Bhutan III-zapiski z podróży – Wojtek Dąbrowski (5rtw6c.htm)

OKRĄŻYĆ

  ŚWIAT  PIĄTY  RAZ…                               część VI c – droga do Thimphu

 

Bhutantyt.gif
Bhutanflag.jpg
Bhutantyt3.gif (3746 bytes)

     tekst i zdjęcia: Wojciech Dąbrowski ©


Po zwiedzeniu

najciekawszych miejsc w Paro i okolicach wyruszyłem z moim przewodnikiem w kierunku

stolicy Bhutanu – Thimphu. W porównaniu z mającym zaledwie 3000 mieszkańców Paro

stolica kraju jest wielką metropolią, w której mieszka dziesięć razy więcej ludzi

niż w Paro. Trzeba sobie jednak zdać sprawę z tego że te “dziesięć razy

więcej” to wciąż tylko tyle ile w polskim prowincjonalnym miasteczku.

5bhu650.jpg (10445 bytes)
Szosa z Paro do Thimphu

to jak na bhutańskie warunki bardzo wygodna droga. Wąska wprawdzie i wijąca się bez

przerwy po zboczach ale na całej długości asfaltowana. Gdy przychodzi do wymijania

dużych pojazdów kierowcy taktownie zjeżdżają jednym kołem na pobocze. Na szczęście

ruch na szosie jest niewielki. Przez całą drogę towarzyszyły nam widoki prawie

zupełnie pustych gór. Nieliczne, małe osady skupione są na dnie dolin – nad

rzeką. 

Więcej dużych zdjęć

pokazujących widoki Bhutanu możecie obejrzeć na osobnej stronie PANORAMY  BHUTANU

5bhu677.jpg (21826 bytes)

Gdy znaleźliśmy się

w pobliżu Thimphu dolina górskiej rzeki rozszerzyła się nieco a naszym oczom ukazały

się rozłożone tarasowato poletka na których miejscowi chłopi uprawiają ryż,

kukurydzę, ziemniaki, jęczmień i pszenicę.  

Bhutan jest krajem rolniczym, choć podstawowe wpływy do budżetu

pochodzą z eksportu do Indii energii elektrycznej (jest tu jedna mała elektrownia

wodna), sprzedaży drewna i cementu.

5bhu665.jpg (19765 bytes)
Zanim jednak

dotarliśmy do stolicy zobaczyłem zawieszony wysoko ponad drogą jeden z najbardziej

malowniczych dzongów – warownych klasztorów Bhutanu.  Jego  białe mury

przysiadły na skale, otoczone zielenią świerków. To był Simtoka Dzong.  

Wzniesiony w 1627 roku przez Shabdrunga Ngawanga Namgyala – tego, który zjednoczył pod

swoim berłem  Bhutan. Najlepszy widok na klasztor otwiera się z biegnącej

tarasowato po przeciwległym zboczu drogi na przełęcz Dochu La. 

5bhu077.jpg (19140 bytes)
Wyczytałem w

przewodniku, że Simtoka jest najstarszym z bhutańskich dzongów. Od siebie mogę dodać,

że jest także najbardziej malowniczym z tych dzongów, które widziałem podczas mojego

krótkiego pobytu w  Bhutanie. Ten ufortyfikowany klasztor podobnie jak inne obiekty

tego typu w dawnych czasach pełnił funkcję administracyjnego centrum regionu,

religijnego centrum dla działalności buddyjskich mnichów i jednocześnie chronił

dolinę przed najeźdźcami. Podobno jeszcze dziś niektóre wnęki w których

wmontowane są młynki modlitewne kryją płaskorzeźby buddyjskich bóstw z okresu gdy

powstawał klasztor. Dzisiaj Simtoka mieści Narodowe Centrum Języka Dzongkha, którym

mówią Bhutańczycy. 

5bhu078.jpg (18349 bytes)
A skoro o języku, to

jego znajomość nie musi wcale oznaczać umiejętności pisania i czytania. O

analfabetyzmie w tym kraju głośno się nie mówi, ale międzynarodowe statystyki

oceniają go na ponad 50 procent. Ale to się zmienia. Młodzież objęta jest

obowiązkową nauką, a w każdej podobno szkole obok rodzimego języka uczą także

angielskiego. 

Wewnątrz

dziedzińca wzdłuż murów poprowadzono krużganki z których wchodzi się do cel

zamieszkujących tu mnichów.  Drewniane drzwi cel są skromne i bliźniaczo do

siebie podobne ale kolumny krużganków mają stylizowane, pięknie zdobione tradycyjną

ornamentyką kapitele, tak typową dla Bhutanu.  

Warto może zacytować

tu opinię historyków, którzy uważają, że nazwa kraju wywodzi się od sanskryckiego

“Bhotant” co oznacza “kraniec Tybetu” lu od “Bhu-uttan” –

kraj na wyżynie. 

Niektóre

młynki modlitewne wypada chyba nazwać raczej młynami – osiągają one po kilka metrów

wysokości. Te, które zobaczyłem w dzongu Simtoka były chyba największymi, jakie

widziałem w moim życiu. 

 

 

 

Następne zdjęcia przedstawiają wejście do

głównej świątyni dzongu i ludzi na dziedzińcu.

5bhu079.jpg (22510 bytes)
5bhu080.jpg
5bhu081.jpg
BhuThimmp.jpg (36647 bytes)
Popatrzcie na dolną

część tej mapki.  – Dzong Simtoka zbudowano w strategicznym punkcie – u

połączenia dróg. Jeżeli przyjedziecie główną drogą od strony Paro to można tu

skręcić w lewo – w dolinę w której leży Thimphu, ale można też jechać dalej prosto

– jedyną drogą, która prowadzi do Wschodniego Bhutanu.  Tędy prowadzi także

droga do słynnego klasztoru Punakha, z którego niegdyś zarządzano krajem.  Na

odwiedzenie Punaki i powrót do Thimphu trzeba poświęcić cały dzień. Jesli turysta

jest dobrze zorganizowany, to w drodze powrotnej można jeszcze “odbić” od głównej

trasy do Wangdi Phodrang – stolicy kolejnej prowincji z ciekawym bazarem i klasztorem

Gangtey Gompa.      Ale nawet jeśli zagraniczny turysta nie ma w

programie odwiedzenia Punaki to podczas pobytu  w Thimphu bhutańskie biura podróży

z reguły organizują wypad tą drogą aż na przełęcz  Dochu La oferującą

zazwyczaj w okresie od połowy października do lutego spektakularny widok na ośnieżone

szczyty Himalajów: Gyelpo Matsen (7158 m npm), Knangphugang (7170 m npm i Gangkar Punsum

(7497 m npm)

Jadąc na przełęcz po

drodze można zobaczyć kolejny kawałek prowincjonalnego Bhutanu – zapomnianego kraju w

którego odległych dolinach wciąż nie ma elektryczności,  a ludzie noszą szaty

takie jak przed dwustu czy nawet trzystu laty.  Żywią się prawie wyłącznie

tym, co urośnie w ich dolinie, a ich ulubioną rozrywką i zarazem narodowym sportem jest

strzelanie z

łuku…             

5bhu675.jpg (11351 bytes)
Ta wąska asfaltowa

szosa jest jedyną nitką komunikacyjną łączącą stolicę i resztę świata ze

wschodnią, słabiej zagospodarowaną częścią kraju. Przykładowe odległości i czasy

przejazdu samochodem: Thimphu- Punakha: 77km- 3 godz.,     

Thimphu-Wangdi Phodrang 70km-3 godz.,       Wangdi Phodrang

– Tongsa: 130km-4,5 godz., Tongsa-Bumthang: 68km-2,5 godz., Bumthang-Mongar: 200km-7

godz., Mongar-Lhuntshi: 76km-3godz., Mongar-Tashigang: 90km-4godz. Nietrudno zauważyć,

ze średnia prędkość podróżowania samochodem po Bhutanie wynosi 20-25 km/godz.

Dość często przy

drogach Bhutanu zobaczyć można takie “kapliczki” zawierające młynki

modlitewne poruszane strumieniem wody doprowadzonej ze strumienia – takie jak ta na

zdjęciu obok.

Zanim jeszcze dotrzemy

na przełęcz stajemy na posterunku kontrolnym w małym przysiółku Hongtso. Obok

szlabanu jest kilka straganów w których miejscowi sprzedają mizerne jabłka pochodzące

jeszcze z ubiegłorocznych zbiorów. Ale dla nas ważniejsze jest to, że między domami

wspina się tu w górę droga prowadząca do XVI-wiecznej świątyni Hongtso. Droga jest w

fatalnym stanie. Przejechaliśmy nią może 400 metrów. Potem wóz został przy drodze, a

my ruszyliśmy pieszo pod górę w kierunku furkoczących na wietrze modlitewnych flag. Po

około kwadransie byliśmy już przed frontonem świątyni.

5bhu672.jpg (21994 bytes)

Hongtso to

święte miejsce do którego ludzie z okolicy przychodzą modlić się i składać ofiary.

Wewnątrz zastaliśmy tylko przyjaźnie nastawionych trzech mnichów, którzy pozwolili mi

po zdjęciu butów zajrzeć do pokrytego patyną wnętrza świątyni. Tshering najpierw

padł na kolana, a potem sumiennie pilnował, abym nie próbował robić zdjęć… Zdjęcia

świątyni i mnichów zrobiłem potem na zewnątrz:

5bhu673.jpg
5bhu674.jpg
5bhu669.jpg (21879 bytes)
W angielskim przewodniku

piszą: “…za Simtoką droga wspina się wśród iglastych lasów aż na wysoką na

10 000 stóp przełęcz Dochu La (“la” oznacza przełęcz). Przy dobrej pogodzie

widać stąd 200-milowy odcinek głównego pasma Himalajów…”   

Sama przełęcz położona jest na wysokości 3050 m npm.    Aby mieć

szanse zobaczenia tak zachwalanej panoramy trzeba po pierwsze wybrać się na przełęcz

możliwie wcześnie rano, a po drugie mieć trochę szczęścia do pogody. Wstałem

wcześnie, ale szczęścia nie miałem… Ale mimo to jestem przekonany, że warto tu

przyjechać już chociażby dla widoku i dźwięku tych setek modlitewnych flag

furkoczących na wietrze…

Mimo ostro świecącego

marcowego słońca na przełęczy było zimno – zabierzcie ciepłe kurtki!

  Najcieplejsze miesiące w Bhutanie to tal jak u nas okres od czerwca do sierpnia

tylko ze jest to jednocześnie okres monsunu, czyli najbardziej intensywnych opadów. W

przewodnikach piszą, że najbardziej odpowiednim okresem na przyjazdy jest jesień (od

września do połowy listopada) We wrześniu maksymalna temperatura w Thimphu to 23

stopnie, a najniższa w nocy – 15 stopni.  W Punace jest wtedy nawet kilka stopni

cieplej. Zima z reguły jest pogodna, ale chłodna (tylko 12 stopni w dzień, a minus 4 w

nocy). Miejscowe biura podróży zachwalają też kwiecień, gdy kraj skąpany jest w różowym

kolorze kwitnących na zboczach rododendronów.

Po drugiej stronie przełęczy szosa spada ostro w kolejną dolinę

kierując się do Lobeysa i dalej – do Wangdi i Phunaki.     

5bhu668.jpg (20299 bytes)
Podczas mojego pobytu

na przełęczy zatrzymała się tam także wojskowa ciężarówka. Miałem okazję

przyjrzeć się bliżej bhutańskiej armii. Żołnierze noszą na mundurach znaczki z

wizerunkiem ukochanego króla.  Więcej zdjęć pokazujących mieszkańców

himalajskiego królestwa możecie obejrzeć na osobnych stronach: LUDZIE  BHUTANU

Żołnierze znali na tyle angielski, aby zadać mi typowe

w takich sytuacjach pytania: -Skąd jesteś? i -Jak Ci się podoba Bhutan? Potem było zdjęcie

i pospieszyliśmy do stolicy…

5bhu670.jpg (18405 bytes)