Nigeria & Benin – travel report by Wojciech Dabrowski (Africa2000_en.htm)

NIGERIA

1nig002.jpg (19104 bytes)

Jak sami widzicie na mapce pierwszym państwem na moim afrykańskim szlaku

była Nigeria – kraj w chwili obecnej zdecydowanie nie wart odwiedzenia: niebezpieczny, o

słabej, ale za to bardzo skorumpowanej władzy, gdzie publiczni  funkcjonariusze

potrafiš pod byle pretekstem wymuszać na cudzoziemcach haracz.  A w moim programie

Nigeria znalazła się tylko dlatego, że Alitalia zaoferowała mi wyjštkowo korzystnš

taryfę lotniczš na przelot z Polski do Lagos i powrót z odległego Dakaru do Polski:

660 USD. Postanowiłem wykorzystać przypadkowš szansę i poœwiecić pół dnia na

poznanie stolicy Nigerii.  Lagos okazało się wielkim, brudnym i zaniedbanym

miastem, o zatłoczonym œródmieœciu pełnym kurzu i samochodowych spalin. Centrum

metropoli położone jest na wyspie i mimo kilkunastu eleganckich wieżowców wzniesionych

wzdłuż wšskich ulic nie robi najlepszego wrażenia.

 1nig003.jpg (21838 bytes)

Jedynym

“turystycznym” obiektem w stolicy wydaje sie być skromne muzeum, w którym

eksponuje się ceramikę, ozdoby, instrumenty ludowe i wyroby z bršzu. Wszystkiego nie

widziałem, bo w centrum miasta nie było œwiatła (ponoć to częste zjawisko). Mniej

więcej w połowie długoœci centralnej ulicy Broad St  jest wydłużony plac Tinubu

Square, który z dużym prawdopodobieństwem nazwać można centralnym punktem Lagos.

Kilka palm wyrasta tu ponad morze kramów. Płaci sie w nich miejscowš walutš – naira.

Przelicznik jest prosty: 1 USD=100 naira.  Bochenek chleba kosztuje 80 naira…

1nig004.jpg (18621 bytes)

Zrobiłem na tym placu kilka

zdjęć. Grupka miejscowych mężczyzn zauważyła z odległoœci około 30 metrów, że

podnoszę kamerę do oka. Po chwili byli już przy mnie: z krzykiem domagajšc się

pieniędzy. Policjanta oczywiœcie w okolicy nie było, zrobiło się niewesoło… Tylko

spokojowi i temu, że był przy mnie zaprzyjaŸniony Murzyn zawdzięczam wyjœcie z tej

opresji.  Ambasady wszystkich chyba europejskich krajów odradzajš swoim obywatelom

piesze spacery po Lagos – nawet w biały dzień.  Rzeczywiœcie: nie jest przyjemnie,

ale bez przesady, niektóre wielkie miasta Azji czy Ameryki Płd. wyglšdajš całkiem

podobnie…

Po południu żółtym

minibusem zwanym dalfu dojechałem z moim tobołkiem i opiekunem do skrzyżowania

ulic nazywanego Mile Two. To stšd, z wyboistego i pełnego kurzu placu odjeżdżajš

różnej wielkoœci wehikuły w kierunku odległej o zaledwie około 40 km granicy z

Beninem. Wybraliœmy zbiorowš taksówkę za 400 naira, która przejechała jednš

trzeciš trasy i… padła.  Na szczęœcie w pobliżu był warsztat naprawczy

“Pod Palmš”.          

Przejœcie graniczne w małej wiosce Owode zapamiętam na długo. A to dlatego, że na

białego po nigeryjskiej stronie czeka tam cały cišg upokorzeń i nagabywań o

pienišdze.   Jest on kolejno przesyłany od szopy do szopy: tu kontrola jawnej

policji,   tam tajnej policji, potem antynarkotykowa, sanitarna, immigration,

celnicy…   A każdy chce coœ wyłudzić albo po prostu z nudów popastwić się

nad tym białym…   Pogranicznik Beninu urzędujšcy już  po drugiej

stronie szlabanu, który bezprawnie inkasuje “tylko” 100 naira opłaty za

pieczštkę do paszportu wydaje się przy nich aniołem…  Ale w końcu

jesteœmy  jednak w Beninie – o wiele sympatyczniejszym kraju i… zaczynamy mówić

po francusku !    Miejsce w zbiorowej taksówce do Cotonou kosztuje 1000 CFA –

franków Zachodniej Afryki.

Benin%20mp.jpg

1ben017.jpg (13376 bytes)

                   

W poprzednim dziesięcioleciu rzšdził w kraju bardzo lewicujšcy prezydent – stšd

obecnoœć w Cotonou   Placu Czerwonej Gwiazdy i monumentalnych 

pomników…

Osobiœcie

wolę dawnš nazwę tego kraju – Dahomey.  Jest  on trzy razy mniejszy od Polski

i zamieszkany przez jakieœ 6 milionów ludnoœci, której większoœć wcišż wyznaje

animizm.  O stolicy – Porto Novo mało kto za granicš słyszał. Bo administaracja

skupia się w głównym mieœcie – Cotonou majšcym  tš rzadkš zaletę, że port

lotniczy zlokalizowany jest właœciwie w mieœcie – na upartego można dojœć na

piechotę. Tylko po co dŸwigać plecak w afrykańskim wilgotnym upale?

1ben012.jpg (26399 bytes)

W Cotonou po raz pierwszy

zetknšłem się z motocyklowymi taksówkami. Potem okazało się, że kursujš we

wszystkich miastach Beninu. Kierowcy majš oczywiœcie licencje i ubierajš do pracy

wypłowiałe służbowe koszule – w każdym mieœcie innego koloru. płaci się grosze: za

przejazd w stolicy 100-200 afrykanów czyli 20-30 centów USA za kurs. Białego niektórzy

próbujš nacišgnšć na wyższš opłatę więc trzeba ustalić cenę przed wyruszeniem

w trasę. Na siodełku skutera czy lekkiego motocykla jest przewiewnie…  A jakie

wspaniałe pole obserwacji !

Nie było łatwo odnaleŸć

tani “Pension de Famillies Amazon”. Zatem specjalnie dla was wskazówki: Stań

tyłem do wejœcia do koœcioła St Michel. Przed sobš ujrzysz piaszczystš uliczkę.

IdŸ niš prosto. Po ok. 150 metrach zobaczysz na rogu po prawej tłumek dzieci – to

szkoła. Na rogu naprzeciw szkoły różowy budyneczek – to właœnie twoja

“pension”, gdzie za 5500 CFA dostaniesz pokój z wiatrakiem i prysznicem.

     Piaszczysta uliczka w Cotonou – nie pamiętam nawet czy miała

nazwę… Polubiłem tš mojš uliczkę, wyjętš jakby ze starej opowieœci o Afryce.

  Jej garkuchnie, kramy i warsztaciki schowane pod cienistymi drzewami. Jej trwajšcy

wiecznie spektakl: Wystarczyło usišœć gdzieœ z boku z butelkš chłodnego piwa za

pół dolara i patrzeć, patrzeć: na czarne dziewczyny sunšce z koszykami na głowach,

wędrownych przekupniów podzwaniajšcych metalowymi kubkami, na baby z nabożeństwem

nakładajšce z gara porcje ryżu z potrawkš, na zerkajšcych łakomie na twoje zakurzone

sandały pucybutów…

1ben010.jpg (17415 bytes)

Historycznych budowli w Cotonou

nie uœwiadczysz.  Aby zobaczyć zabytki tego kraju trzeba wybrać się do dawnej

stolicy królestwa Dahomeju – do Abomey. Jedzie się tam za 1600 “afrykanów”

wœród ananasowych plantacji (w kramach przy drodze za dorodny ananas płaci się

równowartoœć złotówki). Na postojach dziewczyny wciskajš przez okna torebki z

obranymi ze skórki pomarańczami: 5 szt za 100 CFA… W końcu jest Abomey, z otoczonym

wysokim murem kompleksem królewskiego pałacu. Za wstęp inkasujš tu 1500 CFA dajšc mi

używany bilet. Parterowe budowle kompleksu nie wiadomo dlaczego  fotografować

można tylko na pierwszym dziedzińcu (patrz obok). Gliniane, czerwone i białe œciany,

przed którymi wystawiono stare armaty…   Przewodnik gorliwie prowadzi dalej…

(liczšc oczywiœcie na napiwek)

1ben006.jpg (8048 bytes)

1ben005.jpg (17876 bytes)

W tworzšcych prawdziwy

labirynt budynkach oglšdałem pamištki po kolejnych, czarnych królach. Ozdobne laski –

symbole władzy, fajki,  naczynia stołowe i wreszcie w oddzielnej sali kolekcję

tronów kolejnych władców panujšcych od 1600 roku. I tu mój przewodnik sam

zaproponował mi zrobienie zdjęć – oczywiœcie za łapówkę. -Ja bedę pilnował przy

drzwiach, a ty fotografuj!  Skorzystałem – a efekt widzicie obok. Haftowane parasole

też sš królewskie!

W obrębie kompleksu, w

okršgłej budowli przypominajšcej dużš afrykańskš chatę znajduje się grobowiec

króla Glele, który panował w latach 1858-89. To ponoć najœwiętsze miejsce w

kompleksie. Po zdjęciu butów można wejœć do œrodka aby zobaczyć między innymi

królewskie łoże i wachlarz monarchy…

Pałac w Abomey jest miejscem stosunkowo często odwiedzanym przez

turystów (często jak na Benin – podczas mojej wizyty widziałem ich raptem troje). 

Dla tych właœnie  turystów  w podcieniach na pierwszym podwórcu 

miejscowi rozłożyli cały rzšd kramów z rękodziełem – sš figurki z metalu i drewna,

stroje ludowe, makatki z naszywanymi skrawkami barwnych materiałów. Ceny umiarkowane,

choć oczywiœcie trzeba się ostro targować.  Warto tu coœ kupić, bo sklepy z

pamištkami w tym kraju raczej trudno znaleŸć. Wyjštkiem jest doœć drogie centrum

rękodzieła w Cotonou…

1ben008.jpg (34560 bytes)

Przy wjeŸdzie do miasta stoi

spiżowy pomnik ostatniego króla Dahomeju – Behanzina. To bohater narodowy i symbol walki

z kolonializmem. Nie chciał podpisać Francuzom traktatu poddajšcego Dahomey pod

kolonialne zwierzchnictwo Francji za co Francuzi wywieŸli go do innej swojej kolonii – na

Martynikę. Niepodległy od 1960 roku Benin bardzo korzystnie prezentuje się na tle

innych krajów Afryki Zachodniej. Stabilna, w miarę sprawna i tylko umiarkowanie

skorumpowana władza sprawia że kraj jest w miarę bezpieczny. Ludzie sš sympatyczni,

komunikacja lepsza niż gdzie indziej, a międzynarodowa pomoc wykorzystywana na budowę

dróg i rozwój infrastruktury turystycznej… Słowem – polecam Benin jako cel

turystycznych wypraw. Niestety po wizę do tego kraju musiałem zwrócić się do ich

ambasady w Brukseli.   Ale jest podobno także inna i bliżej – w Bonn.

1ben007.jpg (12938 bytes)

1ben013.jpg (16354 bytes)

Aby poznać prawdziwy Benin

trzeba jednak wyjechać poza stolicę. Pomógł mi przypadek: w drodze do dawnej stolicy

kraju – Abomey miałem przymusowš przesiadkę w miasteczku Bohicon. Biednie jak

wszędzie…   Ale tu raczej rzadko widzi się białego człowieka, ludzie spokojniej

reagujš na widok aparatu i w wypełnionych czerwonym pyłem uliczkach można podpatrzeć

wiele scenek z codziennego życia…

1ben009.jpg (26684 bytes)

Na niewielkim bazarze,

zadaszonym chrustem i palmowymi matami czarne przekupki paradujšce często z odkrytymi

piersiami sprzedajš œwieże i gotowane warzywa. Dalej ryby suszone (strasznie cuchnš w

tym upale!) i ryby pieczone na miejscu na ruszcie. Sš oczywiœcie tropikalne owoce.

  Zgraja sympatycznych, bosonogich dzieciaków towarzyszy mi w wędrówce od kramu do

kramu, nieœmiało i  z ciekawoœciš zaglšdajšc  do mojej torby.

Nie, nie można im dawać ani

cukierków ani długopisów bo od razu z krzykiem wycišgnš się wszystkie ręce. Ci, dla

których nie starczy prezentów popatrzš na ciebie z nienawiœciš, a na następnemu

białemu który pojawi sie na bazarze towarzyszyć będš bez przerwy okrzyki:

“Cadeau, cadeau!”

Sól

w tym goršcym kraju jest artykułem pierwszej potrzeby i można tu znaleŸć kramy króre

specjalizujš sie w handlu wyłšcznie tym artykułem (na zdjęciu obok).

Czekałem około godziny zanim

skompletowaliœmy pełnš “załogę” dla zbiorowej taksówki wracajšcej do

stolicy. Kierowce bezlitoœnie upychajš pasażerów: dwóch z przodu, czterech z

tyłu.  Wiem już, że najlepsze jest miejsce z przodu przy oknie, bo 

pasażer-sšsiad siedzi już właœciwie na dršżku ręcznego hamulca…  

Warto pamiętać, że można wysišœć po drodze w Abomey-Calavi, aby zobaczyć lagunę

Ganvie…

1ben011.jpg (25520 bytes)

1ben014.jpg (17695 bytes)

Jednš ze sztandarowych

atrakcji turystycznych Beninu jest położone w niewielkiej odległoœci od stolicy

płytkie Jezioro Ganvie – ze swoimi wioskami zbudowanymi na wodzie, a dokładniej – na

palach i wysepkach. Na przystani (około 500 metrów od przelotowej szosy) działa sprawna

agencja turystyczna oferujšca wycieczki do wiosek na wodzie. Inkasujš od 2300 CFA/os za

rejs zwykłš łódkš do 3300 – motorowš – jeżeli skompletuje sie przynajmniej 5 osób.

Mieszkańcy wiosek sa niestety bardzo popsuci przez turystów – trudno ich uwiecznić na

kliszy bez sutej zapłaty…

Zanim w Beninie

pojawili sie francuscy kolonizatorzy kwitł tu handel czarnymi niewolnikami – organizowany

przez mniej lub bardziej oficjalnych przedstawicieli różnych europejskich nacji.

Budowali forty na wybrzeżu, wyprawiali sie do interioru po czarny towar. Ładowali go na

statki i wyprawiali za Atlantyk… Bodaj największym oœrodkiem tego procederu było

Ouidah – malownicze miasteczko na zachodzie kraju, gdzie w dawnym portugalskim forcie jest

dziœ ciekawe muzeum. 

Z miasteczka

do morskiego wybrzeża prowadzi wœród palm 4-kilometrowa, piaszczysta “droga

niewolników”. Przeszedłem jš w skwarze… Uff!    Plaża była

szeroka i zupełnie pusta…1ben015.jpg (10447 bytes)

 Benin mp.jpg (18153 bytes)

1ben016.jpg (12478 bytes)

Przy poparciu UNESCO kilka lat

temu wybrzeżu u krańca “drogi niewolników” wzniesiono dla upamiętnienia

tysięcy tych, co odpłyneli stšd do Ameryk symbolicznš bramę. To bardzo ładne

miejsce. A w płaskorzeŸbach cokołu znajdziecie warszwskš syrenkę, która jak się

okazuje należy także do symboliki popularnego w Beninie kultu voodoo.

1ben018.jpg (18028 bytes)

Jeszcze dalej na zachód – już

bardzo blisko granicy Togo leży rybacka wieœ Grand Popo. U krańca wioski przy plaży

jeszcze w czasach kolonialnych wybudowano “Auberge de Grand Popo” – mały zajazd

w którym obok klimatyzowanych pokojów można znaleŸć również takie z wiatrakiem po

8500 CFA (jest nawet czysty ręcznik i moskitiera). W wiosce na ogrodzonych żerdziami

“campingach” trampy mogš rozbić namiot… Idealne miejsce dla relaksu – tu

spedziłem moja ostatniš noc w Beninie…

Wczesnym rankiem

“moto” dowiozło mnie do głównej szosy. Kiedy rozglšdałem się tam za

zbiorowš taksówkš jadšcš do przejœcia granicznego kierowca skutera sam

zaproponował: -To niedaleko – dowiozę cię do samej granicy… Uzgodniliœmy cenę –

1000 “afrykanów” i… pojechałem – wzdłuż łańcuchów nadbrzeżnych palm

pod którymi przycupnęły kryte strzechš rybackie chatki.  Po drodze, w podmuchach

goršcego wiatru wyschła przepocona już od rana koszula.   A tam, gdzie

zeskoczyłem ze skuterowego siodełka czekała nowa przygoda…