
Po zwiedzeniu
Australii Zachodniej wyruszyłem z
Perth na dwie małe wysepki leżące na Oceanie Indyjskim: Cocos
Islands i Christmas Island… Mało kto pamięta o tych niewielkich
terytoriach administrowanych przez Australię.
Znane przewodniki, jeśli w ogóle o nich wspominają to tylko bardzo
pobieżnie. Znaczne oddalenie od macierzystego kraju sprawia, że transport
jest utrudniony i kosztowny.
choć leżą w tej samej strefie klimatycznej różnią się bardzo, jeśli chodzi o
krajobraz: Cocos to płaski koralowy atol, który uformował się na szczycie
wygasłego podwodnego wulkanu. Christmas natomiast to wypiętrzona w wyniku
ruchów tektonicznych wysoka klifowa skała, tylko w kilku miejscach
pozwalająca na dostęp do morza. Tak wygląda Wyspa Bożego Narodzenia z
lotu ptaka. Zwróćcie uwagę, że w tej części wyspy nie widać żadnych osiedli
ludzkich. Wyspę oddziela od Perth
aż 2600 kilometrów – leży ona znacznie bliżej Indonezji niż macierzystej Australii…
Warto pamiętać, że na Pacyfiku jest jeszcze jedna Wyspa Bożego Narodzenia, należąca do Republiki Kiribati i dostępna praktycznie tylko samolotem odlatującym raz w tygodniu z
Honolulu.


Christmas Island na Oceanie Indyjskim utrzymywane jest przez małą linię National Jet dysponującą samolotem Avro
RJ-70 – odpowiednim dla krótkich dróg startowych na wyspach. Brak możliwości
uzupełnienia paliwa na wyspach zmusza go do lądowania w drodze z Perth w bazie
lotniczej Learmonth na zachodnim wybrzeżu Australii koło Exmouth. Miałem
początkowo nadzieję, że uda mi się tam wsiąść do samolotu ograniczając czas
i koszt przelotu. Ale niestety, nic z tego nie wyszło. Choć w bazie
wypuszczają pasażerów z samolotu do terminalu jest to wyłącznie lądowanie
techniczne. Samolot ma tylko 54
miejsca, lata z Perth zazwyczaj dwa razy w tygodniu odwiedzając za każdym
razem obie wyspy, ale kierunek lotu po trójkącie zmienia się w następujących
po sobie rejsach, co umożliwia odwiedzenie Christms i Cocos w dowolnej
kolejności.
lat temu istniała możliwość dotarcia na Christmas Island także z Dżakarty –
samolotem indonezyjskiej linii Merpati. To była najtańsza droga lotnicza na
Wyspę Bożego Narodzenia. Ale w 2003 roku loty zawieszono jako nie spełniające wymogów bezpieczeństwa. Warto jednak zawsze sprawdzić, czy
przypadkiem nie otwarto ponownie tej furtki. Od połowy 2004 roku Garuda
zaczęła latać raz w tygodniu z Denpasaru na Bali na Christmas Island.
Powrotny bilet typu apex kosztował około 700 AUD.
Osiedla ludzkie skupione są
w północnej części wyspy – leżą na kilku tarasach rozłożonych jeden ponad
drugim: nad samym oceanem położona jest osada nazywana po prostu Settlement z instytucjami,
sklepami i małym pomostem portu przy plaży w zatoce Flying Fish Cove (na
zdjęciu obok). Po drugiej stronie plaży straszą urzadzenia do załadunku
fosforytów. Powyżej – nad
Settlementem, na tarasach klifu rozłożyły się osiedla robotnicze: Drumsite, Poon Saan
i Silvercity.
Flying Fish Cove – widok z Drumsite

którzy tak jak ja będą szukać powiązań dzisiejszej Christmas Island z Bożym
Narodzeniem. Jedyną chrześcijańską świątynią na Christmas jest maleńka
kaplica katolicka (dumnie nazywana kościołem) schowana gdzieś za urzędem
pocztowym. Kiedy zjawiłem się tam na nabożeństwo w niedzielny poranek
okazało się, że cała katolicka społeczność wyspy to zaledwie kilkanaście
osób, z czego połowa to przebywający tam czasowo wietnamscy azylanci.
Katolicki ksiądz przyjeżdża na Christmas Island z Australii tylko raz w roku
– przed Wielkanocą.

zauważyłem mały obrazek przedstawiający pokłon trzech króli w stajence. I to już
wszystko… Oczywiście Boże Narodzenie świętowane jest na wyspie – jako holiday
– dzień wolny od pracy. I przez wszystkich obywateli. Ku mojemu zdumieniu
okazało się, że wśród nich aż 60 procent stanowią etniczni Chińczycy.
Następna co do liczebności grupa to Malajowie, których jest 21 procent.
Biali są w wyraźnej mniejszości.
kilka razy nazwę i położenie na mapach. William Mynors, który zjawił się u
jej brzegów w dzień Bożego Narodzenia 1643 roku nie mógł wprawdzie wylądować, ale
nazwa, którą z tej okazji nadał wyspie jak widać przetrwała. W połowie XIX
roku na wyspie odkryto złoża fosforytów, w latach dziewięćdziesiątych
rozpoczęła się ich eksploatacja i trwała aż do 1987 roku. To właśnie do
pracy w odkrywkowych kopalniach sprowadzono chińskich i malajskich
robotników wraz z rodzinami. Bezrobocie i nacisk opinii publicznej
spowodował wznowienie eksploatacji fosforytów. Trwa ona do dziś, ale ma
ograniczoną skalę, bo złoża są prawie wyczerpane…


sądziłem, że zobaczę żałosny krajobraz podobny do tego, który oglądałem
kiedyś na wyspie Nauru na
Pacyfiku: nagie skały, pokryte pyłem z wyrobisk. Tymczasem Christmas Island okazała
się zieloną, górzystą wyspą z beżowymi plamami odkrywek rozrzuconymi tylko w południowej
części. Cała reszta wyspy to dżungla – obszar Parku Narodowego. Dawne
kopalniane wyrobiska (na zdjęciu poniżej) zarosły i wcale nie rzucają się w
oczy…
Jak dojechać z lotniska do miasta? Nie
ma tu żadnego zbiorowego transportu. Przedstawiciele zarezerwowanych wcześniej
hoteli odbierają swoich gości na lotnisku (czasem za dopłatą). Taksówki
prywatne (trzy sztuki) są drogie (od 10 AUD za krótki kurs do 30 za kurs z hotelu na lotnisko).
Czterogodzinna wycieczka taksówką po wyspie kosztuje 150 AUD.


Na Christmas Island oficjalnie
rządzi tu gubernator mianowany przez angielską królową.
Tai Jin House – dawna rezydencja
gubernatora to jedna z ładniejszych budowli na wyspie. Podczas mojego pobytu
mówiło się o zamiarze urządzenia w tym historycznym budynku muzeum.
Niedaleko
Tai Jin House – na
cyplu u wejścia do zatoki znaleźć można baterię, która broniła dostępu do
tej jedynej na wyspie przystani. W okresie II wojny światowej wyspę zajęli
Japończycy. Do walk nie doszło – hinduscy żołnierze brytyjskich wojsk
kolonialnych aby ocalić własną skórę sami wymordowali angielskich oficerów i
poddali się Japończykom.


Na Christmas Island mieszka zaledwie
około 1200 ludzi. Podczas mojego pobytu miałem szczęście trafić na obchody
Harmony Day (19 marca) – to święto symbolizuje jedność trzech grup
etnicznych zamieszkujących na wyspie: Chińczyków, Malajów i białych. W
miejscowej szkole, do której uczęszcza około 400 dzieciaków były występy, na
które zostałem zaproszony… Dzieciaki jak widać doskonale się
zintegrowały…
Na imprezie zobaczyłem tańce chińskie…


a także chiński taniec smoka…
Najważniejszą siłą polityczną na
wyspie są związki zawodowe, to one zorganizowały występy. W dwa dni później
było kolejne święto – bodaj Union Day – dzień związków zawodowych z
podobnymi występami na świeżym powietrzu, darmowym jedzeniem z ulicznych
garkuchni i loterią – lubią tu świętować!
Na obu imprezach najbardziej podobały
mi się pełne wdzięku choć nieco statyczne tańce malajskie…


Christmas Island ma kształt psa na
którego głowie położone jest główne osiedle. Kolorem zielonym zaznaczono na
mapie teren parku narodowego… Na szczęście dla turystów władze nie wpadły
jeszcze na pomysł, aby pobierać opłaty za wstęp do parku…
są… kraby. Nie tysiące, ale miliony tych czerwonych kreatur o wielkości
dużej dłoni zamieszkują tutejszą dżunglę. Pod koniec października schodzą
masowo w dół – na plaże na okres godów blokując przy okazji drogi i
sprawiając nie lada kłopot miejscowym władzom, które zmuszone są nawet
ustawiać specjalne znaki drogowe. Widowisko kończy się na początku grudnia,
ale to nie znaczy, że poza tym okresem nie widać krabów – widziałem ich
setki także w marcu – w dżungli.


Spotkałem
także na drogach i ścieżkach brązowo-błękitne rober crabs – znacznie
większe od tych pospolitych – czerwonych. Ten okaz miał jakieś 40 cm po
przekątnej!
A co jeszcze poza krabami warto
zobaczyć na wyspie? Przy portowej plaży we Flying Fish Cove –
bez wątpienia najładniejszej i najłatwiej osiągalnej – rozłożył się malajski kampong
z ładnym meczetem.


Można bez problemu zajrzeć do tego
meczetu – tutejsi muzułmanie są przyjacielscy i najwyraźniej nie prowadzą świętej wojny z
niewiernymi…
centrum Settlementu z charakterystycznym piecem do spalania ofiarnych
(fałszywych) pieniędzy. W osiedlach robotniczych na górnych tarasach są
także małe świątynie taoistyczne i buddyjskie. Najlepszy widok z klifu na
malowniczą zatokę Flying Fish i Settlement otwiera się z Territory Day Park
w osiedlu Drumsite (zdjęcie powyżej). Niestety panoramę psują urządzenia do załadunku fosforytów. I to
już w zasadzie wszystko, co można obejść pieszo, bazując w hotelu.


Aby zobaczyć na wyspie coś więcej trzeba wynająć samochód, najlepiej terenowy, bo dojazd do
niektórych atrakcji krajobrazowych jest trudny. To jest najlepsza, ale
niestety dość kosztowna metoda zwiedzania wyspy. Wypożyczenie
samochodu np. terenowej toyoty na 24h kosztuje
65 AUD + około 15 AUD na paliwo. Na wyspie dobrze funkcjonuje autostop, tyle, że ruch poza
głównym szlakiem Settlement – lotnisko jest niewielki. Wyruszyłem samochodem
wzdłuż wschodniego wybrzeża,
zaczynając trasę od Settlementu. Na początku były dwa ciekawe cmentarze – chiński
(na zdjęciu obok) i malajski.
Potem mała strzałka przy drodze
wskazała krótką, ale zarośniętą ścieżkę do “The Grotto”
– małej groty w zaroślach na wybrzeżu, gdzie jest czyste bajorko
z dostateczna ilością chłodnej wody, aby zanurzyć w niej spocone ciało.
Dalej pasek asfaltu prowadzi na pole golfowe urządzone pod palmami i
wreszcie do chińskiej świątyni Bogini Morza (na zdjęciu obok).


Christmas Island Resort – to
najlepszy na wyspie, drogi ośrodek z kasynem. Stał pusty. Kiedyś
przylatywali tu bogaci Indonezyjczycy aby zażywać zakazanej w ich muzułmańskim
kraju rozpusty. Potem pojawiły się pogłoski o praniu pieniędzy, a w dodatku
zawieszono loty do Dżakarty. No i klapa… w luksusowym “resorcie”
podczas mojego pobytu straszyła
przeraźliwa pustka… Ale może się to zmieni w związku z otwarciem
połączenia lotniczego na Bali…
Kilka kilometrów za ośrodkiem ukryte
są w skalistych zatoczkach małe plaże Lilly Beach i Ethel Beach, połączone
ze sobą kilkusetmetrowym drewnianym chodnikiem zbudowanym przez rangerów. Do
tych plaż można jeszcze dojechać normalnym samochodem osobowym – do
następnych trzeba pojazd z napędem na 4 koła… Są to czyste plaże, ale
niestety zamiast piasku znajdziecie tu drobne kamyki…


Wśród bujnej zieleni wystają
ostre, koralowe skały. Na wycieczkę w teren trzeba ubrać solidne buty na
twardej podeszwie, chroniące kostkę…
Panujący tu klimat to wilgotny
tropik. Od grudnia do kwietnia trwa pora mokra – monsunowe deszcze, ale nie
znaczy to, że w tym okresie bez przerwy pada. Dzienne temperatury od 22 stopni w
sierpniu do 28 w kwietniu.
A to już Ethel Beach – niedawno zbudowano tu
pochylnię do spuszczania na wodę łodzi i motorówek. Są tu także dobre
warunki do uprawiania snorkelingu – pod warunkiem, że ocean nie jest za
bardzo rozkołysany.


Na południowym cyplu wyspy można
obejrzeć wciąż eksploatowane wyrobiska fosforytów i stojącą wśród nich małą chińską świątynię.
Kiedyś w ten rejon docierała wąskotorowa linia kolejowa – do dziś pozostały
resztki stacyjki. Dziś niemrawo budują tu space center czyli kosmodrom,
która to inwestycja ma wybawić wyspę z kłopotów finansowych.
Odgałęzienie drogi prowadzi do blowholes – naturalnych fontann na skalistym
wybrzeżu (na zdjęciu obok), które jednak funkcjonują tylko wtedy, gdy jest wysoka fala i to z
właściwego kierunku. Jak widzicie po lewej – nie miałem szczęścia.
Po wędrówce do blowholes wróciłem do
samochodu – musiałem okrążyć lotnisko by
znaleźć się przy punkcie widokowym Margaret Knoll – z wysokiej platformy na
rusztowaniu otwiera się tu szeroki widok na wybrzeże i wzgórza porośnięte
gęstą, dziewiczą dżunglą – to teren parku narodowego.


W parku narodowym Christmas
Island gniazduje wiele gatunków ptaków – głównie morskich. A że nie ma tu
tłumów turystów to nie są one szczególnie płochliwe – tego brown boobie
(zdaje się, ze tak się nazywa) fotografowałem z odległości zaledwie półtora
metra. Był trochę zdziwiony…
To mój samochód na
trasie. Miał na szczęście klimatyzację, bo inaczej w blaszanym pudle w
środowisku wilgotnego, dusznego tropiku trudno by było wytrzymać. Wyruszając
w trasę warto pamiętać o zabraniu odpowiedniej ilości napojów gdyż
w interiorze wyspy nie ma żadnych
osiedli, sklepów, stacji benzynowych ani źródeł bezpiecznej wody – wszystkie
zapasy na taką wycieczkę trzeba zabrać ze sobą z Settlementu.


Bardzo ładną plażą
schowaną pod klifem (schodzi się do niej po solidnej drabinie) jest Greta Beach
– mająca kilkadziesiąt metrów szerokości. Od
niej pieszy szlak (jakieś pół godziny marszu) prowadzi do położonej jeszcze
dalej Dolly Beach – jedynej
plaży na Christmas, która ocieniona jest palmami.
Zachodnie wybrzeże wyspy
jest dzikie i niedostępne. U krańca wyboistego traktu trzeba zostawić samochód na leśnym parkingu i następnie dobrze oznaczonym szlakiem można dojść do
kilkumetrowego wodospadu Hugh’s Dale – bodaj jedynego na wyspie. Gdy do
niego dotarłem okazało się, że to zaledwie strużka wody ściekająca po
głazach… Zdecydowanie nie warta wysiłku półgodzinnego marszu… Tym
bardziej, że kaskada położona jest w mrocznym lesie.
Druga
ścieżka prowadzi od parkingu do punktu widokowego na klifie: Martin Point
(zdjęcie obok). Stąd,
szczególnie pod koniec dnia otwiera się wspaniały widok na klify i spieniony
ocean – taki jak na zdjęciu obok..


wyspie: Na Rocky Point znalazłem prymitywną „Coconut Grove Backpackers Accommodation”
gdzie niejaki Billy (tel. 9164 7421) udostępnia pokoje z wiatrakiem po 20
AUD, a inne – z huczącym klimatyzatorem po 30. W przewodnikach o nim nie
piszą. Natomiast najtańszym hotelikiem jest CI Lodge w Poon Saan,
gdzie za double room z prysznicem trzeba zapłacić 50 AUD – jest on jednak
odległy od turystycznych instytucji głównej, nadmorskiej osady. Hotele nad morzem
w Settlement – np “VQ3” żądają za pokój od 100 AUD wzwyż.
Nasi też tu są! Polacy z pochodzenia, państwo Nowaccy są właścicielami eleganckiego Mango Tree Lodge –
na zdjęciu obok. Pensjonat jest bardzo ładny. Nie obiecujcie
sobie jednak po spotkaniu z nimi zbyt wiele. To będzie już raczej
australijska gościnność niż polska… Ale dowiedziałem się od
nich, że kapitanem statku zaopatrzeniowego, który średnio raz na miesiąc
przypływa tu z Australii jest też Polak.


Głodny tramp szuka zazwyczaj
taniej i czystej restauracji… W centrum Settlement jest chińska jadłodajnia
“Noodle Shop”
z daniami od 5 AUD.
Z zaopatrzeniem nie jest
tu źle: W każdym
z osiedli na tarasach jest przynajmniej jeden sklep spożywczy dobrze zaopatrzony w australijskie towary … Przykładowe ceny: chleb 0,5 kg – 3 AUD, puszka mielonki – 3,90, kostka masła
– 2,50, puszka parówek – 4, miód 0,5 kg – 4,20, cola 1,25l – 2,70, pocztówka
– 1. W biurze informacji turystycznej jest duży wybór widokówek, wydawnictw i pamiątek.
Biuro informacji turystycznej – Christmas Island Visitor
Information Centre mieści się we Flying Fish Cove tel. +61 8 9164
8382. Kompetentny personel wypożycza również rowery (12 AUD za dzień) i
prowadzi Internet cafe (2 AUD za kwadrans). Udziela informacji o możliwości
uprawiania snorkelingu i divingu (Christmas Is słynie z doskonałych warunków do
nurkowania). Na lotnisku niestety nie ma żadnego punktu informacji.
Informacje o Christmas Island w internecie
znajdziecie pod adresem:
www.christmas.net.au
oraz www.citravel.com.au


zakończyłem wnioskiem, że najtańszym rozwiązaniem będzie jednak wykupienie w
agencji w Perth całego „package” – pakietu obejmującego trzy segmenty lotu i
zakwaterowanie na wyspach, ponieważ tylko agenci w Australii mają dostęp do
specjalnych taryf, niedopuszczonych do powszechnej sprzedaży. W cenach
takich wycieczek występuje sezonowość – najdroższe są wyjazdy w okresie
australijskich wakacji, czyli naszą zimą. Planując podróż trzeba też
pamiętać o konieczności posiadania wielokrotnej wizy australijskiej – władze
imigracyjne Australii traktują wypad na Christmas i Cocos jako opuszczenie
terytorium kraju. Odlot w Perth odbywa się z terminalu międzynarodowego,
dość odległego od krajowego (zbudowano go po drugiej stronie lotniska).
Agencje w Australii
specjalizujące się w organizowaniu wyjazdów na Christmas i Cocos:
Christmas Island Travel tel. +61 8 9481 1200 fax: 9481 2005 info@citravel.com.au
Island
Bound Travel tel. +61 8 9381 3644 fax: 9381 2030
info@islandbound.com.au

Pod koniec roku 2006 udało mi się
odwiedzić drugą Wyspę Bożego Narodzenia, należącą do leżącego na Pacyfiku
państewka Kiribati. Ba, spędziłem tam nawet święta Bożego Narodzenia
realizując marzenie znanej polskiej dziennikarki Elżbiety Dzikowskiej!
Więcej na temat tamtej wyspy Bożego Narodzenia możecie przeczytać w relacji z
Dookoła Świata.
