
Z
Samoa wyruszyłem na Tokelau… Słyszeliście kiedykolwiek o Tokelau?
Popatrzcie na mapkę powyżej… To zaledwie trzy samotne atole: Fakaofo,
Nukunonu i Atafu leżące na południowym Pacyfiku – około 500 kilometrów
na północ od Samoa. To
jedne z najbardziej izolowanych wysp Polinezji.
Idealne miejsce dla tych, którzy chcą uciec na malownicze wysepki ocienione
palmami ukryte naprawdę daleko od zgiełkliwego świata.
Słowo „tokelau” po polinezyjsku znaczy właśnie „północny”. Niegdyś była to
kolonia brytyjska nazywana
Union Islands. Dziś teoretycznie jest to terytorium administrowane przez
Nową Zelandię, którego głową jest królowa brytyjska. Ale będąc na Tokelau
nie mogłem dopatrzyć się żadnych śladów obecności administratorów poza tym,
że jako środka płatniczego używa się tam nowozelandzkiego dolara…
Przed laty, kiedy przecinając
Pacyfik w mojej trzeciej podróży dookoła świata po raz pierwszy trafiłem na Samoa
dowiadywałem się o możliwość dostania się na te wysepki… Zabrakło
wtedy czasu na czekanie na statek, który był akurat w morzu i pieniędzy
pozostawionych na drogiej Francuskiej Polinezji. Nie udało się… Ale już
wtedy wiedziałem, że kiedyś
popłynę ku tym tak trudno dostępnym dla turystów atolom…


lądowiska. Na Tokelau można dotrzeć tylko stateczkiem zaopatrzeniowym
wyruszającym nieregularnie z Apii na Samoa. Pierwszeństwo w uzyskaniu miejsc
na statku mają miejscowi. „Tokelau” – jednostka przerobiona z katamaranu
wyrusza w trasę 1 lub 2 razy w miesiącu odwiedzając po kolei wszystkie trzy
atole według następującego schematu: Apia – Fakaofo – Nukunonu – Atafu –
Nukunonu – Fakaofo – Apia. Okrężny rejs trwa około tygodnia, w zależności od
stanu morza i objętości ładunku. Kiedy zjawiłem się przy
kei doznałem wielkiego rozczarowania. Coś, co w podróżniczej literaturze
nazywano zaopatrzeniowym statkiem m/v „Tokelau” okazało się zaledwie
31-metrową, niską, dwupokładową jednostką dzięki spłaszczonej sylwetce
przypominającą kalosz. “Kalosz” ma tylko jedną dwuosobową kabinę pasażerską
okupowaną zazwyczaj przez miejscowych oficjeli lub honorowych gości (jest
dwa razy droższa od zwykłego miejsca).
z Tokelau Apia Liaison Office
reprezentującym interesy Tokelau na Samoa przez ponad 3 miesiące, podając
moje dane, deklarując datę mojego przybycia do Apii i prosząc o miejsce na
statku. Na tydzień przed przylotem dostałem e-mailem wstępne potwierdzenie,
a po przybyciu do Apii radosną wiadomość, że statek odpływa pojutrze i
miejsce jest. Był to sukces, bo “Tokelau” zabiera ograniczoną ilość
pasażerów: maksymalnie 60. Koszt mojego okrężnego rejsu z wliczonym
wyżywieniem wyniósł 286 NZD (biuro w Apii przyjmuje także równowartość w
samoańskich tala, dolarach australijskich lub amerykańskich). Statystyki
mówią, że w ciągu całego 2003 roku na pokładzie m/v „Tokelau” dotarło na
atole tylko 120 cudzoziemców, wliczając w to ekspertów i pracowników
organizacji pomocowych. Miałem być jednym z około setki szczęśliwców czy
może raczej
ryzykantów, których spodziewano się na archipelagu w 2004 roku…
oczywiście na deku. Okazało się, że są tam trzy miejsca do wyboru na
legowisko. Pierwsze to przylegająca do kambuza mesa (jadalnia) z dwoma
zamocowanymi na stałe stołami i ławkami. Obok jest telewizor do wyświetlania
filmów z magnetowidu. Na stołach, ławkach i podłodze wokół nich śpią
miejscowe kobiety i dzieci (także w dzień). Drugie to pokrywa przedniej
ładowni na dolnym pokładzie (na zdjęciu obok), gdzie po zakończeniu
załadunku miejscowi rozkładają swoje maty i materace – Marynarze na czas
rejsu rozpinają nad ładownią brezentowy daszek chroniący przed słońcem i
deszczem, ale to miejsce ma wadę: już na pierwszym atolu trzeba zwijać swoje
posłanie, aby umożliwić dostęp do ładowni.

Trzecia możliwość koczowania to fragment
górnego pokładu za nadbudówką – osłonięty daszkiem z brezentu i w razie
potrzeby – bocznymi płachtami. To miejsce jest najlepsze dla podróżnika:
jest tu nawet kilka przytwierdzonych na stałe ławek. Po przybyciu na statek
należy jak najszybciej rozłożyć swoje posłanie – najlepiej tuż za nadbudówką
na osi statku, gdzie najmniej odczuwa się kołysanie.
posiłki dziennie, roznoszone przez marynarzy do legowisk pasażerów. Na obiad
dostaje się talerz ryżu z rybą (jeżeli udało się ją złowić) lub spaghetti z
kawałkiem wołowiny plus surówka z kapusty. Na śniadanie i kolację tosty z
jajecznicą. W ciągu dnia można zawsze odwiedzić życzliwego kucharza i
poprosić o dodatkową, bezpłatną kawę czy herbatę (najlepiej do własnego,
dużego kubka). Drugiego dnia żeglugi po rozkołysanym Pacyfiku
około południa na pustym dotychczas horyzoncie zamajaczyła pierwsza wysepka
– to była Fale na Fakaofo.


Czy potraficie wyobrazić sobie 400 ludzi mieszkających na takiej wysepce jak powyżej?
Wielu spośród nich spędziło na tym skrawku lądu całe swoje dotychczasowe
życie…
Misjonarze: katolik i
protestant przybyli niegdyś na ten atol prawie jednocześnie i od tego czasu
społeczność jest podzielona i ma dwa odrębne kościoły. Tak jak i pozostałe
atole Fakaofo ma rozległą lagunę otoczoną mniejszymi i większymi wysepkami –
motus. Tylko dwie z nich są zasiedlone: na małej wysepce Fale poza domkami
mieszkańców stłoczone są: dwa kościoły, piętrowy budynek administracyjny ze
sklepem i pocztą, oraz wielkie fale – dom spotkań (zdjęcie obok) z
koralowym głazem symbolizującym Tui Tokelau – bożka z czasów
przedchrześcijańskich (na zdjęciu poniżej).
Na wysepce jest naprawdę ciasno. Z braku
innego miejsca na skale rafy urządzono małą, odkrytą świniarnię – inwentarz
w porze przypływu brodzi tam w wodzie… Oryginalne to, ale podczas odpływu
brzydko pachnie.
Na Fale rośnie wiele chlebowców, a
mieszkańcy znani są z wyrobu pięknych tac i koszyków z liści pandanusa. Całą
wysepkę można obejść bez pośpiechu w pół godziny.
Europejczycy zawitali tu po raz pierwszy
w 1765 roku – ale widzieli wtedy tylko Atafu. Misjonarze i wielorybnicy
pojawili się dopiero w następnym stuleciu… Wszystkich wysepek w państewku
jest aż 127, ale w każdym z trzech atoli zasiedlona jest tylko jedna lub
dwie.. Całe Tokelau ma w sumie tylko 12 kilometrów kwadratowych powierzchni,
ale za to aż 290 tysięcy kilometrów kwadratowych wód terytorialnych!


konserwatywne społeczeństwo. Mieszkańcy atoli wciąż rządzą się sami –
zgodnie z odwieczną tradycją: władzę na każdym z atoli sprawuje faipule –
jakby wójt –
wybierany spośród mieszkańców na trzyletnią kadencję. Organem doradczym
faipule jest taupulega – rada starszych. Każda taupulega deleguje 6 spośród
swoich członków do General Fono – Rady Państwa, odpowiednika parlamentu,
zbierającej się dwa razy do roku kolejno na poszczególnych atolach. A
pomiędzy jej posiedzeniami państewko reprezentuje mniejsza rada złożona z
trzech faipule (to jakby tutejszy „rząd”) pod przewodnictwem Ulu o Tokelau –
tytularnej głowy państwa, która to godność co roku przechodzi na innego
faipule. I pomyśleć, że wszystkie te organy reprezentują społeczeństwo
składające się z zaledwie około 1500 obywateli. (podobno jeszcze trzy razy
tyle Tokelauańczyków żyje w Nowej Zelandii)…
Oddalona o 3 kilometry od Fale
jest znacznie większa i ładniejsza wyspa Fenuafala. Zbudowano tam szkołę (na
zdjęciu obok – dzieci codziennie dowożone są tam łodziami). Jako nauczyciele
zatrudniani są na semestralne okresy Nowozelandczycy. Mało kto wytrzymuje
dłużej w takim odosobnieniu…
Na Fenuafali jest także szpitalik w
którym zatrudniani są na krótkich kontraktach lekarze z Europy, kolejny
kościół i Tele-tok – centrum telekomunikacyjne w którym funkcjonują już
pierwsze na archipelagu stanowiska internetowe, ale wiele domen jest
zablokowanych z polecenia Rady Starszych, dbającej o morale młodzieży.


Płynąc z Fale na Fenuafalę warto
zwrócić uwagę na maleńkie motu pomiędzy nimi. Zlokalizowany jest na nim pod
palmami malowniczy katolicki cmentarz. Lądowanie na wysepce wymaga brodzenia
po koralowych skałach – nie zapomnijcie zabrać odpowiedniego obuwia!…
Ludzie uśmiechają się, są
otwarci i bardzo życzliwi. Z czego żyją? Dochody państewka to przede
wszystkim roczna dotacja rządu Nowej Zelandii: 4 mln NZD. Część tych
pieniędzy wędruje bezpośrednio do mieszkańców – w zamian za konkretne prace
wykonywane na rzecz wyspiarskiej społeczności. Inne, skromne dochody kraju
pochodzą ze sprzedaży prawa do połowów ryb w strefie ekonomicznej, sprzedaży
znaczków i rękodzieła. Kopry, której tu jest dostatek dzisiaj już nikt nie
chce kupować.
Ta pani wyplata właśnie zgrabną tackę
z pasków pandanusowego liścia…


A z jednego palmowego liścia, który
leży tu na ziemi można w ciągu kwadransa upleść dwa takie wielkie kosze na
bulwy tato, albo na kokosowe orzechy… Nie wierzycie? Jedźcie sami
sprawdzić!
Szmaragdowa woda laguny, palmy,
łagodny powiew bryzy – dla nas wielka egzotyka… Dla nich –
codzienność…
Tokelau ma łagodny, tropikalny klimat,
ze średnią temperaturą oscylującą wokół 28 stopni. Krótkotrwałe, ulewne
deszcze zdarzają się w ciągu całego roku (deszczówka jest jedynym źródłem
słodkiej wody).
Najodpowiedniejsza pora dla wizyt to
okres od kwietnia do października, gdy wieją łagodne pasaty. Od listopada do
lutego mogą zdarzać się huragany.


– to były już tylko kilkugodzinne przeskoki… I tu pora wyjawić, że
na atolach nie ma żadnej przystani, a dno gwałtownie opadające zaraz na
zewnątrz bariery rafy uniemożliwia rzucenie kotwicy. Stateczek zmuszony jest
bez przerwy dryfować, czasem popłynąć na noc na przeciwną stronę atolu, by
schować się przed wiatrem.
Czas
dryfowania przy jednej wyspie wyznaczony jest przez wyładunek i załadunek
towarów i pasażerów. Zdarza się, że „Tokelau” dociera do wyspy pod wieczór i
rozładunek zaopatrzenia można rozpocząć dopiero rano – wtedy podróżnik
odbywający okrężną podróż ma szansę spędzenia tej nocy na wyspie – tak
właśnie było dwukrotnie w moim przypadku – na Atafu i Nukunonu.
jest widowiskiem samym w sobie: z atolu przypływa przeskakując przez wąskie
przejście w barierze rafy płaskodenna motorówka na którą na roztańczonym
morzu przeładowuje się worki, paczki, meble i… pasażerów. Obraca ona wiele
razy przywożąc z lądu duże, puste beczki na paliwo dla spalinowej
elektrowni, które następnie napełniane są ze statkowych zbiorników i
ponownie zabierane na wyspę… Przy wysokiej fali dzieje się to w warunkach
dużego ryzyka – polski inspektor BHP złapał by się za głowę i szybko zamknął
tą linię żeglugową! Ale wypadki u wybrzeży Tokelau są podobno rzadkością…
Przygotujcie się na to, że przy pokonywaniu rafy skropi was zwykle wodą –
radzę zabezpieczyć kamery. A jeśli nie umiecie pływać – poprosić o kamizelkę
(z reguły o nich zapominają)

Nukunonu trzy razy zawracaliśmy podchodząc do rafy, czekając na moment
odpowiedni dla przeskoczenia spienionej bariery. W końcu udało się –
oczywiście „na mokro”. Mimo doświadczenia miejscowych marynarzy którzy znają
kaprysy rafy takie przeprawy dostarczają zawsze wiele emocji i… są na
pewno dodatkową atrakcją rejsu na Tokelau.

Atol Atafu –
leży 92 kilometry od Nukunonu i jest
najbardziej odległy od Samoa. W związku z tym w każdej podróży statek
zaopatrzeniowy odwiedza Atafu tylko jednokrotnie. Mieszkańcy Atafu to
protestanci. Wznieśli na jedynej zasiedlonej wysepce Vao okazały halowy
kościół. Ciekawy jest prymitywny cmentarz na brzegu od strony oceanu, gdzie
zarysy wielu starych nagrobków wyznaczone są muszlami.
Atafu jest najbardziej konserwatywnym
spośród trzech atoli Tokelau. Tu z największym szacunkiem ludzie odnoszą się
do tradycji. I tylko tutaj można jeszcze zobaczyć tradycyjne canoe z bocznym
pływakiem dłubane z jednego pnia. Takie canoe zresztą wciąż się tu wyrabia –
widać to na jednym ze zdjęć poniżej…
Wokół głównego placu przy
przystani stoją najważniejsze budowle atolu: „fale” – owalne lub prostokątne
budowle bez ścian służące jako miejsca spotkań. Jest tu także mały
budyneczek Radia Atafu nadającego głównie muzykę i lotala – małe fale w
którym przez całe dnie przesiadują miejscowe kobiety wyplatając wachlarze i
koszyczki, a po południu grające zbiorowo w loteryjkę. Gdy poprosić, odłożą
swoje robótki, włożą na głowy kwiatowe wianki, zaśpiewają swoje rozkołysane
pieśni a nawet zatańczą…


Zaskoczeniem dla przybysza są
europejskie nazwiska, które nosi wielu Tokelauańczyków – to pamiątki po
marynarzach z wielorybniczych statków, którzy na przełomie XIX i XX wieku
chętnie zawijali na Tokelau pozostawiając po sobie potomków.
W budynku administracji jest tu
poczta… Barczysty Mr Rupena – policjant i naczelnik poczty w jednej osobie
paradujący jak wszyscy w spódniczce sprzedaje po 1,20 ładne widokówki,
znaczki i przystawia pamiątkowe pieczątki w paszportach. Można stąd wysłać
list (który i tak popłynie tym samym statkiem) – Znaczki na pocztówkę
kosztują: na inne wyspy Pacyfiku: 1 NZD, a poza Pacyfik 2 NZD.
szybko uplotły sobie wianki (bez wianka nie wypada widać występować!)
zaśpiewały specjalnie dla Polaka i zatańczyły… Hmm…
wiecie zapewne, że na Tokelau i na wielu innych wyspach Polinezji tańczą
tylko ręce kobiet…
Nie byłem
pierwszym Polakiem odwiedzającym Tokelau – na Atafu pamiętają Polkę, która
przyjechała na krótko z Nowej Zelandii i pozostawiła wyspiarzom płytę z
niezrozumiałymi niestety dla nich polskimi kolędami… W historii
Tokelau jest także inna polska karta: stateczek, który zaopatrywał wyspy
zanim pojawił się tu obecny „kalosz” był małym frachtowcem zakupionym w
Polsce – prawdopodobnie od PLO. Potem sprzedali go do Nowej Zelandii.


A tu mamy dłubane canoe w trakcie
produkcji – oj trzeba wiele miesięcy ciapać małą siekierka przypominającą
motyczkę, aby dojść do takiego stadium…
Tyle tylko, że pływanie takim canoe
poza rafą jest dla dzisiejszych, niezbyt już wprawnych żeglarzy dosyć
ryzykowne. Na Nukunonu widziałem za to dużą motorówkę, która podobno przy
spokojnym morzu może dopłynąć do sąsiednich, siostrzanych atoli.
Mówiono mi jednak, że wykorzystują ją tylko w nadzwyczajnych sytuacjach – ze
względu na dużą odległość i koszt paliwa – turysta na nią nie ma co liczyć.
Kokosów jest – jak się pewnie
domyślacie – dostatek i są one ważnym elementem tutejszej diety. Na zdjęciu
produkcja wiórków kokosowych. Chłopiec siedzi na stołeczku z którego wystaje
stalowe ostrze do skrobania…
Z wiórków można wycisnąć kokosowe
mleczko (oni mówią: coconut cream) które dodaje się do wielu potraw…
Jedna z rodzin na Atafu: O’Brianowie ma
duży, europejski dom, a w nim pokoje gościnne udostępniane oficjalnym
gościom, a także – za zgodą rady starszych – turystom. Zwyczajowo w takich
sytuacjach, gdy turysta mieszka przy rodzinie za zakwaterowanie i posiłki
płaci 20-30 NZD. Gdybyście woleli żywić się sami (nie polecam) to na
wszystkich trzech atolach są sklepiki oferujące nowozelandzkie konserwy,
makarony i oleje, ale wybór jest niewielki, a ceny takie jak w Nowej
Zelandii.


Trzeci atol – Nukunonu, ten
środkowy, odległy jest od Fakaofo o 64 kilometry. Ma on opinię najlepiej
rozwiniętego, a jego mieszkańcy – prawie wyłącznie katolicy – opinię
najbardziej przedsiębiorczych w tym wyspiarskim kraju. To jedyny atol, gdzie
dwie sąsiadujące ze sobą wysepki: Vao i Motusaga połączone są mostem.
instytucja turystyczna na Tokelau: Luciano Perez – emerytowany kierownik
szkoły prowadzi mały guesthouse „Luana Liki” zlokalizowany w piętrowym domu
na brzegu laguny (na zdjęciu obok). Za 50 NZD oferuje pokój z pełnym
wyżywieniem, (30 NZD bez posiłków). Sprawdzam książkę gości – ostatni
turysta był tu 4 miesiące temu! Luciano ma łódź z silnikiem, którą wozi tych
swoich rzadkich gości po lagunie – na snorkeling i łowienie ryb. Dla
amatorów robinsonady ma zaś w łańcuchu motus otaczających lagunę swoją
prywatną wysepkę z palmami i białym piaskiem. Sunąc łodzią przez szmaragdową
lagunę dotarliśmy do motu najbardziej wysuniętego na północ, które tak jak
całe państewko nazywa się Tokelau. Ciekawostką na motu Tokelau jest głęboka,
zaciszna zatoczka z wejściem od strony laguny. W środku zatoczki stoi
figurka Matki Bożej. To jedno z najbardziej uroczych miejsc na atolu.


Byłem tu na ciekawej niedzielnej
mszy śpiewanej w polinezyjskim języku… W ładnym, wzniesionym w 1930 roku
kościele warto zwrócić uwagę na ciekawy krucyfiks wykonany przez miejscowego
artystę z jednego pnia drzewa. Przy kościele rezyduje kapłan – 78-letni
staruszek, nazywany przez miejscowych biskupem. Rzeczywiście, sympatyczny
Patrick O’Connor – Irlandczyk z pochodzenia występuje w purpurowych
szatach… Biskup jednej parafii i zarazem jej jedyny kapłan od dawna już nie
opuszcza swojego atolu, choć wciąż jeszcze codziennie odprawia mszę.
dłużej posiedzieć w tym zapomnianym raju? Wizy zastępuje tu
zezwolenie wydawane przez „Tokelau Apia Liaison Office” – biuro łącznikowe
tego kraju w Apii na Samoa. Na odbycie podróży okrężnej i dzienne lądowania
nie potrzeba permitu. Natomiast ktoś, kto chce pozostać tu na dłużej
(minimum dwa tygodnie – do ponownego przybycia statku) musi ubiegać się o “visitor
permit”. Aby uzyskać permit (koszt 20 NZD) należy poprzednio uzyskać
potwierdzenie odpłatnego zakwaterowania na wybranym atolu/atolach (przy
rodzinie lub w jedynym guest-house na Nukunonu) – w tym pośredniczy biuro w
Apii – i opłacić powrotny bilet na statek. Po złożeniu aplikacji biuro
kontaktuje się (faksem lub przez radio) z taupulegą – radą wyspy by uzyskać
akceptację. Odmowy zdarzają się rzadko. E-mail do biura w Apii:


Najwyższy punkt terenu na Tokelau
wystaje zaledwie na 5 metrów ponad poziom oceanu. A że na skutek efektu
cieplarnianego poziom mórz nieustannie się podnosi nie wiadomo jak długo
jeszcze mieszkańcy Tokelau przetrwają na swoich wyspach. Warto więc może
zawczasu pomyśleć o odwiedzeniu tego zapomnianego zakątka Polinezji…
