Wyspy Salomona -Wojciech Dšbrowski- Czwarta Wielka Podróż cz.IIa (4rtw2a.htm)

4rtwtytpl.jpg (28085 bytes) 

częœć IIa: przez

  Salomony i Papuę

    Narodowy przewoŸnik

lotniczy państwa Vanuatu – Air Vanuatu posiada tylko jeden odrzutowy samolot latajšcy na

międzynarodowych trasach. Otóż ten boeing 737 miał nieszczęœcie dwa dni przed naszym

planowanym odlotem stać na płycie lotniska w Sydney, gdy przyszło starszne gradobicie.

  Grad uszkodził płyty poszycia maszyny i Air Vanuatu pozostało na czas jakiœ bez

samolotu.  A my w konsekwencji wróciliœmy z lotniska do hotelu, by do Honiary

polecieć dopiero następnego wieczoru i to bardzo okrężnš drogš – przez Brisbane w

Australii…

Melanesia_mp.jpg (18002 bytes)

Dzięki tej

“lotniczej” przygodzie straciliœmy 1,5 dnia, a zyskaliœmy darmowy nocleg w

dobrym hotelu i wyżywienie. Ale najważniejsze, że jednak w końcu dotarliœmy do

Honiary!…  Okazało się, że Solomon Airlines też majš tylko jeden odrzutowy

boaing 373 do obsługi tras międzynarodowych, ale serwis jest zupełnie niezły…

Siedmiodniowš wizę “tranzytowš”

dostajš Polacy na miejscu – po przylocie na Wyspy Salomona pod

warunkiem, ze pokażš bilet na dalszš podróż.  Na lotnisku mimo póŸnej pory

czekał na nas stary Chińczyk Lee – właœciciel Airport Motel. -Mów mi John! –

powiedział na powitanie i włšczył klimatyzację w swoim samochodzie, bo choć

dochodziła północ obaj spływaliœmy potem…

wdb120p.jpg (22292 bytes)

Stolica Wysp

Salomona leży na wyspie Guadalcanal.  Podczas II wojny œwiatowej

Amerykanie stoczyli tu ciężkie walki z Japończykami. Z tego  względu

Honiara, choć nie ma specjalnie czym skusić współczesnych turystów jest miejscem

pielgrzymek cudzoziemców – weteranów wojennych. Cieœnina na którš patrzy miasto

nazwana została Iron Bottom Sound – Fiordem o Żelaznym Dnie – ze względu na kilkaset

wraków, które tu wcišż spoczywa pod lazurem tropikalnej wody.

wdb118p.jpg (20348 bytes)

Poza tym Honiara i

cała wyspa Guadalcanal cieszš się sławš najgorszego w œwiecie siedliska malarii…

(Brr… ale jakoœ to jednak przeżyliœmy! – może dzięki systematycznie łykanemu

lariamowi?) Miasto jest niskie i rozcišgnięte wzdłuż kilkukilometrowej głównej

ulicy. Ta arteria tylko na niektórych odcinkach posiada asfaltowš nawierzchnię i

pojazdy podnoszš na niej potężne tumany kurzu. Sporo sklepów gdzie przy kasie siedzi

Chińczyk-właœciciel, a towary podaje kilku miejscowych chłopaków…

wdb116p.jpg (28778 bytes)

Komunikację wewnštrz

stolicy utrzymujš minibusy, a do roli przystanku (jak na zdjęciu) może pretendować

każde cieniste drzewo, pod którym można schronić się przed palšcym

slońcem.   Co zwiedzać? Na  krańcu głównej ulicy, obok więzienia jest

mały, zapuszczony park dumnie nazywany ogrodem botanicznym. Poza tym jest tu do

zobaczenia nuzeum i ekspozycja starych i nowych pieniędzy w holu narodowego banku. Warto

też obejrzeć etnograficznš wioskę, w której zgromadzono chaty z poszczególnych

krajów Melanezji.

wdb115p.jpg (19161 bytes)

Jeœli chodzi o

stołecznš architekturę, to warto odnotować katolickš katedrę i budynek parlamentu

(na zdjęciu). I to już wszystko – w sam raz na pół dnia zwiedzania.  Turysta,

który swój pobyt na Salomonach ograniczy tylko do Honiary będzie pewnie rozczarowany. I

tu moja rada: jeœli już przylecicie na Salomony, to nie ograniczajcie swojego pobytu do

Honiary. Warto wybrać się  choć na kilka dni na inne wyspy – choćby na pobliskš

Malaitę – tak jak my…

wdb091p.jpg (8491 bytes)

A wybór jest duży –

bo państewko położone jest na 922 wyspach, które z lecšcšcego nisko samolociku

jawiš się często jak małe tropikalne raje – jak choćby ta na zdjęciu obok…

Bajkowš nazwę nadali wyspom ich hiszpańscy odkrywcy. Miała się ona  kojarzyć ze

skarbami króla Salomona, które spodziewali się tu znaleŸć. Dziœ na Salomonach,

których łšczna powierzchnia nie przekracza obszaru naszego œredniego województwa

mieszka niespełna 300 tysięcy ciemnoskórych i kędzierzawych obywateli…

Komunikację

między wysepkami utrzymujš stateczki (ale pływajš bardzo nieregularnie) oraz

samolociki Solomon Airlines (te pilnujš rozkładów i oferujš zagranicznym turystom

korzystny airpass na wewnętrzne loty między wyspami). Takim właœnie samolocikiem 

polecieliœmy na Malaitę – jednš z większych wysp archipelagu, o której piszš, że

mieszka na niej więcej Salomończyków niż na innych.   Samolot usiadł nie na

pasie, ale na kawałku trawiastej łški dumnie nazwanym lotniskiem w stolicy wyspy –

Auki.  I to już była Malaita…

wdb092p.jpg (25780 bytes)

wdb097p.jpg (20330 bytes)

W Auki

– maleńkim miasteczku, które można obejœć w pół godziny i które piastuje

zaszczytny tytuł stolicy wyspy jest krótkie molo przy którym cumujš przeładowane

stateczki, przywożšce z Honiary pasażerów i towary. Jest także “hot bread

shop” czyli piekarnia, gdzie czeka się na œwieże bułki, kilka sklepów i poczta,

gdzie można kupić kolorowe znaczki będšce filatelistycznš rzadkoœciš. Jest też

sšd – szopa o œcianach z siatki, aby na posiedzeniach było przewiewnie i aby gawiedŸ

mogła patrzeć na to co się dzieje w œrodku.

wdb095p.jpg (29658 bytes)

Obok przystani

znaleŸliœmy niewielki bazar na którym kupić można nie tylko owoce i ryby z porannego

połowu ale także miejscowej produkcji papierosy skręcone z tytoniowych liœci i

gazetowego papieru (na zdjęciu). Powodzenie na targu majš także orzechy betelowe,

które mieszkańcy Melanezji żujš przez całe dni, spluwajšc we wszystkie czerwonš od

soku œlinš. Owoce układa się w kupkach o wartoœci 1 salomońskiego dolara. Można za

niego dostać na przykład 10 bananów. 

wdb093p.jpg (24700 bytes)

Ponad Auki wznosi

się spory pagórek z masztem radiowej anteny. Warto się tam wspišć, by z góry

popatrzeć na miasteczko i błękitne wody zatoki. Po jej drugiej stronie widać na

zdjęciu typowš wioskę zbudowanš na palach. Nazywa się Lilisiana, jest bardzo

fotogeniczna, a spacer wokół zatoki do tej wioski zabiera tylko 20 minut, więc radzę

wszystkim, którzy trafiš na Malaitę odwiedzić to sympatyczne miejsce. Na pewno nie

będziecie żałować!

wdb109p.jpg (24410 bytes)

Pomaszerowaliœmy do

Lilisiany wczeœnie rano – i był to dobry wybór, bo nie dokuczał jeszcze wilgotny upał

a i swiatło do zdjęć było doskonałe. W wiosce od domu do domu ludzie przechodzš po

węższych i szerszych groblach. Po takiej grobli przebiega też dojazdowa droga. Ale sš

też chaty, do których nie da się dotrzeć inaczej jak tylko łodziš albo brodzšc po

kolana w wodzie. Tam gdzie sš skrawki gruntu strzelajš w niebo kokosowe palmy…

Doroœli siedzšcy

na werandach odpowiadajš z uœmiechem na nasz “Good morning!”  Inni myjš

się korzystajšc z prymitywnego wodociagu. U krańca drogi prowadzšcej do wioski jest

mała pieszczysta plaża, a tuż przy niej – koœciółek katolicki w niskiej szopie

krytej strzechš z palmowych liœci. Ależ tu dzieci!  Młodsze biegajš nago,

starsze w spranych spodenkach. Ciemnoskóre, ale niektóre z nich o dziwo majš jasne

włosy! Bardzo sympatyczne, chętnie pozujšce do zdjęć… Zjawiajš się jak spod ziemi

i wkrótce już maszerujemy przez wioskę w kilkunastoosobowym towarzystwie. Nie sš

jeszcze zepsute przez turystów. Nikt tu nie cišgnie nas za koszule i nie woła

“-Give me money! Give me pen!”

wdb112p.jpg (8785 bytes)

wdb110p.jpg (32296 bytes)

Ponad chatami unosi

sie dym z palenisk. Główna ulica wioski zawraca wzdłuż brzegu w kierunku Auki, ale ku

naszemu zaskoczeniu kończy się œlepo przy kolejnym koœciółku.  Kobiety w

małych dłubankach plynš na drugš strone zatoki – na bazar po poranne zakupy.

Wynajęcie nieco większej łodzi na cały dzień kosztuje podobno 150 salomonów. 

Najstarsze dzieci umundurowane w białe koszule i niebieskie spodenki/spódniczki

maszerujš razem z nami – do szkoły w Auki…

salomowd.jpg (28383 bytes)

Piesze wedrówki w

tym klimacie sš na pewno wyczerpujšce, ale warto powędrować choć kilka kilometrów za

miasto, by zobaczyć, jak żyjš ludzie we wnętrzu wyspy. Zobaczycie chaty budowane na

palach (nie dla ochrony przed zalaniem, ale dla zapewnienia przepływu œwieżego

powietrza pod ażurowš podłogš). Pod chatš przy okazji powstaje podcienie – często

służšce za kuchnię. A ludzie zapytani o kokosa na poczekaniu wejdš na sšsiedniš

palmę, napojš was i jeszcze dadzš orzechy na drogę…

wdb101p.jpg (15688 bytes)

W planie podróży

mieliœmy lšdowš wycieczkę do Malu’u na północy wyspy i następnie na sztuczne wyspy

rozsiane na lagunie Lau.  Niestety opóŸnienie, które “zarobiliœmy” na

Vanuatu wykluczyło tak daleki wyjazd. Może i dobrze się stało, bo kilka dni wczeœniej

prasa doniosiła o międzyplemiennych walkach we wnętrzu Malaity. Postanowiliœmy wzamian

wybrać się na odległš o kilkanaœcie kilometrów lagunę Langa-Langa (co za nazwa!)

Oto ona

wdb103p.jpg (17946 bytes)

Autostopem,

podskakujšc na licznych wybojach na skrzyni małego furgonu dojechaliœmy do wioski

zamieszkanej przez tutejszych Mormonów.   Stšd za jedne 18 salomonów długim

drewnianym canoe, wydłubanym z jednego pnia drzewnego, dziarsko pomagajšc przewoŸnikowi

przy wiosłach popłynęliœmy ku sztucznym wyspom. Mieszkańcy Malaity budowali je z

bloków koralowej skały już w XVII wieku.

wdb104p.jpg (24774 bytes)

Budowali po to, by

uciec od bardzo dokuczliwych na stałym lšdzie moskitów i zabezpieczyć się przed

atakiem nieprzyjaciół. Dziœ mieszkańcy wyspy okazali się bardzo interesowni: za

wstęp na wyspę i zrobienie kilku zdjęć zapłaciliœmy po 30 salomonów od osoby. Za

następne 20 miejscowy “chief” chciał mi pokazać schowany w zaroœlach

grobowiec z czaszkami swoich przodków (za moje pienišdze czarownik miał przebłagać

duchy za zakłócanie im spokoju).

O tych, którzy

mieszkajš na sztucznych wysepkach (takich lagun wokół brzegów Malaity rozsianych jest

więcej) Salomończycy mówiš “salt water people” – ludzie słonej wody.  

Największym ich problemem jest brak wody słodkiej. Zawsze kupowali jš od tych na

brzegu… Ile takiej wody można przewieŸć na wysepkę?  Zbierajš wprawdzie

deszczówkę, ale nie zawsze pada deszcz, a i woda w tym klimacie nie nadaje się do

długiego przechowywania… Jak długo jeszcze przetrwajš w tak prymitywnych warunkach?

   Salomończycy sš zazwyczaj bardzo sympatyczni,  ale

niezwykle podejrzliwi. Nigdzie na œwiecie mnie jeszcze tak często nie pytano:  Po

co tu przyjechałeœ?  Dokšd wychodzisz?  Gdzie byłeœ?  Co będziesz

robił?   Być może ta nieufnoœć do białych ma swoje korzenie jeszcze w XIX

wieku, kiedy Europejczycy pojawiali się na wyspach po to by zabierać Salomończyków do

niewolniczej pracy na australijskich i indonezyjskich plantacjach?

wdb106p.jpg (26212 bytes)

wdb098p.jpg (18888 bytes)

Jeszcze przed

wyjazdem z Polski czytałem o tym, że na Malaicie od wieków tybylcy używajš

muszelkowych pieniędzy. Trudno było sobie jednak wyobrazić tš walutę. Kiedyœ na

wyspie Yap na Mikronezji widziałem olbrzymie kamienne

pienišdze. Te jednak okazały się inne i kilkaset razy mniejsze. Proces ich powstawania

zobaczyliœmy nad lagunš Langa – Langa. Najpierw duże muszle wydobyte z morza 

rozbijajš na małe kawałki. Potem wybierajš z nich te, które sš odpowiednie do

dalszej obróbki – majš œrednicę 1- 2 cm. Następnie kobiety i dziewczęta używajšc

metalowego tłuczka na dużym kamieniu obtłukujš rogi monety nadajšc im kształt

zbliżony do kršżka.

Wreszcie ręcznš

wiertarkš (jedyny objaw współczesnej techniki w całym procesie produkcji) wierci się

w kršżku otwór i nawleka “monety” na sznurek.  I jeszcze po sznurze

pienišżków ułożonym na desce przecišga się kamieniem z wyżłobionym rowkiem, aby

wygładzić krawędzie muszelek. No i sznur pieniędzy jest gotowy…  Co za to

można kupić?  Taki sznurek jest wart zbyt wiele, aby płacić nim za żywnoœć –

kupuje się za to ziemię, łódŸ, œwinie, a za narzeczonš podobno  trzeba

“odpalić” jej rodzinie aż 25 sznurków.   Kobiety i dziewczynki z Langa –

Langa majš co robić !  Z

wielu chat dochodzi stukanie tłuczków… Jak widzicie dali mi potrzymać do zdjęcia

całe naręcze naszyjników – produkowane zapewne przez wiele miesięcy. Toż to

majštek!  A tak serio, to jednostkš monetarnš na Wyspach Salomona jest dolar

salomoński.  Za 1 USD płacš 4,75 “salomonów”.

malaitwd.jpg (17734 bytes)

wdb143p.jpg (23851 bytes)

Wojownik z Highlandów –

Papua

Po powrocie z Malaity

do Honiary przyszła wreszcie pora odlotu na Papuę Nowš Gwineę. Z

wyjštkiem częstych lotów z Australii niewiele jest możliwoœci dotarcia do tej owianej

legendš pierwotnoœci wyspy.  Znalazłem ciekawe rozwišzanie: dwa razy w tygodniu

lata tam samolot z Wysp Salomona. W dodatku na odcinku tym ważna jest tania taryfa Visit

South Pacific Pass!  I tš właœnie trasš, popijajšc dobre piwo z rajskim ptakiem

na puszce polecieliœmy do Port Moresby – stolicy Papui. Do naszego samolotu przed

wpuszczeniem garstki pasażerów przeładowano pod eskortš z helikoptera ładunek

salomońskiego złota…

wdc002p.jpg (41176 bytes)

Praca na polu słodkich

ziemniaków (sweet potatoes)

Papua okazała się

bardzo trudna w eksploracji – a to ze względu na brak dróg, niesolidnoœć lokalnych

linii lotniczych, kiepski stan bezpieczeństwa  i wysokie koszty zorganizowanej

turystyki w interiorze. Mimo to udało sie nam odwiedzić najciekawsze regiony tego kraju:

Highlands czyli góry (łšcznie z rejonem Tari), wybrzeże koło Wewak i Madang.

Spłynęliœmy też wielkim dłubanym canoe po Sepiku z Ambunti aż do misji Timbunke.

Papuasów ze œrodkowej częœci wyspy możecie zobaczyć z bliska  na stronie ze zdjęciami portretowymi Twarze Papui

Papua Nowa Gwinea

jest na tyle interesujšca, że zasługuje na swojš własnš stronę www, znajdziecie jš

pod tym linkiem: PAPUA 

  Ale nie zapomnijcie wrócić tutaj, by razem ze mnš podšżyć dalej w podróży

dookoła œwiata do egzotycznego Sułtanatu Brunei

O

moich wczeœniejszych podróżach dookoła œwiata i spostrzeżeniach dotyczšcych

organizacji takich  dalekich  podróży  możecie  przeczytać  

na  osobnej  stronie:  DOOKOŁA  ŒWIATA