Turyści
przybywający na Samoa najczęściej ograniczają swój pobyt do głównej,
“stołecznej” wyspy Upolu. Niesłusznie… Upolu, choć posiada liczne
turystyczne atrakcje i rozbudowaną bazę noclegową szybko ulega wpływom
amerykańskiego czy australijskiego stylu życia lansowanego przez tych
Samoańczyków, którzy czasowo wyjeżdżają z kraju na studia czy w interesach..
Wpływom tzw. cywilizacji słabiej poddaje się ludność mieszkająca na drugiej
dużej samoańskiej wyspie – Savaii. Jeśli tylko pozwoli Wam na to czas na
pewno warto się tam wybrać…
Droga na Savaii prowadzi oczywiście przez
morze.
Dwie główne wyspy Samoa rozdziela Cieśnina Apolima, w której leżą małe
wysepki: płaska Manono i wysoka, niegościnna Apolima. Między Mulifanua na
Upolu i Salelologa na Savaii pływają kilka razy dziennie dwa promy. Rozkład
rejsów zmienia się w zależności od zapotrzebowania na transport ludzi i
pojazdów. Cena
przejazdu wynosi 7 tala. Na Manono i Apolimę można się dostać tylko łodziami
odpływającymi nieregularnie z przystani Manono-uta.


Kolorowy autobus bez
szyb w oknach potrzebuje prawie godziny, aby dotrzeć ze stolicy do przeprawy
promowej w Mulifanua. Pocę się pod ciężarem plecaka pospiesznie maszerując
na nabrzeże: rozkład rejsów i kursów jest tu w dużej mierze rzeczą umowną… I
rzeczywiście, odpływamy pół godziny przed czasem… Na horyzoncie majaczy
duża, zamglona wyspa – to Savaii, większa siostra Upolu. Jeśli nie brać pod
uwagę Hawajów i Nowej Zelandii to Savaii można nazwać największą wyspą
Polinezji… Jest słabiej zaludniona od Upolu, bardziej dziewicza i rzadziej
na nią trafiają turyści.
Sympatyczny staruszek
w lava-lava ustępuje mi miejsca na ławce górnego pokładu. O, nie! Zmieścimy
się obaj! – staram się gestami przekazać podziękowanie, bo nie zna
angielskiego. To przedsmak tego, co czeka mnie na Savaii – na Upolu można
się bez trudu porozumiewać w języku Albionu, ale tu angielski zna tylko
młodsze pokolenie. Rejs trwa nieco ponad godzinę – na drugim brzegu
wysypujemy się szybko ze stateczku. Czekające autobusy, kursujące w dwóch
przeciwnych kierunkach po obwodzie wyspy za chwilę odjadą. A następne
pojawią się dopiero na przyjazd kolejnego promu…


Przez pozbawione szyb
okna do środka autobusu wdziera się powiew ciepłego wiatru, z głośników na
dachu szoferki płynie głośna muzyka… Mijamy ukwiecone wioski, gdzie przed
kolorowymi fale zwracają uwagę kamienne nagrobki. Na Samoa cmentarze są
rzadkością, każda rodzina grzebie swoich bliskich przy domu… I każda niemal
wioska ma tuż przy brzegu morza w skalnym zagłębieniu naturalny basen
kąpielowy zasilany słodką wodą z podziemnych strumieni. Ze zdumieniem
konstatuję, że miejscowe panie kąpią się bez zdejmowania wierzchniego
okrycia i bez towarzystwa mężczyzn…
miejscowych rodzin wybudowało wzdłuż piaszczystej plaży cały ciąg małych,
tradycyjnych fale. Wybieram pierwszy dom na początku wsi: „Regina’s Beach
Fales”. Częstują mnie samoańską kolacją: ryżem z rybą, papają i bananami
oraz kawą z krzaków, które rosną za domem. Potem bosonoga dziewczyna z
kwiatem we włosach prowadzi mnie do domku na plaży. Pod daszkiem ze strzechy
mieszczą się dwa materace nakryte czystą pościelą i dwa stoliczki. Na noc
rozpinają nad nimi moskitierę. Tu, na skraju piasku będę zasypiał przy
szumie oceanicznych fal, a rano obudzi mnie wschodzące słońce zaglądające
przez siatkę moskitiery.


Australijski geolog – Warren Joplin
zabiera mnie na wycieczkę wokół wyspy. Przez dziesiątki lat tułał się po
kontynentach, w końcu trafił na Samoa i zakochał się w tym kraju i jego
ludziach żyjących zgodnie z odwieczną tradycją Fa’a Samoa – stylem życia ich
przodków. Osiadł tu na stałe i tłumaczy cierpliwie turystom ciekawą
geologiczną historię wyspy. – Odmienność krajobrazu Savaii wynika z jej
wulkanicznej przeszłości. Niemal cała wyspa pokryta jest grubą skorupą lawy,
na której leży tylko cienka warstwa ziemi. Ostatni wybuch wulkanu Matavanu
miał na szczęście miejsce dawno – w 1911 roku! Pola lawy zaznaczone są na
mapce obok żółtym kolorem.
Odwiedzamy pole lawy koło
wioski Saleaula, gdzie niesamowite wrażenie robi widok kościółka, do którego
wnętrza wlały się kiedyś jęzory lawy i zastygły przed ołtarzem. Po latach,
które minęły od ostatniej wulkanicznej katastrofy ludzie nauczyli się żyć na
czarnych, ostrych skałach, w ich zagłębieniach na przysłowiowych garściach
gruntu sadzą warzywa i kwiaty. Kwiaty na polu lawy! Nie chce się wierzyć oczom, gdy w wiosce Nofoa oglądam prawdziwy ogród założony na lawie.
Sami popatrzcie na zdjęcie obok…


Na
południowym wybrzeżu niewiele jest plaż. Ocean rozbija się tu o wysokie na
kilka metrów skaliste wybrzeże. W ciągu wieków uformował na nim kamienne
mosty i groty. Ale największą przyrodniczą atrakcją Savaii są naturalne
fontanny Alofaaga Blowholes. Ich działanie uzależnione jest od fal i siły
wiatru. Trafiłem na dobry dzień – z południa solidnie wiało…
Smagły chłopak przydźwigał na
skalisty brzeg koszyk ze skorupami orzechów kokosowych. –Teraz przygotuj
aparat! Z ciekawością patrzę jak biegnie do skalnej szczeliny na brzegu i
wrzuca do niej skorupy. W chwilę później, gdy do brzegu dotrze wysoka fala
wystrzelą one na wysokość 30 metrów, a za nimi wzbije się w niebo gejzer
oceanicznej wody skrapiając nas słonym pyłem.
Widziałem
wcześniej takie blowholes w Australii, Afryce i na innych wyspach
Pacyfiku… Ale żadne z tamtych widowisk nie może się równać z tym, co
zobaczyłem na Samoa. Jeż dla samej Alofaagi warto zajrzeć do tego
sympatycznego zakamarka Oceanii. Na pewno nie będziecie żałować…


Co jeszcze warto zobaczyć na wyspie Savaii?
Wodospad Olemoe od którego można wybrać
się pieszo do ułożonej z kamieni, zarośniętej piramidy Pulemelei
Odcinek wysokiego na ponad 100 merów
klifowego brzegu wokół tzw. Lovers’ Leap (na zdjęciu obok)
Wodospady Mu Pagoa na samym brzegu oceanu
(na zdjęciu poniżej)
Falealupo Canopy Walkway – chodnik
zawieszony między koronami gigantycznych drzew – za 50 tala można nawet
przenocować na platformie w koronie drzewa.
Peapea Cave – 70-metrowy korytarz
pozostawiony przez wypływającą lawę.
Zakwaterowanie na Savaii: Najciekawszą opcją dla szukającego egzotyki Europejczyka jest zamieszkanie w
jednej z chatek na brzegu oceanu – nocleg w takim beach fale wraz z
całodziennym wyżywieniem kosztuje 50 tala. Największy wybór beach fales jest
w wiosce Manase na północnym wybrzeżu. Dla bardziej wymagających jest
zlokalizowany względnie blisko przystani promowej Safua Hotel – gdzie goście
mieszkają w małych bungalowach ukrytych w ogrodzie – za fale z indywidualną
łazienką i moskitierą płaci się tu 60 tala. Bardziej europejski jest
Stevenson’s Manase Hotel z pokojami od 70 tala (z wentylatorem) do 170 (z
klimatyzacją).
Informacje o prawie wszystkich hotelach
Samoa można znaleźć w serwisie http://www.samoa-hotel.ws


Komunikacja lokalna: Połączenia między większymi
miejscowościami zapewniają kolorowe, tanie autobusy odjeżdżające w Apii z
bazaru Fugalei i targu rybnego – za najdalszą trasę – do Lalomanu płaci się
4 tala. Często odjazd następuje dopiero wtedy, gdy zbierze się dostateczna
ilość pasażerów. Na Savaii autobusów jest mniej, ich punktem odjazdowym jest
przystań promowa Salelologa. Za przejazd taksówką płaci się ryczałtem
– w obrębie stolicy 2-3 tala, do Vailimy Stevensona – 6, do Bahai Temple –
14, na odległą Lalomanu Beach – 65. Dla zagranicznego turysty alternatywą
dla taksówki jest wynajęcie za 140 tala dziennie terenowego suzuki lub
skutera (50 tala). Dodatkowe koszty to ubezpieczenie (20 tala) i paliwo.
Dolot:
Najrozsądniejszą opcją wydaje się umieszczenie Samoa jako przystanku w
podróży dookoła świata. Ceny biletów na takie trasy rozpoczynają się na
poziomie 1500 USD. W każdym innym przypadku trzeba polecieć najpierw do USA
(Los Angeles lub Honolulu), Australii lub Nowej Zelandii. Stamtąd
najkorzystniej podróżować wykupując bilet odcinkowy Visit South Pacific Pass.
Międzynarodowy port lotniczy Faleolo
odległy jest od stolicy o 35 km – za taksówkę nie powinniście zapłacić
więcej niż 35 tala (ceny wywoławcze są oczywiście wyższe). Publiczny autobus
kursuje nieregularnie i tylko w ciągu dnia ale kosztuje tylko 2 tala. Z
najlepszych hoteli na lotnisko kursuje minibus (6 tala, konieczna
wcześniejsza rezerwacja). W samej Apii jest jeszcze małe lotnisko Fagali’i
obsługujące tylko loty na Samoa Amerykańskie i nieliczne połączenia krajowe. Opłata lotniskowa nigdy tu nie jest
wliczona do ceny biletu i wynosi 40 tala – w okienku banku na lotnisku
opłaca się ją kupując znaczek naklejany na boarding pass. Zwolnieni od
opłaty są podróżni, którzy przebywają na Samoa krócej niż 24 godziny –
nawet, gdy opuszczą lotnisko.

Wodospady Mu Pagoa na Savaii
Samoańska rodzinka w swojej typowej
chacie zbudowanej na palach i bez ścian


I na zakończenie kilka przydatnych adresów internetowych dla podróżników
planujących wyjazd do tego kraju uśmiechniętych i gościnnych ludzi:
http://www.visitsamoa.ws/
http://www.lonelyplanet.com/destinations/pacific/samoa/
http://www.janeresture.com/samoahome/index.htm
http://www.southpacific.org/text/upolu.html
http://www.wsamoa.ws/
