Vanuatu – Wojciech Dšbrowski (Czwarta Wielka Podróż cz.II) (4rtw2.htm)

4rtwtytpl.jpg (28085 bytes)

częœć II: przez

Vanuatu, Salomony i Papuę

  Nie zawsze udaje

się pokryć całš misternie obmyœlonš trasę podróży biletem kupionym według taryfy

“Dookoła œwiata” czyli RTW. Tak było i w moim przypadku. Szukałem więc

sposobu na tani bilet, który pozwoli mi odwiedzić rzadko uczęszczane wyspy Melanezji i

znalazłem go w… internecie. Okazało się, że linie lotnicze państw

leżšcych na Pacyfiku podpisały porozumienie o utworzeniu wspólnej taryfy Visit South

Pacific Pass, pozwalajšcej względnie tanio latać między wyspami Oceanu Spokojnego.

Poprosiłem mojego agenta, aby skontaktował się pod ustalonym przeze mnie adresem za

granicš i uzyskał tam szczegóły dotyczšce sposobu wystawiania biletów – szlak

został przetarty…

wdb065p.jpg (17410 bytes)

Port Vila z lotu ptaka

Z Nowej Kaledonii

przylecieliœmy na mało u nas znany archipelag Vanuatu – dawne (do 1980

roku) angielsko-francuskie kondominium Nowych Hebrydów. My ich nie znamy, ale oni nas

znajš !   Miałem wielkš satysfakcję, gdy dowiedziałem się, że turyœci z

Polski jako jedyni spoœród narodów Europy Wschodniej nie potrzebujš wizy przy

wjeŸdzie do ich kraju…  Stolica państewka – Port Vila (na zdjęciu) leży na

wyspie Efate – w głębi malowniczej zatoki…

Przypominam tu trasę całej podróży:

4RTWmapa.jpg

wdb086p.jpg (21263 bytes)

Stolicę

Vanuatu zamieszkuje zaledwie kilkanaœcie tysięcy mieszkańców, cały naród

liczy 180 tysięcy …  Główna ulica handlowa – Kumul Highway (na zdjęciu)

przebiega równolegle do brzegu zatoki. Obiekty warte zobaczenia położone sš nieco

wyżej na zboczu: parlament, naprzeciw niego centrum kulturalne mieszczšce muzeum i

kolonialny gmach starego sšdu sprzed którego otwiera się ładny widok na zatokę

usianš zazwyczaj bialymi plamkami kotwiczacych na niej jachtów…

wdb087p.jpg (24803 bytes)

Kraj jest biedny i

poza opłatami za udostępnianie swojej morskiej strefy ekonomicznej dla połowów

niewiele ma przychodów. Władze postrzegajš turystykę jako szansę rozwoju

ekonomicznego. Wokół stolicy zbudowano nad lazurowym oceanem kilka dobrych hoteli. Ale

na razie turystów pojawia się niewielu. Najbliżej na Vanuatu majš Australijczycy. Co

kilka dni do Port Vila zawija mały statek wycieczkowy. Wtedy jak spod ziemi na bazarze

pojawiajš się stragany z muszlami, spódniczkami z kolorowego włókna i damskimi

stanikami z połówek kokosów. Można płacić australijskimi dolarami lub miejscowymi

vatu… Za 1 USD placš w banku 130 vatu…

wdb089p.jpg (30805 bytes)

Turysta szukajšcy tu

zabytków architektury czy historycznych pamištek rozczaruje się.  To co wyspy

majš do zaoferowania to raczej folklor, szmaragdowo-błękitne morze i osobliwoœci

przyrody. Do tych  położonych najbliżej stolicy zaliczyć można kaskady obok

wioski Mele – 12 kilometrów od Port Vila.  Jedzie się tam minibusem lub zbiorowš

taksówkš. Za wstęp miejscowi pobierajš 500 vatu. Następnie podwija się nogawki,

zostawia przy wejœciu niepotrzebne buty i maszeruje w górę korytem górskiej rzeczki

pokonujšc liczne naturalne stopnie i progi, na których pieni się woda.

Czasem trzeba zejœć

na błotnistš œcieżkę ryzykujšc poœlizg, w innych miejscach szukać oparć dla stóp

wykutych w wysokich głazach nad którymi rwie wartki strumień wody . Wędrówka kończy

się u stóp 30-metrowego wodospadu. Miejsce jest malownicze i na pewno warte tego

kwadransa jazdy głównš drogš wyspy.  A drogi na Vanuatu generalnie sš kiepskie.

Nawet ta główna, 132-kilometrowa, która obiega całš Efate wzdłuż wybrzeży  

jest pełna dziur i zerwanych mostków, szczególnie po zachodniej stronie wyspy. Można

wypożyczyć samochód i wyruszyć dookoła. Po drodze będš ładne plaże, jaskinie,

punkty widokowe, dobre miejsca do nurkowania i snorkelingu… Tylko trzeba sie liczyć z

miejscowymi obyczajami plemiennymi, które wymagajš, aby przed wejœciem na  

czyjeœ terytorium (np do wioski czy na plażę) prosić właœciciela o zezwolenie.

Czasami wišże się to z drobnš opłatš… Ale z odmowš turysta raczej się nie

spotyka, Miejscowi sš powœcišgliwi w stosunku do obcych, ale życzliwi i chętnie

nawišzujšcy rozmowę…

wdb090p.jpg (22571 bytes)

wdb069p.jpg (42399 bytes)

   

Opiniš najciekawszej wyspy archipelagu cieszy się wœród turystów Tanna.

Ze stolicy Vanuatu leci się  tam prawie godzinę 18-miejscowym “twin

otterem”.     Tu już nie ma nawet odcinków asfaltowych dróg i

hoteli z klimatyzacjš. Sztandarowš atrakcjš Tanny jest wulkan, ale zanim wyruszyliœmy

w jego kierunku czekała na nas jeszcze inna atrakcja: wizyta w tzw. custom

village czyli tradycyjnej wiosce. Tradycyjnej, czyli takiej, w której żyje

się  jak w dawnych czasach…

Wnętrze

wyspy jest górzyste. Gdy po kilku kwadransach telepania się terenowym wozem na

gruntowej, błotnistej drodze zauważyliœmy w końcu ukryte w zieleni,  nakryte

strzechami chaty dało się słyszeć bębnienie. To kilkuletni chłopiec walšc

drewnianym tłuczkiem w wydršżonš kłodę powiadamiał swoich ziomków, że przyjechali

biali. Yakel Prostokštne chaty o œcianach wyplatanych z pasemek bambusa. W progach majš

wbitych kilka półmetrowych palików, aby do œrodka nie wchodziły wałęsajšce się

wszędzie œwinie. W największej chacie palenisko, na którym przyrzšdza się posiłki.

Dym uchodzi przez otwór drzwiowy i szpary w dachu. Kobiety przepasane tylko spódniczkami

z naturalnych włókien wyplatajš maty z liœci pandanusa, na których tu się sypia.

Wokół chat rosnš bananowce, cytrusy i krzewy kavy (po polsku – pieprzowca), z której

korzeni przyrzšdza się narkotyczny napój…     

wdb070p.jpg (27269 bytes)

wdb076p.jpg (33204 bytes)

W

œrodku każdej wioski jest tu spory plac pod cienistymi banyanowcani zwany nakamal,

gdzie wieczorem mężczyŸni zbierajš się, aby pić kavę. (Próbowałem tego napoju

kiedyœ na Fidżi – wysuszony i starty lub przeżuty korzeń moczy się w wodzie, a

nastepnie wyciska. Powstaje ciecz koloru gliny. Gdy się to pocišga to lekko cierpnie

język, a potem robi się wesoło. Na ubitej ziemii nakamalu od

œwięta odbywajš sie tańce. Tego dnia tańczyli jednak i œpiewali wyłšcznie dla nas.

Najpierw sami mężczyŸni. Zaczęło się od przytupywania w rytm pieœni (jak takie

chłopy tupnš wszyscy razem, to ziemia się trzęsie)…

Razem

z dorosłymi mężczyznami stajš do tańca młodzieńcy, a także kilkuletni malcy,

którzy naœladujš ruchy dorosłych z takš powagš, że patrzšc na ich popisy można

zrywać boki. Kiedy ziemia jest już należnie obtupana tancerze podskakujšc w rytm

pieœni ruszajš po okręgu. Wyglšdajš wtedy jak rój wirujacych pszczół. W tej fazie

do tańca właczajš się także kobiety, posuwajac się równolegle do mężczyzn na

zewnštrz tanecznego kręgu.   Gdy skończš się tańce dziewczyny rozkladajš

na płachtach wyprodukowane przez mieszkańców wioski pamištki: figurki z drewna, 

młotki o obuchach z kamienia, bambusowe flety i spódniczki z trawy… Niestety jakoœć

tego rekodzieła nie jest najwyższa. Korzystamy wtedy z okazji, aby za poœrednictwem

tłumacza zapytać o życie tych ludzi.   -Nie, tutejszy “chief” czyli

przywódca plemienia nie zgadza sie, aby dzieci z wioski chodziły do szkoły. Uważa, że

sprawi to, że zapomnš one o starych tradycjach… Wioska jest prawie samowystarczalna i

rzšdzi się swoimi, nie zmienionymi od wieków prawami. Nie potrzebujš ani

elektrycznoœci, ani telefonu… Rzeczywiscie: kojarzę dopiero teraz, że słupów ani

drutów na wyspie nie widać !

 

wdb072p.jpg (32108 bytes)

wdb077p.jpg (5695 bytes)

Największš

atrakcjš przyrodniczš Tanny jest wulkan Yasur. Aby do niego dotrzeć trzeba kiepskš

drogš budowanš jeszcze podczas II wojny œwiatowej i od tego chyba czasu nie

remontowanš przejechać na wschodni kraniec wyspy.  Po przekroczeniu 550-metrowej

przełęczy otwiera się widok jak na zdjęciu obok. W dole jezioro Isiwi, a nad nim

dymišcy, pokryty wulkanicznymi popiołami stożek wulkanu. W przewodnikach piszš o tym

wulkanie, że to “najbardziej dostępny wulkan œwiata”. Rzeczywœcie: terenowym

samochodem 4WD, po opłaceniu myta wodzom miejscowych szczepów można dotrzeć prawie na

samš krawędŸ krateru…

wdb079p.jpg (10080 bytes)

Od

“parkingu” na polu lawy œcieżka wytyczona bambusowymi żerdziami prowadzi w

górę – na krawędŸ stożka.  Tam gdzie się kończy podnoszš się ku niebu

kłęby dymu, niosšcego czarny pył i zapach siarki. Pusto. Jesteœmy jedynymi tego dnia

turystami, a może nawet jedynymi w tym tygodniu. Na wyspie jest już wprawdzie kilka

małych osrodków hotelowych i trzy czy cztery prymitywne guesthousy, ale tłumów

turystów raczej nie widać…

wdb083p.jpg (27703 bytes)

Niby nie jest to

dużo wyżej, ale gdy spojrzeć za siebie to okazuje się że samochód, który pozostał

w dole zrobił się maleńki… Mimo że Yasur ma tylko 361 metrów wysokoœci 

szeroki stšd widok. W dole, między wulkanem a wybrzeżem leży wioska, której

mieszkańcy wyznajš kult “cargo” – oczekujš nadpłynięcia obiecanego przez

niejakiego Johna Fruma statku, który jak amerykańskie okręty podczas wojny przywiezie

wszelkie dobra,  rozdawane następnie wyznawcom. A że na wielu amerykańskich

transportach był czerwony krzyż, to ten właœnie znak stał sie symbolem tej dziwnej

wiary…

wdb081p.jpg (13088 bytes)

Gdy stajemy w końcu

na krawędzi krateru rozpoczyna się nie lada spektakl. Co kilka minut z głębi stożka

dochodzi seria grzmotów i stęknięć. W chwilę póŸniej widać unoszšcy się ponad

kraterem skłębiony obłok dymu i popiołu (na szczęœcie wiatr znosi go dziœ w

przeciwnš stronę). Lecš w górę mniejsze i większe kamienie – tzw. bomby wulkaniczne,

ale na szczęœcie spadajš z powrotem do wnętrza krateru. Dreszczyk emocji! Zdjęcia,

kilka minut nagrania video. Pył osiada na odzieży i sprzęcie…  Trzeba schodzić!

  

wdb085p.jpg (34264 bytes)

Mieliœmy potem

pecha. Gdy syci wrażeń  zjeżdżaliœmy już w dół, na głazach prymitywnej

drogi nasz landcruiser złamał resor. A to nie Europa, gdzie przez telefon można wezwać

pomoc drogowš!    Za dwie godziny z lotniska po przeciwnej stronie wyspy

miał odlecieć jedyny tego dnia powrotny samolocik. Ruszyliœmy w dół pieszo wœród

wysokich drzewiastych paproci – liczšc tylko na Opatrznoœć i szczęœliwy przypadek. I

udało się! Na pustej drodze u stóp wulkanu pojawiła się o dziwo furgonetka, którš w

ostatniej chwili, po chwilach emocji  dotarliœmy na lotnisko by jednak

“złapać ” lot do Port Vila…

Ale to jeszcze nie koniec przygód. Ze stolicy wyspy Efate – gdzie

mieszkaliœmy – na międzynarodowe lotnisko jest bardzo blisko. Kiedy póŸnym wieczorem

pojawiliœmy się tam z naszym bagażem gotowi do odlotu na Wyspy Salomona okazało sie,

że czeka nas kolejna niespodzianka.  Narodowy przewoŸnik – Air Vanuatu posiada

tylko jeden odrzutowy samolot latajšcy na międzynarodowych trasach. Otóż ten boeing

737 miał nieszczęœcie stać dwa dni wczeœniej na płycie lotniska w Sydney, gdy

przyszło starszne gradobicie. Grad uszkodził płyty poszycia maszyny i Air Vanuatu

pozostało na czas jakiœ bez samolotu.  A my w konsekwencji wróciliœmy z lotniska

do hotelu, by do Honiary polecieć dopiero następnego wieczoru i to bardzo okrężnš

drogš – przez Brisbane w Australii…

Melanesia_mp.jpg (18002 bytes)

O

moich wczeœniejszych podróżach dookoła œwiata i spostrzeżeniach dotyczšcych

organizacji takich  dalekich  podróży  możecie  przeczytać  

na  osobnej  stronie:  DOOKOŁA  ŒWIATA