier, które

kształtem przypominajš… grzyby. Wysokoœć tych dziwnych budowli dochodzi do 50

cm… 

Wycieczka trwała 4 godziny.

Przewodnik i jednoczeœnie kierowca spisał sie dobrze więc mogę wam polecić Abu Bakara

Sanogo w Bobo – podobno zwykle można go znaleŸć pod numerem telefonu 98 28 01

Usiana karłowatymi

drzewkami sawanna: typowy krajobraz południowej Burkiny.  Takie widoki królujš za

oknem samochodu także podczas jazdy do stolicy kraju. Zanim pożegnałem Abu Bakara

udało mi się jeszcze wyjaœnić pewnš zagadkę: so  to w miejscowym

narzeczu dom. A że w okolicy od wieków mieszkajš plemiona Bobo i Dioula  to 

Bobo Dioulasso – nazwa tego miasta znaczy po prostu “dom Bobo i Dioula” 

W

przelotowej ulicy Bobo noszšcej dumnš nazwę Bulwaru Rewolucji odnajduję miejscowš

“gare routiere”. Autobus do stolicy?  Najbliższy o 14.00!  Jakš

klasš pan sobie życzy?  Szeroko otworzyłem oczy: tego jeszcze w Afryce nie było.

Okazuje się, ze o tej samej porze odjeżdżajš 3 autobusy: 1 klasy, 2 klasy i trzeci z

“naturalnš” klimatyzacjš czyli otwartymi oknami. Decyduję się na drugš

klasę za 5 tysięcy CFA. Czas pokaże, że jest to słuszna decyzja, bo ochroni mnie

przed tumanami czerwonego pyłu podnoszonymi przez koła pojazdu na licznych objazdach

występujšcych na tej trasie…  W Ouagadougou będziemy już po zmroku – po pięciu

godzinach jazdy…

>>>>>>>>>>>>>CIĽG  DALSZY

przejœcie

do częœci 2  relacji z Burkiny Faso